13 lipca 2015

Astrid Löfgren

N, coś czuję, że w przyszłości wspólnie stworzymy wspaniałe opko. Świetnie uzupełniamy myśli!
Ja tam wciąż się będę dziwić. Przecież to takie niewinne wyrażanie myśli... :D
Och tak, mogłybyśmy stworzyć coś tak pięknie durnego <3 Tylko ten bóbr w tytule mógłby się dziwnie kojarzyć. Aż przypomniało mi się "Avengers miłość i zemsta" z synem Thora i Tony'ego, Lokim całym w łańcuchach i Natashą z tipsami!
I nie wiem, czy w przypadku takiego uzupełniania na pewno jest się z czego cieszyć :P
James, no więc kiedy byłeś sam, to jedyną rozrywką było myślenie, tak? I o czym wtedy myślałeś?
Bo ty na tym wschodzie pewnie samą słoninę wpieprzasz i tylko tak się czaisz, że niby kota dokarmiasz. Wygoglowałam największego gościa - umięśnionego - jakiego znam i się zdziwisz, bo jest jakoś tak dwa razy większy (lub szerszy, jak kto woli), ma ten sam wzrost i jest tylko 10-15 kg cięższy. Zagadka. Ale zgadzam się, czasami czynnik BMI jest niewspółmierny do rzeczywistego stanu.
Jejciuniu, jak ładnie sformułowałeś tę myśl. Czwarty raz to czytam i się nie mogę nadziwić. Gdyby nie te wspomnienia to już dawno byłbyś tak zdziczały, że już nic nie dałoby się zrobić.
Gdybym ci poopowiadała, co ludzie robili zwierzętom w celach "naukowych" to nawet ty byś się przeraził, gwarantuję ci, a opowiadałabym tylko o swojej dziedzinie. Z drugiej jednak strony gdyby nie eksperymenty, raczej nie mielibyśmy co liczyć na rozwój mnóstwa naukowych kierunków. Kwestia strasznie dyskusyjna i kontrowersyjna. Na ludziach też robiono. Nawet wiwisekcję. Nie wiem czy wiesz czym to jest, ale mniejsza, jakoś sobie ewentualnie sprawdzisz. Dawno, bo dawno, ale robiono. Obecnie też się jakieś przeprowadza, chociaż na pewno mniej drastyczne i takie, po których można człowieka wyprowadzić na prostą. A dlaczego dzieci innych gatunków? Bo zwierzęta nie protestują. Przynajmniej w mniemaniu ludzi. Czyli uważasz, że zwierzęta myślą? Jest na to jakiś dowód? O badaniach nad tym słyszałam, ale żadnych pewniaków, więc ciekawe jest to, co mówisz.
Chyba żartowałabym w ten sam sposób. Tak szczerze. Na pewno stwierdziliby, że umierasz i nic już ci nie pomoże. I wołaliby rabina!
 Opcji było więcej, ale miałem starać się nie uszkodzić, więc myślenie wydawało się być najbezpieczniejszym wyborem. Potem okazywało się, że jednak niekoniecznie, bo docierało wtedy do mnie, że coś jest w tej sytuacji, u diabła, nie tak. Czemu niczego nie pamiętałem? Jak straciłem ramię? Dlaczego nie miałem rodziny, skoro inni o nich  mówili? Dlaczego nie miałem nawet cholernego imienia? I dlatego woleli nie zostawiać mnie samego.
