16 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, stawiaj więcej to i więcej wygrasz :P
Marvel w ogóle jakoś zdziczał ostatnimi czasy. Pięćdziesiąt spotów na raz, uśmiercanie i ożywianie, teraz cyrki z trailerem CW, bo raczej powinna trwać już namiastka promocji filmu, a tu cisza.
Może właśnie dlatego te trzy filmy do mnie nie przemawiają, a nie rozmyślałam jakoś szczególnie nad ich stroną humorystyczną. Cóż, czas się zastanowić.
No, no, czyżby wdzierała się tu poprawność polityczna? 
/Gdyby Disney nie skupiał się w pełni na promocji nowych Gwiezdnych Wojen, już dawno mielibyśmy trailer, kilka okładek i zdjęcia, bo tak było w przypadku wszystkich innych filmów, które miały premiery w maju. I moim zdaniem to trochę dziwna taktyka. Teraz nie wypuszczą zwiastuna CA:WS, bo przyćmiłaby go kampania Star Wars, ale gdy wypuszczą go po (albo chwilę przed) premrze filmu to się tak nie stanie? Moim zdaniem będzie wręcz na odwrót. 
/Jeśli chodzi o naszą uroczą parkę, im żadna poprawność polityczna nie jest potrzebna. Zawsze byli dla siebie bardzo (nie)hetero. Jednak to, co Marvel wyprawia z nimi ostatnio... to lekka przesada. 

+ Znalazłam boski filmik- klik.
Steve, czyli ogólnie jest źle? Konflikt się zaostrza? W co lub kogo celują "obdarzeni"? 
/W wielkim skrócie tak, można powiedzieć, że ogólnie jest źle. SHIELD nadal nie zdążyło się w pełni odbudować, a już wisi nad nim widmo kolejnego rozpadu. Tym razem jednak nie z winy Hydry, a z samych jej agentów i rządu, który potrzebuje kozła ofiarnego. A ja... nie bardzo wiem, jak mam z tym walczyć. To zupełnie inna wojna niż te, z którymi miałem do czynienia.
/Nie ma tutaj jakiegoś schematu. Ta część, która z premedytacją wykorzystuje swoje umiejętności do złych celów, najczęściej celuje we włamania, napady, w wywoływanie zamieszek. To najczęściej bardzo młodzi ludzie, którzy otrzymali moce i poczuli się panami świata, jak mówi Sam.
James, masz przecież papierzyska dotyczące tego, co ci zrobili, jakieś schematy też masz, a świat ma dużo specjalistów od grubszych spraw. Nie jest to takie nierealne jak się wydaje.
Serio? Właśnie o jakichś szokach pomyślałeś? Super. Nie, nie o to chodziło.
Jak to powiedział pewien znany były prezydent mojego kraju "Nie chcem, ale muszem". Twoja dewiza. Pasuje jak ulał.
Jestem niemal pewna, że i tak się spikniecie prędzej czy później. Może będzie trochę sucho i sztywno, no ewentualnie rzucicie się sobie do gardeł albo w ramiona. Za bardzo się obydwaj gryziecie przez wszystko, co zaszło, żeby pozostać sobie obojętni.
/Nie dam obcym ludziom moich dokumentów. Są moje, są prywatne i żaden, cholerny doktorzyna nie będzie w nich grzebał, żeby wyciągać wszystko to, co starałem się ukryć. Nie dam im tego na tacy, bo mogą być jedynymi z nich i tylko ułatwię im sprawę. Niech się trochę natrudzą, jeśli chcą zawlec mnie z powrotem. 
/Ponoć terapia szokowa jest skuteczna. I nie żebym nie zrozumiał czy coś, ale w takim razie o co ci chodziło?
/Ewentualnie rzucimy się sobie do gardeł? Zabawne jak i pokrzepiające jak cholera. Aż mam ochotę spakować plecak, wsiąść w samolot i wpaść mu w ramiona. Ale tego nie zrobię, bo wiem, że naprawdę mogę rzucić mu się do gardła, a tego nie potrafiłbym sobie wybaczyć. Już nie potrafię. I to... zżera od środka.

