16 stycznia 2016

Rakshasha M.

Z chęcią zatem poczekam na więcej takich "akcji" i dowiem się więcej ^^ Widziałam też, że już dodałaś #21 - rany, N, wen Ci chyba ostatnio dopisuje, gratuluję! Nadrobię, gdy tylko ogarnę mózg, bo póki co on nie ogarnia przez chorobę.
Odnośnie linka to czuję się trochę skołowana i nie bardzo wiem, o co chodzi - takie rpg trochę? Wybieramy postać, wcielamy się w nią i piszemy między sobą, między blogami? Musiałabym poznać szczegóły. Trochę bawiłam się w coś podobnego na blogach grupowych, jednak wcielanie się w konkretną postać... nie wiem, czy podołam, mówiąc szczerze xd Aczkolwiek zaintrygowałaś mnie ;p
/Postanowiłam dodawać jedną notkę tygodniowo i póki co udaje mi się dotrzymywać terminów. #22 jest już skończone, jestem w połowie pisania #23 i mam już rozpisany plan #24, więc jest dobrze. Mój wen w końcu wrócił z wakacji i postanowił wziąć się do roboty.
/Tak, chodzi właśnie o coś w stylu RPG. Możesz wybrać postać kanoniczną, możesz wybrać OC. A przynajmniej tak sądzę, bo to nie ja za to odpowiadam, a Red Hood, którego możesz pytać o wszystko na jego blogu, najlepiej tutaj - klik.

Mad Aleks

Bucky: Mam do ciebie pewne pytanie. Gdybyś (tak całkiem hipotetycznie) musiał zatrzymać odlatujący śmigłowiec przy pomocy samej siły mięśni, dałbyś radę to zrobić? Albo czy Steve dałby radę? Tak całkiem hipotetycznie. Drobna pomoc wizualna [link].
 Przyznaję, że jeszcze nie zdarzyło mi się rzucać śmigłowcem, ale dobra, pomyślmy. Nie znam dokładnego progu swojej siły, ale wiem, że jestem w stanie unieść około dwóch ton, a gdyby było to konieczne, dałbym radę nawet z ponad trzema. Wiem też, że moje mięśnie, ścięgna i kości są znacznie bardziej wytrzymałe, a więzadła są niemal nierozerwalne. To ważne. Patrząc na pomoc wizualną, ten śmigłowiec to bodajże Bell 429. Waży około tony, jego maksymalne obciążenie wewnętrzne to jakieś dwie tony, zewnętrzne jest kilkukrotnie większe, a jego maksymalna prędkość to jakieś 250 km/h. Jego średnie przyśpieszenie podczas pionowego startu to jakieś 1,5 do 2,5 m/s, nie jestem teraz pewny. To wszystko też jest ważne. 
 Ponownie odniosę się do pomocy wizualnej. W tym przypadku obciążenie zewnętrzne jest nieważne, liczy się tylko waga śmigłowca i obciążenie wewnętrzne, które zależne jest od załadunku i ilości przebywających w nim osób. Temperatura powietrza wydaje się być dodatnia, wiatr słaby, czyli warunki są sprzyjające. Ale to nadal nabierający prędkości, kilkutonowy, cholerny śmigłowiec. Nie będę czarował, nie miałbym szans przyciągnąć go do siebie, a tym bardziej ściągnąć w dół. Ale trzymając śmigłowiec tylko z jednej strony przez odpowiednio długi czas, co już byłbym wstanie zrobić, mógłbym utrudnić prace pilotowi na tyle, że nie utrzymanie pionu byłoby niemożliwe i mogłoby to doprowadzić do rozbicia maszyny. Więc hipotetycznie tak, dałbym radę to zrobić. A skoro ja dałbym radę, Rogers także.

14 stycznia 2016

Anonimowy

[link] Wspaniałe, prawda :D? 
Harrison Ford jako "stary" Bucky i Ventolin wykonana równie wspaniale co Neytiri? Oglądałabym i to z chęcią. 
I jeszcze ten piękny kadłub statku w kształcie latającego, kamiennego... wibratora ze skrzydłami?

