23 lipca 2015

Astrid Löfgren

Próbowałeś wtedy sprawiać wrażenie, że wszystko ok?
Jak już tak o boku wspomniałeś, to jak tam twój skamieniały boczek?
Bo programowanie to nie jest naturalna składowa część twojego organizmu. To jest coś, co ci wciśnięto; coś, co pęka, nie jest doskonałe i coraz bardziej poza nie wychodzisz. Na pewno w jakimś stopniu coś złego w sobie masz, jak niemal każdy - za czasów Bucky'ego też świętoszkiem nie byłeś, ale zabijanie na zlecenie to nie było raczej to, czym chciałeś od dzieciaka się zajmować, czyż nie? Więc wysuwam wniosek, że to całe zło z czasów Zimowego Żołnierza to programowanie, nie ty. Programowanie wcielane w życie twoimi rękami i wciąż to, na co się nie zgadzałeś, dopóty się nie poddałeś. A teraz? Teraz jesteś zły dla tych, którzy zrobili ci krzywdę. Chęć zemsty i opiewające ją zło wydaje się być wręcz naturalnym procesem. Tak mi się wydaje, może się mylę, a może po prostu chcę myśleć, że wcale nie jesteś takim skurwielem, jak cię wielu ludzi maluje.
Musiałbyś stawić temu czoła. Jestem coraz bardziej pewna tego, że po prostu sobie sam nie poradzisz i skończy się to tym, że albo wypróbujesz wysadzenie się w powietrze, albo radośnie wrócisz do Hydry i dalej będziesz hasał po świecie i zabijał, bo znów zrobią z ciebie idealną zabaweczkę, która nawet nie mrugnie bez rozkazu, o ile nie postanowią cię zdezaktywować, bo za bardzo oparłeś się ich metodom. Gdybyś stawił czoła poczuciu winy, które ewentualnie by się pojawiło, to w twoim przypadku byłby to niemały akt odwagi, zważając na tragizm twojego całego życia. Tragizm, bo serio, nie słyszałam nigdy o kim, kto by miał tak przewalone niemal od początku. No pomijając Rogersa, bo temu to też należy się trochę współczucia.
I bardzo dobrze, że nie jest, bo nie zniosłabym drugiej Natashy. A poza tym - Yelena jest jedną z nielicznych osób, pewnie dokładnie dwóch, które potrafią ci skutecznie przywalić, więc ona jest chyba najlepszą kandydatką, jeśli zechciałbyś się zwrócić do kogoś o pomoc.
 "Próbowałeś" jest tutaj chyba kluczowym słowem, bo może i mam bardziej wyczulone zmysły, ale jednak nietoperzem nie jestem i nie potrafię przemieszczać się za pomocą echolokacji. A gdy "największa broń Hydry" czyli gość, który bez problemu potrafi zastrzelić kogoś z ponad 2,5 tys metrów, ma czołowe zderzenie ze ścianą, to raczej łatwo zorientować się, że coś jest nie tak.
 Cóż, gdyby ktoś zobaczył mnie bez koszulki, nie powinienem spodziewać się westchnień zachwytu, a raczej powstrzymywania odruchu wymiotnego. Moje ciało regeneruje się na tyle szybko, że efekt działania... tego czegoś nie rozprzestrzenia się dalej, a powolnie cofa. Hydra próbowała wykorzystywać te kamienie jako broń, więc można powiedzieć, że mam wielkie szczęście. Jakiś pozytyw. Numer dwa, bodajże.
 Pamiętam, że kiedyś, gdy byłem jeszcze małym dzieciakiem, chciałem zostać żołnierzem. Jak mój ojciec, którego uważałem za bohatera. Widziałem jego medale, jego mundur i myślałem tylko o tym, że kiedyś chcę być taki sam. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że on nigdy nie pogodził się z niektórymi rzeczami, które musiał zrobić. Z czasem, gdy dorastałem, tamte myśli coraz bardziej się oddalały i marzyłem już tylko o tym, żeby nie być taki jak on. Przez pewien czas nawet wydawało mi się, że go nienawidzę. Za to, że się poddał, że nie walczył dalej- o siebie, o mamę, o nas, że coraz bardziej się pogrążał. Ale poszedłem na wojnę i zrozumiałem, że ja zawsze byłem taki jak on. Że też nie potrafiłem wybaczyć sobie niektórych rzeczy, bo one zwyczajnie mnie przerosły. Że zwyczajnie nie nadawałem się na mordercę. A przecież nim byłem, tylko ubranym w ładniejsze słówka i fałszywe ideały. I teraz jest zupełnie tak samo. To się we mnie nie zmieniło i nigdy nie zmieni. Może odwlekę w czasie próbę "wysadzenia się w powietrze", pójdę do Steve'a i będę oszukiwał się, że wszystko będzie dobrze, i że wszystko naprawimy, ale gdzieś tam, w głębi będę czuć, że to nie prawda. 
 Tragizm to takie górnolotne określenie, choć pewnie adekwatne. Ale nie ja pierwszy i nie ostatni miałem urodziłem się pod pechową gwiazdą. Choć moja gwiazda to chyba naprawdę podła i zimna suka.
 Chyba nie mogę zaprzeczyć. To naprawdę jest kobieta, która każdego potrafi zwalić z nóg. I jest kimś zupełnie inny, o wiele lepszym, niż spodziewałem się znaleźć. Dlatego wolę nie psuć tego jeszcze bardziej.

