6 grudnia 2015

Astrid Löfgren

James, a jeśli się wyłączy rąsia, a ty akurat nie masz możliwości odpocząć, to co? Pozostaje tylko utrata przytomności i choć minimalna regeneracja, żeby się włączyła?
Kolejny pozytyw, czyli że co? Że szesnaście miesięcy udaje ci się samodzielnie funkcjonować?
Chociażby poprzez próbowanie bycia uważnym na swoje wnętrze, czucie ciała. Próbowanie nazwania tego, co się czuje. Próbowanie zrozumienia, skąd to się bierze i co takie stany wywołuje, konkretne sytuacje, konkretne reakcje, które ułatwiają rozpoznanie uczucia; co możesz z tym zrobić. Tak jak dziecko, tylko że bez pomocy, niestety. Chodzi o rozwój.
/Po prostu, gdy jadę już na rezerwach, proteza automatycznie przestaje działać, by jeszcze bardziej nie obciążać organizmu. Nie do końca jednak to przemyśleli, bo nieaktywna i bezwładna jest uciążliwa jak diabli. Ale to już nie był ich problem. I włączy się z powrotem dopiero, gdy naładuję baterię. A że jestem już wtedy na wyczerpaniu to cóż, zazwyczaj kończy się do omdleniem. Co jest uciążliwe jak cholera.
/Raczej chodziło mi o to, że minęło prawie półtora roku, a ja nie... ym... Wiem, że miałem coś konkretnego na myśli, ale jakoś wypadło mi z głowy. 
/I wszystko jest już jasne. Wystarczy tylko, że zrozumiem to, czego nie rozumiem, dowiem się tego, czego nie wiem, i nauczę się nazywać rzeczy, których nazwać nie potrafię. Prościzna.

5 grudnia 2015

Avada Simpson

uch.. powiedzmy że temat Gwiezdnych Wojen jest już zakończony. Co ty na to?
Odpowiadam trochę później, więc muszę ci powiedzieć że #16 skradło moje serce ^^
To ja zaczęłam oglądać jakoś w połowie 2 sezonu. Też najbardziej lubię Rumplestiltskina, ale ulubiona postać żeńska to Ruby \ Czerwony Kapturek. Co sądzisz o grze Pana Stana? (Przyłapałam się na tym że gdy mówię o jakimś aktorze, to dodaję zawsze pan przed nazwiskiem. Skutek uboczny czytania twoich dzieł :D)
To jeszcze napełniło mnie przerażeniem. Buckyś poradzi sobie sam. Ale czy będzie hmm... z nim ok? Tak duchowo? 
/Naprawdę brakuje mi Jeffersona w OUaT, bo była to naprawdę świetna postać i wielka szkoda, że twórcy nie chcą zrobić recastingu. Jasne, pan Stan był świetnym Kapelusznikiem, ale nie ma co się łudzić, że wróci do serialu. A z innym aktorem można by poruszyć temat np. matki Grace, bo ciekawi mnie to, kim była, i jak zginęła.
/Naprawdę cieszy mnie to, że Ruby (i Mulan! Mulan jest boska) pojawiła się w odcinku "The Bear King". Przynajmniej dla nich warto było go oglądać. 

