23 czerwca 2015

Astrid Löfgren

N, jeśli Bukyś mówi prawdę, że jest do niej bardzo podobny, i że była piękna, to śmiem wątpić, bo zastąpiłam pana Stana Winnie'm w mejkapie i nie, nie była ładna! :D 
Jak nie, spójrz jaka laska: klik! Tak naprawdę to N nie wie co to jest i chyba wiedzieć nie chce...
Oj no, Bucky najzwyczajniej nigdy nie przyznałby, że pani Freddy taka nie była :P
Lance, skąd, u diabła, biorą się te nazwy misji... A co z Bobbi?
Powoli dochodzi do siebie. Chyba można tak powiedzieć. Wszystko ostatnio się pochrzaniło i raczej ciężko będzie poskładać to do kupy. 
Biorą się stąd, że tak naprawdę to mało kreatywni z nas ludzie. Albo stąd, że takie durne nazwy fajnie brzmią przy składaniu raportów.
James, ty chyba bardzo chcesz, żebym zaczęła używać trudnych słówek. Jak nie mikwy, to trefy. Co to tref (trefa? Czy jak to tam się odmienia)?
Chyba funkcjonuje. Przynajmniej w moim kraju, bo skoro muzułmanie mają do tego prawo, to żydzi pewnie też.
Hm, te zwyczaje to trochę chyba... męczące. Chociaż z mięsem i serem to się zgodzę. Nie wiem z czego wynika ten zakaz w judaizmie, ale po mojemu to dobra zasada. Sama nigdy nie położę obok siebie tych dwóch produktów.
A jak by się zjadło coś, co zrobił nie-żyd i się przy tym nie było, to co? Ciężki grzech? A ja głupia myślałam, że to islam jest skomplikowany.
To sobie ją narysuj. Rozwiniesz kolejny talent. Myślisz, że gdzieś jest jakieś jej zdjęcie?
Spróbuj, przyda ci się. Tylko cholera, zanim tego melona wyhodujesz, to już może być za późno i jednak nie będzie potrzebny.
Koszerność i trefa to niemal to samo, bo trefnymi nazywa się gatunki mięs, których nie wolno spożywać właśnie przez koszerność.
Może funkcjonuje, może nie. Przyznaje, że nie wiem. Moja rodzina nigdy nie była jakoś bardzo wierząca i nie przypominam sobie brania w czymś takim udziału.
Nie tyle nie wolno kłaść ich obok siebie, co nie należy ich razem spożywać. Jeśli zje się mięso, to potrawy mleczne typu np. sery powinno zjeść się dopiero po upłynięciu określonej liczby godzin. A gdy łyżka, która zanurzona była w mleku, dotnie mięsa (lub na odwrót) to staje się ono trefne i nie nadaje się do spożycia. To samo, gdy położysz mięso na talerzu, na którym kiedyś znajdowały się jakieś przetwory mleczne.
Jeśli zjadłoby się potrawę przygotowaną przez nie-żyda ze składników, które nie są stuprocentowo koszerne to tak, byłby to grzech. Oczywiście nie wszystkie zasady są przestrzegane i do większości stosują się głównie ortodoksyjni żydzi, bo zbytnio utrudnia to życie. 
Takiego talentu to nie mam. Może i kiedyś chodziłem na zajęcia z rysunku, ale w... trochę innym celu, niż powinienem. I to, że ja nie mam jej zdjęcia, wcale nie oznacza, że tego zdjęcia nigdzie nie ma. Gdzieś na pewno jest i to zapewne nie jedno.
Ze zdobyciem melonie i jego późniejszym wyhodowaniem nie będzie tak źle. Gorzej ze składnikiem numer dwa.

