1 grudnia 2015

Astrid Löfgren

Natasha, jak wyglądają obecnie twoje relacje z resztą grupy? Z kim najlepiej się trzymasz?
Ponoć robi się gorąco w kwestii obdarzonych, jak to ładnie Stevie nazywa "odmieńców". Jaki masz stosunek co do tego wszystkiego, co się wokół nich dzieje?
/Nadal najlepiej współpracuje mi się z Rogersem i Wilsonem, ale coraz wszyscy zgrywamy się coraz lepiej. 
/Steve teoretycznie także zaliczany jest do tej grupy, więc czuje się z nimi bardziej związany i wrażliwszy w tej kwestii niż reszta zespołu. Wyłączając Wandę. oczywiście. 
Osobiście uważam, że należy nawiązać współpracę z chętnymi do tego jednostkami, a tę część, która nie będzie chciała jej podjąć - spacyfikować. Po Meksyku, po Nowym Jorku, Londynie, Waszyngtonie i Sokovii nie możemy już pozwolić sobie na podobne incydenty, więc należy działać zapobiegawczo.
Podoba mi się takie podejście. Szkoda tylko, że wiara w sens nie pomaga w uspokajaniu się, skoro sięgasz po ostrzejsze środki.
I trzeba te wszystkie sześćset micwot przestrzegać? Tak ściśle?
Cóż, jak dla mnie to takie trochę masło maślane. "Usprawiedliwione" zabójstwo to wciąż zabójstwo, nieważne czy ofiarą jest szary człowiek czy zbrodniarz. Fakt, może inne zasady, pewnie zostałoby wybaczone, ale jakim trzeba by było być człowiekiem, by się tego podjąć? To tak jak z tą kradzieżą: potępiasz morderców, ale sam się nim stajesz w chwili dokonania "wyroku" w imię szeroko pojętej sprawiedliwości. Dość kontrowersyjna zasada.
No to nie wiem dlaczego uważasz tę próbę za głupią. To wcale nie jest głupie. Co tam możesz znaleźć? Liczysz na coś konkretnego, albo pamiętasz, co miałeś ze sobą tamtego dnia?
/Przez ostatni tydzień spałem może z dwie godziny i to zliczając wszystkie drzemki, i przyśnięcie z głową na kierownicy. Nie polecam, nie jest to zbyt wygodne. I spokojnie, wtedy akurat stałem na poboczu. Ale wracając, bo znowu chyba zbaczam z tematu. Nie mogę spać, wracam do uzależnienia od kawy i energetyków, a to źle, więc raczej nic dziwnego, że znowu miewam drobne problemy z uspokojeniem się. 
/Tylko ortodoksyjni żydzi tak robią. Spójrzmy na przykład na to - jeśli mężczyzna skończy trzynaście lat, nie może przebywać w jednym pomieszczeniu z niespokrewnioną z nim kobietą, która skończyła dwanaście lat. Mówię mężczyzna i kobieta, nie chłopiec i dziewczynka, bo po odbyciu bar micwy albo bat micwy, człowiek staje się dorosły. I ten zakaz jest absurdalny, bo i tak większość robi razem gorsze rzeczy, niż tylko przebywanie razem w jednym pomieszczeniu.
/Wymierzanie kary śmierci nie jest traktowane ani jako morderstwo, ani jako grzech. To spełnianie woli Pana. I tak, to trochę kontrowersyjne. 
/Bo to jest głupie. Taka moja opinia, mam prawo ją mieć. 
Pamiętam coraz więcej, ale nie aż tyle, nie takie szczegóły. Wiem tylko, że miałem wtedy przy sobie nieśmiertelniki, łańcuszek po ojcu i wydaje mi się, że dziennik. Zawsze nosiłem go przy sobie, więc wtedy też powinienem go mieć. Ale wątpię, by go zatrzymali.