13 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Fury, jak leci? Czym się zajmujesz? I jak widzisz ten cały zgiełk, który się tworzy wokół osób obdarzonych mocami?
/Aktualnie pracuję nad... pewnym projektem, który w przyszłości znacznie mógłby usprawnić nasze działania. Nie będzie to nic tak głośnego i znanego jak Inicjatywa Avengers, ale może okazać się równie skuteczne. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, może uda nam się posprzątać cały ten burdel. Póki co, nie mogę zrobić wiele. Jednak mam sytuację na oku.
Yelena, dlatego mówię o delikatnym przymuszaniu. Największy problem w tym, że dość inteligentna z niego bestia i możliwe, że faktycznie by coś wyczuł, a później śmiertelnie się obraził.
W czerwonym będzie mu dobrze. Na pewno będzie. Ten widok wypaliłby się trwale pod powiekami. Faktycznie, niech lepiej nie podąża za modą. Chociaż chyba jeszcze się gdzieniegdzie utrzymuje moda "na drwala". To by było dopiero ciekawe.
/Bucky-Bae miewa humory jak nastolatka, której właśnie buzują hormony, więc jego obraza byłaby bardzo efektowna. Zwłaszcza, że ma tendencję do snucia czarnych scenariuszy i przeróżnych teorii, więc najpewniej dorobiłby sobie do tego niezłą intrygę.
/Nie raz mówiłam mu, że gdy nie wychodzi z mieszkania, nie musi kierować się w wyborze ubrań tym, jak bardzo pozwolą mu się one wtopić w tłum, ale on chyba po prostu lubi źle wyglądać. Ale skoro tak jest mu dobrze, proszę bardzo. Nie zmuszę go przecież do zmiany, nie podmienię ubrań, ani nie wciągnę mu siłą czerwonej koszulki przez głowę.
James, no dobra, ale stopień regeneracji jest porównywalny w stosunku do reszty ciała. Jak bodajże mówiłam, trzeba by tęższego umysłu do rozwikłania tej zagadki.
No już się nie obrażaj. Nie miałam niczego złego na myśli i nie robiłam z ciebie idioty, przynajmniej nie celowo. Czyli po prostu nie skojarzyłeś, że właśnie o to chodzi, tak? I wybaczam. W jaki więc sposób wpadłeś na taką zależność, że im bardziej zmuszasz tym jest lepiej? No i w jaki sposób zmuszasz?
/Co mi wybaczasz? Bo przyznaję, teraz to trochę się pogubiłem i nie wiem, czy mam czuć się winny. I z jakiego powodu. Zazwyczaj wiem za co mam się kajać, więc nie ma problemu, ale teraz jestem trochę zagubiony. 
/"Zmuszanie" to jednak dość kiepskie określenie i "ćwiczenie" albo "trenowanie" byłyby chyba jednak lepsze, ale to jednak nic istotnego, nieważne. I nie robię niczego szczególnego. Po prostu staram się koncentrować tylko na jednej rzeczy, nie rozpraszać się, mniej stresować i nie wściekać za każdym razem, gdy nie mogę sobie czegoś przypomnieć. Uczę się na pamięć różnych rzeczy, czasem nawet zupełnie bzdurnych, rachuję w pamięci, uczę się grać w gry logiczne i jak na starca przystało, rozwiązuję krzyżówki. Ponoć pomagają też węglowodany, magnez i kwas foliowy. Może to nic takiego, ale widzę po sobie, że jest lepiej. 

