27 stycznia 2016

Astrid Löfgren

#1 Jeeej, tylko to zauważyłam! Gdzieś miałam wątpliwości "przecinkowe", ale już to zostawiam, bo nie jestem ekspertem w tych sprawach.  
Jeszcze mi się nigdy nie zdarzyło zalewać ze śmiechu przy tak traumatycznym przeżyciu, jakim jest obcięcie kudłów, no ale dobrze, wiem, że to ciężkie, kiedy można się za nimi chować, zwłaszcza dla osoby, która potrzebuje się ukrywać. Ale dobrze, że wyszło tak zabawnie. Czegoś takiego było mi trzeba. No i jaki Alvaro nam się zrobił, huhu, jestem w szoku. Genialny luz się tu wkradł, mimo że przeplatany tymi brudnymi i strasznym rzeczami. I tak, Jamie, przystojniacha krył się za tym gąszczem.
#2 N, drastyczna zmiana imidżu, nieładnie! Myślałam, że lekkie podcięcie końcówek, a tu bober znikł :D 
/Czytałam każdą linijkę po kilkadziesiąt razy, próbując wyłapać wszystkie literówki, ale - jak zresztą widać - i tak mi się nie udało. Choć i tak jest lepiej, niż wtedy, gdy piszę odręcznie. Często zdarza mi się przestawiać litery w środku słowa i nie ważne, ile razy będę to czytać, nie zauważę tego. Dostrzegam to dopiero, gdy wracam do tekstu po dłuższym czasie i czasem aż łapię się za głowę z wrażenia. A jeśli chodzi o interpunkcję to cóż, sama po sobie widzę, że jest lepiej, niż kiedyś, ale już nawet przestałam się łudzić, że kiedyś wreszcie przestanę robić tego typu błędy. 

/A jeśli chodzi o podcięcie końcówek i zmianę imidżu - może Bucky nie tylko minął się z powołaniem modela, ale także fryzjera? Wiesz, idziesz do takiego z włosami do pasa, prosisz o lekkie podcięcie końcówek, a wychodzisz z takimi do ramion. Winnie byłby do tego wręcz stworzony - próbuje taki przyciąć brodę, a tu ciach i włosów nie ma!
/Postanowiłam, że na jakiś czas przestanę dręczyć Bucky'ego i dam mu trochę luzu. Przesunę też #24 i na jej miejsce dam #25 albo #26 (bo próbuję robić wszystko, by nie musieć robić tego, co muszę, więc siedzę i piszę notki na zapas). Póki co się waham, ale raczej dam notkę, w której Bucky orientuje się, że danie się powalić kobiecie na glebę może mieć... pewne korzyści. Szczególnie jeśli chodzi o widoki. 

