30 lipca 2015

Rora T

Ja do kina nie mam zamiaru się wybierać, szkoda mi kasy. Zaczekam więc aż pojawi się coś w necie.
Film ogólnie mnie nie zachęca, a sam zwiastun... no cóż. Chyba wywrócona zabawkowa kolejka mówi sama za siebie. Film podobno zbiera dość dobre recenzje, ale to nic nie daje. Ile razy tak było, że wszyscy się zachwycają, a to jedna wielka chała. 
Jeden reżyser odszedł po nakręceniu sporej ilości materiału, potem przyszedł następny, który ze swoją grupką nakręcił resztę i ponoć różnice są dosyć widoczne. 
Ant Man zbiera dobre recenzje, więc może nie będzie tak źle. W przypadku AoU część głosiła, że to hit, inna część, że chała, a przy Antku opinie są bardziej jednogłośne. CA:WS też był z góry skreślany, bo pierwsza część była mierna, a w braci Russo nikt nie wierzył, a teraz często uznawany jest on za najlepszy film Marvela.
Tak, tego słowa mi brakowało.
O tym już mówiłeś. Kilka miesięcy temu. Nawet ja o tym wspomniałam. Po prostu kolego rozumujesz na opak. I nie mam nic złego na myśli!!! Spróbować zawsze można. I tak chyba nic nie stracisz. Mam nadzieję.
To była pierwsza rzecz, o którą się pożarliśmy. Poza tym cała rozmowa straciła dramatyzm, więc nie powiem. Musisz uzbroić się w cierpliwość.
Rozmawiając z tobą, można dostać załamania nerwowego. Poważnie. Aż nie wiem czy mam się pytać, co więc robisz, ale chyba zaryzykuję.
O brzydkim panu chyba nie. Trzeba to będzie załatwić bardzo szybko.
Że co ja niby zrobiłam? Za bardzo szanuję swoje życie, by ci grozić. A jeśli chodzi o "ostateczne środki" to broń nie groźna... no przynajmniej mam taką nadzieję.
Teraz jesteś nie uprzejmy. Ja się staram, wypruwam sobie żyły, by coś zdziałać, a ty tak mi się odwdzięczasz. Poczułam się urażona.
 Jak zawsze do usług, ma'am.
 I tak zawsze wszystko schrzanię, więc wielkiego ryzyka nie ma. Bo co, spieprzę coś jeszcze bardziej? Wątpię, że się da.
 Tyle tego było i robiliśmy to tak często, że zlało mi się to w jedną całość. A skoro rozmowa i tak "straciła swój dramatyzm", to dlaczego nie możesz mi powiedzieć?
 Łamałem sobie palce, wielkie mi co. I tak się zrastały. Przecież można się było tego po mnie spodziewać. Teraz jestem bardziej wyrozumiały. Końce płyt protezy mają całkiem ostre krawędzie, więc wystarczy wbić opuszki palców w skórę i przeciągnąć.
 I dobrze. Już wolałem jak opowiadał mi o wiwisekcji. Mojej. W trakcie. Ta, jego nienawidziłem najbardziej.
 Nie wiem czym są te cholerne "ostateczne środki", więc nic dziwnego, że jestem sceptyczny i powoli naprawdę zaczynam odbierać to jak groźbę, bo może to oznaczać wszystko A jeśli się kogoś pociesza to raczej mu się nie grozi, bo to chyba się wyklucza. Wiem to, choć jestem w tym cholernie kiepski. W pocieszaniu, nie w grożeniu. I wcale nie jestem nieuprzejmy.