Astrid Löfgren

James, a cóż to takiego cię rozprasza, że aż masz trudności ze sklecaniem zdań?
Dlaczego nie zgłosiłeś? Podobało ci się bycie ślepym? I tak łaziłeś sobie po omacku i naprawdę nie zauważyli, że coś jest nie tak? Naprawdę?
Nie ty jesteś zły. Złe jest programowanie. Chyba przyznasz mi rację, że to głównie ono determinuje to, co robisz, chociaż z tym szajsem walczysz, prawda? Zakładam, że w tym przedziwnym programie nie ma żadnego algorytmu uczuć, więc będziesz musiał powalczyć jeszcze mocniej, jeśli chcesz je mieć.
Zawsze do usług, ale patrz, wymyśliłam jeszcze dwie! Clint - bo przecież zostawił cię przy życiu i raczej rozumie, dlaczego jesteś taki a nie inny, poza tym sporo musiał się o tobie nasłuchać, ale tego nie jestem pewna, i Yelena, która miała okazję bliżej cię poznać i widziała, w jakim stanie jesteś, a wydaje mi się dość wrażliwą jak na swoją profesję kobietą.
 Zwyczajnie znowu mam drobne problemy z nastawieniem się na odpowiedni język. Nic wielkiego.
 Nie wszystko, co wtedy robiłem, było racjonalne. Sądziłem, że to moja wina, a skoro to moja wina, to popełniłem błąd. A Amerykanie nie lubili, gdy popełniałem błędy, więc starali się... mnie ich oduczyć, że tak to ujmę. Myślałem, że przejdzie mi to raz dwa, tak jak inne urazy i nikt niczego nie zauważy, ale raczej łatwo się domyśleć, że nie miałem racji. Granat wybuchł blisko, miałem poharataną twarz, oberwałem też w bok, więc ktoś zaprowadził mnie do vana. Jeden problem był z głowy, ale potem zauważyli, że coś jest ze mną nie tak. Ale zajęło im to zadziwiająco dużo czasu.
 Sama przyznałaś, że to głównie programowanie warunkuje to, jak się zachowuję, więc to trochę kulawy argument. Jasne, programowanie coraz bardziej pęka, więc mam na to coraz większy wpływ, ale ono i tak nadal jest. A skoro programowanie jest złe, to czemu ja miałbym taki nie być choć w jakimś stopniu?
 Próbowałem zabić dwie albo nawet trzy- sam nie jestem do końca pewien, z czterech wymienionych osób. Oni to pamiętają i ja to pamiętam, a to nie bardzo mi pomoże, a raczej wpędzi w jeszcze większy dół. Bo uwierz, że tak to się skończy. Nie będę potrafił przestać się obwiniać, ani pozbyć się z głowy myśli "O Boże, co ja zrobiłem". Wiem, że tak będzie, bo już raz to przechodziłem. Taki widocznie już jestem.
 Proces, któremu poddawano Czarne Wdowy był inny, sporo lżejszy, więc i łatwiejszy do zerwania. Nie próbuję niczego bagatelizować, bo to takie samo skuińsyństwo. Ona chciała być tancerką i choć w części jej się to udało, bo przez pewien czas nawet nią była. Nic dziwnego, że nie jest jak... typowe przedstawicielki tego zwodu.