/I pamiętajmy, Bucky pomagający bezdomnym to kanon - klik!
Yelena, w sumie to ciekawe jakiej groźby mógłby się przestraszyć. Wyobrażam sobie, że może coś związanego z Hydrą, ale oprócz tego nic mi do głowy nie przychodzi, choć wiem, że to dość zlękniony człowiek i coś by się wynalazło. 
/Oczywiście, że coś by się wynalazło i wcale nie byłoby to takie trudne. Hydra, SHIELD, GRU, Kapitan Ameryka i jego kolorowa gromadka, przyrządowe organizacje - jest tego wiele. Jimmy boi się nawet tego, że ludzie dowiedzą się, że on to on, a raczej, że Bucky Barnes to Winter Soldier. Ta medialna nagonka chyba złamałaby go do końca. 
/A jeśli chciałbym zagrozić mu czymś mniej wyniosłym, mogłabym po prostu powiedzieć, że jeśli nie zrobi tego, co mówię, może zabrać swoje rzeczy, wyjść i nie wracać. Już raz zadziałało.
James, myślę, że to by było dość trudne do zrealizowania na obecną chwilę. Może cię paraliżuje, bo wiesz, że mógłbyś ściągnąć niebezpieczeństwo na całkiem niewinnych ludzi?
Paradoksalnie te kradzieże to dowód na to, że jest w tobie całkiem spory pierwiastek dobra. Dlaczego? Dlatego, że inny złodziej zastanawiałby się nad tym, co chce ukraść, a nie nad tym, kto mniej straci. Podrzucasz, czyli nie nawiązujesz jakiegokolwiek kontaktu? A może ktoś kiedyś przyłapał cię na gorącym uczynku i podziękował, albo chciał jakoś wyrazić wdzięczność?
Ale radość. Dobre i to. Zauważyłam, że coraz częściej nazywasz albo odnosisz się do emocji. Masz z nimi już mniejszy problem?
Ach, no i gratuluję podjęcia tak trudnej decyzji, jaką jest wzięcie nożyczek do ręki.
/Cóż, raz wszedłem do sklepu. Normalnie, w ciągu dnia, jak zrobiłby to zwykły człowiek. Chciałem wziąć to, czego potrzebowałem, zapłacić i wyjść. Nie muszę chyba mówić jak się to skończyło. Chyba już nawet o tym wspominałem, a nawet jeśli nie, łatwo się chyba domyślić, dlaczego podjęcie przeze mnie pracy nie jest najlepszym pomysłem.
/Zachowuję się tak, nie inaczej, bo chcę być kimś więcej niż zwykłym złodziejem. Z tego samego powodu nie wyrzucam tego, co nie jest mi już potrzebne, albo czego z różnych powodów nie mogę już dłużej używać. Bluza, płaszcz, kurtka, dobre buty, jedzenie czy pieniądze są raczej czymś, czego brakuje ludziom mieszkającym na ulicy, więc dlaczego nie miałbym im tego dać? I tak, staram się robić to w taki sposób, by nikt mnie nie zauważył, bo nie chcę, by musieli mi dziękować. Tylko raz jakiś facet zauważył, że podrzucam mu kurtkę. Nie wiem, czy chciał podziękować, bo nie stałem i na to nie czekałem, a zwyczajnie odszedłem. 
/Wydaje mi się, że tak, jest trochę lepiej. A przynajmniej staram się, by tak było.

/Nie drwij ze mnie. To naprawdę było trudne.

26 stycznia 2016

Mad Aleks

N; Potrzebne by mi były kostiumy Wdów (chce to wykorzystać w opowiadaniu), pomożesz :)? 
 Jeśli chodzi o Natashę:
 Pierwsze dwa to kostiumy tzw. pierwszej wersji Romanowej, która nie była poddawana żadnemu praniu mózgu czy czemuś w tym stylu, a była zwykłą (znaczy taką, której działań nikt nie próbował usprawiedliwiać żadną łzawą historyjką) agentką działającą dla KGB. Kolejne cztery to już późniejsze kostiumy z czasów, gdy działała z Clintem czy SHIELD. Ostatni to klasyczny, czarny strój, w którym pojawiała się najczęściej, i który wykorzystany został także w grze Marvel Heroes. 

 A jeśli chodzi o Yelenę:
 Pierwszy jest z czasów, gdy pracowała dla GRU/Red Roomu (RR zdecydowanie powinien zmienić stylistów), dwa późniejsze to era Thunderbolts, w czwarty to czas Thunderbolts i SHIELD, a piąty pochodzi z gry Marvel Heroes. 

 A jeśli chodzi o opowiadanie: nie obrażę się, jeśli kiedyś dostanę linka :P

25 stycznia 2016

#23 Bucky

***
25 stycznia 2016

 Przyglądam się leżącym w umywalce włosom i nie mogę pozbyć się myśli, że popełniłem błąd. Jasne, teraz, gdy były znacznie krótsze, były również o wiele mniej problematyczne, głównie dlatego, że nie zachodziły już na oczy, co w wielu sytuacjach było dość irytujące i kłopotliwe. Nie zmieniało to jednak faktu, że czułem się... zwyczajnie dziwnie, nie mogąc już schować twarzy za długimi, sięgającymi niemal ramion włosami, które teraz stały się o dobre kilka cali krótsze. Zdecydowanie zbyt krótkie.
 Miałem długie włosy tak naprawdę od kiedy pamiętam. Wiem, że kiedyś, przed wojną moje włosy były krótkie, często trochę krzywo przycięte – najpierw przez ma, później przez Steve’a albo przeze mnie samego, i przylizane do tyłu. Później, już na froncie przycinałem je nożyczkami, nożem, brzytwą, czy jakimkolwiek innym, ostrym przedmiotem, który miałem akurat pod ręką, gdy tylko zaczynały nachodzić na oczy. Wiem, że tego nienawidziłem. Wiem, że tak właśnie było, ale… tylko to wiem. To już nie to samo.