Astrid Löfgren

N, jak mi powiesz, że na miejscu czekał na nich jakiś Rahul czy inny Rohit, to będę w niebie.
Ciekawe czy to przypadek. Jak ja uwielbiam ten styl pierwszych lat dwudziestego wieku. Czysta elegancja bije od szanownej pani Barnes.
Jestem w stanie wyobrazić sobie jedynie dołek w brodzie. Popaczałam na mamę Stan, ale to nie pomaga :D 
Nope, to Abdullah był. Zaufaj mi, znam się na tym!
Zapewne to nie przypadek. Bucky też odziedziczył przypadek po innym Bucky'm- ówczesnej maskotce baseballowej.
Weź sobie zdjęcie pana Stana, odpal photoshopa, doklej rzęsiki i długie włoski, pomaluj usteczka i voila :P!
Lance, e tam, Coulson by wybaczył. Tak w ogóle to dlaczego zgodziłeś się na dołączenie do SHIELD? Jakieś wyższe ideały?
Żadne wyższe ideały. Kiedyś pracowałem dla SAS, ale odszedłem po operacji Tygrysi Pazur. Zostałem wolnym strzelcem, dołączyłem do zespołu Hartley, którą poznałem w Służbach. Wszystko szło dobrze, aż Is nie wymyśliła działania dla SHIELD. Wtedy chodziło głównie o pieniądze, ale cała ta sprawa z Hydrą, kosmitami i z Bob.... i z czasem wszystko zaczęło się zmieniać. 
James, ale i tak jesteś kota. Możemy.
Steve chyba nie robił sobie z tego żartów? Czy robił?
Wystarczy jak na swojego klólicka popatrzę, a już się odechciewa. W judaizmie chyba funkcjonuje ubój rytualny, dobrze kojarzę? Więc cała ta koszerność polega właśnie na nim, czy to jakaś inna specyficzność? Na religiach słabo się znam.
Często, czyli rozumiem, że jednak jej obraz się czasem pojawia. To chyba dobrze?
Najdziwniejszy przesąd jaki słyszałam to taki, że podczas menstruacji nie powinno się sadzić roślin, siać, i takie inne, bo nic nie wyrośnie. A, i włosów nie farbować, bo nie weźmie. Ale te, o których ty mówisz, to jakiś hardkor. Próbowałeś niewidzialności? :D
Nie, Steve przez te wszystkie lata zdążył się do tego przyzwyczaić. Czasem mi dogryzał, ale raczej można powiedzieć, że śmiał się ze mną, nie ze mnie.
Wiem, że kiedyś owszem, funkcjonował, ale nie jestem pewien co do tego, czy funkcjonuje nadal. 
Koszerność jest z nim jakoś związana, ale to o wiele bardziej skomplikowane. Koszerność i trefa naprawdę diabelnie utrudniały życie, ale naprawdę mało kto stosował do wszystkich ich zasad. Chodzi głównie o to, że musisz wiedzieć, co jesz, z czego to się składa, albo musisz być przy wyrobach tego jedzenia i jego przyrządzaniu. Nie możesz wypić mleka, które wydoił nieżyd, a ciebie przy tym nie było. Nie możesz zjeść pieczywa, upieczonego przez nieżyda. Nie możesz przyrządzać wyrobów mlecznych czy jajecznych w naczyniach, w których znajdowało się mięso, nie ważne ile razy myte by były. Sery i mięsa nie mogą leżeć koło siebie. Miedzy zjedzeniem sera i mięsa powinna być kilkugodzinna przerwa. Sporo tego jego jest, ale nie znam wszystkich zasad i chyba nigdy nie znałem.
Czasem udaje mi się przywołać jej dokładny obraz. Nie tak często, jakbym chciał, ale udaje. Pewnie byłoby łatwiej, gdybym miał jakiekolwiek jej zdjęcie.
Nie, nie próbowałem. 

Blue Greyme

N, a w nos chcesz? 
Nie bardzo rozumiem do czego teraz pijesz. Chodzi o to, pożal się Boże, opko? Dla mnie (i nie tylko dla mnie- wystarczy wejść w komentarze na Armadzie) jest ono zwyczajnie obrzydliwe. To nie są tematy, którymi można się bawić i przedstawiać je w taki sposób. Wynika to choćby ze zwykłego szacunku do tych ofiar i zwyczajnie smutne jest to, że niektórzy nawet tego nie posiadają.

A jeśli chodzi o melon- niczego nie wymyślam, to prawdziwy przesąd żydowski.
#1 Przedszole? Kocie??
Ja pomoge!
# 2 A potem świat sie dziwi że wegetarianizm taki modny.
Ale z tym melonem to już przesada, przepraszam bardzo. Jak ty takie rzeczy masz jeszcze w głowie??
Ile razy mam powtarzać, że nie to, u diabła, nie jest mój kot? Nie był mój, nie jest i nie będzie. A tym bardziej nie zamierzam mieć ich więcej. 
Z czym niby przesadzam? Mam sobie chęć na cytowanie Talmudu, to będę to robił. To już nie są czasy, w których można by mi tego zabronić. Nie martw się, nie zamierzam sadzić melonów czy skakać jak kretyn do księżyca, bo większość z tego, co przeczytam, mam zwyczajnie gdzieś. Jednak na jednym stole mięsa i sera koło siebie nie położę. 
Nie opowiadam tu przecież o mikwie, więc w czym problem? W użyciu przeze mnie słowa "menstruacja"? Pani bardzo wybaczy. 

