13 lutego 2016

red hood.

[link]
Prawdziwa hitoria.
Już widzę to oczami wyobraźni - klik.

12 lutego 2016

Astrid Löfgren

N, to faktycznie dość łagodnie się z nią obeszłaś... :D
Mogliby dodać jeszcze dodatkowe "n", żeby się jakoś z Mitchem Buchannonem ze "Słonecznego patrolu" kojarzyło. To nie jest jakiś fake? Bo to jest już naprawdę żenujące. 
/Co nie? Przynajmniej nikt nie może powiedzieć, że aż tak zła kobieta ze mnie :P
/Też zastanawiałam się nad tym, czy nie jest to przeróbka, ale we wszystkich wersjach tej planszy chamsko widoczne jest "o" zamiast "a". Chyba, że ktoś zrobił sobie żart rozpowszechniając sfejkowaną wersję i to ją ściągnęłam.
/Tutaj screen z mojej wersji:
James, tak mnie zachęcasz, że może spróbuję.
Bo może dać po mordzie i otrzeźwić. Nie musisz się z tym zgadzać.
Ależ to wielowymiarowe zagadnienie, aż się nie spodziewałam. Uważasz to za sprawiedliwe? Nie sam podział grzechów, ale ich odkupienie, czy jak to inaczej nazwać.
Dlatego nie pytam o nic sensowniejszego.
/Są łatwiejsze i przyjemniejsze sposoby na otrzeźwiające oberwanie po mordzie. Może przez jakiś czas będzie chodziło się po tym z rozkwaszoną gębą, ale plusem jest to, że nie będzie trzeba rozpaczać za utraconymi bliskimi.
/Sądzisz, że to jest wielowymiarowe i skomplikowane? Moja droga, to dopiero część i to ta mniej skomplikowana. Ale jak już mówiłem, to nie ja jestem tym, którego powinno się o to pytać. Jestem raczej tym, który powinien zadawać pytania. A jeśli chodzi o to całe wymazanie win, to polega to głównie na żałowaniu win, pełnej skrusze i na tym, że gdy człowiek zostanie postawiony w sytuacji identycznej jak ta, w której zgrzeszył, podejmie inną decyzję i tym razem powstrzyma się od grzechy. Musi to być jednak świadomy wybór, nie skutek tego, że nie mógł postąpić w inny sposób. Wydaje mi się, że jeśli człowiek jest w pełni świadomy swoich grzechów, szczerze ich żałuje i poprawia swoje postępowanie, należy mu się takie odkupienie, bo czemu by nie? Nie we wszystkich przypadkach oczywiście.

Astrid Löfgren

N, to tylko złudzenia, oni wszyscy żyją. Budynki też.
Oryginalnie kto ją wykończył? 
/Jeśli chodzi o żyjące budynki to cóż, Sokovia, a raczej pozostały po niej krater ma chyba inne zdanie.
/Po tym jak Yelena niemal postradała zmysły po machlojkach Natashy, podjęła współpracę z oddziałem SHIELD, który nielegalnie wydobywał vibranium. Zmierzyli się z jednym z oddziałów Avengers, a Sauron (Karl Lykos) spalił większą część ciała Yeleny. Zajęli się nią agenci AIM, którzy zrobili z niej kolejnego super-adaptoida (mogła przejmować niemal wszystkie umiejętności swoich przeciwników) i rozkazali zabić jej Spider-Woman (Jessice Drew). Kiedy zorientowali się, że nie jest wstanie tego zrobić, wcisnęli przycisk autodestrukcji i bum. 
/Potem niby pojawiała się kilka razy, działała w Vanguard i dla Normana Osborna, ale później okazało się, że były to podszywające się pod nią kolejno Natasha (kolejny raz...) i Bobbi.

