2 czerwca 2016

O.

Stucky, Stucky jest wszędzie. Ale niby to się spotyka gdzieś po ludziach, że przy przyjaciołach są wylewni do bólu, a przy połówce nie.. Może czuł tak wiele, że nie dał rady tego ująć w słowa xD
Od królika Bugsa? Może ktoś literówkę zrobił?:D
On to chyba głównym filozofem chce zostać xD
/Nie no, wylewnym do bólu to bym go zdecydowanie nie nazwała. Po prostu dość specyficzne jest w nim to, że takie deklaracje wygłasza do przyjaciela, a dziewczynie powie na odwal się "Myślę, że może cię kocham.". To "myślę" i "może" są przecież tak romantyczne, prawda?
/Nie pamiętam skąd się to wzięło, ale to nieważne. Grunt, że do niego pasuje :P
/Grunt, że chłopak się stara i funduje sobie wysiłek intelektualny, prawda? A że głupi nie jest, nie zaszkodzi mu to, bo nic mu się nie przegrzeje. 

+ Foch na Bucky'ego :P?
Jak tak patrzysz na niego, to co mu przeszkadza a co nie?
/Gdybym opierał się tylko na tym, co widzę, mógłbym stwierdzić, że przeszkadza mu wszystko. Ale wiem, że tak nie jest. Buck po prostu preferuje samotność i spokój, więc staramy się mu to zapewnić na tyle, na ile jest to możliwe. Ale czasem musimy spróbować wydobyć od niego jakieś informacje, ponieważ jest naszym jedynym źródłem.