Rora T

Tak, masz rację. Poniekąd, ponieważ nie przypominam sobie, żebym napisała, że cię nienawidzę... no przynajmniej żebym napisała to na poważnie. Problem w tym Bucky, że nie masz pojęcia co o tobie myślę, bo nawet jeśli bym to napisała, nie uwierzył byś.
Tak, ciągle powtarzamy ten sam schemat i za każdym razem w pewnym momencie nie mam pojęcia, co napisać. Może problem tkwi w tym, że nawet nie próbowałeś uwierzyć w moje słowa. Wszystko co napisałam było dla ciebie kłamstwem, więc po co mam to ciągle powtarzać. Próbowałam z tobą rozmawiać, próbowałam ci jakoś pomóc, doradzić, ale tobie to nie odpowiadało. Teraz po prostu nie widzę sensu pisania tego po raz kolejny, bo co mam napisać? Ty i tak na wszystko znajdziesz jakieś ale. Myślę jednak, że jesteś dla siebie trochę za surowy. Dlaczego? Pisałam to już wiele razy i nie mam zamiaru się powtarzać.
Chcesz się wygadać? Proszę. Chętnie wysłucham.
 Dlaczego z góry zakładasz, że bym w to nie uwierzył? Proszę, przekonamy się czy masz rację.  
 Cały czas przywołujesz rzeczy, które mówiłem prawie pół roku temu. Dla ciebie może nie jest to wiele, ale dla mnie to niemal połowa tego nowego życia. Sam widzę ile przez ten czas się we mnie zmieniło. Widzę, że inaczej postrzegam pewne sprawy, inaczej mówię, inaczej dobieram słowa i inaczej reaguję na niektóre rzeczy. Można powiedzieć, że w pewnym sensie dojrzałem. Wtedy nie potrafiłem uwierzyć, że ktoś może dostrzegać pozytywne strony w kimś takim jak ja, ale teraz sam powoli zaczynam je widzieć. Denerwowało mnie to, że ktoś próbował doradzić mi w niektórych sprawach, bo uważałem to za wtrącanie się w moje sprawy. Sądziłem, że nikt nie może tego robić, bo nie zna sytuacji bezpośrednio, nikt jej nie przeżył. Ale już tak nie jest i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie miałem racji. Nie możesz więc już mówić, że zawsze jestem na nie, że nigdy z niczym się nie zgadzam i mam jakieś ale, bo zwyczajnie już tak nie jest.
 I co mam mówić? Że brakuje mi tej drobnej chwili stabilizacji na którą przez chwilę mogłem sobie pozwolić? Że chyba lubiłem móc wracać do jednego miejsca przez więcej niż jeden dzień, mieć swoje rzeczy ułożone w tym samym miejscu, fotel pod ścianą i cholernego, nienawidzącego mnie kota i żałuję, że to spieprzyłem? 

