27 września 2015

Blue Greyme

Yelena: a co ostatnio porabiasz? I powiedz ze chociaz ty lubisz pizze. 
Szczerze mówiąc, nic szczególnie ciekawego. Stara nuda.
Dobra pizza nie jest zła.
James: dzięki. Naprawdę, stokrotne dzięki. Miałam dzisiaj pizze na obiad. Serio? Pęcherze i martwica?
Porozwiązuj sobie krzyżowki. Ćwiczą pamięć i są hitem wśród towarzystwa 70+ więc akurat się łapiesz. A poza tym świetnie zabijąją nude, i to mówie akurat z własnego doświadczenia.

Ależ nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie. Poopowiadać trochę o spaghetti? 
Kolejna dowcipna. Tak, jestem stary. Tak, idealnie nadawałbym się do klubu seniora. Może od razu znajdę miejscówkę w domu emeryta, zacznę dziergać i narzekać na dzisiejszą, niewychowaną młodzież i drożejące ceny leków?

Alexa Mariani

A co :) 3in1
Dzien dobry N, jak tam?
Co tu się długo rozpisywać- N ścięło choróbsko, więc nie najlepiej :P
Yelena co słychać?
Ostatnio nie wydarzyło się nic nadzwyczajnie dziwnego, więc można powiedzieć, że jest całkiem dobrze.
James jak dzis samopoczucie?
Wspaniałe jak zawsze.

26 września 2015

Astrid Löfgren

N, musiał być bardzo zdesperowany :D Kto mu wcześniej gotował, że aż tak cierpiał?
No właśnie. To jest tak cholernie powtarzalne, że aż boli. Kiedy czytam o kimś, jakąś krótką charakterystykę czy sytuacje, w jakich się znajduje dana postać, to zawsze wyobrażam sobie jak to by było być na tego kogoś miejscu. A z Bukcy'm mam tak, że nie potrafię sobie tego wyobrazić, bo te jego życie jest tak przytłaczająco męczeńskie.
Ciekawe dlaczego Renzor nie byłby tak niebezpieczny z umysłem Bucky'ego. Ograniczeniem chyba miało być ciało, dobrze kombinuję?
Właśnie wiem. Co by się nie działo i tak może być jeszcze gorzej.
Bardzo podobni i też o nim pomyślałam :D 
Póki przebywał w głównej bazie, zawsze ktoś się znalazł. A potem został sam, a jeszcze później trafiła mu się Daisy, która kategorycznie odmówiła gotowania dla niego, więc biedaczyna nie miał wyjścia :P
Bucky naprawdę jest postacią, którą trzeba w jakiś sposób podziwiać. Dostaje kopa na każdym kroku, ale i tak potrafi sobie z tym wszystkim jakoś poradzić, iść dalej, a od kiedy etap użalania się ma za sobą- także obrócić wszystko w żart. Gorzki i sarkastyczny, ale jednak. 
Wymyślono, że jeśli wpakują umysł Winter Soldiera w ciało... tego, czymkolwiek Reznor jest, nie będzie mógł więcej nikogo zabić, bo cóż, jednak ciało tłustego i mało zgrabnego mrówkojadopodobnego zwierza stwarza pewne ograniczenia. Taka przemiana przecież pozbawiłaby Bucky'ego jego największej broni, jaką bezsprzecznie było przecież jego ciało. Do tego ta cała "przemiana" polegać miała na rytualnej egzekucji (ścięciu, jeśli pamięć mnie nie myli), a Bucky naprawdę nie lubił umierać. A doświadczenie w tym miał.
A teraz mała ciekawostka- Secret Wars!Bucky umarł sześć razy. Z tego dwa razy w jednej serii. Ktoś chyba naprawdę go nie lubi.