Astrid Löfgren

N, tylko ciekawe, czy pamięta i widzi analogie.
Nawet bym mu dała tyle róż, ile ma lat, ale wtedy by się obraził, że mu wiek wypominam. Nie da się go przekupić jednak :/ Nie widzę żadnego sposobu, zawsze znajdzie powód do focha.
Oj tam, trzy kroki w przód i tak z dziesięć w tył, pamiętaj. Te dziesięć w tył to właśnie w Bukareszcie się zadziały. Tak powinien był zabijać w poprzedniej części, a nie kopać i wrzucać granaty. Więc pod względem ilości progres, ale pod każdym innym regres.
A do tego te wspaniałe zabawy w klatkach, które dla Winniego organizowano, misje w celu zbawienia świata… Nikt tego nie docenia. Nikt. 
/Bucky czy Steve? Pan Barnes nawet gdyby widział, nie przyznałby się do tego ze strachu, że Cap w akcie desperacji postanowi zachować się jak ten książę z bajki. A Steve ma pewnie zbyt wiele rzeczy na głowie, by nad tym myśleć i przypominać sobie bajki z dzieciństwa.
/Chciałam powiedzieć, że zawsze możesz dać mu tyle róż, na ile lat wygląda, ale stwierdziłam, że lepiej nie. To też jest zbyt ryzykowne.
/W CA:CW podobało mi się właśnie to, jaką różnicę widać było w zachowaniu Bucky'ego i Wintera. Niby ten sam człowiek, niby ma te same umiejętności, ale to jest Bucky, a to jest Winter. Już nie wspomnę o tym, jak wielką różnicę widać w ich walce - tu wystarczy spojrzeć na zachowanie Bucky'ego w starciu z Panterą (macha rękami, wrzeszczy, jest wręcz spanikowany) i walce Wintera z Panterą.
/Jak nikt? Steve w końcu zaczął doceniać :P!
Steve, też tak o sobie mówiłam, ale Bucky mnie wyprowadził z błędu. I oby z tobą mu się nie udało.
No tak, tu masz zupełną rację. Chyba nie zawsze media milczały, kiedy robiliście coś dobrego. Strasznie się pozmieniało. 
/Mam dobrą motywację. żeby nie dać mu się wyprowadzić z równowagi, choć wiem, że próbuje do tego doprowadzić. W tym jednym przypadku jednak nie pójdę mu na rękę. Mam nadzieję, że zrozumie.
/Avengers to jednak coś innego, ponieważ większość składu stanowili zwykli ludzie - Tony, Rhodes, Sam, Clint, Natasha. Ludzie z dobrym przeszkoleniem i sprzętem. A reszta? Thor to... Thor. Bruce'a ludzie się boją i skupiają głównie na szkodach, które wyrządził Hulk. Z Wandą podobnie. Visiona uważają za kolejny z wynalazków Tony'ego i lepiej żeby tak pozostało. A ja? Ludzie patrzyli na mnie głównie przez pryzmat legendy w jaką obrósł Kapitan Ameryka, zanim mnie rozmrożono. Skupiali się na tych dobrych rzeczach, które zrobiłem, całkowicie zapominając o tym, że przecież nie jestem świętym. Teraz wszystko działa wręcz odwrotnie.
Bucky, tak naprawdę to jestem zołzą. Straszną, nawet nie masz pojęcia. I aż mnie skręca, bo chyba niezbyt często mi się udaje wyprowadzić cię z równowagi, albo tak delikatnie się wkurzasz, że nie zauważam.
Bardzo ciekawe pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, bo to nie jest raczej coś, co dostrzeżesz na pierwszy rzut oka. Chyba, że te podziały mają inne znaczenie w tym czymś, co miałeś wypełnić, niż te, które ja mam na myśli, a mówię o płci psychologicznej, społeczno-kulturowej, jak zwał tak zwał. Nikt ci nie wyjaśnił, o co chodzi w tej rubryczce i pod jakim względem masz orzec swoją płeć? Bo nie wiem już, jak się do tego odnieść. A taki psychologiczny mieszaniec raczej korzysta z łazienki zgodnej z jego płcią biologiczną.
Przez strach chciałeś do nich wrócić? Strach przed światem i przed karą?
Nie… Nie mów, że on też lubi śliwki i to one was połączyły… Cóż, teoretycznie jakimś cudem mogliście na siebie wpaść. Niby małe prawdopodobieństwo, ale jakieś jest. Chyba muszę się cofnąć, bo nie pamiętam, czy gdzieś wspominałeś, co w tych dokumentach było.
Dla rozrywki. Dlaczego mieliby ciebie posłuchać? Hm, może dlatego, że wiesz o nich trochę więcej? Właściwie tylko ty cokolwiek wiesz na ich temat z całej wesołej gromadki. Niezbyt moralne, bo? 
/Nie tak łatwo jest mnie tak naprawdę wkurzyć, więc najwidoczniej nie jesteś aż taką zołzą i za słabo się starasz. Ale wierzę w ciebie, może uda ci się jeszcze doprowadzić mnie do - przepraszam za słownictwo - ostrego wkurwu.
/Nikogo o to nawet nie pytałem, bo tak naprawdę nie bardzo mnie to obchodzi. Wiem, wiem, powinienem najpierw zapoznać się z tematem, a dopiero potem się wypowiadać, ale co poradzę, że terminy "płeć mieszana" i "płeć nieokreślona" wydają mi się trochę... no, absurdalne? Poza tym wiesz, wolę nie wgłębiać się w temat, bo jeszcze okaże się, że nie tylko przynależność gatunkową mam pochrzanioną, ale też mam i problemy z określeniem płci i co wtedy? A jak się zabiorę za orientację to dopiero będą problemy. Na to akurat zerknąłem z ciekawości i pomyślałem tylko, że o Panie mój, ludzie naprawdę lubią utrudniać sobie życie.
/Wiesz, spieprzyłem misję na całej linii, znowu zerwałem się ze smyczy, więc wiedziałem, że jeśli mnie znajdą, kary nie zapomnę nawet po resecie. A do tego wciąż miałem w głowie programowanie, które kazało mi wrócić i zdać raport. Ale chęć zasmakowania wolności i uwolnienia się z tego były silniejsze.
/Tak, to właśnie śliwki. I chciałem stwierdzić, że prawdopodobieństwo czystko przypadkowego wpadnięcia na siebie dwóch rosyjskich morderców po praniu mózgu jest naprawdę, ale to naprawdę znikome, a potem sobie przypomniałem, że hej, jestem przecież prawie stuletnim super-żołnierzem, który po siedemdziesięciu latach spotkał innego prawie stuletniego super-żołnierza, który przedtem był moim przyjacielem, i który był zamrożony przez kilka dekad. Zbieg okoliczności, nie? Nie. Moje życie po prostu popieprzone, a Bóg naprawdę lubi ze mnie drwić. Także nie zdziwię się, jeśli kiedyś naprawdę czystym zbiegiem okoliczności spotkam jakiegoś innego uśpionego w kolejce w pieprzonym warzywniaku. Bo czemu by nie?
I nie mówiłem co było w których dokumentach? Wiesz, miałem ich dość sporo i na różne tematy, więc jaśniej, jeśli można.
/Ta, wiem tyle, że mogę napisać do nich instrukcję obsługi i to w dwunastu językach. I wiedziałaś, że znam mongolski? Nie? Patrz, bo ja też nie, a okazało się, że znam, ale my nie o moich zdolnościach lingwistycznych. Tak naprawdę nie wiem o nich za wiele. Szkoliłem ich, jasne, ale nie wiem co powygrywano im do głów, a to jest najistotniejsze. A do tego oni także mogą mnie jakoś kojarzyć.
A niezbyt moralne, bo całkiem niedawno sam tego zasmakowałem i stękałem, żeby to ze mnie wyciągnięto. Więc z jakiej racji miałbym robić to samo?  Poza tym, hasło, które znam, nie wywołuje jakiś spektakularnych efektów, a po prostu każe takiemu delikwentowi stanąć i posłuchać, co mam do powiedzenia. I tyle. Nie sprawia, że ktoś od razu do moich słów się zastosuje. 

O.

