20 stycznia 2016

Astrid Löfgren

N, to właśnie przykład na to, jak literówki niszczą życie tworząc drugie, poprawne słowo, ale całkiem nieadekwatne. Dobrze to znam.
A kto miał być na miejscu Lukina, jeśli można zapytać?
Wulgaryzmy też można różnorako interpretować. Może to rozładowanie napięcia, ale też sposób na pokazanie, że nie jest się tak do końca biernym.
Kaganiec to po prostu miód na oczy.
Nic się nie wyrównało, bo wciąż tekst góruje!
No tak, tak. Miałam na myśli całe serie czy zeszyty. 
/Na samym początku chciałam wstawić Zolę, ale przypomniałam sobie, że przecież w tym czasie siedział za kratkami. Razem z Fennhoffem, czyli moim kandydatem numer dwa. Później miałam kilka wersji tekstu - z Rodczenko, z Siergiejewem, z doktorkiem bez nazwiska, ale w końcu zdecydowałam się na Lukina. I wydaje mi się, że tekstowi wyszło to na dobre.
/Skoro #22 się udało, trzymam kciuki sama za siebie, by #24 nie okazało się gorsze. A potem obiecuję, że przestanę dręczyć Bucky'ego. Na jakiś tydzień.

/Całe serie? A gdzie tam. Marvel woli dać trzecie podejście do Civil War i po raz kolejny zaskoczyć ludzi zmianą Kapitana. Tym razem tarczę przejmie Steve. Kto by się tego spodziewał? To takie zaskoczenie! Komuś chyba kończą się pomysły.
Yelena, a zdarza się, że wychodzi bez twojej wiedzy?
/Zdarzało mu się, owszem, ale jakoś udało nam się dojść do porozumienia. Kiedy nie działają już prośby, trzeba przerzucić się na groźby. One zadziałały.
James, gdybyś zarabiał niezbyt godziwe pieniądze to byś się przekonał, że jednak limity są. I to czasem spore. Ale jak tak sobie pożyczasz i znajdujesz, to ja się nie dziwię, że ci się podobają.
Wiesz, co się stało z Gail? Nie pamiętam, czy była o niej w tym kontekście mowa. Kolejna rzecz, za którą uwielbiałabym twoją ma.
Ale ciągnie cię do, nie wiem, wyglądu czy tego, co autko ma pod maską?
No właśnie miałam przygodę z krzyżówkami, ale nie była tak porywająca jak twoja. Może robiłam coś źle. Chyba spróbuję ponownie, tak dla pewności.
/Nie o to mi chodziło. Wiem, jak to jest, gdy zawsze brakuje na coś pieniędzy i zastanawiasz się, czy nie zapłacić czynszu czy ogrzewania, nie kupić leków czy jedzenia, żałując, że doba nie jest dłuższa, bo może udałoby się wtedy znaleźć jeszcze jeden etat i się przy tym nie wykończyć, bo na to nie możesz sobie pozwolić. Wiem, że to się nie zmieniło, teraz po prostu nikt już nie mówi ci, ile jedzenia na miesiąc ci się należy, i że nie dostaniesz ani grama więcej. I możesz mi też wierzyć, że nie jestem dumny z tego, że kradnę, zacznijmy nazywać rzecz po imieniu, bo tak nie jest i nigdy nie było. Zawsze było i ciągle jest mi wstyd z tego powodu, a teraz jest jeszcze gorzej, bo wiem, że nie nadaję się do niczego innego, 
/Gail nie żyje już od dobrych kilku lat. Wiem, że wyszła za mąż, miała dzieci. Żyła tak, jak zawsze chciała. Powinienem się z tego cieszyć.
/Nie jestem aż tak powierzchowny i płytki, by nawet auta oceniać po wyglądzie. Tu także liczy się wnętrze, a nie ukrywam, dzisiejsze silniki są intrygujące i zwyczajnie mnie ciekawią.

