16 października 2015

Astrid Löfgren

N, zastanawia mnie to całe łączenie światów. Mogłoby z tego wyjść naprawdę coś dobrego, ale jak tak się w to coraz bardziej zagłębiam, to dochodzę do wniosku, że twórców strasznie ponosi fantazja i robi się z tego niezły burdel na kółkach. Jakby nawet nie widzieli absurdalności swoich pomysłów. 
 Marvel robił już różnorakie crossovery, nawet takie, w których mieszał swoje uniwersa ze światami z DC i jednak zawsze jakoś to wychodziło. Raz lepiej, raz gorzej, ale jednak zawsze do przełknięcia. Tym razem jednak Marvel przesadza i nagromadzenie absurdów jest tak duże, że sporo ludzi zwyczajnie sobie to odpuszcza.
 I odchodząc trochę od tematu, choć nadal jest to związane z szeroko pojętymi absurdami- przyjrzyj się i powiedz, czy czasem coś ci tu nie pasuje- klik :P
Yelena, znów mi trzeba wyjaśnić łopatologicznie. Jej matka była szpiegiem, tak? Czarną Wdową?
Jak sądzisz, zdołacie ją z tego bagna wyciągnąć? Oczywiście nie wątpię w wasze umiejętności, ale James mówił, że coś mu nie pasuje w tym wszystkim.
 Powiedzmy, że coś w tym stylu. Szczegóły nie są tutaj ważne.
 Nie tyle sądzę, co wiem. Jimmy twierdzi, że ma złe przeczucia, ale nie potrafi poprzeć tego żadnymi, racjonalnymi argumentami. Często miewa złe przeczucia i nie raz musiałam mu udowadniać, że w pokoju nie ma żadnych podsłuchów, żadnych kamer czy czujników, więc nie możemy opierać się tylko na tym.
James, dla mnie, zwykłego szarego człowieka, gorsze od śmierci jest tylko długotrwałe cierpienie. Śmierć to czasem wybawienie. 
Jeśli są spekulacje, to prawdopodobieństwo wyjścia z cienia zwiększa się. Rośnie ciekawość, a choć minimalna przesłanka może stać się motorem napędowym do dalszych poszukiwań potwierdzenia danej ewentualności. Więc musielibyście zaatakować - nie lubię tego słowa, ale nie wiem jak inaczej to ująć; zadziałać? - naprawdę bezszelestnie. Cóż, nie jestem fanką kibicowania w sprawie brutalnych odwetów czy jakkolwiek inaczej to ująć, ale w tym przypadku chyba warto trzymać za was kciuki, bo ewentualne wykrycie was jako sprawców byłoby, no, lekko rzecz ujmując, bardzo niekorzystne. 
Racjonalne podejście. Rozgraniczanie, co jest skutkiem czego, jest chyba trudne.
/Więc widzisz? Mógłbym zboczyć na temat tortur czy paraliżu, ale tego nie zrobiłem. To już coś.
/Jeśli "zaatakować" i "zadziałać" brzmią źle, to może po prostu zareagować? I tak, zdaję sobie sprawę z tego, że najmniejsze potknięcie nie wchodzi w grę. Właśnie do tego mnie szkolono, więc mogę raczej stwierdzić, że dość dobrze znam się na rzeczy. Mówię "dość dobrze" nie z powodu mojej wrodzonej skromności, a raczej tego, że bez Hydry za plecami sprawa wygląda trochę inaczej. Ale to dobra motywacja, która każe się bardziej przyłożyć. Widzisz? Potrafię znaleźć jakiś pozytyw. I osobiście nie mam jakiś wielkich powodów do brutalnych odwetów, więc raczej nie masz mi w czym kibicować. Ja tu robię tylko za wsparcie.