/A czy z Bucky'm będzie ok? Cóż... zerknij na #17 :P Bardzo cieszę się też z tego, że #16 się spodobała.
 I powiem tyle - Yelena jeszcze kiedyś wróci.
Taak, niby masz rację. Właściwie masz całkowitą rację, i teraz to moje stwierdzenie wydaję mi się głupie.
Poczułam się okropnie głupio, i niekomfortowo. Czasami nie myślę zanim coś napiszę. Przepraszam. Wcale nie sądzę, że jesteś gościem który tylko wszystkich zabija. Po prostu kiedyś... torowałeś sobie drogę do celu i nie zważałeś na ofiary, i właśnie do tego się odniosłam. Teraz przez długi czas, przecież nikogo nie zabiłeś. Nie licząc agentów Hydry oczywiście. Zrobiłeś już bardzo dużo. Nie jesteś marionetką, potrafisz samodzielnie myśleć, i nie ulegasz wpływom. (Prawda?) Dajesz sobie bardzo dobrze radę. (Nie licząc spania.) Jeślibyś się postarał to odkryłbyś że potrafisz robić dobrze dużo innych rzeczy. Po za tym zrobić duże bum, to wcalę nie jest wielki wysiłek i często zdarza się przez przypadek.
Próbówka, jednak chyba lepsza rzecz niż twoje treningi. Bez urazy.
Koszmar, to nie do końca dobrane słowo. Po prostu masz pecha. Ale nawet tobie czasami zdarzały się lepsze momenty. Co by zmieniła twoja śmierć TERAZ? Nic.
Nie chciałam być nietaktowna. Czasami powiem coś co ma ci poprawić humor, a wychodzi źle. Przepraszam, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić i nie chcę.
Cholernie, ci nie wierzę.
/Nic dziwnego, że wydaje się głupie, skoro takie właśnie było. I nie ukrywam, że czuję satysfakcję z tego, że tym razem to nie mi wymsknęło się coś niestosownego, coś, co kogoś uraziło, albo wszystko spieprzyło. Poważnie, miła odmiana. 
/A skąd pewność, że nikogo nie zabiłem? Może odnalazłem dom Laury Brown, jednej z byłych agentek Hydry. Udało jej się uniknąć kary, mieszkała szczęśliwie w domku na przedmieściach z córką i psem. Wszedłem do domu tylnymi drzwiami, łatwo było wyłączyć alarm. Jej córka siedziała przy kuchennym stole. Zaczęła krzyczeć, gdy mnie zobaczyła. Brown zbiegła ze schodów, miała broń, ale mój widok przestraszył ją na tyle, że spudłowała. Zabrałem pistolet i przybiłem jej dłoń nożem do blatu, by się nie wyrywała. Potem posadziłem jej córkę po drugiej stronie stołu i oddałem Brown pistolet, pozostawiając jej tylko jeden nabój. Powiedziałem, że jej nie zabiję, jeśli zastrzeli małolatę. Że zostawię ją i odejdę. Była tak zdesperowana, że uwierzyła. Jej mała Abby płakała i błagała, ale ta zdzira wolała ratować własny tyłek i strzeliła jej prosto w głowę. Poderżnąłem jej za to gardło. A może nie zrobiłem żadnej z tych rzeczy, po prostu wymyśliłem wszystko na poczekaniu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że obie wersje są równie realne, co?
/Mam tyle samo siły, co Rogers. Jestem jednak lepiej wytrenowany, co daje mi przewagę. A raczej dawało, bo z najlepszego zabójcy na świecie zmieniłem się w... to, czym jestem teraz.
/Nie radzę podejmować prób rozbawienia mnie, bo zazwyczaj nie kończą się one tak, jak powinny. Mało rozrywkowy typ ze mnie.

#17 Bucky

poleca zerknąć na to przed przeczytaniem. Może ktoś skojarzy panią ze zdjęcia. Wykapana córeczka  tatusia, telepatka, która potrafi nieźle namieszać człowiekowi w głowie. I to bardzo dosłownie.

***
5 grudnia 2015 r.

/Wszędzie panuje cisza, cholernie przenikliwa cisza, przerywana tylko chrzęstem śniegu pod podeszwami moich butów. 
/Przystaję przy dwóch potężnych, betonowych słupach - pozostałościach dawnej bramy - i rozglądam się wokół. W oddali, skryte za drzewami, majaczą pozostałe fragmenty ogrodzenia: części murów, zardzewiałego drutu kolczastego i ruiny wieżyczki strażniczej. Naciągam szal wyżej na twarz, starając się ukryć ją przed zimnym wiatrem, i po raz kolejny przeczesuję otoczenie wzrokiem. Kiedyś potężna, budząca strach baza podzieliła los Rzeszy i skończyła jako kupa gruzu. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Tak jak Hydrze udało się przetrwać, tak baza nie zginęła podczas zbombardowania pod koniec czterdziestego piątego.

