27 października 2015

Astrid Löfgren

N, faktycznie, podobieństwo niesamowite.
Ale jak to jego matką biologiczną była Gail? Co na to Bucky?
To jest niezły materiał na telenowelę, ale gdyby to dobrze poprowadzić, to byłaby petarda.
Cóż, w tej wersji Gail i Bucky nie zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Gdy Gail pierwszy raz go spotkała, stwierdziła tylko, że "Well, Bucky Barnes is an idiot." i wybrała Steve'a, a gdy ten został uznany za zmarłego, to właśnie owy idiota się nią zajął. Z czasem się w sobie zakochali, a później pobrali. W międzyczasie Gail odkryła, że jest w ciąży i uwierzyła w to, że jej ojciec oraz rząd chcą zająć się jej synem, by go chronić. W rzeczywistości okazało się, że chcą wytrenować go na następce Kapitana Ameryki. Gail doczekała się jeszcze kilkorga dzieci z Bucky'm (mieli nawet wnuczkę Sharon), a ze Skullem przez wiele lat nie miała żadnego kontaktu. Pozwolono jej go zobaczyć dopiero w szpitalu, gdzie wylądował ze śmiertelnymi ranami zadanymi przez Steve'a.  
Można by to przedstawić jak brazylijską telenowelę, ale można by też wyciągnąć z tego niezłą dramę. 
A spotkanie Steve'a z Bucky'm po siedemdziesięciu latach trochę różniło się od tego, co mogliśmy zobaczyć w 616/MCU:
Bucky miał ten swój domek z białym płotkiem, miał psa, miał rodzinę, miał swój bujany fotel i podbierak, którego używał, gdy jeździł z wnukami na ryby. Jasne, miał raka płuc, ale przynajmniej mógł mówić, że miał długie, dobre życie. Chociaż raz Marvel dał mu coś dobrego. 
Yelena, och, no tak, nie wzięłam tego pod uwagę.
Jak myślisz, będzie musiał znów przechodzić przez to samo, co wtedy, gdy wyrwał się spod ręki Hydry?
A znasz kogoś, kto się na tym zna?
Uwielbiam twoje pozytywne podejście. Mogę nawet powiedzieć, że cieszę się, że "sprawowanie opieki" nad Jamesem w tym stanie padło na ciebie. Nawet nie chcę sobie wyobrażać co by było, gdyby został znów sam. 
Przyznam się, że ja też nie. Ale teraz już to wiem. Ludzie w końcu uczą się na błędach.
Nie ukrywam, że nie jestem specjalistką, ale wydaje mi się, że raczej nie. To jednak coś innego, bo tym razem minęło o wiele więcej czasu od ostatniego... zresetowania go? Wsadzenia go na krzesło? Nigdy nie wiem jak to nazwać, by nie brzmiało to przedmiotowo. Chodzi mi jednak o to, że tym razem jego mózg szybciej będzie mógł wrócić do jakiejś szeroko pojętej normy. Znaczy, normy jak dla niego, bo jednak nie oczekujmy zbyt wiele. 
Nie do końca, bo minęło już dość sporo czasu od kiedy się tym... powiedzmy, że interesowałam. Ale znam kogoś, kto zna kogoś, kto mógłby znać. To już coś. nie?
W tym przypadku można albo siedzieć i się nad sobą użalać, licząc na cud, albo można pokazać życiu środkowy palec i wziąć sprawy w swoje ręce, wierząc, że się uda. Osobiście wolę drugą opcję. Dlatego nie siedzę i nie wpatruję się w ścianę, a próbuję wbić kilka informacji do głowy Jimmy'ego. Bez problemu zawiązuje już buty. To już naprawdę coś, bo nawet przedtem kilka razy miał z tym problemy. Choć o tym miałam chyba nikomu nie wspominać.
James, od każdego przyjmiesz misję? Każdemu zdasz raport?
Nadać misje lub zażądać raportu może tylko wykazane dowództwo albo osoba znająca hasła... Protokoły. Muszą być spełnione odpowiednie protokoły i...