/I spójrz na to - klik. Najpierw Marvel myli datę narodzin Bucky'ego, a teraz jeszcze sadzi byki w jego imieniu. Buchanon <3 
Clint, i jeszcze cię nie wywalili za sprzeciw takiej a nie innej polityce? Szok. Kogo więc najczęściej wysyłają do "rozwiązywania problemu"?
/Jestem zbyt wspaniały w tym, co robię, by pozbyli mnie się tak łatwo. Czasem sam się temu dziwię, ale nie będę przecież dopominać się o wywalenie na zbity pysk.
/SHIELD wyznacza do tego odpowiednio przygotowane i przeszkolone oddziały. Czasem Coulson zajmuje się tym osobiście. A raczej zajmował.
James, już nie chciałam nic mówić, bo jeszcze by ci się przykro zrobiło. Dobrze, że tęsknota ma swoje plusy. Nie wiem, jak to jest usilnie się jej przeciwstawiać, ale wyobrażam sobie, że to trudne i wysysające energię zadanie, bo nie da się całkowicie odciąć.
Bardzo sensowne. A zatem wszystko zależy od drogi, którą dany człowiek podejmie.
/Musiałabyś bardziej się postarać, żeby jeszcze przypadkiem zrobiło mi się przykro. 
/Tęsknota ma swoje plusy? Niby jakie? Proszę, oświeć mnie, bo jakoś ich nie dostrzegam. Tęsknota utrudnia tylko życie i nic poza tym.
/Żaden człowiek nie jest doskonały, więc popełnia grzechy. Jednak grzech nie jest równy grzechowy. Dzielą się one na wykroczenie, przewinienie i bunt- chatae, awon  i pesze, czyli grzech najcięższy. Wykroczenia to grzechy popełnione przypadkowo. Przewinienia to grzechy popełnione świadomie, ale bez intencji złamania micwy czyli przykazania, a ze słabości. Bunt to grzech popełniony przy pełnej świadomości tego, że łamie się przykazanie. Świadomie łamie się przykazania, a więc buntuje się przeciw Bogu. Mimo tego, że jest to grzech najcięższy, nie równa się on wiecznemu potępieniu, bo coś takiego po prostu nie istnieje w judaizmie. Istnieje również coś takiego jak teszuwa. Jest to proces, który po spełnieniu odpowiednich warunków, pozwala na wymazanie swoich win. Nie wszystkich oczywiście, grzechów najcięższych nie da się od tak wymazać.
/Jeśli chcesz usłyszeć coś sensowniejszego na ten temat, pytasz o to złego człowieka. 

11 lutego 2016

Astrid Löfgren

N, chyba wszyscy się przyzwyczają, że Marvel to Marvel, u nich nikt nie ginie, zanim ktokolwiek zdąży wyrazić swoje oburzenie.
Oj tam, oj tam, może to naprawią. Przecież nie mogło być zbyt idealnie.
Nie wiem jak inni, ale ja się hamowałam, bo nie raz i nie dwa przejechałam się na wyszukiwaniu nie wiadomo ilu den, a mam do tego cholerną tendencję. Dla mnie rzadko coś jest naprawdę oczywiste i jednoznaczne, co z resztą może być czasami zauważalne, jak tak dopytuję się n razy o to samo, no chyba że chodzi o jakieś definicje, zasady, czy coś w tym stylu, to inna sprawa. Ale teraz przynajmniej wiem, że nie tak złego mam nochala do intryg. Zdziwię się mocno, jeśli żadnej jednak nie będzie, w co zaczynam już wątpić. 
/Jak to nikt nie ginie? A facet od odrzutowca? A ci wszyscy statyści z piątego, szóstego i dziesiątego planu? A nie, fakt, nawet ich nie ma zbyt wielu. Przecież Avengers uratują nawet psa z latającego miasta. Ale za to biedne budynki cierpią bardzo często. I ich to nikt nie żałuje. 
/Wiem, że w końcowym montażu to naprawią, bo efekty w zwiastunach nigdy nie są idealne, ale doczepić się przecież zawsze można.  
/Powiem tylko, że nie bez powodu postawiłam na Yelenę. Babka robiła dobre rzeczy, pomagała Natashy, pomagała SHIELD, ale zawsze starała się przy tym wyjść na swoje i była przede wszystkim po swojej własnej stronie. A że dość kiepsko na tym wszystkim wyszła (klik), cóż... Ja byłam delikatniejsza, bo i powywijała znacznie mniej.
Clint, nie wiem, jak tak można. Znaczy, że miałbyś problem z wykonaniem takiego rozkazu, tak? 
/Chodzi raczej o to, że zbyt często zmieniam "zlikwidować" na "zrekrutować" i "tak, dyrektorze" na "wal się, Fury". Ale co poradzę?
James, a do akceptacji prowadzą właśnie etapy, przechodzone w różny sposób, albo w ogóle pomijane. Do śmierci można się przyzwyczaić i z nią pogodzić, ale do tęsknoty już nie bardzo, bo wraca w najmniej oczekiwanych momentach, kiedy wydaje się, że już się zapomniało. Hipokrytą byś był.
I widzisz, takie to skomplikowane, że nawet nie zapamiętałam jak trzeba. Czyli w tej gehennie można zostać na wieczność, ale nie ma tam jakichś katorg w stylu chrześcijańskiego piekła. Tak?
/Nie tyle byłbym hipokrytą, co raczej już nim jestem. I raczej nim pozostanę. ale widocznie taka już moja natura. I możesz mi też wierzyć, że wiem czym jest tęsknota, i że jest podłą suką. Jest wiele rzeczy, miejsc czy ludzi, których mi brakuje i to jak cholera, ale nie pozwalam wyleźć temu na wierzch, bo... zwyczajnie nie dałbym rady tego udźwignąć. Jest tego zbyt wiele. 
/W gehennie nie można zostać na wieczność, a przynajmniej tak sądzę, bo według judaizmu nie istnieją wieczne potępienie czy piekło. Gdy człowiek umiera, jego dusza trafia do gehenny i zostaje tam oczyszczona z wszelkich duchowych skażeń, nim wróci do Boga. Czasem trwa do krótko, czasem dłużej, a czasem... o wiele, wiele dłużej, ale nie wiecznie. Wiem, że to wyklucza przecież istnienie grzechów całkowicie niewybaczalnych, ale... ym, przyznaję, że mam pewien problem z wyjaśnieniem tego.  

