19 stycznia 2017

o.

Haha pewnie milion razy, albo ma je skrzętnie schowane w jakimś sejfie xD A co, może xD
Chce być jakimś psychologiem/coachem to niech się uczy! Po nich da radę wszystkich wyleczyć xD
Może lubi być tą drugą, albo i trzecią bo wpierw jej ciotka, teraz Bucky.. Wiesz, z wygody może z Kapem być i tyle xD I dla ładnych dzieci xD
Ja to raz na jednym z katalogów zapytałam się dlaczego nie rozróżniają yaoi od opowiadań homoerotycznych, pytanie zostało skasowane, a było nawet w dobrej zakładce do pytań właśnie zadane xD No ale to jest wojna z wiatrakami, ja nie wiem co tym ałtorkom trzeba ;o
Możesz się tak nazwać <3 i tak będę Cię kochać<3 a pod którym to opkiem? Chętnie napiszę do Kalimero że ja to się o jej stan psychiczny martwię ;D
/Jeśli ma osobny pokój na sztalugi, płótna i całą resztę swoich przyborów, to wiemy już co ozdabia tam ściany :P
/Mam dziwne wrażenie, że Sam już dawno nie chce być tym terapeutą, ale wszyscy wokół to już tego chcą.
/W komiksach Steve miał z Peggy "krótki i burzliwy romans" (czyli po prostu zamoczył kilka razy) i tyle. To Sharon była tą ważniejszą Carter, to z nią chciał mieć dzieci, z nią chciał wziąć ślub. W MCU odwrócili jej rolę, z Peggy robiąc wielką, niezapomnianą miłość Rogersa (którą wciskano do każdego filmu i serialu, Wyjące Komando całkowicie olewając...), a z Sharon robiąc postać o marginalnym znaczeniu. Nawet rolę w historii CA:WS jej zabrano i wciśnięto Taszeńce :/ 
/Och, przypomniałaś mi - opko o koreańskim Kapitanie miało właśnie etykietę "yaoi".
/Link do opka masz tutaj, choć już dawno jest obumarłe. Poczytaj sobie to cudo, ale nie wiem czy taki komentarz ma sens. Lepiej pośmiej się nad tym, że Tony adoptuje dziewiętnastolatkę (albo ma 19 albo 17 lat, autorka chyba nie mogła się zdecydować) z domu dziecka, i że każdy ma tam własny, jednoosobowy pokój z prywatną łazienką. A jak już  jesteśmy przy wattpadzie, przypomniało mi się moje Stucky i tekst z komentarza "To już nawet nie friendzone. To familyzone!" :P (apropo tekstu Steve'a, że też kocha Bucky'ego, bo ten jest dla niego jak brat)
S: To smutne bo... On jak wasz świat, to już nie wróci.
 Nasz świat nie zniknął. Jedynie szalenie się zmienił. Gdyby po prostu zniknął, wyparował, nie pozostawiając po sobie nikogo ani niczego, byłoby prościej.
 B: W imieniu słowiańskich dziewoj dzięki. Ale tobie jest do nas daleko
 No nic dziwnego. Nie jestem dziewoją. Kilka rzeczy się u mnie nie zgadza.