Astrid Löfgren

N, chyba by mnie automatycznie odrzuciło i to nie przez fakt, że to by było bardzo "homo", nawet nie przez to, że w ogóle razem wskoczyli w jezioro, bo przecież czasem mężczyźni tak robią, szczególnie w kiepskich warunkach, kobiety zresztą również, ale już mi się wytworzył tak skrzywiony obraz ich komiksowych pierwowzorów, że to zwyczajnie aż boli. Ale fałszujący wujaszek Buck? Zawsze!
Właśnie to wygląda dość dziwnie. Początkowo nie wysunęłam nawet podejrzeń, że to może być ukazanie tej super szybkości. To by było najbardziej prawdopodobne, tylko dlaczego w takim razie nózie są w porządku. I w takiej głupiej pierdółce jestem w stanie wyszukać nie wiadomo co. Standard.
/Komiksowe Howling Commando znacznie różniło się od tego, które znamy w MCU - Cap miał tam swoich Invaders, a HC było oddziałem Nicka Fury'ego, więc komiksowe odpowiedniki nie mają tu tak naprawdę wielkiego znaczenia. A że komiksowe Stucky to już niemal kanon... Cóż, i tak nie pokazuję ci wszystkiego :P
/Wiele plansz ze starych komiksów wygląda dość dziwnie (ten jest z bodajże wczesnych lat pięćdziesiątych), więc zwyczajnie przestałam zwracać na to uwagę. Serio, nie widziałam tej ręki, aż o niej nie wspomniałaś.
James, w jakichś konkretnych sytuacjach czy po prostu wtedy, kiedy już organizm nie wytrzymuje?
O, czyli zmiana. Pamiętam, że nie chciałeś spać przez ból, który sen wywoływał. To chyba dobrze. Myślisz, że naprawdę byłoby łatwiej, gdyby nie dobijała cię samotność? To wydaje się oczywiste, ale wiesz... Nigdy nic nie wiadomo.
Dlatego to ja mogę mieć nadzieję, że to pomoże, a ty zachowaj co do tego pewien dystans, by później nie mieć na głowie kolejnego, nieprzyjemnego napięcia związanego z zawodem. A mam nadzieję, bo wiem, że to możliwe i wiem, że to się może zdarzyć. Nie musi, może być różnie, ale z tego, co obserwuję, metoda zapoznawania się ze swoimi prywatnymi rzeczami jest całkiem przydatna w całym tym trudnym procesie.
Masz jakąś motywację, by zacząć w końcu czuć? Czy po prostu podchodzisz do tego tak, że wiesz, że powinieneś i tyle?
/Czasem organizm sam się wyłącza, by móc trochę się podładować. Najpierw jednak przestaje działać ten cholerny kawał żelastwa, który mam doczepiony do kości. Wysysa ze mnie energię jak pasożyt, więc gdy jestem zbyt słaby, wyłącza się. A ja robię się jeszcze słabszy, bo wszystko boli mnie wtedy, jakby ktoś wyrywał mi kości na żywca.
/Nie mówię przecież, że marzę o przespaniu całej nocy. Dwa, góra trzy kwadranse by wystarczyły. I problemem nie jest tu brak towarzystwa sam w sobie, a to, że dawało mi to zabezpieczenie, bo gdy ja spałem, ona nie. To zmniejszało szanse na zaskoczenie. 
/Minęło szesnaście miesięcy. Przez ten czas zawiodłem się już tyle razy, że kolejny raz nie zrobi na mnie wielkiego wrażenia. Chyba już się do tego przyzwyczaiłem. Ale hej, widzę kolejny pozytyw. Szesnaście miesięcy.
/A jak mam się tego nauczyć, co? Tego nie da się znikąd wyczytać.

4 grudnia 2015

Blue Greyme

Zawsze możesz zrobić sobie mocniejszą kawę. Chyba jednak będę się upierac przy tym, ze jest zdrowsza. Jezeli wogóle można wybierać. I trochę cie jednak nie rozumiem. Mówisz, że wlewasz w siebie tą całą chemie, i ze o nie, nie masz wyboru (a masz) ale jednocześnie przyznajesz, że to cię wykańcza, że wymiotujesz etc. No więc może jednak zaczniesz trochę o siebie dbać? Bo raz jęczysz jak ty źle nie jesz, raz, że to jedyny sposób, raz, że ci to pomaga, raz, że nie. Jęczysz gorzej ode mnie. A to trudne.

Właśnie w tym problem. A inni? Chyba jeszcze Yelena cie wie. Tylko ty tego po prostu nie wiesz.

