10 czerwca 2016

O.

Zawsze trzeba poudawać niewiniątko, nie wiesz? :D
Za takie lądowanie na kolanach jestem w stanie sama dziękować xD haha albo chociaż kupić poduszkę, by nie było śladów, choć te mógłby ucałować Steve! W końcu oznaką tego, że drugie ciało się starało dla jego przyjemności :D (i mam nadzieję, że pewna część jest do przełknięcia, serum aż tak zajebiste nie może być xD)
W sumie to nie musiało Ci się zgadzać z filmem, ale to tylko Twoja wola ;D Jakaś ciekawostka co się różniło? 
/Serum wyciągnęło Steve'a o prawie trzydzieści centymetrów, dodało mu z siedemdziesiąt kilo (z czego większość to mięśnie), więc powiem tylko - Bucky, przykro mi, chłopie :P. Ale w końcu to Steve, więc nie ma mowy, by zrobił coś, co byłoby niekomfortowe dla pana B. Chyba, że ten sam by o to poprosił. A to możliwe, zważywszy na marzenia, które snuł w "Przytuleniu". No ale to nie miejsce na rozważanie ich fetyszty ')
/Powiem tak - z jakieś 3/4 zaplanowanej fabuły poszło do kosza albo zostało inaczej rozłożone w czasie, więc można powiedzieć, że różni się bardzo wiele.
D: O, dlaczego nim byłeś? Łatwa kasa?
/Lubiłem tę pracę, zarabiałem nie tak źle, objechałem spory kawał świata, poznałem wiele urodziwych dam, a tę najurodziwszą porwałem przed ołtarz. 
S: Nie bądź niemiły dla podwładnego.. Normalnie jak ty chcesz ludzi do siebie przekonać? Zamieniasz się w stertę mięśni bez całej reszty? ;p
/Dla podwładnego? Nie mam podwładnych, a dogryzam po prostu Bucky'emu, który wcale nie jest lepszy. Ten baran potrafi być jak prawdziwy wrzód na wiadomej części ciała. 
B:Nawet jeśli będziesz mieć błotko na twarzy to tylko lepiej dla ciebie, kąpiel błotna dobra jest dla cery.
/I tak jestem najprzystojniejszy z nich wszystkich, więc żadne kąpiele mi niepotrzebne, ma'am.

O.

Dobra, moja wina, biorę to na klatę xD
Racja, lepiej zacząć publikować jak ma się jakiś zapas tekstu - jest wtedy możliwość ustalenia jakiś terminów ;) No i mniejszy stres, że nie masz nic już a tu goni data xD 
No właśnie! Jak coś to nakręcimy same własną wersję ;D
/No i widzisz, nie można było tak od razu :P? I teraz napiszę ci coś zabawnego - mam już 1 264 słowa miniaturki, a chłopcy nawet nie zdążyli jeszcze ze sobą porozmawiać, o innych rzeczach nawet nie wspominając. Ale mamy za to wywody Bucky'ego pt."A kiedy jego [Steve'a] ciało wreszcie zaczęło być godne jego charakteru, Bucky nie wiedział czy ma dziękować Bogu na kolanach, czy jednak go przeklinać. Cóż, w końcu ani nie stał się bluźniercą, ani kimś, kogo można by uznać za fanatyka przez wzgląd na zdecydowanie zbyt częste modlitwy dziękczynne, ale na kolanach wylądował. Och, wylądował.".
/Jeśli chodzi o notki na bloga - tych miałam w zapasie, ale zapas kończy mi się wraz z #41. Wszystko przez to, że część musiałam wyrzucić, bo nie zgadzałby się fabularnie z końcówką CW i dlatego jestem do tyłu. Miniaturek na bloga nie mogłam mieć w zapasie, bo nawet nie wiedziałam o czym będę pisać. Dlatego nie podaję żadnych konkretnych terminów, bo wiem, że i tak pewnie bym ich nie dotrzymała.

/Lepiej zrobić film animowany, może dzieciaki byłyby bardziej zaciekawione :P
I dzieci będziecie mieć, co by Twoje nazwisko mogło pójść dalej w świat. 
Bucky:
/Och nie, Dugan miałby się rozmnożyć? Boże, mniej nas w opiece, tego będzie więcej.