red hood.

N, masz swoje ulubione "pary" z poszczególnych książek/filmów/komiksów? :-]
Zbyt wiele tego raczej nie będzie, ale cóż:
(kolejność przypadkowa)
1) Floki i Helga z "Wikingów". 
2) Ragnar i Lagertha także z "Wikingów". Chociaż Ragnar odpychał mnie coraz bardziej z każdym kolejnym odcinkiem i teraz mam nadzieję, że ukatrupią go w czwartym sezonie.
3) Marshall i Lily z "Jak poznałem waszą matkę". Serial niewybitny, zakończenie skopane, ale patrząc na tę dwójkę widziałam taki związek, o jakim marzy spora część ludzi. Tylko bez Teda na doczepkę.
4) Karen McCluskey i Roy z "Gotowych na wszystko".
i... chyba to tyle. Nie przepadam za wątkami romansowymi, większość z nich albo mnie nudzi albo po pewnym czasie wypada z głowy.

I och, zapomniałabym:
6)

Astrid Löfgren

N, uważam, uważam, ale czasem miło tak sobie pomyśleć, że jednak odejdą od swoich strasznie tendencyjnych chwytów. Pietro jak Pietro, ale gość z silnika na pewno żyje.
Pięknie zmiany się szykują <3
Pewnie tak będzie. Swoje komentarze zacznę sypać pewnie już w trakcie seansu. Ciężki jest żywot czepialskich istot.
Zaświtała, jasne, że tak. Nie przez sam fakt twojego zamiłowania do gnębienia Wiennie'go, ale przez to, że to było zbyt idealne. Korzystne, ale jakieś takie... Nienaturalne. Jak gra. Z drugiej strony potrafisz tak człowieka zaskoczyć, że nie zdziwiłabym się, gdyby jednak żadnego innego dna nie było.
/Jeśli to właśnie Steve zginie w CA:WS, będę strasznie zawiedziona, bo będzie oznaczać to, że Marvel niczego się nie nauczył i nadal będzie ożywiał swoich bohaterów. Tym bardziej, że ponoć pan Evans rozważa renegocjacje kontraktu po IW, więc może być go jeszcze więcej. A poza tym, nie ważne co Marvel zrobi, nie uda mu się dogodzić wszystkim. Z jednej strony są głosy, że Marvel nie ma odwagi zabijać swoich bohaterów, a z drugiej słychać wielkie jęki, że dlaczego zabili Pietro, i że powinien żyć. Czego nie zrobią, będzie źle.
/Ja już mogę zacząć się czepiać, chociaż premiery jeszcze nie było – w pierwszym zwiastunie, w scenie na lotnisku na tarczy Steve’a nie ma śladów po pazurach Pantery. W spocie są już widoczne. 
/Zdaję sobie sprawę z tego, że było to momentami wręcz przerysowane, bo właśnie takie z zamierzenia miało być, i dziwiłam się, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Chociażby z zemsty za moje wieczne czepialstwo :P
Clint, matko, kto to wymyślił? Strasznie brutalne rozwiązanie. Dosłownie jak z chorymi psychicznie albo niepełnosprawnymi w zamierzchłych czasach. 
/To rozporządzenia Fury’ego, dyrektora Coulsona i rady. My, malutcy nie bardzo mamy coś do gadania, mamy po prostu wypełniać rozkazy i stosować się do regulaminu. I to zapewne dwa główne powody, przez które tak rzadko wysyłają mnie na tego typu misje. 
James, no ale w sumie jedyna, na którą się natknąłeś. Oprócz rudej i uśpionych, czy jak im tam było. Musisz chyba nauczyć się samemu sobie kopać w tyłek, przykro mi. Etapy pogodzenia się ze śmiercią kogoś bliższego niż inni, lepiej?
To wszystko o czym póki co mówiłeś. Czemu kiepskie? Lepsze takie niż żadne. Przynajmniej coś cię interesuje.
Ty też jesteś odpowiedzialny za swoją przyszłość. Masz decydujący głos. Spokojna głowa, najbardziej zdziwią się ateiści. Nie musi być piekło, może być przecież gehenna. Dobrze pamiętam? No, w każdym razie na te tematy lepiej rozmawiać z duchownymi.
/”Natknąłem” to raczej kiepskie określenie, bo gdybym tylko chciał, znalazłbym ich więcej. Jeśli wie się jak i gdzie szukać, wcale nie jest to aż tak trudne. Ale nie czuję takiej potrzeby, wręcz przeciwnie, wolałbym unikać odnawiania dawnych przyjaźni. Nie bardzo zgodzę się też z tą całą żałobą, godzeniem się ze śmiercią, jak zwał, tak zwał. Tu nie trzeba rozpaczy, a raczej, bo ja wiem, akceptacji takiego stanu rzeczy? Śmierć już dawno przestała mnie jakoś szczególnie ruszać, przyzwyczaiłem się do niej. Poza tym, kim by był, jeśli rozpaczałbym po czyjejś śmierci, nienawidził tego, kto ją zadał, jednocześnie samemu planując zrobienie czegoś podobnego?
/Gehenna to taki jakby czyściec. Życie po życiu, że tak to ujmę, to Olam Haba. Gehenna to miejsce, w którym dusza czeka na osądzenie i przebaczenie – lub nie – wszystkich popełnionych za życia grzechów. Olam Haba to właśnie… życie po życiu, świat czysto duchowy, który ma nadejść, miejsce do którego trafia nieśmiertelna dusza. Na siłę można by to porównać do chrześcijańskiego nieba, ale jednak byłoby to nie do końca trafne porównanie. Za to nie ma czegoś, co można by uznać za odpowiednik piekła. Jest tylko zawieszenie w gehennie.