19 stycznia 2016

Blue Greyme

Yelena: Zawsze, całe życie marzy mi się mieszkanie gdzieś, gdzie 3/4 roku jest zima i śnieg. Nie nawidzę lata ._.
Metoda marchewki. Drobnostki zawsze pomagają. Niezależnie czy w oswojeniu się z czymś, oswojeniu kogoś czy czegoś. I takie drobne rzeczy chyba najbardziej zapadają w pamięć :)
Przybijam mentalnego żółwika. Polecam Wagnera ^^.
/Zima nie jest zła, ale taka, podczas której nie ma ryzyka hipotermii i odmrożenia kilku palców przy samym wyjściu na zewnątrz. Taka do minus dwudziestu stopni jest świetna, ale potem im zimniej, tym bardziej ugh
/Cóż, metoda kija i marchewki, a raczej metoda marchewki na kiju tak naprawdę polega na czymś innym, mniej etycznym, ale przynajmniej się zrozumiałyśmy. Nie mam dzieci i nie będę ich mieć, więc żadna ze mnie specjalistka w obchodzeniu się z nimi, ale z Jimmy'm trzeba postępować podobnie- trzeba zachęcać, czasem trochę przymusić, czasem trochę pokrzyczeć.
/Akurat nie jestem wielką fanką Wagnera.
Bucky: Fajnie tak. Znaczy średnio jak chcesz mieć wolne. Bo przecież nie wyłączysz słuchu.
Chciałam zapytać jakiej muzyki słuchasz jeśli w ogóle słuchasz ale nie wiem czy jest sens biorąc pod uwagę twoje argumenty :P
Z tego co mi wiadomo nie trzeba ich karmić. Chyba że to jakiś gatunek który trzeba.
Lubisz koty?
James Sarkazm Barnes. Kto wie, może i by się przyjęło :P
Tak z ciekawości, Bucky wzięło się od Jamesa czy Buchanana?
/Słuch da się wyłączyć, wierz mi. Raz już rozsadziło mi bębenki, kiedy granat wybuchł zbyt blisko i byłem niemal całkowicie głuchy, aż wszystko się nie naprawiło. Wcale nie było fajnie.
/Nie lubię muzyki, a przynajmniej nie tej nowoczesnej. Kiedyś chyba lubiłem Sinatrę, ale nie jestem pewien.
/Nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem kotów, ale nie są złe. I przynajmniej same się wyprowadzają.
/Dobra, teraz ja mam pytanie - jak można skrócić imię "James" tak, by wyszło z tego "Bucky"? Bucky wzięło się od Buck, a Buck od Buchanan. Ot, taka filozofia.

Astrid Löfgren

#1 Tym razem postaram się zachować chronologię :)
[...]
Ależ pojechałaś, N, pojechałaś!
Zbladłam przy "Dłoń zjeżdża niżej" i aż mi wstyd, jak bardzo brzydkie myśli przyszły mi do głowy, ale zaświeciła się lampka, że Lukin przecież był takim, no... zbereźnikiem.
Okrutnie mocno spodobał mi się Bucky sypiący kurwami i pierdoleniem. Dziwne, bo nie przepadam za wulgaryzmami w nadmiarze, a tu dodało mu to takiej wyrazistości i buntu wręcz.
Zachwycona jestem tym kagańcem. Nie, żeby mi się jakoś tak szczególnie podobał, ale chodzi mi głównie o zabieg jego użycia. Od razu kojarzy mi się ze wzmocnieniem negatywnym. Zabieg z pewnością zamierzony i nienagannie wpleciony w urywki wspomnień naszego ulubieńca, stąd ten zachwyt. Skurczybyki wiedzieli, co robili.
Uwielbiam. Po prostu uwielbiam.
#2  N, no wieem, wiem, ale właśnie chociaż jeden zeszycik byłby już miłym dodatkiem.
Wiadomo, że rodzinne historie w świecie superbohaterów słabo się sprawdzają i sprzedają, bo przecież chodzi o nawalanki dobra ze złem, konflikty zbrojne i samo bohaterstwo, czyż nie? Rodzinny klimat dodałby nuty zwyczajności, która nie jest już tak atrakcyjna.
/Pojechałam, pojechałam, ale z tymi błędami. Muszę nauczyć się przestać polegać na autokorekcie, bo dla niej "połowa" i "płowa" są równie poprawne, a jak coś nie jest podkreślone, to tylko lecę wzrokiem przez tekst. Następnym razem dam sobie jeszcze dzień albo dwa przed publikacją, żeby tekst dłużej sobie poleżakował. Może dzięki temu wyłapię chociaż kilka więcej błędów.