N: Bucky naprawdę pisał dziennik i zawsze nosił go w kieszeni: klik i klik

Astrid Löfgren

James, no to jestem większą grzesznicą niż ty. Chyba bardzo na poważnie bierzesz kwestię wiary. Jest tak ze względu na to, że kiedyś byłeś żydem, czy przez to, że obecnie wiara coś dla ciebie znaczy? Tak szczerze.
To brzmi strasznie skomplikowanie.
Ale chyba musi zostać przeprowadzony jakiś "proces", prawda? Czy można sobie tak po prostu zabić kogoś, o kim się wie, że jest mordercą? Chyba się w to zagłębię w wolnej chwili. Wciągający temat.
Zakładasz ewentualność, że to się zmieni i poczujesz, że masz przy sobie w końcu coś naprawdę swojego? A może właśnie to chcesz spróbować osiągnąć?
Po czym to wnioskujesz?
/Kiedyś raczej nie byłem jakoś szczególnie religijny. Może nawet wręcz przeciwnie. Łamałem przykazania, nie przestrzegałem postów, w pełni świadomie grzeszyłem, robiłem wszystko na przekór, Jednak zmieniło się to, gdy poszedłem na wojnę. Wielu ludzi pytało wtedy "Gdzie jest Bóg?", a ja... ja po prostu chciałem wierzyć, że to wszystko ma jakiś sens, że nie dzieje się bez powodu. I nadal tak jest. Chcę wierzyć, że to, że wtedy przeżyłem, że nadal żyję, ma jakiś sens i do czegoś prowadzi, a nie jest tylko jakimś okrutnym żartem. To po prostu mi pomaga.
/Nie tylko brzmi skomplikowanie, ale też takie jest. Micwot, przykazań jest dobrze ponad sześćset. Sama koszerność jest problemowa.
/To też nie jest takie proste. Morderca sam zasługuje tylko na śmierć, ale skazać można go na nią tylko po spełnieniu określonych warunków. Po pierwsze: musiał istnieć niepodważalny dowód na to, że morderca był w pełni świadomy popełnianej zbrodni oraz tego, że za jego czyn grozi mu kara śmierci. Po drugie: musiały istnieć niepodważalne dowody, a najlepiej świadkowie, potwierdzający dokonanie zbrodni. Było jeszcze po trzecie, coś o tym, że wyrok nie mógł zapadać tendencyjnie. Wygląda to więc tak: Bóg powiedział "Kto rozlewa krew człowieka - tego krew będzie rozlana przez człowieka.", a ludzie bali się tego, że będzie to wykorzystywane w chęci dokonania na kimś odwetu, że będą padać fałszywe oskarżenia, więc zaostrzyli przepisy. 
/Można powiedzieć, że o to mi chodzi. Jedyne co teraz mam z tamtego... życia to dwa stare zdjęcia. Nawet nie całe. Dlatego mam nadzieję, a umiera ona ponoć ostatnia, że jeśli uda znaleźć mi się coś więcej, może to wszystko przestanie być tak obce.
/Tak mi się wydaje. Mam fragmenty wspomnień, ale niewiele to jednak daje, gdy nie wie się z jakiego okresu pochodzą. Albo czy w ogóle są prawdziwe. Dlatego wiele rzeczy po prostu mi się wydaje.

