14 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, cóż, pewnie jeszcze w jakichś czterech filmach Bucky zginie. Nie ma innej opcji. Mnie też te śmierci i powracanie do żywych irytują. Niech sobie będą, ale ta schematyczność jest dobijająca.
Jeśli miałby być solowy to tylko minimum +16. Marzenia. Ale kto wie, ponoć nic nie jest niemożliwe.
Właśnie to miałam na myśli. I liczę na porządne retrospekcje. 
/Mógłby zginąć w CW, żeby było bardziej dramatycznie i żeby Steve miał pretekst do rozpaczania. Później okazałoby się, że Bucky wcale nie zginął, ale za to Steve tak i teraz to Bucky mógłby dramatycznie patrzeć na zachód słońca. W IW cz. 1 okazałoby się, że Steve wcale nie jest martwy, wróciłby do akcji i przejął tarczę po tym, jak Bucky zginąłby po raz kolejny. I tak przez całą czwartą fazę, bo przecież byłoby to taak dramatyczne. I gdy w końcu jakaś postać zginie naprawdę, nikt nawet się tym nie przejmie. Już doszło do tego, że Marvel musiał wydawać oficjalne oświadczenie, że nie ożywi Pietro. 
/Prawdziwym marzeniem byłby serial od Netflixa. Mają o wiele lepszy, dojrzalszy i mniej komediowy klimat niż większość kinowego uniwersum. 
James, wciąż mnie nie rozumiesz. Nie mówisz, że nie masz, przynajmniej sobie nie przypominam, żebyś mówił, bo zazwyczaj otwarcie przyznawałeś, że masz z tym problemy. Nie mam możliwości weryfikacji, więc odnoszę się tylko i wyłącznie do swoich spostrzeżeń względem tego, jak mówisz, właściwie piszesz. Jasne, może siedzisz parę godzin zanim coś sklecisz, ale ja tego nie mogę wiedzieć. Biorę pod uwagę tylko to co jest tutaj, że tu tego nie widać.
Celowo tego nie rozwinęłam, bo byś się zamotał, a przy okazji ja. Zechcesz to sobie poszukasz co to jest, ale to raczej zbędna dla ciebie wiedza. Mówiłam o mowie i rozumieniu, więc założyłam, że się domyślisz, że to coś z tym związane. Myliłam się, zatem wybacz, postaram się nie używać trudnych pojęć.
To, że nie szukasz, nie znaczy, że ktoś nie może ci go dać. Tak po prostu dać. No i właśnie. Tu jest sedno sprawy. Stanie w martwym punkcie. Po co brać się za coś, co jest skazane z góry na porażkę, nie?
Dlaczego sądzisz, że wyszedłbyś na egoistę? To takie egoistyczne, że zagubiony i cholernie skrzywdzony człowiek potrzebuje pomocy i nie chce, nie może!, zostać sam? Już prędzej pasowałaby słabość. Bo to przecież takie niemęskie. To akurat rozumiem.
/Nie jestem lekarzem, nie jestem też psychiatrą. Wiem tylko tyle, że Hydra opracowała metodę, która pozwalała im lokalizować odpowiednie obszary w mózgu i wysyłać do nich elektryczne fale uderzeniowe o odpowiedniej mocy. Jeśli teczka nie kłamie, są to płat czołowy, jądro czy tam jądra podstawne i hipokamp. Po upadku doznałem poważnego wstrząsu, już wtedy miałem ponoć sporą amnezję, a oni nigdy nie pozwolili się temu uleczyć. I z ręką na sercu mogę przyznać, że wolałbym mieć problemy z wysławianiem się, z czytaniem, z językami i z całą resztą do końca życia, ale za to chciałbym wreszcie pamiętać i więcej niczego nie zapominać. Mógłbym oddać prawą rękę za to, by już nigdy nie patrzeć na swoje zdjęcie i nie zastanawiać się Dlaczego on ma moją twarz?, bo tego nie życzyłbym najgorszemu skurw... skurczybykowi.
/Od środka zżera mnie więcej rzeczy, niż możesz przypuszczać. Nie mówię o wszystkim, o części staram się nawet nie myśleć, bo zwyczajnie nie potrafię. A jeśli nie jestem w stanie zrobić nawet tego, nie mam pojęcia, jak miałbym to naprawić. Zwyczajnie nie wiem. Dlatego stoję ciągle w tym martwym puncie. 
/Cóż, może dlatego, że ja to... no ja, a to sporo komplikuje, tak prosto mówiąc. Nie mogę przecież powiedzieć, że zamiast wziąć młodą i wiać w cholerę, ma zostać, bo boje się znowu zostać sam. To byłoby samolubne. A tego, że po tym... wszystkim proszenie o kolejną pomoc jest dla mnie zwyczajnie upokarzające, nie będę nawet wspominał, bo pewnie usłyszę tylko, że to bezpodstawne.