I tak bajdełejem- CA:WS zaskakuje mnie po raz kolejny- klik.
James, nie musisz prosić. Dla mnie to dość oczywiste.
Z grubsza można tak powiedzieć, chociaż nikotyna nie jest pozyskiwana wyłącznie z tytoniu w przypadku liquidów. Jeszcze wiele dziwnych rzeczy spotkasz na swojej drodze.
Tak właśnie myślałam, że o to chodzi. A nie możesz sobie zatkać uszu? Czy może próbowałeś, ale nawet to nie działa?
Że pozyskiwana w przypadku czego? I myślałem, że sobie ze mnie żartowałaś, bo po co komu sztuczne papierosy? 
Ujmę to tak- gdy nie zatykam uszu, czuję się jakbym był z nimi w jednym pomieszczeniu. Nic miłego, wierz mi. Jeśli zatkam uszy, czuję się jakbym miał ich za cienką ścianą. To już lepiej, ale nadal to nic miłego. 

Astrid Löfgren

N, o proszę, co za wygodnicki pan.
Och, dziękuję za tę historię w pigułce. Ostatnio zabierałam się za szczegółowe podejście do komiksów, ale na zabieraniu się skończyło. Łatka mordercy w jego przypadku wydaje się oczywista mimo nieoczywistych splotów wydarzeń. On jest chyba jedną z najbardziej tragicznych postaci. Ciągle coś traci, ciągle coś ktoś mu zabiera, ciągle szuka swojej drogi i nie może jej znaleźć, a jak znajdzie choć minimalnie odpowiednią, to zawsze wyrosną jakieś kwiatki, ciągle jest oceniany, zapewne patrzy się mu na ręce. Nawet powiedziałabym, że jego życie to wręcz pasmo ciągnących się i niekończących nieszczęść. Niby z Capem jest podobnie, ale Bucky... nie wiem, jego życiorys wydaje się cholernie pokręcony i, co tu dużo mówić, smutny. Taka samotność przeplatana z ogromną stratą i trudną przeszłością.
Zawsze przyjdzie taki moment, w którym postacie zrywają kajdany.
To chyba w paintcie było robione. Albo faktycznie przez wybitnie nieuzdolnionego grafika. Albo przez samą autorkę, żeby było taniej. Wygooglowałam sobie jej twórczość i trochę mnie ścięło z nóg, kiedy patrzyłam na inne okładki.
Nie rozumiesz jego tragedii- on musiał sam sobie gotować przez całe trzy tygodnie! Z jego zdolnościami kulinarnymi to naprawdę musiało być straszne :P A potem znalazł sobie knajpkę na Marsie. 
Najsmutniejsze w nim jest chyba właśnie to, że tak naprawdę zawsze jest sam. Niby z ludźmi, z drużyną, ale zawsze na uboczu. Jeśli już uda mu się komuś zaufać i znaleźć kogoś, kogo mógłby nazwać przyjacielem, prędzej lub później zawsze w jakiś sposób go traci. I to właśnie z tego powodu Bucky ma teraz tak wielkie problemy z zaufaniem komukolwiek, a jego najlepszym przyjacielem jest kosmiczny łysy mrówkojad z nadwagą- Reznor. Bucky trzyma go w swojej kajucie, opowiada mu o sobie, je z nim z jednego talerza i wszędzie ze sobą zabiera. To taki trochę brzydszy pies. Skąd Buckyś go wytrzasnął? Uznano, że jest zbyt niebezpieczny i chciano przenieść jego umysł w ciało Reznora, bo stwierdzono, że wtedy nie będzie stwarzał zagrożenia. Bucky się nie dał, skopał kilka tyłków, zaprowadził tam demokrację i ukradł Reznora. Miał go jeszcze jako staruszek. 
Cóż, w przypadku Bucky'ego zerwanie łańcuchów najpewniej skończy się wdepnięciem we wnyki. To typ postaci, która zawsze wpada z deszczu pod rynnę.