Aww i to mówi na dodatek Bucky ;o Jestem pod wrażeniem xD
Haha z okładek najbardziej mi się pierwsza podoba ;D
"Łinny Łini" jakby to z angielska łamanie powiedzieć xD Ale tego lepiej mu nie mówić xD
/Bucky to w ogóle dziwny gość. Natashy chyba nigdy nie wyznał w twarz jakiś głębszych uczuć (Ot, czasem niby żartem twierdził, że "Kocha swoją dziewczynę", gdy ta robiła komuś krzywdę), z Ventolin czy Gretchen to samo. Wszelkie wyznania i głębsze myśli zachowywał w większości przypadków dla siebie. A ze Steve'm takiego problemu nie miał, to nie pierwszy i nie ostatni jego cytat tego typu. 
/Tak szczerze to nawet nie pamiętam skąd mi się ten Winnie wziął.
  + Bucky niczym ten Hamlet z czaszką - klik. Nic, tylko dopisać mu "To be, or not to be".
No wiesz, problem jest próbuję pomóc ci co to może być...?
/Problem w tym, że nie wiem.
A teraz musisz patrzeć na twarz, którą widziałeś przed śmiercią. No ale ja więcej nie mówię, czas na śmierć xD
/Ta... Naprawdę sądzisz, że w takim momencie w ogóle zwracałem uwagę na jego twarz? Wiem, że niektórzy oczekują pewnie, że patrzyliśmy sobie prosto w oczy, a ja w głowie miałem górnolotne hasła typu "Dzięki Ci Boże, że to nie on", ale cóż, gówno prawda. Byłem zajęty próbą nie spadnięcia i powtarzaniem w głowie "Cholera, zaraz umrę". Co nie zmienia tego, że tak, mam mu odrobinę za złe to, że mnie nie złapał. Odrobinę. 

O.

Wiem, że ciężka jestem w pisanej rozmowie ;D Ale tak, zasnę już spokojnie xD Cytat jest, nie wyświetliła mi komórka ;o
Winny Winne nigdy nie jest. NIGDY xD Przecież to taki boroczek :D 
/A że o ten cytat ci chodziło! Nie zrozumiałam dokładnie co miałaś na myśli, pisząc o "cytacie o połówce". To cytat z tego panelu z "Captain America: Sam Wilson #8". I widziałaś może alternatywne okładki "CA: Steve Rogers #1" z Marvel Tsum Tsum :P? Te: klik, klik, klik.
/Winny Winnie fajnie brzmi, musisz przyznać ^^
Twoje towarzystwo?
/Cóż... dziękuję? Nie uważam, by moje towarzystwo sprawiało mu problem i odbierało chęć do jedzenia. Nie jestem chyba aż taki zły, prawda?
Umieram.
/Każdy kiedyś umiera. Jako że mam już w tym pewne doświadczenie, mogę powiedzieć, że wcale nie wydaje się to aż takie złe. Znaczy umieranie samo w sobie nie jest pewnie aż takie złe. To ta chwila przed tym jest chujowa. I to bardzo. Zwłaszcza jak spadasz w przepaść z myślą, że zaraz pieprzniesz o ziemię.

