6 maja 2017

o.

Liczy! Nie umniejszaj mi! 
 Nie liczy! Zresztą tu Steven jest po mojej stronie!
S: Temu się z nim przyjaźnisz.. Chcesz go wygryźć ze spaniałosci.
 Nie, to nie tak. Mam po prostu nadzieję, że jeśli będę przebywał z nim odpowiednio długo, to część tej wspaniałości spłynie też na mnie. Tyle lat minęło, a nadzieja nie umarła.
 B: Wygodny jesteś.

5 maja 2017

Astrid Löfgren

N, zacne skojarzenie. Boże, tragicznie wygląda. Jakby nie wiem... z "halołinowego" kinderparty wyjęta.
Że co? To opko o najzajebistszej psychiatrze ever rozrosło się do rozmiarów gigaopka? A myślałam, że jednak się dziewczyna zastanowiła i poczytała trochę literatury. Jak to dobrze, że raczej tacy lekarze w rzeczywistości nie występują. Raz mi się zdarzyło mieć kontakt z dość specyficznym psychiatrą, który twierdził, że widzieć czyjąś śmierć to w zasadzie nie problem, że to ręka Boga, za którą trzeba podążać, że on jest po to, by w tym pomóc, blabla. Nie pomógł. I niedługo potem trafił na oddział w charakterze pacjenta. Później się okazało, że cierpi na schizofrenię. A więc może ta pani psychiatra cierpi na jakiś zespół, na który składają się wszystkie zaburzenia psychiczne? Bo w tych przykładach, o których piszesz, można się dogrzebać do paru rzeczy :P

Mam teraz refleksję, w kontekście ostatnich dywagacji na temat wagi Bunia, że Parker im nieco dokopał, bo jest szczupły. Na razie się nie nudzi, bo mam przeprowadzkę na głowie. A jak mi się nudzi, to w środku nocy. A w środku nocy pewnie tam nikogo nie ma :(

Lubię Sharon <3
/Widziałam gdzieś komentarz, że ta charakteryzacja wygląda raczej jak z "Inhumans XXX". I kurczę, coś w tym jest :P 
/Nie, nie, tamto opko doczekało się góra jednego rozdziału (za to pojawiło się kilka jeszcze gorszych, spróbuję odszukać i podrzucę), ale pani z socjopatko-psychopatka (tak ją określę, bo krócej, a imienia nie pamiętam) z "Rekalibracji" też jest przecież najzajebistrzym psychiatrą ever, dlatego ją wybrano. Kij z tym, że ona chyba nijak Bucky'emu nie pomogła, a przynajmniej żadnych postępów nie opisano, ale... Poważnie tej laski nie pojmuję :P Tej logiki typu:
Steve: Bucky to nie przedmiot, Bucky walczył o wolność i na nią zasługuje!
Pani socjopatko-psychopatka: Wolność? Lul, jaka wolność? Hiroszima! Nagasaki! Moją babcię zgwałcił Amerykanin, ty faszystowski białasie! Nie masz prawa mówić o wolności, nikt prócz ciebie jej nie zaznał!
Tak to widzę. Skoro laska w swojej genialnej psychoanalizie Stevena zapomniała o tym, że życie homoseksualnego syna biednych, irlandzkich imigrantów, który całym sobą wpisywał się w schemat "osoby nieprzydatnej społecznie" raczej usłane różami nie było, to aż boję się, co ona zrobi Bucky'emu. Jeszcze po jej rekalibracji zacznie gdakać jak kurczak :P

/Na całe szczęście Bucky spadł obok Sama, nie na niego. Jeszcze biedny Sammy by się nie pozbierał!
/Z tego, co mi wiadomo, to w Loki z Cleą, Wandą albo Ellipse siedzą tam i do trzeciej nad ranem, więc nie bądź taka pewna :P!
/Sharon jest świetna <3 Zwłaszcza teraz, kiedy dyrektoruje SHIELD. Czekam, aż da w zęby Hydra Capowi, oj czekam. Ta scena musi się pojawić <3
Steve, dla niej możesz być idealny taki, jaki jesteś. Wy to będziecie mieli dwójkę dzieci jednak, skoro jedno już macie.
 Sharon też tak mówiła - że związała się ze mną, a w pakiecie dostała wyrośnięte i wyjątkowo marudne dziecko, zazdrosne o nową dziewczynę tatusia i pojawienie się młodszego rodzeństwa. I zdecydowani coś w tym jest.
Bucky, łamiesz mi serce.
 Daj mi więc powód, żebym tego więcej nie robił. I żebym cię chwalił.

o.