Trafiłeś na złą osobę, o złej porze. Ze mną się nie zmienia tematów. I napewno nie niemieckim, o nie. Bo ty wiesz ze ja nie nawidze niemieckiego najbardziej na świecie, całym sercem i jeszcze mocniej.
Czyli co, masz z nią jakiś kontakt? Wiedziałaam.
/Ależ zawsze jest wybór, nie mówię, że nie. Taka koka choćby. Ta to dopiero podkręca człowieka. Tylko, że problemem jest zorganizowanie potrzebnej ilości. Wiesz, dawka śmiertelna to koło półtora grama, więc ja musiałbym zorganizować tak ze cztery razy więcej, by mnie to w ogóle ruszyło. Nah, to już chemia z energetyków lepsza. A o posiadaniu lub nie wyboru pogadamy, gdy nie zmrużysz oka od prawie stu pięćdziesięciu godzin. Nie polecam, nie jest fajnie. A jeść nie lubię, więc jadę na koktajlach proteinowych i suplementach tak długo, jak tylko się da, od czasu do czasu wduszając w siebie jakieś tosty, chleb, krakersy czy batony proteinowe. Tego też nie radzę próbować w domu. I tak, tak, jęczę gorzej niż ciężarna. Słyszałem to nie raz.

/Czyli ty wiesz, że ja nie wiem, że ona mnie wie, a ona nie wie, że ja już wiem? Nie, chwila, coś pomotałem. Ale zresztą, nieważne. Grunt, że ja wiem. Prawie wiem. Inni nie muszą.

/Cela... peut... parler en français? Non, non. Je ne sais pas le français. Dobra, będę poważny. Skąd mam niby wiedzieć, że nie lubisz niemieckiego? W myślach nie czytam. 
/Nie, nie mam. Znaczy znam numer, bo jak chcę coś zapomnieć to nie potrafię. Może zacznę chcieć go pamiętać.? Wtedy na pewno go zapomnę. Jak zawsze. Mój cholerny mózg mnie nienawidzi.

Blue Greyme

E tam, kupisz ("kupisz") sobie jakiś mały ekspres do kawy, i w samochodzie bedziesz sobie parzył świeżą kawke.
Oj, to faktycznie nic ci nie będzie. A co do wyrzygiwania wnętrzności to wiem co mówisz, jakis prebiotyk sobie załatw. Chociaz teraz to nie wiem czy wogóle cokolwiek na ciebie działa.
A kto cie tam wie. Masz z nią jakiś kontakt? Wiesz co u niej?
/Marnotrawstwo czasu i nic więcej./Kawa zawiera mniej kofeiny od energetyków czy shotów energetycznych, więc musiałbym pić tego cholerstwa jeszcze więcej. I tak wlewam w siebie tego takie ilości, że zwykły człowiek już dawno padłby na serce, więc podziękuję.
/Mam rozstrojony organizm. Nie jadam zbyt regularnie, czasem w ogóle o tym zapominam, nie sypiam i pijam chemiczne świństwa, a do tego dochodzą zmiany stref czasowych, co też ma swoje niezbyt miłe skutki. 

/Ja siebie wiem. To wystarczy. 
/Nein. Ich habe kein Kontakt mit ihr. Wir sprachen nicht über Wochen. To było po niemiecku, nie? Mein Deutsch ist gesaugt. Verdammt. I to nie zmiana tematu.

3 grudnia 2015

Mad Aleks

N: Mogłabyś napisać coś o komiksowej Yelenie :)?


 Nie znam całej jej biografii, bo Morgan tak zniszczył jej postać, że zwyczajnie odpuściłam, ale postaram się pomóc.