30 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, postrzegam to w podobny sposób. Gdyby on nie miał czystej karty dzięki panom, którzy zabawili się w bogów pamięci, to można by było mówić o niemalże klasycznym syndromie sztokholmskim. Ta sprawa wydaje się bardziej skomplikowana, bo on przecież niczego innego nie znał. Przynajmniej tak wynika z przedstawienia postaci w MCU. Coś tam przebłyskiwało, ale tak na dobrą sprawę to jedno wielkie nic. To faktycznie coś jak druga rodzina, tak jak powiedział ładnie pan Stan, bo to w końcu Hydra go "stworzyła" i "wychowała", odpowiednio programując. To jest naprawdę ciekawa sprawa.
Myślę, że nasz zaradny mister Hydry nieźle namiesza. 
/Właśnie to, że Bucky spędził ostatnie dziesięciolecia będąc otoczonym przez Hydrę, i nie mając żadnego kontaktu z innymi ludźmi i światem zewnętrznym jest tutaj dość kluczowe. Komiksowy Bucky był w... może nie tyle w lepszej, co raczej w mniej złej sytuacji, bo jednak czasem miał jakiś tam kontakt z innymi ludźmi, a i tak miewał dość poważne problemy z panowaniem nad gniewem. Gdy został Kapitanem, spotykało się to z jeszcze większym oburzeniem, bo jak to tak. Kapitan Ameryka z bronią palną, strzelający do ludzi i zabijający ich?! 
James, a czy jedno wyklucza drugie? Nie ważne, skąd cytat pochodzi, ważne, co zawiera. A to dość prosta i słuszna uwaga. Warto zachować otwarty umysł.
Olam ha-ba to zbawienie, tak? Wiesz, nie jestem wyznania mojżeszowego. Uważasz, że ta jedna z głównych zasad jest sprawiedliwa?
No i też między innymi dlatego twój zawód jest do dupy. Albo firma zła. Zależy jak spojrzeć. Neh, to idiotyczne paplanie, zignoruj.
Czyli wracasz po swoje rzeczy, dobrze rozumiem?
Założyłam, że jak uspokojenie to i jakiś rodzaj odprężenia także, ale okej, wszystko jasne. Stare czyli z jakich czasów?
/Wzywanie imienia Pana na daremno jest grzechem ciężkim, uznawanym nawet za cięższy od morderstwa, i niewybaczalnym. Dlatego zwróciłem na to uwagę. Nie z wrodzonej złośliwości czy chęci doczepienia się. Nie tym razem. Hipokryzja, bo do niej pijesz, jest grzechem popełnianym na swój własny rachunek, i takim, który może zostać wybaczony. Oczywiście w tym konkretnym przypadku jest inaczej, bo łączy się z grzechem niewybaczalnym, więc sama się taka staje. 
A jeśli chodzi o to, skąd pochodzi cytat - tak, to ma znaczenie. Przestrzeganie reguł jest przestrzeganiem reguł dopiero wtedy, gdy znamy kontekst, wiedzę i mamy pełną świadomość czemu mają one służyć. Ślepe przestrzeganie reguł także może być grzechem. Ślepe przestrzeganie reguł, które nie zaliczają się do micwot także może być grzechem. W tym przypadku tak nie jest, bo przekaz jest zrozumiały, ale tak ogólnie mówiąc. Bardzo ogólnie, bo sam miewam problemy z połapaniem się w tym.
/W pewnym sensie. Życie dzieli się na to w olam haze, i na to w olam ha-ba. Olam haze to życie obecne, ziemskie, a olam ha-ba to życie wieczne, którego doświadczyć może tylko oczyszczona dusza, która uzyskała przebaczenie i odpokutowała grzechy w gehennie. Wyjaśniam, bo teraz już wiem, że wyznania mojżeszowego nie jesteś - to taki czyściec. 
Akurat z tą zasadą się zgadzam. W pełni. Tora nie tylko zabrania morderstwa, ale też nakazuje wykonania w tym przypadku kary śmierci. Morderca nie zasługuje na życie, więc odebranie go jest w tym przypadku dozwolone i sprawiedliwe.
/Można tak powiedzieć, choć teraz nie czuję, by naprawdę były moje. I to jeden z moich największych problemów. To wszystko nie jest moje, jest obce.
/Pamiętasz opowiastkę o słoniu i łańcuchu? Czasem muszę sobie przypominać o łańcuchu. Ale wiem, że robiłem to już prędzej, przed tym wszystkim. A przynajmniej tak mi się wydaje. 

Rozpoczęcie tygodnia Natashy Romanoff/Black Widow!

W dniach 30.11-04.12 będzie możliwość kierowania pytań również do Natashy Romanowej aka Black Widow!

Astrid Löfgren

N, albo spieprzają wszyscy przed policją, bo kojarzę, że mignęły światła gdzieś za Steve'm. Aż sobie chyba odświeżę pamięć.
O lokacjach już poczytałam. Wielkie szczęście, że są ludzie, którym się chce analizować wszystko krok po kroku.
Mi się wydaje, że on będzie balansować na granicy tego syndromu, tak samo jak będzie balansować gdzieś między WS a Bucky'm. Z pewnością nic nie będzie oczywiste. 
/Jego powiązanie z Hydrą nie musi do końca być ukazane właśnie w taki sposób. Bucky może być po prostu do szpiku przesiąknięty jej metodami, co może się przekładać na brutalność w działaniu. Może to właśnie on uszkodził Rhodeya? W końcu odkrył, że trzeba zniszczyć reaktor, by rozbroić zbroję. A reaktor w zbroi Rhodesa był zniszczony. Zapewne nie bez powodu te dwie sceny zostały ukazane koło siebie, a Bucky strzela smutną minkę, gdy Steve nazywa go swoim przyjacielem.
James, a cię może zaskoczę: "Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz.", a więc proszę mnie tu nie pouczać, proszę pana. A to nie jest tak, że im więcej grzechów różnej maści, tym gorzej? Więc teoretycznie im więcej ich popełniasz, tym dalej jesteś od zbawienia.
Masz na myśli ludzi, których litościwie zabijałeś, i którzy chcieli ci zapłacić za życie, czy o ludziach, którzy ci coś zlecali? Bo ja o tej drugiej formie zarobków mówiłam.
Czemu głupie? Co chcesz tam odnaleźć?
Naprawdę pomaga? Tak, że faktycznie czujesz odprężenie?
/Znasz, Nowy Testament, bardzo się cieszę. Tylko mam jedno zasadnicze pytanie - dlaczego cytujesz mi Nowy Testament? Wiesz, że nie jestem chrześcijaninem, prawda? 
Są różne grzechy. Niektóre z nich, znaczna większość może zostać wybaczona, a dusza po odbyciu pokuty w gehennie, będzie mogła dostąpić olam ha-ba. Ale są też winy, grzechy, zbrodnie, których się nie odpokutuje i nigdy nie uzyska się przebaczenia. Tylko skrzywdzony człowiek może wybaczyć temu, kto go skrzywdził, a człowiek zamordowany przecież nie może już tego zrobić. Dlatego morderstwo czy samobójstwo nigdy nie zostaną wybaczone. Powiedziane zostało wprost, że "Bóg nie wybaczy". To jedna z głównych zasad. 
/O tym pierwszym. Ci drudzy płacili i to całkiem sporo, ale Hydrze, nie mi. 
/Bo to jest głupie. Najprawdopodobniej nic z tego, co miałem wtedy przy sobie nie było im potrzebne, więc zwyczajnie wyrzucili to jak nic niewarte śmieci. 
/Słowem nie wspomniałem o odprężeniu. Powiedziałem tylko, że to pomaga mi się uspokoić. Stare nawyki.