22 czerwca 2015

Astrid Löfgren

N, odmienianie odmienianiem, ale jak się czyta? Kolic? Kałlic? :D
No otóż to. Internety czy książki nie bolą. Ja mam jeden wielki wyrzut sumienia, kiedy nie chce mi się czegoś sprawdzić i szaleję z przekłamaniem, ale te opko... Przesada. Studiowanie nie jest niestety wyznacznikiem inteligencji, której chyba w tym przypadku brak.
A to oni nie napadali na Madagaskar? :P
No tak, cenię to, że do błędu się przyznały, co jednak nie zmienia poziomu głupoty. 
Na to pytanie akurat odpowiedzi nie znam, ale spotkałam się z określaniem ich mianem "Kałliców", więc chyba coś podobnego.
Nope, to Sri Lanka była, mówię ci. Lądowali swoimi spodkami w Sri Dźajawardanapura Kotte, a stamtąd rowerami udali się do Kolombo. Prosta droga, żadnych wybojów.

Z mamcią Barnes jest taki problem, że komiksowy Buckyś wyglądał jednak "odrobinę" inaczej niż sebastianowy Bucky i mi również trochę ciężko jest sobie panią B. wyobrazić.
I taka ciekawostka; w latach 1892-1935 naprawdę żyła Winifred Barnes, która była aktorką (klik).
Lance, o wow, na infiltrowaniu? Co ty mówisz.
Zdarzało się wpaść podczas takiej próby wprowadzania oddziału?
Też byłem w szoku, gdy mi to tłumaczono. Wolę jednak nie ryzykować pourywaniem pewnych części ciała, jeśli dowiedziano by się o tym, że rozpowiadam o naszych manewrach.
Zdarzało i to zbyt często, bym mógł mówić o tym bez zażenowania. 
James, kot nie twój, ale za to ty jesteś kota "ludź". Ale przeliteruj no, zobaczymy, czy pamiętasz jak to się robi.
A oddała ci chociaż ten niefortunny cios?
Nastolatki forewer takie same. Ciekawe czy w średniowieczu też tak było. Ale i tak uważam, że to fajna sprawa.
E tam, Bucky w każdym wieku brzmi uroczo. Takie uniwersalne zdrobnienie, powiedziałabym. Chciałam powiedzieć, że Bucky w wieku dziewięćdziesięciu trzech lat też brzmi dobrze, ale się obrazisz :(
A ty żałowałeś biednych kacusek i klólicków? No ale jak się chciało jeść, to to wymagało poświęceń, czyż nie? Też bym taką robotę na faceta zwalała. Przerażają mnie babcie na wsi, siekierą odrąbujące głowy kurczakom i to bez najmniejszego drgnięcia powiek.
Próbuję sobie wyobrazić twoją mamę i cholera nie mogę.
Matuchno kochana, co wy mieliście za przesądy i zwyczaje. Trochę to dziwne, ale całkiem interesujące i zachęcające do szerszego zapoznania się z tematem. Będę miała czym własną matkę dręczyć.
Akurat literować to ja jeszcze potrafię i nie musisz się o to martwić. I możemy skończyć gadać o kocie, który i tak nie jest i nie będzie mój, a tym bardziej ja nie będę jego?
Nie, nie oddała. I więcej się do mnie nie odezwała.
Wbrew pozorom, nie jestem aż tak stary, by pamiętać czasy średniowiecza, więc nie pomogę.
Gdy jesteś dorastającym nastolatkiem to fakt, że twoja mama zwraca się do ciebie jak do małego dziecka i klepie przy tym po policzkach, bywał jednak trochę no... żenujący. Na całe szczęście nie robiła tego przy ludziach, a czasem tylko przy Steve'ie. 
Gdybyś musiała tego klólicka obdzierać ze skóry to uwierz, że traciłabyś apetyt. Przez cały czas babka stała nade mną i przyglądała mi się przez cały czas, sprawdzając, czy wszystko robię dobrze. Wszystko wina pieprzonej koszerności.
Moja ma była piękną kobietą. Miała "to coś", wrodzoną klasę i nie zmieniały tego nawet brudne do ziemi ubrania i stara chustka na głowie. Najgorsze jest jednak to, że wiem, jak wyglądała, ale często nie potrafię przywołać tego obrazu w głowię.
Nie moja wina, że to wszystko było takie popieprzone. Sam sobie religii przecież nie wybierałem.
Było tam też coś o tym, że kto chce stać się niewidzialnym, powinien zanurzyć melon we krwi menstruacyjnej i zasadzić go, a  gdy wyrosną nowe owoce, powinien jeden z nich nosi przy sobie, a będzie niewidzialny. 
I bądź tu człowieku normalny.

