19 września 2015

Astrid Löfgren

Chyba że chodzi o jakieś "zawodowe" (jak mam to, do cholery, nazywać?) sprawy. To się raczej nie nudzi. Czy może jednak się mylę?
No i tutaj zgodzę się ze wszystkim. Swoje wnioski wysnuwasz z obserwacji, doświadczeń czy gdzieś to przeczytałeś?
Już nie wiem co jest wskazane a co nie. Z jednej strony mówienie to wielki plus, bo masz z ludźmi kontakt, jaki by on nie był, a z drugiej zmuszanie się wyrabia konkretne zachowanie. Mam tu na myśli to, że w przyszłości może stać się tak, że bez takiego zmuszania nie będziesz chciał, ba, nie będziesz w stanie w ogóle z kimkolwiek rozmawiać.
"Cholernie popieprzone" to chyba odpowiednie określenie dla tego typu spraw. I to, że mogę sporo na ten temat powiedzieć, wcale nie znaczy, że lubię o tym mówić i robię to z wielką chęcią. Bo hej, naprawdę sądzisz, że opowiadanie o tym, jak zastrzeliłem gościa przez ścianę, sprawia mi jakąś wielką przyjemność? Jasne, potwierdza to tylko to, że jestem świetny, ale poza tym jakoś nie sprawia mi to frajdy.
Wiem tyle, że to wiem. Nie mam pojęcia skąd, ale wiem.
Chyba jednak zmieniam zdanie, "cholernie popieprzone" to jest całe moje życie. I to ujęte w bardzo łagodnych słowach.

Pani Stan i Pani Potter

N Yelena u ciebie na gifach, to jaka aktorka?
To Katheryn Winnick. Grała m.in. Hannah w serialu "Kości" albo Lagerthe w "Wikingach".
Yelena czy sądzisz że Jamie jest żałosny? Albo jakie spawy Jamie, nam tu pomija?
Jimmy na pewno jest dość... specyficzny. Tak, specyficzny to chyba najlepsze określenie. Albo oryginalny, bo dość ciężko znaleźć drugiego takiego. I powiedziałabym, że raczej jest mi go żal, niż że uważam go za żałosnego. 
A to on czegokolwiek nie pomija albo przemilcza, bo to przecież "mało ważne"? Co za niespodzianka. 
Pomijasz? A dużo pomijasz?
Zastanówmy się nad tym, ile mogło tego być... tak, dość sporo.

