7 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Yelena, dokładnie. Wydaje mi się, że próbowanie bycia "tamtym Bucky'm" nie wyjdzie mu na dobre, bo to już po prostu nie on.
Och, już myślałam, że to jakaś jedyna broń, która będzie w stanie go zabić.
Bez jego wiedzy da się wprowadzić ćwiczonka. Za którymś razem może się skapnie, ale zawsze to coś.
/Dobrze więc, że jednak nie za bardzo poświęca się próbowaniu i nie rzuca na głęboką wodę. Jest więc szansa, że jeśli już spróbuje bycia tamtym gościem, obierze metodę małych kroczków. Wtedy jest nadzieja, że nie będzie aż tak źle.
/James nie jest nieśmiertelny. Twarda z niego sztuka i trzeba się postarać, by trwale wyłączyć go z gry, ale nie jest to niemożliwe. A dobra broń i pewne oko zdecydowanie w tym pomogą. 
/Jeśli zorientuje się, że robię to bez jego wiedzy, nie mówiąc już nawet o zgodzie, najpewniej poczuje się zwyczajnie oszukany. Jego zaufanie zdecydowanie nie jest czymś, co łatwo sobie zaskarbić, więc wolę najpierw spróbować przekonania go.
James, ja tam na czuja oceniam, że to chyba działa podobnie jak w reszcie ciała. A to dobrze. Zwykli ludzie latami nie dochodzą do siebie, a tu proszę. Jest nadzieja.
I pewnie nie wiesz, co masz robić, żeby tak się nie stało?
/Strzelam, że zwykłym ludziom nikt nie wgrywał raczej rozkazów wprost do mózgu, ani nie smażył go za każdym razem, gdy zaczynał działać tak, jak powinien, więc porównywanie tego trochę mija się z celem. Nie żebym narzekał. Przez większość czasu nie marzę o byciu śliniącą się roślinką.
/I widzisz jak dobrze mnie znasz? Nie, nie wiem. Chociaż to raczej żadna nowość, nie wiem naprawdę wielu rzeczy.

Rakshasha M.

[...]
Yey, nadrobiłam zaległości ^^
Zgadzam się z Astrid - to "Bucky" na końcu jest rozczulające, nawet biorąc pod uwagę tysiące powodów mniej lub bardziej rozczulających, które mogą się za tym kryć. Ta część jest przyjemna, fajnie pokazuje subtelne zmiany zachodzące w panu Barnesie - mi na przykład ta prowokacja Yeleny na początku się podoba, to jakaś iskra charakteru, chociaż niekoniecznie przyjemnego, jakiś taki przebłysk, no, coś! (bo nie umiem wyjaśnić, o co mi chodzi) - jednakże muszę przyznać, że #19 spodobało mi się bardziej. No, bo ja lubię sceny z emocjami i naprawdę bardzo ładnie udało Ci się to opisać, nawet błędów nie było! ^^
P.S. Przepraszam, że tak raz odpisuję, raz nie - nie potrafię zachować stałości w czymś, zero systematyczności we mnie. Pracuję, tworzę i w ogóle chyba wszystko zrywami, tak mam, niestety, ale zaglądam regularnie! ^^
/Bucky to Bucky - potrafi być rozczulający nawet wtedy, kiedy nie ma takiego zamiaru. A raczej głównie wtedy, kiedy go nie ma.
/A co do trudnego w wyjaśnieniu cosia - powiem tylko, że "Więc co, gdybym powiedział ci, żebyś strzeliła mi w głowę, zrobiłabyś to?" nie wzięło się znikąd i nie bez powodu Winnie sięgnął właśnie po to, próbując sprowokować pannę Belovą. Nie zapomniałam o tym, że ta dwójka ma za sobą wspólną przeszłość, i zostanie ona jeszcze nie raz wspomniana. A i Buckyś będzie miał jeszcze okazję pokazać się od tej mniej przyjemnej strony.