Astrid Löfgren

N, jeszcze tylko tatuaże, bandana i jakieś wypasione okularki. Wtedy będę go ubóstwiać.
A wiesz, kusiło mnie, ale sobie pomyślałam, że biedakowi coś zaspojleruję :P
 Okularki już miał, ale ta brzydka Natasha mu zepsuła :(
 Fakt, jeszcze wyszłoby, że to wszystko twoja wina, bo go do tego namówiłaś :P
James, cóż, nie wiem, co ci mówić, bo sama jestem obecnie w niemałym dole, ale chyba zostaje ci szukanie drogi po omacku, kiedy światełko tak już przygaśnie, że będziesz widzieć jedynie nikły cień, czy nawet nic.
Ale wiesz? Ty czujesz. Możesz wmawiać sobie i mi, że nie, ale czujesz. Gdybyś nie czuł, nie przejmowałbyś się, że w jakiś tam dół wpadasz, że coś gaśnie, że brak nadziei. A ciebie to rusza. Rusza, że przestajesz dawać sobie radę. I przede wszystkim - nie chcesz, żeby tak było.
Steve Steve'm, ale masz jeszcze Sama. Myślę, że by zrozumiał. Może by ci czymś przyłożył na powitanie, ale nie sądzę, że odesłałby cię z kwitkiem. Przecież oni wszyscy - znaczy Steve i Sam, bo wciąż myślę nad trzecią osobą - wiedzą, że potrzebujesz pomocy. No i nie tylko przez to, że jesteś niebezpiecznym gostkiem, cię szukali i chyba wciąż szukają, ale już nie na siłę.
 Raz zdarzyło mi się oślepnąć tak naprawdę, znaczy tak naprawdę, ale nie trwale, znaczy... wiesz o co chodzi. Mam dziś jakieś problemy z obraniem wszystkiego w słowa. Granat rzucony przez jednego z agentów wybuchł zbyt blisko mojej twarzy i bum!, ciemność. Na kilkanaście godzin, ale jednak. Do dziś pamiętam, jak ściągali mi starą, uszkodzoną warstwę rogówki, bo nowa już dawno zdążyła wytworzyć się pod spodem. I to był jeden z tych momentów, w których nienawidziłem przyspieszonej regeneracji. A najlepsze w tym było to, że przez ładne kilka godzin nikt z dowództwa nie zorientował się, że jestem ślepy, bo tego nie zgłosiłem. Idioci.
 Czuję, że nie chcę przestać czuć. Póki co, ale nie zmienia to tego, że zwyczajnie chciałbym móc czuć wstręt do tego. co zrobiłem. Mieć wyrzuty sumienia. To  mogłoby mi udowodnić, że nie jestem aż tak złym człowiekiem, bo przecież żałuję. Ale tak nie jest.
 "Wciąż myślę nad trzecią osobą"- wiesz jak pocieszyć człowieka, naprawdę.

22 lipca 2015

Rora T

Bardzo ładny wywód, tylko jest jeden problem, niczego nie możesz mi kazać. Nie wiem w jakim ująłeś to kontekście, ale mogłeś zastąpić to innym, przyjemniej brzmiącym dla ucha słowem. To "kazać" jest nie na miejscu.
A więc teraz się martwisz, że twoje dokonania jako Zimowego Żołnierza przejdą w zapomnienie i nikt ich nie uwieczni? Ty biedaku. Faktycznie świat zasługuje na choć troszkę prawdy, choćby to kto sprzątnął Kennedy'ego.
Dziękuję za wywód. To było bardzo ciekawe.
 Mówi się, że w tej popieprzonej sztuce, którą nazywamy życiem, każdy ma jakąś rolę do odegrania. Mamy ludzi, którzy grają w romantycznych, komicznych, dramatycznych, czy heroicznych wątkach. Ale niezależnie od tego, nigdy nie ma nic gorszego, niż czarny charakter ukryty pod maską bohatera. Dlatego nie chcę, by zapomniano. Chcę by ludzie znali prawdę, by maska spadła. I martwię się tylko o to, by nie stało się to za późno. Ale sądź o mnie co zechcesz, nie mogę ci przecież niczego rozkazać.
 Zaczynając ze mną rozmowę, doskonale zdajesz sobie sprawę, że żadne z nas długo nie wytrwa w miłej, lekkiej i zabawnej wymianie zdań. Trudno, różnica charakterów, zdarza się. Ale i tak to robisz, bo może cię to bawi. Może lubisz obserwować, jak udaje, że się tym przejmuje, że naprawdę mnie denerwujesz, i oświadczenie, że mnie nienawidzisz jakoś na mnie wpłynęło. Nie wiem, ale za każdym razem powtarzam ten sam schemat, bo wiem, że za jakiś czas wszystko zacznie się od początku. Może będziesz chciała spytać, dlaczego to robię? Bo po prostu potrzebuję kogoś, kto mnie wysłucha. 
 A teraz znów udamy, że nic się nie stało.