Dum Dum:
/Boże, mniej mnie w opiece, bo na tym świecie zaraz będzie jednego durnia mniej. Byłem siłaczem, więc jak go zdzielę, złamie się w pół.
S,B: A to nie podzielicie się śpiworem, a jak będzie padać deszcz? Kuchenka jest nie ważna! Ważne jest przeżycie :D
Bucky:
/Dzielić śpiworem? Z nim? Jeszcze czego. Poza tym, ostatnio był taki chętny, by oddać mi koc, więc teraz z wielką chęcią go wezmę. Kurtkę też bym wziął, ale jeszcze się w niej utopię.

Steve:
/Bardzo zabawne, Bucky, bardzo.

Bucky:
/A żebyś wiedział, że bardzo. A jeszcze bardziej będzie wtedy, gdy natura zagwarantuje ci świeży, zimny prysznic.

Steve:
/Wyciągnąłem cię z namiotu w zaspę. Naprawdę sądzisz, że nie natarłbym cię błotem? 

Astrid Löfgren

N, nie pozwól jej zniszczyć włosów farbą! No chyba, że Winnie podzieliłby się swoim sposobem na utrzymanie ich w dobrej kondycji. Obawiam się, że przefarbowanie włosów to byłoby zdecydowanie za mało na przerwanie klątwy.
Odważnie. Kiedyś z koleżankami z roku postanowiłyśmy zrobić genogram – coś jak drzewo genealogiczne – Forresterów z „Mody…”. Matko, to było tak okropne doświadczenie, że nawet do połowy nie doszłyśmy. A robiłyśmy w piątkę albo szóstkę. Ale alkohol zdecydowanie powinien pomóc. Także powodzenia, miłego weekendu i czekam na wrażenia!
Oj tam, raz się zdarzyło. Dobrze, że nie dał jej klapsa z tej zazdrości o nagrodę, wtedy dopiero by się na własnej skórze przekonał, kogo wziął na wychowanie. Odechciałoby mu się tacierzyństwa.
/Czego biedny Bucky by nie zrobił, i tak będzie źle. A tajemnicą pięknych włosów i tak się nie podzieli, egoista jeden. 
/Poszperałam w google i stwierdziłam, że drzewko z OUaT wcale nie jest aż tak skomplikowane (np. klik). Ale znalazłam też takie z X-menów - klik. I tutaj z połapaniem się jest już o wiele trudniej. Z "Mody..." bałam się nawet szukać.
/Bucky'ego trzeba podziwiać, bo niejeden na jego miejscu już by nie wytrzymał i rzucił to wszystko w diabły. I nie mam tutaj na myśli tylko Kobik, ale także resztę tej gromady, którą Bucky próbuje jakoś dowodzić. A że obiecano nam niezłą dramę na linii Bucky-Steve, biedak będzie musiał pewnie jakoś przemówić Rogersowi do rozsądku i wytłumaczyć mu, że jest idiotą, nie agentem Hydry. 
A teraz powzdychajmy nad pięknem jego fryzury:
Cóż, chociaż nie wygląda już jak ofiara operacji plastycznych. Jakiś plus.
Steve, chyba często się was tak nazywa. To tylko dowód na to, jak bardzo jesteście ze sobą zżyci. Chciałabym kiedyś móc mówić o kimś tak, jak ty wypowiadasz się o Bucky’m.
Mówisz o Peggy? Ugh, chyba uderzyłeś w złą strunę, że aż Buck się wycofał. Cóż, sytuacja nie jest zbyt zachęcająca do budowania głębszych relacji, ale zawsze można życzyć ci powodzenia. 
/Najbardziej upodobali to sobie Dugan z Moritą. Lubią nam tak dogryzać, ale chyba zniechęca ich to, że nieszczególnie nas to obraża. Bucky to jeszcze często podchwytuje temat, nie zważając na to, że sam siebie "obraża". Ale cóż, ważny jest dystans do siebie.
/Tak, mówię o Peggy... agentce Carter, znaczy. Doskonalę zdaję sobie sprawę z tego, że to nie czas i miejsce na nawiązywanie... głębszych relacji, ale zawsze można spróbować za jakiś czas, prawda? Jestem cierpliwym człowiekiem, poczekam tyle, ile będzie trzeba. 
/A Bucky? Jego pierwsza rozmowa z Gail Richards była najbardziej żenującą rzeczą jaką widziałem. Słowa nie potrafił wykrztusić, tak się jąkał.
Bucky, każdy medal ma dwie strony, niestety. Ale przynajmniej dobre jest w tym wszystkim to, że macie jednak siebie nawzajem na oku. Gdyby nie to, pewnie obaj umieralibyście ze strachu, co dzieje się z tym drugim. A ty już szczególnie, bo nie da się ukryć, że jesteś bardzo opiekuńczy.
/I tak prawie umieram, ma'am, bo boję się, że kiedyś kogoś przeoczę, że nie zareaguję zbyt szybko, że chybię. Żeby ten idiota chociaż używał broni, którą nosi przy sobie chyba tylko dla ozdoby. Macha tylko tą tarczą, albo jeszcze lepiej - rzuca nią gdzieś, więc przez chwilę jest niemal bezbronny. Gdyby siedział w domu, nie byłoby takiego problemu, bo dziewczyny miałyby na niego oko. A tak martwią się nie tylko o mnie, ale też o niego. Aż nie chcę wiedzieć jak zareagowała moja ma, kiedy dowiedziała się co nawywijał. Oberwie mu się za to. I bardzo dobrze, bo zasłużył.