18 września 2015

Alphear F

Kurde! Szkoda, że nie wcisną Nicka do Civil War :/ Ten wątek przyjaźni między nim a Buckym jest naprawdę świeży i czuję, że coś takiego chciałabym zobaczyć - podobne odczucia miałam też, gdy zobaczyłam Bucky'ego i Sama idącego ramię w ramię.
Daisy Johnson! Czy ta z komiksów naprawdę ma wiele wspólnego ze Skye? Bo nie mogę powiedzieć, że za tą serialową przepadam. Nie mogę się jednak doczekać, aż skróci sobie włosy :3
Tsa, chyba coś w tym jest. Konkretna akcja zawsze jest bardziej interesująca niż jakieś tam typowo naukowe sprawy tworzące tło i w miarę stabilny technicznie grunt, który nie pozwala się rozwalić głównym założeniom filmu.
A mam rozumieć, że z Jane pożegnaliśmy się na zawsze w TDW?
Sharon Capem? Z jakiego powodu? A myślałam, że dla marvelowskiego seksizmu nie ma już żadnego ratunku :)
A co ci nie pasuje w Adrianne Palicki? Chyba to przeoczyłam. Chyba że chodzi ci o to w jak szczególny, nawet trochę pogardliwy sposób patrzyła na początku na Huntera. Przyznaję, że potrafi być jędzą, ale nawet mi jej trochę szkoda ze względu na te tortury. To właśnie w takich momentach zdaję sobie sprawę, że postać za którą nie przepadałam nie była wcale aż taka zła.
Aha, myślałam, że do niej też masz jakieś osobiste uprzedzenia, dlatego wolałam zapytać, a w ostatniej chwili przypomniało mi się, że też miała swoje 5 minut. ;) Ale denerwuje mnie, że ją też reżyser próbuje wepchnąć w związek...
Eeee... Córka to pewnie ta z długimi rzęsami. Dziękuję za obrazek! W ogóle, czy ja dobrze widzę - syn Winniego ma... metalowe ramię? No to pojechali po bandzie xD.
Filmowy Fury jednak różni się od tego komiksowego, więc nie wiem czy ten wątek by wypalił. Inne historie, inne charaktery, a do tego w MCU brakuje najważniejszej rzecz, która zacieśniła ich przyjaźń- czasu. Między CA:WS i CW Bucky wykonywał dla Fury'ego różne zadania, a tutaj tego nie ma. Niestety, należałoby dodać. Mam jednak nadzieję, że dostaniemy choć duet Bucky&Sam, a Wilson nie raz będzie miał okazję na ratowanie tyłka Winniego. 
Filmowa i komiksowa Daisy mają ze sobą wspólnego chyba tylko imię i moc. Też nie przepadam zbytnio za serialową, ale komiksowa Quake jest o wiele ciekawszą postacią. I też ratowała tyłek Bucky'ego. Jak chyba każdy :P
Mam nadzieję, że Jane poszła w zapomnienie i nie pojawi się w kolejnym Thorze albo odegra tam mało ważną rolę, bo ta postać jest wykreowana naprawdę źle. Jest po prostu nijaka.
Wolverine to kobieta, Thor to kobieta, więc czemu Cap nie mógł zostać kobietą? Ale już widzę burzę, która powstałaby, gdyby to z kobiecej postaci zrobić mężczyznę :P A Sharon Capem została w uniwersum Ziemi- 2301, po śmierci Steve'a z rąk Dooma. A dlaczego akurat ona? Tego niestety nie wiem.
Sama tak naprawdę nie wiem. Panna Palicki naprawdę pasuje na Bobbi, ale po prostu ma w sobie coś, co mnie irytuje. Chodzi chyba właśnie o ten pogardliwy, powiedziałabym, że wręcz sukowaty wyraz twarzy, który dość często przybiera. I to nie tylko w "Agentach...", ale też w innych produkcjach.
Jedyne uprzedzenia jakie mam do Gamory, mogą się tyczyć jej dawnego kostiumu. To bikini było naprawdę okropne.
Nope, to nie metalowa ręka, a po prostu źle dobrany odcień na skórę. I oświeć mnie, proszę, które z tej trójki ma długie rzęsy, bo chyba nie dowidzę :P Dla mnie cała trójka wygląda tak samo i niestety muszę przyznać, że urody po tatusiu nie odziedziczyły. No bo spójrz na niego:
W tej serii wygląda naprawdę świetnie.
Yelena, a reszta sympatycznych rozmówców, którzy mają swoje zdanie jest zbyt zajęta czy nie macie wspólnych tematów do dyskusji? A na Chang się obraziłaś - rozumiem? ;)
Nawet cię za to podziwiam. Budzisz się rano, zły sen zaliczasz do przeszłości, wstajesz i po prostu żyjesz jakby nic się nie wydarzyło. Ale zapominasz nie tylko o tych złych rzeczach, lecz również o dobrych, co moim zdaniem jest bardzo smutne.
Jeśli chodzi o towarzystwo inne niż przedmioty martwe, jest ono o wiele mniej ciekawe. Jasne, jakiś temat do rozmowy prawie zawsze się znajdzie i nasze stosunki można nazwać co najmniej neutralnymi, ale nie zmienia to tego, że w większości wydają się być po prostu strasznie sztywni. Czasem mam wrażenie, że mam do czynienia z jakimiś urzędasami, nie z agentami agencji szpiegowskiej. Ciekawsze jednostki to agenci, którzy działają w terenie, ale wolę jednak nie zawiązywać z nimi żadnych głębszych relacji. A jeśli chodzi o Chang to cóż, wolę się na nią nie obrażać, bo babka trochę mnie przeraża.
Po prostu nie widzę sensu płakania nad rozlanym mlekiem. Mogę rozpamiętywać przeszłość, ale to nic nie da. Tamtego życia już po prostu nie ma i nic go nie przywróci. Ale tak, to smutne.