Astrid Löfgren

N, no identyczny nawet bez skóry. Że też tatuś zgodził się na tatuaże. Ale zaciekawiłaś mnie. Jak wyglądały relacje tego Red Skulla z rodziną? Był takim samym złym charakterem?
Tylko raczej byłby problem z kategorią wiekową, bo wydaje mi się, że już samo to, że zdarł sobie skórę jest dość brutalne i zapewne poszłoby to w stronę złagodzenia fabuły, co niekoniecznie mogłoby wyjść dobrze. Chyba że okres obejmowałby dzieciństwo i historię, jak doszło do tego, że się w ogóle pojawił. Ale fakt, mogłoby to być interesujące. Na pewno inne niż to, co dotychczas dostaliśmy, nieszablonowe i możliwe, że zaskakujące. 
Red Skull (nigdy nie podano jego imienia) naprawdę był podobny do Steve'a, tylko spójrz- klik. Oczywiście tylko z wyglądu, bo z charakteru był takim samym skurczybykiem jak Skull z 616 czy z MCU.
Red Skull nie miał żadnych relacji z rodziną. Owszem, wiedział, że jest synem Kapitana Ameryki, ale nigdy nie miał kontaktu z biologiczną matką- Gail (tak, żoną Bucky'ego). Ojciec Gail zabrał go do ośrodka, w którym miał zostać przeszkolony, zindoktrynowany i posłany do walki, tak jak ojciec. Skull się zbuntował, stał się zły i kilkukrotnie próbował zabić Steve'a, gdy już go rozmrożono. Sam Rogers nie wiedział, że jest jego ojcem i dowiedział się o tym dopiero, gdy Skull wyrzucał go z helikoptera. Cóż, gdyby się postarali, mogłoby być to nieszablonowe i zaskakujące. 
Yelena, w jaki sposób jej strzeże? Nie odstępuje jej na krok?
Cały jego życiorys to jedna wielka masakra. Boli na samą myśl. A najgorsze jest to, że cierpieć będzie zawsze.
Właśnie wiem, że to duży problem, ale można by nawet sprawę skonsultować bez bezpośredniego kontaktu. Może Sam podsunąłby ci coś, co mogłabyś wykorzystać. Przypadek Jamesa jest beznadziejny, ale skoro raz udało mu się przełamać programowanie, to teoretycznie kolejny raz też powinno się udać.
Jak w ogóle ty to wszystko odbierasz? Trzymasz się jakoś? 
Powiedzenie mu "Nie odstępuj jej na krok." byłoby raczej równie kiepskim pomysłem co "Siedź tu i nie spuszczaj z niej oczu.", bo niektóre rzeczy nadal bierze zbyt dosłownie. Dlatego teraz ma po prostu mieć ją na oku i nie pozwolić nigdzie się oddalić. 
Jimmy rozumuje teraz w dość... specyficzny sposób. Ciężko mi to określić, ale na pewno nie tak, jak za radzieckiego programowania. Zapewne jakiegokolwiek programowania. Człowiek myśli w tak... pokrętny sposób właśnie wtedy, gdy programowanie pęka. Natłok wspomnień i myśli jest wtedy tak wielki, że aż bolesny i racjonalne myślenie, analizowanie jest niesamowicie trudne, chwilami niemal niemożliwe. Dlatego sądzę, że przypadek Jamesa nie jest beznadziejny. Wręcz przeciwnie. Jimmy już miewa przebłyski. I jeśli ktoś miałby mu w tym pomóc, musi być to ktoś, kto się na tym zna. Wątpię, by facet od skrzydeł dał sobie z tym radę.
Nie ukrywam, że bywało lepiej. Ale ponoć mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Może i w tym przypadku jakoś się to spełni. 
James, okej, plasnęłam dłonią w czoło, żołnierzu.
Rezultat osiągniesz, a bezczynność nie jest bezczynnością. Masz inne zadanie, na nim się skup.
Skupić się na osiągnięciu rezultatów. Misja. Rozumiem.

