5 czerwca 2017

o.

Dobrze, że mprg'ow nie piszesz, bo takie wakacje pewnie tym by się zakończyły xD ale teraz mają wszelkie pole do popisu znajomości swoich ciał xD
No tak - z kim przystajesz, takim się stajesz xD 
/Mpreg to jedna z tych rzeczy (łącząca się w jakimś stopniu z moim drugim bleh - Omegaverse), które tknę jedynie kijem przez szmatkę, jeśli będzie to konieczne. Poza tym - no weź, nie bądź taka! Pierwszy wspólny urlop bez towarzystwa od nie wiadomo jakiego czasu, a ty chcesz im ciążę fundować? I to ja jestem ponoć okropna :P
S: I co on na to? Ale czy powiedziałes gdzie na wakacjach jesteście? Masz coś zaplanowanego?
 A on na to, że mam się nie wydurniać i zacząć gadać. Niestety jestem najgorszym mężem pod słońcem i nic mu nie powiedziałem. Jeszcze. Niech się odrobinę pomęczy.
B: No tak. Nic tylko ci współczuć.
 A żebyś wiedziała. On bywa naprawdę okropny.

o.

Hahahaha to musiała być piękna scena jak dzieciaki Bucky'ego wypchnęły xD kotów nie ma - myszy harcują i coś czuję że tyczy sie to i dzieciaków i rodziców xD
Steve tak śmiało proponuje chodzenie i pływanie bez kąpielowek? On się dobrze czuje? Nie za długo był na słońcu? :p  
/Kotów nie ma, myszy harcują. Myszy są daleko, koty mogą poużywać :P
/Oj tam, chłopak dojrzał. Spędził z Bucky'm już tyle lat, że nie ma przebacz, pruderyjność się nie uchowa, a już na pewno nie w stopniu nienaruszonym :P
S: Powiedziałeś mu?
 Że kocham go nad życie? Ależ oczywiście.
B: Karma wróciła, co?
 Ale ja nic nie zrobiłem, słowo. To on mnie tak dręczy. Okropny facet, mówię ci.

Stucky notka

N: Jak mówi tytuł - stucky notka, czyli nadszedł czas na comiesięczny tydzień Stucky.

***
Bucky lubił wakacje. Sęk w tym, że nieczęsto miał okazje, by się na nie wybrać.
Tak naprawdę, ciężko było mu przypomnieć sobie ostatni urlop, na którym naprawdę udało mu się zrelaksować, na którym wszystko poszło zgodnie z planem, i które nie zostały przerwane w połowie telefonem informującym ich o tym, że świat się wali. Później okazywało się, że sytuacja nie była aż tak straszna, i że w sumie można by poradzić sobie i bez nich, ale i tak wracali przez myśl, że co, jeśli by odmówili, a okazałoby się, że jednak byli niezbędni? Łatwiej było jednak zrezygnować z wakacji, niż żyć ze świadomością, że byli niemal współwinni tragedii.

Dlatego nie był jakoś szczególnie optymistycznie nastawiony, do obiecanek Steve’a, że tym razem będzie inaczej. Że tym razem o wszystko zadbał, że załatwił wszystko. Jakiś ciężko było mu w to uwierzyć, jednak  starał się wykrzesać z siebie wystarczające pokłady optymizmu, by nie urazić Steve’a. Tego nie chciał, broń Boże. Było po prostu odrobinę… sceptycznie nastawiony do tego planu.
Dlatego pozwolił się Steve’owi spakować – nie mógł w końcu wiedzieć, czy ma pakować zimowe swetry, buty do wspinaczki czy krem na opalanie… – wepchnąć do samochodu – niemal siłą wypchnięty za drzwi przez te niewdzięczne potworki, których wychowaniu poświęcił życie okraszone potem, łzami i plamami na ulubionej kanapie… – i wywieźć na lotnisko.

I w sumie powinien spodziewać się tego, gdzie wylądują.

— Steve, tak szczerze… — zaczął, kiedy dotarli już na miejsce, a on sam przechodził się po drewnianym tarasie otaczającym domek, w którym się zatrzymali. Był mały, drewniany, zbudowany na sporym podwyższeniu, widocznie stylizowany na rozpoznawalne, tubylcze chatki. — Wywiozłeś mnie tutaj, żeby gapić się na mój tyłek w obcisłych kąpielówkach, co?