15 października 2015

Astrid Löfgren

N, przewidujesz, co mógłby z nią zrobić?
 Biorąc pod uwagę całą serię i wszystkie nagromadzone w niej absurdy, nawet nie próbowałam się nad tym zastanawiać. I raczej podaruję sobie następne numery, bo to zbyt dużo nawet jak dla mnie.
Yelena, masz stuprocentową pewność, że nie wie nic więcej, co mogłaby przekazać tym dziwnym panom z dziwnego projektu?
Nie chciałabym być w ich skórach. 
 Na pewno nic, co mogłoby być dla nich choć w jakimś stopniu wartościowe. Gdyby dowiedziała się czegoś z jakiegoś innego źródła, zorientowałbym się. To nie coś, co zdołałaby ukryć. Nie była w tym aż tak dobra. To tylko nastolatka, nie szpieg. Choć teraz nie ułatwia to sprawy.
James, zazwyczaj zbaczasz w jedną stronę, o czym już gawędziliśmy nie raz.
Raczej chodziło mi o konsekwencje takiego wejścia, czyli konkretnie ewentualne włączenie w to mediów, jeśli sprawa wyszłaby na jaw.
Chociażby to, że z pewnością nie jesteś skrajnym introwertykiem, ale pomijając to, to parę słów wcześniej jest to, co niepoważne. Trudna przeszłość w twoim przypadku jest znacząca i można by ją podawać jako przyczynę wielu nieprawidłowości. Wszystkiego tym nie usprawiedliwisz, jasne, ale sporą część tak.
/Z tego też da się zboczyć w tą jedną, słuszną... znaczy, w nie słuszną stronę. Są przecież o wiele gorsze rzeczy niż śmierć. Nie żeby morderstwo nie było złe, bo jest i to jak cholera, ale czasem człowieka jednak wolałby, by go dobito.
/Jeśli dobrze się to rozegra to nie będzie żadnej afery. Rząd nie chwali się istnieniem Projektu Ogar na prawo i lewo, nigdy nawet nie potwierdził spekulacji o jego istnieniu, więc to działa na naszą korzyść. Wyjście na jaw niektórych spraw, byłoby dla nich strzałem w stopę, więc wątpię, że wywołają aferę z powodu jednej małolaty. Tym bardziej, jeśli nie będą mieli rzetelnych dowodów, wskazujących sprawców. 
/Może i jest znacząca, ale udało mi się poznać siebie na tyle, by wiedzieć, że jeśli zacznę wynajdować w tym usprawiedliwienia dla wszelkich błędów, dziwactw czy nieprawidłowości, to będę miał spore problemy, by przestać.