13 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, spoko, zanim zginie trochę się pomęczy. Ile to panu Stanowi filmów zostało? Siedem? Według mnie opcja z zabiciem jest jak najbardziej sensowna. Trochę szkoda. Najchętniej zobaczyłabym WS w jakimś solowym filmie, w którym skrupulatnie przedstawiona zostałaby geneza tej postaci. Dla ludzi, którzy są niezaznajomieni z komiksami byłoby to doskonałe uzupełnienie szczątkowych informacji, które dostaliśmy. Chyba że w kolejnych filmach pojawią się rozbudowane retrospekcje, co jest bardzo prawdopodobne, ale to i tak za mało. Przynajmniej dla mnie.
Wiedziałam, że pochrzaniłam. 
/Pan Stan miał kontrakt na dziewięć filmów, więc zostało mu siedem lub sześć, jeśli będą liczyć pojawienie się po napisach w Ant Manie. Ale raczej siedem, bo w końcu scena jest częścią CW. 
/Gdyby poszli w stronę komiksowej śmierci, a raczej jednej z komiksowych śmierci Bucky'ego, bo ostatnimi czasy trochę się ich nazbierało, a mianowicie tej, gdy postanawia zachować się jak bohater i sam postanawia zmierzyć się z Skadi, choć doskonale wie, że to samobójcze posunięcie, mogliby zakończyć jego wątek dosyć efektownie i znacząco. Musieliby tylko zmienić przeciwnika. I zrezygnować z motywu "zabili go, ale uciekł", bo to już naprawdę stało się irytujące.
/Z jednej strony naprawdę chciałabym zobaczyć film o WS, ale z drugiej strony ograniczenia wiekowe, które Disney wprowadza do swoich filmów, mogłyby zniszczyć postać i genezę. Gdyby dać mu kategorię R albo chociaż +16, wtedy byłoby to prawdziwe cudo.
/W CW pojawia się postać o nazwisku Karpov. To znaczy, że możemy liczyć na jakieś retrospekcje.
James, myślimy o czym innym. Nie chodziło mi o zachowania czy lęki, ale o dobitne dowody na to, że jest jakaś patologia. Miałeś problem z przypominaniem sobie słów, ich doborem, okej, lewa półkula, któryś tam ośrodek. Z interpretowaniem słów też był problem, więc prawa. O to mi chodzi. Nie ma wyraźnych cech afazji, agnozji czy innych takich, które wręcz powinny istnieć przy tak dużych deficytach. Były, ale ustąpiły, a przynajmniej złagodniały. Pod tym względem jest dobrze.
Chciałabym powiedzieć ci coś, co będzie mądre, jednocześnie prawdziwe i właściwe, żebyś nagle poczuł się lepiej, ale takich słów nie ma. Jeśli tego nie przepracujesz, może być źle, ale myślę, że dobrze o tym wiesz. Tylko chyba trudno znaleźć sposób, żeby to wszystko przepracować.
Jak to z tobą jest, co? Nie potrafisz przyznać się osobie, której dana rzecz dotyczy, ale osobie postronnej już tak - mówię o tych "słabostkach", że zostaniesz sam, że się boisz, itd. Tak jest prościej? Bo to trochę wygląda tak, jakbyś szukał ujścia, ale okrężną drogą.
Myślę, że gdzieś w środku rozpacza cały czas, nawet cię nie widząc. To przykre, bo obydwaj cierpicie.
/A kto powiedział, że nie mam już problemów z językiem? Mówię, że nie mam, ale nie znaczy, że to prawda. Litery mieszają mi się do teraz, alfabetu nadal nie potrafię wyrecytować, ostatnio za cholerę nie mogłem przeczytać tekstu napisanego cyrylicą, a jak w końcu mi się udało, nic nie mogłem zrozumieć, choć do teraz rosyjski nie sprawiał mi żadnego problemu. O tym, że zawieszam się podczas rozmowy, nawet nie będę wspominał. Choć właśnie to zrobiłem. I serio, dobrze, że wiem, czym jest afazja, agnozja czy inne takie. Jeszcze bym czegoś nie zrozumiał.
/Nie szukam pocieszenia, wręcz przeciwnie. Wszystkie "będzie dobrze", "ułoży się", "mogło być gorzej" są cholernie irytujące. Wiem, że nie poczuję się lepiej, że nie będę już taki jak kiedyś, że mogę już pozostać chodzącą paranoją, ale nie będę z tego powodu rozpaczał, bo nic to nie da.
/Och, proszę cię, od dawna wiadomo, że wszystko robię okrężną drogą i komplikuję. Wiesz, taki mój urok. A mówiąc poważnie to cóż, w życiu nie przyznam jej się, że nie chce, by zostawiła mnie samego. Wyszedłbym na egoistę i ofiarę. Bardziej niż dotychczas.
/Powiedziałbym, że jakoś mi go nie żal, ale tego jednak tego nie zrobię.

