29 października 2016

o.

#1 Hahahahahahahahahahaha idealnie to ujęłaś! A Steve byłby jak baranek i tylko narzekałby Samowi xD
Plus zapomniałam pod notką - albo Sam podświadomie buja się w Bucky'm albo zazdrości Steve'woi związku xD 
#2 Awww tak sielankowo! Brakuje mi jeszcze złotej rybki i Twojego Puszka xD Naprawdę z nich niezła zbieranina <3
Skąd Ci się wziął jamnik? Labrador prędzej by do nich pasował xD No i Bucky może narzekać na pokój Grace, ale i tak pewnie jest jego ulubionym xD
/Czyli w tym wszystkim najbardziej trzeba by współczuć Samowi. Jak zawsze.
/Akurat wątek Sama i Mercedes (aka Misty Knight) w pewnym sensie podkradłam z komiksów, szukając jednej z jego dziewczyn. I nie moja wina, że obściskiwał akurat ją. W komiksach wygląda ona tak, w grze tak, a w MCU tak. Więc prócz ręki zbyt wiele ją (na szczęście) z Bucky'm nie łączy :P

/Ma być sielankowo. W głównej fabule ich dręczę, więc tutaj ich rozpieszczam. No i skąd wiesz, że nie mają złotej rybki :P?
/I cóż, Bucky może zgrywać samca alfa, który krzywi się na jakikolwiek kwiatek czy różowy dodatek, ale to też gość, który z uśmiechem da sobie malować paznokcie, zaplatać włosy w warkoczyki czy robić makijaż. Gdzieś padło nawet takie stwierdzenie - dobry tata pomaluje swojej córce paznokcie, najlepszy tata da jej pomalować swoje. Co z tego, że razem z paznokciem różowe stanie się pół dłoni.
S: Jak się czujesz gdy wracasz do domu? O czym najczęściej wtedy myślisz? I dlaczego macie jamnika? Jakoś ta rasa do was nie pasuje... 
/Przyzwyczailiśmy się już, że bywają tygodnie, w których widzimy się przez kilka minut, mijając się w drzwiach, ale to wszystko i tak nie zmieniło tego, że powrót do domu to wielka ulga. Na misji tęsknotę trzeba odsuwać na bok, nie można się rozpraszać, jednak nieważne czy to dzień, tydzień, czy miesiąc, w końcu i tak to człowieka dopadnie. Dlatego wracając do domu, zawsze czuję się jakbym zrzucał wielki głaz z serca. 
/I cóż, jamnika udało mi się wynegocjować. Bucky chciał chihuahuę, stwierdzając, że skoro ludzie uznają, że najbardziej pasowałby to niego jakiś mocny, groźny pies, on adoptuje takiego, który kojarzy się z kobiecymi torebkami, i którego ubiera się w głupie ubranka. Ubranka pozostały, ale jamnika chociaż trudniej jest przypadkiem zdeptać. Zwłaszcza, że można go przeoczyć, ale zawsze się go usłyszy. 
B: O Ianie nieco wiem, a jak to było z Grace? No i czy to nie jest pięknie mieć połączenie siebie i ukochanego w połączeniu charakteru dziecka?
 Udzielam się w wolontariacie jednego ze szpitali dziecięcych, głównie na oddziale, na którym przebywają dzieci po amputacji. Są też takie, które od urodzenia nie mają rąk czy nóg. I nie ma wielu chętnych, by adoptować takie dziecko. A kiedy zobaczyłem Grace, to było... wiesz, jak miłość od pierwszego wejrzenia, Potem przyprowadziłem ze sobą Steve'a i już nie odpuściliśmy. 
/I dzięki Bogu Ianowi już bliżej do Steve'a, niż do mnie. Oszalelibyśmy, gdyby było odwrotnie.

Rozpoczęcie tygodnia Stucky (29.10-06.11) + notka tematyczna

N: Tydzień zamiast trwać od poniedziałku do niedzieli, trwa od soboty do piątku, ponieważ w następny weekend odpowiedzi pojawiać się będą dopiero wieczorem (przy dobrych wiatrach). Notka jest też pewnym wstępem do miniaturki opartej na wzywaniach "dzieci" i "Steve i Bucky poznają przyszłego zięcia". Notka miała pojawić się jednak najpierw w poniedziałek, dlatego daty się nie zgadzają.

***
Steve serdecznie nie cierpiał długich, dalekich misji, na które czasem wysyłało go SHIELD. Oznaczało to kilka dni z dala od domu, a je Steve znosił wyjątkowo źle. I nie tylko on. Rozłąka nie była dobra dla rodziny, a już zwłaszcza nie dla tak… oryginalnej jak ich. Dlatego wracając do domu zawsze czuł się tak, jakby ktoś zrzucił mu z pleców ogromny ciężar, jakby wreszcie mógł głęboko odetchnąć i rozprostować kości. Wreszcie zrzucić ciężką maskę Kapitana Ameryki, pozostawiając jedynie Steve’a Rogersa.

Potarł zarośnięty policzek, odrywając spojrzenie od mijanych za oknem znajomych zabudowań, i spojrzał na Sama:

— Wejdziesz? Ogarniesz się trochę. — Zlustrował wzrokiem jego wczorajszy wygląd i poobijaną twarz, na co Sam zaśmiał się tylko, kręcąc głową.