Astrid Löfgren

N, podejrzewam, że nawet jeśli to by było coś w deseń tamtej scenki, to i tak paczenie by było. Nie ma innej opcji. Nawet najszczęśliwszy scenariusz będzie podkreślony przez smutne paczałki, tego jestem niemal pewna.
Zatem jestem szczęśliwa, że nawet analiz nie czytuję :D
A tak, słyszałam. Się chłopina rozszalał troszeczkę. Jak nie jakieś imadła, to mu się królem autostrad zachciało zostać. Ale to fajna opcja i jestem ciekawa, czy będzie to scena pełna akcji, a zakładam, że będzie.
 Tylko motoru brakowało mu do dopełnienia imidżu: długie włosy- są, bober- jest, czarna skóra- jest, metalowe dodatki- są. Buckyś harleyowiec pełną gębą!
 I co do imadła- już sądziłam, że przeczytam "Tak jakbyś wsadził rękę w imadło..." :P 
James, nie musi się zawsze udawać. Ważne, że jednak potrafisz mieć inne podejście.
Pod drugi. Już od dawna mówiłam, że potrzebny jest ci ktoś, kto cię wyciągnie z tego bagna. Daj sobie pomóc, bo przecież są tacy ludzie, którzy chcą to zrobić. Dwóch czy trzech przy dobrych wiatrach, ale są. Widzisz, nie chcesz tej pustki, ale ona będzie, bo ta obojętność tak cię ściśnie, że nie będziesz w stanie się sam wydostać. Tak jakbyś wlazł w ruchome piaski, a jedynym ratunkiem byłaby jakaś rozciągliwa pałka, która niby cię wyciąga o jeden centymetr, ale piaski wciągają o kolejne pięć.
 No i co ja mam powiedzieć? Że nie chcę by tak znowu się stało? Bo mogę znieść wiele, naprawdę wiele, ale... jeśli znowu wpadnę w ten dół z powrotem, nie podniosę się po raz kolejny. A uwierz, że nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo tego nie chcę. To było moje światełko w ciemności. Nie był to wielki płomień, potężna latarnia, czy nawet przygasające ognisko, a tylko lekko tlące się, słabiutkie światełko. Ale to światełko wskazywało mi drogę na powierzchnie, odstraszało potwory i pomagało przetrwać noc. To, że znowu potrafiłem czuć, dawało mi światełko nadziei. I nie chce, by całkowicie zgasło. I wiem, że może wydać ci się to niezrozumiałe, durne wręcz, ale jednak nie chcę by to Rogers znów je rozniecił. Wiem też, że tak naprawdę został mi tylko on, i że pójście do niego byłoby najrozsądniejszą opcją, ale... nie mogę.