Astrid Löfgren

N, czego by mu nie doradzano, i tak zrobi po swojemu. I do tego ze wszystkim sobie poradzi. Ewentualnie zginie.
Uh, aż nie wiem, który z nich byłby bardziej zachwycony współpracą. Chociaż panowie chyba się przyjaźnili, czy to znów mi się coś popieprzyło?
/Cóż, patrząc na to, co ostatnio dzieje się z nim w niemal każdej serii, opcja numer dwa jest jednak o wiele bardziej realna. A skoro pan Stan mówił w jakimś wywiadzie, że Bucky to tak naprawdę ciągle tylko człowiek i może zginąć, trzeba zacząć się bać o to, jak skończy w MCU.
/Nie nadużywałabym słowa "przyjaźń" gdy chodzi o pana Barnesa. Z Daredevilem łączyło go głównie to, co z całą resztą jego znajomych- Matt kręcił z Natashą, a Bucky jako WS próbował go zabić. Norma.
James, a ja jednak będę dobrej myśli mimo tych chipów.
Nie mówię, że tego nie ma. Jestem przyzwyczajona, że uszkodzenie takiej i takiej struktury daje takie i takie objawy. Tak mnie nauczono. U ciebie w zasadzie tego nie ma, stąd ta uwaga. Nie wiem, czego to jest wynikiem, ale to dobrze. Naprawdę dobrze.
Albo odjęcie jednego dożywocia, gdybyś uronił parę łez. Myślisz o sobie czasem, że jesteś przeszyty złem do szpiku kości?
No jak wszyscy szczęśliwi? Niewdzięcznik. Steve by rozpaczał. Znowu.
Tak poważnie to nie wydaje mi się, żeby to było sprawiedliwe, ale ok, co człowiek to pogląd.
/Za każdym razem, gdy wchodzę do jakiegoś pomieszczenia, zaczynam rozglądać się za podsłuchami, kamerami, ładunkami, zaczynam analizować, układać w głowie plan tego, jak mógłbym użyć przedmiotów, które tam są. Zawsze mam więcej niż jedną opcję. Idąc ulicą, patrzę w okna, szukam snajperów i zasadzek, przyglądam się ludziom i czekam, aż któryś z nich zaatakuje, bo każdy z nich jest potencjalnym zagrożeniem. Gdy widzę psa, nie mogę wyrzucić z przed oczu obrazu bydlęcia, które na mnie poszczuto i zakładam, że każdy kolejny pies zrobi to samo. Gdy widzę dziecko, mam obraz strzelania w głowę jednemu z nich, by jego ojciec zaczął gadać i mam ochotę zwymiotować. Jeśli mam kontakt z jakimś człowiekiem, patrzę na niego i myślę o tym, jakie mogą być jego słabe strony i jak można by go zlikwidować. Nie ważne jak bardzo się staram, nie mogę wyrzucić tych myśli z głowy. Jestem też gościem, który poraził kobietę prądem, bo niemal dostał ataku paniki, gdy go dotykała, a nie chciał się do tego przyznać. I który boi się tego, że znowu zostanie sam. Tak, jest ze mną naprawdę dobrze, nie mam ku temu żadnych zastrzeżeń.
/Może nie jestem w swoich oczach zły do szpiku kości, bo w końcu mam wyrzuty sumienia, a źli ludzie raczej ich nie mają, ale... dobry też nie jestem. Ciężko mi to ocenić, nie jestem w końcu zbyt obiektywny.
/Powinien rozpaczać. Czasem mam ochotę spotkać się z nim tylko po to, by mógł dokładnie przyjrzeć się temu, co zostało z jego przyjaciela, z pełną świadomością, że to także jego, cholerna, wina. 

12 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, duszenie Nataszy mogę wybaczyć.
Dziwne, bardzo dziwne. Nie jestem orłem z historii, ale nie przypominam sobie czasów, w których ciąża była czymś uwłaczającym w szerszym znaczeniu. Teraz to i ja się zastanawiam skąd, do cholery, ci ludzie czerpią inspirację? 
/Nie wiem i nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę. Same efekty tych inspiracji to czasem zbyt wiele.