Astrid Löfgren

N, jeszcze trochę i odechce się nam śledzić losy "Wikingów".
Psychiatrą zostałabym przy okazji, bo nigdy nim nie chciałam być :( Ale nie ma tego złego, zacznę czytać książki z zakresu szkoły poznawczo-behawioralnej i dzięki temu ominą mnie kolejne 4 lata studiów! Genialny plan. To musi działać na wszystkie dziedziny.
No wiesz, mielibyśmy żołnierzy w pampersach ze stopniem wojskowym. Tak by się to skończyło. Logika.
Pozytywne jest w tym to, że realizują jakieś zainteresowania. Wychodzi im to idiotycznie, mają głupie pomysły, ale jak by nie patrzeć to też jest rozwojowe. Mają niedojrzałe podejście do krytyki, ale kto wie, może dzięki głosom sprzeciwu mimo wszystko zastanawiają się nad pomysłami i stylem i zaczynają na przestrzeni lat trochę poważniej do tego podchodzić. 
/Nastawiałam się na tę bitwę i aż mnie zatkało, kiedy ją pominęli i przeskoczyli dalej. Spodziewałam się drugiego Paryża z trzeciego sezonu, a dostałam kilka ujęć. Ale za to ponad pól odcinka miłosnych zawirowań ragnarowych potomków. Piąty sezon raczej już sobie odpuszczę.
/To ja mam chyba jakieś felerne podręczniki :( Czytam, czytam, a i tak rozumiem trzy po trzy. 
/Żołnierze w pampersach to nie jest taki głupi pomysł! Kto podejrzewałby śliczne niemowlęta o to, że są inteligentnymi, wyszkolonymi agentami? Co prawda musiałyby mieć odrobinkę mniejsze bronie, ale poza tym - plan idealny! Jak na Hydrę.
/Nie czepiałabym się tak tych opek, gdyby nie podejście do krytyki właśnie. Te kółka wzajemnej adoracji, w których takie ałtorki utwierdzają się w tym, że piszą idealnie i nie muszą niczego zmieniać, tylko szkodzą osobom, które mają potencjał i dryg, ale nie chcą nad sobą pracować. Bo czasem naprawdę widać, że ktoś miał naprawdę dobry pomysł, ma dryg, ale tekstu nie da się czytać, bo w co drugim zdaniu są literówki i błędy ortograficzne. 
Steve, ale by było osiągnięciem. Nie chodzi o spektakularny sukces od razu, a metodę małych kroczków.
 Zdaję sobie z tego sprawę. I wiem, że nie należy nastawiać się na cud.
Bucky, mówiłam już wcześniej, że jestem dumna. To chyba rodzaj chwalenia? 
 Mogłaś postarać się bardziej.

Astrid Löfgren

N, chyba Sigurd to powiedział, ale nie jestem pewna.
Czyli jednak potwierdza się, że książki psychologiczne nie tylko leczą, ale magicznie wchodzą do głowy. Faaaajnie. No i właśnie. Pytanie też się nasuwa, po co im by były super-dzieciątka, pomijając super-kupę. No bo gdyby chodziło o odtworzenie serum, bo inaczej się nie da, to ok. Albo jeśli takie "hodowanie" miałoby pokazać, jak super-geny wpływają na rozwój, to też ok. Ale jeśli serum mają, to po co tworzyć super-dzieci i potem czekać parę lat, aż będzie można je wykorzystać, skoro można te serum podać dorosłym ludziom?
Mam teorię, że one w te swoje super-inteligentne historie wkładają jakieś swoje fantazje i oczekiwania. Coś muszą przekładać na te "książki". Wyobraźnia wyobraźnią, ale to już są zwyczajne dziwactwa. Adolescencja, najgłupszy wiek. Dlatego też nie dziwi mnie ta agresja słowna. Stosowanie wulgaryzmów jest przecież takie dorosłe. Autorki mają swoje armie, nic na to nie poradzimy :P
/No właśnie. A Siggy wołała Hvitserka. Ale okej, tu nie należy szukać logiki. W najnowszym odcinku Mody na Kattegat to samo - wytną bitwę (tak, tą wielką bitwę ze zwiastunów!), żeby pokazać rodzinne trójkąciki. Myślałam, że po śmierci Ragnara serial się rozkręci, bo jego synowie byli lepszymi ziółkami niż on sam, a tu coraz gorzej :/ Zamiast Bjorna podbijającego Rzym, mamy Bjorna kręcącego z kochanką matki. 
/A ty nieoczytana i naiwna kobieto traciłaś czas na naukę. Gdybyś odkryła to prędzej, byłabyś znaną na całym świecie psychiatrą już kilka lat temu. I ciekawe czy w innych dziedzinach nauki też to działa? Przydałoby się... Co do super-kupki - stworzenie takich dzieciaków w celu badań nad ich rozwojem miałoby sens. Nie wiem jak Bucky, ale Steve starzał się około czterech razy wolniej niż zwykły człowiek od momentu, w którym zażył serum. Geny zmutowane przez serum są zdecydowanie dominujące, więc jak byłoby z takim dzieckiem? Od początku rosłoby wolniej czy dopiero od pewnego momentu, a jeśli tak - jakiego? Jeśli od urodzenia, to jak godziłoby się to ze zwiększoną inteligencją i szybszym uczeniem się? 
/W wielu opkach główne bohaterki zdają się być "ulepszoną wersją" samej autorki - piękniejsze, zdolniejsze, bardziej cool. A postaci wzorują zapewne na swoich przyjaciołach, na kimś, kogo znają i stąd mamy takiego Tony'ego, który zachowuje się jak niewydarzony gimnazjalista. Do tego wszystko jest czarne i białe. Jeśli nie lubią jakieś postaci, np. Pepper czy Natashy, robią z niej głupią zołzę, która potrafi tylko malować paznokcie, jest "plastikiem" i zdradza swojego wybranka. I tak przekleństwa są wyznacznikiem dojrzałości ;P
Steve, różne sytuacje, ale mechanizm jest podobny. Spróbuj wejść w jego buty a lepiej go zrozumiesz. 
 Czasami zupełnie go nie rozumiem, więc "lepiej" nie byłoby w tym przypadku wybitnym osiągnięciem.
Bucky, no, w jakiejś części dojrzałeś.
 I co, to już? To ta pochwała?