— No, teraz jesteś przystojny — mruczę do siebie i przejeżdżam dłonią po ogolonej szczęce, zastanawiając się, co mi, u diabła, odbiło.

24 stycznia 2016

Mad Aleks

N: Wspominałaś, że chociaż Yelena uważana jest za tą złą to wcale nią nie jest. Są więc serie, w których działa po tej "dobrej stronie mocy"? Jeśli tak, podałabyś albo opisała? Mam ferie i chętnie bym coś przeczytała.
1) Yelena miała okazję, by zabić Natashę. Ale tego nie zrobiła, wręcz przeciwnie, pomogła jej w walce z liczniejszym przeciwnikiem. Co zrobiła Natasha? Uciekła, gdy przybyły posiłki, zostawiając Yelenę na pastwę wroga. Później Yelena pomagała jej jeszcze kilkukrotnie.

2) Natasha otumaniła Yelenę silnymi narkotykami, obezwładniła i przewiozła do Nowego Jorku, gdzie SHIELD jakoś udało się zamienić ich wygląd – Romanowa wyglądała jak Yelena, Yelena jak Natasha. Romanowa podszywała się pod nią działając w m.in. grupach przestępczych Normana Osborna. Okłamywana i pilnowana przez Daredevila Yelena przeszła wtedy mocne załamanie, nie wiedziała już kim tak naprawdę jest. Kiedy udało jej się odzyskać swoją twarz, nie zemściła się na Natashy, a wróciła do Red Roomu. Po pewnym czasie odeszła (a raczej uciekła, nie da się od tak odejść z Red Roomu), bo zrozumiała kilka rzeczy i nie była w stanie już "tego robić".

3) Wiemy, że Yelena została… modelką. Miała też firmę produkującą ekskluzywną damską bieliznę, w której jako pracownice oraz modelki zatrudniała (wtedy już byłe) prostytutki z Kuby. Pomagała im stanąć na nogi, wyciągała z tego bagna. Wiemy też, że ściągała leki z czarnego rynku i dostarczała je do szpitali. Wyciągnęła też Natashę z aresztu i pomagała jej i Mattowi, choć wcale nie musiała tego robić, nie po tym, co jej zrobili.
 Pomogła też w uwolnieniu dziesiątek młodych dziewcząt, na których przeprowadzano nielegalne eksperymenty i testowano leki. A potem pomogła im wrócić do normalnego życia. Tak postępują ci źli?

 W New Avengers #5-6 (2005) dołączyła do SHIELD. Zdobyła nawet poziom piąty. 
 I tak całkiem bajdełejem – według Black Widow #1 vol. 1 Yelena była jedyną uczennicą w historii Red Roomu, która zdobyła lepsze wyniki testów niż Romanowa.

 Do tego możesz zerknąć na serię Black Widow: Pale Little Spider, gdzie mamy część genezy Yeleny.