ASTRID LÖFGREN

N, wiele się zgadza w obu historiach – taka szklana trumna chociażby - więc mogłoby tak być. To przeznaczenie. Ktoś musi podsunąć Steve’owi pod nos tę bajkę.
Dałabym mu je, a on by się nimi przejadł i nadal by nic nie powiedział, jednocześnie chcąc więcej śliwek, tylko po to, żeby zrobić na złość i uzbierać zapas na później. Śliwki to może być za mało. W końcu tani nie jest, nie? Może gdybym mu dała kwiatka to coś by mu się wymsknęło.
Już wiem. Właśnie na lotnisku powiedział coś w stylu „Twój kumpel zabił wczoraj niewinnych ludzi”, więc rzeczywiście wygląda na to, że mowa o Berlinie. Obejrzałam fragmentami, i oprócz Tony’ego jeszcze Cap i Ross mówili, że zginęli ludzie, mam wrażenie, że znów chodziło o Berlin, więc chyba naprawdę WS zaszalał.
I nie zapominajmy, że Zola w swoim geniuszu po prostu nie mógł być zły. Dążył do rozwoju, pokoju na świecie, miał wielkie ideały. Ktoś taki nie mógł przecież działać po złej stronie. Cała ta historia już nie ma przed nami tajemnic.
/Bucky na sto procent widział "Królewnę Śnieżkę" (był na niej w kinie z ojcem i siostrą, uważał ten moment za koniec pewnego okresu w swoim życiu, bo mniej więcej wtedy zakończyło się jego szczęśliwe dzieciństwo), więc kto wie, może i obejrzał tę bajkę za dzieciaka? 
/Możliwe, że gdybyś dała mu śliwki w czekoladzie, obraziłby się, twierdząc, że chcesz wpędzić go w cukrzycę/nadwagę/wstaw tu cokolwiek. A jeśli postawiłabyś na kwiatek, musiałaby być to czerwona róża. Może tym coś byś ugrała.
/Albo o Berlinie, albo o starciu w Bukareszcie. Choć to pierwsze jest o wiele bardziej wiarygodne, w Rumunii też nie obchodził się z przeciwnikami zbyt delikatne. Cios metalową pięścią (przez ścianę...) w czaszek może przecież zabić. Ale nieważne, grunt, że tej sierocie w końcu udało się kogoś zabić. Progres w stosunku do CA:WS. A może jednak regres?
/No właśnie! Zola nie dość, że uleczył Bucky'ego, to potem jeszcze uratował mu życie i dał mu nową rękę. Czy tak postępują źli ludzie? A Karpov? Przecież dbał o Winniego, znalazł mu nowych przyjaciół, żeby ten nie czuł się samotny.
Steve, no chociaż tyle. Fajny kanał komunikacji macie. W sumie chyba nie miałabym do niego cierpliwości, gdybym musiała zacząć rozróżniać wzruszenia ramion, ale ty chyba jesteś bardziej cierpliwy, więc trzymam kciuki.
Mnie osobiście przeraża właśnie ta nazwa. Gdyby to było coś w stylu uzdolnionych albo obdarzonych, tak jak ty ich nazywasz, to od razu brzmi to mniej groźnie i nie tak stygmatyzująco. Ale czego można wymagać? Niby dobrze nazywać rzecz, w tym wypadku ludzi, po imieniu, ale kiedy zestawi się to ze „skutkami ubocznymi”, to naprawdę brzmi strasznie i budzi ogromny strach. 
/Ważne, że mamy choć taki sposób komunikacji. Szwankujący i nie zawsze zrozumiały dla obu stron, ale grunt, że w ogóle jest. I na całe szczęście cierpliwości mam pod dostatkiem, więc o to nie muszę się martwić. Potrzeba naprawdę wiele, by wyprowadzić mnie z równowagi.
/Nawet jeśli sami siebie nazywaliby w jakiś przyjemniejszy sposób, opinia publiczna wymyśliłaby własne określenia. Media nie bez powodu upodobały sobie nazywanie ich mutantami. To po prostu się sprzedaje. Tak jak zwracanie uwagi tylko na te sytuacje, gdzie uzdolnieni wyrządzili jakieś szkody. A te, w których komuś pomogli? O tym media milczą.
Bucky, a myślisz, że po co w ogóle z tobą rozmawiam? Tylko po to, żeby psuć ci notorycznie humor, na niczym innym mi nie zależy. A ja jestem kobietą i mam pierwszeństwo i pewnie jeszcze jakieś przywileje… No dobra, niech ci będzie, z wiekiem nie wygram, więc możemy się prawami podzielić. Raczej powiedziałabym, że przestanie nad tobą skakać dopiero wtedy, kiedy będzie miał ku temu dobry powód, którym z pewnością nie byłoby zrezygnowanie. Chociaż kto wie, może rzeczywiście zwątpi wcześniej.
Są ci obojętni, z drugiej strony nie, co dobitnie wyjaśniłeś. Trochę jesteś w kropce. Wierzę. Przechodzenie czegoś, co jest całkowicie nieznane, jest prawdziwą katorgą. Podwójną, kiedy nikt ci nie pomaga chociażby zrozumieć, co się dzieje. Prawda, że uroczo? Od razu milej na sercu, kiedy nie mówi się o nich „zgraja”. Pokićkały mi się terminy – spotkałeś go wtedy, kiedy dostarczył ci dokumenty, czy jakoś przypadkiem? Mam wrażenie, że coś mi umknęło. A gdyby ich znaleźli, chcieli się do nich dostać, poszedłbyś z nimi? Tak na tu i teraz, w końcu różnie może być.
No właśnie dlatego mówię, że nie wiem, czy się liczy.
/Akurat to nie jest dla mnie zaskoczeniem, bo tak przypuszczałem. Przyznaj się, że po prostu udajesz miłą, a tak naprawdę chcesz jak najbardziej działać mi na nerwy i zacierasz ręce za każdym razem, kiedy udaje ci się wyprowadzić mnie z równowagi. Po prostu wiedziałem, no wiedziałem, że tak jest. I spytam tak z ciekawości - jesteś kobietą, więc masz pierwszeństwo przed mężczyzną. Ale przed osobnikiem płci mieszanej lub płci nieokreślonej też je masz, czy to jednak ty powinnaś ustąpić jemu? Chyba jestem za tępy, żeby to wszystko pojąć. Aż boję się zapytać z jakiej łazienki korzysta taki mieszaniec. 
/Można powiedzieć, że to taki potrójny detoks. Od prochów - tych Hydra pakowała przynajmniej we mnie naprawdę sporo, w takich ilościach, że zwykłego człowieka zabiłoby to na miejscu, i to głównie tych pobudzających, które miały dać mi kopa po wyciągnięciu z lodu. Od programowania, które zaczynało się sypać. No i od Hydry samej w sobie. A słowo daję, że przez pierwsze tygodnie zwalczenie chęci wrócenia do nich na kolanach było trudne jak cholera. Do tego dochodziły powracające wspomnienia, próba odnalezienia się w świecie, którego się nie zna i nie rozumie, oraz unikanie obławy. Nie życzyłbym przechodzenia przez to nawet największemu wrogowi. 
/A co do Novokova - oczywiście, że spotkaliśmy się przypadkiem. Wiesz, tak dziwnym trafem wpadliśmy na siebie na pobliskim targu, przy robieniu porannych zakupów. Pomachaliśmy do siebie, wdaliśmy się w ploteczki, wymieniliśmy przepisami... Oczywiście, że chodzi o mi o to spotkanie, podczas którego podrzucił mi dokumenty. Które zostały w plecaku razem z całą resztą. A ten z kolei zabrali mi w Bukareszcie. 
/Po co miałbym z nimi iść? Co niby miałbym zrobić? Nawet gdybym poszedł tam i stwierdził, że nie mają ich rozmrażać, że nie mają ich nigdzie zamykać, że nie mają ich zabijać, czy nie mają robić czegokolwiek innego, dlaczego mieliby mnie posłuchać? Nawet zatrzymać bym ich nie potrafił, bo znam jedno hasło. A i wolę go nie używać, bo wiesz, jakoś tak nie wypada. Niezbyt to moralne. 