/Cieszę się, że zabieg z Lukinem wyszedł właśnie tak, jak chciałam by wyszedł. Takie "Czy on...? Nie...  A może jednak...?". Drobne zasugerowanie, które można (a przynajmniej mam taką nadzieję) odczytywać na więcej niż jeden sposób. I muszę przyznać się też do tego, że moim początkowym wyborem nie był Lukin, ale zmieniłam to, bo jego jednak ktoś kojarzy.
/Bałam się o to, czy jednak nie przedobrzyłam z tymi wulgaryzmami. Stwierdziłam, że skoro Bucky to typ, któremu nie raz przydałoby się wyszorować usta mydłem, taka reakcja byłaby z jego strony naturalna. Na samym początku miałam też fragment, w którym Bucky w mało kulturalny sposób mówi Lukinowi, co o nim sądzi, ale go usunęłam. Co za dużo, to niezdrowo.
/Miałam widocznie dobry dzień, gdy pisałam tę część, bo po raz kolejny coś wyszło tak, jak miało wyjść. Cieszę się, że zabieg z kagańcem także mi wyszedł. Ale za to błędów było sporo, więc wszystko się wyrównało :P

/Wszystko musiałoby być odpowiednio zrównoważone. Taka nuta zwyczajności też czasem jest potrzebna, dlatego mamy Pająka i jego ciotkę, Luke'a Cage'a i Jessice Jones, ich związek, a potem rodzicielstwo, mamy Sharon i Steve'a, którzy stracili dziecko. Mamy bohaterów, którzy czasem zwyczajnie nie mogą pomóc, nie są wstanie, nie potrafią i potem mają z tego powodu wyrzuty sumienia.
Yelena, bez problemu przystał na taki układ? 
/Oczywiście, że nie. Na początku miał obiekcję, narzekał, że go ograniczam, ale potem przestał, bo pojął, że to dla jego dobra, a nie dla mojego widzimisię. Jakby sprawiało mi to przyjemność.
James, a ja z tego nie kpiłam, bo uważam podobnie. Pamiętam czasy, kiedy w moim mieście nie było galerii handlowych, wielkich marketów, a sklepiki osiedlowe doskonale zdawały egzamin i wszystkiego było w sam raz. Nawet pamiętam swoją pierwszą wycieczkę do marketu. Czułam się podobnie jak ty w trakcie odkrywania dobroci, jakie tego typu sklepy oferują. Obecnie naprawdę wszystkiego jest zbyt dużo i człowiek zwyczajnie głupieje, bo zanim dotrze do punktu docelowego, będzie musiał przedrzeć się przez paręset rodzajów słodyczy, napojów i alkoholi. Duże "coś", ułatwienie na pewno, ale utrudnienie także.
Fajnie, bo...?
Mówisz? Kurczę, tak mnie zachęciłeś, że chyba zrobię wszystko, żeby zapomnieć parę haseł i pobawić się z krzyżówkami.
/Dzisiejsze sklepy są przytłaczające, wszystkiego jest zbyt dużo, zbyt wiele się wyrzuca, ale mimo tego mi się podobają. Nie ma racjonowania żywności, nie ma punktów, nie ma kartek, limitów, nie ma pustych półek. Kupienie ubrań też nie jest już takim problemem, jak kiedyś. Pamiętam, że Gail, jak spora część młodych dam, rysowała z tyłu nogi kreskę, by nie było widać, że nie ma na sobie pończoch. A kupienie ich wtedy było nie lada wyczynem. Pamiętam też, że ma potrafiła zdziałać prawdziwe cuda, przerabiając stare ubrania na nowe. Czasem nawet na tym dorabiała.
/Fajnie, bo może i jestem jaki jestem, ale czasem ciągnie mnie do takich zabawek. Co poradzę?
/Koniecznie, moja droga, koniecznie. Spróbuj raz, a wciągnie cię na dłużej, wierz mi.