23 stycznia 2016

Astrid Löfgren

N, no to faktycznie Lukin był dobrym wyborem.
Och, to zależy od tego, jak bardzo nasz ulubieniec dostanie po swoim twardym tyłku :D
Pociesz mnie, że chociaż czasami takie coś zachowują.
/Tym razem nie dostanie wcale, słowo! Tylko lekko zmieni imidż i pofilozofuje.
/Czasem mają jakieś przebłyski, najbardziej logiczne są chyba serie pana Brubakera. A czasem uda im się zachować takie coś jak logika przy prowadzeniu jakiegoś ewentu, ale potem się ona ulatnia i słuch po niej ginie. Takie Wojna Domowa na przykład. Wielka wojna, dramat, a po jakimś czasie i tak wszyscy o tym zapominają i jest po staremu.  
Yelena, zawsze działa? 
/Kiedy zwyczajna rozmowa i prośby zawodzą, takie drobne przypomnienie zazwyczaj działa.
James, a na czarno? Na czarno mógłbyś coś znaleźć.
Może to nie usprawiedliwienie, ale jakoś rekompensujesz szkody, które wyrządzasz, przynajmniej jeśli chodzi o samochody, a to dobrze. Kolejną dobrą w tym wszystkim sprawą jest to, że podchodzisz do tego świadomie i racjonalnie, minimalizując krzywdę sprzedawców. To chyba najważniejsze, bo myślisz o innych i kalkulujesz. Nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło.
Chyba nie byli zbyt bogaci, skoro nie starczyło na dłużej.
Nie cieszy cię nawet to, że przeżyła życie w miarę szczęśliwie? W miarę, bo myślę, że wcale tak normalnie nie trwało po twojej "śmierci". Cholera jasna, nie potrafię przestać dopytywać.
/Myślę o tym, wierz mi. Chciałbym w końcu zacząć robić coś, by wreszcie zaczęło być trochę normalnie. Jednak za każdym razem, kiedy próbuję, kończy się na tym, że coś mnie paraliżuje i zamiast kroku w przód, robię dwa w tył.
/To nie tak, że myślę tylko o swoim tyłku. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to, co robię, działa na szkodę innych, więc staram się choć trochę tę szkodę zminimalizować. Robię to tak rzadko, jak tylko się da, wybieram duże, sieciowe sklepy, bo je brak jakiegoś towaru zaboli znacznie mniej niż właściciela małego sklepiku, a jeśli zostają mi jakieś jedzenie albo niezniszczone ubrania, nie wyrzucam tego do kosza, a podrzucam jakiemuś bezdomnemu. Jemu się przyda, a ja zrobię coś nie aż tak złego. Tak dla odmiany. 
/To byli zwykli agenci, nie żadna góra, więc nie, nie byli. Jeśli chodzi o dowództwo to była już inna bajka, rzadko który był na tyle głupi, by gdzieś się nie zaszyć i jeśli już takiego znalazłem, to miałem inne problemy, niż opróżnianie mu kieszeni, czy szukanie sejfu. 
/To nie tak, że wcale się nie cieszę. Jestem szczęśliwy, że jej życie potoczyło się tak, nie inaczej, ale to trudna radość. 
 

Blue Greyme

Wszyscy:
1)Zupa czy drugie danie?
2)Sypialnia czy kuchnia?
3)Kubek czy szklanka?
4)Pizza czy spaghetti?
5)Kawa czy herbata?
6)Śnieg czy deszcz?
7)Macie jakieś fobie?
8)Jaki kolor włosów lubicie?
9)Podróżowanie-tak czy nie? Dlaczego?
10)Kobieta czy mężczyzna?
1) Zupa, szczególnie krem.
2) Sypialnia, bo jest tam łóżko.
3) Kubek.
4) Spaghetti
5) Herbata. Czarna.
6) Śnieg.
7) Jakieś lęki owszem, ale nie aż tak poważne, by nazwać je fobiami.
8) Rudy. Mój naturalny ^^
9) Tak - dobrze poznawać nowe miejsca i mieć coś do wspominania.
10) Kobieta?
Yelena: W zimie jest coś magicznego?
Widzisz Jamesa w krótkich włosach?
/Można tak to nazwać. Takiej atmosfery nie ma w żadną inną porę roku.
/W długich włosach nie wygląda jakoś szczególnie źle, ale krótkie zdecydowanie by go odmłodziły.

1) Drugie.
2) Sypialnia do spania, kuchnia do jedzenia.
3) Kubek. Chyba.
4) Pizza.
5) Herbata, choć dobrą kawą nie pogardzę.
6) Śnieg.
7) Tak.
8) Sama nie wiem, nie mam ulubionego.
9) Tak. Siedzenie w jednym miejscu bez przerwy byłoby zbyt nudne.
10) Kogo preferuję? Raczej mężczyzn.
Bucky: Nie miało prawa być fajnie skoro prawie nie słyszałeś. Gdyby nie twoja przyśpieszona regeneracja pewnie straciłbyś słuch.
Czyli Buchanan nie taki zły. Kto pierwszy zaczął cię nazywać Buckym?
/Gdyby nie moja przyśpieszona regeneracja, byłbym martwy, a w najlepszym miejscu straciłbym słuch i twarz. 
/Nie lubię tego imienia i mam do tego prawo. A Bucky'm pierwsza zaczęła nazywać mniej moja ma. Mówiła tak na mnie od kiedy pamiętam.

1) Deser.
2) Zależy do czego pijesz. Czasem sypialnia może się znudzić i wtedy można przerzucić się na kuchnię. Chociaż szafki kuchenne mogą nieźle się wpijać. Mało komfortowe.
3) Żadna różnica.
4) Pizza. Kocham ją.
5) Mocna kawa.
6) Słońce.
7) Mam wymieniać wszystkie? Wiesz, trochę to zajmie.
8) Blond? Brąz? 
9) Jak kto woli.
10) Nie jestem wybredny. Może być jedno i drugie.