Rora T

N i pytanie do ciebie, jak tam wrażenia po seansie Ant Mana?
Jeszcze go nie widziałam :) Wybiorę się pewnie jakoś w przyszłym tygodniu.  
O ile z wielką chęcią zobaczyłabym duet Hank-Janet, to sam Scott już nie wywołuje u mnie takich emocji. Na minus jest dla mnie to, że to ponoć najbardziej komediowy film Marvela, a ja nie bardzo przepadam za komediami. 
Captain Bitch? Serio? To już cios poniżej pasa. Choć przyznaję, że ta cała kampania była dość żenująca i domyślam się, że prawdziwi żołnierze mogli czuć się dość... Brakuje mi słowa. Podrzucisz coś, Buck?
Trochę za dużo. Jeszcze nigdy nie oceniałam ludzi po tym w co wierzą. Myślę, że to już jest prywatna strawa każdego człowieka. Też jestem wierząca, ale co do praktyki to różnie z tym bywa.
Acha. Czyli pomyślisz, że chcesz sobie odciąć głowę, a mi napiszesz, że wcale tego nie chcesz. Tak się nie bawimy. Zresztą kiedyś już to przerabialiśmy i nie skończyło się to najlepiej.
W końcu mi się udało, ale chyba tobie nie o takie pocieszenie chodziło.
Tak, wolałabym ich nie używać, ale jeśli nie przestaniesz się samookaleczać lub przynajmniej nie zaczniesz temu jakoś zapobiegać będę zmuszona to zrobić. Nie wiem czy zadziała, ale jeśli nie to, to ja już nie mam pomysłów. Uwierz mi, że tego nie chcę. Kiedy poruszyłam ten temat jakieś pół roku temu nieźle mi się dostało.
Też tak myślę. I najlepiej zrobić to szybko i bezboleśnie. W końcu nawet nieźle mi to pocieszanie idzie... Prawda? 
 Mówiąc bardzo prosto- mogli czuć się wkurwieni? Przedstawiali wojnę jak kolorowy teatrzyk, w którym wszyscy są szczęśliwi, czyści, najedzeni, zdrowi i nikomu nie latają nad głową granaty, a za to o wolność walczy wspaniały super-żołnierz, który w pojedynkę pokona Hitlera. A Steve użyczał twarzy tej całej farsie, więc mu się obrywało. Ale na swoją obronę mam to, że to nie był mój pomysł.
 Nie o to mi chodziło. Jestem cholernie kiepski w podejmowaniu decyzji, bo zazwyczaj wszystko pieprzę. Dlatego jeśli postanowię iść w lewo, pójdę w prawo i może się uda.
 Nadal nie wiem czym są te "ostateczne środki", więc mogłabyś trochę jaśniej? Wtedy żarliśmy się niemal o wszystko, więc nie bardzo mi podpowiedziałaś. Poza tym, i tak już się ograniczam. Przynajmniej już niczego sobie nie łamię.
 Można zrobić to szybko, ale raczej nie będzie bezboleśnie. Naprawdę chcesz rozmawiać o obrywaniu ze skóry, zimnej suce i brzydkim panu, który pchał łapy tam, gdzie nie powinien? 
 I cóż, chyba przed chwilą mi groziłaś. Odpowiedź więc sobie sama.   

Rora T

To wyszło przy okazji. Ja nie zaczynałam tego tematu.
Ale Steve to Kapitan Ameryka. Jednak rozumiem, że po serum mogło mu się troszkę pogorszyć.
Nie. Czy znowu powiedziałam coś nie tak? Nie miałam nic złego na myśli. Po prostu... Ludzie porzucają wiarę z byle jakiego powodu, czasami bardzo nieistotnego. Coś nie tak pójdzie po ich myśli i już stają się ateistami. Ty przeszedłeś tak wiele, a wciąż wierzysz. To godne podziwu.
Ciągniemy tą rozmowę po to, żebyś już w ogóle nie chciał tego zrobić. Przynajmniej tak myślę.
Z drugiej strony pewności czy nikt by cię nie poskładał nie masz. Czytałam gdzieś, że ma się odbyć operacja przeszczepienia komuś głowy lub twarzy... chyba twarzy. Więc jakieś prawdopodobieństwo jest, że głowę też by ci przyszyli.
Chcesz żebym posunęła się do ostatecznych środków?
Tym też się mogę zająć... Bucky, jeśli nie masz ochoty o czymś mówić, to nie musisz. Przecież cię do niczego nie zmuszam.
 Dla mnie Steve to Steve. Kiedy jeszcze nie wiedziałem, że Kapitan Ameryka to on, gość wkurzał mnie jak cholera. Jak zresztą chyba każdego i raczej nic w tym dziwnego, bo siedziało się w pieprzonych okopach, było zimno i mokro jak diabli, buty się rozpadały, zapasów brakowało, a za bohatera robił jakiś gość w gwieździstych rajstopkach. Captain Bitch. Ciekawe czy o tym wiedział?   
 Po prostu najpierw sugerowałaś, że lepiej by było, gdybym był niewierzący, a potem powiedziałaś, że dziwisz się temu, że w ogóle wierzę. Pomyślałem więc, że uznałaś wiarę za jakiś głupi, przestarzały wymysł, czy coś w tym stylu. Po prostu zbyt dużo sobie dopowiedziałem, moja wina. 
 Wiesz, że zawsze robię wszystko nie tak jak trzeba. Tak już mam. Dlatego chyba powinienem robić wszystko na odwrót- pomyślę jedno i zrobię tego odwrotność, a może zadziała.
 To mnie pocieszyłaś. Teraz to już zupełnie brak mi jakichkolwiek alternatyw, gdy tradycyjne metody nie zadziałają. A zawsze trzeba mieć jakieś wyjście awaryjne.
 Nie wiem czy chcę, bo nie wiem też czym są te "ostateczne środki".
 Kiedyś i tak będzie trzeba ruszyć temat.