Stuckyholiczka

Niee xD raczej chodziło mi o to, że jeśli go wykastrowałaś to on na PMS i wszystko jest Twoją winą xD
Haha winny jest chodnik, kto mu kazał być tak nisko i takim twardym??
I czemu nie na pięknego cytatu o połówce? 
/Następnym razem precyzuj, jeśli możesz :P Już kiedyś musiałam się z tego tłumaczyć, dlatego założyłam, że o to ci chodziło. Ale wiesz, nie ma tego złego, teraz przynajmniej możesz już spać spokojnie, wiedząc, że niczego mu nie brakuje. 
/Tu jest więcej winnych. Winny był chodnik, nie Winnie. Winna była grawitacja, nie Winnie. Winny był sam sobie ten gość, bo po co się zaczepiał? Trzeba było siedzieć w domu.
/Jakiego cytatu o połówce? 
Może musi na nowo nauczyć się jeść i tego, że jedzenie jest smaczne, niezatrute i z terminem ważności?
/Cóż, Bucky chyba musiał już na nowo nauczyć się jeść, ponieważ inaczej nie przeżyłby ostatnich dwóch lat. A optymistycznie patrząc, wyglądałby jak śmierć i byłby bez sił. Zwłaszcza, że tak jak ja musi jeść więcej. Więc raczej nie to jest problemem.
Kocham cie
/Świetnie. Ja ciebie wciąż nie.

1 czerwca 2016

O.

On jest przerważliwony, ma wieczny PMS ;D Serio go tam wykastrowałaś? To Twoja wina te jego wahania nastroju!
A czasem nie ma co myśleć a działaś xD
Może tak twierdzić bo jest zazdrosny xD a tak serio, wie ile złego zrobił pod wpływem Hydry i nie chce wiecej ranić.
/Gdyby Bucky na jeden dzień stał się kobietą, ze swoim szczęściem trafiłby pewnie na dzień, w którym rozpocząłby mu się okres. A wtedy nie należałoby podchodzić do niego bez kija i śliwek w czekoladzie. A co do kastracji - naprawdę bierzesz na poważnie wszystko, co mówi Winnie :P? W tym przypadku akurat robił sobie z ciebie jaja (cóż za niefortunny dobór słów...). Nie zmienia to jednak tego, że najpewniej był wykastrowany chemicznie. Wiesz, żeby nie rozpraszały go pewne rzeczy. Ale to nie jest coś, z czym jego organizm sobie nie poradzi, więc większość problemu tkwi w psychice.
/O tak, Bucky "Nikogo nie zabiję" Barnes, który minutę po tej deklaracji wyrzuca człowieka przez balustradę. Bo przecież upadek z któregoś tam piętra (widać, że byli wysoko, gdy Bucky wyskakiwał przez balkon) by go nie zabił. Ale może właśnie o to chodziło? Bucky by go nie zabił, upadek by to zrobił :P
To sie zapytaj, ponoć wspólne jedzenie ramię w ramię poprawia znajomość. Tylko nie wpychaj w niego jedzenia.
/Buck ma nawyk niejedzenia i grzebania w talerzu przy jednoczesnym mierzeniu jego zawartości spojrzeniem, które ma chyba sprawić, że jedzenie cudem zniknie, więc czasem trzeba go jednak trochę nakłonić do jedzenia. A nie jest to proste, bo trzeba robić to w taki sposób, by nie wyszło na to, że do czegoś się go zmusza. Ale jednak je coraz częściej, więc dajemy radę.
Nawet nie wiem jak to robię..
/Durnymi przytykami i drwieniem z tego, że czasem o czymś zapominam. To wcale nie jest zabawne. 