Mia

Bucky. Steve: Co sądzisz o Stucky? Śmieszy cię? Oburza? Odrzuca? Masz je zupełnie w poważaniu?
Steve:
/Na początku przyznaję, oburzało mnie, ale teraz? Nauczyłem się podchodzić do tego z odpowiednią rezerwą.
Bucky:
/Um, to nie tak, że mnie to odrzuca. Ja po prostu… czasem jest tak, że znasz kogoś całe życie, jesteście przyjaciółmi, żyjecie razem, wspieracie się i… kochasz tego kogoś, jasne, że tak. Rodzajów miłości jest przecież naprawdę wiele. Kochasz jak przyjaciela, jak brata i wiesz, że powinno ci to wystarczyć, ale… tak nie jest. Chcesz czegoś więcej, chcesz tej prawdziwej miłości, choć wiesz, że tak nie powinno być, że to jest zwyczajnie złe, ale nie możesz nic na to poradzić. Więc tkwisz u jego boku przez te wszystkie lata i milczysz, bo wiesz, że przyznanie się do tego, jak popieprzony jesteś, zrujnowałoby waszą przyjaźń. Żartujesz, bo lubisz, gdy się uśmiecha, robisz wszystko, by był szczęśliwi, dbasz o niego i próbujesz udawać, że wszystko z tobą jest dobrze. Potem przychodzi wojna, a ty zaczynasz modlić się do każdego istniejącego kiedykolwiek boga o to, by nie pozwolono mu na nią wyjechać, bo chcesz by był bezpieczny. Siedząc w okopach i patrząc na ciała tych wszystkich, tak młodych ludzi pocieszasz się myślą, że jest w domu, że nic mu się nie stanie, że wszystko będzie dobrze… Ale tak nie jest. Lądujesz na stole jakiegoś psychola, w samym środku piekła i nagle… myślisz, że to już musi być koniec, bo inaczej Bóg nie zesłałby po ciebie anioła, który wygląda jak on, bo nie możesz, nie chcesz wierzyć w to, że to może być realne. Ale jest. Przyszedł po ciebie, bo Boże, tak bardzo bał się, że cię straci. Zabiera cię stamtąd, martwi się o ciebie, traktuje jak jakieś cholerne jajko, a ty cieszysz się z tego, bo może, może czuje to samo, co ty. Obiecujesz sobie, że wreszcie zaryzykujesz, że powiesz mu prawdę, ale... okazuje się, że były to tylko bzdurne marzenia, bo on kocha kogoś innego. Uśmiechasz się, gratulujesz, cieszysz się razem z nim, bo jesteście przyjaciółmi i właśnie tak zachowują się przyjaciele, ale wewnątrz... wewnątrz wrzeszczysz, bo to boli, boli jak diabli. Chcesz wrócić do domu, znaleźć się jak najdalej, ale nie potrafisz go zostawić, musisz go chronić. Taka już jest miłość. Zostajesz więc i nadal udajesz, że wszystko jest dobrze, choć twój uśmiech pęka coraz częściej. Zawsze jesteś u jego boku, nieważne, jak bardzo jest to bolesne. Robisz wiele złych rzeczy, ale wiesz, że dla niego było warto. A potem... potem wydaje ci się, że umierasz, ale w pewnym sensie cieszysz... cieszysz się z tego, że umierasz dla niego, bo był tego wart.
/Ale jednak nie umierasz. Dzieje się coś o wiele gorszego, ale... ale pocieszasz się tym, że on na pewno cię znajdzie, pomoże ci raz jeszcze, bo przecież nie może cię stracić, więc walczysz, walczysz dla niego aż... aż pokazują ci nagranie. Wtedy wiesz, że jego już nie ma i... już nie masz o co walczyć. Poddajesz się. A potem nadchodzi dzień, który pokazuje ci, że on naprawdę nie może cię stracić. Krzywdzisz go, a on mówi, że nie będzie z tobą walczył, bo… bo miłość jest cholernie nieracjonalna i... 
/Nie no, jaja sobie robię. 

