18 stycznia 2016

Astrid Löfgren

N, no dobra, nie wpadłam na to. Niech będzie, że to biżuteria. Cofam czepialstwo.
Fajnie by było, żeby była jakaś seria typowo rodzinna. Pewnie słabo by się sprzedawała, no ale. I to nie tylko Bucka, ale Steve'a też. 
/Na całą serię nie byłoby szans, bo mogłaby okazać się klapą, ale fakt, od czasu do czasu mógłby pojawić się choć jeden poświęcony temu w całości numer. Teraz raczej są to tylko fragmenty, jak np. w Captain America and Bucky #624, w którym Bucky odwiedza Beccę w szpitalu. Dobrze byłoby widzieć takie sceny częściej.
Yelena, "wypuszczać z mieszkania", czyli kontrolujesz jego wycieczki?
/Tak, to jedna z zasad. Chcę wiedzieć, gdzie się wybiera, co kombinuje, i ile czasu mu to zajmie. Jeśli przekroczy podany czas o trzy kwadranse, będę wiedziała, że coś jest nie tak.
James, wyszliśmy od dziedzin naukowych, więc to pociągnęłam. A filozofia i sztuka to tylko takie przykłady. Masz rację, przebieżka po sklepie może być przytłaczająca, a do tego ile wysiłku trzeba w to włożyć.
Pożyczasz te samochody od kogoś czy prosto z salonu?
Och, to powściągaj się czasem, bo jeszcze zapomnisz któregoś hasła i z pasjonującej przygody będą nici.
/Mówiłem całkiem poważnie o tym, że wejście do zwykłego sklepu spożywczego to coś naprawdę przytłaczającego. Sklepy są wielkie, towarów jest piekielnie dużo i są tak różnorodne, że przez długi czas nie potrafiłem się w tym wszystkim połapać. A do tego te wszystkie owoce i warzywa w jednym miejscu, nieważne jaka jest pora roku, i w jakim kraju się jest. To jest coś.
/Samochody prosto z salonu za bardzo rzucają się w oczy i na podprowadzenie jakiegoś trzeba poświęcić więcej czasu. Dużo prościej jest zgarnąć jakiś z ulicy albo parkingu. Stawiam też na starsze, jak najmniej wyróżniające się modele. Tylko raz pokusiłem się o pożyczenie takiego jednego SUVa. Fajnie było.
/Nie raz zdarza się, że za pierwszym podejściem nie znam jakiegoś hasła, ale za to, gdy do niego wracam, emocje są jeszcze większe. Nie sposób z tego zrezygnować.

17 stycznia 2016

Blue Greyme

To tak słowem wstępu ode mnie ^^ wracam was męczyć.
Yelena: Czekasz na wiosne? Jakie książki lubisz? Próbowałaś coś polecić Jamesowi?
W domu wolisz mieć słodki bałagan czy bolesny porządek?
Pardon ale mam wene na dziwne pytania ._. Co u ciebie jeszcze słychać? 
/Lubię zimę, więc czekam na wiosnę jakoś szczególnie. Ale nie pogardziłabym, jeśli temperatura znowu była na plusie.
/Jeśli chodzi o książki, nie mam jednego, konkretnego, ulubionego gatunku. Przeczytam wszystko, co mnie zainteresuje. Jak ognia unikam tylko wszelkiej maści harlequinów i tym podobnych. A Bucky-Bae nie czeka na polecenie. Raczej sam bierze coś z półki i albo czyta, albo odkłada książkę z powrotem.
/Nie mam w domu bałaganu, to tylko lekki nieład. Sterylny porządek zdecydowanie nie jest dla mnie.