o.

Trzeba go zatem odpowiednio "ukarać", niegrzeczni chłopcy zasługują na karę ale za pozowanie może odkupia swe winy xd
Haha i musiałby dzwonić po ich prywatnego psychologa Sama by ten mu wyjaśnił ze Bucky ma rację xD choć po szczegółach pewnie miałby sam ochotę zapaść sie pod ziemię
B: Siema stary wytłumacz temu memu chłopakowi, że rysowanie mnie związanego, nagiego i czekającego na dobre ruchanie nie jest złe
S:................... Za jakie grzechy?!
B: No bo chowal to pod poduszkę jak uczniak którym od osiemdziesięciu lat już nie jest.
Xd albo podobnie xD

ToP zasługuje na bycie Kapitanem Ameryka Ty rasistko! Idź sprawdzaj błędy gdzie indziej!
(tak przeczytałam post rozmowy z Astrid ;*)

Bucky'emu oswiadczylby się sam i prędzej. Gdyby od tego zycie Bucky'ego zależało xD to by się Sharon zdziwiła gdyby się dowiedziała że jej pierscionek nosi Bucky bo takie "ultimatum"/ "kaprys" miał xD
/Zakład, że Steven ma kilka szkicowników z tyłkiem Bucky'ego w roli głównej? A także z przodem, z tyłem, bokiem, górą, dołem... I ciekawe ile razy musiał je wyrywać nieświadomym zawartości osobom z rąk?
/Aż tak nienawidzisz biednego Sama? Co on ci zrobił :P? Ma traumy dostać? Popaść w impotencję przez wyobrażanie sobie tych scenariuszy? 
/Komiksowa Sharon jest już przyzwyczajona do tego, że przy jej łóżku stoi zdjęcie Bucky'ego, że podczas ich randek Steve esemesuje z Bucky'm, że leżąc w łóżku myśli o Bucky'm, a jak Bucky powie choć słowo, Steve rzuca wszystko, chwyta tarczę i biegnie do Bucky'ego. 

/Nie nadajesz się na hejterkę, przykro mi :P Z tamtą osobą nie dyskutowałam, napisałam jedynie, że nie wdaję się w dyskusje z kimś, kto nie utrzymuje pewnego poziomu kultury, oraz że jeśli ktoś publikuje opowiadanie pełne błędów (żadko, żucać i tego typu, aż wypalało oczy), powinien liczyć się z krytyką. Oto odpowiedź:
Gdyby był to troll, machnęłabym ręką, ale ona tak poważnie, bo z ciekawości weszłam na jej profil. Kiedy zobaczyłam tytuł "Historia z Draco jako siostra Pottera" (Darco jest siostrą Pottera :P?), uciekłam. Odwiedzam kiepskie opowiadania, wypisując błędy ortograficzne i literówki, błędy składniowe i logiczne, a do tego doczepię się czasem kanonu (taka sytuacja na przykład - osiemnastoletnia siostra Tony'ego [jego rodzice zginęli 21 lat temu], która radośnie pije w barze [w USA pić można od 21 roku życia]), i niektóre autorki będą się obrażać, fochać, dramatycznie usuwać opka, ale za to inne poprawią błędy, zaczną używać internetu do szukania informacji i znajdą betę. I po czasie będzie już widać sporą zmianę na lepsze. Chyba wpiszę sobie do profilu "Super-suka, naczelna niszczycielka kiepskich opek". Ładnie brzmi, prawda :P?
S: jeszcze tego nie zrobiłeś? Choć piorytetem jest chyba odpuszczenie nadziei że stary Bucky wróci. 
 Nie, ale nauczyłem się udawać, że tak jest. Nie jestem mistrzem, ale robię postępy. I tak, wiem, że powinienem odpuścić. Staram się, ale... Jest jak jest.
B: Nie wiesz, że najpiękniejsze to polskie dziewczyny?
 Nie lubię generalizowania, ale nie zaprzeczę, że słowiański typ urody ma w sobie... to coś.