18 stycznia 2016

Blue Greyme

N: wiem wiem, angielski czaje ^^
/Dopisek nie był konkretnie do ciebie, miał być raczej takim ogólnym wtrąceniem. Tak, gdyby ktoś nie wiedział :)
/I nie wiem, czy zauważyłaś, ale dodałam jeden fragment do #22. Ten na początku.
Yelena: Masz wtedy gwarancje ze nie zamarzniesz. Ale sprawdza się to tylko wtedy kiedy temperatura spada poniżej zera i utrzymuje poniżej zera przez cały dzień. A rozumiesz, jak pociagi nawalą i stoisz pół godziny na peronie to całkiem przydatne trzy warstwy ^^'
Bucky-Bae jest kochane takie.
Nuda jak nuda, ale nie boisz sie ze to cisza przed burzą?
Kaktusik za dobre sprawowanie? Brzmi fair. Trzeba jakoś chłopaka zmotywować przecież.
Jakiej muzyki najczęściej słuchasz? 
/Trzy czwarte życia spędziłam na Syberii, pamiętam zimy, gdy temperatura spadała dobrze poniżej minus trzydziestu, nawet czterdziestu stopni. Potem mieszkałam w południowej części Rosji, na Ukrainie, jakiś czas w Ameryce, więc zimy nie były mi już straszne. Jednak nadal lubię mieć na sobie kilka warstw, gdy temperatura jest minusowa. 
/Gdybym przez cały czas miała trząść się ze strachu, że jutro wszystko może się zawalić, już dawno bym zwariowała. Wiem, że nie ma szans, nawet najmniejszych na to, by spokój i cisza trwały wiecznie, ale lepiej zdusić w sobie lęk przed burzą. To pomaga w racjonalnym myśleniu i ułożeniu planów awaryjnych.
/Bucky-Bae zna metodę kija. Ja wolę stosować metodę marchewki, a takie drobnostki w tym pomagają. 
/Mogę słuchać wszystkiego. Lubię rock alternatywny, indie rock, soul, ale także klasykę. Kocham "Jezioro Łabędzie" Czajkowskiego, naprawdę. Sam balet także.
Bucky: e tam, mógłbyś spróbować.
Niezręcznie. Czyli jak ktoś dmucha nos albo płacze piętro niżej/wyżej to też to będziesz słyszał? Nie przytaczam innych przykładów. Serio. Tylko pytanie dla kogo bardziej niezręcznie: dla słyszącego czy dla słyszących?
A jakiś tytuł, coś?
Kaktusów nie można podlewać codziennie, muszą mieć sucho w doniczce. Wiec to chyba nawet dobrze ze zapominasz :P
Sarkazm to twoje drugie imie ^^
/Nie chcę spróbować, więc nie spróbuję.
/Piętro wyżej? Proszę cię, powiem ci o czym rozmawiają ludzie mieszkający po drugiej stronie kamienicy, dwa piętra wyżej. Mój słuch jest znacznie czulszy, Czasem to pozytyw, czasem wręcz przeciwnie. W przykładzie poruszanym prędzej jest to zdecydowanie wada. I wydaje mi się, że dla mnie- słyszącego jest to znacznie bardziej krępujące niż dla osób, które słyszę, bo one zwyczajnie nie zdają sobie z tego sprawy.
/Wiem, że chyba napisał do Dostojewski. Yelena ma sporo Dostojewskiego, więc to pewnie był on. A tytuł jakoś mi uciekł.
/Cóż, pewnie dlatego dostałem kaktusa. On nie padnie, jeśli zapomnę go nakarmić czy napoić. 
/Chciałbym, by sarkazm był moim drugim imieniem. Lepsze to niż Buchanan. Mój świętej pamięci papa musiał być porządnie zalany, gdy to wybierał. Żeby chociaż ten prezydent był dobry, ale nie, wybrał jednego z tych kiepskich. 

#22 Bucky

***
/Budzę się, gdy ktoś chwyta moją kostkę, wyciągając mnie z namiotu na zimną, pokrytą śniegiem glebę.

/Pisk, który z siebie wydaję, gdy śnieg dostaje się za kołnierz munduru, wywołuje napad śmiechu u reszty drużyny. Najbardziej przebija się głośny, charczący śmiech Dugana, a ja jestem pewien, że przez długi czas nie da mi o tym zapomnieć. 
/Podnoszę się na przedramionach, wściekle spoglądając na stojącego najbliżej Steve'a. 