29 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, a jeśli byłoby odwrotnie, czyli że Steve z Bucky'm hasaliby za BP, to jaki mogliby mieć ku temu powód? Jakoś ciągle nie potrafię sobie takiej wersji wytłumaczyć.
Nigdy bym na to nie wpadła. Chyba muszę poszukać więcej informacji, których sama w życiu nie wyłapię. 
/Najbardziej prawdopodobną wersją jest jednak ta, że T'Challa biegnie za Bucky'm, a Steve za T'Challą. Ma to największy sens, bo Winnie i Cap faktycznie nie mają powodu do ścigania go. Chyba, że Pantera prędzej by ich zaatakował, a potem próbował uciec. 
/Jeśli zwróci się uwagę na napisy z szyldów i reklam, tablice rejestracyjne albo na otoczenie, można zauważyć, że akcja dzieje się właśnie w Bukareszcie, w Lipsku, w Niemczech (najprawdopodobniej w Berlinie) oraz we Włoszech lub Hiszpanii (napis "farmacia"). 

/Do tego pan Stan określił relację Bucky'ego z Hydrą jako:"they are like his second family". Czyli zapowiada się na syndrom sztokholmski. 
James, "dzięki Bogu", chciałoby się powiedzieć. Jakoś mnie nie przekonałeś, wciąż jestem bardziej pewna niż niepewna swego. Nie licytujmy się, to bez sensu.
Do dupy ten twój zawód. Nie dość, że ryzykowny, to jeszcze nikt ci za robotę nie płaci.
Co w tym archiwum może być?
I wiedziałeś, że na pewno wytrzymasz tę, można powiedzieć, próbę i zachowasz względny spokój?
Wściekły na siebie?
/Nie wzywaj imienia Pana twego nadaremno. Nie w tak błahej sprawie. Wiem, wiem, sam czasem to robię, ale mam już na sumieniu tyle grzechów, że i tak nie pogorszę sprawy. Nie da się.
/Ależ niektórzy chcieli płacić i to hojnie, Jednak szybko wbijałem im do głowy, że próby przekupienia mnie to dość... kiepski pomysł, który przynosi skutki odwrotne do oczekiwanych. Ale zabawnie było na to patrzeć. Byli tak cholernie żałośni. 
/W czterdziestym piątym trzymali mnie tam przez... chwilę, tuż po tym, jak mnie znaleźli. Ciężko jest mi określić, czy trwało to kilka dni, tydzień, czy miesiąc, ale wiem, że potem przewieziono mnie na Ukrainę. Nie chodzi mi tutaj teczki czy raporty, a raczej o... nieważne, to głupie. Nawet jak na mnie.
/Potrafię się kontrolować, gdy wiem, że muszę. Jeśli wiem, że nie mogę tego z siebie wyrzucić, wyżyć się na czymś lub na kimś, robię to na sobie. Takie choćby ściskanie ostrego przedmiotu w dłoni, gaszenie papierosa na skórze czy wyłamywanie palców. To pomaga mi się uspokoić.
/Na siebie, na Zole, na Hydrę, na Rogersa. Na wszystkich. 

