29 lipca 2015

Rora T

Nie wracajmy do sprawy kłamstw, bardzo cię o to proszę.
Mogę jakoś spróbować rozdzielić te sprawy. To już zależy od ciebie. W końcu ciebie pocieszam, a nie na odwrot. I tak się muszę produkować.
Już zacząłeś. Mam ci przypomnieć, jak uważałeś, że dzisiejsze kobiety są łatwe? A może nadal tak uważasz? Ja mam swoje poglądy a ty swoje, dobrze? Uważam tylko że mężczyźni są mniej domyślni, a nie że to jakiś podgatunek.
Uwierz mi, że jeśli zacznę pisać bez ładu i składu żaden człowiek mnie nie zrozumie.
Unikanie snu to nie jest najlepsze wyjście. Ja już powiedziałam co myślę na ten temat, nic więcej zrobić nie mogę, przecież siłą ci tego do głowy nie wbiję. Teraz już wszystko zależ od ciebie.
To była wojna. W tak krytycznym czasie nawet morale się zmieniały. Oni strzelali do was, a wy do nich. Walczyliście by pokonać wroga. Jak mieliście to zrobić? Wygłaszając przemowy ku pokrzepieniu serc?
Okaleczając siebie też nie odzyskasz przebaczenia. W ten sposób chcesz odpokutować? Samobójstwo to również grzech ciężki. Bóg daje ci życie i tylko on ci może je odebrać, a jednak z jakiegoś powodu tego nie zrobił i na pewno nie po to byś ty teraz strzelał sobie w głowę.
Gwarantuję ci że nawet zabójcy uzyskują przebaczenie. Nie od ofiar lecz od rodziny i przyjaciół, a to przebaczenie jest czasami o wiele więcej warte.
Nie wiem. Może tak, może nie. Nie jest to coś zbytnio wyszukanego.
 To "i tak muszę się produkować" raczej nie brzmi zbyt pocieszająco, wiesz? Nie zmuszam cię przecież do tego. 
 Nigdy tego nie powiedziałem. Powiedziałem tylko, że wydają się być łatwiejsze niż były kiedyś. To różnica i wolę niczego już więcej nie dodawać, bo chyba tylko bardziej się tym pogrążę. 
 Wygłaszanie przemów ku pokrzepieniu serc wcale nie było takim złym pomysłem. Spójrz na Rogersa, on naprawdę potrafił zanudzić człowieka na śmierć, gdy dobrze się rozkręcił. 
 Samobójstwo jest wielkim grzechem, ponieważ Bóg stawia je na równi z morderstwem. Mówi się, że życie nie należy do samego człowieka, ale do tego, kto je człowiekowi dał. I jeżeli odbiera się człowiekowi życie lub robi coś, co mogłoby przyśpieszyć śmierć, nawet w celu uniknięcia cierpienia, popełnia się czyn niewybaczalny. I jeżeli popełni się ten grzech, nigdy nie otrzyma się przebaczenia. Powiedziane zostało wprost, że "Bóg nie wybaczy", i że "Jakkolwiek wiemy, że Bóg jest miłosierny, prosimy Cię, Boże, nie miej litości dla takich ludzi". Mi i tak już więc nie wybaczy, złamałem zbyt wiele zasad i nadal łamię. Mogę próbować więc dalej.
 Nie rozumiesz. Tylko skrzywdzony człowiek może wybaczyć temu, kto go skrzywdził. Tak już jest. Mogę uzyskać przebaczenie od bliskich takiego człowieka, ale nie umniejszy ono moich win. Takie są zasady. 
 Czyli chyba chcę. Ale teraz nie jest "później", jeśli dobrze rozumiem?