Ci przystojniacy z tych okładek kojarzą mi się z nim- klik :P
James, nauczono mnie, że prawdopodobnie ludzie palą dlatego, bo im tęskno do ssania piersi matki. Brzmi kretyńsko, co? Może zacząłeś po prostu z nerwów. Czasy były ciężkie, a jednak papierosek trochę odstresowuje i właśnie to w tym widziałeś. Skoro masz być fit to nie ma co się zastanawiać tylko rzucić. Albo przerzucić na elektroniczny szajs.
Pewnie masz rację. Na przykład jakich krępujących? Jestem ciekawska, wybacz.
Przystoi, przystoi, nie marudź.
Uwierz mi, że akurat za tymi częściami jej ciała nie tęsknię jakoś szczególnie. Zostańmy więc przy wersji ze stresem i pozostawmy piersi mojej ma w spokoju. Proszę. 
Dobra, chwila, elektroniczny papieros? Znaczy, że co, ktoś wynalazł e-tytoń? Mówiłem, że ten świat jest dziwny.
Przykładowo wyobraź sobie, że doskonale słyszysz wszystkie dźwięki z sypialni parki mieszkającej dwa piętra wyżej. Wszystkie. Dokładnie. Bardzo. Kilka razy w tygodniu. Jakbyś tam była. Nie będę nawet wspominał o przydrożnych motelach. 

25 września 2015

Blue Greyme

W sumie to siedze nad tą zakładką od rana i nie wiem co napisać. Więc może po prostu:
Sam: cześć :) nie masz czasami dosyć tej roboty? Chodzi mi tu o Avengers. I reszte. Tęsknisz za "starym" zyciem?
Nie jest tak źle, jak przypuszczałem, że będzie. Jasne, czasem mam ochotę nie wstawać rano z łóżka i pozdrowić Capa wyciągającego mnie na poranną przebieżkę zatrzaśnięciem drzwi, ale jednak powtarzam sobie, że robię coś ważnego i jakoś znajduję motywację.
Starym czyli tym sprzed Waszyngtonu, czy starym znaczy tym sprzed Avengers? Na oba pytania odpowiem. że czasem tak.
Yelena: co słychać? 
Dobrze, a przynajmniej taki mi się wydaje.
 
James: co u ciebie? Szczerze; ciężko w tych czasach o zdrową dietę. Zdrową = bez chemii. Na "dobrą" sprawe wszystko juz jest zatrute. Więc musisz sie przyzwyczaić. Jadłeś już pizze?
Jak już raz mówiłem, topniejący ser i sosy na pizzy kojarzą mi się z pęcherzami i martwicą po oparzeniach, więc nie, nie jadłem. Znaczy w tym życiu, bo kiedyś chyba jadłem. Znaczy tak mi się wydaje. Pamiętanie nie jest ostatnio moją najmocniejszą stroną.