— Raczej liczyłem na to, że bez nich — zażartował w odpowiedzi, stając w drzwiach. Jednym barkiem wsparł się o framugę. — Długo szukałem takiego miejsca, jak to. W pobliżu mili nie powinno być nikogo.

Bucky uniósł brew.

— To raczej nie oferta jakiegoś hotelu — stwierdził, obracając się tak, by móc patrzeć na Steve’a, opierając się przy tym biodrami o drewnianą barierkę. Choć obawiał się wesprzeć o nią tak naprawdę. Mogła nie wytrzymać jego wagi. — Jak to załatwiłeś i gdzie mnie wywiozłeś, huh?

— Zaczynając od końca – nie mogę ci powiedzieć, żebyś mi nie uciekł. O reszcie nie mogę powiedzieć. To moja słodka tajemnica. — Mrugnął do niego.
Bucky przewrócił oczami.

— Steve, nie jesteśmy już dziećmi. Dawaj, powiedz mi.

— Przykro mi, nie mogę. To tajemnica, co poradzę? — Wzruszył ramionami. — Chyba, że…

— Chyba, że…?

Steve udawał, że przez chwilę się nad tym zastanawia, zanim machnął jednak ręką i powiedział:

— Nie, nie mogę ci powiedzieć. — Pokręcił głową. — To tajemnica.

— Steve… — jęknął niemal cierpiętniczo. — Znowu się na mnie mścisz?

Steve uśmiechnął najszerzej, jak potrafił, odpychając się od framugi, żeby wrócić do środka.
Bucky łatwo mógł się więc zorientować, że ma nieco racji. Dlatego krzyknął za nim:

— Może być jednak i bez nich, jeśli wtedy mi powiesz! — Zanim odbił się od barierki i ruszył za nim.

***

4 czerwca 2017

o.

Nie! Ja jestem po stronie ofiar, a Ty oprawców xD
 Chyba w twoich snach, zła, naśmiewająca się z Bunia i nieraz dokuczająca Steve'owi kobieto.
+ Znowu ci się coś pomyliło. Jest niedziela, Sharon nie powinno być od piątku :P
Sh: Pozwolisz swoje dziecko poddać testom? 
 Absolutnie nie, jeśli nie będzie to konieczne, żeby upewnić się, że wszystko będzie z nią w całkowitym porządku. Choć wiem, że ktoś będzie mógł to wykorzystać, tę niepewność, żeby zyskać sposobność do przeprowadzenia testów.
 S: Nie ma za co! Pochwały godny jesteś. 
 Tak, tak, ależ oczywiście, że jestem.
B: I lepiej dla mnie, zgorzkniałego się nie rusza.
 Nie jestem znowu taki gorzki, nie przesadzajmy. Jedynie nieco kwaśny.

o.

To, że ja nie mogę być okrutna tylko Ty jesteś dla nas wszystkich! 
I to nazywasz syndromem sztokholmskim :P?
Sh: Udaje ci się ciążę ukrywać, czy już wszyscy mają chrapkę na dziecko?
 Staramy się, jak tylko możemy, by nikt nie wiedział. W tym przypadku "moje dziecko jest wyjątkowe" nie jest tylko pustym sloganem powtarzanym przez niemal każdą matkę. To drugi taki przypadek, o którym słyszeliśmy. Pierwszy, jaki można by zbadać. I to problem.
S: Rozkręcasz się Rogers!
 Och, dziękuję, staram się.
B: Nie starasz się o komplement.
 A dlaczego mam się starać o to, żebyś mnie komplementowała? Jak będziesz chciała, to będziesz chciała. Jak nie będziesz chciała, to w sumie jeszcze lepiej dla mnie.
  

3 czerwca 2017

o.