Mad Aleks

Tumblr coś mi dziś uświadomił- młody Aleksander Pierce wyglądał jak Steve Rogers. Biedny Bucky :(! I czy Rosalind Pierce może być żoną TEGO Pierce'a? Jest wdową i ma powiązania z Hydrą, więc może by się zagadzało. 
/Bo tumblr to okrutne miejsce. Jednak w tym przypadku nie można się z nim nie zgodzić. Spójrzmy na młodego Roberta Redforda i na pana Evansa:
/Podobieństwo może nie jest jakieś uderzające, ale jednak jest. Mogło to sprawiać, że Pierce mógł kontrolować Wintera samą grą na emocjach, bez konieczności używania przemocy. Mógł uśmiechać się, gdy wciskał mu te swoje bajeczki o wolności, ratowaniu świata i większym dobrze, a Bucky siedziałby i słuchał, bo przecież gdzieś tam, głęboko, kojarzył tego faceta i wiedział, że nie zrobiłby on niczego złego.
/Spójrzmy na scenę w skarbcu- Pierce zwracał się do niego spokojnie, nie podnosząc głosu, niemal jak do dziecka. I choć patrzył wprost na jego twarz, Bucky spojrzał na niego dopiero, gdy padły słowa: "[...] can't give the world the freedom it deserves.". I to w jaki sposób na niego patrzył:
Był urażony. Pierce stracił jego zaufanie w takim stopniu, że Bucky zakwestionował wszystkie jego słowa, mówiąc "Ale ja go znałem.".
Pierce naprawdę powinien cieszyć się z tego, że to Fury go zastrzelił.

A jeśli chodzi o Rosalind- ma ona na nazwisko Price, nie Pierce. A szkoda.

Astrid Löfgren

N, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to naprawdę tak wyglądało. Jakoś nie ufam tym oświadczeniom. Za dużo ożywiania, żeby nie myśleć o kolejnym. Śmierć Pietro była przedziwna i chociażby to może wskazywać, że to jednak nie koniec jego żywota.
Komediowy klimat się przydaje, ale przy postaci WS raczej ciężko będzie taki stworzyć i żeby przy tym nie wyglądał dziwnie czy wręcz groteskowo. Racja, od Netflixa byłoby lepsze. 
/Mogę założyć się o dychę, że Pietro jeszcze wróci, bo w końcu jego siostra już nie raz kogoś wskrzeszała. Jednak patrząc na to, że MCU jej moc jest o wiele słabsza i tak naprawdę za bardzo nie przypomina tej komiksowej, może do Marvela naprawdę coś dotarło i zrozumiał, że przesadzał z tym ożywianiem? Zapewne to jednak tylko marzenie ściętej głowy.
/Humor w GotG czy w Ant-Manie był naprawdę dobry i pasował do klimatu jak ulał, ale jednak nie zawsze tak jest. W drugim Thorze, IM3 czy w AoU było go zbyt wiele i czasem po prostu niszczył sceny. Tak samo jak sceny swatania Steve'a przez Natashę w CA:WS, które były bardziej żenujące niż zabawne. 