Rora T

To ostatnie jest najlepsze. Pisze wszystko z telefonu, bo od tygodnia jestem odcięta od internetu i musiałam zainwestować w pakiet. Postaram się sprawdzać dokładniej. 
Żebyś widziała jakie bzdury wypisywałam, gdy próbowałam nauczyć się korzystania ze słownika T9. Przy tym zimny Bucky to nic. Choć w jego przypadku taki błąd ciekawie zmienia kontekst zdania :P
Buck, ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego kiedy żartujesz lub nie piszesz czegoś zbyt poważnie.
Prawda , ale w obu przypadkach będę miała ci podobne rzeczy do powiedzenia.
Czyli mam pisać nie stylistycznie, urywanymi zdaniami, bez ładu i składu? Wtedy już w ogóle byś nie zrozumiał.
Wiem że to jest trudne, ale to się nie zmieni dopóki właśnie nie przestaniesz kulić się pod tą ścianą. Jeśli nic z tym nie zrobisz, nie wyprzesz tego ze swojego umysłu, nie znajdziesz rozwiązania, to utkniesz w miejscu. Nie wiem ile to zajmie czasu, ale musisz próbować jakoś to zmienić.
Ale nie twój mózg. Ty nigdy nie zrobiłbyś czegoś takiego. Nie skrzywdził byś niewinnego człowieka. Gdy ludzie popełniają zbrodnie, mają jakiś powód i cel. Jakie ty miałeś z tego korzyści, co było powodem. To KGB i Hydra czerpali z tego korzyści, oni pociągali za sznurki, Buck.
Ale trafiłam. Mam kilka teorii na ten temat. Zostawie je na później, może się przydadzą.
 Uwierz, że nie zawszę. Zazwyczaj przesadzam, gdy chcę to podkreślić, ale czasem zdarza się,że tego nie robię. I dlatego wychodziłem na kłamcę. Ale to już przerabialiśmy.
 Skoro uważasz, że to prawie to samo, możemy wrzucić to do jednego podpunktu i jednej umoralniającej i podnoszącej na duchu pogadanki, czyż nie? Nie musimy się rozdrabniać, skoro wyjedzie z tego jedno i to samo.  
 Nie musisz znowu podkreślać, że i tak bym tego zrozumiał. Już poprzednim razem pojąłem, że samiec to stworzenie o niższym poziomie inteligencji i trzeba tłumaczyć mu wszystko jak dziecku. Dziecku płci męskiej, oczywiście. Ale dobra, nie zaczynam. 
 A myślisz, że nie próbowałem? Właśnie po to spałem po góra dwie- trzy godziny tygodniowo, albo i mniej, bo podczas snu mój mózg najszybciej się regenerował, a przez to wspomnienia wracały. Zwyczajnie nie byłem gotowy, a to.... to było zbyt gwałtowne. Po prostu chciałem to jakoś opóźnić, bo mnie to cholernie przytłaczało. A teraz już przecież się tego nie wyprę.
 Nie zrobiłbym? A co niby robiłem na wojnie? My nie byliśmy normalnym odziałem i działaliśmy na innych zasadach. A ja tylko robiłem wszystko, by Steve nie musiał mieć więcej krwi na rękach, niż było to konieczne. Dla mnie i tak już nie było dla mnie miejsca w olam haba, czyli tam na górze. Tam można trafić tylko po uzyskaniu przebaczenia i odbyciu pokuty w gehennie. Ale są winy, grzechy, zbrodnie, których się nie odpokutuje i nigdy nie uzyska się przebaczenia. Tylko skrzywdzony człowiek może wybaczyć temu, kto go skrzywdził, a człowiek zamordowany przecież nie może już tego zrobić. Dlatego morderstwo nigdy nie zostanie wybaczone. To jedna z głównych zasad. 
 Chciałbym znać te teorie?

