24 marca 2016

Ana Morgan

O tak to byłoby coś. Szkoda ze tak marnują potencjał. Jest tyle możliwości do wykorzystania, a oni postępują w chyba najgorszy z możliwych sposobów.
I chyba to wieczne przywracanie kogoś do życia jest już trochę nudne i raczej większej ilości publiczności już się znudziło. Naradzie chyba tylko Pietro nie zmartwychwstał.
A co do thomsona to był raczej po cywilnym. W hotelu, szykował się do wyjazdu, raczej nie spodziewał się nagłego ataku z powodu jakieś durnej teczki peggy. 
/Zawsze mogło być gorzej. Mogliśmy dostać serial skupiony na dramatycznym wzdychaniu Peggy za Steve'm, a potem na romantycznym wzdychaniu do nowej miłości. Tego na całe szczęście nam oszczędzono i pierwszy sezon w gruncie rzeczy nie był zły. Co prawda wątek Leviatana rozczarował, ale do pewnego momentu był prowadzony całkiem zgrabnie.
/I tak jestem święcie przekonana, że prędzej lub później ożywią Pietro. Ożywiają każdego jak leci i nikt oprócz czwartoplanowych postaci tam nie umiera. Tym bardziej, że Pietro jest bratem Wandy. Tej babki, która potrafiła ożywiać ludzi. 

/I pozwól, że spytam - piszesz z telefonu, prawda :P?
Trudno to zauważyć. :p
Przecież wiesz, że gdybym się z tobą nie podroczyla nie byłabym sobą.
Chodziło mi właśnie o jakiś notatki, fiszki i tak dalej. Nie miałam na myśli ze paradujesz z kartkami przypietymi gwozdziami do ramienia.
Aha w więc teraz jesteś dobrym zabójcą, a kiepskim trupem. Zdecyduj się w końcu.
Może to tylko obowiązek, a może Becca wpoila im szacunek do Ciebie. W końcu jestes/ byłeś ich wujkiem... pora wujkiem. Zacznij widzieć pozytywy w niektórych sytuacjach. Może moje wnuki i pra wnuki nie będą nawet o mnie pamiętać.
No właśnie nie wiem skąd to się zwielo. Może mnie oswiecisz?
Ale czy ja mówię że źle? Czy mówię że to mi przeszkadza, czy denerwuje. Przecież sama napisałam, ze masz teraz dobre, może wreszcie właściwe spojrzenie na świat. Więcej luzu, Back. Nie każdy kto z tobą pisze chce się na tobie wyrzuć i uprzykrzyc Ci życie.
Sądzę że akceptacja to najlepszy sposób, bo czasu nie cofniesz, pamięci nie wymarzesz, a żyć trzeba dalej.
Ja gdzieś coś o zezedzeniu pisałam o.O? Chyba trochę nadinterpretujesz moja wypowiedź. A wystarczy przeczytać, pomiędzy wierszami nie ma żadnego ukrytego sensu, kpiny, czy ironii.
Nie znam twoich ofiar, więc nie wiem czy wszyscy zasłużyli czy nie, ale na pewno nie wszyscy byli święci. A ci którzy nie zasłużyli o tak sa w lepszym świecie i na pewno jest im lepiej. I nie, nie próbuje Cię pocieszyć. Stwierdzam tylko fakt.
A co do ostatniego, to każdy ma swoje zdanie i nie zabronie ci to mieć. Nie ważne czy jest pozytywne czy negatywne.
/Widocznie źle patrzysz. Mam bardzo atrakcyjne wnętrze. Gdzieś tam, w środku, głęboko, zakopane pod niezłą warstwą szajsu. Ale jest.
/Wiesz, może nadal nie przepadam za tym ramieniem, ale jednak bywa przydatne, więc wbijanie w nie gwoździ byłoby raczej kiepskim pomysłem. Lepiej użyć taśmy klejącej. Co prawda nieźle muszę się potem naszorować, by zmyć klej z metalu, ale to jednak delikatniejsza i mniej niszczycielska opcja. Ale i tak wolę swój kajecik, dziennik, pamiętniczek - jak zwał, tak zwał.
/Powiedziałem, że byłem w tym dobry. Zwróć uwagę na czas przeszły. Tego akurat nikt nie może mi odmówić, bo wszystkie te cholerne medale, które przyznawano mnie za wybijanie kolejnych ludzi, świadczą same za siebie.
/Cóż, nie znam tych ludzi, więc ciężko, więc jednak ciężko mi powiedzieć, co nimi kieruje. Może być to tylko poczucie obowiązku, a może być to coś głębszego. Mogę tylko gdybać.
/A ja mam wiedzieć? Wcale nie chciałem być ironiczny, skądże znowu.

/Z tym "pamięci nie wymażesz" to akurat mógłbym się sprzeczać. Wiesz, jestem chyba najlepszym przykładem na to, że da się to skutecznie zrobić, Także tutaj nie byłbym taki pewny.

/Ym, że o zarządzanie chodziło, nie zrzędzenie, tak? Prawidłowe korzystanie z alfabetu wcale nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. To całkiem trudna sztuka. Weźmy to pomińmy i udawajmy, że nie wyszedłem na głupka, co? 

/Też tak naprawdę nie znałem swoich ofiar. Nie było mi to do niczego potrzebne do wykonania misji, a potem też tego nie sprawdzałem, więc nie wiem, czy mieli coś na sumieniu. Za to teraz staram się nie tykać tych, którzy nie weszli mi w drogę i mają czyste sumienie.

Żelka

Cześć. Jak życie? Co nowego u Ciebie?
N: Żadnych spektakularnych zmian. Niestety można by rzec, choć osobiście powiedziałabym raczej, że stety :)

Natasha:
/Tak naprawdę od dłuższego czasu nic się nie zmieniło. Raczej wróciła stara monotonia i papierkowa robota dla SHIELD. New Avengers ostatnio spędza więcej czasu w bazie niż w terenie, dyrektor stwierdził, że lepiej nas chwilowo odsunąć i załatwiać niektóre sprawy w mniej... widowiskowy sposób.
Bucky:
/Życie jest wspaniałe, pogoda dopisuje, słońce świeci, ptaszki ćwierkają. Cholernie wkurzające stworzenia, tak swoją drogą. Nigdy ich nie lubiłem. 
/A co nowego? Ym... kompletnie nic? Nie, żebym z tego powodu narzekał. Zupełnie nie.

