Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avada Simpson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avada Simpson. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2016

Avada Simpson

#1 Element zaskoczenia? Cóż ja takich niespodzianek nie lubię. (Kto lubi?) Ale przetrawiłam i zdaję się ogarnęłam wszystko.
O to przepraszam. Ale tak teraz mi się wszystko z Rosją kojarzy. Będzie pył! To bardzo dobrze. Bardzo dobrze.
Zaraz lecę czytać dwie zaległe notki, to się wypowiem. ;)
Cóż te niespodziankowe ożywiania Marvela, chyba gdzieś przy dziesiątym razie straciły element zaskoczenia. Zgadzasz się? I kurcze: co oni jej zrobili? Tak, tak ten motyw sobie podaruj.
#2 Bucky wspinając się i skacząc tak bardzo przypomniał mi Spidey'a. ;) Ale to oznacza że nie wyszedł z formy.
[...]
,,— Tak po prostu sobie pójdziesz?! Mówisz mi, że jedyna osoba, którą obchodziłam, nie żyje i tyle?! Nic więcej?! — krzyczy. — Może ciebie to nie rusza, może masz ją i wszystko co nie jest tobą w cholernej… " - dziewczyna igra z ogniem, ale robi to bardzo dobrze. Podziw dla ciebie Lika! Polubiłam ją przez ten fragment. Myślałam że Jamie coś jej zrobi, ale dobrze że wyszło jak jest.
Rozdział ogółem bardzo dobry, więc lecę czytać 27! ^^
#3 N błagam nie rozwalaj mi psychiki 28, dobrze? Parę notek temu zastrzeliłaś Yelenę, i dobrze wiedziałaś że ci się oberwie, a teraz na samym wstępie mówisz że oberwie ci się znowu? N, no weź.
,,Powinienem być delikatny.— Twoja ciotka nie żyje." - nie wytrzymałam. Roześmiałam się w głos. Wiem powaga sytuacji, ale to co James myśli, a to co mówi to zupełnie dwa inne światy! No delikatne to to akurat w żadnym stopniu nie było.
[...]
Błagam nie. Nie Natasha. Ona jest trująca. I jej nie lubię. A mogę się założyć że maczała w tym swoje palce (pazury). Ta Ava nie wzbudza we mnie zaufania. A Bucky zapewne będzie chciał jej pomóc. co się oczywiście źle skończy. N zlituj się nad tym 28. Prooszę.
Rozdział ogółem wyśmienity! ^^
/Przy dziesiątym? Przewidywalne i żenujące stało się to już przy drugim z rzędu "Niespodzianka! Loki jednak żyje!". Zakład, że w Rangaroku znowu go ukatrupią, a w następnym filmie (albo jeszcze w tym samym...) go ożywią? A jeśli chodzi o Yelenę - doznała bardzo rozległych, ciężkich oparzeń, naukowcy z AIM zrobili z niej królika doświadczalnego, a gdy im się sprzeciwiła, wysadzili ją.

/Przyznaję, że pisząc o wspinającym się Bucky'm, zupełnie nie myślałam wtedy o Pająku. Właściwie to nigdy o nim nie myślę, bo zwyczajnie za nim nie przepadam. Delikatnie mówiąc :P Czasem mam po prostu muszę wyeksponować to, że jest "super". Dlatego skacze sobie z czwartego piętra. Bo może.
/Lika Medvedev to córka adeptki Red Roomu, wychowywała się w otoczeniu innej adeptki RR, a do tego sama jest... jaka jest, więc nic dziwnego, że nie skuliła się w kącie, by poszlochać. Szczególnie, że Bucky nie jest osobą, za którą przepada.

/Nie mogę niczego obiecać, ale się postaram :P Ale hej, te notki nie są takie złe. Spytaj Blue. W jednej z napisanych dla niej miniaturek zabiłam Bucky'ego (nawet dwa razy, jeśli wspomnienie o upadku się liczy ^^), przebiłam mu klatę na wylot i wpakowałam w śpiączkę. A to wszystko w tysiącu słów!
/Jeśli chodzi o to, że Bucky zaprzecza samemu sobie - jest na takim etapie, że myśli jedno, mówi drugie, robi trzecie. On postępuje nielogicznie, jąka się, potyka o własne nogi, nie śpi, nie je, jedzie na tabletkach popijanych alkoholem i pije tyle energetyków, że ich skład chyba na stałe zapisał mu się w DNA. Trochę z nim... ciężko. Ale nic dziwnego, chłopak ma problemy.
/Natasha się nie pojawi, tyle powiem. A Ava za nią nie przepada, delikatnie mówiąc. Natasha obiecała jej, że wróci po nią i znajdzie jej matkę. Nie zrobiła żadnej z tych rzeczy i zwyczajnie o niej zapomniała, a Ava wylądowała w SHIELD, odizolowana od świata. Dopiero po kilku latach udało jej się uciec. I to nie od Avy Bucky oberwie.
#1 No siedemdziesiąt lat, to tak trochę długo... Ja zawsze wiedziałam że wszyscy cię kochają. A on to już w szczególności!
Szczerze życzę ci powodzenia. (Czy ze mną coś jest nie tak?) Już dawno nie życzyłam nikomu śmierci. Od wczoraj kiedy to mój królik (znów) zaczął gryźć kabelki. Dużo różnych kabelków.
#2  Szurnięty chłopak ciotki Leny. Zombie. - ten tekst mnie podbił. Nie wyszczekana co Barnes?
[...]
,,Dla mnie te..." - to niedokończone zdanie było bardzo dyskretne i nikt się nie domyślił, że tak na serio cholernie ci na niej zależało. Ale nie, nie mówmy o tym bo przecież po co? 
#3  Rosyjska wódka i energetyki to przecież świetnie dobrany duet! James a ty się dziwisz że się cały trzęsiesz.
Najpierw mówisz że lepiej żeby ochroniarze cię nie złapali, ale następnie gadasz sobie z jakąś rudą nastolatką? Dobra, dobra nie wnikam.
,,Przestań. Tyle. Gadać." Zawsze wszyscy do mnie tak mówią. A szczególnie mój psor od akordeonu: ,,Przestań tyle gadać. Zacznij w końcu grać!" :D
,,Potrzebuję snu. Muszę zasnąć, choćbym sam musiał się znokautować." Jakbym słyszała swojego chłopaka.
,,Pieprzona Belova." Jak ty ją uwielbiałeś, Jamie...
/Tak, kochali mnie tak bardzo, że trzymali mnie w lodowej trumnie, żebym czasem nie zrobił sobie krzywdy. Tak bali się mnie stracić. To się nazywa miłość. Że też tego nie doceniałem.
/Jeśli coś z tobą jest nie tak, to co można powiedzieć o mnie? Wiesz, to ja mam to... trochę dziwne hobby, polegające na strzelaniu do ludzi. Nie polecam, marny relaks.

/Wiesz, teoretycznie można powiedzieć, że jestem zombie. Umarłem, mam datę śmierci - czwartego marca, tak tylko przypomnę, mam grób, a jednak żyję. Jestem więc żywym trupem. 
/A dlaczego mam spowiadać się komuś z tego, co czuję? To sprawa moja i osoby, którą tym obdarzam. A z nią to już raczej nie porozmawiam. Chyba, że Tam, gdy to wszystko się już skończy.

/Mogę pić. Nie upiję się, więc jaki problem? I nie trzęsę się cały. Czasem tylko dość mocno drżą mi dłonie... i reszta rąk.
/A może mam słabość do rudych nastolatek, co? Ludzie mają różne dziwactwa, nie oceniaj mnie z góry.

/I nie krytykuj mojego sposobu okazywania sympatii. I tak, pieprzona Belova.

7 lutego 2016

Avada Simpson

Jezusie i wszyscy Święci. Ta zła kobieta zabiła Yelenę. Zabiłaś Yelenę. Zabiłaś. Yelenę. Ty. Zła. Kobieto.
Raczej kojarzę. ;) Akurat chyba pierwszy raz cieszę się że czegoś nie potrafisz. Bo zabijanie nieźle ci idzie.
Patrzenie boli. Mogło wyjść im ciut (baardzo..) lepiej.
Jak by coś się pojawiło, jestem bardzo chętna.
Yelena? Żyjesz? (Wiem że nie odpowie, ale jest to bardzo dziwne uczucie wiedząc że leży w mieszkaniu w Rosji, wśród ciał agentów Hydry i że prawdopodobnie Tarcza dojdzie co tam się stało, i że James ich bardzo mocno rozwali na drobny maczek! Zabiłaś Yelenę. Uhh!)
[...]
Zabiłaś Yelenę. Ciekawe spryciarzu co napiszesz w Walentynki.
Yelena nie żyję.
Przepraszam jeśli zrzędziłam ale tak trochę nie wierzę w to co się stało. Ty nas chyba nie lubisz..
/Coś tak czułam, że nieźle mi się oberwie za #25, i że powinnam lepiej zostać przy pierwszej wersji, w której nikt nie ginie, ale cóż... przynajmniej nikt nie może odmówić mi elementu zaskoczenia, co nie?
/Nie w Rosji, a w Ukrainie. Konkretniej w Kijowie, wcale nie tak daleko ulicy Wasylkoskiej. Yelena była Ukrainką, a w Kijowie mieszkała ze swoją ciotką Olgą, więc sądziłam, że to naturalne, że chciałaby tam wrócić. I tak, Bucky rozniesie ich w pył, bo możesz mi wierzyć, że nikt nie ujdzie cało ze spotkania ze wściekłym Winter Soldierem. 
/A o walentynki nie musisz się martwić ;) Bucky ma Yelenie jeszcze całkiem sporo do powiedzenia, a fakt, że jest osobą wierzącą jest tu pomocny.  

/I wcale nie jestem aż taka zła, Marvel potraktował Yelenę znacznie gorzej. Najpierw ją zabił, a potem "Niespodzianka! Ona wcale nie jest martwa (choć pewnie chciałaby być)!" i skończyła na stole laboratoryjnym, jako eksperyment naukowy:
 Ja podaruję sobie ten motyw. 
Jakbyś zapomniał to mógłbyś oderwać jakąś klamkę, co nie?
Jak uważasz.
Jeśli nie będą mieli chęci zrozumieć weźmy ich złapmy i pokażmy co przeżywałeś przez pieprzonych siedemdziesiąt lat.
A ja myślałam że jesteś James. To dla każdego.
Rozwalisz ich wszystkich prawda? Trzymam kciuki. (To już taka adnotacja do dzisiejszych wydarzeń.) 
/Siedemdziesiąt lat... Brzmi jak jakiś pieprzony absurd, prawda? Ktoś powiedział mi kiedyś, że Bóg doświadcza tego, kogo miłuje, i jeśli to prawda, musi kochać mnie jak jasna cholera.
/Nie musisz trzymać za mnie kciuków, nie potrzebuję tego. Znajdę ich wszystkich, jednego po drugim, i najpierw pozbędę się każdego, na kim im zależy, a potem ich zabiję. Dokładnie tak, jak mnie uczyli.