22 stycznia 2016

Astrid Löfgren

N, mogłabyś nakreślić postaci niewykorzystanych kandydatów?
A #23 już może być gorsze? :D
Mogliby ustalić jakąś kolejkę. Pierwsza zmiana - Rogers, druga zmiana - Rogers, trzecia zmiana - Rogers, czwarta - no może Bucky, piąta - Rogers. Ułatwiłoby im to pracę i zachowanie logiki. 
/Zola to Zola, Fennhoff był specem od szeroko pojętej hipnozy, Rodczenko zajmował się programowaniem, Siergiejew grzebał przy łapce, a doktorek bez nazwiska był "zwykłym" lekarzem. Poza swoimi specjalizacjami nie różnili się od siebie za bardzo i każdy z nich miał w sobie coś z fanatyka i psychopaty.
/Zaplanowałam sobie to tak, że notki z teraźniejszości i wspomnienia będą pojawiały naprzemiennie, dlatego odniosłam się do #24. Mam jednak nadzieję, że #23 nie okaże się aż tak złe :P 
/Przepraszam, Marvel i zachowanie czego?
Yelena, czym mu grozisz?
/Grożenie to jednak zbyt duże słowo. Po prostu przypominam mu, że prosił o ostatnią szansę i ją dostał, obiecując przy tym, że będzie grzeczny. Z wyraźnym podkreśleniem słów "ostatnia" i "grzeczny".
James, nie oszukujmy się - nie masz innego wyjścia. Gdybyś normalnie pracował i przy tym kradł, nie byłoby mowy o żadnym usprawiedliwieniu, a tak można to podciągnąć pod wyższą konieczność, choć wciąż jest to zachowanie społecznie nieakceptowane. Wydaje mi się, że gdybyś mógł, to byś tego nie robił. Nie wiem na ile słuszne jest to przypuszczenie, ale skoro ci wstyd, to tym bardziej jestem pewna, że szedłbyś inną drogą. Nie ma żadnych organizacji pomocowych, do których mógłbyś się zgłosić, więc cóż innego ci pozostaje? Nic. A jak mniemam, i tak masz ogromne poczucie winy, że wykorzystujesz dobroć Yeleny i nawet byś jej nie poprosił, żeby pożyczyła ci na coś tam pieniądze. Myślę, że gdyby sytuacja była trochę inna to byś się do wielu rzeczy nadawał.
Miałam nie dopytywać, ale i tak mi się ciśnie na usta... Powinieneś, czyli jednak się z tego nie cieszysz?
Myślisz, że motoryzacja, albo ogólnie inżynieria, mogłaby być znów twoją pasją?
/Raczej nie mam zbyt wielkich szans na znalezienie pracy, czy na zgłoszenie się gdziekolwiek. Nie mam żadnych dokumentów, nie figuruję w żadnej bazie danych... a nie, właściwie figuruję, ale raczej nikt zdrowy na umyśle nie uwierzy, że urodziłem się w 1922 i jestem weteranem drugiej wojny. Tym bardziej, że jestem martwy od prawie siedemdziesięciu jeden lat. Za kilka tygodni nawet wypada rocznica i nie ukrywam, czuję się z tym faktem odrobinie dziwnie. Ale dobra, my nie o tym, więc wracając - możesz mi wierzyć, że gdyby nie było to konieczne, nie kradłbym. Teraz i tak staram się robić to tak rzadko, jak tylko mogę, omijam małe, prywatne sklepy, bo dla ich właścicieli brak towaru byłby bardziej odczuwalny, a jeśli biorę jakiś samochód, staram się go nie uszkodzić i zostawiam go potem na jakimś parkingu, więc jest cień nadziei, że może kiedyś wróci do właściciela. Wiem, że to żadne usprawiedliwienie, ale cóż. I skoro miałem być szczery, nie będę ukrywał tego, że na samym początku po pozbyciu jakiegoś członka Hydry, brałem wszystkie pieniądze, jakie tylko udawało mi się znaleźć w jego domu i kilka dość wartościowych fantów. Jednym powodem było to, że policja miała powody ku temu, by uznać, że to właśnie kradzież była celem włamania, a drugim był fakt, że uważałem, że po tym wszystkim chociaż coś mi się należy. I akurat za to nie jest mi wstyd.
/Nie potrafię się cieszyć. Jestem na to zbyt zły, choć wiem, że nie powinienem, nie mam nawet do tego prawa, bo dla niej życie toczyło się dalej, normalnie. Zwyczajnie ciężko pogodzić mi się z tym, że kobieta, którą przecież kiedyś kochałem, z którą chciałem założyć rodzinę, przeżyła życie z kimś zupełnie innym, a teraz jest już martwa. Czasem niemal jestem wdzięczny swojemu pochrzanionemu mózgowi za to, że nie jest wstanie przypomnieć sobie wszystkiego, bo wtedy bolałoby to jeszcze bardziej.
/Sam nie wiem. Może kiedyś.