Ana Morgan

A co do matki Starka to gdyby przenieśli akcję do lat 50 to Maria mogłaby mieć jakieś 20 lat, więc tony'ego urodzilaby gdzieś w wieku 40 lat.
Ukatrupili, ale na razie jeszcze nie stawiam kropki nad i, bo wszystko jest możliwe. Tym bardziej że jeszcze tego nie potwierdzili. Trachneli thompsona porosto w klatę, więc mam nadzieję że szybko co ktoś znajdzie i uratuje. No thomsona zombie to ja nie chce 😕
Ja co jakiś czas próbuje się za to zabrać i jakoś mi nie wychodzi. Wytrzymuje 2, 3 odcinki. To mój rekord.
/Chętnie zobaczyłabym sezon albo choć jeden odcinek, który pokazywałby dzieje SHIELD gdzieś, bo ja wiem, na początku lat dziewięćdziesiątych na przykład. Na tyle wcześnie, by Starkowie jeszcze żyli, ale na tyle późno, by Hydra zdążyła już ładnie wrosnąć struktury organizacji. Mogliby pokazać, że Howard zaczyna domyślać się, że coś jest nie tak, a sezon zakończyłby się pięknym wypadkiem Starków. Nawet nie musieliby zatrudniać wtedy Coopera, mogliby wziąć aktora, który grał Howarda w IM2 i w Ant-Manie. Mógłby pojawić się młody np. Pierce. To byłoby na pewno ciekawsze od tego, co teraz jest w "Agentce..." i miałoby większe powiązanie z MCU od "Agentów...", na których ponoć CW nie ma mieć żadnego wpływu.
/Może miał na sobie jedną z tych super kamizelek kuloodpornych od Starka, które pokazali w pierwszym sezonie? Chociaż nie, jak od Starka to pewnie by nie działały.
Przed akcją z uktronem ich nie widziałam, dlatego stwierdziłam, że są nowe.
A co się dzieje w tarczy?
/Rzadko używałam ich na misjach, którym towarzyszyła publiczność, więc nic raczej dziwnego w tym, że były trudne do zauważenia.
/Ostatnio SHIELD próbuje udobruchać radę i nawiązać jakąś obustronną współpracę z rządem. Liczą, że dzięki temu społeczeństwo przestanie traktować SHIELD jak drugą Hydrę, a sytuacja z uzdolnionymi zyska wreszcie jakieś rozwiązanie. Póki co, nadal jest z tym kiepsko.
A po za włosami i ramieniem jest w tobie jeszcze coś ładnego? 😛
Widzisz, coraz więcej zastosowań na twoja błyszcząca rączka. A tak na serio się pytam. Wciąż zalogujesz wspomnienia na fiszkach?
Z takim imieniem to nawet bohatrem narodowym bys nie został. I nie, jakoś nie czuję. 😐
Miło wiedzieć, że ktoś po śmierci dba o twój grób. To chyba pozytywne odczucie, co? Że po tylulatach wciąż ktoś o tobie pamięta.
Po prostu dało się wyczuć desperacja, mała ironię w twojej wypowiedzi. To mi się wydało zabawne.
Chyba naprawdę dobrze, bo wiedziałam, ze właśnie tego się uczepisz. Ale taka reakcja mnie cieszy. W końcu gadasz z sensem.
Ja od Ciebie wyrzutów sumienia nie oczekiwałam. Ani pokuty. Ani zarządzania. Ani nic z tych rzeczy. Po pierwsze to nie ty Podejmowales te decyzje. Po drugie zapewne wiekszosc tych ludzi zasluzyla sobie na ten los. A wyrzuty sumienia to zło. Zatruwaja tylko życie, a przecież czasu cofnąć się nie da. Wiem, jak na zwyklego czlowieka jestem zołzą.
/Mam piękne wnętrze, nie zauważyłaś?
/A ja serio odpowiadam, że nie, niczego nie doczepiam sobie już na magnesy. Spisuję wszystko w jednym dzienniku, który noszę przy sobie. Tak jest wygodniej i mam większą pewność, że czegoś nie zgubię. A jeśli już zgubię to wszystko naraz, co jednak już nie byłoby fajne.
/Ta, jeśli chodzi o tego bohatera narodowego to wcale nie było to takie trudne. Wystarczyło zabić pokaźną liczbę nazistów, a potem umrzeć. To ostatnie może i mi nie wyszło, ale w tym pierwszym byłem dobry.
/Kochałem Rebeccę, ona chyba mnie też, więc raczej nic dziwnego, że zajmowała się moim grobem. A jej dzieci czy wnuki robią to już raczej tylko z poczucia obowiązku, bo Becca nie da już rady tego robić. Nie znały mnie, jestem dla nich co najwyżej gościem ze zdjęcia, więc nie ma tu raczej mowy o żadnej szczególnej pamięci czy głębszych uczuciach.
/Ja ironiczny? Skąd ten pomysł? Nigdy.
/Gdybym się nie uczepił to też byłoby źle, co? Ale dobra, nie czepiam się, bo znowu wyjdzie, że nadinterpretuję i sam sobie coś dopowiadam. Powiedziałem po prostu co myślę. Odcinanie się nie ma sensu, trzeba po prostu zaakceptować to, co było, i próbować iść dalej. 

/I znowu to zrzędzenie? Wcale nie zrzędzę. Czasem ponarzekam, mogę przecież, ale nazywać to od razu zrzędzeniem? Ale dobra, nieważne. 
/Chwila. Mówiąc "większość tych ludzi zasłużyła sobie na ten los", których z nich masz na myśli? Tych, których zabijałem wtedy, czy tych, którzy delikatnie wkurwiają mnie teraz i sami się proszą o kulkę w łeb? Albo nóż w gardło, ale pieprzyć szczegóły. To jednak różnica, no nie? Tych drugich to chyba nikomu nie żal, bo za Hydrą nikt płakać nie będzie, ale jeśli chodzi o stare cele to cóż, nie wszyscy raczej sobie zasłużyli, ale roztrząsanie tego i tak już niczego nie zmieni. Są martwi i tyle. 
/A co do tego ostatniego - nie wypada potaknąć, co?

