23 października 2015

Astrid Löfgren

N, specjalnie mnie to nie dziwi, bo zdążyłam już zauważyć, że czasem najbardziej nieprawdopodobne scenariusze jakimś dziwnym trafem się urealniają. A w tym przypadku prawdopodobieństwo rośnie, bo skoro Ventolin jest jaka jest, to bardziej nieprawdopodobne wydaje się, że wszystkiemu winna miłość. Tylko co z dziećmi? Zabicie Bucky'ego byłoby oznaką jakiegoś wyrafinowania. Stanęłaby przed dylematem, czyje dobro jest ważniejsze.
/Z tymi dziećmi jest taki problem, że teraźniejszy Bucky jest przekonany, że nie może ich mieć, więc raczej nawet nie zaprząta sobie głowy planowaniem rodziny i kolekcjonowaniem wyprawki. Dzieci pojawią się w przyszłości, bo to "stary" Bucky przywoływał tę scenę. A przynajmniej powinny się pojawić, bo jeśli weźmiemy pod uwagę całą tę sprawę z Secret Wars i Bucky'm umierającym po kolei w każdym kolejnym uniwersum, ciężko stwierdzić, czy tamta wersja przyszłości nadal jest aktualna. Marvel ostatnio prześcignął samego siebie w kolejnych absurdach i mieszaniu w fabule.
/Jednak, gdyby fabuła pozostała bez zmian, należy pamiętać, że Ventolin przede wszystkim jest królową, a dopiero potem dziewczyną Bucky'ego, który na sporej części planet postrzegany jest jako zagrożenie. 
Howard, jako naukowiec powinieneś wiedzieć, że nierozsądne jest nie rozpatrywanie innych możliwości, nawet tych, które wydają się niemożliwe. Ale skoro jesteś pewien swego, to nie wnikam.
A pracowałeś nad czymś, co powodowałoby, że ludzie stawaliby się nieśmiertelni? Naszła mnie taka refleksja, bo nie zakładasz, że będziesz miał w przyszłości potomków, więc zastanawiam się, co po tobie zostanie i czyje to będzie. Przepraszam, jeśli to zbyt śmiały temat. 
/Nie mówię, że zupełnie nie biorę tego pod uwagę. To byłoby z mojej strony, kolokwialnie mówiąc,  naprawdę nierozsądne. Mówię, że nie widzę potrzeby tracenia czasu na zbytne roztrząsanie się nad tym. Czas jest czymś, czego zawsze nam brakuje, wiec wolę poświęcać go na rozwiązywanie realnych problemów i zagrożeń.
/Cóż, serum Erskine'a wpływa na regenerację komórek i proces starzenia się, znacznie go wydłużając. Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia, wydaje mi się, że takie rozwiązanie jest lepsze niż nieśmiertelność. Oczywiście zależy też, czy mówimy tutaj o niemożliwości zabicia danego człowieka, czy o wiecznej młodości, która wcale nie jest tak niemożliwa do osiągnięcia. jak mogłoby się wydawać. Można będzie tego dokonać, ale jeszcze nie teraz, nie z tą wiedzą, tą technologią. Niektóre odkrycia muszą jeszcze trochę poczekać.
Steve, ale przypadkiem, że przypadkiem? Takim naprawdę przypadkiem? W jakich okolicznościach te przypadki miały miejsca? 
/Mamy snajpera, który potrafi postrzelić własną nogę, więc nikogo nie powinien dziwić specjalista od materiałów wybuchowych, który przypadkiem coś wysadza. A Dernier robi to nadzwyczaj często. I coraz trudniej wierzyć, że to naprawdę przypadki.
Bucky, wiesz, jest jeden taki, który nawet niewinne słówko odbierze jako szczyt pogardy, więc wolę dmuchać na zimne i zawczasu wyjaśnić, niż się później tłumaczyć i przepraszać. Niektórych może ta dziwność radzić, niektórych bawić. Ale to fajna sprawa, że mimo wszystko pozostaliście tacy sami. To chyba trochę ułatwia sprawę, co?
/Naprawdę ciężko mnie urazić, więc nie musisz być aż tak zapobiegawcza, ma'am. Zawsze uważałem, że lepiej mówić to, co naprawdę leży na sercu.
/Nawet nie próbujemy się oszukiwać, że jesteśmy tacy sami jak dawniej. Nie jesteśmy, ale zachowywanie się w ten sposób naprawdę pomaga. 