O.

Ja nikogo do niczego nie zmuszam, zawsze miałaś możliwość powiedzenia "nie" xD
Btw, śnił mi się pocałunek Capa i Bucky'ego w postaci Evansa i Stana xD
Ale tym co piszesz do szuflady też się z nami możesz podzielić xD To mam nadzieję, że jesteś zadowolona z tego co napisałaś xD 
I byłoby kolejne nawiązanie do Disney'a xD Księżniczki mają moc! xD
/Jasne, jasne. Wszyscy tak mówią, a potem co :P!
/To, co bazgrolę do szuflady jest moim OA, które powstaje między pisaniem notek na bloga i miniaturek. Na te drugie mam mniej czasu niż przedtem, więc czasem się nie wyrabiam (m.in. dlatego tak męczę to Stucky i męczę, bo piszę je po kawałku), więc autorskiego tworu nie tknęłam już od dawna. A jeśli bym je opublikowała, musiałabym się trzymać terminów. A nowa miniaturka pojawi się albo w weekend, albo na początku następnego tygodnia.

/Nawet bez tego moją ulubioną księżniczką Disneya jest Bucky Barnes. Już trzy filmy zostały poświęcone na to, żeby nasz żołnierzyk mógł w ratować go z tarapatów. 
D: A po wojnie co zamierzasz? 
/Wrócę do domu, do żonki, znajdę jakąś normalną pracę, a potem jakoś to będzie. Miejmy nadzieję.
B,S: Wróćmy może do trybu starego, dobrego małżeństwa. Nie powinnam was sprowadzać do parteru.
Bucky:
/Och, dziękuję za takie małżeństwo. Z pracy trzeba było gnać do domu, bo to beztalencie samo nie potrafiło nawet zrobić obiadu.

Steve:
/Nawet nie pozwalałeś mi się zbliżać do kuchenki

Bucky:
/Bo najpewniej skończyłoby się to tym, że byś ją spalił. Razem z połową kamienicy.

Steve:
/Tak jak tobie raz się prawie udało?

Bucky:
/Koniec. Dziś śpisz poza namiotem.