10 lutego 2016

Astrid Löfgren

N, a bo już on chciałby wszystko od razu. Nie ma tak dobrze.
Tylko żeby ta śmierć już była na zawsze, bo znając zamiłowanie Marvela do wskrzeszania, wszystkiego można by było się spodziewać. Strange na pierwszym planie? O tym to nie słyszałam. Fajnie by było.
No jakoś trzeba będzie sobie wytłumaczyć ewentualny bełkot, tak czy nie? :D Bo aż przykro będzie czepiać się akcentów przy tak rozbudowanej grze.
/"Śmierć na zawsze" i "Marvel" brzmią trochę jak oksymoron, nie uważasz? Naprawdę się nie zdziwię jeśli w CA:CW nikt nie zginie, ale za to Pietro i gość, którego Bucky kopnął do silnika (raczej nie było co już z niego zbierać, więc zakładam, że jest martwy) cudownie ożyją. A jeśli chodzi o Strange’a to słyszałam, że to właśnie on ma zastąpić RDJ w roli twarzy MCU, która przyciągać będzie fanów do kin. 
/Proszę cię, minie trochę czasu od premiery i znowu będziemy czepiać się wszystkiego – od depilacji, przez seplenienie, na częściach ciała w CGI kończąc.
/I pozwól, że wtrącę coś do tego, że „coś ci śmierdzi” – Nie zaświtała ci myśl, że z moim wielkim zamiłowaniem do gnębienia Bucky’ego, wciśnięcie go w ramiona tak dobrej (momentami przecież aż zbyt jak na kogoś takiego) babki, nie jest trochę podejrzane i nie ma w tym żadnego drugiego dna :P? 
Clint, a policja albo inne służby jakoś w to wszystko się angażują, czy na polu ataków działa tylko SHIElD? Pieprzona wojna się szykuje.
To znaczy? Wtedy wchodzi w grę całkowite odizolowanie albo nawet wyeliminowanie takiego zawodnika?
/Angażują. Niestety, bo często utrudniają tylko sprawę. Nie mają przeszkolenie do zajmowania się tego typu sprawami.
/Jest kilka etapów. Jeśli całkowita izolacja, terapia i dostosowane do danego osobnika leki nie przynoszą odpowiedniego efektu, i nadal nie chce współpracować oraz stwarza zagrożenie dla otoczenia i to bez prognoz na poprawę, musi on zostać wyeliminowany. Takie są procedury. 
James, a może ona po prostu rozumiała, jak się czujesz sam na tym świecie z pierdyliardem wrogów za plecami? Jako jedna z nielicznych, o ile nie jedyna. Wiesz, swój do swego ciągnie, w jakiś podświadomy sposób mogłeś wyczuć, że to jest ta osoba, której warto zaufać. Tak samo w drugą stronę, ona mogła widzieć w tobie coś - oprócz tego, że cię być może lepiej niż inni rozumiała - co nie pozwoliło jej cię totalnie zignorować. Ale wiesz, coś mi w tym wszystkim śmierdzi, tylko nie wiem co. Nieważne. Tak czy siak chyba jak najnormalniejszy człowiek będziesz musiał przejść swoją własną żałobę, jak by to dziwnie nie brzmiało.