Astrid Löfgren

N, jeszcze nigdy nie popłakałam się ze śmiechu patrząc na jakikolwiek komiksowy kadr. Ale dobra, ja wiem, przeżywa traumę i po prostu tak reaguje, muszę być wyrozumiała... :D
Dziwne, że swojej osobistej ręki nie odciął, by na jej miejscu umieścić tak ważny dla niego "przedmiot" związany z ukochanym przyjacielem.
Seria się jeszcze nie skończyła, więc nie mów hop. W poprzednim zeszycie zabił siebie z innego uniwersum, bo ten go oszukał (oszukał sam siebie?) i powiedział, że Bucky może żyć, więc nie wiem jak ty, ale ja trochę boję się tego, co Steve może zrobić z rąsią Winniego... 
Yelena, wie o tobie tylko tyle, ile jest to konieczne? Po twojemu czyli jak? Masz jakiś pomysł, o co w ogóle chodzi i dlaczego sprawy tak się potoczyły?
/Można powiedzieć, że wie nawet mniej, niż było to konieczne. Przyznaję, że nawet w tych rzeczach, o których jej mówiłam, pozmieniałam niektóre fakty i dość sporo pominęłam. Może i nie powinnam, ale wtedy było to najlepsze wyjście. 
/Jak to mawiała Petra- człowiek może zapomnieć o Pokoju, ale Pokój nigdy nie zapomni o człowieku. W tym przypadku jest podobnie. Nie dorwali matki, więc zajmą się córką, która mogłaby posiadać jakieś informacje. I mogę przysiąść, że gorzko tego pożałują. 
James, bo nie miałeś na co zbaczać, ot co.
Hm, czyli dość "hucznie" ich powitacie, jak sądzę. Może wyniknąć z tego jakaś afera, czy raczej te powitanie odbędzie się w obrębie projektu, po cichu, że tak powiem?
Nie jestem od pocieszania, więc musi ci wystarczyć to, że się staram. Teraz to ja czuję się niedoceniona. A zmieniłoby się dlatego, że jesteś zrzęda. Gdybyś chociaż był bardziej rozmowny i miły na pewno dłuższa chwila mogłaby osiągnąć poziom tygodnia, ale nie, musisz być przecież samotnym wilkiem, introwertykiem do potęgi entej, któremu prawie nic nie wychodzi, co tylko potęguje poczucie beznadziei. A tak poważnie to nie sądzę, by tak szybko ludzie zmieniali zdanie na twój temat. Musi coś w tobie być, że jednak stają po twojej stronie, plus jeszcze to, że wiedzą, co się z tobą działo i dlaczego jesteś jaki jesteś.
/Z każdego tematu da się zboczyć, po prostu wyszedłem z wprawy.
/Nie jestem aż takim idiotą, by wejść tam i wywołać aferę. Podstawą załatwiania takich spraw, jest załatwianie ich po cichu, bez rozgłosu, świadków i z jak najmniejszą ilością strat wliczonych. 
/Tylko, że ja raczej jestem tym "samotnym wilkiem, introwertykiem do potęgi entej, któremu prawie nic nie wychodzi". więc nie wiem, co tutaj jest niepoważnego. Dobra, może nie jestem już do końca aż tak samotny i od czasu do czasu coś mi się uda, ale mojemu introwertyzmowi raczej nie zaprzeczysz. I żeby nie było- tak, wiem kto to. Poza tym, przecież nie wszystko można usprawiedliwiać trudną przeszłością. 