18 stycznia 2017

o.

Haha pewnie ten pan spod czwórki lubi przychodzić na kolacje połączone ze śniadaniem xD
Może musiałby za coś ścisnąć co by ulżyć? ;p biedny Steve zawsze ma się najgorzej xD Albo jest uznawany za najgorszego xD
O Boże! Nie mów, że to fanfik do zespołu Big Bang ;o TOP kapitanem Ameryką, hahahaha xD Jedno mają wspólne - on też nie umie tańczyć xD
O Boże ahahahahahahahahahahhahahaahahahahahahahahahaahhahahahahahahahaha 
/No ba. Do tego ciągle podkrada Steve'owi ciuchy, wyjada jedzenie z lodówki, porywa pilota... Okropny typ.
/Akurat w tym przypadku to tylko i wyłącznie on sam uważałby się za najgorszego, uznając swoje rysunki i fantazje za złe i zboczone. Bucky raczej nie miałby nic przeciwko, bo sądzę, że ufałby Steve'owi na tyle, by dać mu się związać.
/Nie mam pojęcia czy to ff tego zespołu, ale bardzo możliwe. Za bardzo zwracałam uwagę na to, jak niedorzeczny zabieg fabularny to jest. Nie prościej byłoby stworzyć Kapitana Koreę, który walczy z Japonią i komunistami? A nie, wróć, wtedy trzeba by wymyśli fabułę, tak można zżynać tę z MCU i to razem z dialogami. Takie teksty powinny nazywać się nie ff, a przeróbkami.

+ Teraz taka ciekawostka apropo Sharon i Steve'a. Rogers to taka dupa wołowa, że to ona musiała oświadczyć się jemu.
S: Straciłaś już tak kogoś?
 Na szczęście nie. Ale słyszałam wiele takich historii.
S: Może jednak lepiej odpuszczę.
 Ustalę sobie limit na koncie. Nie zbankrutuje i będę wiedzieć, kiedy zacząć zachowywać się mniej pesymistycznie.
B: Nie? Dobra, miej to swoje czasem
Zazdrościsz mi urody i tyle.

Astrid Löfgren

N, zazdroszczę pamięci. No więc w takim układzie ujawniają się nam kolejne bzdury.
Czyli jest dość nieoczywista, tak? Jak dla mnie brzmi nieźle.
Spoko loko, przyjdzie taki kryzys, że obydwaj będą biec do kogoś dorosłego (jak fajnie to brzmi <3) szybciej niż są w stanie sobie wyobrazić.