Rora T

Dobra, wybaczam, wybaczam. Wiem, że nie miałeś nic złego na myśli, ale jeszcze nie do końca przeszła mi chęć do podręczenia cię czasami.
Steve aż tak męczący? Wiem że jego wieczna chęć niesienia pomocy, dobroć, wielki patriotyzm... Dobra, nie chce mi się wymieniać dalej. Chodzi mi o to, że czasami jest trochę upierdliwy. W sumie to wiem o co ci chodzi.
Bo teraz nie mam co? Utknęliśmy w martwym punkcie, Buck.
Rozumiem co masz na myśli. I tak się dziwię, że po tym wszystkim wciąż wierzysz.
Nie przesadzasz trochę? Przecież sam twierdziłeś że już jest lepiej. Żeby tak od razu sobie łeb odcinać? Musisz znaleźć pozytywne strony.
To i tak dobrze. W końcu nad tym ubolewałeś. Ale tak na poważnie, to ja już nie mam pojęcia co mam robić. Znów się uparłeś i ani w te ani we w te. Pocieszanie cię to jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie.
To dlatego chciałeś się dowiedzieć już teraz. Sądzisz, że nie wytrzymam? Nie tym razem, kolego.
 O to już mnie już dręczyłaś, więc wymyśl coś innego. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, czy jak to tam leciało.
 Steve jako Steve nie był aż tak wielkim wrzodem na tyłku, bo w życiu nie wytrzymałbym piętnastu lat w jego towarzystwie, ale Kapitan Ameryka już tak. Ta cała... patriotyczna do porzygania otoczka, która tak często mu towarzyszyła bywała naprawdę nie do zniesienia.
 Wierzę, bo po prostu tego chcę i potrzebuję. Chyba nie muszę się z tego tłumaczyć?
 Nie mówię, że chcę to zrobić zaraz, teraz, już, w tym momencie. Powiedziałem, że jeśli kiedyś postanowię to zrobić, to będzie to najlepsze wyjście, bo będę mieć pewność, że się nie pozrastam z powrotem. Kilkukrotnie szybsza regeneracja nie daje wielu alternatyw. 
 Nikt nie mówił, że to będzie proste. Dobrze wiesz, że bywam uparty jak głuchy osioł.
 Sądzę, że ja nie wytrzymam. Zwyczajnie nie lubię mówić o niektórych rzeczach i miewam z tym drobne problemy.