Bardzo poplątane. Ja nie wiem, jak ty to wszystko ogarniasz. Przytłaczająca jest ta religia, przepraszam, że to mówię. Normalnie mam wrażenie, że nie ma w tym ani krzty miłości, sama zemsta i sprawiedliwość za wszelką cenę, choć pewnie mija się to z prawdą. Jak już z religijnej strony rozpatrujemy twój żywot, no to wychodzi na to, że kara cię spotkała za sumę grzechów, których być może niewystarczająco żałowałeś, albo nie modliłeś się - bo chyba jest modlitwa zamiast spowiedzi, nie? Ja jednak spojrzę na to z punktu widzenia swojej wyjściowej religii i stanę przy tym, że to próba, bo chcesz wyjść na prostą, wciąż grzeszysz, ale w Boga wierzysz, szanujesz go, i może mu ufasz. Nie skazałby cię na taki los, gdyby nie widział w tobie dobra, bo zły człowiek i tak śmignie do piekła.
/Już nie przesadzajmy z tym, że jako jedyna. Może i mnie Departament czy Hydra trzymali najdłużej, ale przecież nie byłem… nie byliśmy jedyni. Mogłem pójść i poszukać kogoś innego, ale po co? Nie potrzebowałem kogoś, kto ma w jakiś sposób podobne przeżycia. Wystarczył mi po prostu ktoś, kto nie chciał ani tego, kim kiedyś byłem, ani tego, czym byłem i wiedział kiedy kopnąć mnie w tyłek, żebym przestał się użalać i wziął się za siebie. A poza tym – ja nie obchodzę żałoby. Jest tego zbyt wiele.
/A kto powiedział, że ogarniam to wszystko? Wiesz, chyba trochę mnie przeceniasz. Póki co staram się zagłębić bardziej tylko w te zagadnienia, które mnie interesują, a całą resztą zajmę się dopiero wtedy, gdy już mi się to uda. Wiem, że to dość… kiepskie podejście, ale patrząc na to, że tak naprawdę zaczynam niemal zupełnie od zera, nie bardzo wiem, jak miałbym zrobić to inaczej. Ale dobra, nieważne. Powiem tylko, że jeśli to jest próba, chyba zacznę bać się tego, co czeka mnie w przyszłości. Jeśli w końcu i tak będzie to piekło, nie powiem, że się nie zdziwię, bo będzie to znaczyło, że istnieje i jednak nie mieliśmy racji. 

Astrid Löfgren

N, raczej byłoby to mało wiarygodne w przypadku jakiejkolwiek osoby, więc można się cieszyć, że później.
Kiedy będą po rosyjsku to będzie wiadomo, że Bucky walczy i nie daje Żołnierzowi dojść do słowa, powodując bełkot.
Ach, no tak. Zupełnie o tym zapomniałam. Albo straciliby na oglądalności. Śmierć Starka mogłaby być ryzykowna, choć fakt, zaskakująca. Wtedy mogłyby się sprawdzić ploty o tym dzieciaku, co ma przejąć jego rolę. Zastanawiające, nie powiem. 
/Kto się cieszy, że później, ten się cieszy. Pan Barnes mógłby mieć co do tego odrobinę inne zdanie. 
/Marvel raczej i tak nie będzie przedłużał już z RDJ kontraktu, bo płacą mu więcej niż reszcie ekipy razem wziętej, a do tego w IV fazie na prowadzenie wyjść mają nowe postacie i te, które dotychczas tworzyły dalsze tło. Nie bez powodu mówiono też, że teraz Starka jako twarz MCU zastąpić ma Strange. Tony najpewniej zginie więc IW albo odejdzie na super-emeryturę, i szkoda, bo akurat jego zgon byłby niemałym zaskoczeniem i sporo zmieniłby w MCU.