/I sama nie wiem, co powiedzieć. Na całe szczęście nie dzieje się niemal nic nadzwyczajnego, jest spokojnie, niemal nudno. I bardzo się z tego cieszę.
Bucky: Polecam sobie więc przypomnieć, nie pożałujesz ^^ Jest u was śnieg?
Czytałeś coś ostatnio?
Ale fajnie że w końcu masz dobry humor <3
Ja nie sądze. Po prostu pytam :)
Co cie najbardziej denerwuje?
Co słychać? Wszyscy zdrowi?
Pozdrawiam!
/Teraz wszystko smakuje inaczej niż kiedyś. W jedzeniu jest więcej chemii, robione jest w inny sposób. Nawet głupie jabłko smakuje zupełnie inaczej. 
/Tak, jest śnieg. Niestety, należałoby dodać, bo go nie cierpię. I można powiedzieć, że mnie denerwuję, więc to raz. Irytuje mnie wiele rzeczy, naprawdę wiele, możesz mi wierzyć. Od tego, że coś idzie nie po mojej myśli, przez parkę pieprzącą się piętro wyżej, co doskonale słyszę - ulepszone zmysły, jak ich nie kochać? - na długiej liście innych rzeczy kończąc. 
/I tak, czytałem coś ostatnio.
/Kto ma być zdrowy? Yelena, ja, czy może kaktus, którego próbuję hodować? Jeszcze nie usechł, więc idzie mi nie najgorzej.
/I kto powiedział, że mam dobry humor? W końcu.

Astrid Löfgren

N, tylko ten blask metalu już mniej sympatyczny :P
O, naprawę bywała nie często na kartach komiksów? Trochę szkoda. No ale przynajmniej wiadomo o niej coś więcej niż tylko to, jak się nazywała.
/Oj tam, czepiasz się. To tak zamiast biżuterii.
/Rodzice czy siostra Bucky'ego ogólnie rzadko byli wspominani, a pojawiali się jeszcze rzadziej. Ma tu znacznie to, że w pewnym momencie Bucky został sierotą, a Becca trafiła do domu dziecka, a także to, że gdy Barnes był dzieciakiem, mieli ważniejsze tematy do poruszania, a potem też jakoś nie bardzo było im z tym po drodze. 
Yelena, obawiam się, że nikt nie będzie w stanie rozpracować jego pobudek. Obchodzi się chociaż bez afer, jak całkiem niedawno?
Tylko żeby biedak nie popadł w skrajność.
/O dziwo tak. Wystarczy mieć go na oku, pilnować, by nic się nie wplątywał, wypuszczać z mieszkania tak rzadko, jak tylko się da, a najlepiej wychodzić z nim i przez cały czas mieć go w zasięgu wzroku. To trochę jak z pilnowaniem dziecka. I w tym przypadku idealnie sprawdza się powiedzenie, że im większe dziecko, tym większe problemy.
James, jesteś uprzedzony. Za twoich młodzieńczych lat też było mnóstwo odnóg jakichś dziedzin. Chociażby takiej sztuki czy filozofii, nie wspominając już o naukach biologicznych. Wbrew pozorom to spore ułatwienie. Gdybyś miał na przykład taką medycynę jako całość, nie podzieloną na specjalizacje, to sobie wyobraź, jak ogromną wiedzę musiałby mieć lekarz. Wiedzę nie do zdobycia. Chodzi tu o zwykłe zawężanie zainteresowań.
No to nie jesteś tak zaawansowany, ale to dobrze. Dorwałeś coś nowego z elektroniki?
Bo w krzyżówkach jest ten dreszczyk niewiedzy, czy dobrze się zgadło. Z pewnością to cię przy nich trzyma. Tak, grunt, że lubisz, zgadza się.
/Sztuka i filozofia? Czy ja wyglądam na miłośnika sztuki i filozofii? Trzymałem się od tego tak daleko, jak tylko się dało. Czyli nie za daleko, bo Steve'a to kręciło, ale to nie jest ważne. I tak, wiem, że za moich czasów też było tego sporo, ale teraz wszystkiego jest dużo, zbyt dużo. Nie chodzi mi nawet o ilość odnóg jakiś dziedzin, ale o... no, o wszystko. Za "moich młodzieńczych lat" wszystkiego brakowało, a teraz nawet głupie wejście do sklepu jest przytłaczające. O całej reszcie nawet nie wspomnę.
/Jeśli chodzi o wszelkiej maści nowinki elektroniczne to nadal jestem sporo do tyłu. Hydra nie bardzo dbała o moją edukację w tej dziedzinie. Ale daję radę z obsługą telefonu, komputera, tego całego tabletu czy jak się to tam nazywa także, daję też radę z pożyczeniem większości nowszych aut, więc nie jest źle. 
/O tak, ta adrenalina towarzysząca przy wpisywaniu hasła do rubryk to coś niesamowitego. Aż ręce drżą mi z tych emocji i nie mogę utrzymać ołówka w dłoni. Wspaniałe uczucie. 