/I lepiej nie doradzaj Bucky'emu, że ma bronić się sam. Raz już odmówił wzięcia obrońcy, ba! nawet nie starał się bronić i skończyło się to na ciężkich robotach w łagrze i na tym, że zmutowany niedźwiedź wgniatał go w beton. Akurat prawnik to by się mu przydał. Nawet znam jednego kandydata:
James, nie, nie machnęłabym. Na ciebie jakoś tak łatwiej się macha - przepraszam, bo i tak wiem, że masz duże szanse na pełny powrót do zdrowia, że tak to ujmę. Wnioskuję to po szybkiej regeneracji, która przecież dotyczy całego organizmu. A więc - to kwestia czasu, aż wrócisz do pełnej sprawności psychicznej. Irytujące porównanie z tym Alzheimerem, niemniej jednak rozumiem, o co ci chodzi.
Niby nie funkcjonuje tak, jak powinien, ale jakoś specjalnie się tego nie zauważa.
Masz jakąś optymalną wartość temperatury, w której funkcjonujesz dobrze na różnych poziomach?
Nawet mi nie mów o tych amerykańskich wyrokach, bo śmiech człowieka bierze, kiedy się to słyszy, ale to w końcu tylko nazewnictwo i stworzenie otoczki postrachu i jakiejś sprawiedliwości. Pięćdziesiąt dożywoci po jednym na głowę brzmi sprawiedliwiej niż jedno, a przecież to to samo. Nie będę w to brnęła, ale nie mam wątpliwości, że znalazłby się taki człowiek, który zdecydowałby się na bycie twoim obrońcą. Jak nie ze względu na karierę, to na sprawiedliwość, chociaż w twoim przypadku raczej ciężko orzec, co byłoby sprawiedliwe. Nawet jeśli nikogo byś nie znalazł - zawsze możesz bronić się sam.
/Może i to irytujący przykład, ale nie jestem ani lekarzem, ani psychiatrą, więc nie znam całego szeregu chorób, które mają w objawach problemy z pamięcią. Dlatego podałem przykład Alzheimera, bo tą chorobę akurat kojarzę. Poza tym, fakt, może i mam przyśpieszoną regenerację, ale mam też cholerne chipy przyczepione do mózgu i programowanie, które sprawia, że ktoś może mnie zresetować albo obezwładnić przy pomocy jednego słowa. To raczej nie zwiastuje jakiejś super poprawy.
/To, że ty tego nie zauważasz, nie oznacza, że tego nie ma. Nie siedzisz w mojej głowie.
/Zdecydowanie najlepiej funkcjonuje mi się w zakresie temperatur od minus do plus kilkunastu stopni, a zdecydowanie najlepiej, gdy jest te kilka stopni powyżej zera. Jeśli chodzi o temperatury niższe niż te minus kilkanaście czy nawet dwadzieścia stopni, nie wpływają one jakoś znacząco na mój organizm, jestem do nich przyzwyczajony. Te na plusie to już zupełnie co innego. Już przy plus dwudziestu szybciej się męczę, o wiele gorzej mi się funkcjonuje. 
/Z moimi tendencjami do obwiniania się, bronienie się samemu to raczej nie najlepszy pomysł. Załatwiłbym sobie tym tylko kolejne dożywocie.
/Najbardziej sprawiedliwe byłoby posłanie mi dwódziestki ósemki w tył głowy. I wszyscy byliby szczęśliwi.

Mad Aleks

N; Jakie tak naprawdę moce/umiejętności ma/może mieć filmowy Bucky?
Jeśli serum super żołnierza, które mu podano, jest podobne do tego, które znamy z komiksów, to: 
-/Może z łatwością pokonywać dystanse odpowiednie długości ultramaratonu bez zatrzymywania się,
-/Bez większego problemu może osiągać prędkość od 70 do 120 km/h.
-/Może podnosić ciężary o wadze ok. 3-5 ton, a metalowe ramię daje mu dodatkową super-siłę.
-/Przy odpowiednim rozbiegu jest wstanie przeskoczyć dystans 15-20 metrów i podskoczyć na wysokość nawet 50 metrów.
-/Może wstrzymywać oddech nawet na kilkanaście minut (szkoda, że nikt nie powiedział tego Rogersowi...).
-/Jest w stanie utrzymywać dobrą formę przy ok. jednej lub dwóch godzinach snu tygodniowo.
-/Jest w stanie uleczyć złamane kości i zerwane mięśnie w ciągu 24 h, wszelkie zwichnięcia i poważniejsze rany kłute w kilka godzin, a rany postrzałowe nawet mniej niż w godzinę.
-/Nie działają na niego niemal żadne trucizny, jest całkowicie odporny na choroby takie jak wąglik, ospa czy HIV. Minusem jest to, że nie działają na niego leki i wszelkie znieczulenia.
-/Jego czas reakcji jest kilkukrotnie szybszy niż u zwykłego człowieka (prawdopodobnie nawet szybszy niż u Steve'a), a jego mózg przetwarza informacje kilkukrotnie szybciej. Zapewne z czasem rozwinęła się też u niego pamięć ejdetyczna.

Ponadto, jeśli Marvel pójdzie w stronę komiksów:
-/Ramię pozwala mu także emitować impulsy elektromagnetyczne, które pozwalają mu zakłócać działania kamer, wykrywaczy i alarmów, mogłyby nawet uszkodzić zbroję Tony'ego. Może emitować również wyładowania elektryczne.
-/Dzięki implantom, które mu wszczepiono, może kontrolować ramię nawet wtedy, gdy jest odłączone od jego ciała.

Do tego:
-/Bucky jest mistrzem w posługiwaniu się bronią białą oraz w walce wręcz.
-/Jest jednym z najlepszych strzelców, nie chybia jeśli nie chce chybić.
-/Jest świetnym akrobatą.
-/Jeśli jest w dobrej kondycji psychicznej, potrafi biegle mówić po angielsku, rosyjsku, niemiecku i japońsku. Zna też francuski oraz potrafi powiedzieć kilka zdań także w innych językach.
-/Jest uznawany za naprawdę inteligentnego (oczywiście do takiego Starka nadal mu daleko, ale jednak), jest świetnym taktykiem i dowódcą.
-/Jest jednym z najlepszych szpiegów oraz najgroźniejszych zabójców w świecie komiksów Marvela. (zaliczał się do tego grona jeszcze przed staniem się WS). Można więc powiedzieć, że w MCU to on zajmuje pierwsze miejsce na podium.