Rora T

Co? Teraz to ja nie zrozumiałam.
I znowu to samo. Nawet Kiedy uogólniam ty wszystko bierzesz do siebie. A zresztą nie ważne, nie chce mi się kłócić z tak głupiego powodu.
Zanim dojdziemy do pierwszej dwójki jeszcze dużo może się zmienić.
A czy samonienawiść nie wiąże się w jakiś sposób z autodestrukcją?
Bo to pomieszanie idzie mi jak koń pod górę. Wiesz ile muszę się na kombinować, żeby to wszystko ładnie brzmiało, żebym cię przypadek nie uraziła i jeszcze żeby tamte ciebie dotarło?
Pierwsze co powinieneś zrobić to odciąć się od tego, nie wracać myślami, nie zagłębiać się i spróbować jakoś nad tym zapanować. Np jeśli zaczynasz o tym myśleć, szybko zajmij się czymś innym. Ja np oglądam jakieś filmy już coś czytam byleby zająć myśli.
Rozumiem, jednak w tamtym czasie nie byłeś do końca sobą. Hydra namieszała ci w głowie, posługiwała się twoimi rękami by załatwiać brudne sprawy, gdybyś się im sprzeciwił wszyscy wiemy jakby się to skończyło. Byłeś marionetką w ich rękach, tak samo jak i w KGB, musiałeś robić to co ci kazali. Powinieneś to w końcu zrozumieć.
 Chodziło mi o to, że chyba nie uwierzyłaś, że mówiłem to na serio? Ale do mojej ledwo dyszącej samooceny też dojdziemy, nie martw się. Wtedy dopiero będziesz kombinować, by to wszystko jakoś ładnie brzmiało.
 W jakiś sposób się wiąże, bo autodestrukcyjne zapędy często wynikają z samonienawiści, ale przecież samonienawiść nie musi prowadzić do takich zapędów, prawda?
 A czy to wszytko musi ładnie brzmieć? Nie słyszałaś takiego powiedzenia, że liczy się wnętrze, nie opakowanie?
 Łatwo powiedzieć. Do mnie wspomnienia wracają wtedy, gdy mają na to ochotę i po prostu nie potrafię nad tym zapanować. Nie mogę. Mogę tylko skulić się pod ścianą i mieć nadzieję, że to szybko minie. I nie chodzi już tylko o same wspomnienia, a też o to, że mam wtedy wrażenie, jakby ktoś rozrywał mi mózg na strzępy. Po raz kolejny. 
 Wiem, że powinienem to w końcu zrozumieć, ale to nie takie proste. Może i racja, nie byłem wtedy sobą, ale cholera, pamiętam niemal wszystko z tamtego życia i zwyczajnie nie potrafię zacząć myśleć, że to nie była moja wina. To było moje ciało, moje dłonie. A najgorszej broni nie mogę nawet wyrzucić. Nie wiesz jakie to uczucie znajdować zaschniętą krew między płytami ramienia i doskonale wiedzieć, że nie należała ona do mnie. Dlatego tak bardzo tego nienawidzę i zrobiłbym wszystko, by móc się tego pozbyć. 
 I cóż, nie do końca jednak wszyscy wiemy jakby się to skończyło. To już punkty dwa i jeden. 

N: Mam takie małe pytanko, nie zaczęłaś czasem używać autokorekty? Stąd pewnie "zimny" zamiast "winny", "pomieszania" zamiast "pocieszania" i "totem jego w Internecie i totem ciebie" :P

Rora T

Ach ta twoja skromność, ale na twoim miejscu nie byłabym taka pewna.
Po prostu jeszcze nigdy nie spotkałam faceta, który sam by się czegoś domyślił. Zazwyczaj trzeba wam wszystko tłumaczyć jak dzieciom.
Choć moja ciekawość często cieszę górę, tym razem nie zapytam co to za dziwne rzeczy.
Czyli że powodem twojej autorskiedestrukcji jest Steve? Sorry, pogłubiłam się. Może to dlatego że idziemy od tylu?
Nawet nie znam pierwszej trójki i w tym momencie żałuję że nie wybrałam psychologii na studiach, może byłoby choć troszkę łatwiej.
Ból głowy, jasne. Za to teraz cierpię na nerwowy chichot i nie wiem co gorsze.
Czyli cierpisz na to od 70 lat. To bardzo ułatwiło sprawę, a ja się głowiłam nad Steve'm.
Rozumiem że było ci wtedy ciężko, bo komu by nie było, ale tamte czasy już minęły i jesteś już wolnym człowiekiem... No przynajmniej w pewnym sensie. Teraz zostaje tylko jedną sprawa, czy to jest dla ciebie jakąś forma kary za zbrodnie, które popełniłeś? Czy raczej że czujesz do siebie wstręt? Albo to i to?
Kiedy mówiłam o plusach nie miałam na myśli tego, tylko magnesiki.
 Naprawdę? Już prędzej wskoczyłbym w pudrową kieckę, niż powiedział to na serio.  
 Fakt, trzeba mi tłumaczyć całkiem sporo rzeczy jak dziecku, ale raczej trochę z innego powodu. Wiesz, elektrowstrząsy. Płeć raczej nie ma tu nic do rzeczy.
 Chyba moja lista nie jest do końca dopracowana. Jedynkę i dwójkę póki co pominiemy. Trójka to krzesło i programowanie. Czwórka to moje wszelkie fobie, bo jest ich sporo. Piątka to moje drobne problemy z tożsamością. Autodestrukcyjne zapędy przerzucimy na miejsce szóste. Siódemka to samonienawiść. Ósemka to Hydra. Dziewiątka to ramię z metalu i wszelkie kompleksy. Dziesiątka to Rogers. Ta, teraz chyba jest lepiej. 
 Jeśli już to pierwszej dwójki. Zawsze możemy to pominąć, bo zazwyczaj i tak choć przez lekkie napomknięcie o tym, starałem się zakończyć temat.
 Nerwowy chichot? Niby z jakiego powodu?
 To, że może i już minęły, wcale nie oznacza, że do mnie nie wracają. Bo robią to. Nawet nie wiesz jak często. I jak cholernie realne przy tym są. 
 Chyba to i to. Czuję się winny jak cholera, choć wiem, ze to nie do końca była tylko moja wina. Bo może ie wiem, ale nie zmienia to tego, że to były moje dłonie. To ja zabiłem całą rodzinę, choć można by tego uniknąć. Żonę i dwójkę dzieci. To ja przestrzeliłem mężczyźnie kolana i zostawiłem, na pustkowiu, by zamarzł otoczony ich ciałami. I cholera, do teraz pamiętam krzyk tamtej kobiety, gdy nazywała mnie potworem i kazała odejść od jej dzieci. Nikt inny tak nie krzyczał, tak... przeraźliwie.  A wstręt wynika po części z obwiniania się, a po części z samego obrzydzenia.