 Moja masa bez tego całego żelastwa to jakieś dziewięćdziesiąt parę kilogramów. Kiedyś moja waga zazwyczaj wahała się między sześćdziesięcioma kilkoma a góra siedemdziesięcioma kilogramami- zależało od sytuacji. Nie przesadzajmy więc, że jestem jakimś wybrykiem natury... a nie, jednak jestem, ale wiesz co mam na myśli? Rogers waży dobrze ponad setkę, jemu każ iść na dietę. 
 Nie możesz nadziwić się temu, że czasem i ja potrafię inteligentnie sformułować myśl? Cóż... dziękuję. Chyba.
 Zdaję sobie sprawę z tego, że wspomnienia jednocześnie są bolesnym przekleństwem i największym darem, jaki mogłem otrzymać. Czasem ciągną mnie na dno, a czasem same wyciągają mnie na powierzchnie i nie pozwalają zatonąć. I naprawdę wolę nawet nie myśleć o tym, kim byłbym teraz, gdyby nie one. Czym bym był. To bardzo mroczne myśli.
 Doskonale wiem czym to jest. Z autopsji. Kilkukrotnej. Byłem przecież jedynym, na którym udało się odtworzyć serum, więc prowadzili bardzo dokładne badania, które miały pomóc im w uzyskaniu jeszcze lepszych efektów. To akurat jedna z tych rzeczy, o których mówić nie bardzo lubię. Wspominałem jednak, że nie działają na mnie znieczulenia ani narkozy, więc wszelkie operację, nawet te polegające na wszczepieniu chipów do mózgu, robiono całkowicie na żywca. Więc to "dawno" wcale nie jest tak odległe, jak ci się wydaje. I wątpię, by coś z dziedziny pseudo-medycyny mnie przeraziło, bo swoje przeżyłem, swoje widziałem. I swoje zrobiłem. Po prostu nie mówię o wielu rzeczach. 
 Nie muszę ślepo wierzyć w jakieś badania, by móc mieć własne zdanie. Twardych dowodów na istnienie Boga także nie ma, ale ludzie w niego wierzą. Ja także. I wierzę też w to, że zwierzęta nie są bezrozumnymi, bezdusznymi istotami, które przez cały czas ślepo kierują się popędami, bo nie raz dały zaprzeczające temu dowody. Możesz uważać, że zwyczajnie próbuję dostrzec w nich coś, czego tak naprawdę nie ma. Masz do tego prawo.
 A Rogers, ten sukinkot, wtórowałby im i sprawdzałby mi temperaturę, twierdząc, że na pewno jestem chory. Śmiertelnie poważnym tonem kazałby mi wziąć tego cholernego Misia Bucky'ego, którego przesłała mi moja zdradziecka siostra, i kazałby mi iść się położyć, bo jest ze mną koszmarnie źle. Przerabialiśmy podobne scenariusze. Z perspektywy czasu mogę jednak powiedzieć, że lubiłem te ich naigrywania. Oczywiście wtedy za nic bym się do tego nie przyznał i udawałbym śmiertelnie urażonego.