ASTRID LÖFGREN

N, tylko dziewczyny nie wybierz mu rudej, bo będzie wiał z krzykiem zanim kandydatka zdąży się odezwać!
To Regina, więc wolno jej być prababką swojego syna. Może nawet swoją własną wnuczką, albo własną babką. Kto bogatemu i umagicznionemu zabroni? Lepiej się nie zagłębiać w te wszystkie rodzinne konotacje. To się cieszę, że nie jestem sama.
Przez Winniego można nabawić się kompleksów. Super tatuś, nienaganna fryzura, taki troskliwy – no ideał. 
/Jeśli o to chodzi... Ale wiesz, zawsze są farby do włosów, prawda :P? I aż boję się przyznać, że sama jestem naturalnie ruda. Biedy Bucky, normalnie jakieś fatum na nim ciąży. Może powinien przefarbować się na ten kolor, a klątwa minie?
/Właśnie znalazłam sobie zajęcie na najbliższy wolny weekend - rozrysuję drzewo genealogiczne głównych bohaterów OUaT! Kupię największy z dostępnych brystoli, będę pisać drobnym druczkiem, zaopatrzę się w jakiś mocny alkohol, bo na trzeźwo nie da się tego pojąć, a potem podzielę się wrażeniami. 
/Mamy kolejne talenty do dopisania na listę! Ale nie jest jednak wcale taki super, bo kilka plansz wcześniej krzyczał na Kobik. No nie rozumiem go, naprawdę. Karla zaproponowała grę, którą Kobik wygrała, a ten każe jej oddać nagrodę! Co z tego, że to wyrwany z czyich wnętrzności kamień. Wygrana to wygrana, a ten wstręciuch tego nie rozumie. 
Steve, nie zapowiada się, żeby coś w tych kwestiach się zmieniło. Czasami naprawdę przypominacie stare, dobre małżeństwo.
Mogę zapytać jakich rzeczy? 
/Ja i Buck znamy się od czternastu lat, zdecydowaną większość tego czasu spędziliśmy nie rozstając się na dłużej niż kilka godzin, przez trzy lata mieszkaliśmy razem, teraz praktycznie też tak jest, więc nie dziwię się ani nie obrażam, gdy ktoś nazwie nas "starym, dobrym małżeństwem". Śmieję się tylko z tego, że coś w tym jest.
/Można powiedzieć, że... Chyba spotkałem odpowiednią kobietę i mam nadzieję, że może uda mi się... 

Bucky:
/... Coś z tym zrobić, zanim stuknie mi setka?

Steve:
/Przypomnieć ci jak wyglądały twoje pierwsze "rozmowy" z Gail Richards, Barnes?
/Ale tak, ma trochę racji. Zbyt długo zwlekam.
Bucky, jaki jest główny powód, albo powody, przez które jednak masz mu to trochę za złe?
/Miał bezpiecznie siedzieć w domu, a nie walczyć w pierwszej linii. Teraz biega ubrany w amerykańską flagę, z celem na plecach, którego nie zauważyłby tylko ślepiec, a ja modlę się o to, żeby udało mi się zestrzelić wszystkich, zanim oni zestrzelą jego. I to mam mu za złe. To, że wiecznie się głupio naraża.

8 czerwca 2016

O.

Czym ja Cię Kochanie demoralizuję? Nie rozumiem.. Przecież ja nic nie robię...
xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDd
Dokładnie! Takie: jedna strona chce bronić Steve, druga chce się pozbyć emocji sprzed lat.. xD
WoW! Dajesz Maleńka! Widzisz? Wystarczyła drobna zmiana i patrz jak kliknęło xD 
To mam chociaż nadzieję, że drama będzie warta przeżywania, a nie że będziemy mówić o tym iż obiecali gruszki na wierzbie xD
/A kto każe mi pisać takie zbereźne rzeczy, co?  Twoja wina, wszystko twoja wina. A przedtem byłam taka grzeczna. Nawet przez myśl nie przechodziły mi takie wstrętne rzeczy! Spaczyłaś mnie kobieto :P!
/Bucky'ego po prostu lepiej czuję i łatwiej jest mi pisać z jego perspektywy. W sumie nic dziwnego, bo wcielam się w niego od ponad roku i tak właściwie przedtem niczego nie pisałam. Notki z tego bloga to mój debiut i przez ten czas piszę niemal wyłącznie z perspektywy pana B., od czasu do czasu przerzucając się na inne postaci, czy bazgroląc coś do szuflady. 

/Muszą w końcu jakoś odwrócić uwagę od durnego pomysłu z Capem w Hydrze, prawda? Może Buckyś go cmoknie i odczaruje klątwę, która kazała mu być Hail Hydra :P?
Haha dobrze im tak! Dokopcie im Panowie!
/Mogę obiecać, że to zrobimy i to z prawdziwą przyjemnością.
 S,B: Miło się na was patrzy, choć wojna trwa wciąz.
Steve:
/Właśnie dlatego tak się zachowujemy. Łatwiej jest wtedy udawać, że wszystko jest jak dawniej.

Bucky:
/I że wcale nie możemy zginąć w każdej chwili.
 