— Człowieku, jest trzecia rano i jedyną rzeczą, o której teraz marzę, jest rzucenie się do własnego łóżka.

Steve kiwnął głową, odpinając pas, gdy tylko wjechali na znajomy podjazd.
Uśmiechnął się, widząc ganek ustrojony dyniami, zniczami i sztucznymi pajęczynami porozwieszanymi między podtrzymującymi dach belkami. Na postawionym pod oknem bujanym fotelu siedział podniszczony strach na wróble z dynią zamiast głowy, a do drzwi wejściowych przybity został kościotrup. Żarówki w zewnętrznych lampach zostały wymienione na czarne i czerwone, ale mimo tego dawały wystarczająco dużo światła, by wszystko było doskonale widoczne.
Rozejrzał się jeszcze wokół, dostrzegając, że większość okolicznych domów także została już przystrojona. Najwyższy czas, w końcu już dziś Halloween.

— I właśnie za to lubię przedmieścia — skwitował Sam. — W mieście nie czuć tego klimatu.

— Więc się przeprowadź, droga wolna. Misty byłaby wniebowzięta — dodał, dając mu kuksańca. — Na przedmieściach jest wiele brudów do wyciągnięcia.

— Nie mów o niej twojej gorszej połówce, jasne? Nie da mi żyć. — Wskazał na Steve’a palcem. — Uszami wyobraźni już słyszę to jego „Uwielbiasz mnie tak bardzo, że aż znalazłeś sobie moje lustrzane odbicie” czy coś. Ugh, nie. Wolę odczekać.

Steve zaśmiał się pod nosem, wiedząc, że Sam ma racje. Mercedes była wyjątkowo charakterną kobietą, która – tak jak Bucky – nie lubiła przyznawać się do tego, że nie ma racji.
No i cóż, miała metalową protezę zamiast prawego ramienia. Co było raczej dość istotne w tym porównaniu.

— Niczego nie obiecuję. Wiesz, że jak mnie przyciśnie, wyśpiewam mu wszystko.

Sięgnął za siebie, chwytając swoją tarczę w dłonie.

— Wpadnij jutro — dodał jeszcze, zanim wyszedł z auta.

— Raczej dziś — poprawił go, na co Steve skinął głową, przyznając mu rację, i zamknął przednie drzwi, by otworzyć tyle i ściągnąć swoja torbę. — I masz to jak w banku, Kapitanie. Nie odpuszczę darmowym słodyczom. — Uśmiechnął się.

Steve pokręcił głową i zatrzasnął drzwi. Zasalutował jeszcze Samowi, który zamrugał światłami na pożegnanie i wycofał się z podjazdu, by odjechać w stronę miasta. Steve jeszcze przez chwilę odprowadzał wzrokiem samochód przyjaciela, a potem przerzucił pasek torby przez ramię i ruszył w stronę domu.
Z zewnątrz ich kąt wyglądał jak większość typowych, amerykańskich domów – ceglana podmurówka, biała elewacja, ciemna dachówka, czerwone drzwi, dobudowany garaż na dwa auta. Równo skoszony trawnik przed domem i ogrodzony drewnianym płotem ogród z tyłu. Chcieli by właśnie tak wyglądał. Zwyczajnie, nie rzucająco się w oczy. Nikt nie musiał wiedzieć o wzmocnionych ścianach, kuloodpornych oknach, drzwiach nie do wyważenia i azylu na piętrze.

Od strony podjazdu na ganek prowadził podjazd dla wózków, z którego Steve z westchnieniem podniósł niebieską deskorolkę Iana. Nieważne ile razy go upominali, i tak zawsze ją tam zostawiał.
Odłożył tarczę, opierając ją o ścianę przy drzwiach, i wyciągnął klucze z wewnętrznej kieszeni kurtki, w duchu modląc się o to, by Brooklyn i America nie usłyszeli brzdęku kluczy. Ich ujadanie obudziłoby mieszających po sąsiedzku Johnsonów, a on znów musiałby z samego rana wysłuchiwać ich reprymend o tym, że mogą sobie być superbohaterami, ale nie zwalnia ich to ze stosowania się do zasad prawidłowego życia w sąsiedztwie i do ciszy nocnej.
Przekręcił powoli klucz, starając się zrobić to jak najciszej, i wyłączył alarm, nim ten zdąży zaalarmować Bucky’ego, że ktoś wszedł do środka. Chwycił swoją tarczę i wszedł do środka, nie przejmując się zapalaniem światła. Widział doskonale w ciemności, wiec bez problemu uda mu się ominąć rozrzucone na panelach zabawki. Zamknął za sobą drzwi, ponownie uruchamiając alarm, i oparł deskorolkę o stojącą w przedpokoju komodę, jednocześnie odkładając swoje klucze do stojącego na niej koszyka.