/I powracając do Stucky w komiksach. W Captain America White #1:
- Bucky otwarcie zwraca się do Steve'a per "virgin",
- Ktoś mówi, że Steve nie lubi kobiet, a on tego nie komentuje,
- Ktoś mówi, że Bucky to jego dziewczyna, a Steve tego nie komentuje, a tylko się uśmiecha,
- Steve otwarcie mówi, że kocha Bucky'ego. Miało być to w kontekście, że jak syna, ale coś nie bardzo im to wyszło. 
Marvel, błagam cię. 
Steve, co słychać? Obchodzi się bez afer czy może atmosfera się zagęszcza?
/Pojawia się coraz większa liczba obdarzonych, która wyrządza coraz więcej szkód. I to nie zawsze nieumyślenie. Stanowi to naprawdę poważny problem i sprawia, że ludzie zwyczajnie się boją, co prowadzi do wzrostu niechęci i dyskryminacji, a tym samym do wzrostu do obustronnych aktów agresji. Rząd podejmuje próby opanowania sytuacji, SHIELD także, ale co tu dużo mówić, grunt pali nam się pod nogami.
#1 James, to wiele wyjaśnia. Do rozwikłania zagadki pamięci i tego, czy ci wróci, potrzebny by był specjalista, który jeszcze dodatkowo znałby się na tym całym programowaniu i mechanizmie regeneracji, a przynajmniej orientował. Wtedy może dałoby się opracować jakąś skuteczną rehabilitację, która nie opierałaby się głównie na bólu.
Kolejne sedno. Tłumienie. A gdybyś tak spróbował rozwiązać parę rzeczy, które cię gryzą? Przynajmniej te, które da się w jakiś sposób zredukować.
No tak, od tej strony to faktycznie, wygląda trochę egoistycznie. Nie ma pewnie opcji, żeby zamienić Yelenę na kogoś innego? To wcale nie jest bezpodstawne. Chyba spora część ludzi czułaby się upokorzona, musząc prosić po raz enty o pomoc i to tę samą osobę. Czasami jednak nie ma wyjścia. 
#2 Kiedy przypominasz sobie tego typu sytuacje, zaczynasz tęsknić tak bardzo, że masz ochotę zrobić wszystko, by było podobnie - w sensie relacji?
Przygnębiający wpis. Jednocześnie jednak w dziwny sposób pokrzepiający.
/No tak, wystarczy tylko znaleźć takiego gościa i potem będzie z górki. Dlaczego na to nie wpadłem? A no może dlatego, że wszyscy ludzie, którzy spełnialiby powyższe kryteria albo są w Hydrze, albo są martwi. Albo robią za warzywka. Ta, teraz widzę, że to był nie najlepszy plan. Ale chociaż satysfakcja została. I widzisz? Kolejny pozytyw.
/Czyli, że co? Mam iść poskakać na bungee, bo może lęk wysokości mi od tego przejdzie? Czy lepiej poddać się krioterapii? Albo od razu pójdę się z kimś puścić, żeby odraza przed dotykiem mi przeszła. Podziękuję, wolę jednak to tłumić.
/Jak już mówiłem, ludzie za bardzo za mną nie przepadają, ja za nimi także, a więc nie, raczej nie bardzo jest taka opcja. Ale dawałem sobie już radę sam, więc teraz też dam. Musze.

/Najbardziej mam wtedy ochotę po prostu się nie budzić. Najlepiej już wcale. I tak naprawdę, nie ważne jak bardzo bym się starał, to już nigdy nie będzie to samo. Zbyt wiele się zmieniło.

15 listopada 2015

Rozpoczęcie tygodnia Steve'a Rogersa/ Kapitana Ameryki!

W dniach 15-20.11 będzie możliwość kierowania pytań również do Steve'a Rogersa aka Kapitana Ameryki!

Avada Simpson

#1 Biedny, biedny, biedny... mój umysł. Moja wyobraźnia źle działa. Bucky też biedny, ale... och fuj! Yhhh... nie trawię Gwiezdnych Wojen, a oni się teraz tylko tym zajmują. Nie lubię Disneya.
#2 Jaa... N, strasznie mi się podoba! Czternastka jest absolutnie rewelacyjna! Ja wyłapałam tylko jedną literówkę: ostatnie słowo pierwszy akapit. Napisałaś Stev, a powinno być chyba Steve'a. No chyba że to ja nie załapałam kontekstu. ;)
Najcudowniejszy jest jednak ostatni akapit. Absolutnie cudny. N dziękuję za #14.
/Cóż, może i Marvel przynosi Disney'owi największe zyski, ale jednak Gwiezdne Wojny to Gwiezdne Wojny i zapewne przyciągną do kin o wiele więcej osób niż trzeci Cap, a tym samym mogą pobić kilka rekordów i sporo zarobić. Ale hej, Gwiezdne Wojny to w końcu też Marvel :P 