/A w #19 na pewno błędy były. Po prostu za słabo szukałaś :P!

/I nie przesadzajmy, nie musisz przecież przepraszać za to, że brak ci na coś czasu. Normalna, ludzka rzecz :)

+ Pomęczę także ciebie - klik.

Astrid Löfgren

Wanda, a właśnie, te słuchanie myśli. Możesz to kontrolować? Tzn. słyszeć i nie słyszeć wtedy, kiedy chcesz?
/W większości przypadków udaje mi się wejść do czyjejś głowy i wyjść z niej bez ujawniania swojej obecności, choć staram się nie robić tego bez zgody innych. Oczywiście nie w przypadkach, kiedy jest to konieczne. Wtedy nie ma czasu na grzeczności. 
Yelena, i tak to niemal cud, że "Bucky" już go tak nie irytuje. Pamiętam, jak wcześniej zapierał się, że nim nie jest i nie chce być, bo przecież Bucky to bohater, a on już go nie przypomina. Niezły progres.
Jakąś specjalną broń?
I w takich sytuacjach dopiero wychodzi, co tak naprawdę mu popieprzyli w głowie. Cóż, ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć, chyba tylko to mu pozostaje. 
/To raczej nie tak, że on nie chce nim być. Raczej boi się, że sobie nie poradzi, nie da rady nim być. Czas nie stanął w miejscu, wiele się zmieniło i James zwyczajnie czuje presje dorównania komuś, kim kiedyś był, jednocześnie będąc przekonanym, że na to nie zasługuje. 
/Nic specjalnego. Zwykły Cop 357. Ma niewielkie rozmiary, więc łatwo można go ukryć, ale także mocną amunicję i moc obalającą. 
/Fakt, za bardzo nie ma wyboru, ale nie zmienia to tego, że jakoś brak mu motywacji i wymiguje się przed ćwiczeniami jak tylko może.
James, no tak, ale czym innym jest "regeneracja" ośrodkowego układu nerwowego, a czym innym regeneracja reszty tkanek. Poszatkowany płat się nie zregeneruje, przecięte półkule się cudownie nie złączą (nie wiem, czy to też ci zaserwowali, daję tylko przykład), ale ranę jednak wypełni nowy naskórek, a kość się zrośnie. Wychodzi na to, że po prostu wszyściuteńko masz podkręcone.
W sensie do czego cofać? Do tego, że znów będziesz tracić pamięć, itd.?
/Nie znam się ośrodkowym układzie nerwowym, ani na tym, jak się ona regeneruje, bo nie mogę tego ocenić tak, jak zrastania się kości czy leczenia ran. Nie ukrywam też, że nie rozumiem niemal niczego, co jest z tym związane i nie wiem, czy przecinali mi półkule, dlaczego mieliby to zrobić, i czy udałoby im się zrosnąć. Przykro mi, nie wiem tego. Mogę powiedzieć ci tylko, że tak, serum podkręciło mi niemal wszystko. 
/Tak, o to właśnie mi chodzi. O moment, w którym niby wszystko będzie już dobrze, a potem znowu zacznę zapominać, cofać się do tego, czym byłem na samym początku. To byłoby... nie potrafię tego określić.