30 stycznia 2016

Avada Simpson

Kiedy wracasz, i nadganiasz wszystko a jedyne co przychodzi ci na myśl to: ,,Ciekawe jak James wygląda z krótkimi włosami?" Mój tok myślenia mnie czasem zadziwia.
Nie co się stało, jak poszło z Yeleną, nie dość niepokojące myśli gdy Lukin był ZA blisko Bucky'ego ale włosy. (Właśnie! Myślałam że Lukin zrobi bardzo brzydką rzecz panu Barnesowi i już chciałam zgłaszać reklamację!) Ostatnio Jefferson mnie uratował. Walczyłam o dobrą ocenę z historii, i gdy padło pytanie od którego zależała moja ocena: ,,Kto brał udział w tworzeniu Deklaracji Niepodległości?" myślałam że zacznę skakać bo zapamiętałam ich tylko dlatego ze był tam Jefferson. Mam takie ciekawe życie. ;) Szczerze nie zwróciłam uwagi. Trzeba będzie zobaczyć odcinek jeszcze raz. Zgadzam się w zupełności! Jeff ma styl. Ja go właśnie nie za bardzo shhipowałam z Emmą, ale pan Stan i panna Morison byli wtedy razem. Znów się zgadzam. To miłe gdy ludzie podzielają twoje zdanie. :) Ogółem rozumiem o co chodzi, ale tak trochę nie rozumiem. To znaczy wiem co to jest, ale nie wiem jak to się robi. 
N co z twoimi ff? Tym z dzieciątkiem? Urocze było. ^^ 
/Pomogę ci trochę - Bucky z krótkimi włosami jest łudząco podobny do takiego jednego aktora z Rumunii. Pewnie go kojarzysz ;) A jeśli chodzi o Lukina i bardzo brzydką rzecz - tylko zasugerowałam, możesz odebrać to jak chcesz i dzięki temu reklamacja nie będzie konieczna. A poza tym, nie wzięłabym się za opisywanie czegoś takiego, bo zwyczajnie wiem, że nie potrafię.
/Przy Jeffersonie styliści odwalili kawał naprawdę dobrej roboty, bo prezentuje się świetnie w obu światach i mimo klątwy nie gubi swojego stylu i "tego czegoś", co go wyróżnia - ekscentryczności i ekstrawagancji. I uwielbiam jego kamizele, naprawdę uwielbiam. 
/Jeśli chodzi o szczegóły związane z grą, trzeba pytać o to Red Hooda (tutaj). On się tym zajmuję, ja tylko dręczę ludzi ;)

/I tak bajdełejem - wychodzi komiksowa wersja filmu CA:WS (tak chyba najlepiej można to nazwać) i tylko spójrz na te rysunki: klik, klik.Ten Winnie! Ten Zola! Ten Steve! Patrzenie na to niemal boli. A mogło wyjść tak dobrze...

/Jeśli chodzi o miniaturkę - staram się ją skończyć, naprawdę, ale jakoś nie mam do tego serca. Przez cały ten czas skasowałam więcej, niż dopisałam, bo wszystko wydaje mi się być za mało dobre, za sztywne, a nie chcę publikować byle czego. Z części drugiej wrzuciłam tyle i od tamtego czasu nie rozrosła się za bardzo.
Yelena czy Jamie w krótkich włosach przypomina bardziej Jamesa z czasów Howling Commando?
/Chyba tak, tak przynajmniej mi się wydaje. Pewna jestem tylko tego, że nie przypomina już zaniedbanego drwala. To już coś, nie?
Oczywiście że wszyscy doceniają twoje szczere chęci, ale wiesz... dzieci mogłyby podczas wręczania zauważyć że masz metalową rękę. Co zrobiłby dzieciak, płaczący na widok Świętego Mikołaja na widok dość dużego trochę strasznego pana? Ale jak coś wiedz że przesyłam ci fale empatii, żeby twoje biedne, stare serce nie było zranione. Ja jednak wolę nic nie mówić, a żebyś ty dąsał się na kogoś innego. Po za tym że jesteś okropnym zrzędą i masz słabsze momenty, jesteś spoko gość. Prawie stu letni, ale spoko. Zgadzam się w zupełności. Ja mam własne zdanie. Ty też je masz. I lepiej tak to zostawmy. Cóż ze zrozumieniem idzie usprawiedliwienie. Nie zawsze, ale bardzo często. Gdy ktoś zrozumie co spotykało cię przez ten długi, długi czas w jego głowie zacznie kształtować się też usprawiedliwienie wszystkich twoich czynów. Najprawdopodobniej. Bo mogą też po prostu cię nie zrozumieć. I wtedy będzie ciut gorzej.
Właściwie to z tej strony. Masz rację James. Cóż ekspertem staję się przez udoskonalanie się w swojej sztuce prawda?
Nawet te przebłyski mogą zaprowadzić cię do czegoś dobrego. A co to będzie, musisz sam zadecydować.
Punkt dla ciebie.
/Tak, wiem, że mam metalową rękę. Tak, wiem, że nie wygląda zbyt zachęcająco, i tak, wiem też, że jakiś dzieciak na jej widok mógłby się rozbeczeć, ale dzięki za przypomnienie. Jeszcze na jakiś czas zapomniałbym o niej i co wtedy?
/W tym roku stukną mi dopiero dziewięćdziesiąt cztery lata. To nie jest "prawie sto". Prawie sto będzie wtedy, gdy będę miał dziewięćdziesiąt dziewięć. I pół. A do tego mi jeszcze daleko, więc wypraszam sobie. I jak już nie raz mówiłem - ja nie zrzędzę. Czasem ponarzekam, ale nie zrzędzę. To różnica. 
/Jestem świadomy tego, że wielu ludzi może tego nie zrozumieć, że mogą nawet nie chcieć zrozumieć. Jestem kim jestem, zrobiłem to, co zrobiłem, więc to oczywiste i zrozumiałe, że ludzie mogą różnie na to reagować. I będą. Najczęściej pewnie niezbyt przyjaźnie.
/Prawda, ale jakoś nie ciągnie mnie do tego, by dążyć do samodoskonalenia akurat w sztuce miłości. Jestem Żołnierzem, nie kochankiem. To nie dla mnie.

2 stycznia 2016

Avada Simpson

Ja też zawsze tak myślałam :D Tak jakoś jak wyszła ,,Alicja w Kranie Czarów" Burtona. Tylko że tam Kapelusznik był rudy i cóż... miała fajne gatki :P Ale manię na punkcie kapeluszy mieli taką samą. Też tak twierdzę. Odcinek z nią był BARDZO zły. Ale Ruby ^^ Który sezon był dla ciebie najlepszy N?
/Nie tylko mania na punkcie kapeluszy ich połączyła. Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale gdy Regina i Jefferson uciekali przed strażnikami Królowej Kier, gestykulacja Jeffa była łudząca podobna do tej Kapelusznika z "Alicji...". I tak poza tym, stroje Jeffersona rządzą. Ma naprawdę świetny styl i to w obu światach. Przez pewien czas żałowałam też, że to nie on był z Emmą, bo chemia między nimi była niemal namacalna. Ale ponoć (tak twierdzą internety) pan Stan i panna Morison byli wtedy parą, więc może dzięki temu i na ekranie między nimi iskrzyło. 
/Zdecydowanie pierwszy sezon jest moim ulubionym - za Grahama, za Jeffersona, za Ruby, za Augusta i za babcie z kuszą!

/Cieszę się też, że #19 się spodobało. Polecam też nadgonić część #18, która wyjaśni obecność Yeleny.

/I może byłabyś tym zainteresowana :)?
#1 No właściwie to tak. Dobra, już nie będę. Nie mówię że było to dobre, i że powinieneś za to dostać order uśmiechu, ale według mnie miałeś do tego prawo. Nie mi cię oceniać. Wolę nie ryzykować. Wiesz, niektóre usprawiedliwienia... dobrze usprawiedliwiają. (masło maślane) To że (tak wiem powtarzam się) byłeś traktowany w nieludzki sposób przez wiele długich lat, jest BARDZO przekonującym usprawiedliwieniem. Wiesz gdy kocha się swoją rodzinę, nie wpakowuję się córce kulki w łeb. W twoim przypadku można to nazwać obroną własną. Wtedy nie miałeś takich możliwości, ale teraz gdy potrafisz nie myśleć samodzielnie, możesz to zrobić. Taki opóźniony zapłon.
A ty już to potrafisz?
Dobrze wiedzieć. 
#2 James ktoś cię zrobił na aniołka :D
[link]
/Och, nie dostanę orderu uśmiechu? Dlaczego? Przecież się staram, jestem miłym człowiekiem... no, powiedzmy, że próbuję być, a to już coś. Znowu nikt tego nie docenia. Jak zwykle. Ale dobra, nie to nie, zrań moje biedne, stare serce.
/Dlaczego wolisz nie ryzykować oceniając mnie? Przecież ci nie zabraniam, proszę bardzo, każdy może mieć swoje zdanie i może je wyrażać. Najwyżej trochę się podąsam, ale przecież nie byłby to ani pierwszy, ani ostatni raz. Uważam, że morderstwo to coś niewybaczalnego i mam do tego prawo, a ty masz prawo do posiadania innego zdania. Ale wiedz, że ja nie szukam usprawiedliwienia dla wszystkich tych rzeczy, które robiłem przez całe życie, zupełnie nie. Zrozumienia? Jak najbardziej, ale nie usprawiedliwienia. 
/Nie możesz być pewna tego, że ktoś, kto kocha swoje dzieci, nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Nie mówię akurat o niej, bo był z niej kawał zimnej suki i nic więcej, ale my nie o tym. Po prostu czasem szybka śmierć jest o wiele mniej bolesna od tego, co może zaserwować nam życie. Gdybym wiedział, że ktoś, kogo kocham, najprawdopodobniej będzie torturowany, może niewyobrażalnie cierpieć, może umierać powoli i boleśnie, nie wahałbym się przed posłaniem takiej osobie kuli w łeb. Dlatego, że jeśli się kogoś kocha, chce się mu oszczędzić bólu. A przynajmniej wydaje mi się, że tak jest. W końcu żaden ze mnie ekspert od miłości.
/I czy ja wyglądam na kogoś, kto podejmuje dobre decyzje? Jasne, czasem miewam jakieś przebłyski, ale głównie są one raczej marne. 