Astrid Löfgren

N, jeśli Bucky'emu dadzą cięty język, jak w komiksach, to dopiero będziemy się martwić o biedne uszy Steve'a.
Nie widzę innej możliwości. Już bardziej tej postaci spartaczyć się nie da, jak to miało miejsce wcześniej. A może się da? Chyba pogłówkuję, co jeszcze można by sknocić.
Wciąż niezbyt zachęcające. Jak już o wieku mowa: "absolwentki" Red Roomu wychodziły stamtąd w jakimś określonym wieku?
To by było przepiękne <3 Zwłaszcza w zestawieniu z morderczą nieudolnością. 
/Przy PG12 nie ma raczej co liczyć na jakiekolwiek przekleństwa. Co prawda w CA:WS naliczyłam aż dwa, jeśli dobrze pamiętam, z czego to z ust Rumlowa było mocno przytłumione przez inne dźwięki. A z polskiej wersji zostały za to całkowicie wycięte.
/W sumie to postać taka jak Steve jest całkiem prosta do sknocenia. Whedonowi poszło całkiem sprawnie, ale już dam mu spokój, bo za często ostatnio się go czepiam.
/Zależy, nie było raczej żadnego, ściśle określonego wieku i wszystko zależało od danej "absolwentki". Ale zauważyć można, że są coraz młodsze. Spójrzmy na trzy znane nam panie - Natasha została jedną z kandydatek na Czarną Wdowę już jako nastolatka (trenować zaczęła jako trzynastolatka bodajże), ale tak naprawdę została nią dopiero w latach '60, więc jako trzydziestolatka. Yelena została wytypowana na nową Wdowę, gdy miała czternaście albo piętnaście lat. Avę "nowy Red Room" wciągnął jako sześciolatkę, a gdy wyciągnięto ją stamtąd miała dziewięć lat i całkiem niezły trening za sobą, który przez kolejne pięć lat kontynuowało SHIELD. 
/Oj no, może i większa część morderczej legendy, którą jest, to właśnie tylko legenda, ale chłopak chociaż się stara. Tego odmówić mu nie można.

/I tak trochę bajdełejem - jeśli nie pomyliłam się w etykietowaniu, to twój tysięczny post ;P
Nat, na czym głównie opiera się te porozumienie? 
/Dyrektor zdecydował się nawiązać dialog z rządem. Wyszło to z inicjatywy samego prezydenta, więc nie wypadało odmówić. Szczególnie, że jesteśmy teraz w niezbyt ciekawej sytuacji. Chodzi głównie o współpracę z ACTU i omawianie z radą niektórych decyzji związanych z obdarzonymi. Narobili niezłego bałaganu, a cała ta medialna nagonka nie pomaga im w uzyskaniu sympatii.
James, aż mi się powiedzenie przypomniało - "U nas tolka diesiat miesacy zima, a patom wsio lieto i lieto", więc minus czterdzieści to prawie jak odwilż. Ale pomyśl, jak mogłoby być fajnie: sprawiłbyś sobie sanie i zaprzęg reniferów, więc silnikiem nie musiałbyś się martwić. Psie zaprzęgi też mógłbyś wykorzystywać. Chociaż nie, nie lubisz przecież psów. Od czasu do czasu odwiedzałbyś jakieś rdzenne ludy, albo nawet pomieszkał z nimi w ich tradycyjnych namiotach. Nawet mogłoby się zdarzyć tak, że ubzdurałbyś sobie zabranie ze sobą takiej Avy na przykład.
Ugh, to jednak musi ci wystarczyć te dziewięćdziesiąt cztery i około dwudziestu siedmiu.
Noo, to dziewczyna rozumie cię jak nikt inny.
/Poleć - bo z pojechaniem będzie ciężko - sobie kiedyś do Republiki Jakucka czy jak tam się to teraz nazywa. Zimą, bo latem jednak bywa tam całkiem ciepławo. Wszędzie śnieg, zmarzlina, a temperatura spokojnie spada nawet do minus siedemdziesięciu albo i niżej. Świetne miejsce. Tylko trzeba pamiętać, by nie dotykać czasem uszu, bo mogą odpaść. Nie, żebym sprawdzał.  
O tak, marzę wręcz o wylądowaniu pośrodku niczego z nastolatką. To spełnienie moich najskrytszych marzeń. Które skończyłoby się najpewniej tym, że po jakimś czasie strzeliłbym w łeb albo jej, albo sobie. Albo poszedłbym utopić się w przeręblu, bo byłaby nadzieja, że zamarznę tam na śmierć. Właściwie to nawet gdybym wylądował tam sam albo z reniferem, skończyłoby się to tak samo. Chyba, że prędzej wpieprzyłby mnie jakiś wilk. Albo tygrys, który przywędrowałby ze wschodu. Z moim szczęściem jest to możliwe. O niedźwiedziach nie wspomnę. Nie przepadamy za sobą. Do nich też mam uraz.
/Od razu jak nikt inny. Jedna już taka była. To, że koniec końców okazała się dwulicową suką, która zrobiła ze mnie kretyna, to tylko mały drobiazg.