6 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Wanda, tzn. w jakim sensie za sprawą innych ludzi? Kiedy możesz komuś pomóc, czy wtedy, kiedy ktoś zapewnia cię, że powinnaś być dumna?
/Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Kiedy słyszę ich zapewnienia, ich myśli, kiedy widzę, gdzie dotarłam, ile jestem w stanie zdziałać, by pomóc, czuję, że mogę być dumna.  
Yelena, ale chyba się tego nie spodziewałaś, co? Znaczy tego, że każe tak a nie inaczej siebie nazywać. Tak przy okazji zapytam o to, o co on zapytał, choć wiem, że to trochę może wyprowadzać z równowagi: gdyby powiedział ci, żebyś strzeliła mu w głowę, zrobiłabyś to? Wiem, że nie do końca da się przewidzieć, jak by było, ale tak szacunkowo?
Dlaczego kiepsko?
/Przypuszczałam, że kiedyś może zechcieć do tego wrócić, w końcu musi, a przynajmniej powinno to mieć dla niego jakąś wartość. Nie wydaje mi się jednak, żeby doznał wewnętrznej przemiany, zmieniając Jimmy'ego na Bucky'ego. Wiem, że nie lubił, gdy go tak nazywałam, więc pewnie miał nadzieję, że przestanę.  
/Wszystko zależy od sytuacji. Poprosił mnie kiedyś, żebym zastrzeliła go, jeśli nas znajdą, a z różnych powodów nie będzie mógł zrobić tego sam. Dał mi nawet broń, swoją "kapsułkę cyjanku" jak mówi, ale jej nie wzięłam, bo tak długo, jak będzie można znaleźć inny sposób, nie zrobię tego. Jeśli będzie to jedyne wyjście - tak.
/To kiepsko, ponieważ w takich sytuacjach powinien mieć zwyczajnie gdzieś to, co mu każę. Powinien sam móc podejmować takie decyzje, ale wiem, że tak nie jest i jeszcze długo nie będzie. Zmienił "nie chcę" na "nie każ", bo potrzebuje kogoś, kto będzie robił to za niego, ponieważ on nie jest w stanie, nie potrafi.
James, tylko wiesz, to, że coś wróci do normy nie znaczy, że tak będzie zawsze. Konsekwencje urazów mogą wychodzić po latach i nawet sam nie będziesz wiedział kiedy. Za cholerę nie mam pojęcia w jakim stopniu twój organizm ma zdolność do regeneracji, nie mam też pojęcia co z plastycznością, bo przecież też może być podkręcona (a raczej na pewno i to jeszcze na jakimś wyższym poziomie, bo nie mogę wyjść z podziwu, że się nie ślinisz w błogiej nieświadomości po zabiegach o okropnej nazwie, a przecież są nieodwracalne), więc ciężko jakkolwiek się odnieść. To ciężki orzech do zgryzienia i potrzebna by była osoba o najwyższych kompetencjach, żeby można było coś ocenić i przewidzieć rokowania na przykład. Nie jest źle, to na pewno. Tylko psikus w tym, że o ten swój mózg musisz dbać, jeśli nie chcesz, żeby było gorzej. Głupi stres powoduje zmiany, czasem nieodwracalne. O braku snu już nie wspomnę.
Tylko mi potem nie mów, że to ja ci kazałam przestać.
/Mój organizm jest w stanie uleczyć złamania czy zerwane mięśnie w ciągu góra czterdziestu ośmiu godzin, ze zwichnięciami, ranami kłutymi czy postrzałowymi poradzi sobie w dwadzieścia cztery. Łatwo więc zauważyć, że moja samoregeneracja jest znaczenie szybsza niż u zwykłego człowieka i właśnie dlatego nie ślinię się w błogiej nieświadomości. A przynajmniej nie robię tego przez zdecydowaną większość czasu, bo czasem miewam takie momenty... zawieszenia. Jednak mój mózg był smażony tyle razy, że ciężko mi nawet zliczyć i liczę się z tym, że jego spora część nigdy już nie wróci do normy. A skoro miałem być szczery, nie będę ukrywał, że to nie tego się boję. Nie wiem czy jest to możliwe, ale przeraża mnie myśl, że kiedyś może wydawać się, że jest dobrze, a potem z jakiegoś powodu wszystko zacznie się cofać.