Astrid Löfgren

N, nie przejmuj się, też nie miałam o tym pojęcia, dopóki nie zaczęłam szperać.
Trochę zrobiła się z tego „Moda na sukces”, każdy z każdym się zna, każdy każdemu coś ma za złe, każdy każdego chce przechytrzyć, i nagle okazuje się, że ktoś nie jest tym, kim od początku był, ale potem jednak wraca na swoje miejsce. Meridy jako matki Rumpelsztyka bym nie zdzierżyła i podziękowałabym już serialowi. Chociaż i tak jak dla mnie Merida jest tylko jedna i jakoś w OUaT nie przypadła mi do gustu.
Ale tylko w świetle nocnej lampki. A najlepiej w świetle zachodzącego słońca, tak dla większego dramatyzmu. I romantyzmu w sumie też. Albo w świetle księżyca! 
/Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam kolor włosów Priscilli, nie mogłam powstrzymać parsknięcia. Teraz rude już zawsze będą kojarzyć mi się z Bucky'm i jego pechem życiowym.
/Raz próbowałam wytłumaczyć komuś powiązania rodzinę Charmingów, ale się poddałam. Regina jako macocha Śnieżki, ale jednocześnie przybrana matka syna córki Śnieżki, jednocześnie była uczennica dziadka syna córki Śnieżki, który jednocześnie miał coś na kształt romansu z jej matką, która z kolei... itd. itp. To zbyt wiele. A spróbuj dopiero to rozrysować! I muszę przyznać, że mi także Merida jakoś nie przypadła do gustu, a odcinek, w którym była główną bohaterką, oglądałam tylko dla Ruby.
/Samotna, kryształowa łza, w której odbijałoby się światło księżyca to musiałoby być coś, dla czego Steve gotów byłby porzucić Hydrę, by bohaterskim zetrzeć ją z bladego lica pięknowłosego Bucky'ego. 
+ kolejny aww - klik
Dugan, jak duże jest to coś? Jakieś przypuszczenia w końcu musicie mieć. 
/To jeszcze staramy się ustalić. Nie możemy pójść tam w ciemno, mając nadzieję, że jakoś to będzie, konieczne jest szczegółowe rozpoznanie i jak najświeższe informacje. 
/Nawet Stark nie jest wstanie do końca pojąć tego, na czym opiera się część arsenału Hydry. A skoro on ma z tym problem, zapewne nasze przypuszczenia nie są nawet bliskie prawdy.
Steve, taka przyjacielska symbioza jak wasza jest raczej rzadko spotykana. Czasami ludzie lubią od siebie dłuższy czas odpocząć, nawet najlepsi przyjaciele, rodzina, i powiedziałabym wręcz, że to całkiem zdrowe, a u was przyjaźń funkcjonuje na tak świetnych zasadach, że aż czasami zazdroszczę. A jak widzisz przyszłość? 
/Kto wie, może z czasem i my nie będziemy potrafili już na siebie patrzeć, więc potrzebna będzie nam chwila odpoczynku? Na tę chwilę jednak tego nie potrzebujemy, a przynajmniej tak uważam i sądzę, że nie tylko ja. Lubimy spędzać czas w swoim towarzystwie i to, że ten drugi zawsze jest obok, jest czymś normalnym. 
/Nie snuję teraz planów, które sięgałyby w daleką przyszłość, ponieważ wiem, że życie może wszystko zweryfikować. Mogę mieć tylko nadzieję, że uda mi się wrócić do domu w jednym kawałku i... zrobić kilka innych rzeczy.
Bucky, pytanie czy te jego pomysły naprawdę są głupie. Przyzwyczaiłeś się już, że dopiął swego odnośnie wojska, czy dalej masz mu to trochę za złe, o ile można tak to nazwać?
/Zadzieranie z osiłkiem, kiedy ma się astmę, kołatanie serca i pięćdziesiąt kilogramów, jest głupim pomysłem. Skakanie z samolotu nad bazą wroga jest głupim pomysłem. Samotny szturm na wyżej wymienioną bazę jest głupim pomysłem. Zaliczyłbym do tego także ochocze przystąpienie na propozycję zostania rządowym królikiem doświadczalnym, ale chociaż lista jego chorób zmniejszyła się z kilku stron do zera, więc może akurat to nie był aż tak głupi pomysł. Ale muszę przyznać, ma'am, że jednak czasem wciąż mam mu trochę za złe, że mnie nie posłuchał.

O.