12 stycznia 2016

Anonimowy

[link]
N, ucieszyłabyś się, prawda ;)?
 Och tak, właśnie tego potrzebuję do pełni szczęścia. Jeśli taki film by powstał, zwyczajnie nie śledziłabym żadnych newsów i nie poszłabym do kina. I patrząc na komentarze: "I personally don't find Black Widow that exciting a character", "I'd prefer a solo Hawkeye","She's a boring character whos never been able to keep an ongoing comic", nie byłabym jedyna. Poza tym, film o Wdowie mógłby okazać się najmniej dochodowym filmem z MCU, ponieważ:
- Wdowa to postać z o wiele niższej ligi niż Kapitan Ameryka, Pająk czy Iron Man, więc nie przyciągnęłaby ludzi samym pseudonimem. Nie ma też żadnych ciekawych umiejętności, ani nie jest też kontrowersyjna jak facet latający na mrówce, kosmiczny szop z ciągotami do broni, czy gadające drzewo. To tylko babka w obcisłym kostiumie. Takich jest wiele.
- Radzi sobie jako dodatek do drużyny, ale sama nie miałaby szans z żadnym ciekawym, przyciągającym niezainteresowanych komiksami widzów złoczyńcą. A walka "szpiega" ze "szpiegiem" byłaby raczej mało ciekawym materiałem na tego typu film i ludzie prędzej poszliby na kolejne "Żółwie Ninja" czy "Transformers", gdzie jest dużo wybuchów i nawalanki. Film również nie przyciągnąłby fanów kina szpiegowskiego, bo raczej nie zadowoliłby ich film pełen gagów - często mało śmiesznych i przeznaczonych dla dzieci, z prostą, nieskomplikowaną fabułą, uproszczeniami, a do tego z ratingiem PG13. W Polsce okraszony wspaniałym dubbingiem, wycięciem wszystkich przekleństw i zmianą sposobu mówienia na młodzieżowy slang. Jasne, CA:WS jest naprawdę dobrym filmem, ale to nie film szpiegowski. To film na podstawie komiksów, zrobiony na podobieństwo kina szpiegowskiego i tylko dlatego zbiera tak dobre recenzje. Jeśli takie momenty jak np. chowanie supertajnego dysku w maszynie z przekąskami, ucieczka z karawany samochodów przez wycięcie dziury w nadwoziu (oczywiście nic nie zostało uszkodzone i nikt z jadącego za nimi samochodu tego nie zauważył) czy skakanie do lecącego helikoptera, pojawiłby się w kinie sensacyjnym, film zbierałby o wiele gorsze recenzje. Ale w CA:WS mamy dwóch dziewięćdziesięciolatków o wyglądzie dwudziestolatków, którzy bez problemu mogliby zacząć rzucać w siebie samochodami, więc było im wolno więcej. 
 Mogłabym dopisać tu jeszcze wiele, ale nie będę zanudzać. Chodzi mi głównie o to, że Marvel wie, że zrobienie filmu o Wodowie to ryzyko. Zawiedli się już na AoU i Antku, bo filmy zarobiły mniej, niż zakładano i nie chcą przeliczyć się raz jeszcze, dlatego robią z niej postać drugoplanową. A jeśli by się tak stało, Marvel znów mógłby zniechęcić się do robienia filmów z superbohaterkami w rolach głównych, bo i po co, skoro te z facetami zarabiają więcej? Dlatego lepiej niech trzymają się Wasp i Carol, które są jednak bardziej znanymi (przynajmniej tak mi się wydaje) postaciami i mogą zaprezentować widzom znacznie więcej.
 I żeby nie było - nie uważam pani Scarlet za złą aktorkę. Wręcz przeciwnie, chętnie sięgam po filmy z nią, a w "The Island" niemal nie mogłam oderwać od niej wzroku. To Wdowa jest, jaka jest. Ludzie albo ją lubią i bronią pazurami, albo jej nie lubią, albo jej nienawidzą. Ja chyba jestem w grupie numer dwa, bo nie bluźnie na nią aż tak bardzo i nie wyrzucam jej od gwałcicielek. I to tyle. Czyżbym trochę przesadziła :P? 

