12 marca 2017

o.

To byłaby piękna szufladka, ale chyba nie jest aż tak z Tobą xD no i faktycznie. Nawet notki czasem się dobrze kończą xD
Przecież jedna laska na wtt skumała o co biega, my się emocjonujemy więc jest dobrze napisane xD 
/I widzisz? Robię postępy! Potrafię napisać notkę, która ma dobry koniec i nie jest to koniec związany z pchaniem części ciała w czyją część ciała! Gdzie moje medale?
/Ale ja to wiem :P Ale i tak piszę każdy fragment po pięćdziesiąt razy, bo wiecznie coś mi nie pasuje.
I: Zawsze możesz poprosić o mały warsztat dla siebie?
 Mam taki mały w pokoju. Tata powiedział, że nie dostanę na razie nic więcej, bo rozkręcę cały dom. A ja tak wcale nie robię.
S: to jestem ciekawa po której stronie by chodził gdybyś miał napis "jestem jego" 
 Znalazłby sposób, żeby być ze wszystkich stron. To jest Bucky. Nie doceniasz go, jeśli uważasz, że nie dałby rady. 
B: kochanego ciała nigdy za wiele
 Pozwól, że nie do końca się zgodzę. Jak miłość twojego życia zaczyna zbliżać się do dwustu kilogramów i zdecydowanie nie są to ciężkie kości, to trzeba powiedzieć "stop". Chyba, że chcesz się pozbyć takiej osoby przed czterdziestką, bo kopnie w kalendarz.

o.

Przy +18 raczej są xD Chyba po prostu musisz przejść na tę tematykę xD Wtedy będą same HE xD
Ej weź :( 
/Już i tak spora część moich tekstów tego typu mniejsze lub większe happy endy zawiera, więc nie przesadzajmy. Już piszę w większości Stucky. Nie chcę zostać zaszufladkowana jako ta od Stucky porno :P
/No co "ej"? Taka prawda. To moje ulubione dziecko, lubię to opko, ale nie cierpię go pisać, bo ciągle mam wrażenie, że wszystko powinno być lepiej napisane. 
I: A już stworzyłeś coś z wujkiem?
 Nie lubi, kiedy ktoś dotyka czegoś w jego warsztacie. Ale pomógł mi zbudować takiego małego, jeżdżącego robota. Jeszcze go mam.
S: I możesz pokazywać obrączkę. Są takie koszulki ze strzałką np w prawo z napisem "He is mine" tylko Bucky musiałby być zawsze z twojej prawej.
 Znając Bucky'ego, to gdybym sobie taką kupił, zawsze chodziłby nie po tej stronie, co trzeba. Nie jest fanem ułatwiania mi życia. Zdecydowanie nie. Woli je utrudniać, to fajniejsza zabawa.
B: Uuu jest w co klepać!
No cóż, chyba zawsze było, bo drobinką nigdy nie byłem. Ale nie ma tego złego, przynajmniej Steve nie obił sobie niczego o kości. Myślmy pozytywnie.

11 marca 2017

o.

Umiesz pisać, ale racja - z natury lubisz męczyć bohaterów ;p Dlatego musimy stać u straży i wołać o happy endy choć ja je "wymagam" przy Stucky, a to Stucky ma nie być, soł.... ;p
Haha "Niebo" jest unikatowe xD
/Wiem, że jestem zła :( Ale ja naprawdę nie potrafię pisać happy endów i chyba nigdzie poza "Domem" takiego stricte szczęśliwego zakończenia nie dałam. Ale obiecuję poprawę! Kiedyś tam.
/To moje ulubione dziecko, ale go nienawidzę <3 
I: Chodzisz czasem do niego, do warsztatu?
 Wujek Tony nie mieszka w Waszyngtonie, ale jak jesteśmy w Nowym Jorku, to zawsze tam chodzę. Większości rzeczy i tak nie mogę dotykać, ale fajnie tam jest.
S: No ale nie raz, nie dwa słyszy się, że zawstydzeni geje zakupem udają hetero.
 Mogę być zawstydzony, ale nie muszę kłamać, że mam dziewczynę, skoro jej nie mam i nigdy nie miałem, a mam za to faceta, który jest palantem i lubi sobie ze mnie żartować. I nie wstydzę się tego idioty, a gdybym kłamał, tak by to wyglądało. 
 B: Steve tak źle gotuje, że dokarmiasz się na mieście? Więcej aktywności fizycznej!
 Powiedziałem, że mi się przytyło, a nie, że jestem gruby. Ale przynajmniej poszło mi w tyłek.

o.