Alphear F

Nie wiem, który konkretnie - chyba każdy Nick Fury :D Nie potrafię tego opisać. Nie wyobrażam sobie też, żeby ktokolwiek nie miał do niego nawet minimum sympatii. Przecież to taki miły starszy pan/ największy badass w uniwersum. Fury i sobowtóry? To ciekawa sprawa :)
To rzeczywiście się trochę nie zrozumiałyśmy. I Bucky wtedy rzeczywiście tę bazę otrzymał? I rozumiem, że jednocześnie na Ziemi stacjonowała odrębna instytucja SHIELD która chroniła Ziemię - że tak powiem - przed niebezpieczeństwami wewnętrznymi?
Nie, ja wiem, że ty ich nie porównywałaś, N, ja tylko wyraziłam swoją opinię, próbując zapobiec wypłynięciu kwestii tego "jakie to one są podobne", której mogłabyś hołdować, ale widzę, że jednak nie ;) Bo to mnie wkurza, że w co drugim filmiku na YT jednocześnie występują Natasha, May i Bobbi. Tych ostatnich odcinków "Agentów" nie obejrzałam, niestety, więc nie mam jak porównać. Mam nadzieję, że wezmę się za nie, zanim zamkną mi kolejne stronki z darmowymi filmami :'')
A co Sharon w komiksowym CW zrobiła (prócz tego, że została zahipnotyzowana i dobiła Capa, oczywiście...)?
Co nie? A postać Bobbi naprawdę ma potencjał i myślę, że jej pojawienie się w którymś pełnometrażowym filmie zapewniłoby więcej interakcji między postaciami, no i powiew świeżości. Nie jest też taką typową agentką z krwi i kości, bo czytałam, że sama miała jakieś osiągnięcia w dziedzinie biologii.
A czy celowo nie wspomniałaś o Gamorze? Też się chyba wpisuje w kobiecy klub "tych, które robią coś więcej niż wyglądanie i czekanie na ratunek przez swojego trólovera"? :)
MCU!Fury w porównaniu do swojego komiksowego odpowiednika naprawdę jest miłym starszym panem :P I nawiązując do "śmierci" Fury'ego Sr.- tak rodzi się prawdziwa przyjaźń! A LMD czyli sobowtórach możesz poczytać tutaj. Gdy Bucky "umarł" w starciu ze Skadi, to właśnie jego LMD został pochowany, by wszyscy uwierzyli, że naprawdę jest martwy.
Tak, Bucky zajął miejsce Fury'ego jako "Man in the Wall" (Original Sin # 8) i to on dowodził jednostką, Pomagała mu w tym Daisy Johnson aka Quake (czyli Skye z MCU). I tak na Ziemi działało SHIELD, Avengers, X- Men i cała reszta. 
Cóż, MCU nie ma zbyt wielu (dobrych) postaci kobiecych, więc chyba nic dziwnego w tym, że te kilka postaci tak często się koło siebie przewija. Bo jednak sceny z Natashą, Bobbi czy May są jednak bardziej interesujące niż te z Jane, Simmons czy tą genetyk z AoU i lepiej nadają się do filmiku, prawda? A ostatnie odcinki  (a w szczególności finał!) bardzo polecam. Naprawdę nie mogę nadziwić się temu, jak bardzo serial zmienił się od pierwszych odcinków. 
Jeśli sceny podczas których była zahipnotyzowana się nie liczą, to jednak niewiele :P Głównie była pionkiem w grze Fennhoffa i Red Skulla. Temu drugiemu chodziło głównie o dziecko Capa, ale Sharon poroniła. I teraz zarzucę ciekawostką- w jednym z pobocznych uniwersów to właśnie Sharon została Capem. 
Bobbi ma doktorat z biologii. Można powiedzieć, że była geniuszem w tej dziedzinie. Jest też geniuszem w kopaniu tyłków. I już samo to sprawia, że jest świetna i powinna pojawić się na dużym ekranie. Choć przyznaję, że aktorka, która ją gra, ma w sobie jakąś denerwującą manierę. 
Nie, nie było to celowe. Po prostu wyleciała mi z głowy :)