14 października 2015

Avada Simpson

Okee to ja się może wypowiem najpierw o twoim blogu:
jaaaa... Nigdy nie będę mieć takiego talentu. Prolog był żywcem wyjęty z jakiegoś horroru ;o ogólnie to rozerwane czółko numerku Dwadzieścia Dwa będzie mi się przypominało, jak tylko zobaczę naszą kochaną (taa, jasne) Natashę. Tylko jedna uwaga: ,,Rozmawiali ze sobą, śmiali się, a wrzask i dźwięk łamanych kości przeszywał powietrze i odbijał echem od ścian sprawiając, że jej klatka piersiowa zacisnęła się, nie mogąc wziąć najmniejszego oddechu." - klatka piersiowa sama się zacisnęła i nie mogła wziąć oddechu? To Yelena nie mogła wziąć oddechu, przez swoją klatkę piersiową, a nie klatka Yeleny nie mogła wziąć oddechu. Bucky w tym rozdziale taki niby groźny, ale smutno mi się zrobiło jak czytałam o tym jego kagańcu. I o krwi która do niego spływała.
Pierwszy rozdział najbardziej zaskoczył mnie śpiewem Jamesa. Cóż... spodziewałabym się wszystkiego ale nie śpiewu. Większych błędów nie wychwyciłam ;)
No więc ten... Drugi rozdział rozłożył mnie na łopatki. Z wielu powodów. Yelena i jej monolog wewnętrzny były tak cudowne i osobiste, a jednocześnie wzuszające i przerażające że... łaaa. Tak samo jak jej ,,robak" A ta przemówka Bucky;ego o broni... cóż, było się tego po nim spodziewać. Ogólnie ten rozdział miał takie podłoże psychologiczne, a odczucia Yeleny były takie... nie umiem tego opisać! Ale teraz się tak zastanawiam... albo oglądasz za dużo filmów, albo Bucky ma na ciebie taki wpływ, albo jesteś serio psychopatycznym mordercą który czatuję przez internet żeby sobie ulżyć :D Ten rozdział jest taki właśnie żywcem wyjęty z jakiegoś filmu grozy albo horroru. Rozważ pisanie scenariuszy do horrorów... I ta końcóweczka: cudo! Te oczy Jamesa <3
No więc ten: za plagiat do więzieniaa!! ;\ Idioci są wszędzie!
Masz natychmiastowo zamieścić dalszą część tego ff! Jest świetne, nie ma błędów, a fabuła jest miodzio!
N udał ci się ten dawny Bucky <3 Szczeniaczek jakich mało, oczka wielkie i tylko brakuje obróżki! (może jakiś subtelny prezent od Ventolin? ;D) Ale to ma'am! Umarłabym jakby chłopak tak do mnie mówił. Umarła. Ale on by umarł jakby mówił tak do wszystkich, jak nasz szanowny Jamie.
Tak, tak Howard, to będzie coś wielkiego! <3
Alee długi komentarz! ;)
I tak mam nadzieję że nie wydam całej kasy przeznaczonej na książki na czekoladę :D
/Zacznę od tego: Czy naprawdę nikt nie lubi Natashy? Cóż, ja nie ukrywam, że nie darzę jej zbytnią sympatią i numer 22 nieprzypadkowo otrzymała taki a nie inny kolor włosów. I nie ukrywam, że miałam przyjemność z pisania tej sceny. Ale to pewnie dla tego, że mój wewnętrzny psychopata przejął stery :P
/Ale wróćmy do meritum. "Mój" Bucky jest mieszanką smutnego szczeniaczka, którego dostaliśmy w MCU z wściekłym psem, które nie raz mogliśmy oglądać w Ziemi 616. Głównie wzoruję się jednak na tym drugim- stąd przykładowo ten z tyłka, za przeproszeniem, wyjęty śpiew, który nijak ma się do sytuacji. Zwyczajnie nie wszystko poukładało mu się w głowie tak jak trzeba i w jednej chwili wpadnie w szał, bo ktoś zwrócił się do niego nie takim tonem jak trzeba, a chwile później będzie potulny jak baranek. Radzę się więc przygotować na więcej scen typu "wtf, Barnes?". 
.A jeśli chodzi o błędy to nawet nie ukrywam, że mam z tym spory problem, robię ich sporo i część z nich zobaczę dopiero, gdy ktoś pokaże mi je palcem (znów cześć, Rakshasha!) i powie dlaczego jest to nieprawidłowe. 
.Cóż, ostatnimi czasy jedynymi filmami, a raczej serialami, które oglądałam, były "Gotowe na wszystko" i "Dawno, dawno temu", więc raczej to nie z nich zaczerpnęłam wenę twórczą. Pozostaje więc opcja o byciu psychopatycznym mordercą. A myślałam, że nikt się nie zorientuje...
I zapomniałabym, najbardziej rozśmieszyłaś mnie stwierdzeniem "nie ma błędów" :D

.Co jak co, ale obróżka z napisem "Jeśli mnie znalazłeś, zwróć proszę królowej Ventolin" by mu się przydała. Facet tak często się w coś wplątuje, że wyprowadzenie go na smyczy to nie głupi pomysł.
Buckyś traktuje ma'am jako zwrot grzecznościowy, ale bez obaw, bo do najważniejszych kobiet swojego życia zwraca się już inaczej- przytoczę tutaj choćby to jego "ma", którym określał panią Barnes. I nadal określa, należałoby dodać :)