Rora T

Wiem, wiem, wiem. Robię to bo chcę, ale oboje wiemy, że nie jestem w tym dobra, wiec wkładam ciężkie starania w to by brzmiało... Profesionalnie?
"Łatwiejsze niż były kiedyś" chyba samo mowi przez się. A czy ja powiedziałam, że mężczyźni to podgatunek?
Dobra, teraz to mnie rozśmieszyłeś, ale wątpię by to przeszło.
Wiesz, jak trudno cię pocieszać? I ty się dziwisz, że dostaję nerwowego śmiechu. Myślę, że w tym przypadku poszło by łatwiej, gdybyś nie był wierzący.
Nie wiem, co się stanie z tobą po śmierci, ale na razie żyjesz, więc uszanuj to i proszę ,przestań się samookaleczać, nie strzelaj sobie w głowę, nie próbuj się wysadzić i nie rób żadnych innych okrutnych rzeczy.
Oczywiście że rozumiem, ale gdyby umarły ci wybaczył to byłby cud. Buck, myśląc w ten sposób, nigdy nie ruszysz do przodu. Ludzie się zmieniają, niektórzy ale się zmieniają. Chcą naprawić swoje błędy, dobrze przeżyć resztę życia, a okaleczanie samego siebie nie jest najlepszym sposobem. Myślę, że teraz najważniejsze jest żebyś przebaczył sam sobie.
Zdecydowanie nie. Pozwól mi czymś zabłysnąć przy dwójce i jedynce.
 Zwyczajnie źle dobrałem słowa. Doskonale wiesz, że moje czasy były zupełnie inne i część rzeczy, która teraz jest normą, kiedyś była wręcz nie do pomyślenia i po prostu nie przystała młodym damom. Może skomentowałem to zbyt ostro, może powinienem się w ogóle nie wypowiadać, tak jak wielu innych sprawach. Nie będę zaprzeczał.
 Uwierz, że gdybyś musiała tam być i wysłuchiwać takich pogadanek kilka razy dziennie, to przestałoby cię to śmieszyć. 
 Powinnaś się cieszyć, że nie jestem jakiś bardzo ortodoksyjny, bo wtedy dopiero miałabyś problem. Nawet nie jestem za bardzo religijny. Nie modlę się, łamię przykazania i zasadę koszerności. Nawet szabatu nie przestrzegam, a naprawdę trzeba się namęczyć by to zrobić. Zwyczajnie wolę wierzyć w to, że ktoś jest tam na górze, a wszystko ma jakiś większy sens. 
 Wysadzanie się w powietrze wcale nie było moim pomysłem, wypraszam sobie. Raz już przez coś takiego przechodziłem i nie chcę musieć robić tego raz jeszcze. Składanie do kupy po takim czymś nie jest zbyt miłe, a ja wolę nie przypominać jeszcze bardziej kolejnego tworu doktora Frankensteina. I tak już mógłbym ubiegać się o taką rolę, przynajmniej zaoszczędziliby na charakteryzacji. Więc jeżeli jeszcze raz postanowię pożegnać się z tym światem, to zwyczajnie odetnę sobie łeb. Tego już nie da się przyszyć.
 Jak zapewne łatwo zauważyć, nie przepadam zbytnio za samym sobą i chciałbym dla siebie najgorszego, więc chyba prędzej przebaczy mi umarły, niż sam to zrobię.
 Cóż, i tak najpewniej skończy się to tym, że jedno z nas będzie obrażone. Albo i oboje będziemy, bo przez dwójkę jeszcze da się przebrnąć, ale z jedynką będzie gorzej. Znacznie gorzej.