I tak bajdełejem- tutaj masz dzieciaki Buck'ego. Do dziś nie wiem, które z nich to niby córka :P
Yelena, ja mam nadzieję, że już wkrótce nie zaczniesz z tymi papierami rozmawiać ;)
A może tęsknisz za kimś konkretnym? Zanim zaczęłaś się kształcić w zawodzie to miałaś jakichś kolegów, albo koleżanki z piaskownicy?
Aż tak źle to ze mną nie jest. Czasem wstaję od biurka i idę porozmawiać z ekspresem do kawy. To znacznie bardziej interesujący partner do dyskusji.
To wszystko było tak dawno temu. Można powiedzieć, że w innym życiu. Miałam kuzynkę, Petre, która była moją najlepszą przyjaciółką. Po tym jak zamieszkałam z nią i z ciotką Olgą, spędziłyśmy razem niemal całe dnie. Splatałyśmy sobie nawzajem włosy w takie same warkocze, chciałyśmy nosić takie same sukienki, wszędzie chodziłyśmy razem. Byłyśmy niemal nierozłączne. Ale to minęło, trzeba iść dalej.

Pani Stan i Pani Potter

taak... niektóre te sytuację, mogły wpłynąć na to że raczej się ciebie nie boi, ale bez przesady. Można o tobie wiele rzeczy powiedzieć, ale raczej nie to że jesteś żałosny.
Pamiętaj, że czasem pomijam niektóre sprawy. W szczególności takie, w których właśnie wypadam dość żałośnie. Z moim... niedopasowaniem zdarza się to dość często.  
 

Astrid Löfgren

Twoje i moje argumenty nie są równoległe i istnieją punkty wspólne, więc raczej byśmy do czegoś doszli. Nie neguję całkowicie twoich poglądów i je szanuję, a wręcz z częścią się zgadzam. Nie zależy mi na przekonywaniu cię do swoich racji, myślę że ciebie przekonywanie mnie do swoich także nie interesuje, ale dyskusja zawsze spoko. Lubię poznawać zdanie innych. Nie chodziło mi o to, czy mają znaczący wpływ, ale o sam fakt, że jest to wyjście poza pewną linię. Jednak jeśli pod uwagę weźmie się sprawy "mniej poważne", że tak to ujmę, to można coś wynegocjować, więc czasem to działa. Nie do końca tak, jak ludzie by chcieli, ale w pewnym stopniu na pewno. Uważasz te schematy za bezsprzecznie złe i że nie powinno ich być?
E tam od razu twoja wina. Moja też, bo ujęłam to wszystko tak, jakby jedynie to, co mamy w głowie, warunkowało te sprawy.
No i właśnie o to mi chodzi, żebyś nie mówił tego, czego nie chcesz albo nie masz na to ochoty, czy nawet żebyś w ogóle nic nie mówił, jeśli tak zechcesz. Nie widzę sensu w tym, żebyś się do mówienia zmuszał.
Cóż, jestem raczej marnym partnerem do dłuższej dyskusji. Szybko nudzę się każdym poruszanym przez dłuższy czas tematem i po prostu myślę już o czymś zupełnie innym. Tak już mam.
Nie twierdzę, że jest to coś bezsprzecznie i całkowicie złego. Człowiek nie tylko jest niewolnikiem formy czy tam schematu, narzucanej w kontaktach międzyludzkich, ale jest także ich twórcą. Może i odbierają one autentyczność i indywidualizm, ale ułatwiają funkcjonowanie w społeczeństwie. A od dawna wiadomo, że człowiek istotą społeczną zdecydowanie jest. A przynajmniej w większości przypadków, bo zdarzają się ludzie, którzy najlepiej czują się w samotności, tak daleko od społeczeństwa jak tylko się da. Ale wracając, jednostka często najlepiej funkcjonuje właśnie w społeczności- w zespole, grupie rodzinie, a przyjmowanie zależnego od sytuacji schematu zachowań po prostu to ułatwia.
Gdybym choć trochę nie przymuszał się mówienia, najpewniej wcale bym tego nie robił. A w moim przypadku raczej byłoby to niewskazane, nieprawdaż?