— Och, już wstałeś, Bucky? — pyta, a wyraz jego twarzy jest niemal anielsko niewinny. Z całej siły próbuję kopnąć piętą w jego łydkę, ale w porę odsuwa nogę. — Ranny ptaszek z ciebie, mogłeś jeszcze pospać.

— Nienawidzę cię, dupku — kwituję, rzucając w niego garścią zbitego śniegu. Niedojrzały palant.

Rozpoczęcie tygodnia Bobbi Morse/ Mockingbird!

W dniach 18-22.01 będzie możliwość kierowania pytań również do Bobbi Morse/ Mockingbird!

Blue Greyme

Yelena: Zima jest super. Można chodzić jak bałwany i ciepło się opatulać a to przecież jest super. Bucky-Bae <3 skąd ty masz te pomysły? :D
U was? Nudno? Nie wierze.
A jak z zostawianiem Jamesa samego w domu? Nie boisz się ze nabroi?
Ty mu kupiłaś kaktusa?^^
/Jasne, kto nie lubi mieć na sobie trzech warstw ubrań i wyglądać jak ten ludzik reklamujący opony? To jest super. Chociaż nie, Bucky-Bae pokazuje, że można nosić się tak przez cały rok, nie tylko zimą. A skąd Bucky-Bae? Sama nie wiem, jakoś samo tak wyszło, że zaczęłam go tak nazywać i już nie mogę przestać. 
/Czasem odrobina nudy się przyda, naprawdę. 
/Na początku miałam małe obawy, ale teraz już wiem, że bezpodstawnie. Tym razem dotrzymuje słowa, jest grzeczny i nie robi niczego głupiego, nie zwraca na siebie uwagi. I tak, w nagrodę za dobre sprawowanie dostał kaktusa. Nawet on będzie musiał się porządnie postarać, by usechł. Chociaż by mnie to nie zdziwiło.
Bucky: to spróbuj sam urosnąć truskawki. Wychodować, tak od nasionka. wtedy będziesz miał pewność że mają mniej chemii niż te ze sklepu. No, chyba ze nie ufasz dzisiejszej ziemi. Albo wodzie.
Coś nie idzie po twojej myśli bo ktoś się pieprzy piętro wyżej? Nie przesadzaj, nie dołujmy się takimi rzeczami bo wtedy świat były zbyt smutny.
Co czytałeś? (proszę, nie odpowiadaj że książkę..)
Też hoduje kaktusy. Znaczy próbuję hodować. Kaktusy to niesamowicie wdzięczne stworzenia. Wystarczy że podlewasz takiego raz na tydzień ^^
Nie nie, nie zrozumieliśmy się. Sypnąłeś sarkazmem że masz przewspaniały humor to ci odsypnełam. Też sarkazmem. Ty i dobry humor? naaah.
/Raczej marny ze mnie materiał na farmera, więc dziękuję bardzo, wolę nie próbować hodowli czegoś, co potem miałoby być jadalne. 
/Nie powiedziałem przecież, że jedno wynika z drugiego. Jednak możesz mi wierzyć, że gdy słyszysz każde, nawet najcichsze skrzypnięcie czy stęknięcie, to nie jest zbyt fajnie. To jest nie tylko irytujące, ale także najzwyczajniej w świecie krępujące. 
/Dobrze więc, nie odpowiem, że czytałem książkę. Choć tak właśnie było.
/Raczej hodowanie kaktusów nie zostanie moim nowym, życiowym hobby. Za często zapominam, by w ogóle go podlać, nie mówiąc nawet o tym, że kiedyś będzie go trzeba przesadzić czy coś.
/I wcale nie jestem sarkastyczny. Skąd ten pomysł?