28 lipca 2015

Astrid Löfgren

N, i błagać, żebyśmy ten lód im załatwiły, kiedy już same będziemy wiedziały, skąd go brać.
No cud! Przecież ten facet nigdy nic nie wie! Jeśli faktycznie czyta tumblra to już dawno musiał się na to natknąć. Nie wiem, jaki jest prywatnie, ale mam nadzieję, że jednak się z tego śmieje a nie wkurza... :P
N ma zatem nauczkę. Skąd ty na to masz czas, dziewczyno? Mi by się odechciało po dziesięciu postach :D 
 Też się zdziwiłam, że wreszcie powiedział coś więcej niż "Ja nic nie wiem. Niczego mi nie mówią.". Aż dziw, że w ogóle wiedział w czym i kogo gra. Chociaż to mu powiedzieli.
 Każdego dnia spędzam łącznie ponad godzinę na przystankach, więc mam czas. Od wczoraj dodałam etykiety do dwóch stron, więc zostało mi jeszcze czterdzieści dziewięć i pół. I już mi się odechciewa jak o tym pomyślę :P
Sam, oszukać czyli co zrobić?
Ale później jednak także zostałeś, a mogłeś spieprzać ile sił, czyż nie?
 Jeśli ktoś stworzył takiego robota do walki z nami, to najczęściej zaprogramowany jest tak, by kojarzyć nasze najczęściej wykonywane ruchy i strategie. Trzeba po prostu być kreatywnym i czymś go zaskoczyć, a będzie mieć się czas na pozbycie się go.
 Kim bym był, jeśli rzuciłbym wszystko w diabły, zostawił ich i uciekł jak tchórz?
James, nie musisz być specem. Wystarczy, że coś w tym widzisz.
No tak, nie jestem w tym najlepsza, ale ostatnio się tym, o dziwo, zainteresowałam. Czegoś mi w życiu chyba brak.
Okej, przekonałeś mnie. Nie "czymś" więcej tylko "kimś". Może to pytanie dziwnie zabrzmi, ale jakim człowiekiem mógł być Zima twoim zdaniem? Wyobraź sobie, że jesteś na miejscu jakiegoś technika, który właśnie o tym myśli.
 "Tym" czyli konkretnie czym? Chodzi ogólnie o to, że On może istnieć, tak? Cóż, wiara w to, że jest coś więcej jednak czasem potrafi pomóc i to nawet bardzo.
 Nawet nie próbowałem cię do niczego przekonać. Po prostu nie chciałem znów słuchać o tym, że byłem tylko pozbawioną uczuć bronią. Raczej nikt by nie chciał, prawda?
 Ciężko mi na to odpowiedzieć. Nie potrafię spojrzeć na to z perspektywy kogoś takiego i w ogóle wątpię w to, że ktoś prócz potencjalnego wolontariusza poświęciłby temu choć jedną myśl. A teraz pewnie zapytasz o to, co mógłby sądzić taki wolontariusz. A ja powiem, że cholera, ale nie wiem. Naprawdę nie wiem, bo przecież na samym początku sam nie wiedziałem tego, jaki jestem i jaki będę. Zwyczajnie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Rora T