    Astrid Löfgren

    N, czekaj, czekaj. Czyli maszynką do rodzenia Księżniczek i innych Baronków była jakby kobieta Bucky, tak? Czy jednak fem!Steve, która została WS? Trochę się zgubiłam, takie to powalone. Zaklęłabym. Siarczyście bym zaklęła. Powstrzymuję się ostatkami sił. 
    /Tym razem była to kobieca wersja Steve'a, która nazywała się bodajże Stephanie. Bucky zajmował się innym, ciekawszymi rzeczami- duszeniem Natashy, trzymając ją za szyję poza barierką najwyższego tarasu w Stark Tower. Tę scenę akurat zapamiętałam. Ale wracając- tak naprawdę to, czy byłby (byłaby?) to Steve, Bucky (Dlaczego kobieca wersja Bucky'ego zawsze ma na drugie imię Buchanan? Przecież to trochę bez sensu.), Peggy czy jakakolwiek kobieta, nie miałoby większego znaczenia. Tam nie chodzi o charakter, historię, przeszkolenie, a o to, by niewiasta posiadała potrzebne do rodzenia narządy. Chociaż i bez tego daliby sobie radę, o czym świadczą wszelkiej maści Mpregi. I tutaj pojawia się najbardziej zastanawiająca mnie kwestia- co takiego uwłaczającego ci ludzie widzą w ciąży i wszelkich jej następstwach? Tam ciąża (także ta poczęta przy obustronnej zgodzie) jest traktowana jako coś niesamowicie upokarzającego i trzymającego się schematu; rodzisz dzieci=jesteś na samym końcu hierarchii i powinnaś/powinieneś słuchać się pana i władcy. I to jest gorsze niż wszelkie zmutowane psy.
    Lika, pocieszający powinien być fakt, że to dość skuteczny ochroniarz.
    To zrozumiałe. Yelena stara się jakoś cię przekonać do siebie, czy może dała spokój z udowadnianiem czegokolwiek?
    Próbowałaś się do niego odzywać, czy przerażenie wzięło górę?
    Wiesz, jak długo jeszcze będziesz musiała z nimi zostać?
    /Fakt, dość skuteczny. Póki coś mu się znowu nie poprzestawia i nie zacznie zachowywać się jak zombie, który ma problemy z obsługą widelca. Wtedy wolałabym trzymać się jednak ciotki, nie jego.
    /Nie stara się zmieniać niczego na siłę. Nie odpuściła, nigdy nie odpuszcza, a po prostu dała mi trochę czasu.
    /Jakoś nie ciągnie mnie do nawiązywania z nim kontaktu. Wolę jednak trzymać się na uboczu i mieć nadzieje, że i on nie zechce tego zrobić. Nie będę za nim tęsknić.
    /Ciotka mówi, że trzeba przeczekać i ciężko jej to dokładnie określić. Mam jednak nadzieję, że nie długo.
    James, jesteś trochę jak James Bond. Nie wiem czy gościa kojarzysz. Pewnie nie.
    A zapamiętałbyś? W sumie może i tak, bo jeszcze tragicznie z tobą nie jest.
    Polubiłeś ciepło? Pamiętam, że kiedyś mówiłeś, że nienawidzisz ciepła.
    No ale to wciąż więcej niż czterdzieści osiem. Do sześćdziesięciu na pewno by dociągnęło. Nie burzmy pozytywu.
    Nie chodziło mi o prawniczą asekurację. Raczej o kogoś takiego jak Yelena, która potrafi sprowadzić cię na ziemię. A prawnik by się znalazł, spokojna głowa. Nawet jeśli by cię nie wybronił, a doprowadził tylko i aż do złagodzenia wyroku, miałby klientów do końca życia. O to głównie chodzi.
    /Nie bardzo. Może faceta spotkałem, może nie. Nie pamiętam wszystkich osób, z którymi miałem do czynienia.
    /A czy rozmawiając z chorym na alzheimera też machnęłabyś ręką i stwierdziła, że po co z nim gadać, bo i tak tego nie zapamięta, zapomni albo przekręci? Dobra, może jeszcze nie mam alzheimera, ale mój mózg nie działa tak, jak działać powinien i zwyczajnie nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie A zapamiętałbyś?, bo zwyczajnie tego nie wiem .
    /Z ciepłem jest zupełnie na odwrót. Fizycznie wysokie temperatury męczą mnie o wiele bardziej i to na nie jestem mniej odporny, ale za to psychicznie działam wtedy jakoś lepiej. Nie wiem, jak to wyjaśnić.
    /Doprowadziłby do złagodzenia wyroku? Czyli co? Dostałbym tylko jedno dożywocie plus sto lat w gratisie? Super, od razu lepiej . Wiesz, skoro facet, który zabił trzydzieści pięć osób dostał trzydzieści pięć dożywoci i dodatkowo ponad tysiąc lat więzienia bez możliwości wcześniejszego zwolnienia, ja nie dostałbym mniej. A w moim przypadku dożywocie trochę potrwa. Tak z cztery razy dłużej niż normalnie. Albo i więcej. 