Przystanął na środku przedpokoju, stawiając już jedną stopę na pierwszym stopniu schodów, i rozejrzał się wokół, głęboko wciągając powietrze. Wiedział, że wygląda teraz jakby pozował do magazynu modowego, co Bucky lubił mu wypominać, ale się tym nie przejął.
Ważne, że wreszcie był w domu. Te cztery dni były chyba jednymi z najdłuższych w jego życiu i nie wybaczyłby sobie, gdyby nie dotarł na czas i zawiódł Iana, którego obiecał zawieźć na jego pierwszą dorosłą imprezę halloweenową. Musiał też w końcu zobaczyć jego strój, o którym niczego nie chciał mu powiedzieć podczas jednej z ich telefonicznych rozmów.
Wszedł na górę, od razu kierując się do sypialni na końcu korytarza, ze zdziwieniem zauważając, że drzwi były uchylone. Bucky nigdy nie zostawiał uchylonych drzwi.

Wszedł do środka, podrzucając tarczę tak, by chwycić jej uchwyt, i stopą szerzej otwierając drzwi sypialni. Jednak nie zastał tam potencjalnego napastnika, który mógłby jakoś wtargnąć do środka, a jedynie wielką kulę futra na samym środku łóżka.

— Dlaczego mnie to nie dziwi? — spytał sam siebie, kręcąc głową z rozbawieniem.

America była ogromną mieszanką nowofundlanda i bernardyna, która charakterem przypominała łagodną owieczkę, przez co Brooklyn – krótkowłosy jamnik śpiący pod jej łapą, wszedł jej na głowę. Jednak prawdziwą królową tego domu i tak była Liberty, która patrzyła na Steve’a wzywającym wzrokiem, rozciągając się i drapiąc jego poduszkę.
Teraz nie miał jednak siły i ochoty z nią walczyć, więc odłożył jedynie torbę na stojący przy regale z książkami fotel i oparł o niego tarczę, uciszając przy gestem rąk. Nie chciał, by zerwał się i zaczęły na głos okazywać radość z jego powrotu, więc podszedł bliżej, klękając przy łóżku i zaczął drapać Americę za prawym uchem, a Brooklyna po długim, wyciągniętym brzuchu. Liberty ostentacyjnie zignorował.

— Shh, cicho, cicho. Już jestem — powiedział cicho, słysząc skomlenie Americii. — Gdzie jest Bucky, hm? — spytał, choć wiedział, że i tak nie uzyska odpowiedzi.

Wiedział jednak, gdzie powinien go szukać, więc poklepał psy po głowach i wyszedł z sypialni. Przystanął na moment przy pomalowanych na niebiesko drzwiach i uchylił je, zerkając do pokoju Iana.
Czasem ciężko było mu uwierzyć, że od momentu, w którym udało im się go adoptować, minęło już pięć lat. Niemal pięć i pół od dnia, w którym znalazł go w jednym z laboratoriów Hydry, i w którym rozpoczęła się ich szarpanina z SHIELD i systemem. I nie dało się ukryć, że udało im się to tak naprawdę tylko dzięki Fury’emu i jego wstawiennictwu. Przez ten czas wydarzyło się wiele, a on nie potrafił już wyobrazić sobie życia bez Iana. Bez niego, ani bez małej Grace. W pokoju której Steve był pewien, że znajdzie Bucky’ego. Zawsze to właśnie tam najpierw go szukał, gdy w środku nocy znikał z ich łóżka. Zwłaszcza w dni, w które Grace bardziej szalała z Ianem czy rówieśnikami, przez co nabawiała się niemałych siniaków od swoich protez. Steve cierpiał, kiedy ona cierpiała, wcierał maść, całował, żeby nie bolało, jednak wiedział, że Bucky, który wciąż cierpiał na chroniczne bóle kręgosłupa przez swoje metalowe ramię, potrafił zrozumieć to w nieco inny sposób.

Zamknął za sobą cicho drzwi, upewniając się, że nocna lampka w kształcie SpongeBoba jest zapalona, i skierował się do tych naprzeciwko, obklejonych dużymi naklejkami-słonecznikami, znacznie szerszych i znajdujących się tuż obok windy dla wózka.
Otworzył cicho drzwi, z tryumfem zauważając, że miał racje. Bucky spał, oparty o ścianę, siedząc w nogach łóżka Grace, trzymając kolorową książkę w dłoniach. Jednak już po krótkiej chwili, podświadomie czując, że ktoś go obserwuje, zatrzepotał rzęsami, budząc się, i otworzył oczy, patrząc wprost na Steve’a. Na początku nieco nieświadomie, nie dostrzegając tego, że Steve naprawdę tam stoi, jednak gdy tylko to do niego dotarło, drgnął i momentalnie się rozbudził. Przyłożył jednak jedynie palec od ust i delikatnie odłożył książkę na kolorowy, drewniany kufer na zabawki, który stał obok łóżka, i zacisnął zęby, powoli wstając z miękkiego materaca. Zbyt miękkiego, jak dla niego, ale nie on go wybierał. Tak, jak zdecydowanie nie on wybierał tęczowe zasłonki i dywan w kształcie serca, które idealnie komponowały się z wręcz przesłodzoną grafiką, którą Steve namalował na jednej ze ścian. Bucky aż dziwił się, że tworząc ten obraz, Steve nie dostał cukrzycy.