Rachel

Bucky: kiedyś nie dałeś się przekonać do opwiedzneia jakiegoś żartu, więc może teraz spróbujesz? Chyba masz te swoje 'lepsze dni"
Nie bardzo wiem, jak miałbym się za to zabrać, ale dobra. A więc... pewnego dnia spotkało się dwóch Żydów. 
"Mój syn się wychrzcił" powiedział jeden z nich. 
"I co ty na to?" spytał drugi. 
"Cóż, pożaliłem przez Panem..." 
"I co On ci odpowiedział?"
"Powiedział mi: Mój Syn także się wychrzcił, zrób więc to samo, co zrobiłem Ja..."
"Czyli co?"
"Sporządź Nowy Testament!"
Humor trochę mi zdążył zardzewieć. Zrozumcie to. 

Astrid Löfgren

N, łojeju no, robiła kotlety z koni! Czepiasz się, niedobra kobieto!
Z całym brakiem szacunku dla Himmlera, ale się biedak w grobie musiał porządnie przewrócić, kiedy dotarła do niego radosna wieść o tym, jak bardzo został zdegradowany... Nigdy się tak nie wkurwiłam czytając jakiekolwiek dzieło. Tak, Astrid przeklęła, co jej się zdarza rzadko, chyba że chodzi o gołębie. No ja pieprzę, co trzeba mieć w głowie, żeby pisać takie bzdury?! Jeszcze bronienie się fikcją literacką i historyczną... Jak opowiem dziadkowi, co za kwiatki historyczne poznałam dzięki temu opku, to biedak skona mi na rękach! Przy tym moje błędy merytoryczne czy jakiekolwiek inne wydają mi się naprawdę niezauważalnym minimum. Mam ochotę pieprznąć głową w ścianę. Nie ma w tym żadnego szacunku dla ofiar Holocaustu, jakichkolwiek wartości i samej problematyki wojennej. Ani krzty szacunku. Jestem tym zbulwersowana. Czekałam tylko, aż założą zespół z Gustawem i "Geo" (zapomniałam stopnia), a Uwe byłby menadżerem. Nie, Himmler byłby menadżerem! Zrobiłby im trasę koncertową po obozach, a zaczęłaby się w Dachau. Albo nie, co dam Dachau, zaczęli by w Buchenwaldzie i sama Ilse Koch radośnie przytupywałaby, dzierżąc w dłoni torebkę z ludzkiej skóry. Ale się wkurwiłam, ajm sori. 
Wydaje mi się, że aŁtorki szły za takim skojarzeniem: Kaulitze (jak to się odmienia, u diabła?) > Niemcy > wojna > niemieckie mundury są takie seksi! > ubierzmy ich w mundury! A do tego romans w czasie wojny +100 do ogólnej zajebistości opka, a gdy dodamy do tego zakazany wśród Niemców homoseksualizm to w ogóle +1000.  A fakty? Jakie znowu fakty?
Najbardziej przerażające nie jest jednak całkowita nieznajomość historycznych, która mogłaby zdarzyć się dzieciakom w gimnazjum (trzeba jednak przyznać, że historia II wojny jest całkowicie olewana i poświęcony jest jej jeden dział, a taki antyk przerabia się trzy razy od początku), a to, że te dziewczyny (a przynajmniej jedna) studiowały, gdy pisały to coś. To wiek, w którym powinno posiadać się jakąkolwiek, choćby szczątkową wiedzę na ten temat. A jeśli nie to powinno się potrafić odpalić internet lub ruszyć tyłek do biblioteki.
Nienawidzę podejścia pt. "to tylko fikcja, nie musi być według realiów". Po prostu nienawidzę i ani nie potrafię, ani nawet nie chcę zrozumieć. Sama piszę teraz fragmenty ff dziejące się podczas wojny i nawet nie usiadałbym do klawiatury, gdybym nie miała pojęcia o czasach, w których dziać ma się akcja. Przeczytałam tyle o wojnie, aliantach, czy choćby obyczajach żydowskich, że mogłabym cytować fakty z pamięci. I po co? Mogłam sobie napisać, że alianci współpracowali z Niemcami podczas najazdu na Chiny...