Wiesz, umiejętność pójścia dalej to już będzie dla Steve happy end, bo wiemu wtedy że jakoś sobie poradzi xD
Ale czuję że będziesz łapać doła i słuchać smetow by to oddać xD
 Chcę dać w miarę otwarte zakończenie. Happy endów zbytnio pisać nie potrafię, a kolejnej dramy też nie chcę wciskać, bo i tak już zła kobieta ze mnie, więc ograniczę się do czegoś neutralnego i bezpieczniejszego. I tak, będę słuchać smętnej muzyki i będę smęcić wam niemal tak, jak przy "Niebie...". Albo nie, jednak nie będę, bo akurat niepochrzanione dramy pisać chyba potrafię :P
I: chciałbyś być kosmonautą?
 Nie wiem. Kosmos jest fajny, ale kosmici już nie. Bardziej chciałbym wynajdować różne rzeczy, jak wujek Tony.
S: nie wykrecales się że to dla dziewczyny?
 Jestem dorosły. I nie mam dziewczyny, o czym wie każdy, kto skojarzy kim jestem. A do tego jestem okropnym kłamcą.
B: nie zalujesz że tak się zmienil?
 "Tak"? Minęło... lekko licząc dwanaście lat, od kiedy jesteśmy razem-razem. To kawał czasu, więc nic dziwnego, że się zmienił. Ja też. A do tego przytyłem, to dopiero zbrodnia.

o.

Wiesz, Steve powinien to zrozumieć to dla niego jakby "czas się zatrzymał" xD
Jednak za HE dziękuję :*
Jestem! Ty też bądź!
Widzisz? Ta cała notka jest bardzo dobra! <3
/Nie powiedziałam, że będzie happy end, a że coś się wymyśli :P I cóż, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Sytuacja Steve'a jest wyjątkowo tragiczna - traci dom, przyjaciół, ukochaną, swój świat, a nim zdąży choć nacieszyć się tym, że jego przyjaciel jednak przeżył i miał dobre życie, okazuje się, że to nie jest już jego przyjaciel i to życie wcale nie było takie dobre. To masa złych myśli i ładunku emocjonalnego, nad którymi długo będzie trzeba posiedzieć, by jakoś to wyglądało.
I: To bardzo poważne przedmioty 
 A ja je lubię. Są fajne, w ogóle fizyka. Astronomia jest najfajniejsza.
G: Kiedy urośniesz powiesz na odwrót
 Ale ja chcę, żeby tata mi pomagał.
S: Ale daję cię naklejkę dzielnego klienta!
 Jestem dorosły, potrafię robić takie rzeczy i to nic szokującego. Przynajmniej nie powinno być. Kiedyś też musiałem zacząć kupować prezerwatywy i inne rzeczy, i nie spaliłem się przy tym ze wstydu. W bardziej... specjalistycznym sklepie też nie umarłem z zażenowania, chociaż przyznaję, byłem skrępowany.
B: Jestem z niego dumna, serio!
 O tak, Steve to już duży chłopiec.

10 marca 2017

o.

I ich drogi się rozejda, bo wszystko przewinęło.. Z wiatrem. So sad story :(
Ale pasujące do nich..

