19 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, naprawdę zaczynam się bać, jak to wszystko będzie wyglądać w przyszłych filmach.
Aż nie wiem, czy ta mina to zażenowanie czy złość... :D Marvel daje radę.
/Jeśli chodzi o relacje Steve'a i Bucky'ego to Marvel nie raz się potknął i coś wychodziło mu nie tak, jak trzeba. Ale trzeba im przyznać, że dobre momenty też mieli. Gdy Steve był w lodzie, Bucky robił za kogoś w rodzaju jego anioła stróża, że tak to ujmę. Może i były to tylko senne marzenia, czy jakkolwiek inaczej można by to nazwać, ale to właśnie myśli o Bucky'm nie pozwalały mu się poddać i odejść. 
Steve, moim zdaniem całkiem racjonalne podejście. Wasza grupa w kwestii podejścia do obdarzonych jest mocno podzielona? Pojawiają się na tym tle jakieś sprzeczki?
"Nieludzie" brzmi strasznie. Kojarzy mi się ta nazwa przede wszystkim z jednym panem. 
/Zdarzają się między nami drobne spięcia na tym tle, to raczej naturalne w tak zróżnicowanej grupie. Nasze podejścia są różne, nie raz już zdarzyło się też, że zarzucano mi przez to ślepą wiarę w ludzi, czy nawet naiwność. Poważniejsze sprzeczki i konflikty jednak się nie pojawiają. 
/Chyba kojarzę owego pana. Uderzyłem go nawet z jakieś dwieście razy. Nie rozwijajmy jednak tego tematu.
James, domyślam się, że nie żartowałeś. Życie bez użalania to nie życie. No tak narzekasz, że zaczynam cię podejrzewać o bycie stereotypowym Polakiem, a to jest już dziwne. Z jednej strony fajnie by było mieć kogoś, kto podejmie za nas decyzje i najlepiej, żeby zawsze były słuszne, a z drugiej... to trochę jak ubezwłasnowolnienie na lżejszych zasadach. Na błędach przynajmniej można się czegoś nauczyć wyciągając wnioski.
Odpływaj, odpływaj, Buck. Chwila. Buck? Czy ty nazwałeś siebie Buck? Klękajcie narody.
Podręczę cię. Co miałeś wtedy przed oczami? Pamiętasz to?
/Nie jestem ani lichwiarzem, ani skąpcem albo kanciarzem. To znaczy, że jednak nie jestem żydem, bo nie wpisuję się w stereotyp? A przynajmniej w większości się nie wpisuję, bo fakt, kantować mi się zdarzało, ale my teraz nie o mojej moralności, więc wracając do głównej myśli, którą jednak nie jest to, że stereotypy są be i fu. Naprawdę nie mogę sobie nawet narzekać? Chcę to robić, więc to robię i tyle. Jeśli będę miał powód do płaczu z radości, też to zrobię. Ale nie mam.
/Ubezwłasnowolnienie na lżejszych zasadach wcale nie byłoby aż takie złe. Niektórzy nie uczą się na błędach. Jak ja, bo moje wybory zawsze są łagodnie mówiąc, do dupy. Ale cóż, ponoć od każdego wyjątku są reguły, nie? Nie, czekaj, chwila... 
/Tak często to słyszę, tam, w mojej głowię, że czasem zapominam o tym, jak bardzo tego nienawidzę. Choć tak naprawdę nie wiem dlaczego. To tylko imię, nic więcej. 
/To było jak... jak pęknięcie tamy. Obrazy migały jak w kalejdoskopie, dźwięki rozsadzały mi czaszkę od środka, a ja nie wiedziałem, co się, do cholery, dzieje. Wszystko się zlewało, było obce, nie moje, a ja wiedziałem tylko, że o mój Boże, co ja zrobiłem, przecież to Steve.