Astrid Löfgren

N, pamiętam, a jakże. Tamta pani Barnes wyglądała raczej jak ciocia z Ameryki, której się powiodło. Ta za to przypomina mi... Drew Barrymore z "Aniołków Charliego". Zdecydowanie lepiej się prezentuje i faktycznie: mogła być z niej dość przystojna kobieta, uwzględniając twarz pana Stana oczywiście. 
/Tamta pani była naprawdę bardzo urodziwa, tak bardzo, że nie mogę wyrzucić jej z pamięci, a ta ma po prostu w sobie coś sympatycznego. I faktycznie przypomina trochę Drew Barrymore, szczególnie z ust. A jeśli chodzi o komiksową mamę Barnes, to nie pokazywano jej zbyt często. Ale jeśli już, wyglądała na osobę naprawdę sympatyczną i miała z Bucky'm kilka podobnych cech wyglądu. Zazwyczaj, bo sporo zależało od rysownika.
Yelena, na pewno są w tym jakieś względy kulturowe. Jeszcze nie pozbył się bobra? A miałam taką nadzieję, że już ma ten krok za sobą. Do szpetnych raczej nie należy, więc może tu chodzi o to, że zwracałby zbyt dużo uwagi szczególnie wśród kobiet. No ale, jak mu tak dobrze, to niech tak będzie. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości pozbędzie się bobra i normalnie się ubierze, i będzie czuł się z tym dobrze.
/Nie, nie pozbył. Przez cały ten czas całkowicie ogolonego widziałam go raz i to tylko dlatego, że to ja mu w tym pomogłam. I muszę przyznać, że może nie jestem specjalistką od męskiego zarostu, ale jego odrastał nadzwyczaj długo. Pewnie to kwestia rozregulowania się układu hormonalnego albo czegoś w tym stylu. I może dlatego tak uparcie nie chce go znowu zgolić. Kto go tam wie.
/Coś jest jednak w tym, że ludzie dłużej zatrzymują wzrok na kimś atrakcyjnym, niż na osobie nie wyróżniającej się niczym szczególnym, "przeciętnej", że tak powiem. Może tylko o kilka sekund, ale czasem może to wiele zmienić, więc nie dziwię się, że woli się trochę zaniedbać i schować za kilkoma warstwami ubrań. A poza tym, to jego wybór, chce się tak ubierać, więc nie można mu tego zabronić. Zmienię zdanie dopiero wtedy, gdy zacznie odstraszać także zapachem.
James, ooo, widzę, że sobie poszukałeś co nie co. Cóż, ktoś, kto w tym siedzi, widzi różnice i to dość znaczące. Pocieszę cię, jest tego więcej.
Ta gra to już dla bardziej zaawansowanych, kiedy się nie pamięta czym jest dana rzecz. Takie tam bawienie się w odkrywanie, dobieranie i nazywanie. Krzyżówki mają ten mankament, że mogą się znudzić, ale tak, są fajne. Wykreślanki też zdają egzamin. Siebie czy mnie chcesz przekonać, że potrafisz przyznać, że coś lubisz? Nie no, czepiam się głupot. Bardzo dobrze, że lubisz jakieś aktywności umysłowe.
/Och, jeszcze więcej? Świetnie, bo już się bałem, że jeszcze trochę i powoli zacznę się w tym orientować. To jeden z powodów przez które nie cierpię przyszłości. Wszystkiego jest zdecydowanie zbyt dużo.
/W większości przypadków wiem czym jest dana rzecz i do czego służy, wyjątkiem są te, o których istnieniu dopiero się dowiaduję. A całkiem sporo tego jest, szczególnie jeśli chodzi o elektronikę. Dlatego to raczej nie gra dla mnie. A krzyżówki jeszcze mnie nie znudziły, więc jest dobrze. Wykreślanki czy odnajdowanie różnic na obrazkach i inne tego typu bzdety też kojarzę, ale one z kolei znudziły mnie zbyt szybko. I czy to ważne, kogo próbuję przekonać, że coś lubię? Grunt, że lubię, nie?