Astrid Löfgren

N, "Winnie Badass i zaginiony bóbr" - może być? :D Wykorzystam. Myślę już, jak tu tak ładnie wpleść jakieś odbicie światła lub czyjejś twarzy we łzie.
I tylko czekać aż Steve wytarmosi go za policzki z mysim głosikiem "a titititi".
Albo zmienia imidż dla niepoznaki. Tak też może być. Z hodowania bobra przestawi się na hodowanie końskiego ogona. A później dojdzie do tego, że biedak będzie reklamował L'oreal. 
O, ja wiem! "Winnie Badass i tajemnica zaginionego bobra". I jak już to odbicie w kryształowej łzie samotnie spływającej po policzku i lśniącej w blasku księżyca.
I już mam pewność w tym, dlaczego ludzie się nas boją. Tak, stuprocentową,
James, no i oczywiście musiała mi się przypomnieć ruletka :( Nigdy, przenigdy nie zostawili ciebie samego?
Aż z ciekawości obliczyłam twoje BMI i chłopie, toż ty jesteś otyły! Z ręką czy bez ręki.
A no widzisz, zależy o jakich potrzebach mówimy. Potrzeba dotyku nie wlicza się czysto w potrzeby seksualne, więc znów się nie zrozumieliśmy. Dotyk buduje więź, to jest niezaprzeczalne. Przypomina mi się eksperyment, w którym zamknięto małpki w klatkach z dwoma atrapami matek. Jedna była miła w dotyku, druga druciana. Wiadomo, którą wybierały, a gdy nie miały możliwości wyboru, te od matki drucianej wyrastały na bezuczuciowe, bezwzględne i zimne. Psikus w tym, że później same były jak te druciane atrapy, bo nie oczekiwały "dobrego dotyku" i same nikogo takim nie obdarzały. Miło wiedzieć, że jesteś wyjątkiem i jednak odczuwasz potrzebę zwykłej bliskości bez podtekstów, mimo tego wszystkiego, co przeżyłeś. A wszyscy inni powiedzieliby ci, że zwariowałeś i Dugan nie dałby ci żyć, zgadza się?
 W tym tak zwanym "czasie wolnym"? Czasem zostawiali, bo zwyczajnie nie mieli innego wyboru, ale woleli jednak nie robić tego zbyt często. Chyba nic w tym dziwnego.
 O tak, przecież tłuszcz aż ze mnie spływa. Wszystkiemu jest winne jedzenie świństw i zbyt mało ruchu, mówię ci. To całe BMI to raczej bezużyteczna rzecz, skoro mięśnie ważą znacznie więcej niż tłuszcz, czyż nie? Sama waga też nie jest zbyt dobrym wyznacznikiem. Możesz przecież ćwiczyć, by zrzucić kilka kilo, a strzałka na wadze cały czas może iść w górę, choć oczka na pasku będą się zmniejszać.
 Często się mijamy i nie do końca rozumiemy, więc to raczej żadna nowość. Pewnie gdyby nie to, że mam wspomnienia z czasów sprzed Zimowego Żołnierza, też byłbym jak te małpy, bo natykałem się tylko na drut i kolce. Ba, przecież byłem taki na samym początku. Zachowywałem się wtedy jak dzikie, przestraszone zwierze zagonione do kąta i nie mogłem zrozumieć tego, że ktoś wyciąga dłoń, by pomóc, nie by uderzyć. Jednak z czasem wspomnienia wracały, a ja zacząłem odczuwać potrzebę zwykłej, nie podszytej niczym bliskości, bo odkryłem, że może być to po prostu... kojące, że tak powiem.
 I dlaczego ludzie robią testy i eksperymenty na dzieciach innych gatunków, a na tych własnego gatunku nie? Argument, bo zwierze nie czuje i nie myśli raczej marny, bo czasem słyszałem podobne i niespodzianka- nie mieli racji.
 Nie daliby żyć to raczej zbyt delikatnie powiedziane. To robili, gdy czasem zdarzało mi się powiedzieć coś mądrego. Od razu zaczynało się gadanie, że jestem chory, że się zatrułem, że zbyt dużo czasu spędzam z Rogersem i powoli zaczynam się w niego zmieniać, a tego oni nie zniosą... przykłady można by mnożyć. Nawet nie chcę wiedzieć, jak zareagowaliby na to.