Trzeba jednak dziewczynom przyznać, że nie rzucały obelgami, a przyjęły wszystko na spokojnie, podziękowały nawet za wytknięcie błędów i zmieniły 1940 na 2040, drugą wojnę na trzecią, a obóz na więzienie. Tyle dobrego.
Lance, a ta infiltracja na czym dokładnie polega? Znam to tylko z definicji, więc fajnie by było dowiedzieć się czegoś więcej. 
Infiltracja, jak sama nazwa mówi, polega na infiltrowaniu.
Odpowiadam za wprowadzanie małego oddziału na teren przeciwnika lub przenikanie w jego szeregi. Pomagam w ustaleniu odpowiednich posunięć i manewrów tak, by jak najbardziej zniwelować szkody. Bo oszukujmy się, szkody zawsze są. Skromnie mówiąc, z pustego i Salomon nie naleje, a jakiś wybitnych ludzi to SHIELD mi nie daje.
James, bo teraz jesteś jej człowiekiem, więc powinieneś dbać o jej wygodę? :/
A jak się do tego przyzwyczaić? Coś ja nie mogę. Rozwaliłam sobie łokieć, próbując związać włosy, da się bardziej upaść? :D
Zachowywanie tradycji i ciągłości kulturowej jest moim zdaniem fajne i całkiem w porządku. Myślę, że dobrze, że tego wymagała i kładła na to nacisk. A na ciebie jak mówiono? Jest jakiś zamiennik "synku"? Tak po waszemu?
Tą lewą to ty gotów jesteś cały świat obstawić, co? Wygoglowałam sobie ten cały kugel i wikipedia rzecze mi, że to babka ziemniaczana z cebulką i skwarkami, a w wersji żydowskiej z kaczką, a więc zgadłeś! Znowu mi się chce przez ciebie jeść.
Fizycznych? Znaczy że co? Była krzepką i silną kobietą? Urodę też masz po niej?
Teraz to ty mi zburzyłeś świat. Nigdy nie wyjdę za mąż. 
Cały czas powtarzam, że to nie jest mój kot. Przeliterować?
Pamiętam, że kiedyś podczas tańca uderzyłem dziewczynę łokciem w twarz. Cóż, więc tak, da się bardziej upaść.
Przymuszanie nas do nauki raczej niewiele dawało, a wydaje mi się, że wręcz przeciwnie, raczej zniechęcało. Nidy nie chciałem się tego uczyć, a to, że kazali mi to robić, tylko pogarszało sprawę. Może czasy były inne, ale butność nastolatków zawsze była taka sama. 
Większość słów ma swoje mnie lub bardziej podobne odpowiedniki. "Synek" to był bodajże "sani", ale tak na mnie nie mówiono. Byłem Bucky'm od kiedy pamiętam i nie było potrzeby wymyślania jeszcze bardziej zdrobniałego określenia. Chociaż Bucky był uroczy, gdy miałem cztery lata, ale raczej przestał, gdy zacząłem się golić. 
Kugel może i był całkiem dobry, ale pamiętam, że to mnie kazano "zajmować się" kaczką. Cholernymi królikami też.
Chociaż chodziło mi głównie o wygląd to jednak moja ma miała taką krzepę, że niejeden mężczyzna nie miałby z nią szans. Często musiała radzić sobie całkiem sama, więc nic w tym dziwnego. 
Sporo cech wyglądu odziedziczyłem po niej- kolor oczu, włosów, kształt twarzy i oczu, dołek w brodzie, długie, chude palce, czy piegi ciągnące się wzdłuż całego kręgosłupa i pewnie znalazłoby się ich jeszcze całkiem sporo. 
Kiedyś zwyczajem było też to, że żyd mógł rozwieść się z żoną, bo znalazł sobie inną, ładniejszą. Więc cóż, 