17 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, cieszmy się z kubków. I koszulek. I innych pierdół. Nie zapominaj o spotach. Pięćdziesiąt co najmniej. Przed seansem, albo w trakcie.
Dla mnie cały jest genialny. Przynajmniej nie taki sztywny jak to przy Stucky bywa. Nie jestem ekspertem od apostrofów, ale chyba z. 
/Pięćdziesiąt? Sześćdziesiąt minimum, innej opcji nie ma. Do tego cztery trailery w dziesięciu różnych wersjach, bo przecież USA, UK, Chiny i Europa nie mogą oglądać tego samego, a w gratisie jeszcze dwadzieścia kilkuminutowych klipów. Serio, Marvel, zmień speców od reklamy. 
/Chodziło mi raczej o montaż, nie o samą treść końcówki. No i cóż, ciężko skleić wesoły filmik z tych scen, w których ta parka występuje razem. 

+ Captain America vol 4 #17 i "Women? As many as you desire. Or boys. Boys in costumes, if you like...You hesitate. Very well." I ta mina Steve'a:
Steve, a ty uważasz, że jakie działania w takiej sytuacji są lepsze? I jak widzisz przyszłość obdarzonych? Swoją drogą: całkiem przyjemna nazwa. 
/Każdy człowiek zasługuję na szansę. Tym bardziej taki, który niejednokrotnie spotka się ze strachem, odrzuceniem, czy agresją. Nie powinniśmy ich izolować, nie powinniśmy robić z nich żołnierzy, broni wbrew ich decyzji. Należy im pomóc, a później pozwolić wybrać to, jaką drogą chcą podążać. Jeśli nie będą stwarzać zagrożenia dla siebie i innych, powinni wrócić do domów i uzyskać możliwość prowadzenia normalnego życia. Tak chcę widzieć przyszłość i o to będę walczyć.
/SHIELD prowadzi specjalni spis ludzi z mocami. Oprócz tego, że podzielony on jest ze względu na stwarzane zagrożenie, znajdują się też na nim oddzielne kategorie dla tych, którzy uzyskali swoje umiejętności przez ludzką ingerencję- jak na przykład ja, oraz dla tych, którzy zyskali je... drogą ewolucji? Nie, może nie tyle drogą ewolucji, co tym, że od zawsze wpisane były one w ich DNA, a potrzebowały tylko jakiegoś katalizatora. I o ile pierwszą kategorię potocznie nazywa się "obdarzonymi" lub "obdarowanymi", o tyle drugą nazywa się "nieludźmi". Nie za bardzo przepadam za tą nazwą i samą ideą tych etykiet, więc używam określenia "obdarzeni" dla obu grup. Nikogo tym raczej nie urażam. 
James, och, taka trochę magiczna i tajemnicza atmosfera. Dobrze, że masz chociaż świadomość, że to może być zły wybór, bo dzięki temu istnieje szansa, że zmienisz zdanie.
Dobrze, że nie znieruchomiałeś ze strachu. To by było tragiczne uczucie, uwierz.
Nie mówiłam tego na poważnie. Ale jak już o asekuracyjnych opcjach mowa: od czego byś zaczął?
/Akurat nie żartowałem z tym trupem. Wolę władować sobie magazynek w głowę, niż po raz kolejny robić za czyjś przedmiot badań. Może i to kolejna z moich złych decyzji, ale to mój wybór i moje błędy. Potem najpewniej będę użalać się nad sobą i ich żałować, ale cóż, ponoć nie można nauczyć się chodzić bez potknięć, prawda? Jak w coś poważnie wyrżnę, po raz kolejny zresztą, może wreszcie nauczę się, że nie potrafię podejmować decyzji i znajdę kogoś, kto będzie robił to za mnie. Albo popełnię tak wielki błąd, że skończę martwy. Albo gorzej.
/Gdybym znieruchomiał ze strachu, obaj bylibyśmy martwi, więc fakt, chyba dobrze. Poza tym, nie wydaje mi się, żebym wtedy był zdolny do aż takiego przerażenia, bo to był... cholernie dziwny stan. Programowanie nadal tam było, nadal trzymało mnie w ryzach, ale było też tyle obrazów, tyle dźwięków, nadal musiałem dokończyć misję, ale to był Steve i tym razem to on spadał, spadał, a ja musiałem coś zrobić, musiałem... Dobra, Buck, spokój, nie odpływaj.
/Zacząłbym od... Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Astrid Löfgren