 Kapitan Yelena "Lena" Belova urodziła się na Ukrainie. Nie znamy imion jej rodziców, ale wiemy, że przez pewien czas mieszkała w Kijowe z ciotką Olgą, która namawiała ją do umówienia się z "tym miłym chłopcem, Dmitrijem".
Wiemy, że jako nastolatka przeszła szkolenie podobne do tego, które miała Natasha. Szkolono ją pięć lat po Romanowej, miały nawet tych samych nauczycieli - minusem tej sytuacji było to, że Yelena nieustanie była porównywana do Natashy, i przez to już wtedy w pewien sposób ją znienawidziła. Yelena działała w GRU, była szpiegiem, prowadziła różne śledztwa (dążenie po nitce do kłębka było jej pasją), była żołnierzem. Była jedyną adeptką RR, która uzyskała lepsze wyniki od Romanowej.
/Opiekunem Yeleny był podpułkownik Wasilij Starkowski. Była do niego bardzo przywiązana, uważała niemal za kogoś w rodzaju ojca, dlatego jego śmierć tak ją dotknęła. Później dowiedziała się, że Starkowski zginął w agencji towarzyskiej (bardzo łagodnie mówiąc) specjalizującej się w spełnianiu sadomasochistycznych zachcianek swoich klientów. Yelena dowiedziała się, że Starkowski od lat był ich stałym gościem, ba! miał nawet ulubioną prostytutkę, która przebierała się ze Yelenę i zachowywała tak jak ona, ponieważ Belova "podniecała go, od kiedy była małą dziewczynką". Tutaj należy dodać, że Yelena miała ogromne problemy ze swoją swoją seksualnością. Wszelkie zbliżenia ją odrzucały i brzydziły (tak wykreowali ją Greg Rucka i Devin Grayson, a o czym zapomniał Richard Morgan, gdy wpakował ją w bikini i zaczął przedstawiać jak gwiazdę soft-porno. Konsekwencja w prowadzeniu postaci? Co to takiego?), najprawdopodobniej nigdy nie odbyła dobrowolnego zbliżenia z mężczyzną (ani z kobietą), deklarowała się także jako osoba aseksualna. Może wynikać to z faktu, że najprawdopodobniej padła ofiarą gwałtu. 
/Wracając jednak do Starkowskiego - Yelena sama postanowiła poszukać mordercy. Dotarła aż do podszywającej się pod nią prostytutki, która chciała odebrać jej także miano Black Widow. I to sprawiło, że Yelena wpadła w szał i ją zaatakowała.
 "You can't have my name! He gave it to me! And you took him from me!". 
- Black Widow: Pale Little Spider #3
I to był przełom, który sprawił, że stała się Wdową - przeszła zaplanowany test, znalazła morderczynię, skręciła jej kark i spaliła całą agencję. Wtedy narodziła się też jej obsesja na temat bycia jedyną Wdową. To było imię, które dał jej Starkowski i nie mogła znieść tego, że nosi je "ta zdrajczyni, Romanowa". Bo tym właśnie dla niej była, to jej wpojono. Nie zmieniało to jednak tego, że Yelena w pewien sposób ją podziwiała. Do czasu.

/Wiemy, że Yelena została wysłana, by zabić Natashę, ale nie zrobiła tego. Wręcz przeciwnie, dwukrotnie pomogła jej i Daredevilowi w walce z agentami Red Roomu. I co dostała w zamian?
/Przez pewien czas Natasha podszywała się pod nią, zabrała jej wszystko - jej twarz, jej mieszkanie, jej życie. I to właśnie wtedy Yelena znienawidziła ją całą sobą. 
"I understand your arrogance, Natasha Romanoff. I understand that you think you are justified in your cruelties. But you are right. I do not understand the kind of monster who would rape me in this way. You stole everything from me… for your game. And I hope you burn in hell for it, Romanoff."
- Black Widow: Breakdown #3

/Przez czas, w którym Romanowa działała na jej koszt w przestępczej organizacji Normana Osborna, Yelena trzymana była w kriokomorze.

Astrid Löfgren

N, śpiewający Bucky byłby takim ciepłym akcentem, ale Bucky w towarzystwie Steve'a w jeziorze i to nago? Nope. A w życiu. Tak patrzę na ten rysunek, patrzę... Steve ma trzy ręce?
/Cóż, przyznaję, że obraz nagich, radośnie pluskających się w jeziorku Komandosów, faktycznie nie brzmi zbyt zachęcająco, ale Bucky fałszujący przy ognisku już wręcz przeciwnie. 
/Może po prostu tak szybko nią poruszał? Albo jest tak super super-żołnierzem, że wyhodował sobie trzecie ramię, by nie przegrać wyścigu? 
Nat, jakie ustępstwa i jakie ostrzejsze środki masz na myśli?
Jeszcze tak zapytam z ciekawości: zajmujecie się jakoś sprawą Barnesa? 
/Im więcej szkód wyrządzają obdarowani, tym bardziej zaciska się nam pętla na szyi. Z każdym dniem rośnie liczba rządów przeciwnym działaniom naszym, SHIELD czy nadludzi, więc czasem musimy z nimi współpracować, wybierać mniejsze zło. Wiąże się to z przekazywaniem obiektów, z używaniem ostrej amunicji, gdy zajdzie potrzeba. A raczej, gdy oni zdecydują, że zaszła taka potrzeba.
/Barnes znaczy dla Steve'a zbyt wiele, by odpuścił. Nie potrafi zrozumieć, że człowiek, którego szuka, tak naprawdę już nie żyje.
 