Astrid Löfgren

N, co?! Zrobił sobie z tej rąsi breloczek albo jakiś talizman? Serio?
Prawdziwa miłość <3 
 Breloczek? Gdzie tam, przecież to by było zbyt dziwne. Dlatego on chadza tak:
 To wcale a wcale nie jest dziwne. Nope. To, że wymazał sobie gwiazdę krwią na klacie też nie jest dziwne. Wcale. Steve chyba za bardzo przegrzał się w tej swojej zbroi.
Yelena, jak to się stało, że "wzięłaś pod swoje skrzydła" Likę? Dlaczego poprosiłaś Jamesa o pomoc? I ogólnie co słychać?
 Jej matka była moją przyjaciółką, a naprawdę nie miałam ich zbyt wielu. Poznałyśmy się jeszcze w Red Roomie, nie raz pomogła mi z powrotem stanąć na nogi i pozbierać się do kupy. Może i nie dałam rady pomóc jej, ale mimo tego mogłam coś dla niej zrobić. Jednak nawet nie próbowałam się oszukiwać, że nie dam rady zająć się dzieckiem, dlatego kontaktowałam się z nią tylko raz na jakiś czas. To było najlepsze wyjście, choć przez te wszystkie lata i tak wytworzyła się między nami jakaś więź. I dlatego nie chciałabym być w skórze tego, który spróbował położyć na niej łapy. Chcę móc załatwić to po swojemu, więc musiałam znaleźć kogoś, kto mi pomoże, ale nie będzie się wtrącał, jeśli będę tego wymagała. Dlatego padło na Jamesa. W niektórych kwestiach bywa bardzo ugodowy.
James, chyba nie ma tematu, z którego byś nie zboczył.
Ale chyba nie są tak popieprzeni jak ci z Hydry. To jakiś plus. Marny, bo marny, ale plus. Wyjaśniło się już cokolwiek?
Słabe to pocieszenie, ale parę rzeczy ci jednak wyszło. Tak w miarę. No i trafiłeś na paru ludzi, którzy nie chcą cię od razu zabić na dzień dobry, to też coś pozytywnego w tym wszystkim.
/Nie zboczyłem z tematu morderstwa. Prawie nie zboczyłem. Jednak chyba to nie powód do radości.
/Hydra to Hydra. Oni popieprzeni są z założenia i są z tego dumni, więc to zupełnie inna kategoria. Poza tym, ostatnio jakby zapadli się pod ziemię, a to raczej niezbyt dobry znak. Ale wracając, bo nie mówimy teraz o Hydrze. Sam fakt zorientowania się, kto i kiedy to zrobił, można już chyba nazwać czymkolwiek. Teraz pozostała tylko zabawa ze znalezieniem ich i urządzeniem miłego powitania, ale można powiedzieć, że to ta łatwiejsza część.
/"Parę rzeczy w miarę ci wyszło". Naprawdę wiesz jak skutecznie pocieszyć człowieka, naprawdę. Od razu mi lepiej. I fakt, znajdzie się kilka osób które nie chciały zabić mnie na dzień dobry, ale wierz mi, że po spędzeniu ze mną dłużej chwili, zmieniłoby się to. Ta wiedza to już mniejszy pozytyw.

Avada Simpson

Zrobisz Howarda? To będzie ciekawe doświadczenie :D
Nie wchodzić?! Twój ask za bardzo uzależnia! Ale zapewne jeśli dasz odpowiedzi tego typu, w dniach 16-23 zniknie mnóstwo czekolady z mojej szafki... Pocieszam się słodyczami ;)
Ogólnie stary Bucky, ma to śliczne uzależnienie z ,,ma'am" To takie uroczo, szczeniaczkowate <3 
Zapomniałabym! Podesłałabyś linka do swojego ff? :)
Howard miał pojawić się już poprzednim razem, ale za bardzo się wahałam. Teraz mnie przekonano (cześć Rakshasha!) i zdecydowałam się zaryzykować. Mam nadzieję, że papa Stark nie zawiedzie.
Stary Buckyś z założenia miał być właśnie taki uroczo szczeniaczkowaty i naprawdę cieszę się, że mi się udało :) I postaram się żebyś nie zbankrutowała na kupnie czekolady!
Link do bloga znajdziesz w prawym, górnym rogu, w kolumnie "Powiązany blog". Chwilowo dostęp był zablokowany, bo kopiowałam kilka rzeczy i chciałam wprowadzić kilka zmian, ale odblokowałam go, więc możesz śmiało wchodzić. Byłoby mi miło, gdybyś wyraziła swoją opinię po przeczytaniu :) I na razie na blogu są tylko dwa rozdziały i prolog, ale już przymierzam się do reaktywacji. 