Ale że on miała wykształcenie? Czy chodzi o to, że ma takie umiejętności, jak psycholog, ale wykształcenia nie ma? Coraz gorsze te dzieła tak patrzę. Przeraża cię ta opkowa głupota w zakresie rozrodu? Mam dla ciebie coś lepszego. Idąc na pierwsze usg natknęłam się w przychodni na młodą babeczkę, stresowała się strasznie i jakoś wyszło, że zaczęłyśmy rozmawiać. Nawet nie masz pojęcia, jak zażenowana się czułam, kiedy zaczęła mi opowiadać, że na pewno jest w ciąży, bo dwa dni po współżyciu zaczęła mieć nudności, brzuch jej się powiększył, piersi też i jeszcze miała taką minę, jakby oczekiwała, że jej przytaknę i powiem, że tak, że to możliwe. I tak się wtedy w tym zażenowaniu zastanawiałam, skąd się to bierze. Ale już wracając do Hydry, to czegoś tak głupiego dawno nie było. Pomijając już bzdurność samego procesu zapłodnienia, to serio? Przecież to nieopłacalne. Musisz angażować w to jeden aktyw, drugi aktyw, potem jeszcze czekać te parę miesięcy na dziecko. Po co tyle zachodu dla jednego malca? I co to wnosi? Bo jeśli to nie żadne badania genetyczne, albo jakieś podłużne, a po prostu zachciało im się super-noworodka (który miałby robić co? Super-kupę?), to żadnego z tego pożytku by nie mieli. I wiesz? Lepiej dzierżyć w dłoni tytuł super suki, niż super kretynki, która tworzy takie oto twory i się obraża, bo ktoś jej ten kretynizm wytknie w kulturalny i rzeczowy sposób.
Jak dla mnie nie ma różnicy. 
/To nie pamięć, obejrzałam ten fragment na yt :P I coś mi tu nie pasuje. bo czy to czasem nie Sigurd wyskoczył z argumentem pt."to przez matkę wpadliśmy pod lód"?
/Książka nie jest długa, szybko się ją czyta, więc polecam zerknąć, jeśli znajdziesz kiedyś czas. Pod koniec jest niezły, fabularny twist dotyczący wątku otrucia.
/Buniu potrafi szybciutko dreptać, Steveunio też. I oczywiście Bucky będzie twierdził, że od początku powinni tam pójść!

/Córcia Doktorka miała szesnaście lat i umiejętności przerastające najlepszych psychologów. Oczywiście nie miała wykształcenia, bo po co, skoro przeczytała kilka książek? Nie uczyła się z nich, a przeczytała właśnie. A tata zamknął ją w celi z niebezpiecznym psychopatą, bo ma go przesłuchać. Przecież Loki zmanipulowałby takie dziecko raz dwa. A co do rozrodu - super-kupa <3 Strzelam, że autorce chodziło o wyhodowanie sobie super-żołnierzy, ale zabrała się za to w nielogiczny sposób. Mieliby zapłodnić kilka kobiet, czekać kilka miesięcy, żeby potem okazało się jeszcze, że dziecko nie dostało super-genów tatusia, bo coś tam? Nie lepiej wziąć jajeczko od ich najlepszej agentki czy tam genialnej pani naukowiec, żeby stworzyć sztucznie dziecko z jak najlepszymi genami?
/Wattpad niekiedy naprawdę mnie przeraża. Jak widzę, że dziecko - bo po sposobie wypowiedzi, słownictwie i naiwności oraz popełnianych błędach widać, że to podstawówka - piszę opowiadanie o tym, jak to Steve Rogers (ten 31-latek, któremu ciała użycza 35-letni pan Evans) zakochuje się w TRZYNASTOLATCE i nie widzi w tym nic niewłaściwego, ba! Sam się nawet cieszył, że Steve ma dziewczynę, to aż nie wiem jak to skomentować. Tak samo jak te wszystkie 16 i 17-letnie panie porucznik i panie pułkownik podczas drugiej wojny, te wszystkie super-duper Mary Sue i ich przygody okraszone rażącymi błędami ortograficznymi, te wszystkie bzdury o dwudziestolatkach z doktoratami, kiedy autorka nie potrafi sklecić nawet poprawnego zdania, te miłości zaczynające się od gwałtu... 
A teraz pokażę ci moją ulubioną rozmowę z Wattpada:
A najlepsze, że to nawet nie była autorka :P 
Steve, ludzie się zmieniają na przestrzeni lat, pod wpływem różnych zdarzeń. Ty też jesteś inny niż byłeś wtedy. Wyobraź sobie, że ktoś od ciebie wymaga (albo wierzy), żebyś był taki (że będziesz taki), jak 70 lat temu, i o tym wiesz. Wyobraziłeś sobie? No więc jakie to uczucie? 
 Bucky i ja to dwie zupełnie różne sytuacje. Przez ostatnie pięć lat jedynie przywykłem do nowego świata, postarzałem się, a Bucky... Wzięli jego osobowość i wywrócili ją na drugą stronę. Przyzwyczaiłbym się, gdyby nie to, że czasem zachowuje się dokładnie tak, jak dawniej. I ta okropna nadzieja, że kiedyś może wróci, znowu się budzi.
Bucky, no wiesz, każdy ma swoje indywidualne tempo i rytm.
 Pochwal mnie. Mama byłaby ze mnie dumna. Dojrzałem. 

o.