Ana Morgan

Ja tam starego Bucka lubię. To miła odmiana :)
Stark pojawił się w jakiś dwóch odcinkach i właściwie nie zaprezentował nic ciekawego. Czasami zachowywał się jakby miał ADHD, rzucał na lewo i prawo żarciki rodem z podstawówki i zajął się produkcją filmową. Niby wielki naukowiec, a ja widziałam w nim niewyżyte dziecko, któremu brakuje piątej klepki w mózgu. Ten z poprzedniego sezonu przynajmniej potrafił zachować choć odrobinę powagi, ten nie. A ja i tak tęsknię za Starkiem z CA:TFA :( Czy tak trudno znów odwzorować tą postać?
W CA:WS było powiedziane, że Steve uratował przyszłego męża Peggy i jak na razie ani Sousa, ani Thompson nie pasują mi do tego opisu. Ale jeśli któryś z nich ma być jej mężem to Sousa jest na dobrej drodze, choć wątek spieprzyli niemiłosiernie. A co do Thompsona... nie będę tutaj wypisywać spojlerów, ale jego można uznać za wykluczonego (choć po Marvelu można się wszystkiego spodziewać).
Ja oglądałam z nimi jakieś pięć odcinków, podczas których Hunter strasznie mnie wkurzał, był taki strasznie, ale to strasznie drażniący. Do tej pory pamiętam wypowiedź May o tym, że go nie lubi i pamiętam, że jej przytaknęłam. Bobbi na początku wydawała się spoko, ale przyznam, że nie zdążyłam za bardzo jej poznać.
Nie przypominaj mi o Pająku! Ten to dopiero działa mi na nerwy :/
/Raz na jakiś czas, jako odskocznia - czemu by nie. Gdyby miał zagościć tutaj na dłużej - wszyscy mieliby go dość po dwóch-trzech tygodniach. Także pozostawię go na te chwile, gdy taka odmiana naprawdę się przyda i da taki mały powiew świeżości.
/Obaj Starkowie są naprawdę trudnymi postaciami do poprowadzenia i łatwo ich skepścić. A kiedy ktoś już przedobrzy, dostajemy Howarda, który nie potrafi niczego skonstruować dobrze i zachowuje się jak niewyżyty szczeniak z ADHD, albo Tony'ego rzucającego siusiumajtkami i żarcikami o prawie pierwszej nocy. Tak samo jest z Deadpoolem - balansuje na granicy bycia zabawnym i bycia kiczowato-irytującym, co niektórzy twórcy niestety mylą.
/No nie mów, że ukatrupili Thompsona :/ Naprawdę? Już Sousa był znacznie bardziej irytujący i mniej wnosił. Jack może i bywał dupkiem, ale jednak miał potencjał i mógłby stać się naprawdę ciekawą postacią. Ale nie zdziwię się, jeśli Jack wróci. W końcu nawet Ward powrócił pod postacią zombie, więc tam naprawdę nikt nie umiera. 
/Hunter jest może dość trudny do polubienia, bo faktycznie potrafił być drażniący, ale i tak był moją ulubioną postacią z "Agentów...". Co przy takiej konkurencji nie było jednak żadnym wyczynem i głównie z tego powodu na razie odpuściłam sobie ten serial.
No tak, Nathaniel już z jakiś rok będzie miał lub koło tego :)
Czy mi się zdaję, czy ostatnio zmieniłaś styl walki i zaczęłaś używać nowej broni?
/Skończy rok w przyszłym miesiącu. Naprawdę szybko zleciało.
/To nie nowa broń, to po prostu trochę podrasowane przez Starka kije bō. Bardzo wygodne jeśli dochodzi do walki wręcz.
A co jeszcze? No tak, twoja ręka. Nadal przypinasz do niej magnesiki?
Ulysses to by było coś. Jako osoba, która o mały włos na chrzcie nie dostała Faustyna to cię rozumiem. No proszę, już drugi raz w ciągu jednego dnia.
Przepraszam, siedemdziesięciu jeden, mój błąd. Jesteś, czy nie jesteś... zależy jak na to patrzeć.
"Jestem zabójcą, który nawet zabić porządnie nie potrafi." Przepraszam, ale po przeczytaniu tego zdania padłam. I ta desperacja w twojej wypowiedzi. Fakt śmieszne to nie jest, a może jest... Lepiej dla Steve'a, że z ciebie taki kiepski zabójca.
To to idziemy do przodu. W sensie, że ty idziesz. Bardzo mnie to cieszy. W końcu ruszyłeś z miejsca w dobrym kierunku. Tak jest Bucky, do przodu. Trzeba się w końcu odciąć od tego co było, prawda? A przynajmniej próbować, bo coś czuję, że to znowu będziesz miał jakieś "ale".
Czuję się urażona. Tak się starałam, żeby ci pomóc, a ty tego nie potrafiłeś docenić. A tu wystarczy, że jakaś Orlova cię słucha i już jest fajnie.
A tak na serio to dobrze, że na nią trafiłeś. Pamiętam jak na samym początku, żaliłeś się, że nie masz się komu wyżalić (dziwne nie?). Dobrze, że w końcu spotkałeś taką osobę, która cię rozumie i z którą możesz bez przeszkód pogadać o wszystkim. To też ci dobrze zrobi.
Może się nie jasno wyraziła, bo przyznaję, że sama się zaplątałam w swojej wypowiedzi. Ale dobrze, że teraz wszystko jest jasne.
I tak nie miałam zamiaru wciągać cię w nałóg, z którego dopiero co wyszedłeś. A ja i tak ostatnio za dużo piję.
/Ze wszystkich części mojego ciała wybrałaś akurat tę, która została do niego doczepiona i teoretycznie częścią mojego ciała nie jest. Nie no, dzięki. I nie, nie przypinam do niej magnesików. Ale za to łuski mogą służyć jako otwieracz do butelek.
/Rutherford Ulysses nie brzmi w sumie aż tak źle. Powiedz to na głos. Czujesz tę moc? Nie? W sumie ja też nie. Dlatego dobrze, że nie miałem brata. I że ma nie dała przekonać się babce i nie nazwała żadnej z moich sióstr "tradycyjnie", po żydowsku. Trafiłaby się jeszcze jakaś Drezla czy Chasza. Albo Zylpa. Przy nich to nawet Faustyna nie brzmi źle.
/Teoretycznie jestem martwy - zostałem uznany za zmarłego, wpisano mnie na listy i tablice poległych, mam nawet grób. Całkiem ładny, zadbany, rodzina Rebeccy o niego dba. Praktycznie niestety nie bardzo wyszło, bo mam dziewięćdziesiąt cztery lata i nadal oddycham. Cóż, coś we mnie umarło, nie ukrywam, ale jednak w ostatecznym rozrachunku jestem żywy. 
/Nie naśmiewaj się z mojego dramatu. To nie sprzyja odbudowywaniu się pewności siebie, wiesz? Chociaż w tym przypadku jest to jednak dość zrozumiałe. 
/Widocznie dobrze mnie znasz, bo tak, mam jakieś "ale". A mianowicie takie, że wcale nie zamierzam odcinać się od tego, co było. Chcę tego czy nie, to jest część mnie i już zawsze nią będzie. Nie chcę  kolejny raz tracić części życiorysu, Chcę po prostu iść dalej. Nie zaczynać od początku, z czystą kartą. Po prostu iść dalej.

/Zwykły, normalny człowiek nie zrozumie pewnych rzeczy. Zakładam, że oczekiwano by ode tego, że będą targać mną wyrzuty sumienia, że będę żałował wszystkiego, co zrobiłem, że będę szukał odkupienia i przebaczenia win. Ale... no, już nie do końca tak jest. Im więcej pamiętam, tym bardziej jest mi to obojętne. Zabiłem tylu ludzi, że już mnie to po prostu nie rusza. Widziałem wiele, przeżyłem wiele i zrobiłem tak wiele, że powoli zaczynam rozmawiać o tym tak, jakbym gawędził o pogodzie. To dla mnie coś normalnego. Dla innych nie i dlatego wolę rozmawiać o tym z kimś, kto potrafi to zrozumieć. A Orlova musi się tego nauczyć. Długa droga przed nią.

/I jaki znowu nałóg? Nie jestem uzależniony. Próbowałem się zapić, bo miałem ciężki okres. Ale potem mi przeszło i jakoś już mnie do tego nie ciągnie.