/Nope, "Stev..." nie jest literówką. To po prostu przerwana w połowie myśl :) I cieszę się, że ci się spodobało. W planach mam jeszcze kilka tego typu notek, w których będą wspomnienia Bucky'ego. Może jakieś życzenia co do treści :P?
Ja tam bym obstawiała że ż i ź trzyma w zapasie na wypadek wojny nuklearnej. Wiesz Yelena, mogłby wyeksponować swoje ramiona i plecy które uznałaś za nie takie złe... Albo wiesz co, zostańmy przy wersji krwiożerczy zabójca, a nie księżniczka Disneya, a wtedy twoja wyobraźnie nie umrze śmiercią tragiczną. Nie. Popieprzone w dalszym ciągu.
/Cóż, jeśli mówimy tylko o wyglądzie, to aktualnie bardziej przypomina jednak Disney'a albo siedzącego w rynsztoku, mokrego, zasmarkanego szczeniaczka, a nie krwiożerczego zabójcę, którym był. To nie to, co kiedyś. Teraz musi się bardziej wysilać, bo nikt już nie trzęsie się na sam jego widok.
No tak na sprawiedliwość od życia, to ty raczej nie masz co liczyć. Ale przykładów nie chcę znać. Opowieści o twoich kulinarnych skojarzeniach, i innych tego typu rzeczach są nie fajne. Wiesz zombie na prochach i tak nie jest takie złe. Ludzie mówią gorsze rzeczy. A to że wyglądasz jakbyś miał kogoś zabić, a zaraz potem rozpłakać, wcale nie pomaga. Niektórzy twierdzą że wyglądasz jak popieprzony facet z dwubiegunówką. A ja nie umiem prawić komplementów, przepraszam. Moja babcia zawsze tak mówi. ,,Bosze moj, dzieci co wy mówicie? Za moich czasów..." Tak skarłowaciałych górników to byś podeptał, a fartuszki rozerwały by ci się gdyby Yelena znowu się z tobą pokłóciła. Czyli Belova byłaby księciem? Ciekawie James, ciekawie...
/Och, dlaczego nie fajne? Ja tutaj się staram, a po raz kolejny nikt tego nie docenia. To boli, moja droga. 
/Doskonale wiem, że mówią o mnie o wiele gorsze rzeczy niż "zombie na prochach". I to o wiele gorsze. Ale naprawdę mnie to nie dziwi i nawet nie oczekiwałem, że będzie inaczej. Ludzie nie lubią typów jak ja. Nie zmienia to jednak tego, że wcale nie wyglądam tak, jakbym miał się za chwilę rozpłakać. Dobra, prócz tych momentów, w których naprawdę mam ochotę to zrobić, ale to się nie liczy. 
/Skoro Bosze moj tak ci przeszkadza, mogę przerzucić się na pełne dramatyzmu Oh my God! Chyba, że wolisz Oh mein Gott albo Oh mon Dieu! Chociaż nie, mój francuski jest okropny.
/Biorąc pod uwagę to, że sam nie mam nawet metra osiemdziesięciu, nie byłbym aż tak pewny podeptania skarłowaciałych górników, pomieszkujących w środku lasu z nieletnią panną i przetrzymujących jej w zwłoki w przejrzystym pudełku do czasu, aż nie znajdzie się jakiś obcy facet, mający chęć na całowanie trupa. Chora bajka. 
/Od razu księciem. Robota rycerza na białym koniu jest wolna, bo ja mam zakaz udawania go. Wielkie mi halo, raz człowiek oberwie i od razu zakazy. Przesadza.

14 listopada 2015

#14 Bucky

***
— Jesteś palantem. Prawdziwym palantem, Rogers — burczę na niego, poprawiając owinięty wokół głowy bandaż. — Ponoć starszy, a gówniarz bez krzty wyobraźni — mówię jeszcze, zrzucając z siebie swędzący, wełniany koc. Mam dość siedzenia w miejscu, chcę wstać, odejść jak najdalej, zająć czymś myśli, zająć czymś dłonie, wyrzucić z głowy ciągle powracający, zapętlony obraz pochylającego się nade mną Zoli. Kręcę głową, próbując odgonić od siebie natrętne myśli i siadam na brzegu skrzypiącego, polowego łóżka, opuszczając nogi.
/Steve wciąż stoi sztywno kilka stóp od szpitalnego łóżka. Powrót do bazy był niesamowicie długi i wyczerpujący, niemal jak wyczołgiwanie się z dna piekieł, i to dosłownie, co stanowiło wyzwanie nawet dla nowego ciała Stev...