N, jak dla mnie to mogą ten zwiastun wydać w dniu premiery CW, prawie na jedno wyjdzie.
Matuchno kochana... Genialne!
/Fakt, miałoby to sens. Idziesz do kina, a zwiastun puszczają ci wraz z reklamami innych filmów. Plakaty też są niepotrzebne, można przecież popatrzeć sobie na grafiki z kubków. Co z tego, że postacie wyglądają na nim gorzej niż na większości fan artów.
/Końcówka sklecona dość kiepsko, gdy porównuje się ją do całej reszty, ale co tam, bo i tak filmik jest boski :P A sceny z panem Mackie'm (z apostrofem czy bez?) są najlepsze.
Steve, to znaczy? Co masz na myśli mówiąc o winie agentów i rządu, szukającego kozła ofiarnego?
Co z nimi robicie? Tropicie ich, chwytacie i zamykacie, czy może pozostawiacie samych sobie?
/SHIELD dzieli się od środka. Nigdy przedtem obdarzeni nie ujawniali się w takiej ilości i nie stwarzali przy tym takiego zagrożenia. Niektórzy wierzą w to, że należy ich odnaleźć i przeszkolić, inni, że pozostawić ich w spokoju, a jeszcze inni uważają ich za zagrożenie. Ciężko wskazać tutaj najlepsze wyjście, znaleźć jakiś kompromis, co prowadzi do chaosu. SHIELD robi więc swoje, a rząd wysyła własne jednostki i niejednokrotnie dochodzi przez to do spięć, często mających poważne konsekwencje, za które kogoś trzeba obwinić. 
/Nie wszystkie sprawy związane z obdarzonymi leżą w zakresie moich obowiązków. Do nas należy zdjęcie jednostek lub zorganizowanych grup, które umyślnie stwarzają zagrożenie lub mają powiązania z Hydrą. Takie osoby najczęściej traktowane są tak, jak cała reszta przestępców. Trafiają tylko do bardziej strzeżonych placówek. Jeśli chodzi o inne, całkiem neutralne osoby, to im przedstawiane są zupełnie inne opcje, w tym możliwość przeszkolenia i zaciągnięcia się. Jednak nie znam wszystkich faktów. Ponownie.
James, rozumiem niechęć, ale wydaje mi się, że kiedyś ktoś i tak będzie musiał to zobaczyć. Jak nie dokumenty, to "przeskanować" ciebie od stóp do głów.
No jest, ale samemu rzucać się na głęboką wodę nie polecam, próbowałam. Żeby zmniejszyć lęk czasem wystarczy po prostu go zaakceptować i nie walczyć z nim, nie unikać. Można też iść małymi kroczkami. Jednego dnia wejdziesz na metr, drugiego na półtora, trzeciego na dwa, itd. Lęk się zmniejsza. Pomaga świadomość, że to tylko takie odczucie i że to minie. I właśnie o to mi chodziło, o stopniowe oswajanie. Dotarcie do źródła problemu, ujęcie go i próba zminimalizowania.
No przyznaj się, że byś go utulił za wszystkie czasy. Stevie nie dałby ci się dorwać do swojego gardła. Zresztą, coś cię jednak powstrzymało. Raz się zawahałeś, drugi raz wycofałeś, aż w końcu go uratowałeś. To mówi samo przez się. Jasne, jesteś troszkę, no... nieprzewidywalny, ale od czegoś trzeba zacząć, tak? Kto nie próbuje ten nie ma.
/Jeśli chcą coś mojego, sami muszą mi to zabrać. A jeśli chcą po raz kolejny zrobić ze mnie szczura laboratoryjnego, zrobią to po moim, cholernym trupie. I tak, może sam zrzucam sobie tym kłody na nogi, ale przynajmniej wiem, że nie dostaną moich słabości podanych na tacy.
/Raz już rzuciłem się na głęboką wodę. I to dosłownie. Chociaż nie bardzo wiem, czy można liczyć to jako pokonywanie lęku, bo wtedy, na Helicarrierze, strach przed upadkiem z tak wielkiej wysokości, która w mojej głowie stawała się jeszcze większa, dopiero do mnie wracał. Ale miałem motywacje, więc skoczyłem. I nie chcę musieć robić tego już nigdy więcej.
/A może lepiej zacząć od czegoś innego, niż rzucanie się w ramiona kogoś, kogo rozkaz zabicia wklepano mi do głowy? Tak asekuracyjnie? Bo to, że dwa razy mi się nie udało, nie oznacza, że za trzecim będzie tak samo. Nie ufam sobie i temu, co mógłbym zrobić, więc jakoś wolę poczekać z utuleniem go za wszystkie czasy, by przypadkiem nie skręcić mu w trakcie karku.