23 marca 2016

Ana Morgan

Jako że optymistycznie ludzie działają mi na nerwy bardziej niż takie zrzędy, nie wiem, czy wtrzymałabym jeden miesiąc.
Nie zachęcę cię też faktem, że Howard wypadł jeszcze gorzej niż w pierwszym sezonie. Gorzej jego postaci się już chyba zepsuć nie dało. Nawet pan Cooper nie pomógł :(
Nie wiem czy sobie odpuszczą 3 sezon. Otworzyli za dużo drzwi, których nie zdążyli pozamykać. A taką mieli ogromną szansę, tyle możliwości, by zrobić serial na wysokim poziomie, który byłby idealnym dopełnieniem do reszty uniwersum. Początki Tarczy, odbudowa hydry, Maria Stark, mąż Peggy. Do tego aktorstwo w serialu jest naprawdę na wysokim poziomie, fajny powojenny klimat, no ale cóż zmarnowana szansa.
Co do serialu z Bobbi i Hunterem nie jestem przekonana. O ile ona przypadła mi do gustu, to Huntera nie polubiłam... bardzo drażniący człowiek. A wielką fanką Agentów tarczy nie jestem, ledwo przetrawiłam kilka odcinków i znowu odpadłam, więc jeśli nowy serial będzie na podobnym poziomie to ja odpadam.
A byłoby tak cudownie. Clint to chyba najbardziej pokrzywdzona postać w całym uniwersum. Skoro nie może liczyć na solowy film, powinien mieć choć cień szansy na solowy serial :(
/Cóż, za to ja wiem, że bym tego nie wytrzymała. Już pięć dni ze "starym" Bucky'm, który zawsze stara się jednak znaleźć to światełko w tunelu, działa mi na nerwy.
/Zepsuli papcia Starka jeszcze bardziej :(? Zdradź mi, proszę, co z nim zrobili, bo teraz już wiem, że kijem nie tknę tego sezonu. Zakończenie pierwszego sezonu dało im tyle możliwości - Red Room, Zola i Fennhoff, zimna wojna, Hydra, tworzenie podwalin pod SHIELD. Na Marię może byłoby jeszcze za prędko, ale miejsce dla męża Peggy na pewno by się znalazło, choć sądziłam, że będzie to albo Sousa, albo Thompson. 
/W moim przypadku jest wręcz przeciwnie - serialowa Bobbi za bardzo nie przypadła mi do gustu i to właśnie ona bardziej mnie drażni, ale za to Huntera uwielbiam i chętnie zobaczyłabym, jak wreszcie się wykazuje i nie stoi w cieniu byłej-niebyłej.
/Jeśli za serial wziąłby się Netflix i wzorowaliby się na jednej z serii Matta Fractiona, mogłaby wyjść z tego prawdziwa perełka. Mogliby wprowadzić też m.in. Kate Bishop. Ale po co, dajmy za to Pająkowi trzecią z kolei serię filmową.
A właśnie, co słychać u Bartona i Rogersa?
/Clint kursuje między bazą, SHIELD i domem, żeby móc potem zamęczać wszystkich wokół kolejnymi zdjęciami i nagraniami, a Rogers... jak to Rogers. Trenuje, dowodzi, szuka swojej zguby.
No cóż... włosy masz ładne :P
O ile Jamie'go mogę ci odpuścić, choć robię to z bólem serca, to do Buchanana musisz się przyzwyczaić. Większość osób też nie lubi swoich imion, a jakoś muszą z tym żyć. Po tym względem nie jesteś wyjątkiem. Ciesz się, że Buchanana dostałeś na drugie, jeszcze James cię ratuje :D
Pod tym względem ci się nie dziwię. Świadomość tego, że jest się martwym od 72 lat musi być dołująca.
Kiepsko, że z marnym skutkiem? Czy kiepsko, że w ogóle próbowałeś? Bo to jednak jest różnica. A co do reszty to owszem kiepsko, bo rodzinkę miałeś fajną.
Aż by się chciało rzec, że zazdroszczę. Widoków oczywiście, a nie zapachu truposza. I Alpy? Serio? Myślałam, że masz już dość górskich widoków do końca życia.
Ależ ja się cieszę, że znalazłeś w końcu kogoś kto nie chcę cię zabić. Przynajmniej pustelnikiem nie zostaniesz, a wyżalać też masz się w końcu komu. W sumie możecie to robić razem :)
A czy ja gdzieś napisałam, że kiedykolwiek twierdziłeś, że SHIELD jest dobre?
Popatrz no, w końcu się w czymś zgadzamy. Trzeba to oblać.
/Wiem, że mam. I proszę cię, doskonale wiesz, że nie tylko włosy.
/Ta, widocznie wybierając Jamesa był jeszcze trzeźwy. Dopiero potem go ścięło i doznał patriotycznego natchnienia, które kazało mu nazwać dziecko po prezydencie. Powinienem się cieszyć, że nie stanęło na  Rutherfordzie Birchardzie czy Ulyssesie jakimśtam. Buchanan nie wypada przy tym aż tak źle.
/Raczej nie chodzi o świadomość, że jestem martwy od siedemdziesięciu jeden lat, bo wiesz, jakoś nie jestem, a raczej o to, że jednak wolałbym być. Byłoby przyjemniej.
/Kiepsko, że... no, że... wszystko? Wiesz, próbowałem go zabić, nawet kilka razy, a potem równo wszystko spieprzyłem. Jestem zabójcą, który nawet zabić porządnie nie potrafi. Gdyby nie fakt, że to nie jest zabawne wcale a wcale, to można by się uśmiać. 
/Nie odważyłbym się pójść w tamto miejsce, nawet nie wiem, gdzie dokładnie to było, ale... widzę po sobie, że samo wybranie się właśnie w Alpy, do jeden ze starych baz pomogło mi. Naprawdę i mówię to całkiem poważnie, bez ironii. Czuję się po tym trochę lepiej, jakbym zrzucił część ciężaru z pleców.
/Mogę się wyżalać i korzystam z tego póki mogę, bo Orlova nawet lubi mnie słuchać. Mogę mówić o wojnie, mogę mówić o Departamencie, mogę mówić o Hydrze, a ona tego słucha i to chyba nie bez zainteresowania. Całkiem... miła odmiana.
/No Hydra uchodzi raczej za tą złą, SHIELD z kolei kiedyś było uznawane za dobre, więc kiedy je zestawiłaś ze sobą, sądziłem, że chodziło ci właśnie o to, że nadal niby takie jest. Moja wina, mój błąd.
/Wiesz, chętnie bym to oblał, ale wolę sobie darować. 