28 listopada 2015

Rakshasha

Naprawdę nie wiem, co oni mają w głowach z tymi tłumaczeniami tytułów, zawsze coś dziwnego wymyślą ;/ To, że byli dobrymi przyjaciółmi, sprawia, że cała ta koncepcja wydaje mi się jeszcze bardziej nieprawdopodobna, zwłaszcza, że Cap wtedy zginął (dobrze kojarzę?). W MCU podoba mi się, że poszli w te bardziej osobiste motywy - tytuł Your Bucky tak bardzo by pasował ;p - i wszystko jest podszyte tym budującym się już w poprzednich filmach napięciem między Stevem i Tonym. Nie czytałam jednak komiksów, więc trochę błądzę w mgle, tak to porównując, za co przepraszam xd Jestem naprawdę bardzo ciekawa, czy "So was I" Tony'ego odnosiło się do wypowiedzi Steve'a jak w trailerze, czy będzie to coś innego i jak dokładnie to Russo przedstawią. I czym spowodowany był ten niezwykle wściekły atak Bucky'ego na jego reaktor, jednak było to wyjątkowo agresywne i jakaś teoria się tworzy z tyłu głowy. Rany, jak dobrze by było, gdyby nam nie odpowiedzieli na te pytania w następnych trailerach...
Ależ nie zniszczyłaś, spokojnie, i tak będę oglądać w oryginale xD Ugh, o tym nie musiałaś przypominać ;p Ale poza tym pan Stan bez koszulki mi bardzo odpowiada ^^
Trzymam za to kciuki bardzo mocno! Ale za ponowne wpadnięcie Bucky'ego w łapy Hydry już nie - proszę, niech tak nie będzie ;_; I ta scena z helikopterem w trailerze, i komentarz braci Russo do tej sceny... boję się ;_;
Haha, dokładnie, zabrzmiało to trochę dziwnie xD Pierwsze spotkanie po latach, a on wali żarty o matce, cóż za Bucky żartowniś ;P
Ooo, to na Komandosów czekam z niecierpliwością!
/Komiksowe CW w bardzo wielkim skrócie wyglądało tak:
- New Warriors (niewytrenowana grupa bohaterów) doprowadza do wybuchu, który kończy się śmiercią kilkuset osób,
- rząd się burzy i robi ustawę o rejestracji nadludzi, 
- Johnny Storm ląduje w szpitalu po tym, jak napadli go cywile
- Tony (razem z m.in. Reedem Richardsem, Hankiem Pymem i Carol Danvers) popiera rejestrację, chcąc wynegocjować jak najlepsze warunki dla superludzi,
- Steve nie popiera rejestracji, nawiązując m.in. do rządów Hitlera i Holocaustu,
- SHIELD spaprało sprawę, ponieważ chcieli aresztować Steve'a zanim Tony zdążył wyjaśnić mu to, dlaczego popiera rejestrację,
- rozpoczyna się walka
- Tony nie chce walczyć, chce pogadać, ale Steve jest na nope, więc dalej walczą,
- klon Thora (który w tym czasie w komiksach nie żyje, a samego klona stworzył Stark) zabija ówczesnego Goliatha (Clinta),
- Sue Storm, która była po stronie męża, przechodzi wraz z bratem na stronę Rogersa,
- Peter Parker był po stronie Tony'ego i ujawnił się (JJ Jameson spadł pod biurko z wrażenia ^^) na żywo w TV, jednak, gdy dowiaduje się, że osoby niepoddające się rejestracji wtrącane są do Negative Zone, przechodzi na stronę Rogersa,
- Steve i Tony spotykają się, żeby pogadać, ale nie bardzo im to wychodzi,
- bohaterowie stojący po stronie Capa napadają na budynek Baxtera (siedzibę Fantastycznej Czwórki), w którym znajduje się wejście do Negative Zone. Okazuje się jednak, że w ich szeregach jest szpieg- Tigra, która ostrzega stronę Starka. Okazało się też, że i w drużynie Tony'ego jest szpieg- Teddy Altman, który z kolei ostrzegł stronę Steve'a. Dzięki niemu uwolnili oni część bohaterów z Negative Zone.