Astrid Löfgren

N, a później się okaże, znając szczęście Bucky'ego, że Ventolin tak naprawdę go nienawidzi, omamiła go, żeby w końcu zabić, a że przy okazji dobrze się bawiła to już inna historia. Kwiatek okaże się trujący i biedak umrze, bo z nim hasał zbyt często. Logika.
Nawet nie ma sensu się zakładać o rzecz oczywistą.
Może cię zdziwię, może nie, ale jednak ta teoria ma sens. Ventolin uchodziła za wielką pacyfistkę, nienawidziła wojny i była gotowa zrobić wszystko, by zapewnić swojej planecie bezpieczeństwo. A Bucky to gość, przed którym tyłkami trzęsie ostatnio pół galaktyki, bo ma na sumieniu zabójstwo kilku ważnych gości- już nie tylko ziemskich prezydentów, ale też królów kosmicznych potęg. Więc znając szczęście Bucky'ego, teoria, że Ventolin go uwiodła, wykorzystała do ocalenia własnej planety, a potem spróbuje go zabić, nie jest wcale taka niemożliwa. Bo to Bucky. Facet zawsze dostaje od życia kopa w tyłek.
Steve Howard, chodziło mi tu o tę drugą osobę, na której udałoby się eksperyment wykonać i to z powodzeniem, ale przez inną instytucję, że tak powiem, a mam wrażenie, że mówisz jedynie o Stevie (odmień ktoś, jeśli wkradł się błąd) Rozpatrując to analogicznie, czy tej jednostce także włos z głowy by nie spadł. Chyba że potrzeba by było jedynie próbek od Steve'a, co wydaje mi się mało prawdopodobne, bo podchodząc do tego z perspektywy naukowej, wydaje mi się, że należałoby zbadać także drugą osobę pod kątem skuteczności tego waszego przedziwnego specyfiku, między innymi to czy serum w obu przypadkach jest tożsame czy nie. Przecież mogłaby być znacząca różnica między specyfikami, ale ich skutki niemal takie same, czyż nie? Tak samo jak mogłyby być takie same, ale skutki inne.
Och, wiem. Co uważasz za najbardziej spektakularne ze swoich osiągnięć, pomijając "nowego Steve'a"?
/Mówię jedynie o Stevie, bo nie widzę potrzeby tracenia czasu na roztrząsanie się nad czymś, czego nie ma. Trzeba myśleć realnie. Użycie serum zakończyło się sukcesem tylko w dwóch przypadkach- Steve'a i  Schmidta. Tak, wiemy, że nie my jedni staramy się je odtworzyć, ale realne szanse ma na to tylko nasza droga Hydra, która posiada część schematów i próbki. Ale gdyby im się to udało, nie trzymaliby rezultatów w ukryciu. Za bardzo lubią chwalić się każdą nową zabawką. 
/Założyłem Stark Industries, produkowałem samoloty i broń dla wojska, eksperymentowałem z vibranium, pomogłem poskromić promieniowanie Vita. Ostatnio stworzyłem gaz, który sprawia, że człowiek może nie spać przez wiele dni- jest on jednak nadal w fazie testów, Skromnie mówiąc, byłoby tego jeszcze całkiem sporo.
  
Steve, pilnować, czyli co przez to masz na myśli?
Czyli niczego przypadkiem nie podpalać, nie wysadzać, nie burzyć... Nie powodować większych strat, niż jest to konieczne.
Bucky, jesteście obydwaj tak specyficzni, że aż nie da się uśmiechnąć. Żebyś źle mnie nie zrozumiał: mówiąc "specyficzni" mam na myśli wasze przedziwne, z mojej perspektywy, okazywanie przyjacielskiej sympatii. Czy braterskiej nawet, powiedziałabym. Pewnie cały czas na nerwy sobie nie działacie, ale to tak, hm, uroczo brzmi, że aż ojeju, no.
Wiem, że nie chciałaś nas obrazić, ma'am. "Specyficzni" to naprawdę dobre określenie, bo zdaję sobie sprawę z tego, że niektórym nasze zachowanie może wydawać się... dziwne. Ale tacy już byliśmy i nadal jesteśmy, więc nie widzę sensu w dostosowywaniu się tego, co uznawane jest za normalne, przystające osobą w naszym wieku i naszej sytuacji. Życie jest na to zbyt krótkie.