16 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Yelena, ostentacyjne analizowanie struktury paznokci i tupanie nóżką też wchodzi w grę?
Nie rozumiem tej jego taktyki. Nie wiem, jak jest tam, gdzie się akurat panoszy, ale wydaje mi się, że ten jego sposób z wtapianiem się w tłum nie ma wiele wspólnego. Jeśli serio wygląda źle, to raczej bardziej zwraca na siebie uwagę niż gdyby wyglądał normalnie. 
/Raczej ostentacyjne analizowanie zarysowań na ramieniu. Całkiem często mu się to zdarza. 
/Gdy człowiek kręci się po parszywych dzielnicach albo pustostanach, wyglądanie jak bezdomny pozwala wtopić się w otoczenie. Ludzie są przyzwyczajeni, nikt już nawet nie zwraca na takich uwagi. Nie chodzi jednak w ten sposób przez cały czas, potrafi ogarnąć się na tyle, by wyglądać całkiem zwyczajnie i zginąć w tłumie. A mówię, że lubi źle wyglądać, bo gdyby choć odrobinę się postarał, mógłby wyglądać znacznie lepiej. Pozbycie się tego, co zdechło mu na twarzy już dawno temu, mogłoby być pomocne.
James, wybaczam ci twój ubogi zasób wiedzy w dziedzinie neurologii, psychiatrii, neuropsychologii, psychologii, biologii, medycyny ogólnie, logiki i jeszcze pewnie etyki oraz filozofii. Śpieszę z wyjaśnieniem: nie mówiłam poważnie i nie jesteś niczemu winien, całkiem słusznie nie wiesz o co chodzi.
Zdecydowanie lepsze, bo nie tak kolokwialne. To takie jakby oswajanie się, nie? Uczenie się swojego stylu radzenia. Skoro krzyżówki, jak na starca przystało, to w dobieranie obrazków i zgadywanie, co na nich jest, też się bawisz? Masz jakąś ulubioną grę? Może nie ulubioną, ale taką, która jest dla ciebie dość przyjemna. Sporo jest substancji wspomagających. Tylko nie wiadomo ile musiałbyś ich organizmowi dostarczyć, to po pierwsze, a po drugie - tak czy siak dostarczasz sobie dodatkowo substancji toksycznych, więc sensu może być niewiele we wspomaganiu tymi dobrymi suplementami.
/Dobra, nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak neuropsychologia. Czyli jest psychologia, psychiatria, neurologia, neuropsychologia i neuropsychiatria. Więcej dziedzin trujących niemal o tym samym już nie dało się wymyślić?
/Nie kojarzę gry w dobieranie obrazków. Znaczy znam taką, w której dobiera się je do pary, ale tam nie trzeba niczego zgadywać. Więc wybacz, tej nie znam. A krzyżówki zwyczajnie lubię i tego nie ukrywam, bo są dobre do ćwiczenia pamięci. Lubię też szachy. Zasad nie znałem, a raczej kiedyś znałem, ale zapomniałem, więc Yelena na początku musiała mi z tym pomóc, ale daliśmy radę. Nie zapowiada się, żebym w najbliższym czasie został mistrzem tej gry, ale to żaden problem. Lubię ją. Widzisz? Potrafię powiedzieć, że coś lubię.

N: Tak całkiem bajdełejem - pamiętasz może, jak kiedyś zastanawiałyśmy się nad tym, czy połączenie "podobna do Bucky'ego" i "urodziwa" w kontekście mamy Barnes jest możliwe? Okazało się, że jednak jest, i że kobieta z twarzą pana Stana wcale nie musiałaby wyglądać aż tak źle. 

(autor: Hopeless–geek)

Blue Greyme

Wszyscy:
A)Co cenisz w ludziach?
B)Lubisz poduszki?
C)Poziomki czy truskawki?
D)Z jakim zwierzęciem się utożsamiasz?
E)Filmy czy książki?
F)Jaki masz humor?
G)Gdzie się teraz znajdujesz?
Pozdrawiam C:
N:
A: Umiejętność przyznawania się do błędów.
B: Lubię, ale nie w nadmiarze. Cała kanapa zarzucona poduszkami nie jest czymś dla mnie.
C: Truskawki.
D: Robiłam kiedyś test internetowy i wyszło mi, że powinnam utożsamiać się z sową. Tylko nie wiem dlaczego.
E: Książki. Zdecydowanie.
F: W tym momencie? Wydaje mi się, że całkiem dobry, nie mam powodu do narzekania.
G: W ciepłym domu ^^