- bitwa zostaje przeniesiona na ulice Nowego Jorku,
- Vision powoduje, że zbroja Tony'ego jest bezużyteczna, dzięki czemu Steve mógł go ostro poturbować,
- potem dzieję się to: klik (wcale nie mam skojarzeń to końcówki CA:WS, nope, wcale),
- Steve jednak nie dociera na rozprawę, ponieważ zostaje postrzelony przez Crossbonesa i dobity przez Sharon Carter,
- Tony płacze nad ciałem Capa, mówiąc, że nie było warto.
/A więc przechodząc do sedna - Tony nigdy nie przestał być przyjacielem Steve'a. Opowiedział się za rządem, by móc wynegocjować jak najłagodniejsze warunki rejestracji. Dlatego też został dyrektorem SHIELD, dlatego próbował rozmawiać ze Steve'm, przedstawić mu swoje argumenty. Steve też nadal widział w Starku przyjaciela, dlatego w swojej ostatniej woli prosił go o zaopiekowanie się Bucky'm. Bo wiedział, że mimo wszystko Tony to jego przyjaciel i nie skrzywdzi Barnesa. I miał rację. Oczywiście pomijając to, że przy pierwszym spotkaniu niemal się nie pozabijali, ale to raczej wina Bucky'ego. W MCU jest zupełnie inaczej. Ta dwójka żarła się od samego początku i ich relacja przypominała bardziej bycie kumplami z pracy niż przyjaźń.
/A jeśli chodzi o pana Stana bez koszulki- mnie ciągle ciekawi to, kto pełnił tę jakże ważną funkcje, jaką było depilowanie Winter Soldiera. Mógł być nieogolony, ale klatę to miał wzorowo wywoskowaną :P
/Scena w której Steve trzyma odlatujący helikopter jest świetna. W końcu pokażą, że naprawdę jest supersilnym nadczłowiekiem, a nie tylko "mięśniakiem na sterydach".
/Od razu żartowniś. A może mama Rogers była bardzo przystojną kobietą, którą Bucky lubił podziwiać za szczenięcych lat i dlatego potem, na wojnie wgapiał maślane spojrzenie w Steve'a? Nie, dobra, koniec z tumblrem.
Masz jakiś sposób na radzenie sobie z tymi trudniejszymi chwilami? Mimo wszystko cieszę się, że nie trzymasz tego całkowicie w sobie, bo to też potrafi być bardzo niszczące. Dobrze przeczytać, że pozwalasz sobie czasami na poczucie tych emocji chociaż troszkę.
Sypiasz już lepiej niż wcześniej? Pamiętam, jak wspominałeś, że było z tym bardzo kiepsko. Tylko jakoś nie chce mi się wierzyć, że jesteś w stanie cały czas być w ruchu i realizować plan, nie dajesz sobie chociaż chwilki wytchnienia? Jakiegoś relaksu? I pytam tak ogólnie raczej, bo teraz chyba masz bardzo napięty grafik. Szykujesz coś wielkiego? Tak trochę to brzmi. 
/Czasem, jeśli jestem sam, pozwalam sobie na... no na danie się ponieść emocjom. Zazwyczaj staram się jednak trzymać to w sobie, bo zwyczajnie tak jest prościej. Łatwiej jest mi utrzymać się w ryzach, łatwiej jest podejmować niektóre decyzje, chłodno kalkulować. 
/Ostatnio znowu sypiam gorzej. Można powiedzieć, że prawie wcale, ale to nie problem. Mogę nie spać przez kilka dób, zanim zacznę odczuwać poważne skutki. Jeśli odpowiednio się... podkręcę, mogę ciągnąć bez snu nawet ponad tydzień. Znów jestem sam, więc mogę sobie na to pozwolić. 
A relaks to marnotrawstwo czasu. Są ważniejsze rzeczy.
/Nie szykuję niczego spektakularnego. Zwyczajnie zrobię swoje i wrócę do robienia tego, co wcześniej. Nadal mam długą listę.