Astrid Löfgren

"Wysłali cię ze mną, gdy uciekłam" - czy nie powinno być "za mną"?
Więcej błędów nie dostrzegłam, no może oprócz "Margerity", bo ten rodzaj pizzy zwie się "Margherita". "Margarita" zaś jest drinkiem. Ale to już takie bzdurne czepianie się o nic.
Aż strach pomyśleć, jak ciężkie i przykre mogą być te przyszłe rozmowy o Moskwie, Wołgogradzie i Stambule. A może wręcz przeciwnie?
Lubię te ich dialogi. Bardzo lubię. Za chwilę zacznę narzekać, że tak krótko, bo najchętniej czytałabym i czytała... Czas na postawienie kropki, bo wpadłam w taką melancholię, że dobrze by się to nie skończyło. Wyczekuję następnych części z niecierpliwością sięgającą zenitu.
/Jeśli chodzi o błąd w nazwie "Margherita", to bez bicia przyznaję, że zastanawiałam się nad pisownią i błędnie zasugerowałam się tym, że skoro niedaleko jest pizzeria "Margerita", która nachalnie podrzuca swoje ulotki, to obie wersje są poprawne, bo przecież nie zrobiliby błędu w nazwie. Mój błąd.
/Chciałabym powiedzieć, że wręcz przeciwnie, będą miłe i przyjemne, a Bucky nie będzie się o nic obwiniać, ale nie mogę. Zresztą, wiesz przecież, że zła kobieta ze mnie i zwyczajnie lubię go dręczyć.
/I te notki z założenia miały być krótkie i liczyć maksymalnie trzy strony (wyjątkiem była 17, ale zwyczajnie nie dało się jej skrócić). Mogę dodać jeszcze jedną stronę, jeśli są aż zbyt krótkie. Żaden problem.
Yelena, widocznie się nie poddał, skoro lżej mu przyszło pozwolenie na nazywanie siebie Bucky'm.
Jeszcze trochę i będzie podążał za modą. No to można go stawiać po ciuchu w innych sytuacjach, gdzie sam będzie musiał wybrać drogę. 
/Cóż, ostatnio zdecydowanie częściej i tak zwracam się do niego per James, bo to chyba najbardziej neutralny wybór. Nie wydaje się być niezadowolony z tego powodu, chyba nawet wręcz przeciwnie, pasuje mu to.
/James potrafi podejmować proste decyzje, potrafi zadbać o siebie w wystarczającym stopniu, by przeżyć. Potrafiłby podjąć także te trudniejsze, dalekosiężne decyzje, oczywiście, że by potrafił, gdyby nie bał się, że na pewno, na sto procent jego wybór będzie zły i wszystko zawali. Facet ma blokadę, brak mu pewności siebie.
/Jeszcze trochę i może zdecyduje się założenie czegoś w kolorze innym niż czarny, zgniłozielony albo szarobury. A za modą lepiej niech nie podąża, bo jakoś nie pasowałyby mu spodnie tak obcisłe, że wyglądają na o numer za małe albo takie, których krok wisi gdzieś koło kolan. Chociaż to mógłby być ciekawy widok.
James, to by była już przesada, gdyby ci wszystko mogło odrosnąć. Nic nie musisz mówić. Tego wykładu też nie musiałeś, bo to akurat jest jasne. Głowię się nad tym mózgiem, bo mnie to zwyczajnie ciekawi, ale wiem, że nie nie dasz mi jednoznacznej odpowiedzi.
No to co mi pieprzysz, że nie wiesz, co robić, żeby nie dopuścić lub opóźnić proces cofania się do jakiegoś tam poziomu, skoro doskonale wiesz?
/Prędzej pytałaś o to, czy poszatkowany płat i przecięte półkule cudownie się złączą. Więc po to "ten wykład". By powiedzieć, że nie. Mózg to nie złamana kość, więc nie, sam cudownie się nie złączy. Miałem mówić więcej, więc mówię więcej.
/Powiedziałem prędzej czy później. Wybacz, że nie jestem aż tak lotny, by opanować taki materiał w miesiąc i stać się specem w dziedzinie neurologii i psychiatrii. A przy okazji także kilku innych dziedzin, które okazałby się w tym przydatne. Ale dziś wiem i pamiętam więcej niż tydzień, miesiąc, czy rok temu, bo zdziwisz się, ale wpadłem na to, że "mózg można zmusić do pracy", więc nie rób ze mnie aż takiego idioty, który nie wpadnie na nic, aż nie wskaże mu się tego palcem i nie poprowadzi za rączkę. Ale nie udaję, że wiem wszystko, bo tak nie jest. Nie wiem naprawdę wielu, wielu rzeczy i minie sporo czasu, nim się to zmieni.

red hood.

Co sprawia, że czujecie się spokojni?

N:
Cisza. Wystarczy mi tylko cisza.

Fury:
Uspokajam się dopiero, gdy pozbędę się problemu, który ten spokój zakłóca.
Yelena:
Dla relaksu uprawiam jogę. Chociaż czasem działa tylko czaj. I to odpowiednio doprawiony.
Bucky:
Jak bardzo cię zaskoczę, jeśli powiem, że nic?