+ ”(…) Bucky walczy i nie daje Żołnierzowi dojść do słowa, powodując bełkot.” <- Świetne :P
Clint, budynek mieszkalny? Ktoś zginął? O co pytam, pewnie tak. Jacyś uzdolnieni już przeszli na ich stronę?
Ale dokonujecie jakiejś selekcji? Wiesz, na tych ugodowych i nieugodowych. 
/Jeśli już Hydra gdzieś się fatyguje, zazwyczaj nie obchodzi się bez ofiar. Taki już mają styl działania – wejść, zrobić to, co się chce, narobić chaosu i wyjść. A teraz, kiedy zaczynają mieć w swoich szeregach Nadludzi, będzie jeszcze gorzej. Narobili niemałego syfu mając jednego super-żołnierza, więc teraz, kiedy będą mieś uzdolnionych jako agentów, będziemy mieli nieźle przerąbane. 
/Oczywiście, że tak. Jeśli jakiś osobnik jest wyjątkowo problematyczny i niereformowalny, a do tego stwarza zagrożenie, musimy zająć się nim w inny sposób.
James, a masz pomysł na to, dlaczego tak się zachowywałeś? Dlaczego poszedłeś i dlaczego wracałeś? Tylko nie mów, że dlatego, że "powiedzmy ją lubiłeś".
Może wojna też się wlicza w grzech, chociaż chyba nie. Najlepiej będzie, jeśli rzeczywiście zdecydujesz się porozmawiać z kimś kompetentnym.
Dlatego powiedziałam, że nie wiem, czy byłoby to jakieś bluźnierstwo. Przyszło mi to na myśl, bo to w końcu jest jakby odwrócenie się od przedstawiciela własnej religii na rzecz innej, a więc także odwracanie się od zasad. Tak na chłopski, ale szeroki rozum, bo naprawdę nie mam pojęcia, jak to rzeczywiście jest.
/Wiesz, mało jest rzeczy, które lubię, ludzi jeszcze mniej i siebie samego do tej grupy nie zaliczam, więc jeśli to stwierdzenie przejdzie mi przez gardło, to już coś znaczy. Ale nie, to nie dlatego wracałem. Raczej. Po prostu… kiedy znalazł się ktoś, kto z jakiś niezrozumiałych dla mnie powodów mi zaufał i to na tyle, by wpuścić mnie do swojego domu i dopuścić do kogoś dla siebie ważnego, i to kiedy byłem dość… nieswój, jest… znaczy dla mnie więcej, niż może się wydawać. Tak samo jak to, że mogłem obrócić się do niej plecami bez obawy, że za chwilę wbije mi w nie nóż. I to nie tylko metaforycznie. 
/Pokój, szalom jest czymś niesamowicie ważnym, a więc wojna, która go zakłóca, jest czymś, co można by uznać za grzech. Kiedy dostanie się rozkaz zabicia kogoś, a tak jest przecież na wojnie, powinno się zabić tego, kto wydał ten rozkaz, ponieważ namawia on nas do morderstwa. Morderstwo jest grzechem niewybaczalnym i niedopuszczalnym, ale zabicie kogoś w konieczności obrony życia swojego i innych jest już jednak traktowane odrobinę inaczej. To jest… dość poplątane, nie ukrywam. Ale miałem przecież na sumieniu także inne grzechy niż wojnę i morderstwa, które na niej popełniłem. Od łgarstwa i kantów, przez kradzieże, na pobiciach skończywszy. To też nie jest coś, na co macha się ręką.