Astrid Löfgren

N, cóż, pewnie jeszcze w jakichś czterech filmach Bucky zginie. Nie ma innej opcji. Mnie też te śmierci i powracanie do żywych irytują. Niech sobie będą, ale ta schematyczność jest dobijająca.
Jeśli miałby być solowy to tylko minimum +16. Marzenia. Ale kto wie, ponoć nic nie jest niemożliwe.
Właśnie to miałam na myśli. I liczę na porządne retrospekcje. 
/Mógłby zginąć w CW, żeby było bardziej dramatycznie i żeby Steve miał pretekst do rozpaczania. Później okazałoby się, że Bucky wcale nie zginął, ale za to Steve tak i teraz to Bucky mógłby dramatycznie patrzeć na zachód słońca. W IW cz. 1 okazałoby się, że Steve wcale nie jest martwy, wróciłby do akcji i przejął tarczę po tym, jak Bucky zginąłby po raz kolejny. I tak przez całą czwartą fazę, bo przecież byłoby to taak dramatyczne. I gdy w końcu jakaś postać zginie naprawdę, nikt nawet się tym nie przejmie. Już doszło do tego, że Marvel musiał wydawać oficjalne oświadczenie, że nie ożywi Pietro. 
/Prawdziwym marzeniem byłby serial od Netflixa. Mają o wiele lepszy, dojrzalszy i mniej komediowy klimat niż większość kinowego uniwersum. 
James, wciąż mnie nie rozumiesz. Nie mówisz, że nie masz, przynajmniej sobie nie przypominam, żebyś mówił, bo zazwyczaj otwarcie przyznawałeś, że masz z tym problemy. Nie mam możliwości weryfikacji, więc odnoszę się tylko i wyłącznie do swoich spostrzeżeń względem tego, jak mówisz, właściwie piszesz. Jasne, może siedzisz parę godzin zanim coś sklecisz, ale ja tego nie mogę wiedzieć. Biorę pod uwagę tylko to co jest tutaj, że tu tego nie widać.
Celowo tego nie rozwinęłam, bo byś się zamotał, a przy okazji ja. Zechcesz to sobie poszukasz co to jest, ale to raczej zbędna dla ciebie wiedza. Mówiłam o mowie i rozumieniu, więc założyłam, że się domyślisz, że to coś z tym związane. Myliłam się, zatem wybacz, postaram się nie używać trudnych pojęć.
To, że nie szukasz, nie znaczy, że ktoś nie może ci go dać. Tak po prostu dać. No i właśnie. Tu jest sedno sprawy. Stanie w martwym punkcie. Po co brać się za coś, co jest skazane z góry na porażkę, nie?
Dlaczego sądzisz, że wyszedłbyś na egoistę? To takie egoistyczne, że zagubiony i cholernie skrzywdzony człowiek potrzebuje pomocy i nie chce, nie może!, zostać sam? Już prędzej pasowałaby słabość. Bo to przecież takie niemęskie. To akurat rozumiem.
/Nie jestem lekarzem, nie jestem też psychiatrą. Wiem tylko tyle, że Hydra opracowała metodę, która pozwalała im lokalizować odpowiednie obszary w mózgu i wysyłać do nich elektryczne fale uderzeniowe o odpowiedniej mocy. Jeśli teczka nie kłamie, są to płat czołowy, jądro czy tam jądra podstawne i hipokamp. Po upadku doznałem poważnego wstrząsu, już wtedy miałem ponoć sporą amnezję, a oni nigdy nie pozwolili się temu uleczyć. I z ręką na sercu mogę przyznać, że wolałbym mieć problemy z wysławianiem się, z czytaniem, z językami i z całą resztą do końca życia, ale za to chciałbym wreszcie pamiętać i więcej niczego nie zapominać. Mógłbym oddać prawą rękę za to, by już nigdy nie patrzeć na swoje zdjęcie i nie zastanawiać się Dlaczego on ma moją twarz?, bo tego nie życzyłbym najgorszemu skurw... skurczybykowi.
/Od środka zżera mnie więcej rzeczy, niż możesz przypuszczać. Nie mówię o wszystkim, o części staram się nawet nie myśleć, bo zwyczajnie nie potrafię. A jeśli nie jestem w stanie zrobić nawet tego, nie mam pojęcia, jak miałbym to naprawić. Zwyczajnie nie wiem. Dlatego stoję ciągle w tym martwym puncie. 
/Cóż, może dlatego, że ja to... no ja, a to sporo komplikuje, tak prosto mówiąc. Nie mogę przecież powiedzieć, że zamiast wziąć młodą i wiać w cholerę, ma zostać, bo boje się znowu zostać sam. To byłoby samolubne. A tego, że po tym... wszystkim proszenie o kolejną pomoc jest dla mnie zwyczajnie upokarzające, nie będę nawet wspominał, bo pewnie usłyszę tylko, że to bezpodstawne.