Bucky chwycił przód szarej koszulki Steve’a i wypchnął go z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi. Dopiero potem odetchnął i rozciągnął się, opuszczając wyciągnięte ramiona na barki Steve’a. Uśmiechnął się też szeroko, mówiąc:

— Wyglądasz jak gówno, Steven. Poważnie.

Steve zaśmiał, przyznając mu rację.

— To najromantyczniejsza rzecz, jaką dziś usłyszałem, Buck. Za to ty prezentujesz się cudownie w moich spodniach od piżamy — odpowiedział, na co otrzymał przewrócenie oczami, a potem głębokiego, mokrego całusa. I wiedział, że Bucky zrobił to specjalnie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że Steve zdecydowanie nie jest fanem ślinienia się nawzajem. Cóż, przynajmniej nie w taki sposób. Spojrzał więc na niego z wyrzutem i ostentacyjnie otarł usta. — Wiesz co, Bucky? Nie było mnie przez kilka dni, a ty znowu chcesz mnie wypłoszyć?

Bucky zaśmiał się krótko, odgarniając włosy z twarzy, i przysunął się bliżej, niemal mrucząc w policzek Steve’a:

—Ciebie? Nigdy. — Przejechał nosem po jego szczęce. — Chyba, że znów zgolisz brodę do zera. Wtedy będę bardzo rozczarowany… — przeciągnął, zanim pocałował Steve’a w usta.

Całowali się z przymkniętymi oczami, niemal na pamięć, doskonale wiedząc, jak to robić. Bucky pomrukiwał cicho, a Steve niemal spijał dźwięki z jego ust, ssąc jego język i dolną wargę, od czasu do czasu pozwalając sobie na użycie zębów.
Ostatnio widywali się zdecydowanie zbyt rzadko. Kiedy jeden wyjeżdżał, ściągany przez obowiązki z SHIELD, drugi zostawał w domu, próbując ogarnąć opiekę na dziećmi i ich domowym zoo, co niejednokrotnie okazywało się trudniejsze od ratowania świata czy tajnej misji pośrodku niczego. Zwłaszcza, że czasem wręcz tygodniami mijali się w drzwiach. To nie sprzyjało życiu rodzinnemu, więc Bucky kazał się Fury’emu pieprzyć, a Steve za niego przepraszał i próbował dojść do jakiegoś kompromisu.

— Mogę zatrzymać ją na jakiś czas — mruknął, wdychając zapach włosów Bucky’ego. Zawsze miały ten unikalny zapach, w którym można było wyczuć miętę i dym papierosowy.

Bucky trzepnął go w ramię.

— Ta, jasne, chwal się wzrostem, cholerny dupku.

Steve zaśmiał się, przyciągając go bliżej.

— Może pójdziemy do sypialni, wyrzucimy zoo z naszego łóżka i…

I najpierw weźmiesz prysznic, bo śmierdzisz. — Uśmiechnął się promiennie. — A potem zastanowimy się co dalej. Mamy… jakieś cztery godziny, zanim twój syn postanowi nas obudzić.

Steve uniósł brwi.

— Oho, teraz to mój syn? Co znowu zrobił?

— Wdał się w przepychankę z trzecioklasistą który zabrał zabawkę jego koledze. Znałem już kiedyś jednego takiego, który nie potrafił powstrzymać się od walki z większymi od siebie. — Zmierzył go znaczącym wzrokiem, uśmiechając się lekko.

— Ale bronił przyjaciela, więc się go nie wyrzekniesz.

Bucky’emu nie przeszłoby to przez myśl. Steve’owi także. To były ich dzieciaki i należało współczuć każdemu, kto postanowi skrzywdzić je w jakikolwiek sposób.

***

o.

Wydaje mi się, że Bucky te 9 miechów przeżywałby o wiele gorzej niż musiałby xD ale wyobrażam sobie Steve czytającego do brzucha xD
Życzę Ci abyś miała tego jak najmniej w tym roku xD
No właśnie, molestowanie jawne i nikt nie powie że to złe, że oni byli krzywdzeni.. Tylko by jeszcze mniejsze mundury zakladaliby xD
/O matko, to byłaby makabra. "Steve, stopy mnie bolą!", "Steve, pomasuj mi plecy!", "Dlaczego masujesz mi plecy, przecież mówiłem, że stopy mnie bolą, kretynie!", "Steve, gdzie moja kanapka?!", "Steve, dlaczego tu nie ma musztardy?! I nie obchodzi mnie, że według ciebie nie pasuje do dżemu z truskawek i sera ze szczypiorkiem!". "Steve, dlaczego to taka duża porcja? Uważasz, że jestem gruby, TAK?!", "Steve, chce pizzy!". "Steve, przytul mnie". "Nie dotykaj mnie, zdrajco, przecież uważasz, że jestem gruby!". I tak przez dziewięć miesięcy.
/Och, w tym roku? Więc od stycznia znów mogą mnie dręczyć :P?
/Może powinnyśmy się cieszyć, że Bucky nie dostał takiego munduru jak Yelena? Jasne, ma bardzo ładny brzuch, ale jego widok za bardzo rozpraszałby jego wrogów. I wtedy już zupełnie wyglądałby, jakby wyrwał się z sesji BDSM.
H: Wynajmij surygatkę? Szkoda marnowania genów? 
 Nie chcę surygatki, ponieważ nie chcę mieć dzieci. Może kiedyś doznam olśnienia i zmienię zdanie, ale teraz jestem pewna swojej decyzji.
S: Skąd pewność że Pym nie oszuka was? Ou ale nowe zabawki zawsze mile widziane, nie? Jaka jest twoja ulubiona broń? 
 Hank Pym głośno mówi o tym, że Tony jest jak Howard, i że nie popiera żadnej z jego decyzji. Do tego w naszych szeregach mamy jego córkę i Scotta, więc nie miałby powodu, by nas zdradzić. Niczego by na tym nie zyskał, wręcz stracił. I cóż, nie mam żadnej ulubionej broni, zawsze korzystałem głównie z tarczy, ale ostatnio przekonuję się do broni palnej. Bucky pomaga mi się podszkolić. 
B: Dla pocieszenia bądź pogorszenia nastroju. Jestem bardziej twoją znajomą niż jego.
 Nie mówię, że nie mam znajomych. Mówię, że nie szukam przyjaciół.
 