21 czerwca 2015

Astrid Löfgren

N, teraz jestem przekonana, że po "Bezdomną" nie sięgnę. Ja rozumiem, nie znać się na psychicznych zaburzeniach, przecież nie każdy musi wszystko wiedzieć, ale używać starej terminologii i jeszcze stawiać na równi CHAD i psychopatię... Ręce mi opadły. Gdzie reserach? Gdzie dane? Chyba w przyszłym roku polecę tę książkę pacjentom szpitala psychiatrycznego. Może się lepiej poczują. Wtf wielkie. Ja się pytam, kto to wydaje? Jeśli wydaje się książki, to powinny być chyba na jakimś poziomie, a nie takie lelum polelum z blogaska wyjęte. No ludzie...
A więźniowie się w grobach przewracają... Kojarzę typa. Kiedyś, kiedy jeszcze w Bravo były plakaty Rammsteinu, to się kupowało, i tych koleżków plakaty też były. Nigdy nie zrozumiem ich fenomenu. Lider to chyba taki z fryzurą a'la "pieprznął mnie piorun", tak? :D
Dwudziestojednoletni komendant Gestapo, aha... :D
Łojeju, chociaż rzęsy...
AŁtorKasia i reserach? Dobre :D! W Nie oddam dzieci mamy coś takiego: "zagania konie na pakę, dźga je metalowym prętem pod napięciem sześciu tysięcy woltów". Wozi już więc widocznie smażone mięsko...
Przeczytałaś część drugą analizy? Sam Reichsfuehrer Heinrich Himmler melduje się Kaulitzowi :P

I mam problem z tym nieszczęsnym "kuglem" vel "Kuglem", bo w jidysz można spotkać zapisy z wielkiej litery :/
Lance, a co wolisz? Taką infiltrację czy sięganie po broń? 
Wolę to pierwsze. Sięgam po broń, gdy muszę pobrudzić sobie ręce, ale raczej nigdy nie zostanie to moim hobby. 
James, to jej kup :/ Zawsze milej grzać się w mięciutkim kocyku, a nie starej bluzie.
Dziwisz się? Na pewno wzbudziłbyś niemały postrach. Armia kotków na plecach jednoosobowej armii. Kto by się nie bał?
O widzisz, a ja straciłam i urok i identyfikację płciową. Nie masz pojęcia, jak bardzo nie mogłam tego zrozumieć. I będę oceniać. A tak w ogóle to ty i łysy miałbyś swój urok na pewno.
Jest zabawne, oj jest :D Wyobrażam to sobie właśnie i buźka sama się uśmiecha.
Bobe brzmi wręcz słodko, nie śmiem się śmiać. Co to Kugel (z wielkiej?)?
Hah, twoja mama była nieziemsko uroczą kobietą. I szczerą chyba do bólu. Dobrze powiedziała.
Dlaczego, u diabła, miałbym coś jej kupować? Mi koc nie potrzebny, a jeszcze aż tak nie upadłem na głowę, by ruszać na zakupy, bo kot ma takie widzimisię.
Dla kogo zabawne dla tego zabawne. Mi jakoś nie bardzo było wtedy do śmiechu, a przez ponad dwadzieścia lat życia zdążyłem już przyzwyczaić się do bycia ofiarą losu. 
Moja babka wręcz wymuszała na nas naukę jidysz, więc kilka słów nadal pamiętam. Dla niezaznajomionych z tym postronnych to, jak zwracałem się do niektórych osób, mogło wydawać się dziwne, nie zaprzeczę. Na ma zawsze mówiłem właśnie "ma" czy "meme", z rzadka "mama", a chyba nigdy nie nazwałem jej "matką". 
Kugel z tego, co pamiętam, to jakieś jedzenie. Z mięsem kaczki chyba, ale prawej ręki nie dam sobie za to uciąć. Ale lewą mogę obstawić.
Ma czasem bywała tak szczera, że to aż bolało. Brak subtelności w niektórych sprawach mam bez wątpienie po niej. Tak właściwie, chyba większość cech odziedziczyłem po niej. I tych fizycznych i tych charakteru.
Cóż, istnieje przesąd według którego dostatecznym powodem do rozwodu jest fakt, że żona przypaliła mężowi obiad, więc nic dziwnego, że moja ma się martwiła. Nie żartuje, był a może nawet ciągle jest taki obyczaj.