13 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, spoko, zanim zginie trochę się pomęczy. Ile to panu Stanowi filmów zostało? Siedem? Według mnie opcja z zabiciem jest jak najbardziej sensowna. Trochę szkoda. Najchętniej zobaczyłabym WS w jakimś solowym filmie, w którym skrupulatnie przedstawiona zostałaby geneza tej postaci. Dla ludzi, którzy są niezaznajomieni z komiksami byłoby to doskonałe uzupełnienie szczątkowych informacji, które dostaliśmy. Chyba że w kolejnych filmach pojawią się rozbudowane retrospekcje, co jest bardzo prawdopodobne, ale to i tak za mało. Przynajmniej dla mnie.
Wiedziałam, że pochrzaniłam. 
/Pan Stan miał kontrakt na dziewięć filmów, więc zostało mu siedem lub sześć, jeśli będą liczyć pojawienie się po napisach w Ant Manie. Ale raczej siedem, bo w końcu scena jest częścią CW. 
/Gdyby poszli w stronę komiksowej śmierci, a raczej jednej z komiksowych śmierci Bucky'ego, bo ostatnimi czasy trochę się ich nazbierało, a mianowicie tej, gdy postanawia zachować się jak bohater i sam postanawia zmierzyć się z Skadi, choć doskonale wie, że to samobójcze posunięcie, mogliby zakończyć jego wątek dosyć efektownie i znacząco. Musieliby tylko zmienić przeciwnika. I zrezygnować z motywu "zabili go, ale uciekł", bo to już naprawdę stało się irytujące.
/Z jednej strony naprawdę chciałabym zobaczyć film o WS, ale z drugiej strony ograniczenia wiekowe, które Disney wprowadza do swoich filmów, mogłyby zniszczyć postać i genezę. Gdyby dać mu kategorię R albo chociaż +16, wtedy byłoby to prawdziwe cudo.
/W CW pojawia się postać o nazwisku Karpov. To znaczy, że możemy liczyć na jakieś retrospekcje.
James, myślimy o czym innym. Nie chodziło mi o zachowania czy lęki, ale o dobitne dowody na to, że jest jakaś patologia. Miałeś problem z przypominaniem sobie słów, ich doborem, okej, lewa półkula, któryś tam ośrodek. Z interpretowaniem słów też był problem, więc prawa. O to mi chodzi. Nie ma wyraźnych cech afazji, agnozji czy innych takich, które wręcz powinny istnieć przy tak dużych deficytach. Były, ale ustąpiły, a przynajmniej złagodniały. Pod tym względem jest dobrze.
Chciałabym powiedzieć ci coś, co będzie mądre, jednocześnie prawdziwe i właściwe, żebyś nagle poczuł się lepiej, ale takich słów nie ma. Jeśli tego nie przepracujesz, może być źle, ale myślę, że dobrze o tym wiesz. Tylko chyba trudno znaleźć sposób, żeby to wszystko przepracować.
Jak to z tobą jest, co? Nie potrafisz przyznać się osobie, której dana rzecz dotyczy, ale osobie postronnej już tak - mówię o tych "słabostkach", że zostaniesz sam, że się boisz, itd. Tak jest prościej? Bo to trochę wygląda tak, jakbyś szukał ujścia, ale okrężną drogą.
Myślę, że gdzieś w środku rozpacza cały czas, nawet cię nie widząc. To przykre, bo obydwaj cierpicie.
/A kto powiedział, że nie mam już problemów z językiem? Mówię, że nie mam, ale nie znaczy, że to prawda. Litery mieszają mi się do teraz, alfabetu nadal nie potrafię wyrecytować, ostatnio za cholerę nie mogłem przeczytać tekstu napisanego cyrylicą, a jak w końcu mi się udało, nic nie mogłem zrozumieć, choć do teraz rosyjski nie sprawiał mi żadnego problemu. O tym, że zawieszam się podczas rozmowy, nawet nie będę wspominał. Choć właśnie to zrobiłem. I serio, dobrze, że wiem, czym jest afazja, agnozja czy inne takie. Jeszcze bym czegoś nie zrozumiał.
/Nie szukam pocieszenia, wręcz przeciwnie. Wszystkie "będzie dobrze", "ułoży się", "mogło być gorzej" są cholernie irytujące. Wiem, że nie poczuję się lepiej, że nie będę już taki jak kiedyś, że mogę już pozostać chodzącą paranoją, ale nie będę z tego powodu rozpaczał, bo nic to nie da.
/Och, proszę cię, od dawna wiadomo, że wszystko robię okrężną drogą i komplikuję. Wiesz, taki mój urok. A mówiąc poważnie to cóż, w życiu nie przyznam jej się, że nie chce, by zostawiła mnie samego. Wyszedłbym na egoistę i ofiarę. Bardziej niż dotychczas.
/Powiedziałbym, że jakoś mi go nie żal, ale tego jednak tego nie zrobię.