11 stycznia 2016

#21 Bucky

***
11 stycznia 2016

— Nie ma mowy, żebym wziął... to coś do ust — mówię i odrzucam kawałek pizzy z powrotem do stojącego na niskim stoliku, kartonowego pudełka, spoglądając z odrazą na jego zawartość. — Przecież to wygląda jak...

/Yelena ucisza mnie gestem dłoni.

— Nie kończ. Dobrze ci radzę, nie kończ. Jeśli zrujnujesz to wspaniałe uczucie, jakim darzę pizze, to wierz mi, znajdę w sobie dość siły, by wyrzucić cię stąd oknem. — Celuje we mnie kawałkiem pizzy z serem - Margherity jak ją nazwała, i uśmiecha się kącikiem ust, mimo w pełni poważnego tonu.

/Prycham w odpowiedzi, opierając tył głowy o zagłówek kanapy. Yelena całkowicie mnie ignoruje, skupiając wzrok na oglądanym przez siebie programie. Wiem jednak, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że na nią patrzę. Zawsze to wie.
/Nieważne jak się staram, nie mogę pozbyć się wrażenia, że to wszystko jest... niewłaściwe, zbyt normalne. W obliczu wszystkiego, co zrobiłem, wszystkiego, co działo się w moim życiu przez ostatnie lata, przez ponad siedemdziesiąt lat, nie przypuszczałem nawet, że w tym dziesięcioleciu... nie, co ja mówię - że w ciągu kilku najbliższych dekad będzie mi dane spędzać czas tak... zwyczajnie. Zbyt normalnie, by gdzieś z tyłu głowy nie kiełkowała myśl, że jest to tylko cisza przed burzą. W końcu nigdy nie jest tak dobrze, by za krótką chwilę wszystko nie mogło zacząć sypać się w diabły. Można powiedzieć, że to niemal naturalny ciąg.

Rozpoczęcie tygodnia Nicka Fury'ego !

W dniach 11-15.01 będzie możliwość kierowania pytań również do Nicka Fury'ego!

Astrid Löfgren

Yelena, albo mu to wyjdzie całkiem naturalnie, bez usilnego próbowania, nawet jeśli mówimy o małych kroczkach.
To jasne. Zaufanie święta rzecz, ale można popróbować z całkiem bzdurnymi rzeczami, typu wybranie koloru bluzy. 
/Wyjdzie mu czy nie, nieważne. Ważne, żeby próbował, a nie poddawał się na starcie z nastawieniem, że i tak się nie uda.
/Ubrania akurat dobiera sobie sam. Na całe szczęście. Kieruje się przy tym jednak odrobinę innymi kryteriami niż większość ludzi i zamiast na wygodę czy wygląd stawia na wtapianie się w tłum. Ale jak woli. Niech sobie nosi, co chce.
James, chodzi mi o możliwość regeneracji. Cały czas do tego piję. To oczywiste, że nie ma co porównywać stopnia i rodzaju oddziaływań.
Już niedługo będę zadawać ci pytanie i sama sobie odpowiadać w twoim imieniu. Powiem ci w sekrecie, że może pomóc zmuszanie mózgu do pracy.
/Ale ma to znacznie. Jednak dobra, nieważne. Moje ciało to pochrzaniona rzecz i ciężko mi powiedzieć, jakie konkretnie ma granice, co uleczy, czego nie. Pewne jest tylko to, że uleczy każde złamanie, każdą ranę. Jeśli jakiś narząd zostanie poważnie uszkodzony, i będzie to narząd z którego uszkodzeniem da się przeżyć jakiś czas, organizm da sobie z tym radę i sam to naprawi. Ale jeśli dany organ zostanie rozerwany na pół albo całkowicie zniszczony, to tego już nie naprawi. Brakujące organy, kości czy części ciała cudownie mi nie odrosną, ani nie dadzą przyczepić się z powrotem na miejsce. Przynajmniej nie bez szybkiej interwencji chirurgicznej. Tyle wiem. Co jeszcze mam powiedzieć?
/Och, naprawdę? Nigdy sam bym na to nie wpadł. Powiem ci w sekrecie, że nie siedzę w kącie i nie płaczę nad tym, że czegoś nie wiem, tylko prędzej lub później się tego dowiaduję. Mam trochę do nadgonienia, więc zajmuje mi to jakiś czas.