Astrid Löfgren

N, mądrze. Podąża chociaż tą ścieżką czy tylko cytuje? Cholernie mnie ciekawi rozwój tej postaci. Duchowy i społeczny przede wszystkim. Nie mam tylko durnej motywacji, żeby poznać sprawę od początku do końca.
Wolałam na to nie patrzeć... Matuchno, serio? Nikt Stana nie pozna. Nikt, a skąd. 
Cóż, wygłosił tę kwestię pomiędzy narzekaniem na to, że statek jest klaustrofobiczny a "czas nie zatrzymuje się dla nikogo, a zwłaszcza dla niego" i narzekaniem na to, że biedaczyna sam musiał sobie gotować przez całe trzy tygodnie oraz na to "dlaczego nie ma żadnej tajskiej knajpki na ciemnej stronie księżyca", więc tak naprawdę do teraz nie wiem czego ten cytat miał się tyczyć. Więc raczej ciężko stwierdzić, czy się do tego stosuje. 
Od czasów CA:WS Bucky naprawdę się zmienił. Jego największym problemem było to, że nigdzie nie mógł znaleźć dla siebie miejsce i nie ważne gdzie poszedł, zawsze postrzegany był jako morderca. Gdy wyszło na jaw to, kim jest nowy Kapitan, ludzie nie widzieli Bucky'ego Barnesa- bohatera wojennego, pomocnika Kapitana i członka Invaders, a Winter Soldiera- morderce i potwora, który skalał kostium i tarczę Rogersa, i który zasługiwał tylko na więzienie. I ta opinia ciągnęła się za nim wszędzie, sprawiając, że nigdzie nie pasował- ani do Avengers, ani do SHIELD, ani do zwykłego życia. Nawet po zajęciu miejsca Fury'ego w kosmicznej bazie, na każdej planecie postrzegany był jako "Winter Soldier. Człowiek wielu imion. Ten, który przybył przelać krew".
W końcu coś jednak się zmieniło i Bucky miał swój symboliczny moment odcięcia się od przeszłości- zerwanie kajdan i kwestie "Już nigdy nie skrępują mnie żadne łańcuchy. Przechodziłem przez to zbyt wiele razy.". I wtedy coś zaczęło się zmieniać- zaufał Daisy Johnson, sam zaczął nazywać siebie w żartach "międzygalaktycznym zabójcą nie-do-wynajęcia" i spotkał Ventolin oraz siebie za kilkadziesiąt lat. To ostatnie miało na niego zdecydowanie największy wpływ, bo pokazało mu, że kiedyś zostanie bohaterem i będzie miał rodzinę. Dlatego w ostatnim komiksie, w którym się pojawił, przełamał wstyd i wydukał to swoje "Um, choć ledwo cię znam, Ventolin, to... myślę, że cię kocham." I to był chyba pierwszy raz, gdy takie słowa przeszły mu przez gardło. I w końcu znalazł miejsce, w którym przestał być potworem, a zaczął być "chłopcem ze snu" i "słodkim Jamesem".

Cóż, chyba pan Stan też nie poznałby się na pierwszy rzut oka :P Ta wyphotoshopowana karykatura jest straszna.
Sam, o bitwie z panem mrówką się jeszcze nie dowiedział?
Myślisz, że są jakieś szanse, by te wpływy Hydry choć trochę zmniejszyć? 
Nie i lepiej, żeby tak pozostało. Wolę o tym zapomnieć.
Może wyjdę teraz na zbyt wielkiego optymistę, ale wierzę, że są. Może byłoby to czasochłonne i pociągnęłoby za sobą kilka ofiar, ale prędzej lub później udałoby się pozbyć tej zarazy.
James, nie chodzi mi o świadomość, ale o smak. Mówiłeś, że tę chemię czujesz na języku, więc te wszystkie substancje smoliste jeszcze bardziej powinny doskwierać. Wydaje mi się, że to jeszcze coś gorszego niż to, co jest w podstawowych produktach żywieniowych.
Wyobrażam sobie. Na przykład słyszeć więcej niż się chce. Nie wiem co gorsze: słyszeć więcej czy nie słyszeć w ogóle.
Oj tam, oj tam. Czasem można zgrzeszyć.
Palę z przyzwyczajenia i potrzeby zajęcia czymś rąk, nie dla przyjemności. Kiedyś paliłem, więc stwierdziłem, że teraz też mogę to robić, bo... sam nie wiem dlaczego. Jednak nadal nie wiem, co mnie w tym kiedyś pociągało i zastanawiam się nad rzuceniem tego.
Wydaje mi się, że bycie głuchym jest o wiele gorsze, ponieważ w pewien sposób odcina cię to od świata. Jednak słyszenie zbyt wiele, choć jest denerwujące i może prowadzić do krępujących sytuacji, jest lepszą opcją.
Nie, nie, w moim wieku to już nie przystoi.