17 września 2015

Alphear F

W takim razie nie wracajmy do nauk ścisłych ;D
Tak, wiem, że zmartwychwstania dzieją się w komiksach od poniedziałku do piątku z przerwami na weekendy. I nie umiem tego wytłumaczyć, ale Fury od samego początku wyglądał mi na szczególnie nieśmiertelnego. Może to przez to, że nic nie dzieje się bez niego? Może to, że o wszystkim wie (lub się domyśla)? A może to po prostu dzięki dobrze dobranemu aktorowi?
A kiedy SHIELD kierował Stark - przed, czy po Buckym?
Co do Melindy May to się nie zgodzę, bo akurat za nią nie przepadam. Niektórzy uważają, że ma wiele z Natashą wspólnego, czego ja osobiście nie widzę, bo może i są profesjonalistkami i może trzymają czasem uczucia na wodzy, ale to i tak są dla mnie dwie zupełnie różne osoby, które ciężko porównać. Za to, jeśli chodzi o Bobby to mam bardzo miłe odczucia. Żałuję, że nie zamierzają jej wprowadzić w żaden film pełnometrażowy i że cała historia jej i Clinta nie została nawet przez chwilę wspomniana. To by było ciekawe, moim zdaniem. Ciekawsze nawet niż Sharon Carter i jej udział w Civil War. Zgadzam się z Tobą, chociaż uważam, że z Buckym jej już raczej nie sparują. Russo raczej nie przewidzieli, że Whedon im się wpieprzy z nagłym zakochaniem i związek z Buckym byłby chyba znowu zupełnie bezpodstawny.
A propos, jak patrzeć na to, że w WS Romanowa podała Steve'owi rosyjskie akta Zimowego Żołnierza, skoro w MCU był on ponoć "dziełem" Hydry? To w końcu Rosjanie też mieli w tym swój udział, czy raczej nie?
Z przerwami na co drugi weekend, żeby być dokładnym. I który Fury wygląda na "szczególnie nieśmiertelnego"? Ten z 616 czy ten z komiksów? W tym pierwszym przypadku jest to zapewne uwarunkowane tym, że podana została mu formuła podobna do tej Steve'a. Sprawiała, że trudniej było go zabić, i że żył dłużej. Jakiś wpływ może mieć na to też to, że Fury miał masę swoich LMD- czyli łudząco podobnych do niego robotów. Więc często były to one, nie prawdziwy Fury :P
Trochę źle się wyraziłam (chyba przejmuję po Bucky'm te wszystkie skrótowce myślowe)- Fury wtedy już dawno nie dowodził SHIELD, bo miało to miejsce już kawał czasu po CW. Fury miał swoją kosmiczną bazę, która miała na celu niszczenie zagrożeń, zanim w ogóle dotrą one na ziemie. I to właśnie pieczę nad tym chciał on przekazać Bucky'emu. Dlatego Winnie wylądował w kosmosie i poznał Ventolin.
Ależ ja wcale nie chciałam ich porównywać. Chodziło mi głównie o to, że obie są dobrze wykreowanymi postaciami kobiecymi, które robią coś więcej niż wyglądanie i czekanie na ratunek przez swojego trólovera. May kupiła mnie szczególnie ostatnimi odcinkami, głównie tym, w którym opowiedziana została prawdziwa historia z "kawalerią", bo pokazało to postać od innej strony. 
Akurat udział Sharon w CW był jednak dość kluczowy. Choć film nie pójdzie raczej w tym kierunku, więc jestem ciekawa tego, co dla niej wymyślą. Nie zmienia to jednak tego, że ciągle nie mogę przeboleć zrobienia z Bobbi byłej Huntera i całkowitego przekreślenia jej związku z Clintem. 
Bucky'ego znaleźli Rosjanie i na samym początku przebywał pewnie u Lewiatana, który później mógł połączyć się Hydrą przez sojusz Zoli i Fennhoffa. Jednak akta są ukraińskie i widnieje na nich nazwa ukraińskiej miejscowości, więc Projekt WS w początkowej fazie powstawać mógł na Ukrainie. 
Yelena, a tak między nami to zależy ci żeby już iść gdzieś w teren czy wolisz jak najdłużej pracę wymagającą mniej aktywności fizycznej? A może ci to wszystko jedno?
Tęskniłaś kiedyś za ojczyzną?
Przyznaję, że nie tęsknię jakoś bardzo za pracą w terenie i jeśli będę miała na to wpływ, wolałabym trzymać się jak najdłużej tego zakresu obowiązków, jaki mam teraz. Chyba na stare lata zaczęłam woleć kontakt z papierami, nie z kolejnymi celami. 
Może i kiedyś chciałabym zobaczyć miejsca, w których mieszkałam jako dziecko, ale jakoś nie tęsknię za Ukrainą samą w sobie.