Julka Szałwińska and Marta i Miłek

Sharon duuużo pytań bo mnie przez dwa tygodnie nie będzie:
Co czujesz do Steva?
Ulubiony smak lodów?
Jakim szefem jest Nick?
Ulubiony fast-food?
Trudno było upilnować Capa?
Czy naprawdę jesteś pielęgniarką?
Ile miałaś lat kiedy zostałaś agentką, a ile gdy zaczęłaś się szkolić?
Co sądzisz o tym upierdliwcu Bucky'm?
Starczy ci :D
Kapitana Rogersa darzę szacunkiem. Nasze relacja przestałby być już tak chłodne, jak po Waszyngtonie i można powiedzieć, że jesteśmy dobrymi znajomymi, ale nic ponad to.
Czekoladowe. Bezdyskusyjnie.
Takim, któremu lepiej było za skórę nie zachodzić. Był jednak właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. SHIELD od dawna nie miało lepszego dyrektora, bo ciężko zaliczać Pierce'a do tego grona.
Uwielbiam hot dogi.
Pilnowanie Kapitana było o wiele prostsze, niż zakładałam. Jego rozkład dnia był bardzo monotrony, rzadko zdarzały mu się też jakieś spontaniczne wyjścia czy wyjazdy, a mieszkanie pełne było podsłuchów i zabezpieczeń.
Nie, nie jestem pielęgniarką. Zostałam przeszkolona do badań strategicznych, rozeznania w terenie i analizy danych. 
Kiedy z rekrutowano mnie do SHIELD miałam 26 lat, a "odznakę" pełnoprawnego agenta otrzymałam po przejściu etapu próbnego, czyli po dwóch latach i dopiero wtedy mogłam udawać się na misje bez nadzoru.
Mam wobec niego mieszane uczucia. Z jednej strony jest to żal i pewne zrozumienie, a z drugiej chęć dorwania i wsadzenia do celi.

Astrid Löfgren

N, może pan Stan mimo misiowatości będzie w stanie stworzyć Winniego Badassa bez bobra. Potrafi grać oczętami, więc może tu tkwi psikus. Tu popacza, tam popacza, zmarszczy brwi i będzie zło wcielone, a później uroni łzę. Albo zaczynają kręcić sceny, gdzie Winnie już się ogarnął i stał się dość miłym misiem. Kto ich tam wie.
 "Winnie Badass bez bobra i samotna łza"- niezły tytuł na ff. Mówię ci, wykorzystaj go!
 Oj no, ja wiem, że pan Stan potrafi paczać i ronić łzy jak nikt inny, ale Winnie z aparycją misia-pysia to już po prostu nie to samo :( 
 Zdjęcia kręcone są w Atlancie, Buckysia z więzienia wyciągnęli (albo sam się wyciągnął), więc miał już czas i szansę na pozbycie się zdechłego zwierza.
James, skoro rozkaz to zakładam, że go wykonywałeś, więc co wtedy robiłeś? Bo raczej nie biegłeś na potańcówkę do remizy.
Że w ziemię wgnieciesz samochód? Ile te ramię może ważyć? Z 30 kg? Wyglądasz bardzo niepozornie, to fakt, chociaż kiedyś myślałam, że stówkę na bank przekraczasz.
No tak, to jedna z podstawowych potrzeb, ale biorąc pod uwagę te wszystkie ekscesy, które urządzały ci chore psychicznie panie z Hydry, panowie może też, nie wiem i nie wnikam, znaczne uszkodzenia mózgu, twoje negatywne nastawienie do siebie, aseksualność, stres i ubezpłodnienie, które może prowadzić do zaburzenia gospodarki hormonalnej, i jeszcze coś bym wynalazła, ale już mniejsza, to wydawało mi się wielce prawdopodobne, że jesteś takim wyjątkiem. A tu zonk. No nieźle.
Zawsze reagowałeś złością na złość, że tak powiem?
 Zawsze znajdował się ktoś, kto mnie pilnował i pomagał jakoś zorganizować czas. Woleli nie dopuszczać do tego, żebym się nudził, bo zbyt dużo wtedy myślałem. Poznałem więc wszelkie gry karciane, gry z użyciem broni, z użyciem alkoholu, albo z użyciem wszystkich tych rzeczy jednocześnie.
 W ziemie to może nie, ale raczej ciężko byłoby go po tym przywrócić do stanu używalności. Nie znam jego dokładnej wagi, ale zapewne oscyluje ona w okolicach dwudziestu-kilku kilogramów. Moja waga z protezą i całym żelastwem, które mi wszczepiono to jakieś sto dwadzieścia parę kilo. Jestem jak piórko.
 W potrzebie dotyku wcale nie musi chodzić o seks, a właśnie o sam komfort z tego dotyku wynikający, prawda? Wyobraź sobie, że jedyny dotyk jakim cie przez lata obdarzają, wiąże się z brutalną przemocą albo zabiegami pseudo-medycznymi, które są nawet gorsze. I uwierz, że nie ważne jak aspołeczną osobą byś była, czasem potrzeba zwykłego, nie podszytego niczym dotyku, byłaby niemal nie do zniesienia. Wiem, co mówię. Zdaje sobie też sprawę z tego, jak teraz brzmię i z tego, że gdybym powiedział to dawnemu sobie, to pewnie padłby ze śmiechu, ale z czasem priorytety i potrzeby zwyczajnie się zmieniają. Taka prawda. Wcale też nie zaprzeczam, że takim wyjątkiem nie jestem, więc chyba jednak żaden "zonk". 
 Nie, raczej nie. Przynajmniej wydaje mi się, że nie.

