11 kwietnia 2017

o.

W pierwszym akapicie brakuje chyba "się"? Że Bucky w coś się wkręci, czy sobie coś wkręci? ;p i Grace poradzi sobie sama a nie sam :p

No i oczywiście wiesz, że nie ma pytań po "lepiej o tym nie mówić" xD toż to od razu nasuwa myśli by o to spytać xD 
/Co do "się" - faktycznie nie zauważyłam, że mi to uciekło, dzięki. A co do "sam/a" - nie narzucaj dziecku, kim ma być, ty...ty nietolerancyjna litero, ty!!! 
/Ależ oczywiście, że wiem :P Ale pamiętaj, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła!
S: A do jakich twoich dziwactw musiał przyzwyczaić się Bucky? Wiesz, zawsze możecie jednak intensywnie próbować osiągnąć to ze soba drogą naturalna. Przynajmniej Bucky będzie zajęty czymś innym niż czarnymi chmurami.
 Najwyraźniej robimy coś bardzo, bardzo nie tak, skoro pomimo tylu lat intensywnych prób nic nam się nie udało. Ale cóż, potrzebujemy najwidoczniej jeszcze więcej praktyki.
/I ależ ja nie mam żadnych dziwactw. Jestem idealny.

B: Ta, chyba w snach.

S: Och, w twoich na pewno.
B: ja mogę zostać twoim trzecim dzieckiem
 Uuu, czy to propozycja, której przypadłby hasztag "sugar daddy"? No ale dzięki wielkie za propozycję. Choć preferowałbym odrobinę młodsze rocznikowo dziecko, bez obrazy. Nie takie , które po adopcji powędrowałoby od razu na studia.

10 kwietnia 2017

Tydzień Stucky + notka

***
Kilka lat później

Steve wiedział, że Bucky potrafi być wyjątkowo uparty. Bardzo, ale to bardzo uparty, jeśli akurat w coś się wkręci. Przysłowiowe pół biedy, jeśli tym "czymś" była akurat jakaś trywialna sprawa pokroju przesypywania wszelkiego zaopatrzenia kuchni do specjalnych, oznaczonych pojemników czy układanie wszystkiego, co tylko da się ułożyć, w porządku alfabetycznym. Tak, to naprawdę nikomu nie przeszkadzało, były to jedynie niewinne dziwactwa, które nie wyrządzają nikomu krzywdy. Steve nie miał więc większych obiekcji przed tym, żeby odkładać książki tylko w ich wyznaczone w biblioteczce miejsca, nie gdziekolwiek indziej, czy żeby przesypywać ryż do pudełka na ryż, a kawę do szklanego słoika na kawę, bo dlaczego by nie? To w jakiś sposób uszczęśliwiało Bucky’ego. A jeśli Bucky był szczęśliwy, to on także, przynajmniej w pewnym stopniu.
Schody zaczynały się jednak wtedy, kiedy małe obsesje Bucky’ego były nieco bardziej… problematyczne.

Astrid Löfgren

N, został. I jak zwykle beznadziejnie. Oni chyba w ogóle sobie tego nie wyobrażają ani nawet się nie zastanawiają nad stroną techniczną. Osobiście wolę angielski w polskiej rzeczywistości filmowej, niż wymuszony, sztuczny jak cholera i nijak niepasujący dubbing.
Dawno temu to oglądałam, ale chyba wiem o czym mówisz. W "Wołyniu" momentami tak jest, że brakuje napisów, choć i tak na ich brak narzekać nie można. Polskie filmy mają duży problem z dźwiękiem. Albo jest za głośno, albo za cicho i to jest wręcz notoryczne.
 Problemem dubbingu nie jest nie tylko nie dopasowanie głosów do aktorów (zwłaszcza w filmach stricte dla dzieci, a dubbingowane seriale z kanałów Disney'a to już prawdziwa makabra - piszące, dziecięce, niedopasowane, brrr), ale też to, że wtedy często fragmenty dubbingowane są ciche, a cała reszta głośna. Czasem naprawdę można oszaleć, bo wygląda to tak: cicho, cicho, cicho, jeszcze jeszcze ciszej... i BUM!, coś zaczyna się dziać, więc głośność zwiększa się kilkukrotnie. Okropieństwo, jeśli ogląda się taki film w słuchawkach. Wieczne podgłaśnianie, żeby usłyszeć, co mówią, i ściszanie, żeby nie ogłuchnąć od akcji. Polskie lub spolszczane produkcje mają z tym ogromny problem.
Steve, masz chyba trochę gorszy czas, co?
 Nie mogę zaprzeczyć. Choć jestem skłonny powiedzieć, że nawet bardziej niż trochę.
Bucky, nie. Wzrosły.
 Znowu coś zrobiłem, tak?