Astrid Löfgren

Jeśli schemat będziemy rozumieli także jako prawo albo prawo jako element składowy to tak, wówczas jego brak wywołałby chaos. Myślę, że mimo wszystko wraz z rozwojem cywilizacji utarte ścieżki ulegają degradacji. Ludzie są manipulowani przez władze, czy jakkolwiek inaczej ten twór nazwać, ale wychylają się. Nie chcą tego, co się im narzuca, nie zgadzają się. Protestują. Już to jest swoistym wyjściem poza granice.
Domyśliłam się tego, jednak tamto było na potwierdzenie źródła schematu w potrzebach, choć masz oczywiście rację, że czynniki zewnętrzne też są kluczowe. Nie zaprzeczę, bo sama jestem "ofiarą" takiego narzucania. Na szczęście jestem na tyle odporna na presję, że mam to w dupie i o ileż byłoby lepiej, gdyby inni w takich sytuacjach też nie ulegali naciskom. Można zwariować.
Dobra, może nie żebyś robił co chciał, bo się rozszalejesz za bardzo, ale żebyś mówił co chciał na pewno. Uwierz, mnóstwa rzeczy się nasłuchałam, swoje przeżyłam i swoje wiem, więc aż tak wielkiego wrażenia na mnie raczej nie zrobisz. Chyba że chcesz spróbować? Możesz dać mi jakąś próbkę tego, co chcesz mówić i sprawdzimy, czy pozostanę przy swoim stanowisku.
Możemy dyskutować o tym w nieskończoność, ale i tak raczej do niczego nie dojdziemy. Ja wiem swoje, ty wiesz swoje i w obu przypadkach ta wiedza pochodzi z zupełnie różnych źródeł i związana jest z zupełnie innymi środowiskami, a w tym przypadku jest to chyba dość kluczowe. Cytując, jak to ujęłaś "moją uroczą pomyłkę"-  punkt siedzenia zależy od punktu widzenia. Ja już dawno przestałem wierzyć w to, że wszelkie protesty mają jakikolwiek wpływ na władzę. Jasne, zmieniają się marionetki i repertuar, ale za sznurki nadal pociągają ci sami ludzie, ciągle dążący do tego samego celu tylko, że zmienioną drogą. Nie będę więc tu teraz filozofował, bo zbyt dobry w tym nie jestem, wiec po prostu powiem, że dla mnie człowiek nigdy nie jest tak naprawdę sobą. Od urodzenia narzucane są nam schematy, które odpierają nam prawdziwość i autentyczność, ponieważ uczą nas zachowywania się tak, jak akurat wymaga tego dana sytuacja i oczekują inni ludzie. Takie już po prostu mam zdanie.
Jak już mówiłem, zdarza mi się czasem wyrażać aż nazbyt skrótowo i stąd biorą się te dość częste nieporozumienia. Dla mnie logiczne wydało się to, że zewnętrzne czynniki też mają na to jakiś wpływ, ale dla kogoś innego nie musiało być to już tak jasne. Moja wina.
Skoro tak bardzo nalegasz na to, żebym mówił to co chcę, to stwierdzam, że nie, nie dam próbki, bo nie mam na to ochoty.