Wiem, dalej czekam na dłuższy opis! :p
Ej to widzisz? Potrafisz uzyskać zamierzony cel! Więc tutaj można Cię pochwalić xD
Boże to by była taka ich "tradycja" hahaha xD
Bucky zawsze będzie mieć coś z chłopca xD no i kolejki to też jakaś psycho sesja?
/To byłoby zbyt proste. Stwierdzenie, że "dorosłem, było minęło, żegnaj". Będzie so sad story, bo są idealni do takich tekstów, ale to nie oznacza, że nie będzie choć neutralnego zakończenia. Happy end by nie pasował, ale coś da się wymyślić :*
/O mój boru, w końcu napisałam coś tak, jak chciałam!!! Bądź dumna! I cóż, spadanie w przepaść sobie darujemy, bo inaczej dzieci skończą bez ojca - po tym, jak Bucky wyżyje się na Stevie za to, że ten go nie złapał - będzie tylko piesza wycieczka i katharsis. I tak właśnie to sobie zaplanowałam - że Bucky zaczął tworzyć makietę w ramach terapii, ale po tylu latach stało się to już nie tylko sposobem na ukojenie nerwów, ale i hobby.
I: a co lubisz?
 Matematykę. I fizykę. Chemię mniej, ale też jest fajna.
G: ani nie zpuszczasz ani nie scinasz?
 Tata mówi, że czasem to trzeba je trochę ściąć. Ale bardziej niż trochę to nie chcę. Bo jak są długie, to tata musi mi pomagać, a jak będą krótkie to przestanie, a ja nie chcę, żeby przestawał.
S: no słodziaku.. Jak Ty nie powiesz to on powie
 To niech powie. On uwielbia mówić. O wszystkim. Zwłaszcza o tym, o czym proszę go, by nie mówił.
B: serio? Nir dostał zawalu przed wejściem? Skoro wszedł i coś kupił mimo spalenia buraka to jest progres.
 Jakby mógł go dostać, to pewnie by go dostał. Ale pokazał, że jest mężczyzną i żadne wyzwanie mu nie straszne.

o.

#1 No ale jako czterdziestolatek mógłby odczuć "popęd" w stronę Kapitana Ameryki xD Haha żartuję sobie! Ale tym bardziej czekam na tekst ;p

#2 Ominął nas ślub. Jak mogłaś tego nie opisać!
Mimo że notka pozytywna to jednak nie wiem, czychał gdzieś tam smutek? Przemijanie? Ale pewnie to przez to, gdzie Bucky chce dotrzeć.. Tylko niech się nie potyka bo Steve nie złapie go znowu i wyląduje w zaspie :(
Haha nie ma to jak mieć swoje hobby! Za chwilę będę kuc piwnice dalej by się powiększyła xD
/Sęk w tym, że Bukcy byłby czterdziestolatkiem wyłącznie fizycznie. Psychicznie byłby niemal stulatkiem, który wiele przeżył, który widzi, jak jego dzieci się starzeją, a jego żona nawet już go nie poznaje. Miałby długie życie, którego z czasem Steve po prostu przestałby już być częścią. To coś naturalnego. I właśnie o to chodzi. Steve wraca, Bucky żyje, ale.... Dla niego Rogers to już tylko odległa przeszłość, człowiek, którego znał siedemdziesiąt lat temu. I co dalej? No, tego to już nie powiem.

/O ślubie wspominali już kilka stucky-tygodni temu :P
/O coś takiego właśnie mi chodziło. Ten Bucky przeszedł nieco inną, można by powiedzieć lżejszą drogę od naszego "standardowego" ulubieńca, miał na wszystko więcej czasu, ale mimo wszystko to ten sam człowiek, który chce na stałe zamknąć pewien etap życia, pokazując samemu sobie, jak daleko zaszedł. Och, no i nie jest głupi, więc daruje sobie chodzenie po krawędzi przepaści, wybierając prostszą drogę. Jakby znowu spadł, to by chyba wdrapał się na górę z powrotem tylko po to, by skopać Steve'owi tyłek.
/I to jest bardzo fajne hobby!
I: Dlatego miał przydomek "Niewierny" i dlatego Jezus po zmartwychwstaniu ukazał mu się i pokazał swoje rany.
 Ja tam nie lubię religii. Jest dziwna i ma dużo pytań, na które nikt nie potrafi odpowiedzieć. A ja takich pytań też nie lubię. 
G: A ty co planujesz ze swoimi włosami?
 Nic. Lubie takie, jakie mam. To po co mam coś z nimi robić?
 
S: Tego bym mu nie powiedziała...A skarżę na ciebie bo tak.
 Skoro skarżysz na mnie, bo tak, to ja ci nic nie powiem, bo tak.
B: Kij od miotły? Przecież tych tajemniczych rzeczy od Tony'ego wykorzystać nie chcesz.
 Słyszałem o tym, że ktoś używał kija od baseballa. Ale nie. No i nie róbmy już ze mnie sieroty, potrafię pójść do sklepu jak dorosły człowiek i kupić to, co chcę. Bez spalenia buraka i chęci zapadnięcia się pod ziemię jak pewien pan w blondzie. Którego imienia nie wymienię, ponieważ jest raczej oczywiste.