/Nie znam się jakoś specjalnie na aniołach, ale raczej daleko mi do jednego z nich.

17 grudnia 2015

Avada Simpson

Jafferson był dobrą postacią, szczególnie z tymi długimi włosami :D a i Grace była urocza ^^ też się często zastanawiałam nad mamą Grace, i nic mi do głowy nie przychodzi, ale chętnie bym zobaczyła jej historię. Ruby jest genialna! Mulan też, ale nie trawię Meridy. Nie wiem czemu bo bajka jest świetna ale w OUaT jakoś mnie nie przekonuję.
#17 to cudoo *o* definitywnie idealne.
/Osobiście obstawiałam, że matką Grace mogła być Alicja, ale OUaT in Wonderland wykluczyło tę opcję. A wielka szkoda, bo byłoby to dość ciekawe (choć jednak przewidywalne) rozwiązanie. Ale cóż, może trzeba cieszyć się z tego, że postać Jeffersona pożegnała się z OUaT w naprawdę dobrym stylu ("stary" Kapelusznik z S02E05 był świetny), i że jednak dostał swoje szczęśliwe zakończenie?
/O ile bajka była całkiem znośna, o tyle Merida w serialu jest ciężka do przełknięcia i zwyczajnie nudna. Nie jest to tylko moje zdanie, bo sporo osób twierdzi, że odcinek z nią w roli głównej był najgorszym w 5a. Ale za to mogliśmy znów zobaczyć Mulan i Kapturka. 

/Miło czytać, że się spodobała :) Już bałam się, że trochę za bardzo dałam się ponieść.  
Hej Maria!
Miło cię poznać :)
Co teraz robisz?
Jak się układa twoje życie?
Co sądzisz o każdym z członków Avengersów?
Co sądzisz o Bucky'm?
Jak skomentujesz obecną sytuację?
Ulubiony smak lodów?
/To, czym aktualnie się zajmuję, to sprawy do których ma się dostęp powyżej poziomu szóstego. Powiem tylko, że nadal pracuję w SHIELD, choć nie jestem już łączniczką między agencją i inicjatywą Avengers. Obecna sytuacja nie bardzo na to pozwala. Przez sprawy z Inhumans, z pozwami, odszkodowaniami i Ultronem, a do tego przez Nowy Jork, Meksyk, Londyn i Waszyngton opinia publiczna i rząd są przeciwko nam. Nie da się już zamieść tego pod dywan, więc staramy się choć jakoś to złagodzić.
/Jak układa się życie osobiste? Już dawno zapomniałam, czym ono jest. Mniej więcej wtedy, gdy zaczęłam odpowiadać bezpośrednio przed Fury'm. 

/Z Bartonem pracowałam najdłużej. Zawsze musiał robić wszystko po swojemu, niejednokrotnie ignorując przy tym rozkazy i zwyczajnie olewając wszelkie regulaminy. Ale to dobry agent.
Jeśli chodzi o agentkę Romanoff... od samego początku nie nabierałam się na jej maski i miałam ją na oku. I nadal mam.
Steve jest naprawdę dobrym liderem i potrafi utrzymać drużynę w ryzach. Poza tym, coraz częściej pokazuje, że jednak potrafi się wyluzować. 
Sam jest zdecydowanie najnormalniejszy z nich wszystkich. Da się z nim porozmawiać i nie oszaleć. A to naprawdę coś.
Rhodes to dobry żołnierz, wykonuje rozkazy, nie kwestionuje ich i nie jest Starkiem. To wielki plus.
Wanda jest... ciężka do rozgryzienia. Nadal trzymamy się na dystans.
A Vision? Niesamowicie dobrze wychowany i szarmancki. Jak na robota, oczywiście. 
/O Barnesie nie mogę powiedzieć wiele. Dobrze wyszkolony, poszukiwany i nie będę ukrywać - niebezpieczny. 

/Nie przepadam za lodami.  
Teraz mi jeszcze bardziej głupio. Czasami twoje odpowiedzi mnie zaskakują, i sprawiają że czuję się jak totalna idiotka. Przepraszam jeszcze raz.
Jeśli to wymyśliłeś to znaczy że masz bogatą wyobraźnię. Jeśli działo sie to naprawdę to chyba pominąłeś ten kawałek: ,,...Teraz przez długi czas, przecież nikogo nie zabiłeś. Nie licząc agentów Hydry oczywiście."
To czym jesteś teraz? Może facet który w końcu ma własne zdanie, ale jeszcze nie za bardzo wie co z nim zrobić? Taak, pewnie coś w tym stylu.
Zauważyłam.
/To chyba dobrze, że nie myślę schematycznie i potrafię czasem kogoś zaskoczyć, prawda? Tak chyba powinno być. I skończ przepraszać, irytuje mnie to.
/A agent Hydry to dla ciebie nie człowiek? Oni też mają rodziny - mężów, żony, rodziców, dzieci, czasem nawet wnuki, dla których byli dobrzy i których zapewne kochali. W jakiś ten swój, dość popieprzony sposób. Ja mam powody do uważania ich za nic nie warte śmiecie i tak właśnie jest, ale to nie zmienia przecież tego, że morderstwo to morderstwo. Tego się nie usprawiedliwia i nie bagatelizuje. To się potępia. Bez względu na usprawiedliwienie. Prócz obrony własnej, wtedy może nie być wyboru. 
/Posiadanie własnego zdania to jeszcze nie powód do dumy. Trzeba jeszcze potrafić podejmować właściwe decyzje i uczyć się na błędach. To już coś.
/I byłbym zapomniał - nie wymyśliłem tego.

5 grudnia 2015

Avada Simpson

uch.. powiedzmy że temat Gwiezdnych Wojen jest już zakończony. Co ty na to?
Odpowiadam trochę później, więc muszę ci powiedzieć że #16 skradło moje serce ^^
To ja zaczęłam oglądać jakoś w połowie 2 sezonu. Też najbardziej lubię Rumplestiltskina, ale ulubiona postać żeńska to Ruby \ Czerwony Kapturek. Co sądzisz o grze Pana Stana? (Przyłapałam się na tym że gdy mówię o jakimś aktorze, to dodaję zawsze pan przed nazwiskiem. Skutek uboczny czytania twoich dzieł :D)
To jeszcze napełniło mnie przerażeniem. Buckyś poradzi sobie sam. Ale czy będzie hmm... z nim ok? Tak duchowo? 
/Naprawdę brakuje mi Jeffersona w OUaT, bo była to naprawdę świetna postać i wielka szkoda, że twórcy nie chcą zrobić recastingu. Jasne, pan Stan był świetnym Kapelusznikiem, ale nie ma co się łudzić, że wróci do serialu. A z innym aktorem można by poruszyć temat np. matki Grace, bo ciekawi mnie to, kim była, i jak zginęła.
/Naprawdę cieszy mnie to, że Ruby (i Mulan! Mulan jest boska) pojawiła się w odcinku "The Bear King". Przynajmniej dla nich warto było go oglądać. 

/A czy z Bucky'm będzie ok? Cóż... zerknij na #17 :P Bardzo cieszę się też z tego, że #16 się spodobała.
 I powiem tyle - Yelena jeszcze kiedyś wróci.
Taak, niby masz rację. Właściwie masz całkowitą rację, i teraz to moje stwierdzenie wydaję mi się głupie.
Poczułam się okropnie głupio, i niekomfortowo. Czasami nie myślę zanim coś napiszę. Przepraszam. Wcale nie sądzę, że jesteś gościem który tylko wszystkich zabija. Po prostu kiedyś... torowałeś sobie drogę do celu i nie zważałeś na ofiary, i właśnie do tego się odniosłam. Teraz przez długi czas, przecież nikogo nie zabiłeś. Nie licząc agentów Hydry oczywiście. Zrobiłeś już bardzo dużo. Nie jesteś marionetką, potrafisz samodzielnie myśleć, i nie ulegasz wpływom. (Prawda?) Dajesz sobie bardzo dobrze radę. (Nie licząc spania.) Jeślibyś się postarał to odkryłbyś że potrafisz robić dobrze dużo innych rzeczy. Po za tym zrobić duże bum, to wcalę nie jest wielki wysiłek i często zdarza się przez przypadek.
Próbówka, jednak chyba lepsza rzecz niż twoje treningi. Bez urazy.
Koszmar, to nie do końca dobrane słowo. Po prostu masz pecha. Ale nawet tobie czasami zdarzały się lepsze momenty. Co by zmieniła twoja śmierć TERAZ? Nic.
Nie chciałam być nietaktowna. Czasami powiem coś co ma ci poprawić humor, a wychodzi źle. Przepraszam, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić i nie chcę.
Cholernie, ci nie wierzę.
/Nic dziwnego, że wydaje się głupie, skoro takie właśnie było. I nie ukrywam, że czuję satysfakcję z tego, że tym razem to nie mi wymsknęło się coś niestosownego, coś, co kogoś uraziło, albo wszystko spieprzyło. Poważnie, miła odmiana. 
/A skąd pewność, że nikogo nie zabiłem? Może odnalazłem dom Laury Brown, jednej z byłych agentek Hydry. Udało jej się uniknąć kary, mieszkała szczęśliwie w domku na przedmieściach z córką i psem. Wszedłem do domu tylnymi drzwiami, łatwo było wyłączyć alarm. Jej córka siedziała przy kuchennym stole. Zaczęła krzyczeć, gdy mnie zobaczyła. Brown zbiegła ze schodów, miała broń, ale mój widok przestraszył ją na tyle, że spudłowała. Zabrałem pistolet i przybiłem jej dłoń nożem do blatu, by się nie wyrywała. Potem posadziłem jej córkę po drugiej stronie stołu i oddałem Brown pistolet, pozostawiając jej tylko jeden nabój. Powiedziałem, że jej nie zabiję, jeśli zastrzeli małolatę. Że zostawię ją i odejdę. Była tak zdesperowana, że uwierzyła. Jej mała Abby płakała i błagała, ale ta zdzira wolała ratować własny tyłek i strzeliła jej prosto w głowę. Poderżnąłem jej za to gardło. A może nie zrobiłem żadnej z tych rzeczy, po prostu wymyśliłem wszystko na poczekaniu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że obie wersje są równie realne, co?
/Mam tyle samo siły, co Rogers. Jestem jednak lepiej wytrenowany, co daje mi przewagę. A raczej dawało, bo z najlepszego zabójcy na świecie zmieniłem się w... to, czym jestem teraz.
/Nie radzę podejmować prób rozbawienia mnie, bo zazwyczaj nie kończą się one tak, jak powinny. Mało rozrywkowy typ ze mnie.