Astrid Löfgren

E tam, zajęło mi to max. 10 minut.
Pogoda winna na pewno, bo ja dzisiaj też nie myślę niemal w ogóle, a do tego łączę wątki strasznie wolno.
Zaciekawiona tą informacją udałam się w odmęty instagramka, bo oczywiście żadnych nowości nie widziałam dopóki mnie nikt nie oświecił, i jakże jestem szczęśliwa, że pozbył się bobra! Bucky Bear jak malowany, tak <3
Trochę szkoda bobra, bo jednak pod imidżem na bezdomnego, często zaglądającego do butelki drwala, kryło się jednak "to coś". Teraz przez to, że mu się troszkę przybrało, naprawdę wygląda jak misiek. Coś więc chyba poszło nie tak, bo o ile pan Stan naprawdę wydaje się być sympatyczny i mu ta misiowatość pasuje, o tyle strasznemu Zimowemu już trochę mniej :P
James, cóż, raczej nie lubię samego Isayeva, bo jak mogę lubić kogoś, z kim nawet słowa nie zamieniłam, ani nawet nie widziałam, ale lubię to, w jaki sposób go wspominasz. Dzięki temu, co o nim mówisz, zaczynam go sobie wyobrażać jako całkiem normalnego, o zgrozo!, Rosjanina, który miał trochę więcej w głowie niż sam olej. Musiał mieć jaja ze stali, nie ma innej opcji.
A jak podskoczysz to się podłoże trzęsie? Przepraszam, że o to pytam, zupełnie nie rozumiem, skąd mi się to wzięło, no ale muszę. Przestaję się dziwić twoim humorkom. Frustrująco to wszystko brzmi.
To ty masz jakąś potrzebę "bliższego kontaktu fizycznego"? Jeśli nie chodziło ci o podanie ręki oczywiście. Dobra, czepiam się, nieważne. Kij w tyłku to dziwna sprawa, bo teoretycznie też taki powinieneś mieć, zważając na podobieństwo nieposkromionej siły do siły pana R. Chyba że masz, ale raczej cię o to nie podejrzewam.
No nie, raczej nikt.
 Może źle to ująłem. Chodziło mi o to, że i ja lubię jego wspomnienie, bo ciężko stwierdzić, czy naprawdę lubiłem jego. Wątpię. Raczej nie byłem wtedy zdolny do takich uczuć i wydaje mi się, że po prostu wolałem przebywać w jego towarzystwie, bo było znacznie... milszą alternatywą. Rozkaz "Rób, co chcesz, tylko zbytnio się nie uszkodź" zdecydowanie był moim ulubionym. I jednocześnie najtrudniejszym do wypełnienia, bo nie bardzo wiedziałem, co znaczy "chcieć".
 Mogę wyrządzić niemałe zniszczenia, jeśli będę zeskakiwać z dużej wysokości i bez problemu wgniotę samochód, ale nie, zwykłym podskokiem, w który nie włożę zbyt dużo siły oczywiście, takiego efektu nie uzyskam. Więc nie, nie trzęsie się, bo wbrew pozorom wcale nie ważę aż tak dużo. Gdyby odliczyło się wagę ramienia, na wadze nie stuknęłaby nawet setka. 
 Nie oszukujmy się, czasem każdy miewa momenty, w których taką potrzebę ma. Niektórzy częściej, niektórzy rzadziej. Normalna ludzka rzecz. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo jednak zawsze są jakieś wyjątki.
 Raczej powinnaś zauważyć, że jestem dość specyficznym typem i nie wszystko poukładane mam tak jak trzeba. Steve ma kij w tyłku, a ja jeśli coś zepsuję, to rzucam bluzgami, wściekam się i mam ochotę rozwalić coś jeszcze. Takie moje małe dziwactwo.