Anonimowy

Steve mówi  “Don’t worry, Bucky. I won’t let anything happen to you”
Bucky mówi:

22 października 2015

Rora T

To przynajmniej Dottie, ale tak szczerze to już unudziły mi się wątki z zemstą. Co innego kiedy bohaterowie walczą w imieniu swoich przekonań, głupich, czy mądrych to już mniej ważne, ale nie ciągła zemsta.
Była ognioodporna i trochę trudno to określić, albo znikała i pojawiała się w innym miejscu, albo coś w rodzaju Pietro bardzo szybko się poruszała, ale chyba jednak obstawiam tą pierwszą opcję :)
Gdyby pociągnęli wątek Leviatana i Czarnych Wdów, serial mógłby być naprawdę ciekawym uzupełnieniem MCU. A teraz zapowiada się na zwykły zapychasz dla AoS.
Jeśli chodzi o telereporterów, było ich w Marvelu całkiem sporo- Azazel, Blink, Nightcrawler, Gordon, Apocalypse, Captain Marvel, Cable, Synthia Schmidt, czy Illyana Rasputin. Było ich zapewne więcej, ale niestety nie mogę ich sobie przypomnieć.
A jeśli chodzi o ognioodporność- na pewno zaliczają się do tego Johnny Storm i Toro, Colossus, Asbestos Man i chyba Luke Cage.