Ana Morgan

Pan B. zrobił się ostatnio raczej bardziej sarkastyczny. Może i dużo narzekał, ale może właśnie to było kluczem do sukcesu, bo gdyby nic nie marudził tylko potulnie przytakiwał, był przepełniony optymizmem i kochał cały świat, to raczej wtedy nic by z tego nie było. No bo o czym pisać z takim człowiekiem, który nie wnerwia wszystkich dookoła swoim zachowaniem?
Angie pojawiła się w jednym odcinku w dość dziwnej scenie. Dottie raczej się nie wykazała, nie miała na to czasu bo pojawiła się jedynie w czterech odcinkach. Thomsona też jakoś szczególnie nie rozwinęli, bo miał o wiele mniej czasu niż w poprzednim sezonie. Przez większość odcinków go nie było albo przemknął, gdzieś niezauważony. Większą rolę odegrał dopiero w końcowych odcinkach. A panią Frost trudno nazwać czarnym bohaterem... tak w sumie to do tej pory nie wiem, jaki ona miała cel i na czym jej tak właściwie zależało. Peggy i Daniel to już nawet nie było to samo. Ten wątek jest chyba najbardziej naciągany ze wszystkich. Tak więc Marvel zawalił sprawę. Zamiast skupić się na dobrze wykreowanych postaciach z poprzedniego sezonu postanowił je olać i upchnąć jak najwięcej nowych, co raczej przyniosło efekt odwrotny od zamierzonego. Za to zostawił bardzo szeroko otwartą furtkę do następnego sezonu.
A wiadomo ci coś o nowym projekcie Marvela co do serialu z Bobbi i Hunterem? Obiło mi się coś kiedyś o uszy, ale nic poza tym nie wiem. I jeszcze Jeremy Renner stwierdził, że bardzo chętnie rozwinąłby swoja postać w serialu, ale to tylko gdybanie niż jakieś szczegółowe informacje niestety :(
/Gdyby był przepełniony optymizmem i kochał cały świat, na dłuższą metę byłby jeszcze trudniejszy do zniesienia. A tak pozrzędził, ponarzekał, ale wreszcie doszedł do wniosku, że niczego tym nie ugra i ruszył tyłek. I patrzcie państwo, jakoś łatwiej się zrobiło, a czasem nawet humor się go trzyma. A wystarczyło rozsmarować kilku najemników na ścianie. 
/Cóż, czyli jednak odpuszczę sobie "Agentkę...", bo nie brzmi to ani trochę zachęcająco. I nie dziwię się już temu, że serial miał tak niską oglądalność. Może naprawdę byłoby lepiej, gdyby Marvel odpuścił sobie trzeci sezon i zamiast tego, jako przerywnik między trzecim i czwartym sezonem "Agentów..." puścił "Marvel's Most Wanted", które dostało zielone światło. Ostatnio pojawiały się nawet jakieś newsy dotyczące nowych postaci - klik. A na serial z Hawkguy'em raczej nie ma szans, a szkoda :/ 
Z kim z nowych Avengersów współpracuje ci się najlepiej? No wiesz... z kim rozumiesz się "bez słów"? Poza tym nie jesteś już jedyną kobietą w zespole. To lepiej, czy wręcz przeciwnie?
/Mimo zmian w składzie, nadal najlepiej działa mi się z Bartonem i Rogersem. Nie mają skrzydeł, nie mają żadnych zbroi, nie są robotami czy Wiedźmami, więc częściej zdarza nam się współpracować.
/Tak naprawdę nie czuję żadnej różnicy z powodu tego, że jakiś członek drużyny jest tej samej płci. To niczego nie zmienia i nie sprawi, że z kobiecej solidarności zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami i zawiążemy sojusz przeciwko tej brzydszej płci. Do tego mam już Bartona. 
Uczepiłeś się tego Jamie'go. To bardzo ładne imię i wcale nie brzmi... kobieco?
Wyjątkowy z ciebie przypadek. Nie znałam jeszcze osoby, która obchodzi rocznicę swojej śmierci. Urodziny są jednak bardziej popularne :P
Nie miałam na myśli siebie. Ja mam taki komfort życie, że bez żadnych przeszkód mogę sobie swobodnie siedzieć w mieszkanku z dala od wnerwiającej mnie rodziny i niczym się nie przejmować. Ale wycieczki krajoznawcze też są bardzo interesującym pomysłem na spędzanie wolnego czasu. A co do tego "uciekamy" to czasami tak mam, że do swojego rozmówcy zwracam się w pierwszej osobie liczby mnogiej, więc zapamiętaj na przyszłość :)
Jaki z ciebie dobry samarytanin, ale przynajmniej masz jakieś zajęcie. I fakt, mówienie dziewczynie, że zabiłeś jej ojca na pewno nie wpłynie dobrze na waszą znajomość.
A co do SHIELD to ma tyle krwi na rękach ile Hydra, czy tam inna organizacja. Nawet cel mają podobny, stworzyć bezpieczny świat, tylko że każdy to bezpieczeństwo i dobro świata rozumie na swój sposób, żeby to im było dobrze, od co. I jeszcze każdy twierdzi, że robi dobrze, bo jak jego ideologia może być zła. Hitler też twierdził, że postępuje słusznie. Takich nie zrozumiesz :/
/Brzmi kobieco. Czy ja ci wyglądam na młodą damę, hasającą w kiecce i zarzucającą włosami? Nawet jeśli tak, skłam, proszę, bo zacznę się o siebie martwić. Ale nawet, gdyby mój ukryty, kobiecy pierwiastek zacząłby nagle wychodzić na wierzch, nadal nie podobałoby mi się to imię. I mam do tego prawo. Tak samo do tego, że od jakiś osiemdziesięciu kliku lat uważam, że mój świętej pamięci papa musiał być nieźle wstawiony, gdy nazywał mnie Buchananem. 
/Jestem oryginalnym człowiekiem, drugiego takiego nie ma, więc nie będę zniżał się do obchodzenia tak pospolitego święta jak urodziny. Data śmierci to już co innego. A tak poważnie, nawet nie będę kłamać, że nie chodzi o kolejną okazję do możliwości poużalania się nad sobą. Nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał. 
/Cóż, też mogę siedzieć z daleka od wnerwiającej mnie rodziny. Głównie z uwagi na to, że większa jej część nie żyje albo mnie nie zna. Albo ma dziewięćdziesiąt lat i Alzheimera. Albo jest narodowym bohaterem, którego próbowałem zabić. Kilka razy. Z marnym skutkiem co prawda, ale jednak. Ta, kiepsko. Ale za to ostatnio byłem w Wettere... Wetterste... w Alpach, pieprzyć szwabskie nazewnictwo. Zimno jak cholera, mokro i trochę śmierdziało trupem, ale chociaż widoki ładne. 
/A kto powiedział, że ja chcę być miłosiernym samarytaninem? Wierz lub nie, ale czasem po prostu chcę móc się do kogoś odezwać, bo wariuję sam na sam ze swoimi myślami. Więc jeśli pojawia się ktoś, kto tak dla odmiany nie próbuje mnie zabić, korzystam. Tym bardziej, że nie jest dla mnie zagrożeniem. SHIELD może i nauczyło ją wymachiwać mieczem, walczy też nie najgorzej, ale hej, akurat to potrafię lepiej.
/A czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że SHIELD jest dobre? Przez gardło by mi to nie przeszło. SHIELD, Hydra - nie widzę tutaj tak naprawdę żadnej różnicy, bo każdej ze stron chodzi tak naprawdę o to samo. Po prostu Hydra nie udaje świętej. SHIELD i ta ich kolorowa banda, w którą wmieszał się Steve, robią więcej szkód niż jest to warte. Jedź na wschód Europy, spytaj ludzi, co o nich sądzą. Nienawidzą ich, boją się ich. Wtargnęli bez jakiejkolwiek zgody na teren niepodległego państwa, by walczyć z zagrożeniem, które sami stworzyli i jedyne, co po sobie pozostawili, to wielka dziura w ziemi i masy ofiar. Jeśli oni są tymi dobrymi... Strach się bać tych złych, co?