20 listopada 2015

Avada Simpson

#1 Mój brat, kiedy byłam mała zmuszał mnie do oglądania tego... filmu. Teraz go nie za bardzo lubię, i nie mogę znieść widoku Vadera (?) i Yody, gdziekolwiek jestem. Marvel? Nawet nie wiedziałam. A więc to ich najgorszy film.
Oj tak! Ja to bym chciała zobaczyć taką notkę, tylko że bardziej rodzinną. Siostry, mama, albo taki chudziutki Steve. Te klimaty. 
#2 N oglądasz Once Upon A Time? Ulubiona postać męska i żenska? ;)
#3 jeejku... cóż spodziewałam się wielu rzeczy. Że Yelena zginie (tak, tak zaświtało mi to przez chwilę), że Bucky dostanie się w łapska złych panów, że Cap kopnie w kalendarz, ale rozejście dróg James'a i Yeleny? Zaskoczenie. Czyli co teraz będzie, i co będzie z Yeleną? Jaaa, N wytłumacz tak trochę co będzie dalej.
/Film jako film wydaje Disney, ale komiksy z serii SW należą już do Marvela. Kto wie, może kiedyś doczekamy się crossovera :P?
/Ok., najprawdopodobniej podzielę to na dwie notki- jedną ze Steve'm, drugą z ma Barnes albo/i jego siostrami. Jedna z nich pojawi się najpewniej już w #16 :)

/OUaT zaczęłam oglądać pod koniec pierwszego sezonu i od tamtego czasu nie przegapiłam żadnego odcinka. Serial czasem (bardzo czasem) bywa dość durnowaty, ale właśnie za to go lubię.
/A jeśli chodzi o ulubione postacie to niezaprzeczalnie są to; Mr. Gold/ Rumplestiltskin i Zelena/ Wicked Witch.

/A jeśli chodzi o naszą ulubioną parkę byłych rosyjskich skrytobójców to cóż, jeszcze nie zamierzam nikogo zabijać ani wpychać w łapy złych panów, więc spokojnie. Po prostu od jakiegoś czasu Yelena mówiła, że musi odstawić Likę w bezpieczne miejsce, a kto zaopiekuje się nią lepiej niż właśnie cioteczka Belova? A Buckyś... cóż, jakoś poradzi sobie sam.
Wiesz Yelena, ja to bym się jednak chyba cieszyła że nikt nie trzęsie się na jego widok. Albo i nie? Nie wiem, co o tym sądzić. Ale bycie strasznym, nie do końca zrównoważonym, dużym facetem, nie jest chyba takie znowu fajne. Prawda?
/Nie mówię, że się nie cieszę. Wręcz przeciwnie, to bardzo dobrze świadczy o jego postępach. I cóż, wcale nie taki duży z niego facet, jak mogłoby się wydawać. Nie wyróżnia się w tłumie jakoś szczególnie, bo nie musi. 
#1 Nie to że cię nie doceniam. Po prostu twoje historie, są... przerażające. Albo ohydne. Albo po prostu nie fajne. Ja cię w pełni doceniam, ale czasem wolę nie poznawać szczegółów.
Ludzie nawet nie mają kiedy tego powiedzieć, bo zaraz przyjdziesz i pozabijasz ich parasolką. (Przepraszam, ale przeczytałam książkę i teraz moim ulubionym narzędziem zbrodni, jest parasolka właśnie.) Nie to że nie lubią. Raczej panicznie się ciebie boją, albo kompletnie nie mają pojęcia co się do cholery dzieję, bo zwykle kiedy się zjawiasz, jest duże bum. Jesteś pewien? Pamiętaj że chęci, liczą się zawsze! Czy coś w tym stylu.
Nie przeszkadza mi. Nie ważne co powiem, od razu wychodzi na to że wszystko mi przeszkadza, i denerwuje. To chyba nie moja rola, czyż nie? Chodziło mi o to że gdy to przeczytałam, momentalnie przed oczyma stanęła mi moja babcia, i tej jej ciasto drożdżowe. Chociaż widok ciebie w kiecce mojej babci, wyglądał by dziwnie. Słaby francuski? No co ty! Akurat TY powinieneś chociaż trochę znać tej jakże ciekawy język, którymi posługują się jakże ciekawi ludzie. :D
Jestem na etapie oglądania Once Upon A Time, i bajki są dla mnie teraz... wielowymiarowe. Nie masz? Myślałam że cie trochę wyciągnęło, w 45. Ja jestem zdecydowanie ZA wysoka, więc... Nigdy nie lubiłam bajki Śnieżki. Idziesz sobie lasem, i nagle widzisz, pusty miniaturowy domek. Co robisz? Zaczynasz w nim sprzątać. Jak? O.o Nigdy też nie rozumiałam czemu, książę który laski prawie nie poznał, miałby ją całować. I Śnieżka, była po prostu nie do zniesienia. Chora bajka? Nie żebym ci coś wytykała, ale rozejrzyj się. Twoja bajka, jest normalna? (zanim zaczniesz się czepiać: chodziło mi o znaczenie przenośne. :P)
Przesadza? Ktoś cię walnął w łepetynę, a ty odpłynąłeś na różowej chmurce, do krainy zapomnienia. Na jej miejscu byś się nie zdenerwował? Czemu od razu na białym? Czarny pasuję bardziej, do mrocznych klimatów. Przesadzasz, to ty kiedy ciągle narzekasz. Chociaż teraz rzadko ci się to zdarza, czego winszuję. Ostatnio nawet potrafisz zażartować. Nieźle, nieźle James.  
#2 Bucky, dobrze się czujesz? Tak w środku?
/Może i moje opowieści są przerażające albo ohydne, ale tak właśnie wygląda moje życie. Przerażająco, ohydnie albo po prostu niefajnie, więc i moje historie takie właśnie będą. Przykro mi.
/Przyjdę i pozabijam ich parasolką. Cóż, ja... Możesz mi wierzyć, że takie słowa bolą bardziej niż wszelkie obelgi, bo tylko utwierdzają mnie w tym, że nieważne, co zrobię i tak pozostanę tylko gościem, którego trzeba panicznie się bać, bo powyrzyna wszystkich wokół. Przecież tylko to potrafię zrobić dobrze, prawda? Zrobić duże bum i kogoś pozabijać.
/Czasem ledwo potrafię wydukać coś po angielsku, więc nie dziw się, że mam problemy z francuskim. Tego języka mi nie zaprogramowano.
/Mam trochę ponad pięć stóp i osiem cali, czyli niecały metr siedemdziesiąt osiem. Mnie nie rozciągnęło, ani cudownie nie napompowało. Cała masa mięśniowa jest wynikiem treningu, nie probówki.
/A czy ja kiedykolwiek mówiłem, że moja bajka jest normalna? Nie. To jakiś cholerny, absurdalny koszmar, który nigdy nie powinien był się zdarzyć, a ja już dawno powinienem być martwy. I ciągle żałuję, że nie jestem.
/Na różowej chmurce do krainy zapomnienia? Spróbuj kiedyś stanąć przed lustrem i wyobrazić sobie, że nie masz cholernego pojęcia, kim jest osoba, którą w nim widzisz. Że nie znasz własnego imienia, nie wiesz, gdzie jesteś, kim jesteś, ani co się dzieje. Nie wiesz nic, a w głowię masz tylko cholerą pustkę. I wyobraź sobie też, że śpisz bronią, z nożem pod poduszką, że budzisz się w nocy i nie wiesz, gdzie jesteś i kim jesteś. Że dociera to do ciebie dopiero po kilku, cholernie długich minutach. Że budzisz się, ale ciągle nie możesz pozbyć się wrażenia, że to tylko sen, a tak naprawdę wciąż jesteś zamknięta w pieprzonej, lodowej trumnie. Już nie jest tak zabawnie, co?
/I tak, czuję się cholernie dobrze.

15 listopada 2015

Avada Simpson

#1 Biedny, biedny, biedny... mój umysł. Moja wyobraźnia źle działa. Bucky też biedny, ale... och fuj! Yhhh... nie trawię Gwiezdnych Wojen, a oni się teraz tylko tym zajmują. Nie lubię Disneya.
#2 Jaa... N, strasznie mi się podoba! Czternastka jest absolutnie rewelacyjna! Ja wyłapałam tylko jedną literówkę: ostatnie słowo pierwszy akapit. Napisałaś Stev, a powinno być chyba Steve'a. No chyba że to ja nie załapałam kontekstu. ;)
Najcudowniejszy jest jednak ostatni akapit. Absolutnie cudny. N dziękuję za #14.
/Cóż, może i Marvel przynosi Disney'owi największe zyski, ale jednak Gwiezdne Wojny to Gwiezdne Wojny i zapewne przyciągną do kin o wiele więcej osób niż trzeci Cap, a tym samym mogą pobić kilka rekordów i sporo zarobić. Ale hej, Gwiezdne Wojny to w końcu też Marvel :P 