16 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, stawiaj więcej to i więcej wygrasz :P
Marvel w ogóle jakoś zdziczał ostatnimi czasy. Pięćdziesiąt spotów na raz, uśmiercanie i ożywianie, teraz cyrki z trailerem CW, bo raczej powinna trwać już namiastka promocji filmu, a tu cisza.
Może właśnie dlatego te trzy filmy do mnie nie przemawiają, a nie rozmyślałam jakoś szczególnie nad ich stroną humorystyczną. Cóż, czas się zastanowić.
No, no, czyżby wdzierała się tu poprawność polityczna? 
/Gdyby Disney nie skupiał się w pełni na promocji nowych Gwiezdnych Wojen, już dawno mielibyśmy trailer, kilka okładek i zdjęcia, bo tak było w przypadku wszystkich innych filmów, które miały premiery w maju. I moim zdaniem to trochę dziwna taktyka. Teraz nie wypuszczą zwiastuna CA:WS, bo przyćmiłaby go kampania Star Wars, ale gdy wypuszczą go po (albo chwilę przed) premrze filmu to się tak nie stanie? Moim zdaniem będzie wręcz na odwrót. 
/Jeśli chodzi o naszą uroczą parkę, im żadna poprawność polityczna nie jest potrzebna. Zawsze byli dla siebie bardzo (nie)hetero. Jednak to, co Marvel wyprawia z nimi ostatnio... to lekka przesada. 

+ Znalazłam boski filmik- klik.
Steve, czyli ogólnie jest źle? Konflikt się zaostrza? W co lub kogo celują "obdarzeni"? 
/W wielkim skrócie tak, można powiedzieć, że ogólnie jest źle. SHIELD nadal nie zdążyło się w pełni odbudować, a już wisi nad nim widmo kolejnego rozpadu. Tym razem jednak nie z winy Hydry, a z samych jej agentów i rządu, który potrzebuje kozła ofiarnego. A ja... nie bardzo wiem, jak mam z tym walczyć. To zupełnie inna wojna niż te, z którymi miałem do czynienia.
/Nie ma tutaj jakiegoś schematu. Ta część, która z premedytacją wykorzystuje swoje umiejętności do złych celów, najczęściej celuje we włamania, napady, w wywoływanie zamieszek. To najczęściej bardzo młodzi ludzie, którzy otrzymali moce i poczuli się panami świata, jak mówi Sam.
James, masz przecież papierzyska dotyczące tego, co ci zrobili, jakieś schematy też masz, a świat ma dużo specjalistów od grubszych spraw. Nie jest to takie nierealne jak się wydaje.
Serio? Właśnie o jakichś szokach pomyślałeś? Super. Nie, nie o to chodziło.
Jak to powiedział pewien znany były prezydent mojego kraju "Nie chcem, ale muszem". Twoja dewiza. Pasuje jak ulał.
Jestem niemal pewna, że i tak się spikniecie prędzej czy później. Może będzie trochę sucho i sztywno, no ewentualnie rzucicie się sobie do gardeł albo w ramiona. Za bardzo się obydwaj gryziecie przez wszystko, co zaszło, żeby pozostać sobie obojętni.
/Nie dam obcym ludziom moich dokumentów. Są moje, są prywatne i żaden, cholerny doktorzyna nie będzie w nich grzebał, żeby wyciągać wszystko to, co starałem się ukryć. Nie dam im tego na tacy, bo mogą być jedynymi z nich i tylko ułatwię im sprawę. Niech się trochę natrudzą, jeśli chcą zawlec mnie z powrotem. 
/Ponoć terapia szokowa jest skuteczna. I nie żebym nie zrozumiał czy coś, ale w takim razie o co ci chodziło?
/Ewentualnie rzucimy się sobie do gardeł? Zabawne jak i pokrzepiające jak cholera. Aż mam ochotę spakować plecak, wsiąść w samolot i wpaść mu w ramiona. Ale tego nie zrobię, bo wiem, że naprawdę mogę rzucić mu się do gardła, a tego nie potrafiłbym sobie wybaczyć. Już nie potrafię. I to... zżera od środka.