29 lipca 2015

Rora T

Nie wracajmy do sprawy kłamstw, bardzo cię o to proszę.
Mogę jakoś spróbować rozdzielić te sprawy. To już zależy od ciebie. W końcu ciebie pocieszam, a nie na odwrot. I tak się muszę produkować.
Już zacząłeś. Mam ci przypomnieć, jak uważałeś, że dzisiejsze kobiety są łatwe? A może nadal tak uważasz? Ja mam swoje poglądy a ty swoje, dobrze? Uważam tylko że mężczyźni są mniej domyślni, a nie że to jakiś podgatunek.
Uwierz mi, że jeśli zacznę pisać bez ładu i składu żaden człowiek mnie nie zrozumie.
Unikanie snu to nie jest najlepsze wyjście. Ja już powiedziałam co myślę na ten temat, nic więcej zrobić nie mogę, przecież siłą ci tego do głowy nie wbiję. Teraz już wszystko zależ od ciebie.
To była wojna. W tak krytycznym czasie nawet morale się zmieniały. Oni strzelali do was, a wy do nich. Walczyliście by pokonać wroga. Jak mieliście to zrobić? Wygłaszając przemowy ku pokrzepieniu serc?
Okaleczając siebie też nie odzyskasz przebaczenia. W ten sposób chcesz odpokutować? Samobójstwo to również grzech ciężki. Bóg daje ci życie i tylko on ci może je odebrać, a jednak z jakiegoś powodu tego nie zrobił i na pewno nie po to byś ty teraz strzelał sobie w głowę.
Gwarantuję ci że nawet zabójcy uzyskują przebaczenie. Nie od ofiar lecz od rodziny i przyjaciół, a to przebaczenie jest czasami o wiele więcej warte.
Nie wiem. Może tak, może nie. Nie jest to coś zbytnio wyszukanego.
 To "i tak muszę się produkować" raczej nie brzmi zbyt pocieszająco, wiesz? Nie zmuszam cię przecież do tego. 
 Nigdy tego nie powiedziałem. Powiedziałem tylko, że wydają się być łatwiejsze niż były kiedyś. To różnica i wolę niczego już więcej nie dodawać, bo chyba tylko bardziej się tym pogrążę. 
 Wygłaszanie przemów ku pokrzepieniu serc wcale nie było takim złym pomysłem. Spójrz na Rogersa, on naprawdę potrafił zanudzić człowieka na śmierć, gdy dobrze się rozkręcił. 
 Samobójstwo jest wielkim grzechem, ponieważ Bóg stawia je na równi z morderstwem. Mówi się, że życie nie należy do samego człowieka, ale do tego, kto je człowiekowi dał. I jeżeli odbiera się człowiekowi życie lub robi coś, co mogłoby przyśpieszyć śmierć, nawet w celu uniknięcia cierpienia, popełnia się czyn niewybaczalny. I jeżeli popełni się ten grzech, nigdy nie otrzyma się przebaczenia. Powiedziane zostało wprost, że "Bóg nie wybaczy", i że "Jakkolwiek wiemy, że Bóg jest miłosierny, prosimy Cię, Boże, nie miej litości dla takich ludzi". Mi i tak już więc nie wybaczy, złamałem zbyt wiele zasad i nadal łamię. Mogę próbować więc dalej.
 Nie rozumiesz. Tylko skrzywdzony człowiek może wybaczyć temu, kto go skrzywdził. Tak już jest. Mogę uzyskać przebaczenie od bliskich takiego człowieka, ale nie umniejszy ono moich win. Takie są zasady. 
 Czyli chyba chcę. Ale teraz nie jest "później", jeśli dobrze rozumiem?