5 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Wanda, czyli on był jedynym specjalistą w swojej dziedzinie, współpracującym z SHIELD?
A duma? Pojawia się czasem duma?
/Nie jedynym, ale zdecydowanie najbardziej zaufanym. Zanim ktoś zajmie jego stanowisko, minie trochę czasu.
/Czasem, za sprawą innych, ale zdecydowanie nie jest to dominujące uczucie. 
Yelena, żeby jeszcze ten humor odczuwał. Chociaż może i odczuwa na swój sposób, nie wiem. I widzę, że z Jimmy'ego faktycznie przerzuciłaś się na Bucky'ego. Mniej się dąsa?
Próbujesz go jakoś do tego przekonać?
/On zawsze wygląda jakby się dąsał, nieważne o czym jest mowa. Taki już jego urok. Zwyczajnie trzeba zaakceptować, że dobry humor często omija go szerokim łukiem, i że żadna z niego dusza towarzystwa, a da się z nim żyć. A że chce być Bucky'm? Dla mnie taka zmiana to żaden problem. Grunt, że zaczyna czegoś chcieć. 
/Próbuję. To jak próba zaciągnięcia dziecka do dentysty, brakuje tylko tarzania się po podłodze i bicia w nią pięściami, choć naprawdę niewiele brakuje. Na wszelkie argumenty odpowiedź i tak zawsze brzmi "Nie chcę". Chociaż ostatnio zmieniło się na "Nie każ mi". To dość kiepsko.
James, wtedy kasowali i wgrywali, teraz tego już nie robią, więc zaryzykuję stwierdzeniem, że twój mózg nie jest już stricte przeprogramowany, ale przekształcony, bo mimo że w jakimś stopniu zmiany są trwałe i sztucznie wprowadzone, to jednak działa samodzielnie. Takie jakby kontinuum programowania.
Nie mogę ci czegoś kazać albo zabronić, więc sam zdecyduj, czy i kiedy masz przestać. Mogę tylko poprosić, żebyś ostrożniej oceniał stopień swojej ewentualnej winy. Za mało źle, za dużo też nie dobrze.
/Wiem tylko, że jeśli na dłuższy czas odcinali mnie od prochów i nie robili resetu, coś zaczynało się dziać w hipokampie, podwzgórzu jakimś tam i ciałach su... teczkowatych? Dobrze mówię? Nieważne. Chodzi mi o to, że część zmian nie jest trwała i z czasem wszystko zaczyna wracać do normy. Jasne, nigdy nie będzie już w pełni dobrze, ale jednak coś się zmienia. A część zmian jest trwała. Przynajmniej tak było napisane, a wątpię, by się mylili, bo raczej nie zatrudniali byle kogo. 
/A więc przestanę. 

Mad Aleks

N: Co sądzisz o zasadzie "obserwacja za obserwację, komentarz za komentarz"? Albo o "kolejny rozdział pojawi się jeśli będzie 10 komentarzy"? Ostatnio przeglądałam blogi i tak mnie zainspirowało :)
I czy oglądasz jakieś bajki/seriale animowane? Jeśli tak, polecisz coś? 
/Osobiście nigdy nie lubiłam podejścia "czytam twoje opowiadanie, więc musisz przeczytać moje". Nie, nie muszę, mogę je czytać, jeśli uznam je za interesujące, bo jaki jest sens w przymuszaniu się do czegoś? Wszystkie blogi, które lubię i śledzę na bieżąco (nadal czekam na twój wielki powrót Astrid!), można znaleźć po prawej. Staram się komentować, zadawać pytania na askach, ale nie wymagam od innych tego samego. 
/A jeśli chodzi "kolejny rozdział za n komentarzy" albo "jeśli nie będzie n komentarzy, zawieszę bloga" - jeśli widzę coś takiego pod rozdziałem, odpuszczam sobie komentowanie postu i zazwyczaj nie wracam już na takiego bloga. Zwyczajnie odrzuca mnie szantażowanie czytelników. Rozumiem, że miło jest dostawać komentarze, ale czy nie lepiej jest, jeśli zostawiane są z czyjejś niczym nie przymuszonej woli?