26 października 2015

Astrid Löfgren

N, w sumie Steve'a juniora w postaci Red Skulla nawet chętnie bym zobaczyła, tylko wtedy już totalnie padłabym ze śmiechu. Feige'a trzeba całować po stopach. Czasami. Bardzo czasami. 

Och, tylko spójrz na juniora i powiedz, że to nie skóra zdarta z tatusia <3 I to bardzo dosłownie, bo naprawdę zdarł sobie skórę z twarzy, bo był za bardzo podobny do Steve'a.
Chociaż przyznaję, że ten motyw wpleciony do MCU mógłby prezentować się naprawdę ciekawie. Film ze Skullem mógłby pojawić się zamiast CA:WS, a fabuła nie musiałaby nawet ulec jakiejś wielkiej zmianie. Skull mógłby być tutaj synem Steve'a i Peggy, skoro to ona jest wielką miłością filmowego Capa. 

Yelena, ile ona właściwie ma lat? Jak Jamie na nią reaguje, o ile w ogóle reaguje?
Albo by tego konia nie znalazł. Też tak sądzę. Zresztą kiedyś mu mówiłam, że w jego przypadku błędy są dobre.
Nie no, nie mogę wyjść ze zdumienia, że on naprawdę jest chodzącym nieszczęściem. Aż mi głupio, że narzekam.
Zbyt wielkiej wiedzy na ten temat nie mam, ale z tego co mówił sam James i po trosze Sam, to nie było ciekawie. Zresztą łatwo spróbować sobie to wyobrazić.
A może właśnie Sam? Sam jest dobry w "składaniu" psychiki, że tak to bardzo kolokwialnie ujmę. Wiem, że to pewnie za mało, ale początek czemu nie. Pomyślałam nawet o Stevie, ale to chyba by było niebezpieczne, skoro szanowny James szuka misji, której nie pamięta.  
Brakuje jej dwóch miesięcy do dwudziestki. Dla mnie to jednak nadal dziecko. Buntujące się przed tym wszystkim, skrzywdzone, ale ciągle niewinne dziecko, którego trzeba pilnować. I to właśnie robić ma Jimmy. Ja mam pewność, że nic jej się nie stanie, a on ma czym zająć myśli. I choć Lika nie jest z tego zadowolona, na razie nie ma innego wyjścia. 
James to naprawdę dobry facet, ale urodzony pod cholernie pechową gwiazdą, jak lubi mówić. Czytałam o nim, widziałam, co robił, jak się zachowywał. Naprawdę niczym na to nie zasłużył.
Wiem tylko, że to facet, który teraz działa w Avengers. A biorąc pod uwagę to, że po ostatnim numerze nie mam już raczej co liczyć na pomoc Hawkguy'a, jest to dość spory, utrudniający sprawę problem. Tym bardziej, że James może okazać się trochę... nieprzewidywalny i jego potencjalne spotkanie z facetem, którego miał wyeliminować, mogłoby się źle skończyć. Tak samo w przypadku Kapitana i Romanowej. Dlatego to problem.
James, minie. Samoistnie czy nie, ale minie. Nic sobie na siłę nie próbuj przypominać, bo skutek będzie odwrotny.
 Brak rezultatów jest niedopuszczalny. Bezczynność w tej sprawie jest... bezsensowna. Sprecyzuj.