Tak, to by było okropne. Teraz trudno znaleźć coś dobrego. Wszystko jest szyte na kobiety o figurze manekina, więc nie dziwię się ze trudno ci znaleźć coś z twoją posturą.
Ja tego nie powiedziałam.
Wciąż byłeś żywy, więc jak najbardziej. Od kiedy ty taki dramatyczny się zrobiłeś?
To może też mój błąd. Mogłam źle to ująć lub nie sprecyzować, albo sądziłam, że się domyślisz, ale zapomniałam że jesteś facetem.
Tak bardzo chcesz wiedzieć co sądzę? Każdy ma swoje za uszami, czasu cofnąć się nie da, a to po prostu musiało się stać i choć żal pozostał, wiem że kiedyś się z tym pogodzisz.
Znalazłeś sobie nowe hobby?
Tak szybko? Pomogło chociaż? Doszedłeś do jakiś wniosków?
Samodestrukcja wiązać się może z depresją lub załamaniem nerwowym. Jednymi słowy z twoją psychiką nie jest najlepiej, ale to chyba sam wiesz. Zapytam się więc jak często to robisz i kiedy się nasila chęć skończenia ze samym sobą?
  Cóż, nie bardzo znam się na obecnej modzie, obecnych kobietach też nie bardzo, w ogóle na wszystkim obecnym, więc raczej niewiele mam do powiedzenia o kobietach-manekinach i o tym, czy można kupić coś dobrego. Ale moja postura jest bardzo dobra. Byłaby nawet, gdyby coś mnie poszerzało.
 Od razu dramatyczny. Po prostu "siedem dekad" brzmi lepiej niż "cztery lata z siedemdziesięciu lat", prawda? Aż czuć ten patos.
 Tak sformułowałaś zdanie, że "jesteś facetem" zabrzmiało prawie jak obelga sugerująca, że to jakiś podgatunek. Ale nic nie mówię. Rozumiem. Feminizm i te sprawy.
 To wcale nie jest nowe hobby. Robię wiele dziwnych rzeczy w wolnym czasie.
 Każdy następny punkt tak naprawdę wynika z poprzednich, więc lepiej mieć to już za sobą. Prawdziwa zabawa będzie, gdy dojdziemy do pierwszej trójki, bo wtedy to dopiero zacznie się dramatyzowanie. Ale tak całkiem na serio, bo do śmiechu wcale mi nie jest, to nie oczekiwałbym u mnie jakiejś wielkiej poprawy i momentalnego olśnienia. Przede wszystkim potrzebuję czasu na przeanalizowanie niektórych spraw i pogodzenie się z pewnymi rzeczami. Czas może zdziałać cuda. Dzięki niemu nie przyprawiam cię już o ból głowy. Aż taki.
 Ta, raczej zdaję sobie sprawę, że mój umysł to strasznie dziwne i popieprzone miejsce. Czasem sam chciałbym być jak najdalej od niego, ale nie bardzo się da. 
 Kiedy się nasiliła? Ciężko powiedzieć, ale gdzieś tak w '45. A nie, jednak wcale nie było ciężko. Bo uwierz, jeśli budzisz się po upadku w przepaść z pędzącego pociągu, twoja ręka leży koło twojej twarzy i nie jest przyczepiona do twojego ciała, a nad tobą stoi wrogi żołnierz to wiesz, że masz przejebane i zaczynasz żałować, że nie masz przy sobie cyjanku, albo siły by unieść broń. A gdy lądujesz w celi bez okien na długie miesiące i jedynymi osobami z którymi masz kontakt są "przesłuchujący" cię żołnierze i popieprzony sukinsyn, który nie trzymał swoich obślizgłych łap przy sobie, to zaczynasz żałować tego jeszcze bardziej. Tak bardzo, że gołymi rękoma będziesz w stanie oderwać przewiercony do twoich kości kawał żelastwa z nadzieją, że może się wykrwawisz, albo że wda się zakażenie i nie będą w stanie cię "odratować". 
 Jak często? Jak tylko poczuję, że na to zasłużyłem. Czyli całkiem często. Ramię ma taki plus, że łatwo jest uszkodzić nim ciało. Widzisz, znalazłem jakiś plus.

Astrid Löfgren

N, lód wydaje się całkiem sensownym wyjaśnieniem.
Kolejna pozycja na liście filmów do obejrzenia.
Wiedziałam, że lód jest prawdziwy. Mówię ci, że jeszcze ci wszyscy, którzy śmiali się z naszych teorii, będą nas za to przepraszać.