Avada Simpson

,,Komiksowy Steve potrafi łapać" serducho mi się tak ścisnęło. Booże N, serio jesteś wredna. Te słowa pozostaną ze mną dopóki nie pierdykniesz czegoś gorszego! 
Czyli jakiś tydzień? Chyba, że przytyki typu "Bucky Barnes fell in love with Steve." też będą się liczyć. Fell ^^
Taaa... Bucky wyciągał ciebie z kłoptów i właściwie nadal to robi. Chciałabym mieć kiedyś takiego wspaniałego przyjaciela.
Widzieć tak okropna sprawa. Lista chorób na dwie strony... normalka :D Ale mniej więcej wiem jak się czujesz... mieć chorobę od małego to przesrane życie.
Jejkuu! Bucky czeszący małe, słodkie dziewczynki to coś definitywnie uroczego <3 Czemu się nie przyzna? Przecież to żaden wstyd ;)
/Robi to przez cały czas. Bucky nigdy nie dopuściłby do tego, by stało mi się coś złego i choć czasem zachowuje się jak matka kwoka, jestem mu naprawdę wdzięczny i czasem dziwię się temu, czym zasłużyłem na takiego przyjaciela. Buck do teraz patrzy na mnie wilkiem na samo wspomnienie skakania z samolotu bez spadochronu.
/Gdy nie wiedziałem, jak inaczej może wyglądać świat, nie przeszkadzało mi to. Tak było i już. Ale teraz, gdy znam już różnicę, mogę przyznać, że tak, było to okropne. Gdy nie widzi się części kolorów, świat wydaje się o wiele bardziej ponury.
/Bucky nie raz groził mi, że jeśli komuś powiem "kopnie mnie w mój chudy tyłek", ale znam go na tyle, by wiedzieć, że to zwyczajnie lubił. Potrafił robić wiele rzeczy, które uznać można za typowo kobiece, a do których nie przyznałby się nawet mi. Chyba do dziś nie zdaje sobie sprawy z tego, że Kim chwaliła się tym, że pomagał jej zrobić sukienkę dla lalki. 
Wiem co to znaczy mieć słabą głowę. Raczej nie fajnie bo ty wypijesz tylko trochę, i zrobisz coś głupiego, a potem wszyscy będą ci to wypominać ciągle, i ciągle, i ciągle... Znam to. A ci o mocnych głowach... niech po porostu się nie odzywają.
Zapomniałabym! Och, ja nie miałam tego na myśli, wiesz? Przepraszam, ale czasem po prostu nie pomyślę zanim coś powiem. Jak tam teraz, sprawy u ciebie wyglądają?
Tiaaa... Jak moja maman mówiła i nadal mówi do mnie dwoma imionami, to oznacza że na prawdę musiałam coś zrobić. I to takie duże COŚ.
Zazdroszczę ci takich kontaktów z siostrami. Różnica wieku, to coś okropnego, ale jakby tak pomyśleć później te granice się zacierają, i w końcu prawie zanikają. Bo kiedyś chodzić z chłopcem młodszym o pięć lat, to coś niewiarygodnego, ale gdy za parę lat by się ożenić z młodszym o pięć lat mężczyzną to nikt nie ma oporów...
Zachowujmy się jak dzieci, póki możemy, jak to powiedział mój kolega, zaraz potem gdy wrzucił mnie do basenu. Ha! Równoważy powiadasz? ;D
Uśmiałam sie :D Za parę lat ci to wypomnę możesz być pewny. Ale wtedy pewnie powiesz że: ,,nic takiego sobie nie przypominam" :P Prosto w twarz? Nie dość że umiesz się potknąć na prostym podłożu, bez żadnych przeszkód i walnąć tarczą w twarz, jest niewystarczające? Palisz? Uau, a ja myślałam że jeden jedyny opierasz się temu nałogowi. Palenie jest okroopne. Steve też pali? Ehh, rozmawiaj z mężczyznami... -,-
Twoje lekkie historie, są urocze <3 No to ten tradycyjnie jeszcze jedną poproszę ;)
/To nie tak, że mam słabą głowę, ma'am. Mogę wypić całkiem sporo, ale przy facecie, który w ogóle nie może się upić, tak naprawdę to tyle, co nic. I Steve ma tyle taktu, by nie wypominać mi wszystkiego. Tylko te najgłupsze rzeczy. 
/Można powiedzieć, że o wiele lepiej. Miałem z tym problemy, całkiem spore problemy, ale świadomość tego, że mam to już za sobą, i że więcej nie obudzę się na tym przeklętym stole, że to prawda, a nie sen czy kolejna halucynacja, naprawdę pomogła. Może nie jestem już taki sam jak kiedyś, ale udało mi się wrócić do normy.
/Wiem, że kiedyś ta różnica wieku nie będzie wydawała nam się tak ogromna i znalezienie wspólnego języka będzie o wiele łatwiejsze, ale jednak muszę przyznać, że gdy ma się te dwadzieścia lat, wizja opieki nad kilkuletnią siostrą nie prezentuje się już tak bardzo zachęcająco, jak kiedyś. 
/Dobrze, czasem równoważy. Częściej zazwyczaj kończy się to na tym, że jednak zachowujemy się jak dzieci. Trzeba jakoś odciągnąć myśli od tego wszystkiego, a to jest dość dobrym sposobem.
/Zdaję sobie sprawę z tego, że moja gracja pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Nauczyłem śmiać się z samego siebie, więc raczej nie będę próbował się wypierać i udawać, że nic takiego się nie wydarzyło.
/Palę i to od dobrych kilka lat. Ma to swoje dobre strony, bo pomaga złagodzić stres i co ważniejsze- także znaturalizować głód. A gdy brak racji żywnościowych, trochę to pomaga. A jeśli chodzi o Steve'a to nie przepada za paleniem.
/Ostatniej zimy Steve stwierdził, że czas mnie już obudzić, więc wyciągnął mnie z namiotu za nogę. Prosto w śnieg. Zadziałało i to bardzo skutecznie.