/Nope, "Stev..." nie jest literówką. To po prostu przerwana w połowie myśl :) I cieszę się, że ci się spodobało. W planach mam jeszcze kilka tego typu notek, w których będą wspomnienia Bucky'ego. Może jakieś życzenia co do treści :P?
Ja tam bym obstawiała że ż i ź trzyma w zapasie na wypadek wojny nuklearnej. Wiesz Yelena, mogłby wyeksponować swoje ramiona i plecy które uznałaś za nie takie złe... Albo wiesz co, zostańmy przy wersji krwiożerczy zabójca, a nie księżniczka Disneya, a wtedy twoja wyobraźnie nie umrze śmiercią tragiczną. Nie. Popieprzone w dalszym ciągu.
/Cóż, jeśli mówimy tylko o wyglądzie, to aktualnie bardziej przypomina jednak Disney'a albo siedzącego w rynsztoku, mokrego, zasmarkanego szczeniaczka, a nie krwiożerczego zabójcę, którym był. To nie to, co kiedyś. Teraz musi się bardziej wysilać, bo nikt już nie trzęsie się na sam jego widok.
No tak na sprawiedliwość od życia, to ty raczej nie masz co liczyć. Ale przykładów nie chcę znać. Opowieści o twoich kulinarnych skojarzeniach, i innych tego typu rzeczach są nie fajne. Wiesz zombie na prochach i tak nie jest takie złe. Ludzie mówią gorsze rzeczy. A to że wyglądasz jakbyś miał kogoś zabić, a zaraz potem rozpłakać, wcale nie pomaga. Niektórzy twierdzą że wyglądasz jak popieprzony facet z dwubiegunówką. A ja nie umiem prawić komplementów, przepraszam. Moja babcia zawsze tak mówi. ,,Bosze moj, dzieci co wy mówicie? Za moich czasów..." Tak skarłowaciałych górników to byś podeptał, a fartuszki rozerwały by ci się gdyby Yelena znowu się z tobą pokłóciła. Czyli Belova byłaby księciem? Ciekawie James, ciekawie...
/Och, dlaczego nie fajne? Ja tutaj się staram, a po raz kolejny nikt tego nie docenia. To boli, moja droga. 
/Doskonale wiem, że mówią o mnie o wiele gorsze rzeczy niż "zombie na prochach". I to o wiele gorsze. Ale naprawdę mnie to nie dziwi i nawet nie oczekiwałem, że będzie inaczej. Ludzie nie lubią typów jak ja. Nie zmienia to jednak tego, że wcale nie wyglądam tak, jakbym miał się za chwilę rozpłakać. Dobra, prócz tych momentów, w których naprawdę mam ochotę to zrobić, ale to się nie liczy. 
/Skoro Bosze moj tak ci przeszkadza, mogę przerzucić się na pełne dramatyzmu Oh my God! Chyba, że wolisz Oh mein Gott albo Oh mon Dieu! Chociaż nie, mój francuski jest okropny.
/Biorąc pod uwagę to, że sam nie mam nawet metra osiemdziesięciu, nie byłbym aż tak pewny podeptania skarłowaciałych górników, pomieszkujących w środku lasu z nieletnią panną i przetrzymujących jej w zwłoki w przejrzystym pudełku do czasu, aż nie znajdzie się jakiś obcy facet, mający chęć na całowanie trupa. Chora bajka. 
/Od razu księciem. Robota rycerza na białym koniu jest wolna, bo ja mam zakaz udawania go. Wielkie mi halo, raz człowiek oberwie i od razu zakazy. Przesadza.

9 listopada 2015

Avada Simpson

Boże. Myślałam ze mało co mnie obrzydzi. Błąd. Och, fuj! Kto w ogóle wpada na pomysły, pisania takich rzeczy!
/Cóż, ciesz się, że nie natknęłaś się na pairing Bucky/zmutowany pies albo Bucky/zmutowana ośmiornica. Ja miałam takie (nie)szczęście, że gdy podesłano mi tę stronę, te cuda były akurat omawiane. Skutecznie zniechęciło mnie to do czytania jakichkolwiek ff przez dobre kilka tygodni. 

/A jeśli chodzi o zwiastun- wszystkie inne filmy Marvela, które wchodziły do kin w maju, zwiastuny miały już między 22-24 października. Teraz Disney skupia się jednak na kampanii reklamowej nowych Gwiezdnych Wojen i to właśnie dopiero po ich premierze (6 grudnia) zwiastun zostanie zaprezentowany. A potem i tak dowalą jakieś sześćdziesiąt spotów. 
Taak... Masz rację. Nie chciałabym być uroczą listonoszką, którą Jamie zamorduję gdy przyjdzie z ulotkami, wbijając jej żyletkę w głowę. Czemu? Taki Jamie w słodkich kiteczkach, wplata sobie kwiaty we włosy, i każe wołać na siebie Jocelyn. :D Wiesz Yelena, czytałam że scenariusz powstał, bo reżyser rozmyślał sobie (ale tak z innej strony: o czym on do cholery myślał?!) nad sposobami jakimi można ukarać pedofilów, gdy molestują dzieci. A więc wiesz... nie to nadal obrzydliwe.
/Uśmiałabym się z historii o listonoszce, gdyby nie to, że to całkiem realny scenariusz. I zapewne nie raz już przerabiał go myślach. I jeszcze kilka innych, awaryjnych opcji. Aż to planu z, bo a i b zbyt często nawalają.
/Potrafię wyobrazić sobie naprawdę, naprawdę wiele. I nie chcę, by Jimmy z warkoczykami, ubrany w bufiastą kieckę, kręcący się dookoła i każący nazywać się Jocelyn, był jedną z tych rzeczy. Naprawdę nie chcę. Ten widok wbije mi się w mózg. 
/I ten drobny szczegół zmienia naprawdę wiele. Film nadal jest zwyczajnie popieprzony, ale pomysł kary sam w sobie? To już inna sprawa. O wiele bardziej sprawiedliwa niż kilka lat więzienia.
Tak. Mama chciała dobrze. Chciała cię chronić, i zapewnić ci przyszłość bez uprzedzeń. A tatusia wykastrujmy. Co ty na to? No ale zajmowała się tobą, i była dla ciebie kimś bliskim. Z rodziną wcale nie muszą łączyć więzy krwi. Kradzież w spożywczaku? Nieładnie... Naćpany zombie. Dobre określenie dla faceta któremu stuknęło już z 90 lat. Pięknie określiłaś, ich relację. :D
/Mama? Nie pamiętam tej kobiety, a teraz okazało się, że nawet nic o niej tak naprawdę nie wiem. A nie, przepraszam, wiem, że nadawałaby się do odsiadki w federalnym. No i jak tu jej nie kochać? Na szanownego pana tatę nie chcę mi się nawet strzępić języka. 
/Miałabym gdzieś to, że nie jest moją prawdziwą krewną. Miałam do czynienia z niejedną rodziną zastępczą, więc spoko, nie obeszłoby mnie to jakoś bardzo, gdyby nie to, że kłamała w niemal każdej sprawie. To sporo zmienia.
/Zombie z dwubiegunówką, któremu stuknęło już z 90 lat. Spoko, przecież to całkiem normalne. Nie to, co gość, który zawalił dwa lata, a o którego truła mi ciota. Hipokryzja.
Źle dobrałam słowa. Chodziło mi o to, że to trochę niesprawiedliwe, bo gdy kobieta jest zdenerwowana, wkurzona i cały dzień ma pochrzaniony, to wszyscy zaraz powiedzą, ze ma pewnie okres. A facet marudzi, zbija bąki, zachowuje się jak ostatni dupek, z motorkiem w tyłku, ale jemu nikt nic nie zarzuca. Rozumiesz? Dobór słów, to rzecz popieprzona do głębi. Wystarczy coś przekręcić i... tak jak dzisiaj na przykład. Nie cierpię poniedziałków. Nie jesteś dupkiem. Jesteś po prostu... upierdliwym facetem, kóry wygląda czasami jak zombie na prochach, i który gdy tylko przestaję patrzeć na czubek własnego nosa, dostaję o dupie od życia. Czyli tak średnio raz na tydzień.
Ooo... Czyli wyglądasz jak księżniczka Barnes! Trzeba cię wylansować, w świecie Disneya :D
/A czy ktoś kiedykolwiek twierdził, że życie jest sprawiedliwe? Otóż uświadomię ci teraz rzecz całkowicie oczywistą, moja droga, a mianowicie to, że nie, nie jest takie. Było, jest i zawsze będzie niesprawiedliwe jak jasna cholera. Przykładów można tutaj mnożyć i mnożyć.
/Wyglądam jak zombie na prochach? Och, dziękuję, cóż za wspaniały komplement. Aż zrobiło mi się ciepło na sercu. Ale tak całkiem poważnie- z której ja niby strony wyglądam jak zombie na prochach? Jasne, może żaden ze mnie Mister Universe, ale raczej nie mam też aparycji człowieka, który przed chwilą wygrzebał się z grobu i poszedł wciągnąć działkę w najbliższej spelun... Dobra, może trochę wyglądam. 
/Och tak, od dziecka marzyłem o zostaniu księżniczką i zamieszkaniu w lesie z gromadką skarłowaciałych górników. Kazałbym mówić na siebie Jacqueline Brittany i haftowałbym kolorowe fartuszki, w przerwach podlewając ogródek. Bosze moj, co ja plotę?