Avada Simpson

N niby raacja, ale to że Bucky'ś jest w stanie... w jakim jest i to uwaga werble: TWOJA wina. Nie Marvela, nie Disneya, ani nikogo innego. Twoja. O ja N ty potworze... Ja wieem, ale jeśli on nie będzie nas już pamiętał. Tak w ogóle. Na zawsze. Tak źle mi się napisało, ale pierwsze skojarzenie to samo :D
Ależ ja wiem, że to tylko i wyłącznie moja wina, nie próbuję zrzucać tutaj na nikogo winy (no, może trochę na pana Brubakera, bo to on wpakował Bucky'ego w całą tę sprawę z WS) i wiem, że zły człowiek ze mnie. Mam jednak niepodważalny argument, który kazał mi to zrobić- to Bucky. Gość dostaje kopa od życia średnio dwa razy na tydzień.
Yelena ale mi smutno. Współczuję. Wiem że powinnam współczuć jemu, ale ty pewnie czujesz się gorzej... Pierdyknij mu w łepetynę doniczką. Jeśli cię nie zabiję, to znaczy że zadziałało.
Czuję się jak ostatnia... ciężko wybrać mi najdosadniej odzwierciedlające to określenie, bo to moja wina. Najpierw sprawa z Liką, a teraz... to. Wierz mi, że chciałabym, by przyłożenie mu czymś zadziałało. Albo chociaż sprawiło, że się wścieknie, bo to oznaczałoby jakąś poprawę. Teraz mogę opowiadać mu nawet najbardziej absurdalne historie, przywoływać jego słowa, pokazywać zdjęcia, ale i tak nie wywoła to innej reakcji niż obojętność. 
Boże. Moje serce właśnie wpadło w depresję, i idzie się leczyć. Wyjaśnij? Nie umiem. Boże, James, jesteś najbardziej pechowym człowiekiem na świecie.
Naprawię to. Ja nie zawodzę. Naprawię to.

Avada Simpson

N boże coś ty zrobiła, ty zły człeku?! ;o Bony N, nie podoba mi się to...
(N a ty mówisz że nie ma szczęścia chłopak! to wszystko przez ciebie, tego nie da się zwalić na nikogo innego!)
 Pozdrowionka dla ludzi urodzonych w październiku! Oficjalnie starsza o rok :D
On naprawdę nie ma szczęścia, a coś takiego nie zdarza mu się ani pierwszy, ani ostatni raz. Chyba nikt (z nim na czele) nie oczekiwał, że już zawsze będzie dobrze? Mimo wszystko- to Bucky, więc z góry wiadome jest, że da sobie radę i jeszcze będzie zrzędził w najlepsze. Bo to Bucky.
I wiem, że to "Bony N" najpewniej jest błędem, ale skojarzyło mi się z tym :P

I wszystkiego najlepszego!
Zresetowało? Ale jak to?! Czyli to wszystko czego dowiedział się, przypomniał sobie, albo ktoś mu opowiedział puf! znikło? Stracił pamięć... Znowu. Yelena, ten to ma jednak ,,szczęście" Jak chcesz go... odresetować? 
Mniej więcej właśnie tak to wygląda. Część tego nadal gdzieś tam nadal jest i strzępki od czasu do czasu wychodzą na wierzch, ale... nie ma porównania do tego, jaki był jeszcze tydzień temu. Żadnego wykłócania się, żadnego dyskutowania, przewracania oczami, żadnych docinek- po prostu robi, co mu każe, a w przerwach patrzy gdzieś przed siebie. Więc powiedzmy, że... to etap, w którym bez problemu skręci komuś kark, ale nie potrafi się nawet sam ogolić. 
Kilka razy zdarzało mu się już, że miał problemy z przypominaniem sobie niektórych rzeczy, nie pamiętał swojego imienia albo nie wiedział, gdzie właśnie jest, W takich przypadkach przechodziło to samoistnie. Prędzej lub później, ale przechodziło. Nigdy nie miało to jednak aż takiego zakresu, więc czekanie na cud odpada. Trzeba będzie więc znaleźć inne, jak najmniej inwazyjne i bolesne rozwiązanie.   
James ogarnij się. Jak możesz nie wiedzieć jak się czujesz? Chłopaku, stuknij się doniczką w łeb, żeby ci przeszło, ale nie bądź taki... oklapły.
Serio? Ty mówisz że coś jest awykonalne? Jesteś 90-latkiem, który ma metalowę ramię, a którego były najlepszy (ale czy ja wiem?) przyjaciel urósł z 1.60 do przeszło dwóch metrów, i który latał po nazistowskich Niemcach, jako żywa flaga? I mówisz że cofnięcie się w czasie 70 lat, jest awykonalne? 
Nie wiem o czym mówisz. Ten rozkaz nie ma sensu. Wyjaśnij.