Nabawiłam się przez Ciebie syndromu Sztokholmskiego :)
 A co to ma do tego, że naśmiewasz się z biednego Bunia :(?
Sh: Za ile to się okaże? 
 To półmetek, więc jest jeszcze trochę czasu. Z jednej wydaje się być to naprawdę sporo czasu, ale z drugiej... Minie w mgnieniu oka.
S: jak dojdziesz do etapu bycia ok z Bucky'm to będzie to już koniec prob a zostaniesz optymistą.
 W tym jednak musi mi pomóc Bucky. A znając jego, jeśli dowie się, o co chodzi, to zacznie mi robić na złość i jeszcze bardziej wszystko utrudniać. Ale żeby utrzymać optymistyczny ton - jest nadzieja, że może by zrozumiał i jednak postanowił mi pomóc. A nadzieja umiera ostatnia.
B: No, jak tak patrzę to mniej niż cudów nie ma
 To miał być jakiś komplement czy coś w tym stylu?

2 czerwca 2017

o.

Ja tu jestem ofiarą! :( 
 No chyba nie :(
Sh: A po co się męczyć? Może akurat bycie tylko i aż mama ci wystarczy
 Możliwe. Teraz jakoś nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, ale za jakiś czas? Kto wie, może moje nastawienie zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. 
S: Jestem dumna! Radość mnie rozpiera
 Dziękuję! Cieszmy się i ćwiczmy nas optymizm, wyjdzie nam na dobre.
 B: czyli jak powiem ci, że głębia twojego spojrzenia jest wciągająca, że jednym zerknięciem czynisz, że kolana są miękkie, że mięśnie zarysowane pod koszulka sprawiają, że chce się je odkryć.. Że uzalezniasz swoją osobą.. Ty powiesz, że nie jesteś taki bo jesteś do bani?
 No tak, tak właśnie bym powiedział. I to nawet wtedy, jeśli nie bawiłbym się w to całe zaprzeczanie na siłę. Bo tak uważam. Znaczy, nie tak, że jestem zupełnie do bani, ale cudów nie ma.

o.

Powinnaś iść przepraszać za swoje zachowanie! Kajać się i błagać ;o
Nie. 
 Ale za co ja mam przepraszać? To ty przepraszaj, że się wypierasz!
Sh: Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia
 Tak, to niepodważalny fakt. Po jakimś czasie do wszystkiego da się przyzwyczaić w pewnym stopniu. To, czy jednak to polubimy, to już coś zupełnie innego.
S: Już masz pół punkta
 O, i robię postępy! Byle tak dalej.
B: Lepiej znam swoje nastroje?
 Nie wiem, ja tam postanowiłem jedynie wszystkiemu zaprzeczać albo twierdziż

1 czerwca 2017

o.

Bo swój ciągle do swego! Jesteś okropna, więc wolisz okropnych facetów dla spokoju sumienia? :p
Nie jestem :( ja tu jestem ofiarą! 
/A może właśnie powinnam woleć świętych? Żeby moje okropieństwo mogło zostać wyrównane przez czyjąś dobroć?
/A kto przed chwilą naśmiewał się z biednego Bunia? 
Sh: nie będziesz tęsknić za misjami?
  Nie muszę zrezygnować na zawsze. Do tego już od dłuższego czasu spędzałam więcej czasu w papierach niż w terenie. Idzie się przyzwyczaić.
 S: może kiedyś i dojdziesz.
 Może. Nie traćmy nadziei i wierzmy, że tak.
B: tak? Też mam "nah"

o.

Czyli mamy kozła ofiarnego! Co z Tobą nie tak, że tacy panowie Cię przyciągają? ;p
Ja nie jestem.. Za to Ty.... Owszem, owszem.. 
/Może jestem jak te ałtorki raków i wyznaję zasadę, że łobuz kocha bardziej? Stąd te wszystkie moje wielkiej miłości zawsze są "złymi chłopcami"? Bo patrz - Kovu, Hunter z "Power Rangers", Logan, Buniu... Chociaż w sumie lepiej tak i na odległość :P
/Jak nie jesteś? Naśmiewasz się!
Sh: Oj tam, są protezy wkręcane na śrubki, więc nie wybije ci jej?
 Tak, wiem. Straciłam dwa zęby na jednej z pierwszych misji. Wybili mi je, więc mam wstawki.
S: To daj się ponieść wiatrowi? 
 Jeśli postanowiłbym się uprzeć, to tego też mógłbym się uczepić. Ale skoro mam być nastawiony optymistycznie, to tego nie zrobię. 
B: Mam tak samo