/Namiętnie oglądam "Simpsonów", którzy może i mieli jeden albo dwa słabsze sezony, ale nadal rządzą. Ostatnio wciągnęłam się też w oglądanie "Pory na przygodę", która na pierwszy rzut oka możne wydawać się durnowatą bajeczką dla dzieci, ale po obejrzeniu kilku odcinków, nabiera drugiego, ciekawszego dna. 

Astrid Löfgren

Wanda, mimo wszystko powinno się znaleźć zastępstwo. Nie ma nic gorszego niż pozostawienie człowieka samemu sobie w trakcie sesji. Ale dobrze, że takie masz zdanie o drużynie i ufasz im na tyle, by wierzyć, że dasz razem z nimi radę.
Naprawdę niesamowite. Żałujesz czasami, że ją masz?
/Ciężko w tak krótkim czasie znaleźć kogoś na tyle zaufanego, by można powierzyć mu problemy pracowników SHIELD i członków Avengers. Doktor Garner wiedział o nas niemal wszystko, ale mieliśmy pewność, że nigdy nie wykorzysta tego przeciwko nam. 
/Żałuję i to całkiem często. Gdyby nie ona, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Yelena, do siebie piłam, bo ostatnio coś za dużo z niego żartuję. Myślisz, że kogo potrzebuje?
/Och, bez przesady. Bucky bywa czasem tak... uroczo nieporadny, że wręcz sam się o to prosi. Poza tym, trochę humoru mu nie zaszkodzi.
/James potrzebuje pomocy. Wykwalifikowanej pomocy. Rozumiem, że boi się wszelkiej maści lekarzy, to nic dziwnego, ale w końcu będzie musiał się przemóc. Innej opcji nie ma.
James, a może być przekształcony? Jakoś tak lżej i mniej mechanicznie brzmi.
Ach, to. Ironia, ale będąca wyrazem dystansu. Nie tak łatwo mnie urazić.
Tym razem raczej się mylisz. Mów co chcesz, mi to nie przeszkadza, tylko czasem chyba za dużo winy na siebie ściągasz i przyznajesz się na zapas.
/Co jest złego w określeniu "przeprogramowany"? Jest najbardziej trafne, bo przecież tak właśnie było. Wgrywali mi do głowy określoną misje, a potem kasowali to, co według nich nie było już potrzebne. Tyle.
/Lepiej przeprosić raz za dużo, niż raz za mało i czegoś nie dopowiedzieć. Może i zaczynam robić to na zapas, ale tak będzie lepiej. Chyba, że mam przestać.

