A, proszę bardzo, częstuj się linczkiem: [link]
A tak, to bieganie po lotnisku rozbiło mnie bardzo. Mam wrażenie, że ja już biegam szybciej. Za drugim oglądaniem wyszukiwałam Winniego i Capa w dalszych planach, jak przemykają gdzieś tam z tyłu, niczym uczniowie Różowej Pantery. Trochę beka Ci powiem./Dziękuję, później sobie zerknę. Może się dowiem, czym jest ta wspaniała, lecząca książka ;P
W ogóle dowiedziałam się, dlaczego wyraz Twarzy Bucka jest taki gorzko-słodki przy reakcji na pocałunek Steva z Sharon (który dla mnie był tak bardzo awakard, ta cisza, brak soundtracku, zero chemii między nimi). Okazuje się, że im reżyser nie pozwolił, a aktorzy trochę sami uważali, że to żenujące i mieli bekę, nie mogli się uspokoić. Więc reakcja była jaka była bo ich opierdzielili scenarzyści i reszta ekipy rządzącej.
Nie wspominając już o tym, że przy IQ Starka, jego reakcja na to, że Buck zabił jego rodziców, jako Zimowy Żołnierz, była nader nieadekwatna, a całe Civil War powinno dotyczyć Sokovia Accords, a nie "bijemy się o Winniego na lotnisku". Oczekiwałam wojny chociaż na 20% jak w komiksach.
/Wiesz, może chcieli wyglądać bardziej majestatycznie podczas biegu i dlatego uciekali w zwolnionym tempie? W końcu włosy Bucky'ego tak pięknie powiewają na wietrze, że aż nie sposób nie wykorzystać tego w walce. Może chciał olśnić Panterę ich blaskiem?
/Słyszałam o tym, że ponoć i Stan, i Mackie próbowali improwizować, ale jakoś się w to nie zagłębiałam. Choć chyba rozmowa po zgarnięciu wpierniczu od Pająka też jest ich pomysłem. A pocałunek Steve'a i Sharon zwyczajnie mnie boli. Bo potencjał Carterówny został całkowicie zmarnowany i sprowadzono ją do roli obiektu westchnień Steve'a.
/CA:CW mnie rozczarowało i to głównie przez takie, nie inne przedstawienie konfliktu i powodów, które go niego doprowadziły. Kolejny zmarnowany potencjał. A reakcja Tony'ego jest raczej zrozumiała. Facet od dawna był w rozsypce, a tu nagle dowiaduje się, że jego rodzice nie zginęli w wypadku, a zostali brutalnie zamordowani (co widzi na własne oczy), a facet, którego uważał za bohatera i przyjaciela, od dawna go okłamywał i chronił mordercę, który stoi kilka metrów od niego.
B, S: Oni cię nie doceniają Buck. Zakładam, że słomką z lemoniady byś kogoś zabił. Nadal Ci nie ufają?
No tak, zapomniałam, że to król. Tacy to sobie pożyją, a my szaraczki musimy sobie gotować, odchudzać się... Żeście się całkiem nieźle w życiu ustawili jak na, według prawa , kryminalistów.
B: Proteza też ma baterie słoneczne?Steve:
/Chętnie bym z tego zrezygnował, ale nie wypada odmawiać T'Challi, ponieważ dzięki jego gościnności jesteśmy wolni. Lub żywi, jeśli chodzi o Bucky'ego. To naprawdę wiele znaczy.
Bucky:
/Co do słomki nie jestem pewien, ale z wkładem do długopisu spokojnie dałbym sobie radę. Chyba nawet już to robiłem. A co do zaufania - krok w krok chodzi za mną taka jedna wygolona Amazonka, a jedzenie dostaję już pokrojone, więc odpowiedz sobie sama.
/I nie, proteza nie ma baterii słonecznej. Stara po prostu na mnie pasożytowała, a nowa ma wbudowane też własne zasilanie. Muszę przyznać, jest to wygodniejsze.