9 lutego 2016

Astrid Löfgren

N, no i właśnie pytanie brzmi: prędzej czy jednak później. :D
Nie wiem, jak on to zrobił, ale należy mu się za to szacunek. Dobrze to sobie pan Stan wykombinował, naprawdę dobrze i aż jestem w szoku. Ciekawe czy taki sam efekt będą dawały dialogi.
Terapia, mówisz? No to chyba trzeba rezerwować terminy. Oj, to jakaś kolejka się tworzy. W sumie najbardziej korzystne byłoby uśmiercenie Steve'a. Taki ukłon w stronę komiksów. 
/Odpowiedź brzmi: raczej później niż prędzej. Opcja, że dostaje momentalnego olśnienia i z dnia na dzień zmienia swój światopogląd, raczej nie bardzo do niego pasuje i byłaby mało wiarygodna.
/Mimika pana Stana w scenach ze zwiastuna i spotu jest naprawdę świetna i tak zróżnicowana, że idealnie widać, kiedy w jego Barnesie jest więcej Bucky'ego, a kiedy odzywać zaczyna się Żołnierz. Naprawdę nie spodziewałam się, że wyjdzie mu to aż tak dobrze. Zapewne tak samo będzie z dialogami. O ile nie będą po rosyjsku, oczywiście :P
/Tylko, że pan Evans już dawno mówił, że ma zarezerwowane dziewięć miesięcy na planie IW. Czyli uśmiercono by Capa, żeby za chwilę znów go ożywić. A potem najpewniej znowu zabić, bo panu E skończy się kontrakt. Trochę to bezsensowne. Tym bardziej, że nowym Capem ma zostać Bucky (któremu nawet nie dadzą się wykazać, tylko za chwilę oddadzą tarczę Rogersowi), a ta postać zwyczajnie nie jest jeszcze na to gotowa. A poza tym - takie zakończenie byłoby strasznie przewidywalne. Zaskoczyłabym się, gdyby postanowili zabić takiego np. Starka. Ile by dzięki temu zaoszczędzili na następnych filmach!
Clint, a jak rodzinka to znosi? Albo nie znosi.
Utrudniać, czyli co robią hydrowicze? Jakieś zamachy, ataki, te sprawy?
Izolujecie ich od społeczeństwa, czy jak to wygląda?
/Raczej łatwo zgadnąć, że w domu nie jest zbyt kolorowo. Jednak Laura to złota kobieta i rozumie, że czasem zwyczajnie nie mogę odmówić i muszę stawić się w bazie. Taka praca, a Fury, choć często zachowuje się jak... no Fury, wiele dla nas zrobił i nie mogę kazać mu się zwyczajnie walić i znaleźć kogoś innego.
/Hydra lubi bawić się w terrorystów. Zamachy na siedziby władz, wadzące im osoby, ostatnio nawet na jakiś budynek mieszkalny. A do tego ostrzą sobie pazurki na uzdolnionych, układając sobie w swoich chorych łbach wizję zbudowania z nich armii. 
/Izolacja na pewien czas jest w zdecydowanej większości przypadków konieczna. Ze względów bezpieczeństwa.
James, wydaje ci się, jak wydaje, nie musimy się w tej kwestii zgadzać. A czy twoją winą na pewno jest to, że zachciało ci się ułatwić sobie życie?
Mam wrażenie, że sam sobie odpowiedziałeś. Wychodzi na to, że cholernym grzesznikiem musiałeś być. Nie wiem, odszedłeś od Boga, czy co? Odsunięcie się od Boga to chyba grzech ciężki. Nie wiem jak to jest z tymi rabinami, ale ksiądz czy pop raczej nie skazałby cię od razu na wieczne potępienie, więc może lepiej od kogoś z innej religii zacznij, skoro rabinów nie jesteś pewien. Nie wiem, czy byłoby to jakieś bluźnierstwo, czy coś, ale gdyby tak podejść do tego jak do zwykłej rozmowy osób wierzących, to mogłoby to przynieść korzyść. Może jakąś ulgę nawet.
/Oczywiście, że nie tylko to jest moją winą. Jeśli miałbym wymieniać całą, zacząłbym od tego, że kierowany jakimiś głupimi przypuszczeniami i wyrywkami wspomnień, z których części nie rozumiem do teraz i raczej już nie zrozumiem, w ogóle do niej poszedłem, a skończyłbym na tym, że wracałem za każdym razem, choć wiedziałem, że to ryzykowane, bo nadal mnie szukają. A pomiędzy byłaby jeszcze dość długa lista. 
/Nie byłem jakoś szczególnie religijny, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale nigdy nie wyparłem się Boga. Owszem, miałem chwilę zwątpienia, kiedy... no, kiedy Hydra próbowała wyrwać mnie ze mnie, ale nie byłem wtedy... w pełni władz umysłowych, bo chyba tak można to nazwać. Zrobiłem też w życiu wiele złego, ale nie sądziłem, że to było...  tak złe. 
/Dlaczego rozmowa z księdzem miałaby być bluźnierstwem? Wierzymy w tego samego Boga, po prostu nasze koncepcje postrzegania go trochę się różnią. Jest oczywiście także to, że dla mnie Jezus nie jest Bogiem i nie rozumiem postrzegania go w ten sposób, ale przecież sama rozmowa o nim to nie wielki grzech. A przynajmniej tak uważam, nie jestem ekspertem.