25 października 2015

Astrid Löfgren

N, o Inhumans to słyszałam, że niezłe akcje się kręcą. Ale nie spodziewałam się, że to jest na takim poziomie, a właściwie poniżej niego, że aż można wołać o pomstę do nieba.
Nie o nazwiska chodzi, bo wystarczy Feige i wszystko jasne, ale właśnie o współpracę między tymi od komiksów, a tymi od MCU. Nawet sobie nie chcę wyobrażać, jak wyglądałoby typowo kanoniczne MCU. Chyba wszystkiego można byłoby się spodziewać. Romanse Nataszki byłyby pikusiem. 
Sama w sobie akcja z Inhumans nie byłaby aż taka zła, ale w połączeniu z całą resztą to już inna bajka.
Cóż, wszystko zależałoby od tego, w jaką stronę wszystko by poszło. Mogłoby wyjść z tego naprawdę dobre kino superhero, choć przydałby się do tego trochę wyższy próg wiekowy, ale mogłoby wyjść też z tego... coś. Pietro i Wanda mieliby romans, Doom chodziłby w zbroi zrobionej ze skóry swojej ukochanej, Nightcrwler byłby papieżem, przed szkołą Xaviera staliby ukrzyżowani mutanci, Red Skull byłby synem Steve'a, zbroja Tony'ego byłaby w nim zakochana, a Bucky umierałby w każdym kolejnym filmie. Czyli jednak Feige nie jest aż taki zły.
Yelena, pewnie była wściekła. I przerażona. Oswoiła się choć trochę? Jak w ogóle to wszystko przyjęła?
Ja wiedziałam, że ta jego pierdołowatość wyjdzie na wierzch nawet po siedemdziesięciu latach, a zgrywanie herosa według mnie idealnie się w to wpasowuje, zważywszy na fakt, że wiecznie wpada w jakieś gówno i mało kto chce mu pomóc się z niego wydostać.
Wrócił tak jakby do poziomu wyjściowego? Biedaczek. Coraz bardziej mi go szkoda. Masz pomysł, jak to odkręcić? Może ktoś byłby w stanie pomóc? 
Każdy byłby wściekły i przerażony po czymś takim. Nie chciała ze mną rozmawiać, kazała trzymać się jak najdalej i uważała to za jakiś chory żart, co wydaje mi się całkiem normalną reakcją. Lika tak naprawdę ciągle jest dzieckiem, które nie potrafi się w tym wszystkim odnaleźć. 
Trzeba mu przyznać, że miał rację, mówiąc, że jest naprawdę beznadziejnym materiałem na rycerza na białym koniu. Z jego szczęściem pewnie oberwałby jeszcze od konia. Ale to jednak w pewnym sensie było dobre. Popełniał błędy jak każdy człowiek, a nie był idealną maszyną, o czym znowu trzeba mu przypomnieć.
Nie do końca wiem, jak w jego przypadku wyglądał "poziom wyjściowy", bo w jego przypadku posuwali się o wiele dalej niż w... przypadkach, z którymi miałam do czynienia. Czasem pamięta swoje imię, czasem wie, kim jestem. czasem nie wie nic i chce zdawać sprawozdanie z misji, a potem wpada w panikę, bo nie może przypomnieć sobie żadnej misji. Mamy też drobne problemy z pytaniami zawierającymi w sobie "chcesz", "chciałbyś" albo "wolałbyś", ale pracujemy nad tym. Pamiętam kilka rzeczy, które lubił albo tolerował, więc staram się mu je podsuwać. Niewiele to jednak da i trzeba będzie znaleźć kogoś, kto wiedziałby, jak to to naprawić. A to już problem. Kolejny zresztą.
James, mam nadzieję, że chociaż zachowujesz spokój w tym niespokojnym czasie. Nie powiem, że wszystko się ułoży, bla bla, ale powiem, że wiem, że to minie.
Minie? Wiem, że muszę pamiętać, ale...nie potrafię.