4 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Wanda, jeśli naprawdę kłopotliwa, to dobrze, że się nie odbywają, ale z drugiej nie dobrze, bo chyba na jego miejsce nie ma żadnego zastępstwa?
Mówisz o mocach, tak? Mogłabyś spróbować opisać w kilku słowach, jak to jest mieć taką, jak by to ująć... specyficzną umiejętność? 
/Nie podano nam konkretnego powodu jego nieobecności. Powiedziano tylko, że pilna sprawa osobista zmusiła go do zawieszenia współpracy z SHIELD. Udało mi się wyłapać, że jest to związane z jego żoną. Rozumiem to, nie powinien przekładać swojej pracy, pacjentów nad rodzinę. Wspólnie damy sobie radę, jesteśmy drużyną.
/Ciężko jest mi to opisać komuś, kto tego nie doświadczył. To, ta moc buzuje wewnątrz mnie, gdzieś pod skórą i jest tak trudna do poskromienia, zależna od emocji, od stanu ducha. Im bardziej daje się temu ponieść, tym bardziej nieposkromiona się staje.
Yelena, żarty żartami, ale czasami mam wrażenie, że on właśnie tego potrzebuje. Przytulenia. Zwykłego, normalnego, ludzkiego przytulenia. W pewnych momentach wydaje się tak kruchy, że tylko czyjeś ramiona byłyby w stanie go utrzymać w całości. Trochę pojechałam z tymi ramionami, no ale wiadomo o co chodzi.
A co on może planować? To trudne do wyobrażenia. Wycieczki krajoznawcze jeszcze łatwo wchodzą, szaleństwa w bazach Hydry też, ale ciężko mi wymyślić coś innego. 
/To, że mówię o czymś lekkim tonem, nie oznacza, że nie traktuję tego poważnie. Wiem w jakim stanie jest James, wiem, że rozpada się coraz bardziej, tego nie da się ukryć. Potrzebuje kogoś, kto poskłada go w całość, ale to nie jestem ja. Ja mogę tylko pomóc mu utrzymać wszystkie części razem, ale nie może to trwać wiecznie.
/To, co tworzy się w jego pokręconej głowie, wie tylko on sam. Jednak fakt, że nie chce o niczym powiedzieć, nie jest zbyt pokrzepiający. 
James, mam problem, że czasami uważam, że to, co dla mnie jest oczywiste, dla innych także. Zapominam się po prostu. To nie było trudne do odgadnięcia. Tyle razy przewałkowaliśmy te nieszczęsne emocje, że innej opcji nie było.
Ale co twoja wina z żartami, bo tego to dopiero mocno nie rozumiem? Mów sobie o ciężkich sprawach w sposób, w jaki sobie chcesz.
Kolejna wina. Nigdy nie pomyślisz, że coś jest jednak czyjąś winą, albo obopólną, a nie twoją?
/Wiele rzeczy, które dla niemal wszystkich są oczywiste, dla mnie jest... no, już nie bardzo tak oczywiste, więc jestem przyzwyczajony. Mój mózg jest stworzony, a raczej zaprogramowany do przyswajania informacji z zupełnie innych dziedzin i czasem zwyczajnie ciężko jest mi się przestawić. 
/Czyli znowu widzę ironię tam, gdzie jej nie ma? Po prostu to stwierdzenie o zostaniu komikiem trochę mnie zmyliło i wolałem przeprosić, a raczej chociaż spróbować to zrobić.
/Wiem, kiedy coś jest moją winą i wolę się do niej przyznać. Ale mogę tego nie mówić, jeśli nie chcesz. Żaden problem. 

#20 Bucky

***
04 stycznia 2016

/Robię krok w przód, przyglądając się ścianie nośnej. Podchodzę bliżej i nasłuchuję odgłosów, które wydaje, gdy stukam w nią pięścią i powoli przesuwam się wzdłuż niej, powtarzając czynność co krok. Czuję na sobie czujny wzrok Yeleny, ale nie przerywam. 

— Podwójne cegły, grubość dwadzieścia pięć do trzydziestu centymetrów. Trudna do przebicia pociskami — mówię, nie patrząc na nią. Odwracam się tylko w stronę jednej z bocznych ścian i wskazuję na nią palcem. — Z tej oraz z przeciwnej strony — pokazuję palcem za siebie — są mieszkania, więc ściany są cieńsze, mają koło... góra piętnastu centymetrów grubości. Bez problemu mogliby strzelić nam prosto w łeb. — Wzruszam ramionami i spoglądam na nią, gdy siada na poręczy jasnej kanapy. Krótka, czarna koszulka podciąga się, pokazując kawałek nagiej skóry, przeciętej przez grubą bliznę, ciągnącą się ukośnie od pępka w dół i znikającą za materiałem spodni. Odwracam wzrok, zatrzymując go na jej twarzy.

— Racja. — Przygryza dolną wargę, uśmiechając się samymi kącikami ust. — Powinniśmy więc się cieszyć, że póki co tego nie zrobili. Ściany były niedawno odmalowane — zaczyna lekkim tonem — byłoby trochę żal, gdyby...

— Co zrobisz, gdy mnie znajdą?