Rora T

To ostatnie jest najlepsze. Pisze wszystko z telefonu, bo od tygodnia jestem odcięta od internetu i musiałam zainwestować w pakiet. Postaram się sprawdzać dokładniej. 
Żebyś widziała jakie bzdury wypisywałam, gdy próbowałam nauczyć się korzystania ze słownika T9. Przy tym zimny Bucky to nic. Choć w jego przypadku taki błąd ciekawie zmienia kontekst zdania :P
Buck, ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego kiedy żartujesz lub nie piszesz czegoś zbyt poważnie.
Prawda , ale w obu przypadkach będę miała ci podobne rzeczy do powiedzenia.
Czyli mam pisać nie stylistycznie, urywanymi zdaniami, bez ładu i składu? Wtedy już w ogóle byś nie zrozumiał.
Wiem że to jest trudne, ale to się nie zmieni dopóki właśnie nie przestaniesz kulić się pod tą ścianą. Jeśli nic z tym nie zrobisz, nie wyprzesz tego ze swojego umysłu, nie znajdziesz rozwiązania, to utkniesz w miejscu. Nie wiem ile to zajmie czasu, ale musisz próbować jakoś to zmienić.
Ale nie twój mózg. Ty nigdy nie zrobiłbyś czegoś takiego. Nie skrzywdził byś niewinnego człowieka. Gdy ludzie popełniają zbrodnie, mają jakiś powód i cel. Jakie ty miałeś z tego korzyści, co było powodem. To KGB i Hydra czerpali z tego korzyści, oni pociągali za sznurki, Buck.
Ale trafiłam. Mam kilka teorii na ten temat. Zostawie je na później, może się przydadzą.
 Uwierz, że nie zawszę. Zazwyczaj przesadzam, gdy chcę to podkreślić, ale czasem zdarza się,że tego nie robię. I dlatego wychodziłem na kłamcę. Ale to już przerabialiśmy.
 Skoro uważasz, że to prawie to samo, możemy wrzucić to do jednego podpunktu i jednej umoralniającej i podnoszącej na duchu pogadanki, czyż nie? Nie musimy się rozdrabniać, skoro wyjedzie z tego jedno i to samo.  
 Nie musisz znowu podkreślać, że i tak bym tego zrozumiał. Już poprzednim razem pojąłem, że samiec to stworzenie o niższym poziomie inteligencji i trzeba tłumaczyć mu wszystko jak dziecku. Dziecku płci męskiej, oczywiście. Ale dobra, nie zaczynam. 
 A myślisz, że nie próbowałem? Właśnie po to spałem po góra dwie- trzy godziny tygodniowo, albo i mniej, bo podczas snu mój mózg najszybciej się regenerował, a przez to wspomnienia wracały. Zwyczajnie nie byłem gotowy, a to.... to było zbyt gwałtowne. Po prostu chciałem to jakoś opóźnić, bo mnie to cholernie przytłaczało. A teraz już przecież się tego nie wyprę.
 Nie zrobiłbym? A co niby robiłem na wojnie? My nie byliśmy normalnym odziałem i działaliśmy na innych zasadach. A ja tylko robiłem wszystko, by Steve nie musiał mieć więcej krwi na rękach, niż było to konieczne. Dla mnie i tak już nie było dla mnie miejsca w olam haba, czyli tam na górze. Tam można trafić tylko po uzyskaniu przebaczenia i odbyciu pokuty w gehennie. Ale są winy, grzechy, zbrodnie, których się nie odpokutuje i nigdy nie uzyska się przebaczenia. Tylko skrzywdzony człowiek może wybaczyć temu, kto go skrzywdził, a człowiek zamordowany przecież nie może już tego zrobić. Dlatego morderstwo nigdy nie zostanie wybaczone. To jedna z głównych zasad. 
 Chciałbym znać te teorie?

Rora T

Co? Teraz to ja nie zrozumiałam.
I znowu to samo. Nawet Kiedy uogólniam ty wszystko bierzesz do siebie. A zresztą nie ważne, nie chce mi się kłócić z tak głupiego powodu.
Zanim dojdziemy do pierwszej dwójki jeszcze dużo może się zmienić.
A czy samonienawiść nie wiąże się w jakiś sposób z autodestrukcją?
Bo to pomieszanie idzie mi jak koń pod górę. Wiesz ile muszę się na kombinować, żeby to wszystko ładnie brzmiało, żebym cię przypadek nie uraziła i jeszcze żeby tamte ciebie dotarło?
Pierwsze co powinieneś zrobić to odciąć się od tego, nie wracać myślami, nie zagłębiać się i spróbować jakoś nad tym zapanować. Np jeśli zaczynasz o tym myśleć, szybko zajmij się czymś innym. Ja np oglądam jakieś filmy już coś czytam byleby zająć myśli.
Rozumiem, jednak w tamtym czasie nie byłeś do końca sobą. Hydra namieszała ci w głowie, posługiwała się twoimi rękami by załatwiać brudne sprawy, gdybyś się im sprzeciwił wszyscy wiemy jakby się to skończyło. Byłeś marionetką w ich rękach, tak samo jak i w KGB, musiałeś robić to co ci kazali. Powinieneś to w końcu zrozumieć.
 Chodziło mi o to, że chyba nie uwierzyłaś, że mówiłem to na serio? Ale do mojej ledwo dyszącej samooceny też dojdziemy, nie martw się. Wtedy dopiero będziesz kombinować, by to wszystko jakoś ładnie brzmiało.
 W jakiś sposób się wiąże, bo autodestrukcyjne zapędy często wynikają z samonienawiści, ale przecież samonienawiść nie musi prowadzić do takich zapędów, prawda?
 A czy to wszytko musi ładnie brzmieć? Nie słyszałaś takiego powiedzenia, że liczy się wnętrze, nie opakowanie?
 Łatwo powiedzieć. Do mnie wspomnienia wracają wtedy, gdy mają na to ochotę i po prostu nie potrafię nad tym zapanować. Nie mogę. Mogę tylko skulić się pod ścianą i mieć nadzieję, że to szybko minie. I nie chodzi już tylko o same wspomnienia, a też o to, że mam wtedy wrażenie, jakby ktoś rozrywał mi mózg na strzępy. Po raz kolejny. 
 Wiem, że powinienem to w końcu zrozumieć, ale to nie takie proste. Może i racja, nie byłem wtedy sobą, ale cholera, pamiętam niemal wszystko z tamtego życia i zwyczajnie nie potrafię zacząć myśleć, że to nie była moja wina. To było moje ciało, moje dłonie. A najgorszej broni nie mogę nawet wyrzucić. Nie wiesz jakie to uczucie znajdować zaschniętą krew między płytami ramienia i doskonale wiedzieć, że nie należała ona do mnie. Dlatego tak bardzo tego nienawidzę i zrobiłbym wszystko, by móc się tego pozbyć. 
 I cóż, nie do końca jednak wszyscy wiemy jakby się to skończyło. To już punkty dwa i jeden. 