12 lipca 2015

Astrid Löfgren

N, zapomniałam. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w kapliczce umieściłam linki do gifów z Fury'm.
Właśnie przed chwilą je zauważyłam. Dziękuję więc bardzo za to, że chciało ci się marnować na mnie tyle czasu :P
I N ma dziś jakiś zły dzień, naprawdę. Teraz okazało się, że pomyliła lewą rękę z prawą, chociaż wystarczyło spojrzeć na nagłówek. Zrzućmy to na pogodę, proszę. 

I tak bajdełejem, po zobaczeniu nowego zdjęcia pana Stana, mogę powiedzieć tylko jedno- to już nie Winnie, to Bucky Bear!
To dziwne, ale zaczynam lubić wspomnienie Isayeva.
Łatwiej podchwyci się temat, kiedy mówisz, na co zwrócić uwagę, nawet jeśli nie to masz na celu. Przyzwyczajaj się.
Ale mówiłeś o prawej, że niezbyt miłe by to było. Chyba że coś opacznie zrozumiałam.
Nie sądziłam po prostu, że nie panujesz nad siłą reszty ciała w podobnym stopniu co rąsi - mogę mówić "rąsia", tak dla rozróżnienia? Nawet przez myśl mi nie przeszło, że przypadkiem mógłbyś wyrwać drzwi, sięgając swoją ręką za klamkę. Przypadkiem, nie celowo, bo to raczej oczywiste, że potrafisz.
Jak ci się udaje nie rozwalić wszystkiego czego dotkniesz? I jakim cudem jeszcze szlag cię nie trafił przez to chuchanie i dmuchanie choćby na drzwi?
 Cóż, można powiedzieć, że i ja go lubiłem. Oczywiście na tyle, na ile mogłem kogoś lubić w tamtym okresie. Ale pewne jest to, że darzyłem i nadal darzę go szacunkiem, bo trzeba przyznać, że większość nigdy nie odważyłaby się zrobić tego co on. Zwyczajnie facet miał jaja.
 Wyobraź sobie, że klamka w drzwiach to jajko. Musisz łapać je delikatnie, nie ściskać za mocno, ani nie przekręcać zbyt gwałtownie, bo jajko pęknie. A teraz wyobraź sobie, że wszystko jest tym cholernym jajkiem albo zrobione jest z porcelany. I tak właśnie wygląda moje życie. Cały czas muszę się pilnować, ograniczać i uważać na to, by niczego nie zniszczyć. Dlatego jakikolwiek... bliższy kontakt fizyczny, że tak to ujmę, też odpada. Miło, co? Pewnie dlatego Rogers zachowuje się jakby miał kij w tyłku. 
 Po prostu jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem. Nie, dobra, w to nikt nie uwierzy.