Mia

Bucky. Steve: Co sądzisz o Stucky? Śmieszy cię? Oburza? Odrzuca? Masz je zupełnie w poważaniu?
Steve:
/Na początku przyznaję, oburzało mnie, ale teraz? Nauczyłem się podchodzić do tego z odpowiednią rezerwą.
Bucky:
/Um, to nie tak, że mnie to odrzuca. Ja po prostu… czasem jest tak, że znasz kogoś całe życie, jesteście przyjaciółmi, żyjecie razem, wspieracie się i… kochasz tego kogoś, jasne, że tak. Rodzajów miłości jest przecież naprawdę wiele. Kochasz jak przyjaciela, jak brata i wiesz, że powinno ci to wystarczyć, ale… tak nie jest. Chcesz czegoś więcej, chcesz tej prawdziwej miłości, choć wiesz, że tak nie powinno być, że to jest zwyczajnie złe, ale nie możesz nic na to poradzić. Więc tkwisz u jego boku przez te wszystkie lata i milczysz, bo wiesz, że przyznanie się do tego, jak popieprzony jesteś, zrujnowałoby waszą przyjaźń. Żartujesz, bo lubisz, gdy się uśmiecha, robisz wszystko, by był szczęśliwi, dbasz o niego i próbujesz udawać, że wszystko z tobą jest dobrze. Potem przychodzi wojna, a ty zaczynasz modlić się do każdego istniejącego kiedykolwiek boga o to, by nie pozwolono mu na nią wyjechać, bo chcesz by był bezpieczny. Siedząc w okopach i patrząc na ciała tych wszystkich, tak młodych ludzi pocieszasz się myślą, że jest w domu, że nic mu się nie stanie, że wszystko będzie dobrze… Ale tak nie jest. Lądujesz na stole jakiegoś psychola, w samym środku piekła i nagle… myślisz, że to już musi być koniec, bo inaczej Bóg nie zesłałby po ciebie anioła, który wygląda jak on, bo nie możesz, nie chcesz wierzyć w to, że to może być realne. Ale jest. Przyszedł po ciebie, bo Boże, tak bardzo bał się, że cię straci. Zabiera cię stamtąd, martwi się o ciebie, traktuje jak jakieś cholerne jajko, a ty cieszysz się z tego, bo może, może czuje to samo, co ty. Obiecujesz sobie, że wreszcie zaryzykujesz, że powiesz mu prawdę, ale... okazuje się, że były to tylko bzdurne marzenia, bo on kocha kogoś innego. Uśmiechasz się, gratulujesz, cieszysz się razem z nim, bo jesteście przyjaciółmi i właśnie tak zachowują się przyjaciele, ale wewnątrz... wewnątrz wrzeszczysz, bo to boli, boli jak diabli. Chcesz wrócić do domu, znaleźć się jak najdalej, ale nie potrafisz go zostawić, musisz go chronić. Taka już jest miłość. Zostajesz więc i nadal udajesz, że wszystko jest dobrze, choć twój uśmiech pęka coraz częściej. Zawsze jesteś u jego boku, nieważne, jak bardzo jest to bolesne. Robisz wiele złych rzeczy, ale wiesz, że dla niego było warto. A potem... potem wydaje ci się, że umierasz, ale w pewnym sensie cieszysz... cieszysz się z tego, że umierasz dla niego, bo był tego wart.
/Ale jednak nie umierasz. Dzieje się coś o wiele gorszego, ale... ale pocieszasz się tym, że on na pewno cię znajdzie, pomoże ci raz jeszcze, bo przecież nie może cię stracić, więc walczysz, walczysz dla niego aż... aż pokazują ci nagranie. Wtedy wiesz, że jego już nie ma i... już nie masz o co walczyć. Poddajesz się. A potem nadchodzi dzień, który pokazuje ci, że on naprawdę nie może cię stracić. Krzywdzisz go, a on mówi, że nie będzie z tobą walczył, bo… bo miłość jest cholernie nieracjonalna i... 
/Nie no, jaja sobie robię. 