ASTRID LÖFGREN

N, tylko wspaniałej sukni i kryształowych pantofelków brak. Byłby piękną księżniczką!
Właśnie, i to jest zagadka, której tymczasowy brak rozwiązania niemalże boli.
Nie jest ważne, w końcu to żadna różnica czego jest więcej, a czego mniej. No przecież nie naciskam, skądże znowu. Ja i stresowanie Winniego? A w życiu.
Może to na lotnisku było? W sumie to chyba najbardziej prawdopodobna opcja. Poza tym z tego, co kojarzę, to trochę ciał tam leżało, tylko nie wiadomo, czy nieprzytomnych czy martwych.
Tak właściwie to ratowali światełkami tych, którzy do nich strzelali, bo nie chcieli nikogo skrzywdzić. Wszystko teraz ma sens, widzisz?
/Bucky to prawdziwa księżniczka Disney'a, którą wciąż trzeba ratować z tarapatów. Teraz tylko czekać, aż Steve przypomni sobie fabułę Śnieżki i postanowi jak ten książę z bajki cmoknąć Buckysia, żeby wybudzić go ze snu.
/Nic na to nie poradzę. Jak Bucky się zaprze, niczym nie zmusisz go do przyznania się jak jest naprawdę. Chyba, że go czymś przekupisz. Wiesz, daj mu śliwki w czekoladzie, a zacznie gadać. Że też jeszcze nikt na to nie wpadł!
/Naprawdę nie pamiętam, gdzie była ta scena. Ściągnęłam film, by móc wykroić z niego kilka gifów, ale jakoś nie miałam ochoty obejrzeć go ponownie, więc po prostu zerknę na wszystkie sceny, w których Tony mógł o tym mówić. I owszem, ciała leżały i było ich chyba całkiem sporo, ale ciężko stwierdzić czy tylko ich znokautował, czy powybijał.
/Ludzie tak narzekają na CA:TFA, a tak naprawdę nie zrozumieli tego filmu! Prawdziwym protagonistą jest Red Skull, który swoimi światełkami ratuje aliantów przed walką z wojskami Hitlera. A Zola? Toć Bucky trafił w niewolę z okropnym zapaleniem płuc, a ten go uleczył! 
Steve, tak myślę, że może wzruszanie ramionami w jego przypadku jest jak płacz niemowlęcia. Wiesz, ponoć z czasem matki rozpoznają po płaczu, czego dziecko chce. Podobnie jest z psami, przynajmniej z moim, który różnie szczeka przy różnych okazjach. To może i u niego dałoby się z czasem rozpoznawać po wzruszeniu ramion, czego tak właściwie chce i co myśli? Sam chyba stara się zrozumieć wszystkich. Złoty człowiek. A co w końcu z rodziną Clinta?
Tak, tylko chodzi o to, że samo nazewnictwo powoduje, że ludzie się boją. I mają prawo się bać. Może to wszystko nie jest jeszcze dla ludzi wystarczająco zrozumiałe, nie wiem. Mówiąc o zataczaniu historycznego koła miałam na myśli właśnie tego pana. To, co dzieje się teraz, niemal do złudzenia przypomina to, co było w tamtych czasach. Miejmy jednak nadzieję, że do katastrofy nie dojdzie. 
/Może kiedyś nauczę się to rozróżniać, kto wie. Póki co potrafię odczytać z tego "Nie wiem, przykro mi" i "Mówię, że nie wiem, więc daj mi spokój". To drugie pojawia się znacznie częściej i wbrew pozorom, różnica między nimi jest ogromna. Jeśli ponowię pytanie po wzruszeniu ramion numer jeden, Bucky stwierdzi, że nie wie albo nie pamięta. Jeśli zrobię to po wzruszeniu ramion numer dwa, Bucky się wkurzy. Właśnie dzięki temu nauczyłem się je rozróżniać.
/Jeśli chodzi o rodzinę Clinta - nie wiem gdzie dokładnie przebywają, ponieważ Clint chciał, by jak najmniej osób miało te informacje. Mówił jednak, że jest spokojny, i że są w bezpiecznym miejscu.
/Cóż mam powiedzieć? Nie ja wymyślałem to nazewnictwo, ale muszę przyznać, że nie należy do najmilszych. Nadludzi wymyśliło SHIELD, mutantów opinia publiczna, a Nieludzi sami Nieludzie, ponoć już bardzo dawno temu. Pierwsze przemiany pojawiały się już setki lat temu, ale dopiero teraz zaczęło to występować na tak wielką skalę. Zbyt wielką, by przypadkiem nie dochodziło do wypadków. A wypadki pociągają za sobą ofiary, więc zrozumiałe jest to, że ludzie mogą się bać. Tylko nie powinno być to okazywane w taki sposób.
Bucky, oczywiście, że dlatego, żeby popsuć ci humor. Tylko ja mogę używać swojego ulubionego argumentu, tobie nie pozwalam. Powiedzmy, że prawa autorskie. Czy coś. Nie no, dobra, nie chcesz przyznać dlaczego nie, to nie. Skąd ta pewność, że się znudzi?
Często ostatnio słyszę właśnie takie „Ty tak na poważnie?” i dosłownie, że durnieję. Skojarzyło mi się. Mogłeś pomyśleć, że jak głupia zadaję pytanie, na które odpowiedź jest najbardziej oczywista, i zresztą pewnie tak było. Pytałam o to, bo wcześniej powiedziałeś, że „jesteś tacy jak oni” i przez to nie możesz myśleć o sobie inaczej, niż jak o zagrożeniu. Nie byłam pewna, czy porównujesz do nich siebie obecnego, że tak powiem, czy to, co was ukształtowało i jaki byłeś, a to kolidowało mi z „jestem”. Ale okej, już wiem, co chciałam wiedzieć. Są ci obojętni, ale mówisz o nich tak, jakbyś trochę im współczuł tego, co może ich czekać. W każdym razie powiedziałeś o nich wesołej gromadce – gratuluję! – i co z tym fantem dalej? Pojawiają się jakieś pomysły co z nimi zrobić, kiedy już się dowiecie gdzie są? I właśnie, bo znów nie jestem pewna – w Rumunii natknąłeś się na Leo czy to jakiś inny stary znajomy był?
Znaleźliby się tacy, co by uwierzyli. Ale oni to pewnie mieliby cię zwyczajnie w dupie, więc w sumie nie wiem, czy się liczy.
/Wiedziałem, po prostu wiedziałem, że to wszystko po to, żeby popsuć mi humor. Że też od razu na to nie wpadłem. I o jakich prawach autorskich mówisz? Jestem starszy, moja droga, skąd wiesz, że nie używałem go prędzej? A co do Steve'a - może i jest zawzięty, ale z czasem każdy odpuszcza. Prędzej albo później.
/Mówię, że są mi obojętni, bo zwyczajnie jakoś szczególnie nie ciągnie mnie do tego, by ich szukać, by coś z tym zrobić. Można powiedzieć, że w pewien sposób im współczuję, bo możesz mi wierzyć na słowo, że przechodzenie przez coś takiego nie jest ani łatwe, ani przyjemne. To cholernie trudna rzecz. No i tak, powiedziałem o tym wesołej gromadce, jak uroczo ich nazwałaś, bo jednak wypadało. A co z tym zrobią? Nie wiem, nie moja sprawa. Nawet jeśli będą chcieli ich odnaleźć, nie będzie to proste. Wiedzą tylko, że kilka tygodni temu spotkałem Novokova w Rumunii. Niewiele im to daje, bo teraz może być już wszędzie. Nie wspominając o reszcie, która może być przechowywana gdziekolwiek.
/Skoro mieliby mnie w dupie, dlaczego mieliby w ogóle interesować się tym, czy dobrze się czuję? A skoro by nie pytali, nie mówiłbym o tym.