Avada Simpson

N coś ty zrobiła z naszym zrzędą? Bo trochę zachowuję się jak nie nasza zrzęda, i dosyć się martwię.
Ja? Ależ ja nie wiem, o co chodzi . Zostawić go samego na tydzień i jak to się kończy...
Wiem, wiem, jestem zła.
Yelena co tam się stało? Co wy macie naprawić? Czemu Bucky zachowuję się bardzo, bardzo dziwnie?
Porządnie oberwał i zwyczajnie go - mam nadzieję, że wybaczy mi to określenie, gdy wróci do normy - zresetowało. I to właśnie to musimy naprawić. Tyle, że nie wiem jak. Ale jest już lepiej, nie zachowuje się tak dziwnie jak jeszcze kilka dni temu, wierz mi. Powoli też zaczyna już przyswajać niektóre informacje, choć to mały promil tego, co powinien wiedzieć. Ale naprawimy to.
No można powiedzieć że rozmawiałam z wcześniejszym tobą. Takim trochę młodszym. Tak jakbym przeniosła się w czasie. Bucky co ci jest? Dziwnie się zachowujesz...
Boże N, aż mi się serducho ściska! Co tu się dzieję?! ;o
Taka mis... to nie mogłoby się powieść. To akwykonalne.
I ja czuje... nie wiem.

Astrid Löfgren

N, czasami przestaję żałować, że słabo znam się na komiksowym świecie Marvela. Naprawdę.
Za filmy odpowiadają ci sami ludzie co za komiksy? Jak z tym w ogóle jest, jeśli się orientujesz?
Cóż, poziom komiksów zaczął spadać gdzieś tak koło 2010 roku. Przedtem większość wszelkich twistów fabularnych była jeszcze na całkiem znośnym poziomie, a Marvel nie próbował na siłę promować postaci, które chce pokazać w swoich filmach, ani robić z Inhumans nowych mutantów.
A jeśli chodzi o twórców, nie potrafię podać tutaj wszystkich nazwisk, ale niektórzy twórcy komiksowi pomagają w jakiś sposób w tworzeniu filmów. Nie mają oczywiście na to jakiegoś wielkiego wpływu, bo wszystko zależy tutaj tak naprawdę od decyzji Feige'a, ale nie raz udzielali rad podczas tworzenia scenariusza- jak np. pan Brubaker przy CA:WS. 
Yelena, uuła, no to nieźle musiało boleć, ale chwila, co za kłamstwo? Dowiedziała się, kim naprawdę byli jej rodzice i kim jesteś ty? Została z wami?
I co się stało z Jamesem? Bo trochę mi przypomina dziecko pierwszego dnia w przedszkolu i mówię to całkiem poważnie, bez krzty uśmiechu.
Powiedzmy, że przez ostatnie kilkanaście lat zatajałam przed nią kilka dość istotnych spraw. Jak na przykład to, że jej matka była radzieckim szpiegiem, a ojciec dość wysoko ustawionym urzędnikiem KGB. Albo to, że nie jestem wcale jej ciotką, i że wcale nie mam na imię Laura, I że poznałam jej matkę w czasie szkolenia na super tajnych, radzieckich szpiegów. Tak, to raczej są dość istotne sprawy, które jednak sporo zmieniają.
Cóż, muszę przyznać, że dziecko z przedszkola jest jednak lepszym określeniem niż dobitne "zombie", którym raczy go Lika. Jednak nic w tym chyba dziwnego, Jimmy najpewniej ją trochę przeraża.  Dupek miał trzymać się na uboczu i pilnować, by nic nie wymknęło się spod kontroli, a nie zgrywać herosa, bo zawsze trzeba składać go po tym do kupy. Potrafię go pozszywać, nie ma problemu, jednak to... Nawet nie potrafi dokładnie powiedzieć, co się wydarzyło, prócz tego, że oberwał w głowę. Szczęście w nieszczęściu, że nie była to zwykła kula, bo tego najpewniej nie przeżyłby nawet ze swoją przyśpieszoną regeneracją. A tak skończyło się tylko na tym, że na pytanie o to, jak mam na imię, odpowiada "Wdowa", a swojego nie pamięta przez większość czasu. Ale naprawimy to. Musimy.
James, przerażasz mnie. W coś ty się znowu wpakował...
Moim... Problem tym, że nie wiem.