8 listopada 2015

Avada Simpson

Pożałuję że zapytam. Co to jest Hydra Trash Party?
Wierz mi, wolisz nie wiedzieć. Chyba, że jesteś masochistką, wtedy zapraszam na: Hydra Trash Party.
Tak. Dachowiec, to zwierzęce odzwierciedlenie James'a. Dokładnie tak.
Ściernisko. (i od razu skojarzenia z tą piosenką. ,,Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco!) Dobre określenie. Ostrym przedmiotem? Czym ty go goliłaś? Skoro nie warkoczyki, to może dwie kiteczki? Ten zapach byłby taki mało męski, przy tych kitkach, masz rację. Ja też nie rozumiem, tego fetyszu ludzi na punkcie stóp. Przecież to obrzydliwe. Ale dla mnie mało co jest obrzydliwe. Obejrzałam sobie ,,Ludzką Stonogę" Nie fajne.
/Gdy człowiek ma małe dziecko w mieszkaniu, stara się zabezpieczyć wszystkie ostre kąty, by dzieciaczek nie rozbił sobie głowy. Gdy człowiek ma Jimmy'ego w mieszkaniu, stara się zabezpieczyć wszystkie ostre przedmioty, by nie wbił ich komuś w głowę. I ostrza z maszynki do golenia także się w to wliczają. Trzeba myśleć bardzo zapobiegawczo.
/Cóż, wystarczająco dziwnie wygląda z jedną kitką. Nawet nie chcę wyobrażać go sobie z dwoma. Ani z warkoczykami przewiązanymi malutkimi, czerwonymi wstążeczkami. To sobie niestety wyobraziłam.
/Ludzie mają wiele naprawdę dziwnych fetyszy, a przy większości z nich zamiłowanie do stóp to najnormalniejsza rzecz na świecie. A te... jakże wspaniałe dzieła klimatografii, o których mówisz, idealnie to potwierdzają. Rozumiem, gusta gustami. Ponoć akurat o nich się dyskutuje, ale... naprawdę, ludzie?
Jak oceniasz to co sie ostatnio działo, w twoim życiu?
Co sądzisz o Jamesie?
Co sądzisz o Yelenie?
/Okazało się, że moja matka nie była żadną, chrzanioną baletnicą a zwykłą przestępczynią. Tak jak tatuś, który uciekł w siną dal, zanim w ogóle się urodziłam. A moja ciotka, która wcale nie jest moją ciotką, a obcą kobietą, która pracowała kiedyś z moją matką. I przez ten syf okazałam się jakimś wrogiem rządu, chociaż w kartotece mam tylko przyłapanie na kradzieży w spożywczaku. Nie oceniam tego zbyt dobrze.
/Facet ciotki jest dziwny, jakiś popieprzony i to każdym tego słowa znaczeniu. Jednego dnia zachowuje się jak jakiś naćpany zombie, a drugiego tak, jakby to wszystko było normalką. Przerażający i świrnięty gość. Okazało się, że ona wcale nie jest dużo lepsza. Wręcz idealnie się dobrali. Teraz mogę już stwierdzić, że są równo pochrzanieni. To sądzę.
Nie rozumiem czemu faceci zrzucają zły humor kobiet na okres? Wy też macie czasem zły humor, a nikt nie mówi ze macie okres. Czy kobieta nie może być po prostu zdenerwowana? Nie zawsze musicie wszystko zwalać na trudne dni. A przewrażliwienie jest chyba rzeczą naturalną, jeśli jest się szpiegiem. Nie jesteś bezczelny. Ty jesteś po prostu szczery.
Czyli twierdzisz że jesteś dupkiem? Ale jak powiem że upierdliwy, to tylko opieprz dostanę. I wcale nie patrzysz się na czubek własnego nosa. To raczej trudna sprawa jeśli nie ma się zeza. A otoczenie po prostu dostaję rykoszetem, twoich działań.
Nie wiem. Ja nic nie wiem.
Czyli (błagam powiedz że nie) warkoczyków, ani dwóch kitek sobie nie robisz?
/Wiesz, może nie jestem już orłem z biologi, ale obstawiam, że nikt nie zrzuca naszych humorów na to, że mamy okres, bo raczej ciężko, byśmy go mieli. Ale dobra, mamy ponoć równouprawnienie, więc możesz zarzucać mi to do woli. Choć będzie to trochę bezsensowne.
/A czy szczerość i bezczelność się wykluczają? Wszystko zależy od doboru słów, moja droga. Inaczej nigdy nie zarzucano by mi seksizmu. I jeszcze sporej listy innych rzeczy.
/Nigdy nawet nie próbowałem udawać, że nie jestem dupkiem. Wiem, że jestem. Wiem też, jestem upierdliwy, uparty,  irytujący... i mógłby wstawić tutaj jeszcze sporo epitetów, z którymi nie mógłbym się nie zgodzić.
/Oczywiście, że robię. Plotę sobie warkocz, wplatam w niego kwiatki, zawiązuję wstążeczkę i każę mówić na siebie Jacqueline.

5 listopada 2015

Avada Simpson

James nie jest ani chudy, ani łysy, ani kot, więc masz rację. Co powiesz na bezdomnego, kundelka, z protezą łapki? Cóż i tak wygląda chyba lepiej niż kiedyś. Szampon. Szampon to inna sprawa. Może go nakłoń do używania? Tylko błagam, nie rozwalcie znowu stołu. Szczotka do włosów, przecież gryzie! James miałby się uczesać? Właśnie czy on się jakoś czesze? Albo ty go czeszesz? Słodki kucyk, warkoczyki, albo dobieraniec? Po co mu maszynka do golenia? Tasakiem przecież wygodniej... Ramiona i plecy? Phi, czy ty widziałaś te stopy? Jakby go wcisnąć w szpilki, kabaretki i miniówę to by dopiero była laska! (Ciekawe jak by wyglądał James w szpilkach? I kabaretkach.)
Raczej mało ma w sobie potulnego szczeniaczka, którego można ciągnąć za ogon. Jeśli naprawdę miałabym porównywać Jimmy'ego do jakiegoś zwierzęcia, wybrałabym jednak kota. Niekoniecznie łysego kocura czy puchatego rasowca, a raczej jednego z tych kulawych dachowców, które zawsze chadzają własnymi drogami, potrafią poradzić sobie w każdej sytuacji i potrafią pokazać pazury. I mają zamiłowanie do metalowych, świecących przedmiotów. 
Mogłam lekko pomóc mu z ogoleniem tego ścierniska, które z zapałem hoduje na twarzy, ale zrobiłam to tylko ze względu na to, że bałam się zostawić go samego z ostrym przedmiotem. Pleść warkoczyków naprawdę mu nie zamierzam. Ani dzielić się z nim szamponem. Ten zapach naprawdę by mu nie pasował.
Raczej nie oglądam jego stóp, bo nie widzę ku temu potrzeby. Raz trafiłam na gościa z zamiłowaniem do akurat tych części ciała. Dziwak to mało powiedziane.
N: Buckyś w pończoszkach i szpilkach? Ależ proszę bardzo- klik. Innego arta nie znalazłam :P
 Wiesz... Może miała zły humor. A doniczki mało kosztują, nie musiałaby przepłacać, dziewczyna. Po za tym odwalanie bohatera, definitywnie ci nie służy, bo zrobisz coś sobie, albo otoczeniu. Albo sobie i otoczeniu. Ja wiem, że ty wiesz, ale czasami robisz to odruchowo. Tak domyślam sie, że w mniej przyjaznych. Czyli dorzuciłeś do diety tosty? Robisz postępy. Zaprzeczasz sam sobie. Chyba. Mówisz że Yelena bywa dla ciebie miła, ale gdy nie jest dla ciebie miła, to nie czujesz się wykorzystywany. Ale to zawiłe, James. Nie pogardził? Ty to umiesz się wyrazić. Czy ty się jakoś czeszesz?
Tak, tak, wiem, kobiety miewają dni, w których mogą mieć "zły humor". Tylko, że w takim razie ona miewa je nadzwyczaj często. A gdy powiedziałem to na głos, tylko w trochę innych słowach, oberwałem raz jeszcze. Że niby jestem bezczelny. Dobre sobie. Widać ze złym humorem idzie również przewrażliwienie
Ja wcale nie zgrywam bohatera. Po prostu czasem zgrywam mniej zapatrzonego w czubek swojego nosa dupka niż zwykle i najczęściej mi się to nie opłaca. Otoczeniu również.
Powiedziałem, że bywa miła w tych chwilach, w których nie bywa... mniej miła. Nic tu niczemu nie zaprzecza. Chyba. 
Co jest tak nadzwyczajnego w użyciu stwierdzenia "nie pogardził"?
Czy się czeszę? Odpowiadając na to jakże trudne i ważne pytanie- nie często. Wystarczy jakoś to związać i po problemie.

31 października 2015

Avada Simpson

Łysy kot. Uśmiałam się. :) No wiesz co, ale taki łysy to on nie jest. Ma gęste i ciemne włosy, które wcale nie wyglądają tak źle. No przyznaj. Może nogi nie są idealne, ale ta rąsia, i kłaczki niczym z wybiegu... Kto go tam wie?
A no tak, odwołuję. Łyse koty to całkiem fajne zwierzaki, tak szczerze mówiąc. Jest jakiś urok w tej aparycji wychudłego, łysego szczura. A Jimmy jest... Daj mi chwilę, a na pewno znajdę jakiś komplement. Chwila. Cóż... Gdyby zrezygnował ze stylu bezdomnego, zaczął używać szamponu i szczotki do włosów i zaprzyjaźnił się na dłużej z maszynką do golenia, patrzenie na niego nie bolałoby aż tak bardzo. Choć muszę przyznać, że ramiona i plecy ma całkiem... nie takie złe. To już jakiś komplement.
Wróciłeś! James jesteś sobą! Jak cudownie! Jak wróciłeś do swojego (powiedzmy) normalnego stanu? Znaczy się tego stanu normalniejszego, od tego sprzed paru dni? Yelena walnęła Ci w łeb doniczką, jak sugerowałam? Nie próbuję być miła, bo gdzieś wyczytałam że jak ktoś jest dla Ciebie miły, to uważasz że chcę Cię wykorzystać. Pamiętasz coś z ostatnich dni? Brakowało mi Ciebie, na pewno nie zrzędzący człowieku, o oszałamiającej skromności i wielu zaletach. Nie rób tego więcej. Serio.
Dlaczego, u diabła, miałaby mnie tłuc doniczką po głowie? Ta podła, podła kobieta zdecydowanie zbyt często stosuje przemoc wobec mojej biednej czaszki. I innych części mojego ciała także. Ostatnio znowu było tak samo. Oznajmiam jej tą jakże radosną nowinę, że hej, pamiętam już całkiem sporo, a co dostaję w zamian? Oczywiście znowu mi przyłożyła- czasem naprawdę myślę, że ona to po prostu lubi- i oznajmiła, że mam nie udawać bohatera, bo jestem w tym wybitnie do niczego. Tylko w trochę mniej przyjaznych słowach. I nie, żebym tego nie wiedział.
Coś znaczy co? Zdawać sprawozdanie? Wczoraj jadłem tosty. Pasjonujące, co?
I to nie tak, że zawsze, gdy ktoś jest dla mnie miły, automatycznie zarzucam mu chęć wykorzystania mnie. Ta podła, obgadująca mnie kobieta bywa dla mnie miła- znaczy prócz chwil, w których taka nie bywa, i nie czuję się wykorzystywany. Choć w niektórych... aspektach bym nie pogardził.
N: Wysłałam :)

Avada Simpson

N: Według słownika języka polskiego PWN zarówno "ech" i "eh" są poprawne. Inaczej jest już w przypadku "ach", gdzie forma "ah" jest błędna.
No racja Yelena... Jamie jest jak szczeniaczek: słodki, uroczy, ma miękkie futerko, ale czasem jest tak irytujący że ma się ochotę trzasnąć go w tyłek gazetą, wywalić na podwórko i krzyczeć żeby nigdy nie wracał. Wiem z doświadczenia... Tak ja też mówię o tym amerykańskim mundurze. I butach. Uwielbiam takie buty ^^ Kobieca strona James'a. Warkoczyki, ciemne kreski, i sukienka. Słyszałaś juz historię z sukienką? Chcesz usłyszeć? :D
Słodki? Uroczy? Szczeniaczek? Że ten facet? Prędzej porównałabym go do jednego z tych łysych kotów, które zachowują się jak urocze, przytulaśne kociaki tylko wtedy, kiedy podrą zasłony albo wyłowią rybkę z akwarium, a gdy nie mają w tym żadnego interesu, wypinają się na człowieka i pokazują pazurki. Wypisz, wymaluj pan Barnes. 
Raczej nie gawędzimy ze sobą o nowych trendach w modzie i o tym, jaki cień najodpowiedniejszy byłby dla jego cery i jaki krój sukienki podkreśliłby mu figurę, więc nie, nie słyszałam. Jednak nawet bez tego wiem, że raczej żadna z niego Miss Universe. Nie te nogi.
Potrafisz. Pozrzędź trochę, że nie. Albo podrocz się ze mną. Proszę, ogarnij sie w końcu!
Potrafię naprawdę, naprawdę wiele. Poważnie, sporo tego. Ale pomińmy kwestię moich licznych zalet oraz oszałamiającej skromności i przejdźmy do najważniejszego zagadnienia, które poruszane było już kilkukrotnie- ja nie zrzędzę. Naprawdę doszło do tego, że to ja muszę pouczać ludzi w sprawach pamięci? Trochę ironiczne, co?