I w wywiadzie pan Stan jednak zaprzeczył teorią, że Bucky sam wsadził łapkę do imadła. A skoro pan Stan te teorie zna, to znaczy, że czyta tumblra. Och, współczucia jeśli biedak natknie się na Stucky, współczucia :P

+ N zaczęła dodawać etykiety. Do oznaczenia zostało jeszcze jakieś 1190 postów. Jej. A trzeba było zacząć robić to od początku...
Sam, czyli takiego "głupiego robota" dość łatwo jest wyeliminować?
Ale jednak nie uciekłeś, nie? To się ceni. Pewnie Cap dodał trochę odwagi ;) 
Może i to robot bojowy, ale jednak to też zwykła maszyna, której zaprogramowano ograniczoną liczbę opcji, więc w miarę łatwo jest go oszukać. Oczywiście mówiąc "łatwo" wcale nie mam na myśli zupełnej łatwizny, a raczej... coś co może mnie zabić, ale jednak jest jakieś pięćdziesiąt procent szans, że tego nie zrobi. 
Ciężko było uciec z jadącego kilkadziesiąt mil na godzinę samochodu, który nie miał kierownicy i obijał się o mury jak gumowa piłka. Raczej to był główny powód dlaczego nie uciekłem. Ale fakt, że Cap ma tak mocny uścisk, że dobrze potrafi zatrzymać człowieka w miejscu.
James, ładnie powiedziane. Podoba mi się, że tak o tym sądzisz.
Do świętości mi daleko, więc raczej poszłabym w dół niż w górę, ewentualnie tkwiłabym gdzieś po środku. I wtedy dopiero bym się zdziwiła, że Szatan i Bóg istnieją naprawdę.
Naprawdę prawie zawsze był ten sam schemat zabezpieczania? Pogratulować.
Masz prawo nie lubić. Kto by chciał, by o nim myślano czy mówiono w trzech osobach. Skoro tak, to Bucky'm też w jakimś stopniu jesteś, sporo pamiętasz, wyglądasz z grubsza tak samo, więc się też liczy. Widzisz, Zimowy Żołnierz to pozbawiona uczuć broń. Coś z niego w tobie jest, ale jednak to już nie to samo. Teraz to jesteś taki trochę Zimowy Żołnierz 2.0. Inna wersja, można by powiedzieć.
 Cóż, może i nie jestem specem w sprawach wszelkich uczuć wyższych, ale z tego co pamiętam, tak to chyba wyglądało. 
 Sama twierdziłaś, że nie jesteś najlepszą osobą do rozmów na temat wiary, więc raczej zostawmy rozważania o tym czy naprawdę istnieją.
 Może nie był to jeden schemat, a raczej kilka podstawowych ustawień, które łączyli.
 To, że nie wolno było mi okazywać uczuć, wcale nie musiało oznaczać, że zupełnie ich nie miałem. Strach to przecież też uczucie? Tak jak obrzydzenie, wściekłość, irytacja. Czasem zdarzało się, że wkradł się i smutek. Fakt, nie wiedziałem czym one są i co oznaczają, ale jednak gdzieś tam to we mnie siedziało. Nadal jestem nim, ale teraz po prostu mogę być czymś więcej. Przedtem po prostu nie miałem do tego okazji, bo nawet nikt nigdy nie zastanawiał się nad tym, jakim człowiekiem mógłby być Zima, jakim człowiekiem ja mógłbym być. Tak jak ty twierdzili, że przecież byłem bezuczuciową bronią, nie człowiekiem. A to wcale nie była prawda i jestem tego dowodem. Bardzo żywym dowodem. To ciągle ja, ciągle "nim" jestem, ale zwyczajnie... wyewoluowałem.

Rora T

Czyli jeszcze nie znalazłeś tej pudrowej w swoim rozmiarze.
Po części zinterpretowałeś dobrze, a ja tylko troszkę poprawiłam, dlatego nie czepiałam się.
Cóż na pewno zbyt komfortowo nie będzie. A co do tego drugiego, to nie będę zaprzeczać.
Zawsze jest lepiej, a raz gorzej, więc musisz cierpliwie czekać.
Duma nie pozwala mi się odezwać do mojej przyjaciółeczki. Co do obarczenia ciebie winą to to by było dopiero dziwne. Ty nie masz w tym nic wspólnego. Jeśli ktoś tu jest zimny to tylko ja.
Znów mnie źle zrozumiałeś. Nie miałam na myśli ze ty obliczamy kogoś całą winą, ale że ja tego nie robię. Pisząc o Steve nie miałam na myśli ze to on jest za wszystko odpowiedzialny. To miałam na myśli.
Dla kartki papieru? No to się pochwal swoimi osiągnięciami.
 Mam raczej rozmiar nie mieszczący się w obecny kanon kobiecej urody, więc raczej będzie ciężko. Wiesz, nie chcę by przypadkiem coś poszerzało mnie w biodrach. To byłby koszmar.
 Fakt, moja głupota to rzecz tak oczywista, że nawet ja bym się o to nie sprzeczał.
 A jako to gorzej, to mogę liczyć ostatnie siedemdziesiąt lat, czy jednak muszę liczyć tylko czas, gdy byłem na chodzie? Bo hej, siedem dekad brzmi o wiele bardziej dramatycznie. 
 A o to chodziło. Z kontekstu rozmowy o Rogersie zrozumiałem, że skoro nie chcesz nikogo obarczać tutaj winą, to duma nie pozwala ci napisać co naprawdę sądzisz o tej sytuacji. Znowu mój błąd.
 Wiele tego nie ma, bo to na razie nie bardzo mam na kim testować potencjalne zastosowania. Ale uduszenie kogoś przez dobre wepchnięcie jej do gardła działa. To akurat jest pewne.