Rora T

Tylko nie do żaby, ona jest już zarezerwowana dla takiego jednego.
A ty znowu swoje. Ja nie miałam zamiaru cię obrażać, czy ci dogryzać, wyraziłam swoje zdanie bez zamiaru zagrania ci na nerwach. Bez naprawdę.
Zważywszy na to, że czasami zdarza ci się mówić o sobie jako o trzech innych osobach na przyszłość musisz troszeczkę bardziej sprecyzować. Jest Bucky Barnes, Zimowy Żołnierz i ty. I tak nigdy nie dam ci z tym spokoju.
Obraziłeś się? Po pierwsze ty to jedna sprawa, a długopis to druga, więc chętnie poczytam o jego różnorodnym zastosowaniu.
 Póki nie twierdzę, że jestem Napoleonem to nikomu nic do tego jak na siebie mówię. Dziś mogę kazać mówić na siebie "Żołnierzu", jutro "Bucky", a za tydzień "sierżancie", bo będę mieć taki kaprys. Poza tym, to nie ma nic do rzeczy, bo akurat o Bucky'm Barnesie dokumenty są. To Zimę wkładano między bajki, którymi straszy się niegrzeczne dzieci. No... niegrzeczne dzieci-szpiegów, dokładniej mówiąc.
 Ja się nie obrażam.
 Ale ja mówię o długopisie, więc nie możesz mówić, że te dwie sprawy nie mają ze sobą niczego wspólnego. Zwykłym długopisem można bez problemu przebić tchawicę, tętnicę, krtań, a przy odpowiednim kącie można załatwić sprawę przez wbicie go w oko, ucho, a nawet nos. Można nim też po prostu odciąć dopływ powietrza. Jeśli ma się wystarczająco siły, można przebić nim organy wewnętrzne. Uda się nawet z sercem, bo sprawdzałem. Można też nadgiąć metal- z plastikiem gorzej, ale też się da, i wykorzystać w bardziej wymyślny sposób. Wszystko zależy od człowieka.

Astrid Löfgren

N, a ja bym tak nie chciała :P
Jak to dobrze, że się nie wczytuję w historie o tym panu. Wystarczy mi wyobrażenie, o czym ludzie mogą pisać.
 Ja w większości też jestem na nie, bo byłoby to jedno z rozwinięć tego wątku, które skwitować można by tylko głośnym plaśnięciem dłonią w czoło, ale z drugiej strony byłaby to miła odmiana od smutnych paczeń. A zapowiada się, że CW będzie ich dużo, oj dużo.
 Na większość tego typu opek natykam się dzięki analizatorniom. Ba, znacznej części z nich nie dałoby się czytać bez analizy, np. naziopko.

+ W CA:CW będzie Bucky na motorze ^^ 
James, po prostu się zdziwiłam, bo nie pamiętam, żebyś kiedykolwiek powiedział, że trzeba myśleć optymistycznie. Powinieneś, jeśli faktycznie takie masz podejście.
O jakiej obojętności mówisz? O tej potocznej, że ci wszystko jedno, co się temu i tamtemu stanie, ale tak w sumie to dobrze, jeśli koleś zejdzie z tego świata z twoją pomocą i może się nawet ucieszysz (sorry za taki przykład, ale nic mi innego nie przychodzi do głowy), czy o tej faktycznej obojętności, która jest istnym niebytem i dotyczy każdej sfery: rodziny, siebie, różnych przeżyć, wspomnień, przyszłości, itd.? Bo widzisz, jest różnica.
Coś wymyślisz. W gubieniu tropów powinieneś być dobry. Chyba.
 Wiem, że uchodzę raczej za gościa, który zawsze jest na "nie", ale czasem i ja wolałbym dostrzegać te dobre, jaśniejsze strony. Co nie znaczy, że mi się to udaje.
 Przestałem latać z listą po świecie, choć wiem, że ci goście gdzieś tam żyją i mają się dobrze, bo chyba zwyczajnie przestało mnie to interesować. Mogłem siedzieć i patrzeć jak któryś z nich umiera i nie czułem żadnego oczyszczenia, żadnych wyrzutów sumienia. Nie było nic. Wiem też, że staję się coraz mniej uważny i skoncentrowany, bo chyba powoli przestaje mi zależeć na tym, czy mnie załapią, czy nie. To chyba kwalifikuje się pod ten drugi przypadek? Tylko, że ja chyba tego nie chcę. Nie chcę kolejnej pustki.