Yelena:
A: Szczerość, szacunek, wierność, zrozumienie, akceptację.
B: Bardzo. Mam ich w mieszkaniu mnóstwo. Małe, duże, kolorowe, wzorzyste, gładkie...
C: Poziomki i truskawki. Po co wybierać?
D: Sama nie wiem. Z kotem?
E: Książki. Filmy zawsze wiele spłycają.
F: Ani dobry, ani zły. Ot, normalny.
G: W domu. Szczegóły zostawmy w spokoju.
Bucky:
A: Lojalność. Dystans. Bezinteresowność.
B: Nie.
C: Nie wiem. Nie pamiętam ich smaku.
D: Nie mam pojęcia.
E: Książki. Chyba.
F: Przewspaniały.
G: Naprawdę sądzisz, że od tak powiem, gdzie jestem? Dobre sobie.

Rakshasha M.

Z chęcią zatem poczekam na więcej takich "akcji" i dowiem się więcej ^^ Widziałam też, że już dodałaś #21 - rany, N, wen Ci chyba ostatnio dopisuje, gratuluję! Nadrobię, gdy tylko ogarnę mózg, bo póki co on nie ogarnia przez chorobę.
Odnośnie linka to czuję się trochę skołowana i nie bardzo wiem, o co chodzi - takie rpg trochę? Wybieramy postać, wcielamy się w nią i piszemy między sobą, między blogami? Musiałabym poznać szczegóły. Trochę bawiłam się w coś podobnego na blogach grupowych, jednak wcielanie się w konkretną postać... nie wiem, czy podołam, mówiąc szczerze xd Aczkolwiek zaintrygowałaś mnie ;p
/Postanowiłam dodawać jedną notkę tygodniowo i póki co udaje mi się dotrzymywać terminów. #22 jest już skończone, jestem w połowie pisania #23 i mam już rozpisany plan #24, więc jest dobrze. Mój wen w końcu wrócił z wakacji i postanowił wziąć się do roboty.
/Tak, chodzi właśnie o coś w stylu RPG. Możesz wybrać postać kanoniczną, możesz wybrać OC. A przynajmniej tak sądzę, bo to nie ja za to odpowiadam, a Red Hood, którego możesz pytać o wszystko na jego blogu, najlepiej tutaj - klik.

Mad Aleks

Bucky: Mam do ciebie pewne pytanie. Gdybyś (tak całkiem hipotetycznie) musiał zatrzymać odlatujący śmigłowiec przy pomocy samej siły mięśni, dałbyś radę to zrobić? Albo czy Steve dałby radę? Tak całkiem hipotetycznie. Drobna pomoc wizualna [link].
 Przyznaję, że jeszcze nie zdarzyło mi się rzucać śmigłowcem, ale dobra, pomyślmy. Nie znam dokładnego progu swojej siły, ale wiem, że jestem w stanie unieść około dwóch ton, a gdyby było to konieczne, dałbym radę nawet z ponad trzema. Wiem też, że moje mięśnie, ścięgna i kości są znacznie bardziej wytrzymałe, a więzadła są niemal nierozerwalne. To ważne. Patrząc na pomoc wizualną, ten śmigłowiec to bodajże Bell 429. Waży około tony, jego maksymalne obciążenie wewnętrzne to jakieś dwie tony, zewnętrzne jest kilkukrotnie większe, a jego maksymalna prędkość to jakieś 250 km/h. Jego średnie przyśpieszenie podczas pionowego startu to jakieś 1,5 do 2,5 m/s, nie jestem teraz pewny. To wszystko też jest ważne. 
 Ponownie odniosę się do pomocy wizualnej. W tym przypadku obciążenie zewnętrzne jest nieważne, liczy się tylko waga śmigłowca i obciążenie wewnętrzne, które zależne jest od załadunku i ilości przebywających w nim osób. Temperatura powietrza wydaje się być dodatnia, wiatr słaby, czyli warunki są sprzyjające. Ale to nadal nabierający prędkości, kilkutonowy, cholerny śmigłowiec. Nie będę czarował, nie miałbym szans przyciągnąć go do siebie, a tym bardziej ściągnąć w dół. Ale trzymając śmigłowiec tylko z jednej strony przez odpowiednio długi czas, co już byłbym wstanie zrobić, mógłbym utrudnić prace pilotowi na tyle, że nie utrzymanie pionu byłoby niemożliwe i mogłoby to doprowadzić do rozbicia maszyny. Więc hipotetycznie tak, dałbym radę to zrobić. A skoro ja dałbym radę, Rogers także.