Od Stevena xD 
 To on, nie ty, więc się nie liczy :P
 S: tyle lat i tak żyłeś w nieświadomości. Ale moze bez terapii się obejdzie?
 Napomknę o tym mojemu terapeucie, ale uniknę raczej traumy. Choć będzie to trudne. To... Gdybym nie wiedział o jego wspaniałości, ta wiedza by mnie przygniotła. Wiedziałem, jedynie spychałem ją do podświadomości, dzięki czemu jakoś się trzymam.
B: *Na nim* możesz mi naskoczyc

o.

ZWALAM na Ciebie xD 
 Yhym, żebyś jeszcze miała co.
S: tak lepiej, przykro mi ze ta prawdę musiales uslyszec
 Musiało nastąpić to prędzej lub później. Może dobrze, że nastąpiło już teraz. Dzięki temu było... mniej bolesne.
B: *zrobila*

o.

Nauczyłam się tego po Tobie! :( 
 Po mnie czy ode mnie :P? Wszystko moja wina, wszystko przeze mnie, najlepiej zrzucać na mnie...
A: może się do niego przyzwyczaisz..
 Przyzwyczajenie przyzwyczajeniem, ale to nie znaczy, że od razu to polubię. Ale spróbować można.
S: Przyćmiewa ją, nie rujnuje.
 Dobrze, przepraszam. Bucky mnie przyćmiewa swoją wspaniałością.
B: *rzuca się na niego*
 Nie radzę. Wierz mi, nie radzę tego robić.

o.

Nie emtokujesz! 
 Jak możesz być taka okropna :'(!
A: oj tam, właśnie powinnaś się go trzymać.
 Unikanie go dłuższą metę byłoby trudne, przebywamy w tym samym budynku. Ale próbować można.
S: rzeknę ze jesteś wyjatkowy
 Dobrze wiesz, że nie aż tak. Bucky rujnuje moje moją wyjątkowość.
B: nie nie? Nie tak? Tak nie? Tak tak?

Astrid Löfgren

N, stwórzmy ruch ochrony włosów Bunia. A Meduza ma chociaż te włosy do ziemi?
Dziewczyna jest przynajmniej szczera, bo przyznała, że psychologiczne gadki są zmyślone (w sumie pojawia się pytanie, czy gadki w sensie rozmów, czy w sensie teorii). No i przy tym coś jednak musiała sprawdzać, poczytać, skoro pojawiła się tam teoria modyfikacji zachowania, pranie mózgu. To co jest w tym ff nie leży jakoś blisko tych teorii, ale jednak w którymś kościele bije dzwon, nie wiadomo tylko w którym. Mogła ją ponieść fantazja i pewnie poniosła. Zrobiła też duży błąd wciskając jakieś niestworzoną nazwę terapii, zastępującą rzeczywiście istniejące procesy, które stara się opisać. Z tematem zapoznała się prawdopodobnie pobieżnie, ale mimo wszystko to i tak jest na wyższym poziomie, niż kwiatki typu opko o najzajebistszej psychiatrze ever.