RIVOLETTA

O tym że jest jak kot łatwo się domyśleć. Taki wybredny i obrażający się za byle co kocur.
Ja osobiście uwielbiam książki Ricka Riordana, jego książki są głownie przygodowo-fantastyczne. Jednak moją ulubioną książką jest intruz Stephanie Meyer.
U mnie jest taka sytacja że chce przeczytać kilka książek i mam trochę czasu ale brak pieniędzy wszystko utrudnia.
/Do tego pogłaskaj go wtedy, kiedy ty masz ochotę, nie on, a rzuci się z pazurami. Ale wystarczy założyć strój do tresury psów policyjnych, rękawice spawalnicze i można się przytulać.
/O tak, ceny książek czasem bolą. Zwłaszcza, gdy biblioteki w okolicy mają wyjątkowo ograniczony wybór i małą ilość egzemplarzy do wypożyczenia. Ale czasem można złamać prawo i skorzystać z chomikuj. Tak w ostatniej desperacji :P
S, Jak można Hitlera uznawać za dobrego i sprawieliwego polityka? On wyżynał ludzi tylko za ich pochodzenie i wiare.
 Witam więc w świecie, w którym politycy wydający rozkaz pojmania i w razie sprzeciwu "pozbycia się" ludzi tylko za ich pochodzenie i za to, jacy są, mają rzesze wielbicieli. Osobiście nie widzę różnicy. 
B, A moja mama mówi że za mało śpię.
Potrafisz przetrawić kwas?
Lubisz koty?
 Tylko wiesz, ja jestem lekko zmodyfikowany i bez snu, jedzenia czy wody pociągnę znacznie dłużej niż ty. Do tego tak, przetrawię kwas. Wyjdę z tego z kilkoma poparzeniami, które szybko się wyleczą, ale od tego nie umrę. Z truciznami to samo. Nie wiem, ile musieliby we mnie tego wlać, żeby podziałało. I pytanie o tym, czy lubię koty, po spytaniu o to, co jestem w stanie przetrawić, zabrzmiało nieco dziwnie. Ale ta, te futrzaki nie są złe.

28 października 2016

Rivoletta

Przepraszam. Gdy jestem chora nie chce mi się myśleć.
Ja do psów nic nie mam ale wole koty.
Lubisz czytać książki? Jak tak to jakie?
/Jeśli lubisz koty, zgadaj się z Bucky'm. Nie jest wielkim fanem psów, niektórych się boi, ale za to sam jest jak kot.
/I tak, lubię czytać, choć ostatnio nie mam na to zbyt wiele czasu. Wszystko od Stephena Kinga, prez Jakuba Ćwieka (jego Loki z "Kłamcy" to zdecydowanie mój ulubiony Loki), Shirley Jackson, a na Stanisławie Grzesiuku kończąc. Chwycę się każdej tematyki, jeśli jest napisana w sposób, który mi się spodoba. 
S, Czy w ogóle istnieją na tym świecie dobrzy i sprawiedliwi politycy?
To w takim razie jest się czym martwić.
 Tego niestety nie da się obiektywnie ocenić. Niektórzy nawet Hitlera uważali za dobrego i sprawiedliwego polityka, więc zawsze będzie to subiektywna opinia. Wolę jednak wierzyć, że istnieją i pojawią się, by naprawić cały ten bałagan.
B, Czyli takie 650kg. I dziękuje za to że mi ułatwiłeś działanie.
Skoro maz tyle czasu by oglądać takie programy to ile ty śpisz?
 Śpię po jakieś sześć-siedem godzin tygodniowo, a co? Po tygodniu bez snu zaczynają trząść mi się ręce, więc muszę się przespać. Choć mój rekord to bodajże dwa tygodnie bez zmrużenia oka, czy trochę ponad to. Zapijałem wtedy kokainę energetykami i jakoś ciągnąłem. Ale nie polecam próbować, jeśli nie masz organów, które przetrawią nawet kwas.