To sem starsza, powinnam się martwić o Twoją psychikę xD
Poszukałam, ale znalazłam coś co simsami nie jest: https://secure.static.tumblr.com/9b6d589a8e4088e77dbead607c837393/ssldhbv/PoNo182xl/tumblr_static_tumblr_static_filename_640.png nie chciałabyś do tego dodać historii? ;D
To spróbuj bezpośredniego Barnesa xD
/O, właśnie. A wiecznie mnie tylko demoralizujesz ;)! 
/Okej, dopisuję do listy i może wykorzystam przy "Przeszłość i przyszłość mieszają w teraźniejszości", bo dałoby się to zgrabnie połączyć.
/Akurat próbuję. Jakieś dwadzieścia minut temu nad tym przysiadłam i mam już dwieście dwadzieścia jeden słów, więc idzie mi to znacznie szybciej i zgrabniej niż ze Steve'm. 

+ Przy T-Boltsach #2 pojawił się mail odnośnie cmoka Bucky'ego i Steve'a - klik
Może on właśnie temu, że gada to trafia do celu? 
/Raczej dzięki temu, że zawsze trafia do celu, pozwala sobie na gadanie. Nawet nie do końca skoncentrowany i tak jest w tym lepszy niż my wszyscy razem wzięci. Jim potrafi postrzelić szwabusa w tyłek nawet z półtorej mili. 
S:Już bardziej z miłością nie da się patrzeć
B: Haha zastrzyki tam, gdzie słońce nie dochodzi?
Steve:
/Och, da się. Wystarczy spojrzeć na sposób, w jaki Bucky spogląda w lustro.

Bucky:
/Może chociaż to by mu pomogło, bo niestety, ale już za późno, by leczyć go na głowę. Zresztą o czym ja mówię? Tam jest tylko pustka, prawda, Steven?

O.

To jaki jesteś rocznik jeśli można wiedzieć i to nie wybiega poza granice xD
Ja tylko słyszałam o paleniu simów, ale nie powiem.. Mogłabyś się tam powyżywać xD A może i ja zacznę grać, by mieć rodzinkę Stucky? xD
W sensie nie czujesz ich? A dobrze Ci idzie jeśli chodzi o aski czy o notatki Bucky'ego, wiesz zawsze możesz opisywać z jego punktu, ale nie w pierwszoosobowej narracji xD
To może i Dead wypięknieje jak dzieciaka dostanie? xD
/Nie słyszałaś, że kobiet się o wiek nie pyta :P Tak się złożyło, że miałam dziesięć lat, kiedy TS2 miało premierę. Wirtualny domek dla lalek wydawał mi się wtedy świetną sprawą.
/Patrząc na to, co powyskakiwało mi w google, nie byłabyś jedyna :P Tylko większość Stucky pochodzi z TS3. Ponoć kiedy pościągasz z neta kilka ulepszeń w postaci tekstur czy włosów, mogą tam powstać nawet takie cuda. Znaleźć jeszcze Steve'a i zabrać się za miksowanie genów. 
/Jest jednak różnica między notką Bucky'ego i jego postawą pt."Steve, nienawidzę cię, ale jednak tak nie jest", a miniaturką i postawą Bucky'ego pt."Och, Steeeveee..." :P. Ale może problem tkwi w tym, że wybrałam opisywanie tego z perspektywy Steve'a. Może faktycznie lepiej będzie, jeśli to zmienię. Przynajmniej nie będę się głowić, czy taki lub inny zwrot nie byłby zbyt "odważny" jak na Rogersa. Bo Bucky "Jeśli czekałbym na twoją inicjatywę, zdążyłaby mi stuknąć setka, Steve" Barnes to jednak Bucky.
/Patrząc na tego dzieciaka, aż dziw, że Bucky jeszcze nie posiwiał, a potem nie wyłysiał :P
Ale przynajmniej nie macie co narzekać na nudę.. Zawsze coś się dzieje! 
/Jesteśmy na wojnie, jeśli na coś narzekamy, zdecydowanie to nie nuda tym jest. Prędzej fakt, że ktoś nieustannie trajkocze, kiedy próbuję skupić się na strzelaniu. Nie każdy jest super-żołnierzem. Albo Jimem, który jakimś cudem łączy swoje gadulstwo z trafianiem wprost do celu.
B: Jakbyś wybrał kamienie to byś musiał się zabawić w pielęgniareczkę.
S: Właśnie! Okropny z Ciebie kłamczuszek! 
Bucky:
/Och, mógłbym. Wspaniały pomysł, ma'am. Kilka zastrzyków byłoby bardzo pomocnych na te okropne dolegliwości, których przysporzyłoby mu uderzenie kamieniem.