Mad Aleks

Tumblr coś mi dziś uświadomił- młody Aleksander Pierce wyglądał jak Steve Rogers. Biedny Bucky :(! I czy Rosalind Pierce może być żoną TEGO Pierce'a? Jest wdową i ma powiązania z Hydrą, więc może by się zagadzało. 
/Bo tumblr to okrutne miejsce. Jednak w tym przypadku nie można się z nim nie zgodzić. Spójrzmy na młodego Roberta Redforda i na pana Evansa:
/Podobieństwo może nie jest jakieś uderzające, ale jednak jest. Mogło to sprawiać, że Pierce mógł kontrolować Wintera samą grą na emocjach, bez konieczności używania przemocy. Mógł uśmiechać się, gdy wciskał mu te swoje bajeczki o wolności, ratowaniu świata i większym dobrze, a Bucky siedziałby i słuchał, bo przecież gdzieś tam, głęboko, kojarzył tego faceta i wiedział, że nie zrobiłby on niczego złego.
/Spójrzmy na scenę w skarbcu- Pierce zwracał się do niego spokojnie, nie podnosząc głosu, niemal jak do dziecka. I choć patrzył wprost na jego twarz, Bucky spojrzał na niego dopiero, gdy padły słowa: "[...] can't give the world the freedom it deserves.". I to w jaki sposób na niego patrzył:
Był urażony. Pierce stracił jego zaufanie w takim stopniu, że Bucky zakwestionował wszystkie jego słowa, mówiąc "Ale ja go znałem.".
Pierce naprawdę powinien cieszyć się z tego, że to Fury go zastrzelił.

A jeśli chodzi o Rosalind- ma ona na nazwisko Price, nie Pierce. A szkoda.

Astrid Löfgren

N, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to naprawdę tak wyglądało. Jakoś nie ufam tym oświadczeniom. Za dużo ożywiania, żeby nie myśleć o kolejnym. Śmierć Pietro była przedziwna i chociażby to może wskazywać, że to jednak nie koniec jego żywota.
Komediowy klimat się przydaje, ale przy postaci WS raczej ciężko będzie taki stworzyć i żeby przy tym nie wyglądał dziwnie czy wręcz groteskowo. Racja, od Netflixa byłoby lepsze. 
/Mogę założyć się o dychę, że Pietro jeszcze wróci, bo w końcu jego siostra już nie raz kogoś wskrzeszała. Jednak patrząc na to, że MCU jej moc jest o wiele słabsza i tak naprawdę za bardzo nie przypomina tej komiksowej, może do Marvela naprawdę coś dotarło i zrozumiał, że przesadzał z tym ożywianiem? Zapewne to jednak tylko marzenie ściętej głowy.
/Humor w GotG czy w Ant-Manie był naprawdę dobry i pasował do klimatu jak ulał, ale jednak nie zawsze tak jest. W drugim Thorze, IM3 czy w AoU było go zbyt wiele i czasem po prostu niszczył sceny. Tak samo jak sceny swatania Steve'a przez Natashę w CA:WS, które były bardziej żenujące niż zabawne. 