20 stycznia 2016

Astrid Löfgren

N, to właśnie przykład na to, jak literówki niszczą życie tworząc drugie, poprawne słowo, ale całkiem nieadekwatne. Dobrze to znam.
A kto miał być na miejscu Lukina, jeśli można zapytać?
Wulgaryzmy też można różnorako interpretować. Może to rozładowanie napięcia, ale też sposób na pokazanie, że nie jest się tak do końca biernym.
Kaganiec to po prostu miód na oczy.
Nic się nie wyrównało, bo wciąż tekst góruje!
No tak, tak. Miałam na myśli całe serie czy zeszyty. 
/Na samym początku chciałam wstawić Zolę, ale przypomniałam sobie, że przecież w tym czasie siedział za kratkami. Razem z Fennhoffem, czyli moim kandydatem numer dwa. Później miałam kilka wersji tekstu - z Rodczenko, z Siergiejewem, z doktorkiem bez nazwiska, ale w końcu zdecydowałam się na Lukina. I wydaje mi się, że tekstowi wyszło to na dobre.
/Skoro #22 się udało, trzymam kciuki sama za siebie, by #24 nie okazało się gorsze. A potem obiecuję, że przestanę dręczyć Bucky'ego. Na jakiś tydzień.

/Całe serie? A gdzie tam. Marvel woli dać trzecie podejście do Civil War i po raz kolejny zaskoczyć ludzi zmianą Kapitana. Tym razem tarczę przejmie Steve. Kto by się tego spodziewał? To takie zaskoczenie! Komuś chyba kończą się pomysły.
Yelena, a zdarza się, że wychodzi bez twojej wiedzy?
/Zdarzało mu się, owszem, ale jakoś udało nam się dojść do porozumienia. Kiedy nie działają już prośby, trzeba przerzucić się na groźby. One zadziałały.
James, gdybyś zarabiał niezbyt godziwe pieniądze to byś się przekonał, że jednak limity są. I to czasem spore. Ale jak tak sobie pożyczasz i znajdujesz, to ja się nie dziwię, że ci się podobają.
Wiesz, co się stało z Gail? Nie pamiętam, czy była o niej w tym kontekście mowa. Kolejna rzecz, za którą uwielbiałabym twoją ma.
Ale ciągnie cię do, nie wiem, wyglądu czy tego, co autko ma pod maską?
No właśnie miałam przygodę z krzyżówkami, ale nie była tak porywająca jak twoja. Może robiłam coś źle. Chyba spróbuję ponownie, tak dla pewności.
/Nie o to mi chodziło. Wiem, jak to jest, gdy zawsze brakuje na coś pieniędzy i zastanawiasz się, czy nie zapłacić czynszu czy ogrzewania, nie kupić leków czy jedzenia, żałując, że doba nie jest dłuższa, bo może udałoby się wtedy znaleźć jeszcze jeden etat i się przy tym nie wykończyć, bo na to nie możesz sobie pozwolić. Wiem, że to się nie zmieniło, teraz po prostu nikt już nie mówi ci, ile jedzenia na miesiąc ci się należy, i że nie dostaniesz ani grama więcej. I możesz mi też wierzyć, że nie jestem dumny z tego, że kradnę, zacznijmy nazywać rzecz po imieniu, bo tak nie jest i nigdy nie było. Zawsze było i ciągle jest mi wstyd z tego powodu, a teraz jest jeszcze gorzej, bo wiem, że nie nadaję się do niczego innego, 
/Gail nie żyje już od dobrych kilku lat. Wiem, że wyszła za mąż, miała dzieci. Żyła tak, jak zawsze chciała. Powinienem się z tego cieszyć.
/Nie jestem aż tak powierzchowny i płytki, by nawet auta oceniać po wyglądzie. Tu także liczy się wnętrze, a nie ukrywam, dzisiejsze silniki są intrygujące i zwyczajnie mnie ciekawią.