28 października 2015

Avada Simpson

Ona z typu tych co to wolą się dobić do końca, a potem wstać i ruszać dalej. Chciałabym... Nie powiem przy Peggy smutno mi się zrobiło, ale Steve w barze mnie nie ruszał. Może jestem nieczuła czy coś, ale cóż... Naprawi się? N mam nadzieję że to jest swego rodzaju gwarancja.
 N jak wyglądały spotkania po latach Steve'a i Bucky'ego w różnych uniwersach?
Mnie płaczący Steve ruszył nawet bardziej. Głównie przez to, że nie zachował się jak typowy, super męski i twardy heros- płakał, podciągał nosem, był czerwony na twarzy, próbował się upić i nie wstydził się tego przed Peggy. Widać było, że cierpi i chyba właśnie to tak mnie ruszyło.
Tak, to gwarancja. Jeszcze nie raz pozrzędzi.

Jeśli chodzi o spotkania "po latach" to wcale nie było ich tak wiele.

W uniwersum Ziemi 616 wyglądało to podobnie jak w MCU. To właśnie w CA:WS Brubakera pojawiło się "Who the hell is Bucky?"

Kreskówka Earth's Mightiest Heroes- podobnie jak wyżej.   

W uniwersum Ultimate- Bucky nigdy nie został WS, wrócił do domu i gdy po latach spotkał Steve'a, był już staruszkiem. Steve przyszedł do niego, ponieważ był jego najlepszym przyjacielem i chciał go zobaczyć. A potem Steve płakał, bo zorientował się, że teraz Bucky jest nie tylko jego najlepszym przyjacielem, ale też jedynym.

Kreskówka Ultimate Avengers- jak wyżej.

W uniwersum Secret Wars/ Planet Hulk- spotkanie się nie odbyło, ponieważ Bucky zmarł, nim Steve zdążył go odnaleźć. 
No tak... To musiało boleć. W przypadku Jamie'go nawet dziura na wylot by go pewnie nie powaliła. Magnes na pech? Prawdopodobne. Albo taki wielki napis: ,,Jeśli chcesz kogoś walnąć, walnij mnie! Lepiej się poczujesz, a ja znów wszystko zapomnę!!" Czerwony, neonowy i podświetlany oczywiście, żeby wszyscy mogli zobaczyć.
Yelena mundur, jak mundur ale jakie buty! Jestem łasa na tego typu rodzaj obuwia, przepraszam. I takie małe pytanie: jak sądzisz kto mu tak wysmarował ślepie, czym, i po co? To ma jakieś znaczenie szpiegowskie czy coś?
Potrafi przetrzymać naprawdę wiele, ale wątpię, by przeżył coś takiego. Dlatego można powiedzieć, że było to szczęście w nieszczęściu, choć on zapewne będzie twierdził inaczej. I wiem jak teraz zabrzmię, ale wierz mi, że czasem palnięcie go w łeb może dać człowiekowi naprawdę wiele satysfakcji. 
Gwoli ścisłości, mówiłam o jego jankeskim... znaczy, amerykańskim mundurze, nie tym kaftanie, który kazano mu wkładać przez ostatnie lata. Było mu całkiem do twarzy. Powiedziałabym, że wyglądał jak zupełnie inna osoba. 
Znaczy, chodzi o makijaż taktyczny? Nos, kości policzkowe i oczodoły maluje się ciemnymi barwami- brązami lub czernią, a policzki czy brodę kolorami jasnymi. Pozbawia to twarz trójwymiarowych cech i służy do maskowania. A jeśli pomalował tylko oczy, to może odkrył swoją wewnętrzną delikatną, kobiecą stronę? Makijaż to trudna sprawa, mógł nie dać rady i wyszło, jak wyszło.
Potrafisz. Uwierz mi że potrafisz. Musisz się tylko troszkę postarać, James. Proszę.
Wiem tylko, że mówił na mnie Bucky. Więcej... Nie potrafię.

27 października 2015

Avada Simpson

N, James właśnie mnie złamał. Dawno się tak nie czułam. Moja koleżanka która została haniebnie rzucona (yhhh... to rzucanie przez SMS-y -,-) stwierdziła że czekolada i maraton Kapitana poprawią jej humor. To znaczy że Bucky'siowych fanów jest więcej! A to że dostaję kopa to nie znaczy że musi dostawać OD CIEBIE. Ty przeciwko niemu? No nieładnie...
Maraton o Kapitanie na poprawę humoru po zerwaniu? Trochę kiepski pomysł, zważywszy na to, że tam niemal każdy opłakuje każdego. No kogo serducho nie ścisnęło choć trochę przy pytającej w ciszę "Steve?" Peggy albo przy Stevie opłakującym Bucky'ego w barze? O smutnym paczeniu Bucky'ego nawet nie wspomnę.
I tak każdy wie, że Bucky się naprawi. Prędzej lub później, ale naprawi.
W ogóle to co tam się tak dokładnie stało? Ktoś go mocno trzasnął? Bo przecież dostał w łepetynkę elektryczną strzałą od Clint'a a nic szczególnego mu nie było. Jak to powiedziała pewna osoba: ,,Gość dostaje kopa od życia średnio dwa razy na tydzień." Jamie ma po prostu pecha. Wielkiego pecha. Zdjęcia? To on obecnie ma jakieś zdjęcia?
Tak dokładnie to ciężko mi stwierdzić, bo Jimmy aktualnie nie jest zbyt skory do współpracy w tej kwestii. Wiem, że oberwał w głowę. Prawdopodobnie nie była to normalna kula, a jakiś ogłuszacz, bo inaczej nawet on skończyłby z dziurą na wylot. A że ma w głowie kilka chipów, które pozwalają ramieniowi działać, wywołało to jakąś reakcję i jego mózg zadziałał tak, nie inaczej, I cóż, to, że Jimmy jest magnesem na pech, nie jest żadną nowością.
Kilka. Nie wiem, skąd je wziął, nie mówił. Musze przyznać, nawet nie brzydki był w tym swoim mundurze.
Dupa a nie naprawisz! Ładnie, grzecznie proszę - zwróć uwagę że ja ci nie każę, ja proszę - przypomnij sobie. Postaraj się. Musisz to wszystko pamiętać. (N już wiem jak w minimalnym % czuł się Steve) I przestań, mówić jak idiotyczna maszyna, którą do cholery nie jesteś!
Wiem, że muszę, ale...  nie mogę. Tego nie potrafię.

26 października 2015

Avada Simpson

N niby raacja, ale to że Bucky'ś jest w stanie... w jakim jest i to uwaga werble: TWOJA wina. Nie Marvela, nie Disneya, ani nikogo innego. Twoja. O ja N ty potworze... Ja wieem, ale jeśli on nie będzie nas już pamiętał. Tak w ogóle. Na zawsze. Tak źle mi się napisało, ale pierwsze skojarzenie to samo :D
Ależ ja wiem, że to tylko i wyłącznie moja wina, nie próbuję zrzucać tutaj na nikogo winy (no, może trochę na pana Brubakera, bo to on wpakował Bucky'ego w całą tę sprawę z WS) i wiem, że zły człowiek ze mnie. Mam jednak niepodważalny argument, który kazał mi to zrobić- to Bucky. Gość dostaje kopa od życia średnio dwa razy na tydzień.
Yelena ale mi smutno. Współczuję. Wiem że powinnam współczuć jemu, ale ty pewnie czujesz się gorzej... Pierdyknij mu w łepetynę doniczką. Jeśli cię nie zabiję, to znaczy że zadziałało.
Czuję się jak ostatnia... ciężko wybrać mi najdosadniej odzwierciedlające to określenie, bo to moja wina. Najpierw sprawa z Liką, a teraz... to. Wierz mi, że chciałabym, by przyłożenie mu czymś zadziałało. Albo chociaż sprawiło, że się wścieknie, bo to oznaczałoby jakąś poprawę. Teraz mogę opowiadać mu nawet najbardziej absurdalne historie, przywoływać jego słowa, pokazywać zdjęcia, ale i tak nie wywoła to innej reakcji niż obojętność. 
Boże. Moje serce właśnie wpadło w depresję, i idzie się leczyć. Wyjaśnij? Nie umiem. Boże, James, jesteś najbardziej pechowym człowiekiem na świecie.
Naprawię to. Ja nie zawodzę. Naprawię to.