Astrid Löfgren

N, jak dobrze wiedzieć, że jednak nie zapomniałam :D
Przynajmniej czasem może być zabawnie. Całkiem niedawno w internetach szalała sukienka, której kolory ciężkie były do jednoznacznego nazwania. Dzięki tego typu, wydawałoby się, bzdetom wychodzi dopiero, jak bardzo wszyscy się od siebie różnią. 
Ostatnio widziałam, że teraz zamiast sukienki pojawiają się buty. Niektórzy twierdzą, że są one różowe, a inni, że fioletowe. Nie jest to tak drastyczna różnica jak przy sukience, ale jednak jest.
James, wydaje mi się, że mógł chcieć wyciągnąć cię stamtąd. Można to dość łatwo wywnioskować.
Taa, przypadkowy. Kolejny talent. Zostań poetą. Albo raperem.
A dlaczego mogłoby to być niezbyt miłe?
Czyli że ta siła nie jest skupiona jedynie w ramieniu, ale rozciąga się na resztę ciała i w konsekwencji "słabszą" ręką czy nóziami też możesz coś przypadkiem rozpieprzyć, dobrze myślę? Rany, nic tylko się irytować.
 Teraz można już tylko próbować się tego domyślać. Powiedziałby, że prawdę zabrał do grobu, ale cóż, nikt go nie pochował, więc byłoby to nie na miejscu.
 Podkreśliłem to, że jest przypadkowy właśnie dlatego, by uniknąć tego typy komentarzy. Teraz jednak sądzę, że mogłem sobie darować. 
 Ramię jest już trochę... przechodzone, jeśli można to tak określić, więc wolałbym przypadkowo nie zrobić sobie na plecach pięknej, głębokiej szramy, a tak mogłoby się to skończyć.
 Ym, jestem w końcu super żołnierzem, prawda? Z założenia mam być więc super i nawet bez ramienia siłę mam nie małą i niejedną rzecz mógłbym przypadkowo- jak miło to ujęłaś- rozpieprzyć. Proteza jest jednak silniejsza niż moja prawdziwa ręka, a do tego mam w niej znikome czucie, więc możliwość wyrządzenia szkody jest jeszcze większa. I tak, irytujące to jak cholera. Nawet nie wiesz jak bardzo.

Astrid Löfgren

N, różnica jest, tak.
Wiem, ogromna różnica. Kończyłam liceum o profilu plastycznym, więc barwy to dla mnie i zabawa i genialne zjawisko, bo każdy tak naprawdę postrzega je inaczej. A tritanopia to nie jeden z rodzajów dichromatyzmu? Coś tak mi się z zamierzchłych czasów biomedyki kojarzy.
Fascynujące bez dwóch zdań.
Mój błąd! Powinna być protanopia zamiast dichromatyzmu, bo ona i tritanopia są jego odmianami. 
O tak, gama barw i ich postrzeganie są naprawdę fascynujące i różnorakie. Szczególnie, gdy chce się kupić farbę do pomalowania ścian. Ja widzę pomarańcz, a okazuje się, że to jakieś słoneczne piaski pustyni :P
James, nigdy o nic nie wypytywał?
Lepszy nie byłeś, czyli że co? Ciężko dzisiaj myślę, proszę jaśniej.
Masz problem z podrapaniem po pleckach? No nie gadaj.
Nawet jeśli drzwi otwierasz prawą ręką, to możesz je wyrwać, tak całkiem przypadkiem? 
 Wypytywał, owszem, ale raczej łatwo domyślić się, że zbyt wiele informacji ode mnie nie uzyskał. Zaczął coś podejrzewać, zaczął kręcić i nie wiem, co tak naprawdę planował, ale przecież nie bez powodu kazali pozbyć się jego i całej jego rodziny po tym, jak raz zabrał mnie do swojego domu. 
 Lepszy nie byłem, bo też się na niego gapiłem. Rym całkiem przypadkowy.
 Lewej wolę do tego nie używać, bo mogłoby to nie być zbyt miłe, a z prawą miewam przy tym drobne problemy. I nie, to nie jest zabawne.
 Siła ramienia jest podkręcona na maksimum, bo z założenia miała być to broń, a nie proteza, więc tak. Muszę myśleć o tym, jaką siłę wkładam w wykonanie danej czynności, bo mogą zdarzać się... nieprzyjemne incydenty. 