/I powracając do Stucky w komiksach. W Captain America White #1:
- Bucky otwarcie zwraca się do Steve'a per "virgin",
- Ktoś mówi, że Steve nie lubi kobiet, a on tego nie komentuje,
- Ktoś mówi, że Bucky to jego dziewczyna, a Steve tego nie komentuje, a tylko się uśmiecha,
- Steve otwarcie mówi, że kocha Bucky'ego. Miało być to w kontekście, że jak syna, ale coś nie bardzo im to wyszło. 
Marvel, błagam cię. 
Steve, co słychać? Obchodzi się bez afer czy może atmosfera się zagęszcza?
/Pojawia się coraz większa liczba obdarzonych, która wyrządza coraz więcej szkód. I to nie zawsze nieumyślenie. Stanowi to naprawdę poważny problem i sprawia, że ludzie zwyczajnie się boją, co prowadzi do wzrostu niechęci i dyskryminacji, a tym samym do wzrostu do obustronnych aktów agresji. Rząd podejmuje próby opanowania sytuacji, SHIELD także, ale co tu dużo mówić, grunt pali nam się pod nogami.
#1 James, to wiele wyjaśnia. Do rozwikłania zagadki pamięci i tego, czy ci wróci, potrzebny by był specjalista, który jeszcze dodatkowo znałby się na tym całym programowaniu i mechanizmie regeneracji, a przynajmniej orientował. Wtedy może dałoby się opracować jakąś skuteczną rehabilitację, która nie opierałaby się głównie na bólu.
Kolejne sedno. Tłumienie. A gdybyś tak spróbował rozwiązać parę rzeczy, które cię gryzą? Przynajmniej te, które da się w jakiś sposób zredukować.
No tak, od tej strony to faktycznie, wygląda trochę egoistycznie. Nie ma pewnie opcji, żeby zamienić Yelenę na kogoś innego? To wcale nie jest bezpodstawne. Chyba spora część ludzi czułaby się upokorzona, musząc prosić po raz enty o pomoc i to tę samą osobę. Czasami jednak nie ma wyjścia. 
#2 Kiedy przypominasz sobie tego typu sytuacje, zaczynasz tęsknić tak bardzo, że masz ochotę zrobić wszystko, by było podobnie - w sensie relacji?
Przygnębiający wpis. Jednocześnie jednak w dziwny sposób pokrzepiający.
/No tak, wystarczy tylko znaleźć takiego gościa i potem będzie z górki. Dlaczego na to nie wpadłem? A no może dlatego, że wszyscy ludzie, którzy spełnialiby powyższe kryteria albo są w Hydrze, albo są martwi. Albo robią za warzywka. Ta, teraz widzę, że to był nie najlepszy plan. Ale chociaż satysfakcja została. I widzisz? Kolejny pozytyw.
/Czyli, że co? Mam iść poskakać na bungee, bo może lęk wysokości mi od tego przejdzie? Czy lepiej poddać się krioterapii? Albo od razu pójdę się z kimś puścić, żeby odraza przed dotykiem mi przeszła. Podziękuję, wolę jednak to tłumić.
/Jak już mówiłem, ludzie za bardzo za mną nie przepadają, ja za nimi także, a więc nie, raczej nie bardzo jest taka opcja. Ale dawałem sobie już radę sam, więc teraz też dam. Musze.

/Najbardziej mam wtedy ochotę po prostu się nie budzić. Najlepiej już wcale. I tak naprawdę, nie ważne jak bardzo bym się starał, to już nigdy nie będzie to samo. Zbyt wiele się zmieniło.

15 listopada 2015

Rozpoczęcie tygodnia Steve'a Rogersa/ Kapitana Ameryki!

W dniach 15-20.11 będzie możliwość kierowania pytań również do Steve'a Rogersa aka Kapitana Ameryki!

Avada Simpson

#1 Biedny, biedny, biedny... mój umysł. Moja wyobraźnia źle działa. Bucky też biedny, ale... och fuj! Yhhh... nie trawię Gwiezdnych Wojen, a oni się teraz tylko tym zajmują. Nie lubię Disneya.
#2 Jaa... N, strasznie mi się podoba! Czternastka jest absolutnie rewelacyjna! Ja wyłapałam tylko jedną literówkę: ostatnie słowo pierwszy akapit. Napisałaś Stev, a powinno być chyba Steve'a. No chyba że to ja nie załapałam kontekstu. ;)
Najcudowniejszy jest jednak ostatni akapit. Absolutnie cudny. N dziękuję za #14.
/Cóż, może i Marvel przynosi Disney'owi największe zyski, ale jednak Gwiezdne Wojny to Gwiezdne Wojny i zapewne przyciągną do kin o wiele więcej osób niż trzeci Cap, a tym samym mogą pobić kilka rekordów i sporo zarobić. Ale hej, Gwiezdne Wojny to w końcu też Marvel :P 