James, czyli co, zatrzymałeś się na poboczu w innym celu i po prostu zasnąłeś? Mózg chciał odpocząć i sam wyłączył ciało. Żaden to bunt. Ponoć bieganie działa pobudzająco, ale jakoś sobie ciebie nie wyobrażam uprawiającego poranny jogging.
A nie możesz ogarnąć sprawy jakoś tak, żeby znajdować sobie miejsca w kolejnych miastach, które sprawdzisz, uznasz za bezpieczne - a na pewno takie by się znalazły, pozostawiałbyś tam jakieś pułapki żeby być bardziej pewnym i odpocząłbyś, a dopiero później ruszył? Bo tak to się po prostu wyniszczasz.
Cóż, babą jestem, więc może dlatego nie uważam tego za głupie. Polubiłam ckliwe historie i pewnie bym jeszcze ryczała, gdyby się okazało, że wszystko tam znajdziesz i pomoże ci to bardziej niż przypuszczasz. Poważnie mówiąc, gdyby stało się tak, że rzeczywiście odnajdziesz swoją rzecz i poczujesz, że to twoje, nikogo innego, to myślę, że to byłby największy twój krok jak dotąd. Może jakaś cząstka ciebie, choćby jedna i najmniejsza, wróciła na swoje miejsce. Możesz uważać to za idiotyczne, ale z pozoru tak banalne rzeczy miewają największą moc.
/Może nie tyle zasnąłem, co raczej... chwilowo straciłem świadomość i kontakt ze światem zewnętrznym. Czyli zemdlałem. Czasem mi się zdarza. Zbyt często.
/Już tak "ogarniam sprawy", dlatego kilka razy jakoś udało mi się przysnąć choć na te parę minut. Nie zmienia to jednak tego, że ja po prostu nie mogę spać. Chcę, ale nie mogę. I to jest mój problem.
/Może się jednak stać tak, że znajdę ten głupi dziennik, nawet go przeczytam, i nic się nie stanie. Ot, będą to kolejne zapiski, takie same jak te, które można zobaczyć w muzeum. Niby moje, ale jednak nie. Tak samo było ze zdjęciami. Byłem na nich ja, byli moi przyjaciele, była moja rodzina, była moja... była Gail. I choć wiedziałem, że kochałem tych ludzi, oczywiście, że to wiedziałem, to tego nie czułem. Po prostu to wiedziałem, nadal tylko to wiem, nic więcej. I to dopiero jest problem. 

Blue Greyme

Witam.
Skoro o energetykach mowa, (z polecenia♡) masz jakiś ulubiony rodzaj?
Tak na marginesie, to straszne świństwo, nie boli cie po tym brzuch? Z własnego doświadczenia wiem, zeby trzymac się od tych ślicznych puszeczek z dala. Kawa to chyba jednak mniejsze zło, wydaje się być bardziej, no, "naturalna" nie? Ale fakt, chyba bardziej uzależnia.
Spróbuj zielonej herbaty albo mocnej Yerba Mate. Chociaz w twoim przypadku musiałbyś wypic tego z dwie beczki.
Zapytałabym jeszcze o Yelene, ale to raczej grzęzki temat ^^'
/Każdy rodzaj, który ma w sobie ponad pięćdziesiąt gram kofeiny na sto mililitrów jest moim ulubionym, bo choć smakuje równie wstrętnie co reszta, przynajmniej muszę pić go mniej, by zadziałał. Nie zmienia to jednak tego, że i tak robię to niemal non stop. Łatwiej o nie, niż o kawę. 
/Proszę cię, na samym początku jechałem na dragach zapijanych kawą i energetykami. Teraz ograniczam się tylko do tych ostatnich, więc tym bardziej nic mi nie będzie. Nie licząc wyrzygiwania wnętrzności, co zdarza mi się zdecydowanie zbyt często. Ale to szczegół. 