24 września 2015

Astrid Löfgren

Sam, nie pozabijajcie się przypadkiem.
Zostawiłeś ich chociaż pod dobrą opieką? W sumie o co pytam... Na pewno tak zrobiłeś.
Żadne z tych skrótów nic mi nie mówi, ale to chyba lepiej. Wystarczy znać kilka organizacji i już się w głowie kręci od tych okropności. Hydra to chyba najpoważniejszy przeciwnik, zgadza się? Biorąc oczywiście pod uwagę skalę, na jaką działają. 
Nie byłem tam jedynym terapeutą. Byli tam też ludzie, którzy pomogli mi, więc akurat co do tego, że zostawiłem ich pod dobrą opieką, mam pewność. 
Przyznam, że nie znam rozwinięcia sporej części z tych skrótów, ale lepiej żeby Cap się o tym nie dowiedział. Grunt, że chociaż skróty mi coś mówią.
Zgadza się. Hydra to jednak Hydra i na całe szczęście pozostałe tego typu organizacje są o wiele mniejszym zagrożeniem niż ona i mają znacznie mniejsze wpływy. Można zniszczyć je w zarodku, zanim zdążą się rozrosnąć.
James, tak naprawdę to ja ciebie nigdy nie doceniam.
A nie przeszkadzają ci te wszystkie chemiczne substancje kiedy palisz? Bo skoro nawet w wodzie chemia jest wyczuwalna, to w tytoniu chyba tym bardziej. Chyba że wytrzasnąłeś skądś najczystszy i najprawdziwszy tytoń.
Żeby tak jeszcze człowiek samymi kubkami smakowymi mógł wyczuwać z jakiego źródła woda jest najlepsza.
Wiem, w sumie strzelałeś w ciemno czymże to było, ale nie było naśmiewaniem się. Mówiłam zresztą, że nie chcę ci robić żadnych przykrości, a wydaje mi się, że kpienie z czegoś jest nawet gorsze niż bzdurny i dość infantylny komentarz. Mimo najszczerszych chęci będzie mi się z pewnością zdarzać powiedzieć coś głupiego, więc zwyczajnie ignoruj.
Kiedyś wspominałeś o czekoladzie, więc może jednak coś wynajdziesz. Ale jak nic nie przyjdzie do głowy to okej. Niech będzie, że żadne.
Kiedy palę, jestem w pełni świadom tego, że się truję i robię to na własną odpowiedzialność. Nikt mnie do tego nie przymuszał i nikt nie musi mnie żałować, gdy zafunduję sobie raka płuc. Choć w moim przypadku jest to raczej niemożliwe, ale nieważne, bo nie o to mi teraz chodzi. Za to producenci jedzenia nie dają ludziom tego wyboru i wciskają w swoje produkty tyle chemii ile tylko się da. Nawet z założenia zdrowe produkty są pełne chemii. I dla tego tak bardzo mi ona przeszkadza. 
Uwierz mi, że nie chciałabyś móc tego wszystkiego czuć. Nawet trochę ulepszone zmysły to czasem prawdziwe cholerstwo.
Nie jadłem jej od dobrych kilku miesięcy, więc nie wiem czy się liczy. Dlatego nadal pozostaje przy odpowiedzi "żadne". Poza tym, wiesz, zepsułaby mi linię. Miałem przecież być fit.

N: Nawiązując do niedoceniania Bucky'ego- w serii Bucky Barnes: The Winter Soldier ostatnio zaskoczył mnie tym, że pomiędzy kolejnymi narzekaniami zaczął cytować Lao Tzu Tao Te Ching. A dokładnie jako: Prostota, cierpliwość, współczucie. Te trzy są największymi skarbami. Prostota w czynach i myślach pomoże Ci wrócić do źródła natury. Cierpliwość z przyjaciółmi i wrogami ukaże Ci rzeczy takimi, jakimi są naprawdę. Współczucie sobie pojedna wszystkie istoty na ziemi
I tak całkiem bajdełejem- spójrz na ten koszmarek:
To pierwsze to okładka książki z Amazona. Tak bardzo zły photoshop <3
I kto tam przejmowałby się prawami do wykorzystania wizerunku...