    11 listopada 2015

    Astrid Löfgren

    N, jest ku temu "zdziecinnieniu ofiary" widoczna tendencja, racja. Tam wszystko jest pochrzanione, co tu dużo mówić. Strach się bać, co z tego wyniknie, bo tego typu rzeczy mają coraz więcej entuzjastów. Trochę to przeraża. Albo jest tak, że nie taki diabeł straszny, choć wciąż obrzydliwy. 
    /Zauważyłam jeszcze jeden motyw, dość popularny i wywodzący się właśnie z Trash Party- kobieta!WS i "program hodowlany" jak pieszczotliwie lubią to nazywać. Pamiętam, że natknęłam się na ff, w którym to fem!Steve został WS, a Bucky przejął tarczę i został Kapitanem (nie wiem, czemu miała służyć niby ta zmiana, bo postaci i tak zachowywały się niekanonicznie). Oczywiście zadania WS opierały się na czymś... odrobinę innym, niż zabijanie. Ba! miała do tego zaprogramowany specjalny tryb, który nazwany był mniej kulturalnym określeniem kobiety lekkich obyczajów, podczas którego nawiązywała bliskie relacje z Red Skullem, Von Struckerami i innymi głowami Hydry. I rodziła im dzieci. Za każdym razem trojaczki-czworaczki, a nawet pięcioraczki. Dzieciaczków uzbierało się dobrze ponad kilkadziesiąt i ich imiona brzmiały: Książę, Księżniczka, Baron, Księżna itp. A fem!Steve nie była nazywana Winter Soldier, a Mother Winter albo Whore of Hydra. Uroczo, prawda? A ja ciągle zastanawiam się dlaczego?
    Lika, nie masz takiego poczucia, że przyda ci się ochrona?
    E tam. Yelena jest normalna. Może nie ma normalnej przeszłości, ale w głowie ma poukładane. Myślę, że możesz jej ufać. Wiem, że to ciężkie tak z dnia na dzień zmienić pogląd, wręcz jest to awykonalne, ale przypuszczam, że z czasem się do niej przekonasz. Gorzej z tym drugim. Popisał się już umiejętnościami narzekania na wszystko czy raczej jest wycofany?
    Wiesz już, kim jest ten Jurim? 
    /Może i mam, ale byłoby jednak miło, gdyby ochrona nie przerażała mnie bardziej, niż ludzie przed którymi ma mnie chronić.
    /To nie tak, że zupełnie jej nie ufam. Zwyczajnie ciężko jest mi się przyzwyczaić do tego, że ta kobieta, która zabierała mnie do wesołego miasteczka i wygrywała maskotki na strzelnicy, tak naprawdę strzelała do ludzi. To jednak dość ważny szczegół. A do tego jeszcze ten facet, który się koło niej kręci i który wcale nie ułatwia sprawy. Gość nawet się do mnie nie odzywa, wydaje się, że całkowicie olewa, choć tak naprawdę cały czas ma mnie na oku. Irytujące to naprawdę słabe określenie.
    /Ciotka mówi, że ten cały Jurim czy tam Jurij mógł być moim płodzicielem, bo ojcem nazwać go nie można.
    James, więc załóżmy, że musisz się gdzieś dostać w dzień, gdzie nie ma okien i są wykrywacze. I ludzie, tak dla utrudnienia, chociaż pewnie to żadne utrudnienie. Jak to robisz? Serio mnie to ciekawi. To coś jak zabawa w wyłączenie zasilania w obiekcie czy coś w ten deseń?
    Więc zapamiętaj, że jak masz mimowolny skurcz mięśni na twarzy i zrobi ci się rogalik w górę zamiast poziomej kreski w miejscu ust, to cię coś być może ucieszyło. Najgłupsze opisy są najłatwiejsze do zapamiętania. Skojarzenia. Dobra, i tak nie zapamiętasz.
    Chodziło mi o względy adaptacyjne. W sensie takim, że skoro jesteś bardziej odporny, to się nie trzęsiesz przy paru kreskach powyżej/poniżej zera.
    Tak, masz rację, w czterdziestu ośmiu, mój błąd. W ramach rekompensaty pocieszę, że jeśli się doda do tego państwa nieuznawane, to będzie już tak gdzieś około dziewięćdziesiątki państw, które mają cię w dupie.
    Dlatego kombinuj i miej zaplecze w kimś, kto będzie pilnował, żebyś nic nie pochrzanił.
    /Jeśli byłaby taka możliwość, nie korzystałbym z głównego wejścia, a z jednego z awaryjnych albo tych dla personelu, co znacznie ułatwiłoby i przyśpieszyło sprawę. Ramię ma funkcję, która wysyła impuls elektromagnetyczny, zakłócający działanie kamer i alarmów, więc nie musiałbym się też bawić w odłączanie całego zasilania. Działa to jednak tylko na kilka sekund, więc i tak musiałbym zająć się wyelimi... obezwładnieniem ochrony i odłączeniem lub zniszczeniem alarmu. Nic trudnego. 
    /I tak nie zapamiętasz- och, naprawdę dziękuję za wiarę we mnie. Od razu mi lepiej i cieplej na sercu. 
    /Fizycznie jestem odporny, ale jeśli chodzi o psychikę to cóż... zimno jednak kiepsko działa na moje samopoczucie i częściej na mojej twarzy pojawia się rogalik w dół, który zapewne znaczy, że jestem smutny i nic mnie nie cieszy.
    /Jeśli chodzi o niektóre państwa nieuznawane to raczej nie byłbym tak optymistycznie nastawiony, bo w niektórych z nich raczej nie byłbym zbyt mile widziany. W takim choćby Kosowie raczej nie mieliby mnie w dupie. A przynajmniej tak wnioskuję z papierów, bo nie pamiętam tego, że tam byłem.
    /Raczej mało który prawnik z radością podjąłby się bronienia gościa, któremu należy się co najmniej kilka dożywoci. Jak nie więcej.
     