Trzeba go zlikwidować.
Tego sąsiada.
A tak serio, miał Bucky cela xD Steve by nam się zajęczał chyba na śmierć, nawet by nie doszedł do słów tylko byłoby "ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja" xD
Nie siedzę na wtt bo uważam, że nie mam tam czego szukać, ale jeśli tam będziesz wrzucała to jak najbardziej tam będę czytać xD Oh, nie podobają Ci się kudousy? :( xD
Ale reasumując - będzie jak postąpisz xD
/Ale dlaczego? Steve bardzo lubi tego sąsiada spod czwórki. Świetnie się dogadują. A jaki z niego przystojniak! Choć jest trochę zbyt posępny... Yep, uznajmy, że to oni mieszkają pod czwórką, a nie będzie trzeba nikogo kropnąć :P
/Bucky nie wiedziałby pewnie czy się śmiać, czy jednak panikować, bo Steve zacząłby zachowywać się, jakby astma wróciła. Do tego zacząłby przybierać kolor niebezpiecznie podobny do dojrzałego pomidora.
/Ostatnio znalazłam taki twór - "[...] Kapitan Ameryka. Choi Seung Hyun [...]". Piękne amerykańskie imię, prawda :P? I wszyscy, wszyscy bohaterowie (nawet niemiecki naukowiec, który zastąpił Erskine'a...) mięli azjatyckie imiona i nazwiska. Bo przecież dlaczego rząd USA miałby mieć coś przeciwko projektowi nadczłowieka, który prowadziliby Japończycy i Koreańczycy (a Korea przejęta była wtedy przez Japonię) na terenie ich kraju? Bo Pearl Harbor? Jakie znowu Pearl Harbor i jakie represje wobec ludności pochodzenia japońskiego? Takie głupoty aż bolą.
S: Więc albo staropanieństwo albo agenci. Brzmi jak zalążek na "Modę na Agenta".
 Albo to, albo strach o swoją drugą, nieprzeszkoloną połówkę, której szanse w razie "w" są o wiele mniejsze od osoby spoza grupy cywilów. 
S: Dolar? Sobie normalnie kup trzeci słoik
 Otwórz mi rachunek, wpłacę zaległą sumę, jak tylko pesymistyczne nastawienie mi minie. 
B: Tak, tak
 No co, mówię przecież, że czasem, nie?

Astrid Löfgren

N, właśnie nie mogę sobie przypomnieć, co robiła wtedy Aslaug, ale jeśli masz pewność, że zajmowała się Ivarem, a nie chlaniem, to ich argument mocno kuleje. Chociaż wiadomo, oni jako główni zainteresowani mogą postrzegać sytuację zupełnie inaczej, niż robimy to my, niż myślała Aslaug i inni.
A to jest jakiś melodramat, coś w ten deseń?
Ciężki orzech do zgryzienia, ale wszystko jest do zrobienia. Oni obydwoje mają nieprzepracowane sprawy z przeszłości, więc trzeba by chyba u nich mocno się cofać, żeby dotrzeć do właściwego problemu. 
No i tak, mam. Założyłam specjalnie przy okazji czytania opka o pani psychiatrze z nie wiadomo jakimi umiejętnościami
/Aslaug była wtedy z Ivarem. Bez Harbarda, bo to on pomagał Siggy wyciągać dzieciaki spod lodu. Soggy biegła za Ubbe i Hvitserkem (nie Sigurdem), wołając ich i każąc się zatrzymać. Ci ją olali i weszli na jezioro. 
/Nie wiem jak sklasyfikować tę książkę. Jest dość... specyficzna. Ni to dramat, ni to melodramat czy kryminał, bo sprawa otrucia cały czas przewija się gdzieś w tle. Mary Katherine czyli narratorka, jest już dorosła, ale jej spojrzenie na świat i jej zachowanie przypominają dziecko, a ona sama postrzega Charlesa jako m.in. demona i próbuje go przepędzić.
/Ta parka potrzebuje kogoś dorosłego, jakiegoś specjalisty, który pomoże im się dogadać. Ale się oczywiście do niego nie wybiorą, bo duma, bo nie potrzebują, bo nie.