ASTRID LÖFGREN

N, jeśli miał być jak naburmuszona księżniczka, to naprawdę jest. Jednocześnie nie jest nazbyt uciążliwy w swoich dąsach.
Tylko ciekawe ile w tym faktycznego poczucia przynależności, a ile myślenia, że wypada mówić „my”.
Ojej, a miałam nadzieję, że jednak lista jest krótsza. Niedobry Winnie.
Nawet nie zwróciłam na coś takiego uwagi. Chyba będę musiała jeszcze raz obejrzeć.
I do tego wcale nie używali przemocy. A Steve’a i jego starań o przegraną aż szkoda. Dużo czasu zmarnował, choć mógł postarać się bardziej. Może by mu się udało przechytrzyć Fury’ego i Nat. Ale to nic, teraz wszystko naprawi!
/Miał wyjść na naburmuszonego dzieciaka, ale księżniczka też może być :P W sumie nawet bardziej pasuje. Wiesz, te piękne włosy i mejkap.
/Jak już powiedziałam O. - zawsze mógł powiedzieć to na zasadzie "Zacząłem współpracować, więc dajże mi już w końcu święty spokój.". Jak było na prawdę, tego nie wie nikt poza nim. A nawet jeśli naprawdę zacząłby przekonywać się do pełnej współpracy, zapewne nie przyznałby się do tego. 
/Oj, no bo czy to jest takie ważne? A tak w ogóle to na niego nie naciskaj, bo się biedak jeszcze zestresuje i co wtedy? On jest delikatny.
/Nie pamiętam nawet, w którym momencie to było, ale Steve próbował przekonać Tony'ego, że Bucky jest niewinny i wybuch w ONZ to nie jego wina. Tony powiedział coś potem o niewinnych ludziach, którzy przez niego zginęli. Nie pamiętam, jak dokładnie to ujął, ale wydawało mi się, że chodziło o Berlin. I w sumie patrząc na to, że Bucky lał strażników równo, naprawdę mógł kogoś walnąć trochę za mocno. 
/Toć oni nawet broni palnej nie używali! Ci wstrętni alianci strzelali do nich pociskami, a Hydra nie chciała zrobić im krzywdy i ograniczyła się tylko do takich kolorowych, niebieskich światełek, które przenosiły ludzi w jakieś miłe miejsce. Tak właśnie było.
Steve, a co o obecnej sytuacji z Tony’m sądzą inni?
Już chyba więzienie byłoby lepszą opcją niż tortura, bo inaczej tego nazwać nie można.
Nie wiedziałam. Kontrola kontrolą, moim zdaniem jest ważna i jednak potrzebna, ale mam wrażenie, że w tym wszystkim zapomniano, że mimo nazw Nieludzie, Nadludzie, cokolwiek innego, to oni wciąż są w jakiejś cząstce ludźmi, którzy czują, mają swoje potrzeby i swoją godność. Tak naprawdę to zaczęli być traktowani jak podludzie. Agresja rodzi agresję, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Tylko czekać, aż dojdzie do zamieszek. 
/Clint jest wściekły i jak sam mówi - gotów posłać mu strzałę miedzy oczy. Wanda darzy go po prostu szeroko rozumianą niechęcią, Scott Lang powtarza, że Pym miał rację i Starkom nie należy ufać, Sam... Sam stara się go zrozumieć. A Bucky? Cóż... Nie do końca jeszcze rozumiem, co tym razem oznaczało wzruszenie ramionami. 
/Więzienie byłoby zdecydowanie lepszą opcją. Mniejsze zło, jeśli można tak to nazwać.
/Bycie uzdolnionym nie oznacza, że automatycznie przestaje się być człowiekiem. Nie można myśleć o sobie jako tylko o Nieczłowieku, Nadczłowieku czy kimkolwiek innym, ponieważ wtedy inni też będą nas tak postrzegać. Kiedy ktoś przechodzi przemianę czy zyskuje moce w inny sposób, nie przestaje być automatycznie człowiekiem, którym był przedtem. Nie zmienia się jego narodowość, jego wyznanie, czy to, kim był, jaki był, gdzie pracował, co robił. Wiem, że jestem w znacznie lepszej sytuacji niż wszyscy ci