Notka Stucky + Wszystkiego najlepszego Bucky

N: Co tu dużo mówić, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO BUCKY! Czas też ogłosić, że chłopcy zostają z nami też na przyszły tydzień, ponieważ czeka ich wycieczka. Dość ważna z punktu duchowego, że tak powiem.

***
Bucky nie lubił swoich urodzin.

Nigdy.

Nie wiedział skąd mu się to wzięło, ale nie lubił ich i już. Uważał przyjęcia urodzinowe i prezenty za stratę pieniędzy i czasu. Znaczy, uważał tak wtedy, kiedy to o jego urodziny chodziło. Lubił kupować prezenty innym, uwielbiał organizować przyjęcia dzieciakom, ale… Swoich nie lubił i już. Nawet mimo tego, że ich domowy budżet nie załamałby się już doszczętnie przez urządzenie choć skromnej imprezy. Zawsze czuł się… dziwnie, podczas takiego przyjęcia, często urządzanego mu w ramach znienawidzonej niespodzianki. Nie cierpiał swoich urodzin i już.
Dlatego cieszył się, że udało mu się ubłagać Steve’a, by w tym roku nie robili kompletnie nic. Zgodził się na huczną imprezę z okazji setki, więc teraz każde urodziny będzie obchodzić po swojemu. No, aż do sto pięćdziesiątych. Je też może uczcić bardziej szczególnie. Ale pozostałe? Po co? Zgodził się jedynie na to, by Steve zabrał go na kolację. Choć głównie dlatego, że dzięki temu spędzą czas tylko we dwoje, a tego dość często im jednak brakowało. Wciąż często mijali się w drzwiach, a kiedy już obaj byli w domu, ciężko było im znaleźć czas tylko dla siebie. Dlatego nie chciał żadnej imprezy w większym gronie.

Zwłaszcza, że dziś nie miał czego świętować. Bo był ponad stuletnim czterdziestolatkiem zamkniętym w ciele trzydziestolatka. O mentalności dwudziestolatka, ale to już inna sprawa. Rozchodziło się o to, że według swoich obliczeń kończył dziś czterdzieści lat.

Czterdzieści.

I Boże… Był taki… stary.
Nawet nie wiedział, kiedy doszedł do takiego wieku. Jeszcze niedawno miał dwadzieścia trzy lata i był święcie przekonany, że wygra wojnę i heroicznie powróci do domu. Cóż, jak wiadomo – nie wrócił. Ale łapał się już na tym, że doszedł do takiego momentu w życiu, w którym… po prostu tego nie żałował. Był szczęśliwy, miał rodzinę, dzieciaki, za które dałby się pokroić i przestał przejmować się ukradzionymi latami. Miał jeszcze wiele lat do przeżycia i wierzył, że to wszystko nie wydarzyło się bez powodu. Że wszystko musiało potoczyć się tak, nie inaczej, by mogli spotkać się ze Steve’m po siedemdziesięciu latach, wbrew wszelkim prawom logiki.

A teraz miał czterdzieści – ponad sto – lat, dwójkę dzieci, domowe zoo i był zaobrączkowany.
I miał ochotę krzyknąć "Pieprz się Hydro, pierdol się Zola! Patrz gdzie zaszedłem i kim jestem!". Był z siebie dumny. Jak jasna cholera. Bo był tym, kim zawsze chciał być, nie tym, kim oni chcieli, żeby się stał.
Kochał Steve’a, kochał swoje dzieciaki, kochał swoje małe zoo, swój pochrzaniony dom i swoją makietę, która rozrosła się już niemal na pół piwnicy. Uwielbiał ją, naprawdę uwielbiał, a zajmowanie się nią uspokajało go jak nic innego. Lepił wzgórza, montował drzewka, malował figurki… Dbał o każdy szczegół. Dlatego pomimo niechęci do wszelkich prezentów, ucieszył się jak dziecko, kiedy otworzył pudełko, które rano podrzucił mu Steve. Dał się wyściskać, zrobił dzieciakom śniadanie i oddał je w ręce Steve’a, samemu zaszywając się na dole. Przynajmniej do czasu, aż Steve wrócił po odwiezieniu ich do szkół.

Nie mógł się nie uśmiechać, kiedy wyciągał kolejne części zawartości pudełka na blat. Steve twierdził, że tylko pomagał dzieciakom w malowaniu, ale i tak wiedział, że większość nieco bardziej profesjonalnych szczegółów i wykończeń to była jego kreska. Ale cała reszta? To była ich praca. Udawał, że o niczym nie wie, ale nie raz słyszał jak się sprzeczały.