A ja i tak będę na to czekać <3
Oj cicho, lubią się! Tak po prostu! Dajmy im chwilę wiary, zanim wszystko się spieprzy, a Buckyś okaże się sukinsynem. Albo i nie.
Wiedziałam od chwili, gdy tę scenę zobaczyłam <3 Ale przyznam, że się nie zastanawiałam nad tym, że chwilę wcześniej "się nienawidzili", nawet nie pamiętam, czy zauważyłam, że takie wyznanie miało miejsce tuż przed "ratunkiem". Oni i tak się kochają <3
/Tutaj masz panią Meduzę. W serialu dodadzą pewnie CGI, ale sama fryzura i kolor są przeokropne i zwyczajnie tandetne. Przypomina mi trochę rudowłosą Morticię Addams :P
/Właśnie nie do końca wiem, co dokładnie mam rozumieć przez to, że "gadki psychologiczne są zmyślone", właśnie przez to, że coś tam jest prawdziwe, ale sprawia wrażenie jedynie przeczytania po łebkach jakiejś skróconej definicji. Zresztą, ta "najzajebistsza psychiatra ever", która nie potrafi zdecydować się co do tego, jaki ma typ zaburzenia, jest dla mnie wyjątkowo odrzucającą postacią. Momentami wręcz obślizgłą. Przeczytałam tekst do końca tylko po to, żeby to ocenić. Nie wyobrażam sobie leczyć się u kogoś, kto uważa pranie mózgu za świetną zabawę i nie potrafi przyjąć do świadomości tego, że ktoś może mieć inne zdanie. Idziesz do takiej na terapię, a ta cię wyśmiewa. Steve mówi jej, że Bucky to nie przedmiot, a żołnierz walczący o wolność, a ona wyśmiewa go i drwi z tego "jaka znowu wolność". Że tylko Steve widzi wolność, bo jest "prawdziwym amerykańskim, białym mężczyzną", a reszta cierpiała, bo Hiroszima i Nagasaki (jakby Steve miał coś do powiedzenia na ten temat, jakby była to jego wina, choć "zginął" na kilka miesięcy przed tym), a w ogóle to jej babcię zgwałcił Amerykanin, więc wolności nie było. Do tego ten  pogardliwy "prawdziwy amerykański, biały mężczyzna", gdzie pani psychiatra całkowicie pomija niewygodne fakty, jakimi jest homoseksualizm tamtego Steve'a i fakt, że przez większość życia mierzył się z panującą w Ameryce eugeniką. Boże, strzeż mnie przed takimi lekarzami, proszę. Chociaż... Może taki był zamysł? Odrzucająca postać "dobrej" lekarki, ale za to budząca momentami wręcz odwrotne emocje "zła" babka, która robi to, co jej każą, bo chce chronić córkę? Chociaż to zapewne zbyt optymistyczne założenia.

/Oj no, nie okaże się dupkiem. Nie tym razem, tak tylko wkręcałam :P
/Nope, odwrotnie - najpierw był "ratunek", potem nienawiść. I ze skruchą przyznaję, że jakoś nie zwróciłam na to uwagi, bo byłam zajęta kontemplowaniem nad tym, że dwóch wyszkolonych żołnierzy z jednostek specjalnych (z których jeden ma super-sprzęt, a drugi jest... a właściwie powinien być jednym z najbardziej skutecznych morderców świata, ale jakoś mu nie wychodzi) daje kopać sobie tyłki 15-latkowi, który ma moce od jakiś... kliku miesięcy? Tak, wiem, ma super-siłę i te sprawy, ale jednak z ich doświadczeniem to i tak wstyd :P A jak już jesteśmy przy miłościo-nienawiści - wiesz, Sam ciągle wisi na drugim blogu, więc jakby ci się kiedyś czasem nudziło, to byśmy cię nie wyrzucili :P

+ Tak btw - Sharon i "najlepszy hamburger na świecie" to kanon.
Steve, o, chyba bym się z nią polubiła. Przedwczoraj poszukiwałam najlepszych lodów na świecie, bo mi się te cholery zgubiły. No nie bądź taki skromny, ona też trafiła idealnie. A Bucky już mniej zazdrosny?
 To nie skromność, a raczej... realistyczne podejście. Wiem, że daleko mi do partnera idealnego, dlatego właśnie staram się do zmienić. A Bucky... Cóż, czasami zachowuje się trochę jak dziecko zazdrosne o młodsze rodzeństwo, ale robimy postępy i odpuszcza.
Bucky, zbyt rzadko mnie chwalisz. 
 A za co mam cię chwalić? Miałem nie kłamać, nie? Więc nie ściemniam i nie chwalę za nic.

4 maja 2017

Astrid Löfgren

#1 N, lepsze to niż nic! Przynajmniej wie mniej więcej, czego może się spodziewać.
We dwie świata nie zwojujemy, musimy porwać za tą szlachetną ideą tłumy! Wtedy nie odważą się tknąć włosów!

Całkiem prawdopodobne, że laikowi (który za bardzo nie ogarnia, co tam się z Bucky'm działo naprawdę, i który za bardzo nie zna nomenklatury różnych dziedzin, nie mówiąc już o samych procesach, nazwijmy to, terapeutycznych) spodoba się taki nurt ff, bo na jakimś poziomie brzmi całkiem sensownie. Jak się wczytasz - trochę mniej. Główna bohaterka to moim zdaniem pięta achillesowa tego wszystkiego, bo resztę jakoś można wytłumaczyć au, czy czymś.