Rora T

Nie będzie Angie? Wielka szkoda, to wspaniała postać :( Marvel mógłby się w końcu na coś zdecydować, a nie zaczynają wątki, a potem je po prostu przerywają, bo wolą pokazać więcej scen akcji, a co za dużo to nie zdrowo. Tak samo jak z Dottie. Po co w ogóle uciekała, by teraz ją po prostu wykreślić. Albo ten cały Leviatan. Wszystko fajnie i pięknie, całe osiem odcinków o tym była gadka, a potem okazało się, że jeden facet jak zwykle chce się zemścić na Starku. To już marvelowska tradycja, niezależnie czy senior czy junior zawsze wszyscy mszczą się na Starkach i przy okazji chcą zniszczyć cywilizację.
Zwiastun by się już przydał, bo jestem strasznie ciekawa jak to będzie wyglądało. Liczę na film pokroju Zimowego Żołnierza, a nie drugich Avegnersów.
I jeszcze jedno pytanko :) Oglądałaś film "Jestem numerem 4"? Jeśli tak to, czy w uniwersum była jakaś postać z umiejętnościami podobnymi do numeru 6? :)
Braku Angie naprawdę mi żal, bo ona i Jarvis były jedynymi postaciami, dla których chciałam obejrzeć drugi sezon. Skoro jednej z tych postaci zabraknie, raczej sobie odpuszczę. A brak panny Martinelli wydaje mi się dość dziwny, bo skoro akcja toczyć ma się w Los Angeles, to Angie, która chce zostać aktorką, pasowałaby tam jak ulał.
Wątek Fennhoffa i Zoli został zakończony, ponieważ twórcy chcą uniknąć jakichkolwiek większych nawiązań do MCU. Bo przecież w wielkim, spójnym uniwersum ma to wielki sens. Dottie jednak ma się pojawić, a skoro wątek Leviatana także został zakończony, będzie pewnie chodziło jej tylko o zemstę na Peggy. A szkoda.

Nie, nie oglądałam tego filmu i nie mogłam też znaleźć żadnej wiki, z której mogłabym przybliżyć sobie postać numeru 6. Jeśli jednak napiszesz (choćby ogólnie) jakie to umiejętności, postaram się pomóc :)

21 października 2015

Rora T

Sama się zdziwiłam, że tyle tego wyszło. Chciałam to przesłać w inny sposób, żeby było szybciej i wygodniej, ale mój komputer nie potrafił przetrawić takiej ilości.
Moja ulubiona postać żeńska? o.o Teraz to na pewno przeczytam w pierwszej kolejności :)
W końcu się dowiedziałam, bo już jakiś czas mnie to nurtowało, a nie mogłam znaleźć w jej pseudonimie żadnego odniesienia do walki, umiejętności, czy coś w tym stylu. A jaką rolę miał w tym Barton?
A masz może jakieś nowości odnoście CW albo agentki Carter?
/Clint to Clint, facet powitał swojego dawnego przyjaciela, który okazał się być bardzo niemartwy, słowami "Ty naprawdę żyjesz... Ale to nie oznacza, że nadal wiszę ci forsę za tamtego pokera?", więc nic dziwnego w tym, że doczepił się do przedrzeźniania (a raczej "zrzędzenia" jak wolał to nazywać) swojej byłej.
/Nie śledzę ostatnio newsów, więc wiem tylko, że w "Agentce..." na 99% nie pojawi się Angie, a wątek Leviatana i współpracy na linii Fennhoff-Zola został już zakończony i twórcy nie zamierzają do niego wracać. A jeśli o CW to ponoć zwiastun pojawić może się w tym tygodniu, bo trailery wszystkich filmów pojawiały się na pół roku przed premierą, właśnie w okolicach dwudziestego któregoś października.

20 października 2015

Rora T

Mam nadzieję, że wszystko podochodziło :) Troszkę się tego uzbierało, ale chyba powoli ogarniesz :D
A tak z innej beczki to skąd się wziął pseudonim Bobbi Morse?
I co się stało z twoim blogiem? Wróciłaś do pisania? :D Rozdziały nadrobię, obiecuje, najpewniej jutro bo mam mało zajęć i będę miała więcej czasu... nie wspominając o zaległościach na innych blogach ^^
/Do części wiadomości jeszcze nie zajrzałam, ale i tak dziękuję za to, że chciało ci się ich tyle wysyłać :) 
/Na blogu sporo się zmieniło, wyrzuciłam stare rozdziały (poza prologiem, bo tutaj i tak nie zmieniłabym zbyt wiele) i publikuję od początku. Rozdział pierwszy dość znacząco się różni, choćby tym, że twoja ulubiona postać żeńska od Marvela oberwała po tyłku. A raczej po twarzy. W tym tygodniu, najpewniej w weekend, pojawi się rozdział drugi.