/Ach, to opko. Natknęła się na jeszcze lepsze - szesnastoletnia córka Strange'a "odziedziczyła po nim umiejętności medyczne" i była znakomitym psychologiem, bo czytała dużo książek. A jej tatuś razem z Tony'm postanowili, że skoro jest taka super, to wyślą ją do przesłuchiwania Lokiego. Wiesz, tego manipulatora, kowala kłamstw, etc. Po moim komentarzu na dwie strony, autorka chyba się obraziła. Było też opko, w którym Hydra przetrzymywała nastolatkę (oczywiście, bo tak) i wymyśliła sobie, że ma urodzić im małego super-żołnierza. Zamiast zapłodnić ją in vitro, bo to byłoby zbyt proste, wymyślili sobie, że Buniu ma ją zgwałcić. I to nie raz. Bo przecież brutalny gwałt nie doprowadzi do poronienia. Wysyłanie jej na misje także nie. A objawy ciąży pojawiają się po kilku dniach od zapłodnienia (oczywiście są to wymioty, po trzech dniach od zapłodnienia...). A wsadzenie ciężarnej do kriokomory jest genialnym planem. Ta autorka też się na mnie obraziła. Coś czuję, że niedługo odziedziczę po Herbacie tytuł suki wattpada :P
/A o konto pytałam dlatego, że zastanawiam się nad przerzuceniem "Nieba..." i kolejnych miniaturek na wattpada, na blogu pozostawiając jedynie wyzwania. Ale to zależy głównie od ciebie i Stuckyholiczki. Jeśli lepiej czyta wam się na blogu, pozostawię tekst tam :)
Steve, a nie uważasz, że nie ma sensu tęsknota za przeszłością, a lepszym rozwiązaniem byłoby zbudowanie wszystkiego odnowa, uwzględniając aktualną sytuację? Wiem, że tak łatwo nie da się oderwać od przeszłości, zwłaszcza w waszym wypadku, ale dążąc do przeszłości blokuje się to, co jest możliwe na tu i teraz. To tak jak z prawem. Prawo nie działa wstecz, podobnie teraźniejszość. Nie akceptujesz Bucky'ego takim, jaki jest, więc może warto by było spróbować jednak zaakceptować? 
 To nie tak, że ja go nie akceptuję. Bucky jest... nieco trudny. I choć wiem, że nie mam prawa wymagać od niego, by był taki, jak dawniej, to wierzę, że kiedyś mu się to uda.
Bucky, o mój losie, w końcu dorosłeś.
 I zajęło mi to tylko dziewięćdziesiąt cztery lata i dziesięć miesięcy.