Astrid Löfgren

N, okej, teraz to się autentycznie przeraziłam. Absurd goni absurd, niezły chwyt. Orientujesz się w popularności tej serii? Chodzi mi o to, jak przyjęli to czytelnicy, bo z tego, co zdążyłam usłyszeć czy przeczytać, jest to dość kontrowersyjny świat.
No tak właśnie myślałam, ale tliła się nadzieja, że jednak nie. Jakaż jestem naiwna. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Stucky to komiksowa rzeczywistość, a nie wymysł fanów :D Ciężko się temu wrażeniu oprzeć. Nie mogę się też oprzeć wyobrażaniu sobie tego na dużym ekranie. Dramat.
 Ostatnio wszystkie nowe i w założeniu genialne pomysły Marvela nie są odbierane zbyt dobrze. A przynajmniej nie tak dobrze jak się spodziewano. Zniszczono uniwersum Ultimate i zastąpiono je niezbyt udanym Battleworld, przestano wydawać komiksy o Fantastycznej Czwórce, Wolviernem jest X-23, Thorem jest Jane Foster, Capem jest Sam Wilson, a Steve chodzi z metalową protezą Bucky'ego przewieszoną przez ramię i rozpacza. Można by wymieniać tego znacznie więcej.
 W tej serii Steve wypowiada imię Bucky'ego średnio trzy razy na stronę, wspomina go cztery razy na zeszyt, obwinia się o coś z nim związanego średnio dwa razy na zeszyt i angstuje więcej niż kiedykolwiek. Wolę obie nawet nie wyobrażać sobie tego w wykonaniu panów Stana i Evansa.
James, no tak, tu masz rację, bo faktycznie szeroko rozumiana różnorodność nie istnieje i często dosłownie wszystko wygląda podobnie. Chociaż z drugiej strony tyle tych morderstw w realnym świecie było, że może być trudno wymyślić coś nowego. Nie wiem, nie znam się.
Już mi się nie podoba, że to przyrządowy twór. Zdecydowanie źle to wygląda. Kroi się chyba niezła afera. Jakimi metodami posługują się agenci, czy kim ci ludzie są, z tego projektu?
Nie wiem, co musiałbyś zrobić, żeby się przestało w końcu pieprzyć. Za dużo na ciebie spadło. Przykre to.
/Dobra, zostawmy temat morderstw i ich braku różnorodności. Przerzućmy się lepiej na pogodę. Chociaż lepiej nie, bo znowu zboczę z tematu.
/Wierz mi z doświadczenia, że organizacje, które mają jakikolwiek związek z rządem, często składają się z największych szuj i bydlaków. Nie kieruje nimi żadna, nawet najbardziej popieprzona ideologia, a tylko pociąg do forsy. Tak jest też w tym przypadku. Znaleźć, osaczyć, unieszkodliwić, zawlec przed szefostwo jak, natychmiastowo zlikwidować jeśli sprawia problemy. Zero cackania się i przejmowania się szkodami, bo wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić.
/Cóż, próbowałem wielu rzeczy, które mogłyby to zmienić, ale skoro nadal tutaj siedzę, łatwo można zorientować się, że mi nie wyszło.

13 października 2015

Avada Simpson

Tak ten człowiek lata, to mnie tak trochę załamał... Jak to powiedziała moja koleżanka po kilku minutach całkowitej ciszy: ,,No to już było okrutne." ;(
Zawisły mi ręce nad klawiaturą, i tak przez chwilę nie wiedziałam co z nimi zrobić. Kompletna pustka. Człowiek lata. Załamanie psychiczne stwierdzone od teraz. Znowu.
Och no wiem, wierz mi, że czasem miewam podobnie. Polecam więc nie wchodzić na bloga między 16 a 23, bo w tych dniach znowu wraca "stary" Bucky i podobne stany znowu mogą mieć miejsce. Pojawi się też "stary" Steve i najprawdopodobniej Peggy albo Howard.