/A jeśli chodzi o Bobby, zacytuję teraz jej odpowiedź- Po części to wina Bartona, a po części mojego nawyku do wyśmiewania się z przeciwników. Niemal identyczny cytat padł z jej ust w komiksach, bo nie ukrywała tego, że słynie z przedrzeźniania swoich przeciwników.

Avada Simpson

Steve to był taaki wariat, że heej! Bucky dziewczynka jest uroczy, a Steve i Buck ślizgający się jak na nartach wodnych, na bardzo funkcjonalnej tarczy to, widok niecodzienny, choć uroczy ;D
Scooby jest super! Ja nie lubiłam Daphne, więc... :D
Ja ostatnio oglądałam właśnie czwóreczkę, i pan Chris... cóż lepiej niech zostanie Capem.
Filmowy i komiksowy Steve mają naprawdę wiele wspólnego, a durne pomysły są jedną z tych rzeczy. Ale różnią się też jedną, znaczącą rzeczą:
Komiksowy Steve potrafił łapać. Wiem, podła jestem.

Steve cierpiał na daltonizm, a dokładniej na jeden z podrodzajów dichromatyzmu. Przez wiele lat, Steve widział Bucky'ego w ten sposób: klik. Porównując z tym, widać różnice, co? Możesz porównać sobie też to i to oraz to i to, bo tak widział świat Steve. Steve artysta.