N: Mam takie małe pytanko, nie zaczęłaś czasem używać autokorekty? Stąd pewnie "zimny" zamiast "winny", "pomieszania" zamiast "pocieszania" i "totem jego w Internecie i totem ciebie" :P

Rora T

Ach ta twoja skromność, ale na twoim miejscu nie byłabym taka pewna.
Po prostu jeszcze nigdy nie spotkałam faceta, który sam by się czegoś domyślił. Zazwyczaj trzeba wam wszystko tłumaczyć jak dzieciom.
Choć moja ciekawość często cieszę górę, tym razem nie zapytam co to za dziwne rzeczy.
Czyli że powodem twojej autorskiedestrukcji jest Steve? Sorry, pogłubiłam się. Może to dlatego że idziemy od tylu?
Nawet nie znam pierwszej trójki i w tym momencie żałuję że nie wybrałam psychologii na studiach, może byłoby choć troszkę łatwiej.
Ból głowy, jasne. Za to teraz cierpię na nerwowy chichot i nie wiem co gorsze.
Czyli cierpisz na to od 70 lat. To bardzo ułatwiło sprawę, a ja się głowiłam nad Steve'm.
Rozumiem że było ci wtedy ciężko, bo komu by nie było, ale tamte czasy już minęły i jesteś już wolnym człowiekiem... No przynajmniej w pewnym sensie. Teraz zostaje tylko jedną sprawa, czy to jest dla ciebie jakąś forma kary za zbrodnie, które popełniłeś? Czy raczej że czujesz do siebie wstręt? Albo to i to?
Kiedy mówiłam o plusach nie miałam na myśli tego, tylko magnesiki.
 Naprawdę? Już prędzej wskoczyłbym w pudrową kieckę, niż powiedział to na serio.  
 Fakt, trzeba mi tłumaczyć całkiem sporo rzeczy jak dziecku, ale raczej trochę z innego powodu. Wiesz, elektrowstrząsy. Płeć raczej nie ma tu nic do rzeczy.
 Chyba moja lista nie jest do końca dopracowana. Jedynkę i dwójkę póki co pominiemy. Trójka to krzesło i programowanie. Czwórka to moje wszelkie fobie, bo jest ich sporo. Piątka to moje drobne problemy z tożsamością. Autodestrukcyjne zapędy przerzucimy na miejsce szóste. Siódemka to samonienawiść. Ósemka to Hydra. Dziewiątka to ramię z metalu i wszelkie kompleksy. Dziesiątka to Rogers. Ta, teraz chyba jest lepiej. 
 Jeśli już to pierwszej dwójki. Zawsze możemy to pominąć, bo zazwyczaj i tak choć przez lekkie napomknięcie o tym, starałem się zakończyć temat.
 Nerwowy chichot? Niby z jakiego powodu?
 To, że może i już minęły, wcale nie oznacza, że do mnie nie wracają. Bo robią to. Nawet nie wiesz jak często. I jak cholernie realne przy tym są. 
 Chyba to i to. Czuję się winny jak cholera, choć wiem, ze to nie do końca była tylko moja wina. Bo może ie wiem, ale nie zmienia to tego, że to były moje dłonie. To ja zabiłem całą rodzinę, choć można by tego uniknąć. Żonę i dwójkę dzieci. To ja przestrzeliłem mężczyźnie kolana i zostawiłem, na pustkowiu, by zamarzł otoczony ich ciałami. I cholera, do teraz pamiętam krzyk tamtej kobiety, gdy nazywała mnie potworem i kazała odejść od jej dzieci. Nikt inny tak nie krzyczał, tak... przeraźliwie.  A wstręt wynika po części z obwiniania się, a po części z samego obrzydzenia.