19 stycznia 2016

Blue Greyme

Yelena: Zawsze, całe życie marzy mi się mieszkanie gdzieś, gdzie 3/4 roku jest zima i śnieg. Nie nawidzę lata ._.
Metoda marchewki. Drobnostki zawsze pomagają. Niezależnie czy w oswojeniu się z czymś, oswojeniu kogoś czy czegoś. I takie drobne rzeczy chyba najbardziej zapadają w pamięć :)
Przybijam mentalnego żółwika. Polecam Wagnera ^^.
/Zima nie jest zła, ale taka, podczas której nie ma ryzyka hipotermii i odmrożenia kilku palców przy samym wyjściu na zewnątrz. Taka do minus dwudziestu stopni jest świetna, ale potem im zimniej, tym bardziej ugh
/Cóż, metoda kija i marchewki, a raczej metoda marchewki na kiju tak naprawdę polega na czymś innym, mniej etycznym, ale przynajmniej się zrozumiałyśmy. Nie mam dzieci i nie będę ich mieć, więc żadna ze mnie specjalistka w obchodzeniu się z nimi, ale z Jimmy'm trzeba postępować podobnie- trzeba zachęcać, czasem trochę przymusić, czasem trochę pokrzyczeć.
/Akurat nie jestem wielką fanką Wagnera.
Bucky: Fajnie tak. Znaczy średnio jak chcesz mieć wolne. Bo przecież nie wyłączysz słuchu.
Chciałam zapytać jakiej muzyki słuchasz jeśli w ogóle słuchasz ale nie wiem czy jest sens biorąc pod uwagę twoje argumenty :P
Z tego co mi wiadomo nie trzeba ich karmić. Chyba że to jakiś gatunek który trzeba.
Lubisz koty?
James Sarkazm Barnes. Kto wie, może i by się przyjęło :P
Tak z ciekawości, Bucky wzięło się od Jamesa czy Buchanana?
/Słuch da się wyłączyć, wierz mi. Raz już rozsadziło mi bębenki, kiedy granat wybuchł zbyt blisko i byłem niemal całkowicie głuchy, aż wszystko się nie naprawiło. Wcale nie było fajnie.
/Nie lubię muzyki, a przynajmniej nie tej nowoczesnej. Kiedyś chyba lubiłem Sinatrę, ale nie jestem pewien.
/Nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem kotów, ale nie są złe. I przynajmniej same się wyprowadzają.
/Dobra, teraz ja mam pytanie - jak można skrócić imię "James" tak, by wyszło z tego "Bucky"? Bucky wzięło się od Buck, a Buck od Buchanan. Ot, taka filozofia.

Astrid Löfgren

#1 Tym razem postaram się zachować chronologię :)
[...]
Ależ pojechałaś, N, pojechałaś!
Zbladłam przy "Dłoń zjeżdża niżej" i aż mi wstyd, jak bardzo brzydkie myśli przyszły mi do głowy, ale zaświeciła się lampka, że Lukin przecież był takim, no... zbereźnikiem.
Okrutnie mocno spodobał mi się Bucky sypiący kurwami i pierdoleniem. Dziwne, bo nie przepadam za wulgaryzmami w nadmiarze, a tu dodało mu to takiej wyrazistości i buntu wręcz.
Zachwycona jestem tym kagańcem. Nie, żeby mi się jakoś tak szczególnie podobał, ale chodzi mi głównie o zabieg jego użycia. Od razu kojarzy mi się ze wzmocnieniem negatywnym. Zabieg z pewnością zamierzony i nienagannie wpleciony w urywki wspomnień naszego ulubieńca, stąd ten zachwyt. Skurczybyki wiedzieli, co robili.
Uwielbiam. Po prostu uwielbiam.
#2  N, no wieem, wiem, ale właśnie chociaż jeden zeszycik byłby już miłym dodatkiem.
Wiadomo, że rodzinne historie w świecie superbohaterów słabo się sprawdzają i sprzedają, bo przecież chodzi o nawalanki dobra ze złem, konflikty zbrojne i samo bohaterstwo, czyż nie? Rodzinny klimat dodałby nuty zwyczajności, która nie jest już tak atrakcyjna.
/Pojechałam, pojechałam, ale z tymi błędami. Muszę nauczyć się przestać polegać na autokorekcie, bo dla niej "połowa" i "płowa" są równie poprawne, a jak coś nie jest podkreślone, to tylko lecę wzrokiem przez tekst. Następnym razem dam sobie jeszcze dzień albo dwa przed publikacją, żeby tekst dłużej sobie poleżakował. Może dzięki temu wyłapię chociaż kilka więcej błędów.