I wszystkie człony w pełnym imieniu Bucky'ego odmienia się bez używania apostrofów :)
Steve ja rozumiem że Bucky, jest dzielny i dobrze walczy, ale powiedz sam: czy Bucky jest typem człowieka który wcale nie pakuję się w kłopoty? No właśnie. Zmiażdżona dłoń? Pewnie Jamesa :D Ale jak to widziałeś kolory takimi jakimi są? Byłeś wcześniej daltonistą? Ogółem na co chorowałeś przed serum? Jak James dogaduję się z siostrami?
/Z nas dwóch to zazwyczaj ja pakowałem nas w kłopoty, a Bucky był tym, który nas z nich wyciągał. Potrafił wiele znieść i nie dać się sprowokować, a ja... cóż, ja nie byłem w tym zbyt dobry.
/Tak, byłem. Czerwony i zielony oraz wszystkie ich odcienie były dla mnie identyczne. Miałem też sporą wadę wzroku, więc wszystko zaczęło wyglądać dla mnie zupełnie inaczej. Miałem też astmę, kołatanie serca, skoliozę, cukrzycę, często cierpiałem na anemię, anginę, zapalenia płuc, nadciśnienie. Trochę jeszcze by się tego nazbierało.
/Bucky kocha swoje siostry, tego jestem pewny, choć nie przyznaje się do tego na głos. Zawsze o nie dbał, opiekował się nimi, bawił się, nosił na barana, a nawet pomagał czesać włosy, ale do tego też się nie przyzna.
Nie Bucky, chodzi raczej bardziej o to żebyś... A właściwie, co ja się będę... Mam nadzieję że wszystko jednak pójdzie inaczej niż myślę, i że swoje urodziny spędzisz ze Steve'm w knajpie upijając się do nieprzytomności... (kogo ja oszukuję.) Chyba nikomu nie śpieszy się do umierania, ale mogą być gorsze rzeczy nie sądzisz Bucky? Zawsze udaję ci się wyjść z wszystkiego obronną ręką, powiadasz? Ciekawy dobór słów. (N ;D) Wyobrażam to sobie: ,,James'ie Buchanan'ie Barnes'ie. Co ty znowu nawyprawiałeś? Mówiłam ci tyle razy, żebyś w nic się nie wplątywał, ale kto mnie słucha. Jamie obiecaj mi że już w nic się nie wplączesz, dobrze? Jamie?" Twoja ma musi być cudowna, James. Jakie masz relacje z siostrami James? Czy któraś cię przypomina? Taa... Długie życie, nie znaczy zawsze szczęśliwe życie, a to że przeżyjesz (prawie) wszystkich nie jest wcale znowu takie fajne. Ty i Steve zachowujecie się jak dzieci ale jesteście zgrani, i traktujecie jeden drugiego jak brata, a to dobrze. Kolejna fala lekkości? :)
/Steve jest koszmarnym kompanem do upijania się. Kiedy jestem pijany, robię głupie rzeczy. Steve się nie upije, więc będzie trzeźwy i zapamięta wszystkie głupie rzeczy, które zrobiłem. I znowu będzie wypominał mi wyznawanie mu miłości i zwymiotowanie na jego buty, bo zazwyczaj tak to się kończy. Czasem naprawdę zazdroszczę mu tej mocnej głowy.
/Cóż, ma'am, martwy jeszcze nie byłem, więc ciężko mi stwierdzić, jak złe jest to uczucie. Ale nie do końca zgodzę się z tym, że nikomu nie jest śpieszno do umierania. Z autopsji wiem, że czasem błaga się o to w myślach. Teraz cieszę się, że jednak żyję, ale wtedy wydawało mi się być to najlepszą alternatywą.
/Nie będę zaprzeczał, wyglądało to właśnie w ten sposób. Tylko, wtrącała jeszcze "Skaranie boskie z tobą, mój chłopcze." i "Naprawdę wpędzisz mnie kiedyś do grobu, James.". Samo to, że zwracała się do mnie James, nie Bucky, znaczyło, że mam przechlapane. 
/Wydaje mi się, że całkiem dobre. Nie ukrywam jednak, że najlepiej udaje mi się porozumieć z Beccą, bo jest najstarsza, a różnica wieku jednak ma spore znaczenie. I na całe szczęście, żadna z nich mnie nie przypomina. Z taką urodą naprawdę ciężko byłoby im o męża. Oczywiście nie mówię tego poważnie, bo wiem, że chodziło o coś innego. Jeśli chodzi o charakter to tak, pod tym względem jesteśmy podobni.
/Ja, w odróżnieniu do tego starca, Rogersa, mogę jeszcze zachowywać się jak dzieciak. On czasem zachowuje się jakby nie miał dwudziestu sześciu, a osiemdziesiąt sześć lat, więc wszystko się równoważy. 
/Raz, całkiem nie tak dawno, chciałem udowodnić Steve'owi, że rzucanie tarczą nie jest wcale takie trudne i każdy to potrafi. Odbiła się o drzewo i uderzyła mnie w twarz. Bolało. A strata papierosów, o które się z nim założyłem, bolała jeszcze bardziej.

Alexa Mariani

Dzis sa moje urodziny.
N, James, Howard i Steve, kiedy sa Wasze urodziny i jak zamierzacie spędzać najbliższe TO święto?
N: Urodziłam się 13 listopada. 13 listopada w piątek. Tak, to chyba wiele wyjaśnia.
Przyznaję, że nie wiem. Zwyczajnie jeszcze o tym nie myślałam. Wiem tylko, że w żaden huczny sposób, bo nie lubię tego typu imprez.
I wszystkiego najlepszego!

Howard:
15 sierpnia. Mam nadzieję, że jak najdalej stąd, z jakąś miłą damą.
Steve:
Urodziłem się 4 lipca, co Bucky uwielbia mi wypominać. Tak, wiem, Kapitan Ameryka. Zabawne.
I cóż, ostatnio spędzałem urodziny albo w laboratoriom, albo w kolejnej bazie Hydry, więc teraz najpewniej będzie tak samo.

Bucky:
To jest zabawne, Rogers. 

Jestem z 10 marca. Jeszcze nie wiem, jak będę je obchodzić, ale mam wielką nadzieję, że atrakcje z tego roku się nie powtórzą, bo wolałbym nie tracić już żadnych zębów. 
I wszystkiego najlepszego, ma'am.