Steve:
/Dzięki, Buck. Zawsze można na ciebie liczyć.
/I wcale nie jestem okropnym kłamcą. Potrafię kłamać.

Bucky:
/Nie, nie potrafisz. Zdecydowanie nie.

ASTRID LÖFGREN

N, wszystkie bajkowe lokacje były cudownie bolesne <3 Ale i tak najbardziej zapadły mi w pamięć skoki do kapelusza. Zupełnie ci się nie dziwię. Mnie te wszystkie zwroty zaczęły zwyczajnie męczyć. Rozgryzanie fabuły i motywacji bohaterów z takiego „Hannibala” na przykład było prostsze.
W sumie gdyby nie spin-off „OUaT in Wonderland” to można by przypuszczać, że była córką Alicji. Też bym się za to nie obraziła.
Może to dlatego, że pozostał po prostu Jeffersonem. Wiesz, wszystko pamiętał, wiedział kim jest, więc nie kłopotał się stwarzaniem sobie nazwiska na potrzeby na przykład urzędniczej papierologii.
Tarzanie się po ziemi z płaczem i krzykiem też? :P Rogers od razu by zmądrzał. Nie wytrzymałby tego cierpienia. 
/Wszystkie były wspaniałe, ale Krainę Czarów uważam za najwspanialszą <3 O ile taka Nibylandia składała się z plastikowych roślin, o tyle Kraina Czarów wyglądała jak lokacja z kiepskiej gry komputerowej. I właśnie zorientowałam się, że cała historia z Priscillą jest już opisana na wiki OUaT. Pozostawmy moje ogarnięcie bez komentarza, proszę. 
/W OUaT irytuje mnie czasem to poplątanie i zagmatwanie wszystkich wątków, przez fakt, że tam każda nowo wprowadzona postać musi, po prostu musi mieć jakąś wspólną przeszłość ze znanymi bohaterami. Pamiętam plotkę, która narodziła się po ogłoszeniu tego, że Merida pojawi się w serialu - że ponoć miała być matką Rumpla. Na całe szczęście okazało się być inaczej, ale wcale by mnie to nie zdziwiło.
/Tarzanie się może nie byłoby konieczne, bo Steve złamałby się na sam widok szlochu. A może wystarczyłby dramatyczny wzrok i ta jedna, samotna, kryształowa łza spływająca po policzku?
Dugan, coś nadzwyczajnego, czyli co konkretnie masz na myśli? 
/Nadzwyczajną akcję. Coś większego od tego, z czym zazwyczaj mamy do czynienia. Będziemy musieli zmierzyć się ze znacznie większym oddziałem, mając nadzieję, że oddelegowani przez pułkownika Phillipsa ludzie dadzą radę i wrócą o własnych siłach. My jesteśmy już wyjadaczami, ale nowicjusze nawet nie wiedzą z czym mają się mierzyć. Nie ukrywając, my też tak naprawdę tego nie wiemy.
Steve, do końca życia chciałbyś mieć go obok, bardzo blisko? Nawet wtedy, gdy zaplanujecie założyć rodziny? 
/Bucky jest nie tylko moim przyjacielem, ale jest też dla mnie jak rodzina. Przez ostatnie lata stał się najbliższą mi osobą i jakoś nie potrafię patrzeć w przyszłość z myślą, że może nie być go w pobliżu. Bucky niemal zawsze był obok, a kiedy z jakiegoś powodu go nie ma... czegoś nieustannie brakuje.
Bucky, na pewno wiele sobie z tych gróźb robi. A jak cię tak bardzo denerwuje to jak się zachowujesz, jak reagujesz?
/Oczywiście, że się nimi nie przejmuje, ponieważ wie, że to tylko puste słowa, groźby bez pokrycia. Nawet jeśli naprawdę mnie zdenerwuje - a dawniej robił to nieustannie, wiecznie wplątując się w bójki, albo nie odpuszczając w kwestii zaciągnięcia się - staram się na nim nie wyżywać, ponieważ do niczego to nie doprowadzi. Lepiej najpierw się uspokoić, a potem starać się porozmawiać. I wybić mu głupie pomysły z głowy.