Mad Aleks

N: Wykorzystanie "Dziadka do orzechów" nie było przypadkowe, prawda? Pamiętam, że oglądałam kiedyś wersję animowaną, gdzie dziadkiem był żołnierzyk z uszkodzoną ręką i dzięki pomocy baletnicy znowu stał się prawdziwym człowiekiem. I tak sobie, kurcze pomyślałam, że pasowałoby to do Bucky'ego :)
Widzę też podobieńtwa między sceną z Gail i z Yeleną. Też nieprzypadkowe?
/Przyznaję, że wspomniałam właśnie Dziadka do orzechów nie bez powodu i cieszę się, że zwróciłaś na to uwagę :) Niby to tylko wspomnienie tytułu, ale żadna inna sztuka, żaden balet poza Dziadkiem... nie pasował mi do Bucky'ego. Gdybym pisała o na przykład Natashy, Yelenie czy choćby Avie - wybrałabym Jezioro łabędzie. I yep, podobieństwo pierwszego i przedostatniego fragmentu także nie było przypadkowe :)

Ana Morgan

Ok... Jeszcze nie wiem o co dokładnie chodzi, ale niedługo się dowiem :D
I co tu się dziwić? Stworzyłaś świetnego bloga, ot co :P
A ja się przemęczyłam, choć sezon w ogóle mi się nie podobał. Pierwszy pomimo wielu wad był lepszy. Brak Angie dał się we znaki, a żona Jarvisa z charakteru trochę ją przypomniała, choć to jednak nie było to samo. A historia jak dla mnie nie trzymała się kupy i w ogóle mnie nie wciągnęła. Brakowało dobrego czarnego charakteru, który by to jakoś pociągnął i trochę namieszał. Wiele wątków wprowadzonych na siłę, ale ostatnie trzy odcinki mi się podobały i to tylko ze względu na Thompsona, którego do tej pory nie lubiłam, a teraz jedynie on wydaje mi się godzien uwagi. Niestety jednak ostatnia scena mnie rozczarowała i jeśli 3 sezon powstanie to zajrzę do niego tylko po to, by rozwiać swoje wątpliwości :)
I nie wiem czy ci się już pytałam o to czy nie, więc zapytam (może ponownie) ^^ Jaka jest twoja ulubiona postać damska z komiksów Marvela?
/Blog blogiem, ale nadziwić nie mogę się temu, jak ludzie wytrzymują zrzędzenie pana B., bo przyznaję, że czasem sama mam z tym problemy. Chociaż trzeba chłopakowi przyznać, że się stara i ostatnio jakoś mniej narzeka.
/Czytałam kilka opinii o drugim sezonie, bo chciałam sprawdzić, czy może w kolejnych odcinkach robi się ciekawiej, i natykałam się głównie na komentarze, w których główną antagonistkę porównywano do czarnych charakterów z kreskówek dla dzieci, a Peggy - niestety, ale po raz kolejny - do Mary Sue. To mnie nie zachęciło i zupełnie sobie odpuściłam. Szczególnie, że nie ma już Angie (why, przecież idealnie pasowałaby do LA!), a Dottie wydała się jakaś mniej interesująca. Ale może się przekonam i zerknę chociaż na końcowe odcinki, bo Thompsona jednak całkiem lubiłam i dobrze, że postanowili go rozwijać.

/Przyznaję, wskazanie tej ulubionej postaci damskiej jest trudniejsze niż męskiej, ale w moim top trzy są Carol Danvers Storm i, Melissa Gold aka Songbird.
Więc mam rozumieć, że teraz raczej skupiasz się na pracy :) Naprawdę mi przykro, że tak to się potoczyło.
A co do drużyny to zdarzają wam się jakieś kłótnie, sprzeczki. Czy jednak dogadujecie się ze sobą bez żadnych zgrzytów i wszyscy się wzajemnie wielbią?
/Zawsze skupiam się na pracy. Teraz jestem już po prostu pewna jak nigdy wcześniej, że lepiej nie rozpraszać się w żaden sposób, bo nie ma to ani sensu, ani przyszłości.
/Może nie rzucam się sobie do gardeł, a przynajmniej póki co nie mieliśmy do tego powodów, ale to naturalne, że nie zgadzamy się we wszystkim. Ale potrafimy dochodzić do kompromisów.
Ja z Jimmy'm nie miałam nic wspólnego, kolego :P
Nic nie rozumiem... naprawdę.
Pewnie, że dobrze. I do tego skończyłeś z "nałogiem", w końcu zrozumiałeś, że to nic nie da. Gratuluję. A poza rocznicą śmierci miałeś też urodziny. Więc wszystkiego najlepszego :D Spóźnione, ale jak najbardziej szczere. I przypomnij mi, które to już?
Zmolestowano? Chcę wiedzieć?
Tak faktycznie, miałeś cudowny miesiąc. Tylko pozazdrościć. Ale grunt, że dostrzegasz pozytywy :P
Czyli nadal uciekamy... Dali ci trochę spokoju, czy wciąż depczą ci po piętach?
I kto to Orlova? I dlaczego jej pomagasz?
/Fakt, bo przecież między Jimmy'm i Jamie'm jest taka wielka różnica. A nie, czekaj, jednak jest. Jimmy to chociaż imię męskie. Niby Jamie ponoć też, ale i tak zawsze będzie kojarzyć mi babskim imieniem.
/Witaj w klubie. Też wielu rzeczy nie rozumiem. Często nawet siebie samego, ale zdążyłem się przyzwyczaić.