 A więc radośnie możemy przejść do dziewiątki i moich drobnych problemów z samodestrukcją. Prób skoczenia z dachu i strzelania sobie w łeb chyba nie muszę wyjaśniać. 

Astrid Löfgren

N, ciekawe co tak dobrze "konserwuje" i czy to tylko dobre geny. Tak, Astrid też lubi :D
 Albo naprawdę dobre geny, albo naprawdę dobry chirurg. Albo lód.
 A skoro jesteśmy przy brodzie pana Evansa, to bardzo ładnie prezentuje się ona w "Before We Go".
Sam, to całkiem zrozumiałe. Poziom trudności w likwidowaniu robotów jest chyba większy niż w przypadku ludzi, mam rację? Kurczę, jest co podziwiać, bo pewnie nie jeden uciekałby z krzykiem, kiedy miasto ogarnęłaby fala dziwnych stworzeń.
Zależy o jakich robotach mówimy. Jeśli chodzi o te wyposażone w sztuczną inteligencję, jak na przykład te od Starka, to tak. Ale jeżeli mówimy o zwykłych robotach, które skupiają się tylko na strzelaniu do celu, to już nie bardzo.
No cóż, ja miałem ochotę uciekać z krzykiem, gdy pewien facet wskoczył mi na dach samochodu i wyrwał z rąk kierownicę, i to dosłownie wyrwał, swoją metalową ręką. Nigdy nie czułem większego "Co się tu do cholery właśnie wydarzyło?!" w całym moim życiu. Ale wtedy nastąpił chyba jakiś przełom, bo teraz moje reakcje przypominają bardziej "Serio?".
James, a zapytałam o to jak brzmiała czy jak brzmi? Być może niewiele się zmieniło, ale interesuje mnie, jak obecnie postrzegasz przyjaźń.
Jeśli istnieją zaświaty i będę wiedziała, że trafiłam tam, gdzie ten ktoś - bądź pewien, że go dorwę i nie dam spokoju, bo ten ktoś na pewno będzie wiedział, czym taki jeden koleś z metalową ręką grał w ruletkę z Ruskimi.
No jak nie pytałam? Pytałam, na co ty "nie wnikaj". Mogłeś odpowiedzieć od razu. Przypadkowe i niewyjaśnione okoliczności? A to zagadka. Czyli co to za zabezpieczenia? Jakieś laserowe linie, czy jak to się zwie, jak na filmach?
Tak myślałam. Widzisz, można się dogadać.
Może brzmi to kuriozalnie, ale tak, co nie znaczy, że nie ma tego zrozumienia, kiedy jesteś po prostu James Buchanan "Bucky"/"Zimowy Żołnierz" Barnes. Każdy twój, powiedzmy, żywot jest inny, co jest oczywiste. Łatwiej zrozumieć pewne rzeczy, kiedy rozdzieli się je na czynniki pierwsze i spojrzy na nie z perspektywy twoich doświadczeń. A jeśli patrzy się na ciebie przez pryzmat tych dziewięćdziesięciu-iluś lat łącznie - no, jest ciężko, choć jedna rzecz wynika z drugiej. Można powiedzieć, że Bucky to Bucky, Zimowy to Zimowy, a ty to połączenie tamtych dwóch i coś jeszcze, coś więcej, czego nie da się jeszcze określić, bo sam tego nie znasz.
 Prawdziwa przyjaźń jest wtedy, gdy bez względu na to ile lat ludzie się znają, ile kilometrów ich dzieli i ile różnic jest miedzy nimi, nadal mogą sobie zaufać, polegać na sobie i wiedzą, kiedy cisza lepsza jest od rozmowy. Tak mi się wydaje. 
 Jeśli życie po życiu istnieje to uwierz, że raczej nie traficie w to samo miejsce. 
 Te laserowe linie nie są do końca takie jak w filmach, bo są one po prostu niewidoczne, a alarmy najczęściej są bezdzwiękowe. Wystarczy tylko zainstalować czujniki w kilku miejscach i na odpowiedniej wysokości. Jeśli wtargnie ktoś nieproszony, to sygnał zostaje wysyłany do bazy, a pomieszczenie zostaje odcięte. Tylko, że oni niemal zawsze robią to tak samo i to jest ich największym problemem. 
 Nie lubię rozdzielania tego na trzy różne etapy, bo może i powiedziałem, że nie jestem już Bucky'm Barnesem, ale nigdy nie powiedziałem, że przestałem być Zimowym Żołnierzem. Teraz po prostu istnieje dla mnie coś więcej niż dowództwo, misja i cel. Nadal nim jestem. Mówiłem to już nie raz.