Astrid Löfgren

N, no widzisz? Widzisz? Sprawiłabyś, że Bucky całkowicie by się odmienił, wyzdrowiał, a do tego robiłby ci śniadanie do łóżka i przygotowywał kąpiele z płatkami róż. Taki romantyk.
Z ust mi to wyjęłaś. Może to pani Scarlett maczała palce w przeidealizowanym wizerunku Wdowy? Nie chciała brudzić rączek czy coś.
Pod warunkiem, że takie ff wychodziłoby spod doskonałych palców, bo to chyba ten rodzaj pomysłu, który łatwo spieprzyć. Aż ci chyba zarzucę wyzwanie :P
/Znając Bucky'ego i jego duszę romantyka, bałabym się tknąć potraw, które przygotowywał z miłością. Wiem, że to miły, czuły i kochający kawał drania misiu-pysiu, ale no aż żal byłoby mi go tak wykorzystywać. Jeszcze czasem zechciałby zadbać o to, żebym po zjedzeniu jego popisowego dania, już nigdy nie miała okazji być głodna.
/Cóż, w takim AoU Wdowę grały bodajże cztery panie, z czego do Scarlett należała głównie twarz, którą naklejano na dublerek, więc coś czuję, że raczej palce maczał to pan, który nie chciał dać Carol filmu, i który zadbał o to, by nie produkowano zabawek z Wandą i Wdową, bo "i tak nie będą się sprzedawać".
/Pomysł samego Ghost Ridera łatwo spieprzyć, więc tak, coś w tym jest. I cóż, w przyszłości pojawi się spotkanie Bucky'ego i GR (Robbie'go Reyes'a z AoS), co już jest dla mnie wyzwaniem, a co dopiero fuzja tych dwóch postaci (no, teoretycznie).
Steve, wiesz, to i tak było lepsze niż bezsensowny słowotok albo nachalne uczepienie się i nie dawanie spokoju. A tak w ogóle to chyba nie przeszkadza ci ta metrykalna różnica wieku ani pokrewieństwo Sharon i Peggy, nie? 
 Różnica wieku między nami wynosi trzy lata i to Sharon jest starsza. Tak, urodziłem się w 1918 roku, ale nie mam dziewięćdziesięciu ośmiu lat, a trzydzieści jeden, więc nie widzę żadnego problemu. I cóż, znałem Sharon przez ponad dwa lata, niemal trzy, zanim dowiedziałem się, że jest spokrewniona z Peggy. 
Bucky, nie możemy, bo mi się bardzo temat spodobał. Nawet myślę, że chciałabym spróbować coś rozczytać. I się pytam, co miało wyjść?
No a tak w ogóle to zawodzę się ostatnio na pieskach. Znalazłam za to delfiny i wróciłam do surykatek. To masz dla mnie tę kanapę i świeczkę z surykatką?
 O tak, świetny temat. Nie potrafię czytelnie pisać i mieszam języki. Ależ to ekscytujące!

o.

Czyli takie dwie ciążę w tym jedna bliźniacza? ;D
My niby mamy wszystko już porozpisywane, ale... zawsze jest to ale xD Później się człowiek nad ranem dowiaduje, że czegoś nie ma, czy cuś xD
To jest pewnie jakiś odłam molestowania xD
/To i tak zbyt mało. Chyba, że ciąża u super-żołnierzy pobijałaby w czasie trwania nawet te u słoni, i trwałaby więcej niż dwa lata. Choć poród z tak podkręconą regeneracją to nic do pozazdroszczenia. Każde rozciągnięcie mięśni, każde mikropęknięcie od razu by się leczyło. Nic, tylko współczuć.
/Nawet mi nie przypominaj. Człowiek wstaje o piątej, wlecze się na miejsce przez prawie dwie godziny, wyrzuca pieniądze na paliwo, żeby na miejscu dowiedzieć się, że zajęcia odwołane. Szał to zbyt mało.
/Wiesz, Bucky nazywany był "little one" i "sweetheart", a Yelenie kazano chodzić w tym (idealny mundur, naprawdę), więc coś jest na rzecz.
H: Moja mama miała 38 lat jak mnie rodziła, także wszystko przed tobą.
 Owszem, ciało jeszcze może, ale za to umysł nie chce. Jestem jedną z tych kobiet, które na wieść o ciąży płakałyby raczej z rozpaczy, niż ze szczęścia, ponieważ nie nadaję się na matkę.
S: Zabrzmiało jakbyście się mieli zaraz rozmnożyć...
 Hangar. Miałem na myśli zapełnienie hangaru sprzętem. Mamy dwa Jety - jeden to dawny Jet SHIELD, drugi zmodernizowany Quinjet, który wykradliśmy z lotniska. Na szczęście z całą zawartością, w tym z uzbrojeniem i motorem, Hank Pym prześle nam kolejne dwie maszyny, nad którymi pracuje ponownie prowadzone przez niego Pym Technologies, tym razem posiadające koła. I cóż, dosłownie je prześle, ponieważ zamierza je pomniejszyć. Można pokusić się o stwierdzenie, że jakoś to będzie.
B: A ktoś by mógł powiedzieć, że lubisz trzymać zdjęcia przyjaciół blisko
To przyjaciele Steve'a, nie moi. I nie mam najmniejszej ochoty dążyć do tego, by się to zmieniło.