Astrid Löfgren

N, faktycznie! Nigdy bym na to nie wpadła. Wszystko się wyjaśnia.
Ten świat wydaje mi się straszny, wręcz tragiczny, mimo tego że tak naprawdę nie miałam z tą serią styczności na dłużej, a widziałam tylko nieliczne screeny. Mam nadzieję, że to tylko pozory i się mylę.
Ojeju. Umarł na rękach Steve'a? 
 Ta seria jest tak pochrzaniona, że w porównaniu do niej ta teoria naprawdę ma sens. W ostatnim numerze gladiator Steve spotkał swój odpowiednik z innego uniwersum, który był... Hulkiem. I wzajemnie rozpaczali za swoimi Bucky'mi.
 Raczej się nie mylisz. Ten zakątek świata, który widzimy w serii, opanowany został przez hulki, a ludzie traktowani są jak niewolnicy, a niektórzy z nich zmuszani są do walk na arenach- jak nasza wyżej wspomniana parka. Bucky okazał się być naprawdę skuteczny, więc wysłano go do zabicia Red Kinga, ale mu się nie udało i sam zginął. 
 No ba, że tak. Czyżby teraz nadganiali te wszystkie razy, gdy umierali osobno i postanowili nie wypuszczać się z ramion? Byle tak dalej chłopaki, a nie opędzicie się od Stucky.
James, po prostu założyłam, że skoro jakąś część tego, co się do ciebie mówi, odbierasz jako atak, to równie dobrze część moich słów tak mogłeś potraktować. Tyle.
Nie musisz, jeśli nie chcesz. Wydało mi się to interesujące, ale obejdę się smakiem, nie jest to niezbędna wiedza.
A jesteście pewni, że nic nie wie? Tak na sto procent? Z jakiego ramienia ten cały Projekt Ogar powstał? To coś zbliżonego do Hydry czy do czegoś innego? Jak by nie działali, i tak pewnie po części chodzi o ciebie. Mogę się założyć.
 A czy to teraz ważne? Może odbierałem, może nie, teraz sam nie mam już co do tego pewności, więc nie widzę powodu do roztrząsania tematu.
 Najbardziej irytująca jest schematyczność w przedstawianiu zbrodni, jakby kierowano się myślą, że planowanie, a co dopiero wykonanie morderstwa jest tak męczące, że najlepiej powtarzać wykorzystany już setki razy pomysł i to jeszcze z przekonaniem, że na pewno nikt nie wpadnie na nasz trop. I jeszcze to, że w popkulturze perfekcyjni mordercy pojawiają się prawie tak często jak seryjni mordercy czy psychopaci z krwi i kości, choć tak naprawdę zdarzają się oni niezwykle rzadko i można wymienić ich na palach. 
 Nie miałem z nią prędzej do czynienia, a przynajmniej jestem tego prawie pewien, więc moja wiedza opiera się tylko na tym, co mówi Yelena. A skoro mówi, że młoda nic nie wie, to najpewniej tak jest. Chyba wiedziałaby jeśli byłoby inaczej.
Projekt Ogar to zdecydowanie nie Hydra. Na szczęście, należałoby dodać. W Hydrze od samego początku nawet nie próbowano udawać, że są tymi dobrymi, którzy naprawiają świat, oczyszczając go z wszelkiego śmiecia, a kierowano się tylko łaknieniem władzy i to sprawiło, że to wszystko tak się rozrosło. A Projekt Ogar był jakimś przyrządowym tworem, który miał dbać o "bezpieczeństwo wyższej spray i społeczeństwa". Trochę jednak minęli się z celem, co dość łatwo można zauważyć.
Wierz mi, że świadomość tego, że znowu wszystko może się spieprzyć z mojej winy, nie jest zbyt pocieszająca.