    Mad Aleks

    Dziękuję bardzo za listę :)!
    Bucky: Yelena wspomnała, że zanim "się naprawiłeś" gdzieś wyszedłeś. Można wiedzieć gdzie poszedłeś, że tak to na ciebie podziałało i wróciłeś trochę nie w sosie? Znaczy sądzę, że taki wróciłeś, bo mówiła, że się pokłóciliście.
    /Tamci ludzie coś mi zabrali. A możesz mi wierzyć, że ja naprawdę, naprawdę nie lubię, gdy coś mi się odbiera. Kierując się więc zasadą oko za oko, ja także coś im zabrałem. Może popełniłem wtedy błąd, przypominając im to, z kim mają do czynienia, ale mimo to nie żałuję. To było jak rozprostowanie skrzydeł po długim pobycie w ciasnej klatce. I wiem, że te emocje były złe.

    Mad Aleks

    N; Masz może jakiś ulubiony cytat Buckyego? Jeśli tak to jaki?
    Wiesz może w jakich dokładnie seriach w komiksach Bucly pojawił się jako Zimowy Żołnierz?
    I Bucky jest teraz z Ventolin, tak? 
    My name is James and... and the last thing I remember is dying.
    - Winter Soldier: The Bitter March (2014)
    A jeśli chodzi o pojawienia się WS to:

    Captain America vol. 5 #1-9, 11-14, 16-33, 44-48, 50
    Captain America vol. 1 #601, 611, 616-619 
    Captain America vol. 7 #13, 20
    Winter Soldier: Winter Kills #1
    Captain America and Bucky #624
    All-New Marvel Now! Point One #1
    All-New Invaders #1-5, 8-12, 15
    Bucky Barnes: The Winter Soldier (2014) #1-11
    Original Sin #1, 3-8
    Winter Soldier: The Bitter March #1-5
    Runaways #1-4
    Planet Hulk #1, 3-5
    Red Skull (2015) #1-2
    Civil War: House of M #3-4
    What If: House of M #1 
    World War Hulks #1 
    What If: World War Hulk #1
    What If - Wolverine: Father #1
    Wolverine: Origins #25, 30
    Wolverine vol.3 #38-40
    World War Hulks: Captain America vs Wolverine #1-2
    Fallen Son: Wolverine #1
    Black Widow vol. 4 #
    Black Widow vol. 5 #8, 12, 15, 17-18 
    Black Widow: Deadly Origin #1-4
    Secret Avengers vol. 2 #9, 16 
    Punisher: War Journal #11
    Young Avengers Presents #1
    Agents of Atlas vol. 2 #4 
    Fear Itself: Captain America #7.1 
    Origins of Siege #1
    New Avengers #21
    Loki - Agent of Asgard #12
    Marvel Zombies: Army of Darkness #2
    Marvel Universe: Avengers Earth’s Mightiest Heroes #11
    Marvel 75th Anniversary Celebration #1
    Secret Wars: Secret Love #1
    Deadpool #49.1
    Avengers: Age of Ultron Prelude - This Sceptre’d Isle Infinite Comic #1
    Daken: Dark Wolverine #4
    Dark Wolverine #84
    Marvel Universe Avengers Assemble Season 2 #4

    A jeśli chodzi o Ventolin to jeszcze w serii Bucky Barnes: The Winter Soldier wgapiał w nią ślepia jak zakochany szczeniaczek, a jego starszy o kilkadziesiąt lat odpowiednik robił zupełnie to samo. A teraz Dave Seguin stworzył taką okładkę:
    Przyznaję, Buckyś prezentuje się naprawdę dobrze i wreszcie, po długim czasie wygląda tak, jak Winter Soldier wyglądać powinien (Ucz się MCU! Winnie i krew powinny być nierozłączne.), ale mam nadzieję, że to po prostu tylko kolejny wariant okładkowy, który nie ma prawie nic wspólnego z fabułą. Bucky to nie gość, który skacze z kwiatka na kwiatek. 