28 lipca 2015

Astrid Löfgren

N, i błagać, żebyśmy ten lód im załatwiły, kiedy już same będziemy wiedziały, skąd go brać.
No cud! Przecież ten facet nigdy nic nie wie! Jeśli faktycznie czyta tumblra to już dawno musiał się na to natknąć. Nie wiem, jaki jest prywatnie, ale mam nadzieję, że jednak się z tego śmieje a nie wkurza... :P
N ma zatem nauczkę. Skąd ty na to masz czas, dziewczyno? Mi by się odechciało po dziesięciu postach :D 
 Też się zdziwiłam, że wreszcie powiedział coś więcej niż "Ja nic nie wiem. Niczego mi nie mówią.". Aż dziw, że w ogóle wiedział w czym i kogo gra. Chociaż to mu powiedzieli.
 Każdego dnia spędzam łącznie ponad godzinę na przystankach, więc mam czas. Od wczoraj dodałam etykiety do dwóch stron, więc zostało mi jeszcze czterdzieści dziewięć i pół. I już mi się odechciewa jak o tym pomyślę :P
Sam, oszukać czyli co zrobić?
Ale później jednak także zostałeś, a mogłeś spieprzać ile sił, czyż nie?
 Jeśli ktoś stworzył takiego robota do walki z nami, to najczęściej zaprogramowany jest tak, by kojarzyć nasze najczęściej wykonywane ruchy i strategie. Trzeba po prostu być kreatywnym i czymś go zaskoczyć, a będzie mieć się czas na pozbycie się go.
 Kim bym był, jeśli rzuciłbym wszystko w diabły, zostawił ich i uciekł jak tchórz?
James, nie musisz być specem. Wystarczy, że coś w tym widzisz.
No tak, nie jestem w tym najlepsza, ale ostatnio się tym, o dziwo, zainteresowałam. Czegoś mi w życiu chyba brak.
Okej, przekonałeś mnie. Nie "czymś" więcej tylko "kimś". Może to pytanie dziwnie zabrzmi, ale jakim człowiekiem mógł być Zima twoim zdaniem? Wyobraź sobie, że jesteś na miejscu jakiegoś technika, który właśnie o tym myśli.
 "Tym" czyli konkretnie czym? Chodzi ogólnie o to, że On może istnieć, tak? Cóż, wiara w to, że jest coś więcej jednak czasem potrafi pomóc i to nawet bardzo.
 Nawet nie próbowałem cię do niczego przekonać. Po prostu nie chciałem znów słuchać o tym, że byłem tylko pozbawioną uczuć bronią. Raczej nikt by nie chciał, prawda?
 Ciężko mi na to odpowiedzieć. Nie potrafię spojrzeć na to z perspektywy kogoś takiego i w ogóle wątpię w to, że ktoś prócz potencjalnego wolontariusza poświęciłby temu choć jedną myśl. A teraz pewnie zapytasz o to, co mógłby sądzić taki wolontariusz. A ja powiem, że cholera, ale nie wiem. Naprawdę nie wiem, bo przecież na samym początku sam nie wiedziałem tego, jaki jestem i jaki będę. Zwyczajnie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.