Alexa Mariani

Moze to glupie pytanie lecz zastanawia mnie jak to robisz ze tak sprawnie poruszasz ta metalowa ręka? Wiem ze lata praktyki itd, i ze Ci specy od Zoli zrobili kawał dobrej roboty ale ja sie pytam jak Ty to robisz?
Z drugiej strony nie zastanawiałeś sie co zrobic z ta czerwona gwiazda na ramieniu?
Tak naprawdę mam je od kiedy pamiętam, więc trochę ciężko mi to wyjaśnić, bo jest to dla mnie niemal... naturalne, że tak to ujmę. Przyspawali mi to do kości, a do tego podłączono je bezpośrednio do nerwów i kory mózgowej. Gdy nie działają na ciebie znieczulenia, taka operacja to nic przyjemnego, wierz mi. Ale wracając- to działa na podobnej zasadzie jak prawdziwe ramię. No, może prócz tego, że zwykła kończyna przypadkowo nie kopnie kogoś prądem, nie nadwyręża kręgosłupa, nie jest ciężka, nieporęczna i zwyczajnie odrażająca, a do tego w niektóre dni nie boli jak diabli przy najmniejszym ruchu. 
Zastanawiałem, przez pewien czas rozważałem nawet pozbycie się jej, ale stwierdziłem, że jednak nie przeszkadza mi jakoś bardzo. 

Astrid Löfgren

Masz trochę racji, tak, ale nie ze wszystkim się zgodzę. Schematy, o których mówisz, determinowane są przez potrzeby, instynkty. Przecież posiadanie potomstwa jest sprawą uwarunkowaną przez potrzeby. U ludzi, zwierząt i innych organizmów tak jest, że zrobią wszystko, by życie trwało dalej, by miało możliwość ewolucji. Z pewnością nie zastanawiałeś się co by było, gdyby ludzie odważnie wyszli poza schematy, co by się stało z ich psychiką. Wydaje mi się, że wówczas nastąpiłoby ponowne ustalanie jakichś zasad postępowania. Może wtedy siedzielibyśmy na golasa na drzewach i to byłby nowy schemat. Zbyt mocno generalizujesz sprawę, tak mi się wydaje, ale szanuję twoje zdanie. Poza tym... wolność? Serio? Wolność w obecnych czasach nie istnieje. Chociaż nie, może istnieje, ale jako pozór. Tak, to jest dobry żart.
To jest udawanie. Tak naprawdę nie mogę wiedzieć w stu procentach, jak to z tobą jest. Może mydlę sobie oczy. Właśnie dlatego tak bardzo mi zależy, żebyś kuźwa zaczął robić i mówić to, co naprawdę chcesz robić i mówić. Już sobie w tyłki wsadźmy te "dobre humory" i milszą atmosferę, bo wolę szczerość niż zgadywanki.
Doskonalę zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby nie schematy, najpewniej wszędzie zapanowałby trudny do opanowania chaos. Człowiek przez całe życie jest uwikłany w schematyczne zachowania, gesty, pozy- robi i mówi to, czego oczekują od niego inni, dopasowując się do aktualnych relacji międzyludzkich. Schemat, forma narzucana jest i determinowana przez czynniki zewnętrzne, występuje we wszystkich płaszczyznach życia, na których występują zależności i układy. Zwyczajnie jesteśmy niewolnikami tego, co wypada, a co nie, Wiem to, zastanawiałem się, ale po prostu nie widzę powodu mówienia tego wszystkiego, jeśli nie jest to konieczne. Ale wracając- mówiąc o posiadaniu potomstwa, miałem na myśli osoby, które tej potrzeby zupełnie nie odczuwają, ale naciskane są do tego z każdej strony, bo przecież trzeba mieć dzieci. Nie zaprzeczysz, że takie sytuacje się nie zdarzają. 
To udawanie? Naprawdę? Nigdy bym na to nie wpadł.
Uwierz, że naprawdę nie chcesz, żebym zaczął mówić i robić co chcę. Szczególnie jeśli chodzi o to drugie.