Astrid Löfgren

N, czego by mu nie doradzano, i tak zrobi po swojemu. I do tego ze wszystkim sobie poradzi. Ewentualnie zginie.
Uh, aż nie wiem, który z nich byłby bardziej zachwycony współpracą. Chociaż panowie chyba się przyjaźnili, czy to znów mi się coś popieprzyło?
/Cóż, patrząc na to, co ostatnio dzieje się z nim w niemal każdej serii, opcja numer dwa jest jednak o wiele bardziej realna. A skoro pan Stan mówił w jakimś wywiadzie, że Bucky to tak naprawdę ciągle tylko człowiek i może zginąć, trzeba zacząć się bać o to, jak skończy w MCU.
/Nie nadużywałabym słowa "przyjaźń" gdy chodzi o pana Barnesa. Z Daredevilem łączyło go głównie to, co z całą resztą jego znajomych- Matt kręcił z Natashą, a Bucky jako WS próbował go zabić. Norma.
James, a ja jednak będę dobrej myśli mimo tych chipów.
Nie mówię, że tego nie ma. Jestem przyzwyczajona, że uszkodzenie takiej i takiej struktury daje takie i takie objawy. Tak mnie nauczono. U ciebie w zasadzie tego nie ma, stąd ta uwaga. Nie wiem, czego to jest wynikiem, ale to dobrze. Naprawdę dobrze.
Albo odjęcie jednego dożywocia, gdybyś uronił parę łez. Myślisz o sobie czasem, że jesteś przeszyty złem do szpiku kości?
No jak wszyscy szczęśliwi? Niewdzięcznik. Steve by rozpaczał. Znowu.
Tak poważnie to nie wydaje mi się, żeby to było sprawiedliwe, ale ok, co człowiek to pogląd.
/Za każdym razem, gdy wchodzę do jakiegoś pomieszczenia, zaczynam rozglądać się za podsłuchami, kamerami, ładunkami, zaczynam analizować, układać w głowie plan tego, jak mógłbym użyć przedmiotów, które tam są. Zawsze mam więcej niż jedną opcję. Idąc ulicą, patrzę w okna, szukam snajperów i zasadzek, przyglądam się ludziom i czekam, aż któryś z nich zaatakuje, bo każdy z nich jest potencjalnym zagrożeniem. Gdy widzę psa, nie mogę wyrzucić z przed oczu obrazu bydlęcia, które na mnie poszczuto i zakładam, że każdy kolejny pies zrobi to samo. Gdy widzę dziecko, mam obraz strzelania w głowę jednemu z nich, by jego ojciec zaczął gadać i mam ochotę zwymiotować. Jeśli mam kontakt z jakimś człowiekiem, patrzę na niego i myślę o tym, jakie mogą być jego słabe strony i jak można by go zlikwidować. Nie ważne jak bardzo się staram, nie mogę wyrzucić tych myśli z głowy. Jestem też gościem, który poraził kobietę prądem, bo niemal dostał ataku paniki, gdy go dotykała, a nie chciał się do tego przyznać. I który boi się tego, że znowu zostanie sam. Tak, jest ze mną naprawdę dobrze, nie mam ku temu żadnych zastrzeżeń.
/Może nie jestem w swoich oczach zły do szpiku kości, bo w końcu mam wyrzuty sumienia, a źli ludzie raczej ich nie mają, ale... dobry też nie jestem. Ciężko mi to ocenić, nie jestem w końcu zbyt obiektywny.
/Powinien rozpaczać. Czasem mam ochotę spotkać się z nim tylko po to, by mógł dokładnie przyjrzeć się temu, co zostało z jego przyjaciela, z pełną świadomością, że to także jego, cholerna, wina.