Obejrzał się za siebie, słysząc znajome, miarowe kroki Steve’a na schodach.

I jak, pasują? — Steve podszedł bliżej, by zerknąć mu przez ramię na domek, który trzymał w dłoniach. Nie byłby przy tym sobą, gdyby nie schował twarzy w jego włosach. — Przy kominie jest włącznik światła. Ian go zrobił.

— Oczywiście. — Uśmiechnął się do niego, ostrożnie odkładając domek na blat. Włącznik był wykonany zdecydowanie zbyt profesjonalnie jak na dziewięciolatka, ale oduczył się już martwienia tym. — Czasem wciąć nie mogę sobie wybaczyć, że kiedyś nie chciałem zgodzić się na to, żebyśmy się nim zajęli.

— Przestań. To nic złego, mogłeś się bać. — Wsparł brodę na jego ramieniu, garbiąc się nieco. — Też się bałem. Przy Grace nawet bardziej. A teraz? Spójrz na nich.

— Patrzę. Ciągle patrzę. — Sięgnął ramieniem za siebie, by przygładzić jego włosy.

— Jestem z nich dumny. Z nich i z ciebie. Jak nigdy z nikogo innego.

— Jesteś ze mnie dumny? — Zerknął na niego kątem oka.

— Bardzo. Jestem dumny i kocham cię. — Odsunął się nieznacznie, by móc spojrzeć mu w oczy. Zawsze tak robił, kiedy to mówił.

— A chcesz coś dla mnie zrobić? — spytał ostrożnie. Zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu, ale nie wiedział, jak się za to zabrać. — Taki… prezent?

— Oczywiście. Zawsze. — Wyprostował się, jak zawsze gotowy, by spełnić jego nawet największą zachciankę. — Co tylko chcesz.

— Zabierz mnie w Alpy.

Steve wyglądał na nieco strapionego, zdziwionego, kiedy upewnił się, że dobrze usłyszał:

— W Alpy? Ciebie? Nie cierpisz gór, ciągle to powtarzasz.

— Czas to zmienić. — Odwrócił się, by oprzeć się biodrami o kraniec blatu. — Chcę dostać się w jedno miejsce.

Steve patrzył na niego uważnie, nie od razu rozumiejąc, o co mu chodzi. Po chwili jednak zdawało się już to do niego dotrzeć, a uwaga ustąpiła miejsca zaniepokojeniu.

Tam?

— Tak, tam. Linia kolejowa nie jest już używana i… — Oblizał wargi, czując absurdalną suchość w ustach. — Czytałem, że można tam dotrzeć. Większa część drogi jest płaska, to wąwóz. Dla nas to nic. Wystarczy ciepła kurtka.

— Bucky… Jesteś pewien?

— Jak już dawno nie byłem.

 Musiał odwiedzić to miejsce. Musiał je zobaczyć. Wreszcie na stałe zamknąć pewien etap. To była już przeszłość, a on… A on chciał zrobić to tak, jak powinien. Chciał tam pójść  i wykrzyczeć, że to on wygrał.

***

9 marca 2017

o.

Haha może Twój będzie pierwszy? :p ale poczekam na tekst! *.*
Steve umrze? A to będzie ich miłość czy bez? Obiecuję że przeczytam tak czy siak xD
 Bucky spadnie z pociągu, Steve rozbije samolot, ale Bucky zostanie odbity 1946 i wróci do domu. Będzie musiał poradzić sobie z tym, co mu się przytrafiło i ze świadomością, że Steve zginął. Ale miałby komandosów, miałby swoją rodzinę i zacząłby wracać do normy. Ożeniłby się z Gail Richards, pomógłby współtworzyć SHIELD i wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że jego żona i dzieci by się starzały, a on... cóż, także, choć kilkukrotnie wolniej. Więc kiedy doszlibyśmy do roku 2012, kiedy odnaleziono by Steve'a, Bucky były koło czterdziestki. Nie planowałam robić z tego tekstu z motywem Stucky, przykro mi :)
I: uczeń Jezusa Chrystusa 
 Ale skoro wierzył tylko w to, co widział, to jak mógł być uczniem kogoś, kto nauczał o tym, czego nie można widzieć i opowiadał o sobie rzeczy,  w które nie powinno się wierzyć bez zobaczenia dowodów? Nikt nie widział Boga, więc jak mógł wierzyć w to, że Jezus jest synem Boga, skoro nie mógł zobaczyć niczego, co pokazałoby mu, że Bóg istnieje?
G: Bo tata pomaga ludziom, którzy są chorzy i nie mają włosów, by je mieli. 
 Wiem. Ale tata i tak dziwnie wygląda bez włosów. Jeszcze dziwniej niż tata Steve, kiedy chciał mieć długie włosy.
S: to co szykujesz na urodziny?
 Nie zdradzę tego. Powiesz mu, skoro mu się na mnie skarżysz.
B: Ogórka? Czy co? :o
 Nie popieram marnowania jedzenia. Więc nie, ani ogórka, ani banana, ani kabaczka. Mało ludzie fajnych rzeczy wymyślili?