14 stycznia 2016

Anonimowy

[link] Wspaniałe, prawda :D? 
Harrison Ford jako "stary" Bucky i Ventolin wykonana równie wspaniale co Neytiri? Oglądałabym i to z chęcią. 
I jeszcze ten piękny kadłub statku w kształcie latającego, kamiennego... wibratora ze skrzydłami?

13 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Fury, jak leci? Czym się zajmujesz? I jak widzisz ten cały zgiełk, który się tworzy wokół osób obdarzonych mocami?
/Aktualnie pracuję nad... pewnym projektem, który w przyszłości znacznie mógłby usprawnić nasze działania. Nie będzie to nic tak głośnego i znanego jak Inicjatywa Avengers, ale może okazać się równie skuteczne. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, może uda nam się posprzątać cały ten burdel. Póki co, nie mogę zrobić wiele. Jednak mam sytuację na oku.
Yelena, dlatego mówię o delikatnym przymuszaniu. Największy problem w tym, że dość inteligentna z niego bestia i możliwe, że faktycznie by coś wyczuł, a później śmiertelnie się obraził.
W czerwonym będzie mu dobrze. Na pewno będzie. Ten widok wypaliłby się trwale pod powiekami. Faktycznie, niech lepiej nie podąża za modą. Chociaż chyba jeszcze się gdzieniegdzie utrzymuje moda "na drwala". To by było dopiero ciekawe.
/Bucky-Bae miewa humory jak nastolatka, której właśnie buzują hormony, więc jego obraza byłaby bardzo efektowna. Zwłaszcza, że ma tendencję do snucia czarnych scenariuszy i przeróżnych teorii, więc najpewniej dorobiłby sobie do tego niezłą intrygę.
/Nie raz mówiłam mu, że gdy nie wychodzi z mieszkania, nie musi kierować się w wyborze ubrań tym, jak bardzo pozwolą mu się one wtopić w tłum, ale on chyba po prostu lubi źle wyglądać. Ale skoro tak jest mu dobrze, proszę bardzo. Nie zmuszę go przecież do zmiany, nie podmienię ubrań, ani nie wciągnę mu siłą czerwonej koszulki przez głowę.
James, no dobra, ale stopień regeneracji jest porównywalny w stosunku do reszty ciała. Jak bodajże mówiłam, trzeba by tęższego umysłu do rozwikłania tej zagadki.
No już się nie obrażaj. Nie miałam niczego złego na myśli i nie robiłam z ciebie idioty, przynajmniej nie celowo. Czyli po prostu nie skojarzyłeś, że właśnie o to chodzi, tak? I wybaczam. W jaki więc sposób wpadłeś na taką zależność, że im bardziej zmuszasz tym jest lepiej? No i w jaki sposób zmuszasz?
/Co mi wybaczasz? Bo przyznaję, teraz to trochę się pogubiłem i nie wiem, czy mam czuć się winny. I z jakiego powodu. Zazwyczaj wiem za co mam się kajać, więc nie ma problemu, ale teraz jestem trochę zagubiony. 
/"Zmuszanie" to jednak dość kiepskie określenie i "ćwiczenie" albo "trenowanie" byłyby chyba jednak lepsze, ale to jednak nic istotnego, nieważne. I nie robię niczego szczególnego. Po prostu staram się koncentrować tylko na jednej rzeczy, nie rozpraszać się, mniej stresować i nie wściekać za każdym razem, gdy nie mogę sobie czegoś przypomnieć. Uczę się na pamięć różnych rzeczy, czasem nawet zupełnie bzdurnych, rachuję w pamięci, uczę się grać w gry logiczne i jak na starca przystało, rozwiązuję krzyżówki. Ponoć pomagają też węglowodany, magnez i kwas foliowy. Może to nic takiego, ale widzę po sobie, że jest lepiej.