27 listopada 2015

Astrid Löfgren

N, chyba wolałabym jednak nie mieć racji. Jestem cholernie ciekawa, o co w tym chodzi. Masz jakiś pomysł?
Cierpliwie będę czekać na moment, w którym mu się trochę upiecze. 
/Już dawno pojawiła się plotka, że w MCU to Winnie jest odpowiedzialny za zabicie ojca T'Challi. Bardzo prawdopodobne jest to, że właśnie z tego powodu Pantera go ściga. Bucky mógł też trochę narozrabiać w Wakandzie podczas jednej ze swoich ucieczek, co także z oczywistych względów wkurzyłoby Panterę.

 I tak bajdełejem - scena, w której Bucky jedzie na motorze, toczy się w Rumuni, a dokładnie w Bukareszcie. Wiadomo to, dzięki tablicom rejestracyjnym jadących tam samochodów.
James, już nie musisz potwierdzać. Ciocia Astrid i tak wie.
E tam, pieprzysz. Według mnie wcale nie jest taki zły, choć wydaje się dość ryzykowny.
Przed każdym. Przed sobą także. Prościej już nie umiem.
A po co to ruszać, skoro i tak jest to opuszczone miejsce? Wydaje mi się, że gdyby było tam coś istotnego, to już by tego tam nie było. Chyba że chodzi ci o zwykłą pewność, że zgarnąłeś wszystko, co się dało. Zresztą, o czym ja mówię, ci dziwni panowie słabo zadbali o swoje archiwa.
Bałeś się, że nie wytrzymasz i do niej podejdziesz?
Myślę, że mogłeś czuć się gorzej niż przez te wszystkie lata zniewolenia. Może wiele się nie mylę, ale ciężko to sobie wyobrazić. Mogłeś też poczuć szczęście - wydaje się to paradoksalne, ale szczęście, że ją widzisz całą, powiedzmy zdrową, otoczoną kochającymi ludźmi. Trudno przewidzieć.
/Z tego co mi wiadomo, nie jesteśmy spowinowaceni, moje drogie dziecko. I zawsze mogłem zaprzeczyć, nie bądź więc też tak pewna swego. 
/Jeśli chciałbym unikać robienia ryzykownych rzeczy, musiałbym siedzieć na tyłku w schronie pośrodku niczego. I tak doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mogą znaleźć mnie za miesiąc, za tydzień, a nawet jutro. Że następnym razem mogę już  nie dać rady uciec. Ryzyko wpisane jest w ten zawód.
/Dla nich mogą być to zupełnie bezwartościowe rzeczy, którymi nie zaprzątali sobie głowy podczas ewakuacji, i po które zwyczajnie nie opłacało im się wracać, ale dla mnie istotne są nawet najdrobniejsze szczegóły. Chcę to mieć. Po prostu. 
/Wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Im dalej trzymam się od niej i jej rodziny, tym lepiej. Poza tym, i tak by mnie nie poznała, nie uwierzyłaby, że to ja. Minęło zbyt wiele czasu, a ja jestem martwy. Powinienem być.
/Byłem wściekły. Powinienem był wrócić tak, jak obiecałem. Powinienem był być tam, przy niej, przy nich przez te wszystkie lata. Ale nie mogłem, bo zabrali mi cholerne siedemdziesiąt lat

Astrid Löfgren

N, kurczę, czyli to nie plecaczek a przenośna zamrażarka. Ma chłopak łeb do interesów.
I jeszcze wyskakuje z budynku wbrew przepisom BHP. Co za zły człowiek.
Tak też może być. W sumie nie wiem dlaczego odebrałam to tak, że to Bucky ucieka przed BP, a Steve chce dorwać BP, żeby ten nie dorwał Bucky'ego. Może mi się klimat Stucky udziela, że wszędzie widziałabym ratowanie tyłka Bucky'emu.
To może w #18 dostanie po tyłku tak trochę mniej? :P
/No ba, że tak. Przenośna zamrażarka, suszarka, prostownica, lokówka, szczotka i grzebień, nożyczki (dzięki temu ma tak równiutko podcięte włoski), zestaw do makijażu (tym razem wodoodporny) i wosk. Widocznie użyczył plecaczka Steve'owi, który w jednej scenie był umorusany, a w drugiej już promieniał. 
/Bucky ma już naturę księżniczki, którą trzeba wyciągać z opresji i nic tego nie zmieni. Dlatego pewnie to ty masz rację i Steve pędzi go ratować. Tylko zamiast białego konia ma czarną panterę.

/Jeśli zamienię #18 i #19 miejscami to tak, dostanie po tyłku trochę mniej. Ale potem przestanę go dręczyć, słowo. 
Sharon, jak już o Peggy mowa, to jak ona się ma?
/Nie jest lepiej i raczej już nigdy nie będzie, ale nie jest też gorzej. To plus.  
James, Yelena, zgadza się?
Wiesz, dla mnie każda rzecz, której sama bym nie zrobiła, a uważam ją za dobrą i ważną, jest w pewien sposób heroiczna. To właśnie takie według mnie jest, nie musisz się z tym zgadzać. Dlaczego sądzisz, że kiepski?
Żeby zbudować, a raczej umocnić swoją pozycję na przykład. Dzięki pochlebstwom czy czemuś takiemu, co nie powodowałoby wcale, że wiele na tym zyskasz. Nie chodzi mi o sens materialny, do którego ten frazeologizm się zazwyczaj odnosi.
A co jest w tym porzuconym kompleksie tuneli, że tak bardzo ci zależy? To właśnie te tunele chcesz wysadzić?
Wiedziałeś skądś wcześniej, że Becca tam przychodzi co tydzień? Poczułeś coś jeszcze prócz bólu (i co potrafisz nazwać)?
/Rękę może i mam jedną, ale palców pięć. Przynajmniej na tej jednej ręce, bo ich liczba na reszcie kończyn nie jest już tak podręcznikowa. Nie, dobra, brakująca liczba palców to kiepskie zagadnienie do zmiany tematu. Nawet jak na mnie. Ale i tak nie potwierdzę.
/Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to jest kiepski sposób i zapewne w końcu jakoś to spieprzę. Jak zawsze. To akurat potrafię.
/A przed kim chciałbym umocnić swoją pozycję w taki sposób? Pytam całkiem poważnie, mam dziś problemy ze skupieniem się, mów więc prosto.
/Uciąłem sobie milą pogawędkę ze... starym przyjacielem i jeśli nie łgał - a bardzo uprzejmie zwróciłem mu uwagę, by lepiej tego nie robił - pozostała tam część archiwów. I właśnie tam chcę się dostać. Jeśli jednak okaże się, że tylko zmarnuję czas i niczego tam nie będzie, nie wysadzę korytarzy, a wrócę do mojego przyjaciela i wepchnę mu ten granat do gardła. 