Avada Simpson

N boże coś ty zrobiła, ty zły człeku?! ;o Bony N, nie podoba mi się to...
(N a ty mówisz że nie ma szczęścia chłopak! to wszystko przez ciebie, tego nie da się zwalić na nikogo innego!)
 Pozdrowionka dla ludzi urodzonych w październiku! Oficjalnie starsza o rok :D
On naprawdę nie ma szczęścia, a coś takiego nie zdarza mu się ani pierwszy, ani ostatni raz. Chyba nikt (z nim na czele) nie oczekiwał, że już zawsze będzie dobrze? Mimo wszystko- to Bucky, więc z góry wiadome jest, że da sobie radę i jeszcze będzie zrzędził w najlepsze. Bo to Bucky.
I wiem, że to "Bony N" najpewniej jest błędem, ale skojarzyło mi się z tym :P

I wszystkiego najlepszego!
Zresetowało? Ale jak to?! Czyli to wszystko czego dowiedział się, przypomniał sobie, albo ktoś mu opowiedział puf! znikło? Stracił pamięć... Znowu. Yelena, ten to ma jednak ,,szczęście" Jak chcesz go... odresetować? 
Mniej więcej właśnie tak to wygląda. Część tego nadal gdzieś tam nadal jest i strzępki od czasu do czasu wychodzą na wierzch, ale... nie ma porównania do tego, jaki był jeszcze tydzień temu. Żadnego wykłócania się, żadnego dyskutowania, przewracania oczami, żadnych docinek- po prostu robi, co mu każe, a w przerwach patrzy gdzieś przed siebie. Więc powiedzmy, że... to etap, w którym bez problemu skręci komuś kark, ale nie potrafi się nawet sam ogolić. 
Kilka razy zdarzało mu się już, że miał problemy z przypominaniem sobie niektórych rzeczy, nie pamiętał swojego imienia albo nie wiedział, gdzie właśnie jest, W takich przypadkach przechodziło to samoistnie. Prędzej lub później, ale przechodziło. Nigdy nie miało to jednak aż takiego zakresu, więc czekanie na cud odpada. Trzeba będzie więc znaleźć inne, jak najmniej inwazyjne i bolesne rozwiązanie.   
James ogarnij się. Jak możesz nie wiedzieć jak się czujesz? Chłopaku, stuknij się doniczką w łeb, żeby ci przeszło, ale nie bądź taki... oklapły.
Serio? Ty mówisz że coś jest awykonalne? Jesteś 90-latkiem, który ma metalowę ramię, a którego były najlepszy (ale czy ja wiem?) przyjaciel urósł z 1.60 do przeszło dwóch metrów, i który latał po nazistowskich Niemcach, jako żywa flaga? I mówisz że cofnięcie się w czasie 70 lat, jest awykonalne? 
Nie wiem o czym mówisz. Ten rozkaz nie ma sensu. Wyjaśnij.

25 października 2015

Avada Simpson

N coś ty zrobiła z naszym zrzędą? Bo trochę zachowuję się jak nie nasza zrzęda, i dosyć się martwię.
Ja? Ależ ja nie wiem, o co chodzi . Zostawić go samego na tydzień i jak to się kończy...
Wiem, wiem, jestem zła.
Yelena co tam się stało? Co wy macie naprawić? Czemu Bucky zachowuję się bardzo, bardzo dziwnie?
Porządnie oberwał i zwyczajnie go - mam nadzieję, że wybaczy mi to określenie, gdy wróci do normy - zresetowało. I to właśnie to musimy naprawić. Tyle, że nie wiem jak. Ale jest już lepiej, nie zachowuje się tak dziwnie jak jeszcze kilka dni temu, wierz mi. Powoli też zaczyna już przyswajać niektóre informacje, choć to mały promil tego, co powinien wiedzieć. Ale naprawimy to.
No można powiedzieć że rozmawiałam z wcześniejszym tobą. Takim trochę młodszym. Tak jakbym przeniosła się w czasie. Bucky co ci jest? Dziwnie się zachowujesz...
Boże N, aż mi się serducho ściska! Co tu się dzieję?! ;o
Taka mis... to nie mogłoby się powieść. To akwykonalne.
I ja czuje... nie wiem.

Avada Simpson

Boony już wracamy ;) hop siup! :D 
Yelena co tam? Jak tam wasze tajne sprawy? Nie ma śladów krwi na tapicerkach? ;)
Szczerzę mogę przyznać, że wolałabym kolejny raz musieć spierać jego krew z tapicerki, niż kilkanaście razy dziennie odbywać rozmowy, które i tak nie dają żadnego, długotrwałego efektu. Raz pamięta, raz nie, a ja nie wiem, jak to mamy to naprawić. A dupek miał tylko na siebie uważać i się nie wychylać.
Heej James :D Stęskniłeś się za mną? Ja za tobą bardzo, bo wcześniejszy ty pluł tym swoim uroczym ma'am w każdym prawie zdaniu :D Ale i tak obaj jesteście świetni ^^
Ja... wcześniejszy ja? Nie rozumiem. 

22 października 2015

Avada Simpson

,,Komiksowy Steve potrafi łapać" serducho mi się tak ścisnęło. Booże N, serio jesteś wredna. Te słowa pozostaną ze mną dopóki nie pierdykniesz czegoś gorszego! 
Czyli jakiś tydzień? Chyba, że przytyki typu "Bucky Barnes fell in love with Steve." też będą się liczyć. Fell ^^
Taaa... Bucky wyciągał ciebie z kłoptów i właściwie nadal to robi. Chciałabym mieć kiedyś takiego wspaniałego przyjaciela.
Widzieć tak okropna sprawa. Lista chorób na dwie strony... normalka :D Ale mniej więcej wiem jak się czujesz... mieć chorobę od małego to przesrane życie.
Jejkuu! Bucky czeszący małe, słodkie dziewczynki to coś definitywnie uroczego <3 Czemu się nie przyzna? Przecież to żaden wstyd ;)
/Robi to przez cały czas. Bucky nigdy nie dopuściłby do tego, by stało mi się coś złego i choć czasem zachowuje się jak matka kwoka, jestem mu naprawdę wdzięczny i czasem dziwię się temu, czym zasłużyłem na takiego przyjaciela. Buck do teraz patrzy na mnie wilkiem na samo wspomnienie skakania z samolotu bez spadochronu.
/Gdy nie wiedziałem, jak inaczej może wyglądać świat, nie przeszkadzało mi to. Tak było i już. Ale teraz, gdy znam już różnicę, mogę przyznać, że tak, było to okropne. Gdy nie widzi się części kolorów, świat wydaje się o wiele bardziej ponury.
/Bucky nie raz groził mi, że jeśli komuś powiem "kopnie mnie w mój chudy tyłek", ale znam go na tyle, by wiedzieć, że to zwyczajnie lubił. Potrafił robić wiele rzeczy, które uznać można za typowo kobiece, a do których nie przyznałby się nawet mi. Chyba do dziś nie zdaje sobie sprawy z tego, że Kim chwaliła się tym, że pomagał jej zrobić sukienkę dla lalki. 
Wiem co to znaczy mieć słabą głowę. Raczej nie fajnie bo ty wypijesz tylko trochę, i zrobisz coś głupiego, a potem wszyscy będą ci to wypominać ciągle, i ciągle, i ciągle... Znam to. A ci o mocnych głowach... niech po porostu się nie odzywają.
Zapomniałabym! Och, ja nie miałam tego na myśli, wiesz? Przepraszam, ale czasem po prostu nie pomyślę zanim coś powiem. Jak tam teraz, sprawy u ciebie wyglądają?
Tiaaa... Jak moja maman mówiła i nadal mówi do mnie dwoma imionami, to oznacza że na prawdę musiałam coś zrobić. I to takie duże COŚ.
Zazdroszczę ci takich kontaktów z siostrami. Różnica wieku, to coś okropnego, ale jakby tak pomyśleć później te granice się zacierają, i w końcu prawie zanikają. Bo kiedyś chodzić z chłopcem młodszym o pięć lat, to coś niewiarygodnego, ale gdy za parę lat by się ożenić z młodszym o pięć lat mężczyzną to nikt nie ma oporów...
Zachowujmy się jak dzieci, póki możemy, jak to powiedział mój kolega, zaraz potem gdy wrzucił mnie do basenu. Ha! Równoważy powiadasz? ;D
Uśmiałam sie :D Za parę lat ci to wypomnę możesz być pewny. Ale wtedy pewnie powiesz że: ,,nic takiego sobie nie przypominam" :P Prosto w twarz? Nie dość że umiesz się potknąć na prostym podłożu, bez żadnych przeszkód i walnąć tarczą w twarz, jest niewystarczające? Palisz? Uau, a ja myślałam że jeden jedyny opierasz się temu nałogowi. Palenie jest okroopne. Steve też pali? Ehh, rozmawiaj z mężczyznami... -,-
Twoje lekkie historie, są urocze <3 No to ten tradycyjnie jeszcze jedną poproszę ;)
/To nie tak, że mam słabą głowę, ma'am. Mogę wypić całkiem sporo, ale przy facecie, który w ogóle nie może się upić, tak naprawdę to tyle, co nic. I Steve ma tyle taktu, by nie wypominać mi wszystkiego. Tylko te najgłupsze rzeczy. 
/Można powiedzieć, że o wiele lepiej. Miałem z tym problemy, całkiem spore problemy, ale świadomość tego, że mam to już za sobą, i że więcej nie obudzę się na tym przeklętym stole, że to prawda, a nie sen czy kolejna halucynacja, naprawdę pomogła. Może nie jestem już taki sam jak kiedyś, ale udało mi się wrócić do normy.
/Wiem, że kiedyś ta różnica wieku nie będzie wydawała nam się tak ogromna i znalezienie wspólnego języka będzie o wiele łatwiejsze, ale jednak muszę przyznać, że gdy ma się te dwadzieścia lat, wizja opieki nad kilkuletnią siostrą nie prezentuje się już tak bardzo zachęcająco, jak kiedyś. 
/Dobrze, czasem równoważy. Częściej zazwyczaj kończy się to na tym, że jednak zachowujemy się jak dzieci. Trzeba jakoś odciągnąć myśli od tego wszystkiego, a to jest dość dobrym sposobem.
/Zdaję sobie sprawę z tego, że moja gracja pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Nauczyłem śmiać się z samego siebie, więc raczej nie będę próbował się wypierać i udawać, że nic takiego się nie wydarzyło.
/Palę i to od dobrych kilka lat. Ma to swoje dobre strony, bo pomaga złagodzić stres i co ważniejsze- także znaturalizować głód. A gdy brak racji żywnościowych, trochę to pomaga. A jeśli chodzi o Steve'a to nie przepada za paleniem.
/Ostatniej zimy Steve stwierdził, że czas mnie już obudzić, więc wyciągnął mnie z namiotu za nogę. Prosto w śnieg. Zadziałało i to bardzo skutecznie.