Astrid Löfgren

N, mimo wszystko jestem dobrej myśli, że jak już założyli, że Pięknowłosy coś knuje, to wyknuje. A Bjorn... Cóż, jaka matka, taki syn. A właśnie. Między innymi przez to, że im tak świetnie poszło, myślę, że tej służce, która ich odciągnęła od matki, nieźle się oberwie.
Ale będzie gifów <3 O tym pierwszym chyba słyszałam. Opis tego drugiego brzmi ciekawiej, muszę przyznać.
Bo nikt mu nie umożliwił pogodzenia się ze stratą. Ani kiedy "umarł", bo sam zaraz "zginął", ani kiedy Bucky się odnalazł, bo musiał z nim walczyć a później szukać, a strata nadal była, a do tego nieprzepracowane poczucie winy. Od początku ciąży na nim presja, od czasu do czasu jeszcze bardziej podsycana. 
/Patrząc na ich logikę (np. argument, że przez matkę wpadli pod lód. Z tego, co pamiętam, byli wtedy pod opieką Helgi i Siggy. Sami poleźli nad to jezioro, Helga się tym nie przejęła, a Siggy musiała ratować dzieciaki, które miały durny pomysł. A Aslaug zajmowała się wtedy Ivarem - ich małym, niepełnosprawnym bratem - a nie zalewała się w trupa czy gździła z Harbardem), mam obawy, że Margarett (tak jej na imię?) za bardzo się za to nie oberwie. Choć pokładam nadzieje w Ubbe, niech lotność umysłu odziedziczy po tatusiu razem z urodą. 
/"Zawsze żyłyśmy w zamku" to nawet ciekawa książka, ale nie mam pojęcia jak chcą przerobić ją na film, bo fabuły samej w sobie nie było tam zbyt wiele. Wszystko opierało się głównie na przemyśleniach głównej bohaterki - młodszej z sióstr. Jasne, można wpleść jej monologi w tle, ale coś ciekawego powinno w tym czasie dziać się na ekranie.
/A spróbuj to teraz wytłumaczyć Steve'owi. Jest tak uparty, jak Bucky, a może nawet i bardziej. Do tego będzie się wypierał, to pewne, bo jak ma przechodzić żałobę i godzić się ze stratą kogoś, kogo dopiero odzyskał?

+ To apropo okładki - masz może konto na wattpadzie?
Steve, okej. Więc jak jest, a jak chcesz, żeby było między wami? I co mógłbyś zrobić, żeby to spełnić?
 Czego nie próbuję zrobić, w główny rozrachunku i tak okazuje się, że tylko pogorszyłem sytuację. Chcę, żeby było... choć częściowo tak, jak dawniej, ale nie mam pojęcia co zrobić, żeby tak się stało. A Bucky nie chce mi w tym pomóc.
Bucky, no właśnie z tego, że powiedziałeś, co myślisz, bo raczej tego unikałeś, jeśli chodzi o sprawy z dawnych lat.
 Każdy czasem ma już dość duszenia wszystkiego w środku, nie? Trzeba spuścić nieco pary, żeby w końcu nie wybuchnąć.

o.

Mam nadzieję, że to co mu skapnęło na udo w linku nr 1 to Bucky'ego jest <3 no ale tarcza lepsza niż strzałka gdzie ma trafić xD haha oj tak! Już widzę stającego q płomieniach Stevena gdy Bucky to odnajduje xD
Tak okładka druga <3
Ale pierwszą też można wykorzystać do któregoś xD no i nie zapominaj o ao3 xD 
/Bucky'ego? Gdzie tam, to tego sąsiada spod czwórki. A wizja Steve'a palącego buraka na widok Bucky'ego przeglądającego jego szkice jest bezcenna <3
/Dotychczas używałam pierwszej okładki, ale zmieniłam ją na tę drugą. Teraz wszystkie moje okładki są w tym samym stylu. I chyba ograniczę się jedynie do bloggera i wattpada, odpuszczając AO3, bo nie zależy mi na głosach, a na komentarzach. Zastanawiam się też nad tym, czy nie przenieść "Nieba..." na wattpada, gdzie także czyta je kilka osób, bloga pozostawiając tylko na wyzwania. Ale to będzie zależeć od ciebie i Astrid, bo jeśli nie lubicie tej stronki, dalej będę wrzucać tekst tu i tu.
S: Oby to była potencjalna jedna randka odwołana a nie kilkanaście. A spoza branży nie opłaca się wam mieć związków? Pytam o ogół agentów. 
 Takie związki rzadko kiedy mają szansę przetrwać. Ktoś z branży zna ryzyko, zna charakter tej pracy, a w razie potrzeby będzie w stanie się obronić.
S: Widzisz? Jest pozytyw. Załatwiaj słoik albo i dwa. Może tylko jednym dostaniesz.
 Prędzej lub później dostałbym też drugim. Przerabialiśmy już podobny scenariusz.
B: Nie możesz nazywać mnie kochaniem, słońcem, nie masz prawa mnie lubiec, paradowac bez koszulki, nie możesz się uśmiechać, siedzieć zgarbionym i mieć nieumyte włosy.
 Hej, ja myję włosy. Czasem. Jak mnie najdzie wena.