/Ym, w tym roku były dziewięćdziesiąte... czwarte, jeśli dobrze liczę. A przynajmniej rocznikowo, bo tak naprawdę to nie wiem, ile mam lat. Ciężko policzyć. A poza tym, rocznica śmierci - mogę to tak w ogóle nazywać skoro, niespodzianka, nadal żyję? - wypada o tydzień przed urodzinami, więc nic się tu nie wyklucza. Więc najpierw mogłem próbować zapić się w trupa, a potem... a nie, urodzin nie obchodzę, więc nie było żadnego "potem".
/Uciekamy? Nie wiem jak ty, ale ja nie uciekam. Urządzam sobie tylko wycieczkę krajoznawczą do Nieckiego Okręgu, wiesz śladem wspomnień i tych innych ckliwych bzdetów. Nie mogę? Mogę.
/Orlova to... ym, imię mi uciekło, przyznaję się. Nie używam go, więc jakoś tak trochę zapomniałem. Wiem, że na pewno nie Natalia, bo fuka, gdy ją tak nazywałam, Ale czy to takie ważne? Grunt, że wiem, że jej ojcem był Anatolij Pavlov. Urzędas, chyba całkiem znany fizyk. Zabiłem go, tak tylko napomknę, ale jeszcze tego Orlovej nie powiedziałem. Mało istotny fakt, nie? Ale wracając. Kilka lat tamu Antalianównę i jej matkę porwała rosyjska mafia, później wplątało się w to SHIELD i przez kilka lat trzymali młodą pod kloszem, szkolili ją i tak dalej - a jak my to robiliśmy, to zostaliśmy uznani za tych złych, też mi sprawiedliwość - aż młoda... Ava, tak się nazywa, im zwiała. A ja się w to wplątałem, bo cóż... ze wstydem przyznaję, że mam mały problem z podejmowaniem dobrych decyzji, gdy jestem na rauszcie. Nigdy nie zapijaj sympatykomimetyków rosyjską wódką, dobrze ci radzę.

22 marca 2016

Ana Morgan

25 dopiero przede mną, więc jestem ciekawa coś ty tam namieszała, że tak cię znienawidzono. Wczoraj doszłam do 23 i jak na razie wszystko mi się podoba... no może poza Yeleną, bo pomimo wszystko coś mi w niej nie gra, ale być może to tylko moje uprzedzenie do Czarnych Wdów :P Ważne, że wena jest i chęć do pisania. Jak to jest to już nic cię nie powstrzyma :D
100 tys wyświetleń to wspaniały wynik i nie ma co narzekać, że późno :D Twoje marzenie prowadzenia bloga do premiery Civil War się prawie spełniło, więc jak to przeszło to i do Infinity War wytrwasz :D
Jestem bardzo ciekawa, czy oglądałaś drugi sezon Agentki Carter? ^^
/No właśnie jeśli o Yelenę chodzi to - o ile dobrze pamiętam - od samego początku coś ci w niej nie pasowało. I nie tylko tobie. I nie bez powodu właśnie tak miało być, choć nie ukrywam, że jednak starałam się kreować ją tak, by jakąś tam sympatię czytelnika sobie zaskarbiła. A po tych wyznaniach nienawiści i groźbach, które dostawałam (yep, Blue, o tobie mówię) po tym, co powywijałam w #25 i #28, chyba mi się udało :P
/Ależ ja nie narzekam, skądże znowu. Raczej mnie to dziwi, bo nie spodziewałam się tak wielkich liczb. Przecież całkiem nie tak dawno dodawałam setny post, a ten tutaj ma już numer dwa tysiące dwadzieścia dwa. A ja nadal nadziwić się nie mogę, jakim cudem. 
/Nope, Agentkę C. sobie odpuściłam. Obejrzałam pierwszy odcinek i raczej mnie odrzucił, zamiast zaciekawić, więc stwierdziłam, że nic na siłę. Właściwie dawno nie oglądałam już niczego od Marvela, ostatnie były chyba dwa odcinki JJ, które też mnie nie wciągnęły.
A co z Bannerem? Masz o nim jakieś wieści?
/Kilka miesięcy temu dostałam kartkę z Tahiti. Pustą. Jasny sygnał, choć mało subtelny. Jednak lepszy od zerwania przez SMS, prawda?
Ale, że Bucky i Buck też nie wchodzą w grę? :(
Oj nie dramatyzuj. Większość ludzi na tym świecie choć raz w życiu zrobiło z siebie kretyna, więc akurat w tym nie jesteś odosobniony. Za parę lat będziesz się śmiał z tych sytuacji, choć teraz możesz czuć zażenowanie :)
A tak ogólnie to co się zmieniło? Jak twój stan psychiczny i fizyczny? Twoje zapędy samobójcze już ustały? Co teraz robisz? To mnie ciekawi :)
/Jeśli już muszę wybierać, niech będzie Bucky, choć osobiście wole Jamesa. Ale żadnego Jamie'ego, a tym bardziej żadnego, cholernego Jimmy'ego.
/A kto powiedział, że czuję się zażenowany? Nie zrobiłem z siebie kretyna w ten zabawny sposób, z którego można by się kiedyś śmiać. Chociaż nie, wróć, można by. Z mojej naiwności.
/Będzie ze...trzy tygodnie od ostatniego razu, kiedy próbowałem strzelić sobie w łeb. Ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że miałem ku temu powód, bo rocznica własnej śmierci nie nastraja zbyt optymistycznie do życia. I to, że hej, w końcu tego nie zrobiłem, nadal żyję. To chyba dobrze, nie? No, zależy jak dla kogo. Nie próbuję już też urżnąć się w trupa. Głównie dlatego, że musiałbym zbyt wiele w siebie wlać. A poza tym jest wspaniale, bo czemu nie miałoby być? W końcu w ciągu ostatniego miesiąca tylko mnie zdradzono, przedziurawiono, obito i chyba zmolestowano. Chociaż nie, to ostatnie wywalmy. 
A co robię? Nic pasjonującego. Ot, mam swoją listę, mam wyznaczoną trasę - planuję skoczyć w okolice Archangielska, więc trochę mi zejdzie, a poza tym odstawiam Orlovą... tam, gdzie mam ją odstawić, bo dom to kiepskie określenie.