/Dowiedzenie się tego nie było trudne, robi to od lat. Chciałem zobaczyć ją chociaż z daleka, dlatego poszedłem tam akurat wtedy, gdy wiedziałem, że tam będzie, a nie w nocy, by nikt nie mógł mnie zobaczyć.
/To moja młodsza siostra. Jak myślisz, co mogłem czuć? 

Rakshasha

Niestety, jednak najbardziej chodzi o pogłos, a nie oddanie prawdziwego znaczenia. Chociaż, jak wspominali Russo, mimo wszystko w filmie będzie więcej samej walki między bohaterami, tej bardziej osobistej, niż prawdziwej wojny domowej, więc tytuł nie jest też aż tak zły, jakby mógł być. Tylko te małe litery... Heh, ale nasze tłumaczenia się nawet nie umywają do tych niemieckich, nieźle.
Aaach, faktycznie, toż to Po, a nie mogłam skminić, skąd kojarzę xD Oj, teraz to będę mieć przed oczami, dzięki, N ;p
Niby mówili, a jednak trochę się bałam, czy faktycznie tak będzie. Takie pomiędzy to teraz najlepsze, co mogą zrobić dla jego postaci, bardzo bym chciała, by widocznie pokazali to wahanie. I też się z tego przeogromnie cieszę, N, może nasze nadzieje się spełnią! Oho, coś konkretnie na to wskazuje, że zostanie wykorzystane? Trochę mnie to przeraża, szczerze mówiąc, chociaż jakaś teoria mi się już tworzy w głowie...
Nie zauważyłam, ale jak teraz o tym wspomniałaś, to faktycznie mamy lekką powtórkę z historii. I świetnie, fajne nawiązanie ^^
Żeby faktycznie mu został...
 Buhahaha, naprawdę wybuchnęłam śmiechem, jak to zobaczyłam, genialne xD Będę musiała skombinować taką czapeczkę na premierę ;D
/Jednak Civil War to jeden z najbardziej znanych znanych eventów Marvela, który w Polsce wydawany był jako Wojna Domowa. Skoro już raz przetłumaczyli tytuł, mogli pozostać przy tej wersji. Tym bardziej, że w CW największe znaczenie miał sam rozłam wśród bohaterów, a nie wojna sama w sobie. I tam stanięcie przeciwko sobie Steve'a i Tony'ego było o wiele bardziej emocjonalne i osobiste niż w MCU, bo byli prawdziwymi przyjaciółmi. Najbardziej pokazuje to zakończenie- spowiedź Starka nad ciałem Kapitana. Tony przyznawał, że żałuje, że chciał dobrze, że tak naprawdę nie było warto. 
/Ależ nie ma za co! Nie tobie pierwszej zniszczyłam ten film - przypomnę o sutku z CGI ^^
/Braciom Russo można raczej wierzyć, bo dotychczas wszystko, co mówili się sprawdzało. Więc jeśli mówią, że to wahanie będzie widoczne, tak właśnie będzie. A jeśli chodzi o "sputnika" to póki co nie ma żadnych konkretów, prócz tego, że najprawdopodobniej w taki sposób Bucky trafi w łapy Zemo/Hydry.
/Rhodey raczej zostanie tylko poważnie poturbowany, ale jednak żywy. Nie wierzę w to, że tak ważny spojler pojawiłby się już w pierwszym zwiastunie.
+ klik :P

/A jeśli chodzi o wspomnienia Bucky'ego - planuję jeszcze kilka takich notek w przyszłości. W kolejnej prawdopodobnie pojawią się Komandosi :)
Hej, James, jak dni mijają? Trzymasz się jakoś? Już wziąłeś się za przygotowania do planu, czy jeszcze odpoczywasz(o ile w ogóle odpoczywałeś)?
/Czy się trzymam? A mam jakiś wybór? Nie bardzo mogę pozwolić sobie na skulenie się w kącie i szlochanie nad tym, jakie wszystko jest popieprzone. A przynajmniej na robienie tego wszystkiego jednocześnie. Osobno to już co innego.
/Odpoczywam, gdy śpię. Marnowanie czasu na bezczynność za bardzo by mnie opóźniło, a na to nie mogę sobie pozwolić. Trzymanie się planu i samodyscyplina są najważniejsze.