Astrid Löfgren

N, i Bucky będzie przy tobie czuwać dzień i noc <3 Później wspaniała rodzinka, ale też inne dramaty typu porwania i takie tam.
Senność ma prawo relaksować tylko i wyłącznie na wykładach.
Największy mankament filmowej Wdowy to jej idealność pod każdym względem. Makijaż wiecznie idealny, włos jakby pod toną lakieru, ciuchy się czasem ubrudzą, wiadomo, a krwi nie uświadczysz zbyt dużo, bo wiecznie jej wszystko wychodzi, mimo że nie ma wiele podstaw, by być tak idealną. Pepper to się należy jakaś nagroda. Nie wiem co by było, gdyby nie ona. 
/Rodzinna sielanka z Bucky'm? Mam dziwne przeczucie, że po jakimś czasie wyskoczyłabym z okna albo popadła w alkoholizm. Nie jestem Steve'm, by być w stanie to znieść. Chociaż nie, chwila, przecież po spotkaniu swojej prawdziwej, jedynej miłości Bucky zawsze normalnieje i staje się wzorowym obywatelem. Więc byłaby sielanka.
/No ba, ona nawet po straceniu "pół litra, może litra krwi" wciąż wyglądała jak pani Scarlett ściągnięta z okładki. Włosy idealne (I nawet nie zaczęły się kręcić mimo wilgoci! Też chcę taką prostownicę,), makijaż idealny, dekolt i obcasy są obowiązkowe. Do tego szkolenie na Wdowę ukończyła zapewne w wieku 18-19 lat (na młodszą nie wyglądała), a w IM2 miała już lat 26 i od co najmniej kilku lat musiała pracować dla SHIELD, skoro Fury jej tak ufał. Więc ile podziałała jako ta straszna, ponoć legendarna Wdowa? Rok? Dwa lata? Trzy? Chyba, że przypisują jej "osiągnięcia" innych adeptek Red Roomu, wtedy ta opinia ma jakiś sens. Dlatego o wiele bardziej wolę taką Sif, która jest najlepszą wojowniczką Asgardu, a ponosiła na ekranie porażki, była brudna i poobijana. I dzięki temu jest bardziej prawdziwa. Jessica Jones także. Bo skoro Steve - super-żołnierz na ekranie zbiera baty, stęka z bólu, chodzi brudny, poobijany i pokrwawiony, a stojąca obok niego Wdowa wygląda idealnie, choć mierzy się z tymi samymi przeciwnikami, to coś tu jest nie tak i trudno mi traktować taką postać poważnie.

+ Dopiero niedawno odkryłam tę fuzję i cierpię z powodu tego, że jest to tam mało popularne AU. Winter opętany przez demona szukającego zemsty na winnych mógłby być materiałem na naprawdę dobrego ff. Zwłaszcza post-CA:WS!Bucky sprzedający duszę diabłu, by znaleźć odkupienie lub coś w ten deseń.
Steve, to urocze. Czerwienisz się, brakuje ci słów, te sprawy? Słodkie! Chyba i tak byś mu później wybaczył.
 Dokładnie te sprawy. Mieszkałem obok Sharon... przepraszam - obok Kate, przez półtorej roku, z czego przez pierwszy rok udało mi się wypowiedzieć do niej kilka pełnych zdań, nie przerywanych zająknięciami i długimi "emm...", kiedy nie potrafiłem znaleźć odpowiednich słów, by coś przekazać. A fakt, że odmawiała za każdym razem, kiedy próbowałem ją gdzieś zaprosić, nie pomagał. Chociaż w pewnym sensie pomógł, bo dał mi motywację do wzięcia się w garść.
Bucky, no raczej słowa znasz. Chyba że za każdym razem twoje pismo wygląda inaczej, to może być problem.
A co miało wyjść?
 Możemy przestać rozmawiać o moim pochrzanionym piśmie? Już wolę cholerne pieski preriowe czy coś.