/Nope, "Stev..." nie jest literówką. To po prostu przerwana w połowie myśl :) I cieszę się, że ci się spodobało. W planach mam jeszcze kilka tego typu notek, w których będą wspomnienia Bucky'ego. Może jakieś życzenia co do treści :P?
Ja tam bym obstawiała że ż i ź trzyma w zapasie na wypadek wojny nuklearnej. Wiesz Yelena, mogłby wyeksponować swoje ramiona i plecy które uznałaś za nie takie złe... Albo wiesz co, zostańmy przy wersji krwiożerczy zabójca, a nie księżniczka Disneya, a wtedy twoja wyobraźnie nie umrze śmiercią tragiczną. Nie. Popieprzone w dalszym ciągu.
/Cóż, jeśli mówimy tylko o wyglądzie, to aktualnie bardziej przypomina jednak Disney'a albo siedzącego w rynsztoku, mokrego, zasmarkanego szczeniaczka, a nie krwiożerczego zabójcę, którym był. To nie to, co kiedyś. Teraz musi się bardziej wysilać, bo nikt już nie trzęsie się na sam jego widok.
No tak na sprawiedliwość od życia, to ty raczej nie masz co liczyć. Ale przykładów nie chcę znać. Opowieści o twoich kulinarnych skojarzeniach, i innych tego typu rzeczach są nie fajne. Wiesz zombie na prochach i tak nie jest takie złe. Ludzie mówią gorsze rzeczy. A to że wyglądasz jakbyś miał kogoś zabić, a zaraz potem rozpłakać, wcale nie pomaga. Niektórzy twierdzą że wyglądasz jak popieprzony facet z dwubiegunówką. A ja nie umiem prawić komplementów, przepraszam. Moja babcia zawsze tak mówi. ,,Bosze moj, dzieci co wy mówicie? Za moich czasów..." Tak skarłowaciałych górników to byś podeptał, a fartuszki rozerwały by ci się gdyby Yelena znowu się z tobą pokłóciła. Czyli Belova byłaby księciem? Ciekawie James, ciekawie...
/Och, dlaczego nie fajne? Ja tutaj się staram, a po raz kolejny nikt tego nie docenia. To boli, moja droga. 
/Doskonale wiem, że mówią o mnie o wiele gorsze rzeczy niż "zombie na prochach". I to o wiele gorsze. Ale naprawdę mnie to nie dziwi i nawet nie oczekiwałem, że będzie inaczej. Ludzie nie lubią typów jak ja. Nie zmienia to jednak tego, że wcale nie wyglądam tak, jakbym miał się za chwilę rozpłakać. Dobra, prócz tych momentów, w których naprawdę mam ochotę to zrobić, ale to się nie liczy. 
/Skoro Bosze moj tak ci przeszkadza, mogę przerzucić się na pełne dramatyzmu Oh my God! Chyba, że wolisz Oh mein Gott albo Oh mon Dieu! Chociaż nie, mój francuski jest okropny.
/Biorąc pod uwagę to, że sam nie mam nawet metra osiemdziesięciu, nie byłbym aż tak pewny podeptania skarłowaciałych górników, pomieszkujących w środku lasu z nieletnią panną i przetrzymujących jej w zwłoki w przejrzystym pudełku do czasu, aż nie znajdzie się jakiś obcy facet, mający chęć na całowanie trupa. Chora bajka. 
/Od razu księciem. Robota rycerza na białym koniu jest wolna, bo ja mam zakaz udawania go. Wielkie mi halo, raz człowiek oberwie i od razu zakazy. Przesadza.

14 listopada 2015

#14 Bucky

***
— Jesteś palantem. Prawdziwym palantem, Rogers — burczę na niego, poprawiając owinięty wokół głowy bandaż. — Ponoć starszy, a gówniarz bez krzty wyobraźni — mówię jeszcze, zrzucając z siebie swędzący, wełniany koc. Mam dość siedzenia w miejscu, chcę wstać, odejść jak najdalej, zająć czymś myśli, zająć czymś dłonie, wyrzucić z głowy ciągle powracający, zapętlony obraz pochylającego się nade mną Zoli. Kręcę głową, próbując odgonić od siebie natrętne myśli i siadam na brzegu skrzypiącego, polowego łóżka, opuszczając nogi.
/Steve wciąż stoi sztywno kilka stóp od szpitalnego łóżka. Powrót do bazy był niesamowicie długi i wyczerpujący, niemal jak wyczołgiwanie się z dna piekieł, i to dosłownie, co stanowiło wyzwanie nawet dla nowego ciała Stev...