Astrid Löfgren

Sam, z pewnością Cap darzy cię tymi samymi uczuciami.
A masz z tego tytułu jakieś wyrzuty sumienia?
Celowo nie odpowiedziałeś na pytanie o "Hydrze i jej podobnych" czy zapomniałeś?
O tak, nienawidzimy się. Ledwo możemy na siebie patrzeć.
Gdybym obwiniał się z powodu każdej osoby, której nie mogę pomóc, już dawno sam potrzebowałbym terapii. Lubiłem tę pracę, czułem i wiedziałem, że robię dzięki niej coś dobrego, ale teraz mogę robić to na większą skalę, choć w inny sposób.
Jakoś wypadło mi z głowy, nie wiem dlaczego. Mówiąc o Hydrze i jej podobnych, miałem na myśli wszelkie organizacje o charakterze terrorystycznym. Takie jak AIM, FA, MI i jeszcze kilka, których skrótów rozwinięć nie znam.
James, no nie wiedziałam, że aż tak wrażliwy z ciebie mężczyzna.
Raczej myślałam, że te ze źródeł nie są aż tak nasączone chemią, ale po zastanowieniu i dojściu do wniosku, że przecież chemia jest też w glebie, to zmieniam zdanie. Żyć się odechciewa.
Jeszcze szmat czasu przed tobą, może spełnisz te marzenie.
Bo to nie było zabawne i nie było żartem, a złośliwością z mojej strony, co zresztą zaznaczyłam. Nie, nie brechtałam się radośnie pisząc to.
To inaczej: po które rzeczy najczęściej/najchętniej (?) sięgasz, bo ci w miarę smakują/podchodzą/czy jakkolwiek inaczej to ująć, z tych produktów, które tolerujesz?
Ponieważ znów mnie nie doceniasz. Mam miękkie i wrażliwe serce.
Chemia jest w glebie, ale też roznosi się przez powietrze, czy zwierzęta. Czyli jest wszędzie i to już od dłuższego czasu. Jasne, można znaleźć czyste źródła, ale jest to o wiele trudniejsze niż kiedyś.
Wyzłośliwianie się też może kogoś bawić, czyż nie? W myślach nie czytam, więc nie wiem czy cię to bawiło, czy jednak nie było w tym krzty żartu.
Odpowiedź "żadne" może być? Po głębszym zastanowieniu się, stwierdziłem, że to chyba najlepsza odpowiedź.

23 września 2015

Astrid Löfgren

Sam, trzymam za słowo.
Z kim dogadujesz się najlepiej? Pomijając Capa, bo domyślam się, że jest jedną z takich osób.
Jej podobnych? Co masz na myśli?
Obok działania w New Avengers zajmujesz się dalej weteranami czy to już zamknięty, a przynajmniej przymknięty, rozdział? 
Może i Steve'a nie przegonie, ale i tak mam znacznie lepsze wyniki niż przed rokiem, więc jakaś satysfakcja z tego jest.
Całkiem dobrze działa mi się z Rhodesem i z Natashą. Ale czy Cap się do tego grona zalicza? Nie, gdzie tam, nie trawię gościa. Okropny facet.
Nie robię tego tak często jak kiedyś, bo sztuki bilokacji też nie opanowałem- a szkoda, bo znacznie ułatwiłoby to życie, ale staram się tam wpadać od czasu do czasu.
James, tak, ja wiem, ranię twoje serduszko. Kajam się.
Masz naprawdę przewalone z tym smakiem, jeśli nawet w wodzie wyczuwasz jakieś chemiczne bonusy. Jeszcze się nie świecisz? Szkoda.
Który wiek masz na myśli? Nie, dobra, wyzłośliwiam się. Często swoje posiłki opierasz na płynach i suplementach? Że też dajesz radę mimo ulepszonego organizmu. Chyba że te płyny, o których mówisz, to te takie preparaty wysokoenergetyczne, to już inna sprawa, mniej zaskakująca, bo ciężko sobie wyobrazić, że jedziesz na samej wodzie i odżywkach. Co ci smakuje najbardziej z tego, co zdarza ci się jeść?
/A żebyś wiedziała, że ranisz. Jestem bardzo wrażliwym człowiekiem, nawet nie wiesz jak bardzo.
/A sądziłaś, że butelkowana woda nie jest niczym doprawiana, że tak to ujmę? Czysta i co ważne- niczym nieskażona woda tak nie smakuje. A fakt, że to wiem, tylko pogarsza smak tej kupnej.
/O tak, wielka szkoda. Od dziecka marzyłem o zostaniu chodzącą lampką nocną, ale niestety moje marzenia się nie spełniły i skończyłem jako chodząca tablica na magnesy. Życie.
/Tak, bardzo zabawne. Boki zrywać. Jakoś mnie nie śmieszy fakt, ze nie wiem ile lat tak naprawdę teraz mam. To wcale nie jest zabawne.
/Dla mnie płyny to płyny, chodziło mi główni o to, że raczej rzadko opieram dietę na pokarmach stałych. Ale tak, nie chodzi mi tylko o wodę czy kawę, ale też o te wszystkie mieszanki proszków, tabletek i gotowych preparatów, bo łatwo nabijać w ten sposób kalorie.
/Co smakuje mi najbardziej ze stałych pokarmów? Nic. Są po prostu rzeczy, które toleruje.