Astrid Löfgren

N, taki on uparty, że pogodzenie się z tym może mu zająć długie lata, chyba że wydarzy się wcześniej coś, co kompletnie przełamie barierę. Liczę na drugą opcję. Nie, żebym jakoś szczególnie kibicowała w kwestii rozpierdzielania mu życia, ale czasem jedno wydarzenie sprawia, że dostrzega się znacznie więcej możliwości.
O nie, nie zgodzę się na to. Przez jeden zwiastun i spot zaryzykuję stwierdzeniem, że WS jest jeszcze lepiej przemyślany i odegrany, niż w CA:TWS. To nie może być tylko piętnaście minut!
Russos - czy ktokolwiek, kto to powiedział - mieli rację, że ten film będzie jednym z tych, które totalnie rozwalają psychikę. Chyba wybiorę się znacznie później niż miałam zamiar, bo musieliby mnie z sali wynosić... :D 
/Och, znasz mnie już na tyle, że powinnaś zauważyć, że ja po prostu lubię rozpierdzielać mu życie na wszelkie sposoby. Ale Bucky to Bucky, więc nieważne jak źle będzie, on i tak w końcu - prędzej lub później - wstanie, otrzepie się i pójdzie dalej. 
/Biorąc pod uwagę to, że w TFA i WS pan Stan grał tak naprawdę dwie zupełnie (no, może jednak nie zupełnie) różne postacie, a teraz musiał jakoś wiarygodnie złączyć je w jedno, miał przed sobą nie lada orzech do zgryzienia. Jednak po tym, co zobaczyliśmy w zwiastunie i spocie, stwierdzić można, że mu się to udało i to ze świetnym efektem końcowym. Coś czuję, że ukradnie sporo scen.

/Słyszałam o tym, że po zobaczeniu tego filmu to już tylko terapia :P A ilu już kandydatów do potencjalnych zgonów! Steve, Clint, Wanda, Sam, Rhodey, Sharon i zapewne jeszcze kilka osób by się znalazło. A zapewne nie zginie nikt. A jeśli już to na jakiś jeden film.
Clint, nawet nie masz możliwości wyskoczyć na parę godzin i się z rodziną zobaczyć?
Cały czas macie na głowie obdarzonych, zgadza się? Doszliście w tej kwestii do jakiegoś porozumienia? Może jest jakiś pomysł, który nie wylądował w koszu.
/Nie no, czasem mam trochę wolnego czasu, ale jest on bardzo ograniczony. Problemów jest coraz więcej, a możliwości i ludzi znacznie mniej niż kiedyś.
/Obdarzonych, Uzdolnionych, Nieludzi - jak zwal, tak zwał, ale tak, mamy. I to nie tylko, bo Hydrze najwidoczniej znudziły się wakacje i postanowiła wrócić do gry, i znowu utrudniać nam życie. A jeśli chodzi o plany, które nie zostały zakwalifikowane jako przeznaczone do niszczarki, to cóż, zbyt wiele ich nie ma. Póki co trzymamy się tego, że mamy zgarniać każdego, kto przejawia jakiekolwiek nadnaturalne zdolności i zrobić wszystko, by nie stwarzał zagrożenia dla siebie i innych.
James, wydaje mi się, że mimo wszystko było warto, bo Yelena zrobiła dla ciebie więcej, niż niejeden próbowałby zrobić. I już nie tylko o ochranianie tyłka chodzi, ale pokazała ci lepszą stronę życia, że może być inaczej. W miarę normalnie. Finał okazał się tragiczny, ale takie było ryzyko. I to, że stało się, jak się stało, nie znaczy przecież, że zawsze tak będzie.
Trudno z tej niewiedzy wyjść i nigdy nie poznasz jednoznacznej odpowiedzi. Wiem, pocieszające. Nie sądzę, że otrzymałbyś taką odpowiedź od kogoś, kto podszedłby do tego od strony religijnej czy w ogóle od jakiejkolwiek innej. Myślę, że raczej opierałoby się to na wskazówkach do samodzielnej oceny i jednym z najistotniejszych elementów byłoby twoje własne podejście do sprawy rozwinięte w toku całej tej rozmowy. Kto wie, może by cię olśniło. 
/Ta? A mi jakoś wydaje się, że nie, nie było warto, ale przecież co ja tam mogę wiedzieć, nie? Po prostu... nie przepadam za ludźmi i jeśli już jest jakiś wyjątek od reguły, ktoś, kogo... powiedzmy, że lubię, i ten ktoś to odwzajemnia, a potem ginie z mojej winy, bo zachciało mi się ułatwić sobie życie to cóż... Powiedzmy, że nie zachęciło mnie to do szukania sobie nowych kumpli. Raczej wręcz przeciwnie.
/Nie otrzymałby takiej odpowiedzi od kogoś, kto podszedłby do tego od strony religijnej? Od strony tej samej religii, w której Bóg zesłał potop, bo ludzie grzeszyli, i w której pojawiają się głosy, że Holokaust to kara za grzechy? W której niepełnosprawność czyli ułomność to kara za grzechy? Z tego, co wiem, tak twierdzą tylko ortodoksyjni, ale nie wzięło się to przecież znikąd. Jest jasno powiedziane, że to z powodu naszych grzechów jesteśmy karani. Więc cóż... Dość prawdopodobne jest, że jeśli podzielę się swoim życiorysem, właśnie to mogę usłyszeć. A to by mi raczej nie pomogło.