Astrid Löfgren

N, no dobra, nie wpadłam na to. Niech będzie, że to biżuteria. Cofam czepialstwo.
Fajnie by było, żeby była jakaś seria typowo rodzinna. Pewnie słabo by się sprzedawała, no ale. I to nie tylko Bucka, ale Steve'a też. 
/Na całą serię nie byłoby szans, bo mogłaby okazać się klapą, ale fakt, od czasu do czasu mógłby pojawić się choć jeden poświęcony temu w całości numer. Teraz raczej są to tylko fragmenty, jak np. w Captain America and Bucky #624, w którym Bucky odwiedza Beccę w szpitalu. Dobrze byłoby widzieć takie sceny częściej.
Yelena, "wypuszczać z mieszkania", czyli kontrolujesz jego wycieczki?
/Tak, to jedna z zasad. Chcę wiedzieć, gdzie się wybiera, co kombinuje, i ile czasu mu to zajmie. Jeśli przekroczy podany czas o trzy kwadranse, będę wiedziała, że coś jest nie tak.
James, wyszliśmy od dziedzin naukowych, więc to pociągnęłam. A filozofia i sztuka to tylko takie przykłady. Masz rację, przebieżka po sklepie może być przytłaczająca, a do tego ile wysiłku trzeba w to włożyć.
Pożyczasz te samochody od kogoś czy prosto z salonu?
Och, to powściągaj się czasem, bo jeszcze zapomnisz któregoś hasła i z pasjonującej przygody będą nici.
/Mówiłem całkiem poważnie o tym, że wejście do zwykłego sklepu spożywczego to coś naprawdę przytłaczającego. Sklepy są wielkie, towarów jest piekielnie dużo i są tak różnorodne, że przez długi czas nie potrafiłem się w tym wszystkim połapać. A do tego te wszystkie owoce i warzywa w jednym miejscu, nieważne jaka jest pora roku, i w jakim kraju się jest. To jest coś.
/Samochody prosto z salonu za bardzo rzucają się w oczy i na podprowadzenie jakiegoś trzeba poświęcić więcej czasu. Dużo prościej jest zgarnąć jakiś z ulicy albo parkingu. Stawiam też na starsze, jak najmniej wyróżniające się modele. Tylko raz pokusiłem się o pożyczenie takiego jednego SUVa. Fajnie było.
/Nie raz zdarza się, że za pierwszym podejściem nie znam jakiegoś hasła, ale za to, gdy do niego wracam, emocje są jeszcze większe. Nie sposób z tego zrezygnować.

17 stycznia 2016

Blue Greyme

To tak słowem wstępu ode mnie ^^ wracam was męczyć.
Yelena: Czekasz na wiosne? Jakie książki lubisz? Próbowałaś coś polecić Jamesowi?
W domu wolisz mieć słodki bałagan czy bolesny porządek?
Pardon ale mam wene na dziwne pytania ._. Co u ciebie jeszcze słychać? 
/Lubię zimę, więc czekam na wiosnę jakoś szczególnie. Ale nie pogardziłabym, jeśli temperatura znowu była na plusie.
/Jeśli chodzi o książki, nie mam jednego, konkretnego, ulubionego gatunku. Przeczytam wszystko, co mnie zainteresuje. Jak ognia unikam tylko wszelkiej maści harlequinów i tym podobnych. A Bucky-Bae nie czeka na polecenie. Raczej sam bierze coś z półki i albo czyta, albo odkłada książkę z powrotem.
/Nie mam w domu bałaganu, to tylko lekki nieład. Sterylny porządek zdecydowanie nie jest dla mnie.

/I sama nie wiem, co powiedzieć. Na całe szczęście nie dzieje się niemal nic nadzwyczajnego, jest spokojnie, niemal nudno. I bardzo się z tego cieszę.
Bucky: Polecam sobie więc przypomnieć, nie pożałujesz ^^ Jest u was śnieg?
Czytałeś coś ostatnio?
Ale fajnie że w końcu masz dobry humor <3
Ja nie sądze. Po prostu pytam :)
Co cie najbardziej denerwuje?
Co słychać? Wszyscy zdrowi?
Pozdrawiam!
/Teraz wszystko smakuje inaczej niż kiedyś. W jedzeniu jest więcej chemii, robione jest w inny sposób. Nawet głupie jabłko smakuje zupełnie inaczej. 
/Tak, jest śnieg. Niestety, należałoby dodać, bo go nie cierpię. I można powiedzieć, że mnie denerwuję, więc to raz. Irytuje mnie wiele rzeczy, naprawdę wiele, możesz mi wierzyć. Od tego, że coś idzie nie po mojej myśli, przez parkę pieprzącą się piętro wyżej, co doskonale słyszę - ulepszone zmysły, jak ich nie kochać? - na długiej liście innych rzeczy kończąc. 
/I tak, czytałem coś ostatnio.
/Kto ma być zdrowy? Yelena, ja, czy może kaktus, którego próbuję hodować? Jeszcze nie usechł, więc idzie mi nie najgorzej.
/I kto powiedział, że mam dobry humor? W końcu.