9 kwietnia 2017

Astrid Löfgren

N, jeden się zdarzył. O Sendlerowej. Argumentacja jest pewnie typu "Film o Polsce i Polakach, to po polsku ma być, a nie jakieś lektory czy inne napisy!".
."Dzieci Ireny Sendlerowej"? A to przyznaję, że nie wiedziałam o tym, że film został zdubbingowany. Ale to zapewne dlatego, że w większości przypadków oglądam filmy z napisami. I cóż, ciekawi mnie bardzo, jak ci wszyscy ludzie przedstawiający taką postawę, wyobrażają sobie kręcenie tego filmu. Amerykanie mieli zatrudnić polskich aktorów, czy jednak mieli kazać nauczyć się wybranym aktorom języka polskiego, co w najbardziej optymistycznym scenariuszu skutkowałoby czymś na miarę "Henryku, proszę cię, nie rób tego", a potem zrobić do niego angielskojęzyczny dubbing na swój rynek :P? Przy takim choćby "Pianiście" też sporo było zarzutów właśnie o to, że bohaterowie porozumiewają się w języku angielskim, a przykłady takich zarzutów można mnożyć i mnożyć.
/A co do "Film o Polsce i Polakach, to po polsku ma być, a nie jakieś lektory czy inne napisy!" - podczas oglądania "W ciemności" Agnieszki Holland, naprawdę żałowałam, że podczas rozmów w naszym rodzimym języku też nie było napisów, bo czasem ciężko było zrozumieć cokolwiek. Nie tylko ze względu na gwarę, ale też przez to, że muzyka i odgłosy w tle zwyczajnie zagłuszały dialogi. 
Steve, a co wiesz?
 Zależy na jaki temat miałbym się wypowiedzieć. Ale ogólnie rzec biorąc, to wiem sporo, tak sądzę. I co najważniejsze - zdaję się wiedzieć, czego nie wiem.
Bucky, odnosząc je jednocześnie do siebie. Wmawiasz.
 Och Boże mój, którego bez powodu wzywać nie powinienem... Już nie będę tak mówić, dobra? Lepiej ci? Ulżyło? Nerwy opadły czy coś tam?

o.

S: Myślałam, że głupio powiedziałam.
 Jeśli obrażałbym się o każdą głupotę, byłbym najbardziej naburmuszonym człowiekiem na świecie. A to rola Bucky'ego.

o.

S: To miło z twojej strony
 A dlaczego miałbym czuć się urażony? Nie widzę ku temu żadnego powodu.

8 kwietnia 2017

o.

T: a jest coś ogólnodostępne za co nie zgine?
 Dotyczące dawnych odkryć naszych przodków, z których wciąż korzystamy? Jest tego wiele. Wierzenia, kultura, odrestaurowane zabytki, metody utwardzania metali, sposoby walki... To dla nas bardzo istotne.
Tak w sumie, to piątek był wczoraj, a pan Pantera miał tu być właśnie do piąteczku, więc to już ostatnia odpowiedź :*
S: Dobra, dobra. Wybacz
 Nie mam czego wybaczać. Nie widzę żadnego powodu do obrazy.

o.

 T: dlaczego? będziesz musiał mnie zabić? 
 Ludzie są skłonni zabić za takie informacje. Przez tysiące lat ich strzegliśmy osiągnięć naszych przodków i w momencie takiego napięcia, nie możemy dopuścić do ich wycieku.
S: Jakaś terapia u Sama?
 Sam nie jest terapeutą. Nie prowadzi terapii, ponieważ nie jest terapeutą, nie ma w tym ani praktyki, ani kierunkowego wykształcenia.  Jeśli znów będę chciał odwiedzić specjalistę, zrobię to.

o.

T: Możesz ten kult przybliżyć?
 Przykro mi, ale nie. To nie są informacje, o jakich rozmawiamy publicznie.
S: Skup się na tych dogodniejszych?
 Jakby było to takie proste, zrobiłbym to już dawno i nie miałbym problemu. Ale to jednak jeden z tych przypadków, w których łatwiej jest powiedzieć niż zrobić od tak. Ale nie jestem głupi, dlatego wiem, że trzeba tak robić. Więc próbuję.

Astrid Löfgren

N, siła dubbingu. I małe rozgarnięcie co poniektórych.
Coś by się wymyśliło. Jakaś peruka czy coś. Choć wiem, że to nie byłoby to samo.
/Nasi zachodni sąsiedzi dubbingują często wszystko jak leci i niestety także do nas zaczyna dochodzić ten trend - np. zdubbingowano "Azyl", czyli film o holokauście, co przedtem raczej się nie zdarzało. I w sumie po co? Żeby przyciągnąć szkoły do kin? Bo brak polskiego języka niektórym przeszkadzał :P? Mam jednak nadzieję, że dubbing znów nie zacznie wypierać napisów, jak przez dłuższy czas było np. z filmami Marvela. Większość kin oferowała dubb+2d, dubb+3d i napisy+3d, do tego w kiepskich godzinach. Ale posypały się petycje i częściej można było uświadczyć napisy+2d.
/Chciałam poszukać artów z bezwłosym Buniem, ale Google najwidoczniej nie przyjmuje takiego zbezczeszczenia.
Steve, można popaść w depresję. Jak już o bezpieczeństwie mowa, to co powoduje, że czujesz się bezpiecznie?  
Bucky, inaczej to było zapisane. Chyba poprawiłeś. Albo to mi się coś pokrecilo. I cóż, wmawiasz sobie, misiu.
 Niczego sobie nie wmawiam. Po prostu mówię, że jest takie powiedzenie, bo coś kojarzę, że chyba jest. I tyle.