/Dlaczego grząski? Przecież nie zwinę w kącie i nie zacznę spazmatycznie szlochać. Tak mogę zacząć się zachowywać najwyżej po kolejnych stu godzinach bez snu.

2 grudnia 2015

Astrid Löfgren

N, w filmach chyba nie było żadnego dziennika, mam rację? Kurczę, to by było fajne. 
/W filmach pominięto naprawdę wiele i dziennik był niestety jedną z tych rzeczy. Tak jak pianino, gitara i jego (wątpliwe) zdolności wokalne (klik). Albo Steve, Bucky i jego genialny pomysł pływania nago w jeziorze (klik). 
Natasha, w jaki sposób spacyfikować? Powstają jakieś plany zapobiegawcze?
Jak Wanda sobie radzi? Opanowała już swoje moce?
/Zawsze mamy jakiś plan awaryjny. Jednak w tym przypadku może to nie wystarczyć i będziemy musieli pójść na kolejne ustępstwa. Dlatego musimy działać zapobiegawczo, czasem przy pomocy ostrzejszych środków, ponieważ nie możemy pozwolić sobie na kolejne, podburzające opinię publiczną incydenty. 
/Robi postępy, ale ciężko jednak w pełni opanować umiejętności, których tak naprawdę się nie zna.
James, nawet bym nie podejrzewała, że podczas jazdy, no coś ty. Nie prościej było sobie rozłożyć siedzenie, albo klapnąć z tyłu? A może zasnąłeś nawet nie wiedząc kiedy? Nie wiem, ile tego pijesz, ale wiem po sobie, że wystarczą dwie puszki energetyka i zachowuję się jak dzieciak z ADHD, więc nie dziwne, że z uspokajaniem masz problem. Mówisz, że znowu wracasz do kaw, więc jakiś czas miałeś z tym spokój, tak? Zakładam więc, że ze snem nie było tak wielkiego problemu, skoro obywało się bez wspomagaczy. Co się zmieniło? Coś cię szczególnie dręczy?
Okej, to jest dość dziwne. Jednak nie mi to krytykować.
Po prostu nie rozumiem dlaczego uważasz to za głupie, dlatego to drążę, ale dobrze, szanuję twoją opinię, mając jednocześnie nadzieję, że jednak głupie się nie okaże.
Na której z tych rzeczy najbardziej ci zależy?
/Gdybym chciał zasnąć, wybrałbym o wiele mniej rzucające się w oczy miejsce od pobocza drogi wylotowej. I znacznie wygodniejszą pozycję. Pierwsze sto godzin bez snu jest do zniesienia, potem zaczyna robić się jednak coraz gorzej, a moje ciało zwyczajnie zbuntowało się przeciw mózgowi i postanowiło się wyłączyć. Zdarza się. Dlatego  muszę sztucznie się pobudzać. Tylko problem w tym, że żeby odczuć działanie, muszę pić energetyki niemal non stop. I właśnie to robię, w przerwach zapijając to kawą, której starałem się unikać. Tak jak z resztą samych energetyków, bo zwyczajnie nadal mam problemy z przetrawieniem tego całego syfu, który w nich jest. Ale lepsze to, niż podkręcanie się w inny sposób.
Ostatnio było trochę lepiej. Nastawiałem budzik, zasypiałem na kwadrans, na pół godziny, budziłem się i powtarzałem schemat. Spałem po godzinę, dwie dziennie, ale jednak spałem. A teraz nie potrafię, nie mogę. Chyba mam problem z przestawieniem się na to, że znowu jestem sam, i wraca wrażenie, że gdy tylko stracę czujność, gdy zasnę, coś się stanie.
/Takie słabostki są głupie. Tak jak robienie sobie nadziei na to, że znajdę to po tylu latach. Równie dobrze mogły wylądować gdzieś na dnie wąwozu.
/Sam nie wiem. Wydaje mi się, że dziennik, albo choć jego część, mógłby być najbardziej przydatny. W końcu ja to pisałem, to były moje myśli, moje pismo, więc może dzięki temu wszystko stałoby się mniej obce, a bardziej... no, moje.