22 września 2015

Astrid Löfgren

Sam, och, no jak to tego nie opanowałeś? Steve na pewno dał ci jakieś cenne wskazówki, wierzę w ciebie!
Mam nadzieję, że większe zgrzyty w grupie się nie pojawiają. Poziom zaufania wzrasta?
Jakie to są misje, kiedy już się zdarzają? 
No wiem, strasznie wstyd mi za taki brak postępu i dostosowania do rad tak doświadczonego trenera, którego wcale a wcale to wszystko nie bawi. Obiecuję poprawę.
Muszę przyznać, że sam dziwię się temu, że w grupie tak różnych od siebie jednostek jaką przecież jesteśmy nie zdarzają się żadne poważniejsze spory. Jakieś mniejsze spięcia są, jasne, ale to chyba nic dziwnego, bo ciągle się docieramy.
Najczęściej chodzi o Hydrę albo jej podobnych. Najazdy kosmitów albo armii robotów niestety się nie zdarzają. Nie żebym z tego powodu jakoś bardzo narzekał.
James, a spróbuj w przyszłości powiedzieć, że ci to zasugerowałam. Żeby nie było: nic nie sugeruję.
Nie trzeba mieć super wyczulonego smaku, żeby to czuć. Chyba musiałbyś założyć własną hodowlę zwierzątek i ogromne pola uprawne, żeby jeść bez chemii, chociaż i tak nie do końca. Prawdaż, dlatego w trosce o twoją linię polecam pełnoziarnisty a do tego regularność posiłków i picie tylko wody. Będziesz fit. Ile to jest te "niezbędne minimum" i na ile ci wystarcza? Tak przykładowo.
Och, gdzieżbym śmiał cokolwiek ci wypominać. Nawet nie wiem jak możesz zarzucać mi coś takiego.  
Teraz nawet woda- i kranowa, i butelkowana, i nawet ta prosto ze źródła, jest pełna chemii albo zanieczyszczeń, więc musiałbym chyba wykopać sobie własną studnię głębinową i zaopatrzyć się w kilka filtrów, jeśli chciałbym unikać jakichkolwiek "ulepszaczy". Poza tym, i tak mam już w sobie tyle chemii, że powinienem chyba zacząć świecić w ciemności. 
Dzienne zapotrzebowanie kalorii dla normalnego mężczyzny w moim wieku to około trzech tysięcy kcal. Mój metabolizm został podkręcony, więc i to zapotrzebowanie jest odpowiednio większe i wynosi około sześciu w porywach do ośmiu tysięcy. Ale jest to pełne zapotrzebowanie, więc można zaspokoić tylko jego część i nadal całkiem dobrze funkcjonować. Dlatego mogę obciąć to nawet o połowę i oprzeć dietę głównie na płynach i suplementach, a mój pochrzaniony organizm i tak da sobie radę, nie tracąc przy tym zbyt wielu mięśni. Został w końcu ulepszony tak, by dawać sobie radę nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach. I tak, to popieprzone. Jak jasna cholera. Nie cierpię tego.