Astrid Löfgren

N, tylko ten blask metalu już mniej sympatyczny :P
O, naprawę bywała nie często na kartach komiksów? Trochę szkoda. No ale przynajmniej wiadomo o niej coś więcej niż tylko to, jak się nazywała.
/Oj tam, czepiasz się. To tak zamiast biżuterii.
/Rodzice czy siostra Bucky'ego ogólnie rzadko byli wspominani, a pojawiali się jeszcze rzadziej. Ma tu znacznie to, że w pewnym momencie Bucky został sierotą, a Becca trafiła do domu dziecka, a także to, że gdy Barnes był dzieciakiem, mieli ważniejsze tematy do poruszania, a potem też jakoś nie bardzo było im z tym po drodze. 
Yelena, obawiam się, że nikt nie będzie w stanie rozpracować jego pobudek. Obchodzi się chociaż bez afer, jak całkiem niedawno?
Tylko żeby biedak nie popadł w skrajność.
/O dziwo tak. Wystarczy mieć go na oku, pilnować, by nic się nie wplątywał, wypuszczać z mieszkania tak rzadko, jak tylko się da, a najlepiej wychodzić z nim i przez cały czas mieć go w zasięgu wzroku. To trochę jak z pilnowaniem dziecka. I w tym przypadku idealnie sprawdza się powiedzenie, że im większe dziecko, tym większe problemy.
James, jesteś uprzedzony. Za twoich młodzieńczych lat też było mnóstwo odnóg jakichś dziedzin. Chociażby takiej sztuki czy filozofii, nie wspominając już o naukach biologicznych. Wbrew pozorom to spore ułatwienie. Gdybyś miał na przykład taką medycynę jako całość, nie podzieloną na specjalizacje, to sobie wyobraź, jak ogromną wiedzę musiałby mieć lekarz. Wiedzę nie do zdobycia. Chodzi tu o zwykłe zawężanie zainteresowań.
No to nie jesteś tak zaawansowany, ale to dobrze. Dorwałeś coś nowego z elektroniki?
Bo w krzyżówkach jest ten dreszczyk niewiedzy, czy dobrze się zgadło. Z pewnością to cię przy nich trzyma. Tak, grunt, że lubisz, zgadza się.
/Sztuka i filozofia? Czy ja wyglądam na miłośnika sztuki i filozofii? Trzymałem się od tego tak daleko, jak tylko się dało. Czyli nie za daleko, bo Steve'a to kręciło, ale to nie jest ważne. I tak, wiem, że za moich czasów też było tego sporo, ale teraz wszystkiego jest dużo, zbyt dużo. Nie chodzi mi nawet o ilość odnóg jakiś dziedzin, ale o... no, o wszystko. Za "moich młodzieńczych lat" wszystkiego brakowało, a teraz nawet głupie wejście do sklepu jest przytłaczające. O całej reszcie nawet nie wspomnę.
/Jeśli chodzi o wszelkiej maści nowinki elektroniczne to nadal jestem sporo do tyłu. Hydra nie bardzo dbała o moją edukację w tej dziedzinie. Ale daję radę z obsługą telefonu, komputera, tego całego tabletu czy jak się to tam nazywa także, daję też radę z pożyczeniem większości nowszych aut, więc nie jest źle. 
/O tak, ta adrenalina towarzysząca przy wpisywaniu hasła do rubryk to coś niesamowitego. Aż ręce drżą mi z tych emocji i nie mogę utrzymać ołówka w dłoni. Wspaniałe uczucie.