Astrid Löfgren

N, no tak, masz rację. On Ginę zabił, dobrze kojarzę? 
/Ciężko spamiętać wszystkie osoby, które zabił (Natasha w CA:WS zapomniała chyba o jednym zerze), więc jeśli się nie mylę - tak.
Wanda, kto pomagał - i zapewne wciąż pomaga - zachowywać równowagę psychiczną? Wolisz tradycyjne metody walki czy raczej nie bardzo? Podobała ci się w ogóle ta nauka samoobrony?
/Przez pewien czas miałam sesje z Doktorem Garnerem, ale przez... pewną kłopotliwą sytuację, nasze spotkania już się nie odbywają. Bardzo pomogła też cała drużyna, która nie pozwoliła załamać mi się po stracie Pietro. 
/Nigdy nie ciągnęło mnie do fizycznej walki i tak naprawdę te umiejętności nie były mi potrzebne. Najpierw to Pietro mnie bronił, czuwał nad tym, by nic złego mi się nie stało, a potem potrafiłam poradzić sobie już w inny, nie wymagający użycia pięści sposób. I zdecydowanie bardziej go preferuję.
Yelena, też tego nie rozumiem. Przecież od razu chce się go przytulić.
Oho, więc jak na to zareagować? Bo zakładam, że wręcz trzeba, skoro widać od razu, że coś jest nie tak.
/Nic tylko podejść i przytulić te sto kilogramów mięśni, metalu i zgorzknienia, i już nie wypuszczać. Osobiście jednak sobie daruję, nie będę zajmować kolejki, niech kto inny się nim nacieszy.
/Albo sukinkot jednak znowu coś kombinuje i próbuje się przymilić, a nie ukrywajmy, nie ma w tym doświadczenia i nie bardzo mu to wychodzi, albo znowu jakieś trybiki mu szwankują. Mam wielką nadzieję, że chodzi o to pierwsze, bo naprawdę nie bardzo wiem, jak skutecznie radzić sobie z jego... gorszymi chwilami. A podejmowanie złych działań może być gorsze od nic nie robienia. To problem.
James, kierunek. Chodzi o kierunek. Czym się kierujesz w większości spraw? Emocjami czy myśleniem o tym, co było, co jest i jak będzie? Jak już znajdzie się na to odpowiedź, to można spróbować dobrać do tego trening relaksacyjny, o którym mówiłam. Myśląc/kierując się emocjami człowiek jest słabo skoncentrowany na ciele i na tym co "tu i teraz". Myśląc/kierując się myślami człowiek jest słabo skoncentrowany na swoich emocjach, ale za to na ciele już tak, bo pojawia się nadmierne napięcie mięśni. I te treningi właśnie mają doprowadzić do równowagi między systemem ciała i psychiki. Lepiej? Już prościej nie potrafię.
Taaa, cudowny żart. Z powodzeniem będę mogła zostać komikiem. "Wszystko, żeby pokazać im, że jestem zbyt słaby, bo wiedziałem do czego jestem im potrzebny" - czyli to było odniesienie do tego, żeby cię w końcu zabili, tak? Teraz chyba już rozumiem.
/Lepiej. Nie można było tak od razu? Teraz brzmi to o wiele jaśniej od "napięcia wyrażanego przez kompulsywne myślenie o życiu" i "myślenia myślami", i da się to zrozumieć. Bez głębszego zastanawiania się mogę stwierdzić, że kierowanie się emocjami raczej mnie się nie tyczy i częściej, nie mogę powiedzieć, że w stu procentach przypadków, bo byłoby to jednak kłamstwo, ale w zdecydowanej większości wybieram "myślenie myślami". Choć nie zawsze mi to wychodzi.
/Znowu moja wina, mogłem ugryźć się w język i podarować sobie tekst o żartach. Ale w ten sposób po prostu łatwiej jest mi do tego podochodzić i nie zwariować. I tak, dobrze zrozumiałaś, właśnie o to mi chodziło. Zwyczajnie znowu wyrażałem się w dość niejasny sposób. Moja wina.