/Cieszę się, że zabieg z Lukinem wyszedł właśnie tak, jak chciałam by wyszedł. Takie "Czy on...? Nie...  A może jednak...?". Drobne zasugerowanie, które można (a przynajmniej mam taką nadzieję) odczytywać na więcej niż jeden sposób. I muszę przyznać się też do tego, że moim początkowym wyborem nie był Lukin, ale zmieniłam to, bo jego jednak ktoś kojarzy.
/Bałam się o to, czy jednak nie przedobrzyłam z tymi wulgaryzmami. Stwierdziłam, że skoro Bucky to typ, któremu nie raz przydałoby się wyszorować usta mydłem, taka reakcja byłaby z jego strony naturalna. Na samym początku miałam też fragment, w którym Bucky w mało kulturalny sposób mówi Lukinowi, co o nim sądzi, ale go usunęłam. Co za dużo, to niezdrowo.
/Miałam widocznie dobry dzień, gdy pisałam tę część, bo po raz kolejny coś wyszło tak, jak miało wyjść. Cieszę się, że zabieg z kagańcem także mi wyszedł. Ale za to błędów było sporo, więc wszystko się wyrównało :P

/Wszystko musiałoby być odpowiednio zrównoważone. Taka nuta zwyczajności też czasem jest potrzebna, dlatego mamy Pająka i jego ciotkę, Luke'a Cage'a i Jessice Jones, ich związek, a potem rodzicielstwo, mamy Sharon i Steve'a, którzy stracili dziecko. Mamy bohaterów, którzy czasem zwyczajnie nie mogą pomóc, nie są wstanie, nie potrafią i potem mają z tego powodu wyrzuty sumienia.
Yelena, bez problemu przystał na taki układ? 
/Oczywiście, że nie. Na początku miał obiekcję, narzekał, że go ograniczam, ale potem przestał, bo pojął, że to dla jego dobra, a nie dla mojego widzimisię. Jakby sprawiało mi to przyjemność.
James, a ja z tego nie kpiłam, bo uważam podobnie. Pamiętam czasy, kiedy w moim mieście nie było galerii handlowych, wielkich marketów, a sklepiki osiedlowe doskonale zdawały egzamin i wszystkiego było w sam raz. Nawet pamiętam swoją pierwszą wycieczkę do marketu. Czułam się podobnie jak ty w trakcie odkrywania dobroci, jakie tego typu sklepy oferują. Obecnie naprawdę wszystkiego jest zbyt dużo i człowiek zwyczajnie głupieje, bo zanim dotrze do punktu docelowego, będzie musiał przedrzeć się przez paręset rodzajów słodyczy, napojów i alkoholi. Duże "coś", ułatwienie na pewno, ale utrudnienie także.
Fajnie, bo...?
Mówisz? Kurczę, tak mnie zachęciłeś, że chyba zrobię wszystko, żeby zapomnieć parę haseł i pobawić się z krzyżówkami.
/Dzisiejsze sklepy są przytłaczające, wszystkiego jest zbyt dużo, zbyt wiele się wyrzuca, ale mimo tego mi się podobają. Nie ma racjonowania żywności, nie ma punktów, nie ma kartek, limitów, nie ma pustych półek. Kupienie ubrań też nie jest już takim problemem, jak kiedyś. Pamiętam, że Gail, jak spora część młodych dam, rysowała z tyłu nogi kreskę, by nie było widać, że nie ma na sobie pończoch. A kupienie ich wtedy było nie lada wyczynem. Pamiętam też, że ma potrafiła zdziałać prawdziwe cuda, przerabiając stare ubrania na nowe. Czasem nawet na tym dorabiała.
/Fajnie, bo może i jestem jaki jestem, ale czasem ciągnie mnie do takich zabawek. Co poradzę?
/Koniecznie, moja droga, koniecznie. Spróbuj raz, a wciągnie cię na dłużej, wierz mi.