ASTRID LÖFGREN

N, to będzie twój najszczęśliwszy dzień w życiu <3 A życie usłane różami. To lepsze niż bycie niespełnionym geniuszem.
Oczywiście, że tak. Nic tak nie relaksuje, jak senność.
Link się nie zgadza. Nataszka najbardziej pokrzywdzona, bo chyba większość jej wielbicieli to faceci. My mamy do kogo wzdychać, oni nie bardzo. Ale ja tam bym podpisała petycję na coś dla Bartona. Ma idealny materiał na dobry serial. 
/Patrząc na różnicę gabarytów, po zderzeniu z nim odhaczę też chyba obowiązkową, opkową wizytę w szpitalu. Ba, może zapadnę też w kilkudniowy sen, który w żaden sposób nie wpłynie na mój organizm. Uwielbiam ten motyw <3
/Gorzej jak ta senność za bardzo zrelaksuje człowieka za kierownicą :P
/Nie wiem jakim cudem pomyliłam linki, ale tutaj jest poprawny link. I coś w tym jest, nie znam zbyt wielu przedstawicielek płci pięknej, które lubiłby Natashę, zwłaszcza filmową. O wiele większą sympatią darzą raczej Wandę, Sif czy Pepper, które wydają się być bardziej naturalnymi, nieprzesadzonymi postaciami. Wdowa bez najmniejszego problemu pokonuje kilkukrotnie silniejszych i równie dobrze wyszkolonych przeciwników (w komiksach miała kilkadziesiąt lat doświadczenia i pewną dozę super-siły, na Boga!), jest niemal kuloodporna i nawet granat wybuchający metr od niej nie wyrządza jej kompletnie żadnej szkody. Wanda jest potężna, ale ma też wiele słabości. Najbardziej lubiana jest Pepper, która jest prawdziwą bohaterką - ogarnia całą firmę, ogarnia Tony'ego, a jeszcze ma czas, by pójść na jogę. Jej organizacja to jest prawdziwa super-moc :P! A Clint powinien dostać serial razem z Kate <3
Hope, to znaczy w jaki konkretnie sposób się odbiło?
 Zaburzenia neurologiczne, na szczęście nic poważnego. Nie chcę wdawać się w szczegóły, to mój ojciec. Nie powinnam omawiać wiec publicznie jego stanu zdrowia. Jeszcze ktoś uznałby go za zbyt mało rześkiego.
Steve, a już potrafisz rozmawiać z kobietami? Żeby tylko żaden z nich nie postanowił jej oddać. Zwłaszcza Bucky. 
 Jeśli nikt stroi sobie ze mnie żartów za moimi plecami, daję radę. Choć mam ten problem tylko z kobietami, które... Z kobietą, która mi się podoba. I choć obiecałem sobie nie używać przemocy w stosunku do Bucky'ego, to jeśli postanowiłby jej oddać, ja oddałbym jemu. To ten jedyny wyjątek od przyjętej reguły.
Bucky, to może stosuj ten swój kod częściej. Tylko najpierw pozapisuj sobie w jakimś sekretnym miejscu oznaczenia.
Ach tak? W jaki sposób umniejszam ci jako mężczyźnie? 
/Żeby to było takie proste. Najpierw musiałbym znać te oznaczenia, Ale jakoś daję radę, więc nie jest aż tak źle.
/No i nieważne, nie wyszło mi.

Astrid Löfgren

N, nie wiem, ile masz lat, ale jeśli mniej niż 24, to jeszcze wszystko jest do nadrobienia! Nie zmarnuj tej szansy, bo inaczej będziesz się identyfikować z panienkami z opek typu drama.
Dobre i to. Zajęcia staną się relaksem. Wspaniała wizja.
/Ale to wciąż byłby panienki z opek, więc jest dla mnie nadzieja na trólov z idolem, którego spotkam przypa... Och, mój boru, tylko nie to. Skończę z Bucky'm.
/Och, tak, bardzo wspaniała. Już nie mogę doczekać się pobudki o piątej, ponad godzinnej drogi najpewniej w deszczu, siedzenia na tyłku do dwudziestej, a potem powrotu do domciu przez blisko dwie godziny, by następnego dnia mieć powtórkę. Zrelaksuję się jak nigdy <3!

+ Ktoś podliczył czas ekranowy postaci z MCU - klik. Pierwsze cztery miejsca zajmują postaci z własnymi filmami. Piąte postać, która jest ponoć najbardziej pokrzywdzona w MCU i musi mieć własny film, ale zły i szowinistyczny Marvel nie chce jej go dać. Ciekawe, że o Bartonie nikt nie pisze takich petycji.
Hope, ale póki co nie mieliście wątpliwej przyjemności skosztowania tego typu trudności?
 Nie, i Scott, i ja korzystamy z kombinezonów zbyt krótki czas. Hank robił to latami, często przez długi czas, i odbiło się to jego zdrowiu. Na szczęście w porę zrezygnował, inaczej dziś nie byłby już tak rześki.
Steve, może wyczuł, że to sytuacja do uratowania. Albo zwyczajnie postanowił pomóc ze względu na ciebie.
O, lubię ją. Co najczęściej słyszycie? Oprócz przytyków na temat pokrewieństwa Sharon i Peggy. 
/Znaliśmy się wtedy niecałe dwa dni, więc... Sam nie znał wtedy dobrze ani mnie, ani tym bardziej Bucky'ego, więc będę mu za to wdzięczny do końca życia. Ale nie zmienia to tego, że czasem mam go serdecznie dosyć. Zwłaszcza wtedy, kiedy on i Bucky wymyślają kolejne mądrości na temat pokrewieństw Sharon i Peggy, naszej różnicy wieku, bo przecież jestem taki stary i nie potrafię rozmawiać z kobietami. Czasem ich nie cierpię. Ale pocieszam się myślą, że Sharon walnie ich za mnie.
Bucky, tak tylko mówisz, żeby się nie wydało, że to, co nabazgrzesz, pozostaje tajemnicą także dla ciebie.
Ptysiu, nigdy mnie nie zadowolisz. Ale nie chce mi się w tym drążyć, masz szczęście.
/Dobra, czasem pozostaje. Ale tylko czasem, głównie wtedy, kiedy mam gorszy okres. Wtedy pieprzą mi się alfabety i języki, więc za cholerę nie jestem w stanie dojść do tego, co napisałem. To lepsze niż jakikolwiek kod.
/No i och, nie bądź taka. Nie jestem aż tak beznadziejny. Umniejszasz mi jako mężczyźnie.