Jula 09

Clint: Ile trenowałeś by zostać "mistrzem"?
Miałem czternaście lat, gdy po raz pierwszy trzymałem łuk w rękach. Nadal ćwiczę, choć od tamtego czasu minęło dobre trzydzieści lat, bo wiem, że mogę być jeszcze lepszy. Nie odpuściłem sobie i teraz mogę strzelać dwiema-trzema strzałami jednocześnie i trafić każdą z nich do celu. Uczymy się całe życie, ot co.
Bucky: No niezupełnie. Co nowego planujesz?
Zwyczajnie mnie nie doceniasz. Ranisz mnie tym, ma'am.
Raczej nie nazwałbym tego niczym nowym, bo przez cały czas robię prawie to samo. Zmieniają się miejsca, ale bazy, agenci i ich działania są wszędzie niemal identyczne. Wiem, nudny.

Astrid Löfgren

N, ciekawe przeróbki, nie widziałam ich nigdy. Zawsze fascynowali mnie artyści dotknięci zaburzeniami widzenia barw. Wydaje się, że ich spojrzenie na świat jest naprawdę inne, mimo że to "tylko" różnice w kolorach.
I Buckyś też po przeróbce: klik i klik. Różnica, co?
"Tylko" kolory to naprawdę wielka różnica. Jeśli porówna się tęcze widzianą przez osobę zdrową (klik) do tęczy widzianej przez osobę cierpiącą na dichromatyzm (klik), a tym bardziej do tego, jak tęczę postrzega osoba z tritanopią (klik), to różnica jest ogromna, prawda? Dlatego jest to tak fascynujące.
Nie każę, nie, nie. Niezbyt wdzięczny to temat.
Nie wiem, dlatego zapytałam. Nie znam się na tych wszystkich zasadach tajności itp., więc dla mnie nie jest to całkiem oczywiste, czy coś wiedział czy nie, chciał albo nie chciał.
Nie samo to, że tak było, bo to przykre dolegliwości, ale to, jak ująłeś jego zdziwienie. Zabrzmiało to zabawnie. Wydaje mi się, że ważniejsza była twoja obecność, a nie to w jakich kolorach cię widzi, chociaż to mogło być niemałe zaskoczenie, fakt.
A ty za to nie miałeś problemów z drapaniem się po pleckach, co nie?
Skromny jak zwykle. To chyba dobrze, że silniejszy?
 Wiedział tylko, że jestem Amerykaninem, który zmienił strony i zaczął działać dla chwały Mateczki Rosji. Oczywiście nie był tak głupi, by łyknąć kit, że zrobiłem to z własnej woli. 
 Moje dane musiały być tajne dlatego, że musieli liczyć się z tym, że nie tylko oni wysyłają swoje wtyki za ocean. Ktoś mógłby skojarzyć niektóre fakty i wszystko mogłoby się spieprzyć. A tego nie chcieli. 
 Przecież nie mówię, że siedział cały dzień i wpatrywał się we mnie jak przysłowiowe ciele w malowane wrota. Po tylu latach zacząłem wyglądać dla niego zupełnie inaczej, więc nic dziwnego, że zareagował tak, a nie inaczej. Sam przecież lepszy nie byłem. Wina przyzwyczajenia. 
 Wtedy problemu z tym nie miałem. Teraz to już inna bajka.
 Zależy. Czasem dobrze, bo dłużej się nie męczę, łatwiej mogę skądś zwiać albo użyć rozwiązania typowo siłowego i nie martwić się, że nie mam broni, a czasem źle, bo cały czas muszę skupiać się na tym, co robię, bo przypadkowo mogę coś zniszczyć. Albo znowu wyrwać drzwi z zawiasów, a uwierz, że po trzecim razie przestało to już być śmieszne.