Astrid Löfgren

N, też słyszałam, że ponoć ma zamiar się wycofać.
Ale hej, spójrzmy na pana Grillo... Nie wygląda na swój wiek, więc trzymajmy kciuki, że pan Evans osiągnie podobny efekt :D
 Patrząc na pana Evansa z brodą i pana Grillo z brodą, w życiu nie powiedziałabym, że dzieli ich niemal dwadzieścia lat. No bo czy ten pan wygląda jak typowy przedstawiciel rocznika '63? Albo '65, bo nie wiem czy kłamie Filmweb czy Wikipedia.
 I tak, broda pana Evansa i pan Grillo to tematy, które N naprawdę lubi. 
Sam, tęsknisz czasami za starym, dobrym wojskiem, w którym było jednak więcej rzeczy "zwykłych" niż "niezwykłych", choć tak samo w niektórych momentach strasznych?
Dobra, bardzo dużo przesady. Ale jeśli ma to mu jakoś pomóc to... czemu nie. Niech tylko nie katuje wszystkich dookoła.
Ciężko powiedzieć. Może i wojsko było o wiele mniej "niezwykłe", ale chyba jednak wolałbym musieć zmierzyć się z armią robotów. Świadomość, że walczysz z kupą mechanizmów a nie z żywym człowiekiem, pomaga o wiele bardziej, niż można by się spodziewać.
James, więc jak ta definicja według ciebie brzmi?
Tak mówisz? Wielka szkoda, że tego gościa już nie ma.
W jakim znowu dziale kryminalnym? Nie mam na to czasu. Mógłbyś mi normalnie opowiedzieć, jak dorwałeś się do tego mieszkania, ale nie, bo po co.
Co z tego, skoro ta zgoda nie była wynikiem tego, że chciałeś, żeby tak cię nazywano? Jeśli mam rację i zgodziłeś się dla świętego spokoju, pozostanę przy Jamesie.
Może irytujące, fakt, ale tak jest łatwiej. Przynajmniej dla mnie. To pozwala spojrzeć na ciebie trochę inaczej i cóż, z pewnym zrozumieniem.
Choćbyś zabił tysiące - Czikatiło i inni jego pokroju i tak będą gorsi.
Bardzo proszę.
 Ym, jak brzmi dla mnie teraz, czy jak brzmiała dla mnie wtedy? Wtedy wiedziałem tylko, że jest to coś... po prostu dobrego. Że możesz wtedy zaufać drugiej osobie, że może ona znać twoje największe słabości, a ty masz pewność, że nie wykorzysta ich przeciw tobie. A naprawdę niewiele rzeczy tak wtedy postrzegałem.
 Może i szkoda, ale przecież nic nie trwa wiecznie. Ludzie przychodzą i odchodzą, dojrzewają, zmieniają się. Taka już kolej rzeczy.
 Mógłbym, ale o to nie pytałaś. Powiedziałaś tylko, że będziesz wnikać. Co tu dużo mówić, to po prostu kolejny argument potwierdzający, że Hydra to zgraja tresowanych, półmózgich małp, bo należało ono kiedyś do jednego z ich agentów. Który jakiś czas temu w bardzo przypadkowych i niewyjaśnionych okolicznościach opuścił ten świat. A te ich zabezpieczenia były śmiechu warte. 
 Czyli zostajemy przy Jamesie.
 Dopiero przy rozdzieleniu mnie na trzy różne osoby, można patrzeć na mnie z pewnym zrozumieniem?