Rora T

Straciłam wszelką nadzieję, że kiedykolwiek się porozumiemy albo że kiedykolwiek cię zrozumiem. Królik ci uwłaczał, a małpa nie?
Jak kto woli. Ja nie mam za sobą przestępczej działalności, więc to wszystko wydaje się dość ciekawe.
Ty mówisz o sprawiedliwości? Jeśli takie coś w ogóle istnieje to na pewno nie na tym świecie.
Ciekawszy? Zapewne ten dokument byłby tak samo fascynujący jak twój pamiętnik.
Ja mam czas. Może przebijesz te dokumenty kryminalne.
  Już nie raz mówiłem- nie obrazisz mnie tym, że będziesz dogryzać temu jak wyglądam, bo mało mnie to obchodzi. Mam gdzieś szczeniaczka, królika i małpę. Możesz mnie więc porównywać choćby i do żaby. 
 Zdarza mi się spisywać albo nagrywać wiele rzeczy, które na pewno nie przypominają podanych przeze mnie przykładów. Plus stosuję dwa szyfry i mieszankę językową, więc jest choć mała szansa, że nie odczyta tego byle kto.
 Możesz uważać mnie za nudną i mało fascynującą osobę, ale jednak Zimowy Żołnierz to Zimowy Żołnierz. Wiem, że ludzie snuli o tym sporo teorii, a prym wiodły te, że to po prostu przechodni tytuł albo nazwa tajnej broni. Cóż, w tym ostatnim to zbytnio się nie pomylili. 
 Och, przecież jestem tak nudny, że nie warto marnować na mnie czasu.

Astrid Löfgren

N, jak pan Evans popacza, to jest niemal tak samo dramatycznie, jakby popaczał pan Stan. To nie na moje zszargane nerwy. Aż się boję co to będzie, jak się odnajdą w CW. Jejciuniu, papierosów mi nie starczy, żeby wrócić do normalnego stanu, bo za chusteczki może ewentualnie robić ubranie, ale to już tak w kryzysie.
Ja tam kojarzę tylko Malika, bo gdzieś czytałam, że odszedł z tego całego One Direction. Na tym się moja wiedza kończy :(
To będzie, a raczej powinnam powiedzieć, że "co każdy chciałby by było, jak się znajdą":
Patrząc na co niektóre ff, naprawdę nie dziwię się temu, że odszedł :P
Fury, a ktoś ci szczególnie i sukcesywnie pomagał ten burdel ogarnąć?
Pierce. Facet, który zapierał się, że chce już odejść z agencji, by wreszcie spędzić czas z rodziną. Przez chwilę miałem nawet wyrzuty sumienia, że wrobiłem go w stołek senatora.
James, chyba umieram. Napisałeś właśnie, żeby myśleć optymistycznie? Cud!
Nikt nie powiedział, że to coś najprostszego.
Mówiliśmy o nienawiści, nie obojętności, ale miłości przeciwstawna jest nie tylko obojętność i nie tylko nienawiść. Także agresja czy pogarda i wiele innych. W tym tkwi cała ta złożoność. Nic? Naprawdę nic? Nie ma już wściekłości czy żalu, jakiejś tęsknoty? Wiem, że nie ma nic gorszego od pustki. Może sama tego nie doświadczyłam jakoś szczególnie, ale mam oczy i widzę, jak to wygląda w praktyce. Pustka wyniszcza i odczłowiecza, bo to właśnie emocje są domeną ludzi. To jest to, co wyróżnia.
Czyli zakładasz, że ten ktoś wciąż cię obserwuje? No to fakt, masz przejebane.
 Znaczy, że nie powinienem tak mówić? Ym, myślmy więc pesymistycznie?
 Cały czas wydawało mi się, że tęsknię, ale niedawno zorientowałem się, że słowo "wydawało" jest tutaj kluczowe. Cały czas wmawiałem sobie, że jest mi żal jak cholera, i że tęsknię, bo przecież właśnie tak powinno być, właśnie to powinienem czuć, prawda? Ale jakoś nie mogę. Powinienem być na nich wściekły, powinienem chcieć rozerwać ich na strzępy, ale stojąc przed nimi czuję tylko odrazę i obojętność. Wszystko powoli znowu takie się staje. 
 Jeśli raz ktoś mnie znalazł, to raczej zrobi wszystko, by mnie nie zgubić. Na tym to polega.