Avada Simpson

Boony już wracamy ;) hop siup! :D 
Yelena co tam? Jak tam wasze tajne sprawy? Nie ma śladów krwi na tapicerkach? ;)
Szczerzę mogę przyznać, że wolałabym kolejny raz musieć spierać jego krew z tapicerki, niż kilkanaście razy dziennie odbywać rozmowy, które i tak nie dają żadnego, długotrwałego efektu. Raz pamięta, raz nie, a ja nie wiem, jak to mamy to naprawić. A dupek miał tylko na siebie uważać i się nie wychylać.
Heej James :D Stęskniłeś się za mną? Ja za tobą bardzo, bo wcześniejszy ty pluł tym swoim uroczym ma'am w każdym prawie zdaniu :D Ale i tak obaj jesteście świetni ^^
Ja... wcześniejszy ja? Nie rozumiem. 

Astrid Löfgren

N, a już myślałam, że to jednak coś bardziej oryginalnego. Kończą się pomysły i to dramatycznie. W ogóle ostatnio mnie oświeciło, że Marvel działa na zasadzie powielania. Jak nie parę śmierci jednej postaci i jej zmartwychwstawanie, to tworzenie analogicznych, właściwie takich samych tworów. Albo to tylko mylne wrażenie.
/Marvel od dawna działa na zasadzie: 1) Ściągnąć od DC 2) Ściągnąć od samego siebie 3) Wpaść na totalnie z tyłka wyjęty pomysł, który potem trzeba będzie odkręcić innym, z tyłka wyjętym pomysłem. Łatwo zorientować się, że to już nie ten poziom, co jeszcze kilka lat temu, kiedy jeszcze MCU nie istniało. Od tamtego czasu Marvel zaczął za bardzo kombinować, zaniedbywać postaci do których nie ma praw i za bardzo eksponować te, które już są albo dopiero pojawią się w filmach.
Yelena, a co z Liką? Wyszła z tego bez szwanku? Kurczę, tak mi oboje odpowiedzieliście, że aż czekam na dalsze zagadki. 
"Bez szwanku" to zdecydowanie zbyt wielkie słowo. Nikt nie wychodzi bez szwanku z porwania, tym bardziej wtedy, gdy zaledwie chwilę później dowiaduje się, że pół jego życia okazało się być zwykłym kłamstwem. Może nie ma wielkich szkód fizycznych, ale z psychiką trochę gorzej. Raczej nie jestem już jej ulubioną ciocią.
James, jakiś chyba mało przekonany o tym jesteś, co?
Mówi, że musimy to naprawić, więc musimy to zrobić. Nie do końca jednak wiem, czym to jest.