Astrid Löfgren

N, czyli mój miś nie jest tró...? O nie... :(
Skąd ja to znam... Tak się zastanawiam, czy któraś matka tak nie ma :D Z moją było to samo. Co gorsza, z ojcem też. A jak nie "bo tak" to "idź do matki".
A czegóż się spodziewać po pani weterynarz, która bierze się za brudy całego świata? Jak przypominam sobie "Nadzieję", to tam wszystko było tak bezczelnie sztuczne, że aż nie do pomyślenia, że coś takiego może się dziać. Wydaje mi się, że jej twórczość to coś pomiędzy "Ukrytymi prawdami", "Szkołami" i tymi innymi "Dlaczego ja, dlaczego my, wy, ty, oni..." a wielką fanką dramatów rodem z argentyńskich telenoweli. Analizę chętnie przeczytam :)
Nie wiem, o jakim opku "tokiohotelowym" mówisz, ale brzmi niesmacznie. Chociaż to chyba mało powiedziane.
A chociaż podobne były do Bakusia czy mamusi? :D
Tyle, że ta "pani weterynarz" o zwierzętach też zbytniego pojęcia niema, co zdążyła nie raz zademonstrować :P
Naprawdę ciesz się, że nie wiesz. Wiesz jak wygląda wokalista TH? To wyobraź sobie, że takie coś chadza sobie po okupowanej Warszawie. Z długimi włosami i makijażem. I choć widzi łapankę, idzie dalej. A potem pyskuje sobie do Esesmana, bo "nie jest kobietą". A potem są seksy. Z Auschwitz, które bardziej przypomina amerykańskie więzienie niż obóz, w tle. Tego też jest tam analiza: klik.
Akurat urodę to niestety miały głównie po mamusi, ale geny Buckysia zaoszczędziły im chociaż tych wielkich rzęs :P
Lance, w czym się specjalizujesz? Tak w ogóle to witam.
Szeroko pojęta infiltracja i wydobywanie informacji. Jednak wiem też za którą stronę należy trzymać broń.
 James, no prawdziwy dżentelmen. Skoro jest damą, to użyczyłeś pewnie też kocyka? Aj, gdybyś znalazł sześć, miałbyś już prawdziwe kocie przedszkole. Właśnie tego ci potrzeba.
Trzeba było zgolić się na łyso, tak jak to zrobiła ze mną moja mama z tej wściekłości, kiedy nic nie działało. I byłam chłopczykiem przez parę miesięcy. Do końca życia chyba tego matce nie wybaczę.
Też bym się naśmiewała tak szczerze :D No ale z drugiej strony Dugan sam pewnie nie lepiej by zareagował. Śmieszek jeden. Masz jeszcze jakieś takie perełki, które ci się cudnym trafem przydarzyły? 
Gdybym takowy posiadał, to bym użyczył. Nie bardzo mi potrzebny, więc musi zadowolić się fotelem i starą bluzą.
O tak, wzbudzał bym prawdziwy postrach, będąc obładowanym piszczącymi kociakami. Bójcie się wszyscy. 
Będąc łysym, utraciłbym cały urok osobisty, więc wolałem wyskubywać je pojedynczo. Nie oceniaj, każdy podejmuje czasem bzdurne wybory. A ten taki był.
To wcale nie jest zabawne. Wcale nie piszczałem wtedy jak baba. Dobra, może trochę. Ale ciężko było zgrywać jakiegoś maczo, gdy musiałem wyciągać pluskwy z miejsc, w których bezdyskusyjnie ich być nie powinno. 
Raz, pod koniec '41 bodajże, siostry i moja bobe- nawet się nie śmiej, tak mówiło się po naszemu na babkę, pracowały w ogrodzie, a ja pomagałem ma w robieniu Kugla. Zaplatałem wtedy ciasto, a ma powiedziała mi, że "mam bardzo delikatny dotyk i robię lepiej niż którakolwiek z moich sióstr." Starała się ukryć żal w głosie, bo powtarzała to za każdym razem, gdy dziewczyny starały trzymać się tak daleko od kuchni, jak tylko były w stanie. Powiedziałem jej wtedy, że przynajmniej moja przyszła żona będzie prawdziwą szczęściarą. Wtedy trzepnęła mnie brudną od mąki szmatką po ramieniu i powiedziała Przynajmniej jeśli będziesz mieć pecha poślubiając dziewczynę, która nie potrafi gotować, będziesz mógł ją tego nauczyć... Choć powinnam powiedzie, że jeśli jakaś dziewczyna będzie mieć pecha poślubiając ciebie, James.”