Astrid Löfgren

N, za te wszystkie trudy życia nam się więcej należy niż facetom, o!
Nie wiem, jak mu pomóc :( Może postaram się w przyszłym tygodniu, żeby chociaż troszkę miał satysfakcji ze swoich starań.
No i właśnie. Mam wrażenie, że takie przedmioty prowadzone są przez osoby niekompetentne całkowicie. Ja się w podstawówce chyba więcej dowiedziałam niż na dalszych etapach kształcenia - może dlatego, że później rzadko uczestniczyłam, a podstawówce to były zajęcia poświęcone głównie menstruacji, skąd biorą się dzieci i takie tam. Pamiętam też, że prowadziła to osoba z zewnątrz, bo była jakaś akcja którejś marki produktów higieny osobistej. Całe szczęście, że mam mamę w miarę ogarniętą i potrafiła reagować, chociaż też ze wstydem. Obecnie cała ta edukacja seksualna zmierza w złym kierunku, a istnieją naprawdę genialne książki dostosowane do wieku ucznia, doskonale wyważone pod względem przekazywanej treści. Wiadomo, dużo też zależy od nauczyciela, ale nauczyciele z tego co widzę też chuchają i dmuchają byle tylko nie wyjść poza schemat. 
/Żądajmy więc sceny z lotniska, w której team się przebiera! Wandzię mogą pominąć albo pozwolić jej przebierać się w vanie. Reszty żądajmy! Potrzebne nam to do celów naukowych, by zbadać, czy Bucky'emu odrosły włosy! To bardzo ważne! 
/Tylko nie staraj się za bardzo, bo od razu się zorientuje i będzie mu bardzo, bardzo przykro. A przecież nie chcesz sprawić mu przykrości, prawda?
/Osobiście nie znam ani jednej osoby, która miałaby sensownie prowadzone te zajęcia. Większość z nich nauczały katechetki, przez co przekazywana przez nie "wiedza" była bardzo stronnicza, a nauki odwoływały się do nakazów i zakazów z chrześcijaństwa, co kategorycznie nie powinno mieć miejsca. Bo takim dzieciakom nie jest potrzebna wiedza, że seks przed ślubem to grzech, a przedstawienie im tego, jak naprawdę jest, jak się zabezpieczać i co robić w razie w. Inaczej wciąż będziemy mieć nastolatki, które wierzą, że pomat chorób wenerycznych i HIV/AIDS. A nauczyciele, którzy podejmują się prowadzenia WDR do jedczas pierwszego razu nie można zajść w ciążę i dorosłe kobiety, które będą święcie przekonane, że podczas karmienia piersią też się nie da. Do tego dochodzi wciąż niewystarczająca wiedza na teszcze inna sprawa. Naprawdę nie powinien zabierać się za to ktoś, kto rumieni się i jąka na dźwięk słowa "penis". 
S, B, nie pozwalacie mu za bardzo eksperymentować na różnych urządzeniach?
 Cóż, dbamy o to, żeby nie zrobił sobie krzywdy podczas takich zabaw, ale... Naprawdę ciężko jest przekonać go do tego, by przestał i zajął się tym, co mu organizujemy. Ale dla niego to często i tak za mało, więc wracamy do punktu wyjścia, czyli podkradania wszelkiej elektroniki, kiedy tylko nie ma nas w domu i nie mamy go na oku. Czasem naprawdę bywa kłótliwy i nieco przemądrzały jak na swój wiek, ale poza tym to naprawdę dobry dzieciak.