    10 listopada 2015

    Astrid Löfgren

    N, te całe Hydra Trash Party jest cholernie niebezpieczne. O ile jestem w stanie zrozumieć bardzo, ale to bardzo wybujałą wyobraźnię, tak nie mogę zrozumieć idei tego przedsięwzięcia. To bezapelacyjnie ryje psyche. A jeszcze bardziej ryje psyche, która jest już zryta, a takich tam zapewne nie mało. Nawet ja, mając swój mały bagaż doświadczeń, twierdząca, że mało co mnie zadziwi, otwierałam gębę z niedowierzania i obrzydzenia. A najbardziej boli i przeraża fakt - przynajmniej mnie - że do tworzenia tej jakże spójnej na jakimś poziomie "opowiastki" wykorzystuje się zabiegi, które nadają temu wszystkiemu szczyptę realności. Tam jest dosłownie całe ICD-10 wszystkich dziedzin. Dobra, może 3/4. Chore, odrażające i moim zdaniem nie powinno istnieć.
    Ohydne to, co powiem, ale tu może chodzić właśnie o tę dziecięcą figurę Steve'a, jak już tak o obrzydliwościach internetów gawędzimy. 
    /Oprócz tego, niemal w co drugim poście można zauważyć zabiegi i określenia, które sprawiają, że postać ofiary jest w pewien sposób zdziecinniała. Dlatego, czytając te wypociny, miałam przed oczami nie solidnie zbudowanego mężczyznę, a kulące się w kącie, małe dziecko. I nie był to jeden przypadek, na który można by zwyczajnie machnąć ręką, a wręcz przeciwnie- zdarzało się to nagminnie. I to nie tylko na samym Trash Party, ale też na forum archiveofourown, gdzie często można się natknąć na teksty, czerpiące pomysły właśnie z tamtej strony. Naprawdę jest to dość niepokojące.
    Lika, miałaś albo masz ochotę zwiać od pana rozchwianego i cioteczki?
    Przyzwyczaiłaś się trochę do nowego towarzystwa?
    Co się działo, kiedy byłaś u tych, którzy cię porwali? Pytali o coś konkretnego?
    /Facet jest jak pies gończy. Nie mogę postawić sama dwóch kroków, bo dorwie mnie i zaciągnie z powrotem. Oczywiście "dla mojego bezpieczeństwa".
    /Nikt normalny się do tego nie przyzwyczai. Choć, z drugiej strony, w tym towarzystwie nikt zbyt długo nie pozostanie normalny.
    /Chcieli wiedzieć wszystko, co wiem o jakimś Jurim Stol... Stalyenko. Pytali też o matkę, o ciotkę i o masę rzeczy, o których nie miałam najmniejszego pojęcia. Choć pytali to jednak kiepskie określenie.
    James, a jak nie ma okien?
    Właśnie nazywasz, nie wiem czy zauważyłeś.
    Ciemno, zimno, pochmurno, wiatr, choróbska naokoło. Rośnie frustracja. Albo u niektórych wisielczy nastrój. Tak, wiem, zimno ci nie przeszkadza, ciemność też nie, wiatr też nie (chociaż martwię się o twoje włosy), a psikać to raczej nie będziesz jeszcze przez parędziesiąt lat.
    Bardzo to pocieszające. Całe czterdzieści sześć państw ma cię w dupie, bo o tobie nie słyszało. Nie no, bardzo dobrze, że chociaż taki pozytyw wynalazłeś. Gratuluję, to już drugi w ciągu paru dni.
    Sam sobie odpowiedziałeś. Jeśli trafisz przed sąd, to i tak - znając twoje szczęście - trafisz na takich biegłych, że uznają cię za poczytalnego w momencie popełniania czynów, i jeden wielki ch* z tym, że minęło parędziesiąt lat, trochę wyprał ci ktoś orzeszka - co tam. W sumie to pewnie sam sobie wyprałeś, a do tego zapewne uznają, że dobrze się przy tym bawiłeś. Przecież to jasne, że sam się zgłosiłeś do rozgrywek o puchar najstraszniejszego i najskuteczniejszego mordercy. Ot, taki tam sport. O ile ktoś wpadnie na pomysł z biegłymi.
    Kombinuj, żeby wyszło na twoje.
    /A jak nie ma okien, trzeba wykazać się odrobiną kreatywności. Albo wejść drzwiami.
    /Akurat wściekłość potrafię odróżnić i to całkiem dobrze, więc to się nie liczy.
    /Skąd pomysł, że zimno mi nie przeszkadza? Jasne, jestem bardziej odporny na niskie temperatury, ale nie oznacza to, że zimno jest mi zupełnie obojętne. Możesz mi wierzyć, że po spędzeniu kilkudziesięciu lat w lodówce, znienawidzisz je. I to jak cholera.
    /Orłem z geografii także nie jestem, ale mają mnie w dupie w co najmniej czterdziestu ośmiu* państwach. To już więcej niż czterdzieści sześć, więc nie zepsujesz mi pozytywu.
    /Cóż, znając moje szczęście, im bardziej będę kombinował tak, by wyszło na moje, tym bardziej wszystko będzie się chrzanić. Jak zawsze. 
    *W świecie Marvela jest więcej państw. W MCU poznaliśmy dwa- Sokovię i Wakandę.