Astrid Löfgren

N, ale że jęczeli i nie zdarli gardeł do tego rana? O mamuniu, jak tu dojść do takiej wprawy.
A się czepiasz, "bo tak" to całkiem sensowny argument... :D
To chyba nie przeczytam, skoro tak. Słyszałam i też czytałam opinie, że tam straszna stereotypizacja panuje, jeszcze bardziej pogłębiona, a powieść niby miała być przełamaniem schematów; że babka używa starych nazw chorób, że to ogłupiające jest, i jakieś inne pierdoły. A mieszkanie za pięć stów mnie przekonuje do nie czytania :D Dzięki! Zaoszczędzę trochę czasu.
Steve zmajstrował, Hulk zmajstrował, to kto nie zmajstrował? :D 
Żeby posiąść taką zdolność, musisz znaleźć sobie prawdziwego trólovera. Inaczej nie ma szans. 
Pamiętam, że za moich szczenięcych lat, moja matka wielbiła argument "bo nie". Dyskusja odbywała się więc mniej więcej tak: Mamo, mogę...? Nie. Dlaczego? Bo nie. Ale dlaczego? Bo TAK :P
Książki pani Michalak to stuprocentowe opka w twardej okładce. Pani M. nie robi kompletnie żadnego research w żadnej dziedzinie. Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona zabrała się za zanalizowanie "Nie oddam dzieci!" i wytykają właśnie wszystkie niezgodności prawne czy medyczne, które pojawiły się w tej książce. A jest ich naprawdę wiele.
A tutaj: klik, znajdziesz analizę fragmentu "Bezdomnej" o szpitalu psychiatrycznym.
Ale nic nie pobije sławnego yaoica z bliźniakami z Tokio Hotel, którego akcja osadzona była w okupowanej Warszawie i uwaga- w Auschwitz :/ Najgorsze nie było samo opko, a to, że autorki nie widziały w tym niczego złego.
Sharon poroniła, więc nie wiem, czy się liczy. Hawkeye miał syna Francisa, a Buckyś (z przyszłości) zdążył zmajstrować dwóch synów i córkę swojej kosmitce :P
James, ooooo, jednak sprawdziłeś. Trzeba dać jej imię zatem.
Ja tam nie wiem ile jesz, ale jak mówisz o jedzeniu, to mi się zachciewa. Nie podoba mi się to, bo nie powinno się żreć w środku nocy, ale czekolada tak ładnie wygląda. I właśnie sprawiłeś, że zwlekę się jednak z łóżka i wezmę tę durną czekoladę. Czuj się winny za moje dodatkowe dekagramy. I za moje zbolałe jeszcze bardziej plecki.
Nie pytać, a o pluskwach mi opowiadasz? A fuj. Wszędzie, że wszędzie? Jeszcze większe fuj. Aż mi się wszy z przedszkola przypomniały. Bleh. I co zrobiłeś?
Poprawiłeś, bo właśnie zaczynam czekoladę.
Jednak wolałem wiedzieć, czy mam do czynienia z damą. Choćby i kocią. Mam tylko nadzieję, że pewnego dnia nie zrobi mi niespodzianki i zamiast jednego kota, nie znajdę sześciu.
Wszawice zdarzały mi się tyle razy, że często nawet nie zdążyłem wyskubać jednych, a już łapałem następne. Szału można było dostać, ale nie nie było na nie siły. 
Cholerstwo wlazło wtedy wszędzie, gdzie tylko mogło. Moja reakcja musiała być na tyle zabawna, że Dugan naśmiewał się z wydawanych przeze mnie odgłosów przez kilka następnych dni. Potem zawsze wypominał mi, że jestem "delikatny" i nigdy nie wie, czy "jakaś dama wzywa pomocy, czy to tylko Jimmy zobaczył robaka". Boki zrywać.

Rozpoczęcie tygodnia Lance'a Huntera!

W dniach 21-26.06 będzie możliwość kierowania pytań również do Lance'a Huntera!