#2 O tak, na rozmowę Bunia z Leo warto czekać i czekam z utęsknieniem <3
Podoba mi się relacja Avy z Bucky'm. Są trochę na linii ojciec-córka, ale też brat-siostra. Buniu robi się nam opiekuńczym pyziem.
/Boję się o jego włosy :( Loki ma loki, Thor jest obcięty na krótko, Meduza ma paskudną, pomarańczową perukę... Marvel, pliz, nie niszcz włosów Bunia :(
/Naprawdę nie mam nic przeciwko temu, żeby czytelnik takich rzeczy nie ogarniał - ani jeśli chodzi o wiedzę komiksową, ani o specjalistyczną. Ale jednak uważam, że jeśli ktoś chce udawać mądrego i pisać o takich rzeczach, to jednak co nieco wypadałoby poczytać. Nawet jeśli tylko po to, żeby bzdury brzmiały sensowniej po wczytaniu się. Bo jeśli coś się wie na jakiś temat, to przychodzi to jakoś prościej, przynajmniej moim zdaniem. 

/Pewnie 1/2 notki to będzie milczenie, 1/4 wzajemne wyklinanie się, a 1/4... cała reszta :P
/Z relacją na linii Ava-Bucky jest ten problem, że mimo całej sympatii i porozumienia, jakie oboje niewątpliwie do siebie odczuwają, dochodzą też inne czynniki. Ze strony Avy to mimo wszystko odczucia związane ze wspomnieniami, które nie należały do niej, a ze strony Bucky'eg - poczucie winy. Właściwie, może on nawet jej nie lubi, a jedynie jest opiekuńczą pyzą, bo czuje się winny i chce odpokutować za to, że zabił jej ojczyma? A może jest, jaki jest, bo obudziły się w nim dawne uczucia braterskie, a on nie jest jednak taki zły? 
I tak apropo Bunia i jego opiekuńczości - wydawało mi się, że w CA:CW podczas walki Bucky&Sam vs. Pajęczak Bucky próbował zaatakować Parkera, kiedy ten próbował zaatakować Sama, ewentualnie próbował odepchnąć Wilsona. Dopiero przy spauzowaniu zauważyłam, że Bucky nie atakuje, a rzuca się naprzód, żeby osłonić Sama:
Kilka sekund przed tym, jak obaj wyznają sobie mi... nienawiść ;P
Steve, zależy jak do tego podchodzi Sharon. Może jej przecież nie wystarczyć. 
 Sharon to taki typ kobiety, który od ekskluzywnej restauracji, wina i homara woli wycieczkę po lokalnych knajpach, w poszukiwaniu "najlepszego hamburgera na świecie", a od teatru mecz baseballu. Z okazywaniem uczuć też czasem miewa problemy, więc można powiedzieć, że dobrze się dobraliśmy. A przynajmniej ja trafiłem idealnie.
Bucky, czasami często. Nie stanie na twoim, nie tym razem.
 Och, no weź, co ja ci zrobiłem, że tak mnie nienawidzisz?

o.

Em to sobie wybierz, co chcesz usłyszeć xD 
 Bądź bardziej oryginalna. Wyjdź poza schemat i mnie zaskocz :P
A: No ale wtedy będzie Ci z nim lepiej? Choć go uzupelnia Bucky.
 Albo mogę go unikać? Wtedy będzie mi lepiej, a on nie będzie potrzebował prania mózgu? To nazywa się kompromis. Chyba, tak mi się zdaje. 
S: Pierwsza bramka, nie ma sprawy. Przy was po prostu inaczej czas się liczy.
 Zdecydowanie inaczej. Jestem w końcu trzydziestodwuletnim dziewięćdziesięciodziewięciolatkiem. To zobowiązuje do dziwności.
B: Nie?

o.

Bo jesteś NIETOLERANCYJNA? 
 Tak, wiem, jestem nietolerancyjną seksistką, która nienawidzi "silnych postaci kobiecych", a w ogóle to przy okazji jestem też grubą, pryszczatą feministką, grammar nazi, jestem wymądrzającym się kujonem i jednocześnie głupią idiotką, która wyżywa się na początkujących autorkach przez duże "B". Nieraz dowiedziałam się tego w internecie, nie będziesz pierwszą, która powie mi którąś część tego :P
A: Oj tam, oj tam.. Skoro jemu nie pomogła Sharon to już nikt nie pomoże.
 W byciu zbyt miłym? Mimo wszystko, ludzie mają jednak gorsze wady.
S: Jak na początku przed wojną czy na początku po wybudzeniu, czy na początku po odnalezieniu Bucky'ego?
 Ciężko wskazać mi jeden konkrety początek. Tak naprawdę dopiero po Azzano mogłem zacząć spełniać własne postanowienia, ale wszystkie te idee, którymi się kierowałem, powstały na długo przed tym. Wybiorę więc opcję pierwszą.
B: Taak?