Astrid Löfgren

N, chyba nie znajdziemy logicznego wyjaśnienia dla istnienia tyranozaura w roli konia :(
Tak się spytam, by upewnić: ten komiks umiejscowiony jest w jakichś konkretnych latach? Ni to starożytność, ni to średniowiecze, ni to nowoczesność. Pewnie nie zrozumiem :D
Ale za to jaki ma miecz! Wynagradza on wszystkie niedogodności! 
W filmach Kapitana gra Chris Evans, w tym samym uniwersum gra też inny Chris- Chris Pratt, który ostatnio zagrał w Jurasic World, w którym to pojawił się tyranozaur. Dlaczego czerwony? Czerwień symbolizuje działanie, przygodę, energię, niebezpieczeństwo. A jak wiadomo- tyranozaury były niebezpieczne. Widzisz? Sens! 
Seria "Planet Hulk" umiejscowiona jest w nowym uniwersum, powstałym ze zderzenia rzeczywistości 616 i Ultimate- w Battleworld. Doktor Doom użył swojej magicznej mocy, by z resztek uniwersów stworzyć swój własny świat. Można więc powiedzieć, że to taka alternatywna przyszłość. Bardziej w skrócie nie da się tego opisać, by miało to ręce i nogi :P
Cóż, raczej nie bardzo mu ten miecz pomógł, bo Buckyś jest martwy. Znowu. 
James, przepraszam, ale to bez sensu. Jak udowodniono, że skok z osiemnastego piętra powinien cię zabić, skoro nie zabił? Nie da się udowodnić czegoś, czego nie da się wykonać, chyba że właśnie awykonalność chcemy udowodnić. Porównywanie twojej fizyczności do fizyczności innych, zwykłych ludzi, jest bez sensu. Ciebie nie zabije jebnięcie głową w krawężnik czy radosne przywitanie z betonem po kilkusekundowym locie, a część zwykłych osobników już tak i to z dużym prawdopodobieństwem. Także nie wiem gdzie tu analogia do wiary w siebie, ale już to pomińmy, bo albo oboje coś źle rozumiemy, albo któreś z nas. 
/Dobra, inaczej i znacznie krócej, bo znowu kiepsko sypiam i naprawdę nie mam chęci na produkowanie się, czy sprzeczki. Zawsze są wyjątki od reguły, a ja nie mam zamiaru wierzyć w to, co wymyślili sobie jacyś pseudonaukowcy, którzy nie potrafili znaleźć sobie niczego sensowniejszego do roboty, więc wzięli się za pewność siebie. O tak, zmienili swoim odkryciem świat. I tak pomińmy to.
/A czy powiedziałem "odbieram wszystko jako atak, bo ty nieustannie to robisz"? Nie przypominam sobie, by można było znaleźć to w słowach "Może i zbyt wiele rzeczy odbieram jako atak na moją osobę". Z naciskiem na "może" i "zbyt wiele". 
/Naprawdę mam zacząć dyskusję o błędach w przedstawianiu morderstwa w popkulturze? Jasne, podchodzę do tego... z większą łatwością, niż przedtem, ale nie oszukujmy się, że jednak sporo w tym zwykłej pozy. Mógłbym śmiać się z takich błędów, ale raczej nie byłby to śmiech radości, wierz mi.
/Najgorsze w tej sytuacji jest to, że młoda tak naprawdę nic nie wie, więc nic jej się "nie wymsknie". Nie znała ojca, zapewne ledwo pamięta matkę i wątpię by zorientowała się, że kobieta, która przez te wszystkie lata podawała się za jej ciotkę, była tak naprawdę rosyjskim szpiegiem. Gdyby znała choć mało istotne i przedawnione fakty, byłoby dla niej lepiej, bo coś by z niej wyciągnęli. A tak? Nikt przecież nie uwierzy, że panienka Lika o niczym nie ma pojęcia. Projekt Ogar to nie SHIELD czy Hydra. Nie mają takiego zasięgu, są mniej zorientowani i mniej zaawansowani, bardziej skupieni na działaniu tylko w jednej sprawie. Dlatego dziwią mnie ich działania. Są inne, niepodobne do żadnego, wcześniejszego schematu, co jest do nich niepodobne. Jakoś ciężko wierzyć mi w to, że poświęciliby masę czasu, ludzi i środków na to, by mieć mały procent szans na zwabienie mnie, a jeszcze mniejszy na to, że po raz kolejny zachowam się jak amator i wejdę w sidła. Nie działają w ten sposób.