ludzie, którzy zyskują moce nagle, przez kontakt z terrigenem, ponieważ poddałem się eksperymentowi z własnej woli, ale wiem, jak to jest być zmuszonym do wyboru pomiędzy tożsamościami, Jednak nie powinno zmuszać się do ludzi do wyboru pomiędzy byciem człowiekiem i Nadczłowiekiem, ponieważ to wzajemnie się nie wyklucza, a przemiana nie niszczy, nie wymazuje niczego, co było przedtem. Patrzę na wszystko to, co dzieje się teraz na świecie, i myślę tylko, że kiedyś był już jeden taki, co traktował pewne grupy jako podludzi. I że wszystko wskazuje na to, że może się to skończyć taką samą katastrofą. 
Bucky, poczekam na lepszy humor zarówno twój, jak i swój, wtedy się upewnię. Ewentualnie sam powiesz i dzięki temu uniknę pytania, które samo w sobie zbyt przyjemne nie jest. Nie rozumiem cię. Nie wiesz, jak reagować, przeszkadza ci to, jak Rogers nad tobą skacze, ale nie powiesz mu tego, bo co? Bo się wstydzisz czy o co chodzi? Czekasz, aż sam zauważy?
Jeszcze nie zdurniałam do reszty, więc tak, poważnie. Chciałam zobaczyć, w którą stronę bardziej idziesz – teraźniejszości czy przeszłości.
Zależy jak dobrym jesteś zawodnikiem w grze pt. „Wszystko jest dobrze, nic mi nie jest, trzymam się”.
/Proszę cię, czy ja kiedyś miałem dobry humor? Dobra, czasem zdarza się, że mam jakieś przebłyski, ale nie oczekujmy od razu cudu. A poza tym, jaki to ma sens, bo czegoś nie łapię? Poczekasz na to, aż będę miał dobry humor, żeby... mi go popsuć? Może to ja, a może to jest bezsensu, ale dobra, im bardziej będziemy to odwlekać, tym lepiej. I tak, wiem, że mnie rozumiesz. Sam siebie też często nie rozumiem. A chyba powinienem. A nie powiem mu, bo... pozwól, że użyję jednego z twoich ulubionych argumentów, jeśli dobrze pamiętam - bo nie. A Steve w końcu sam z siebie się znudzi i przestanie skakać.
/A dlaczego miałabyś zdurnieć? I tak, idę w stronę przeszłości, bo ciężko byłoby mi się odnieść do teraźniejszości. Znaczy mógłbym odnieść się do tego, że kiedy się wybudzasz i nie ma nikogo, by wstukać ci hasła do głowy, albo kiedy programowanie zaczyna pękać, jesteś jak dziecko we mgle. Wyjątkowo niebezpieczne i niestabilne dziecko. Nie wiesz co robić, gdzie pójść, jak się sobą zająć. Później zaczynają wracać do ciebie wspomnienia, zaczynasz cierpieć na syndrom odstawienia, jesteś wściekła, rozedrgana, chcesz rozerwać na strzępy każdego, kogo sobie przypominasz. A że najpierw zaczynają wracać najświeższe wspomnienia, przypominasz sobie tych, który wpakowali cię do komory. Jeśli masz trochę szczęścia, te bydlaki jeszcze żyją. Kto nie skorzystałby z okazji i nie ruszył skręcić im karków? Szczególnie jeśli ma taką możliwość? Działałem tak ja i działać będzie każdy inny. To schemat, który powtarza się za każdym razem. Prędzej lub później ta furia mija, ale do tego czasu zdąży się sporo powywijać.
/Potrafiłem klepać taką formułkę nawet wtedy, gdy noga wygięła mi się o dziewięćdziesiąt stopni nie w tą stronę co trzeba, ale to nie oznacza, że ktokolwiek w to uwierzy. Zwłaszcza, że chyba nie wyglądam na kogoś, z kim wszystko jest super i dobrze, czyż nie? Ale gadam takie bzdury już z przyzwyczajenia, co poradzę?

O.

Oj tam, przecież on i tak wie, że go kochamy xD I to tak z miłością o nim mówimy xD
Znów do ziemi sprowadzasz nas xD
W sumie racja, przeżycie jest "ważniejsze" niż przemyślenia mordercy xD choć dalej nie nazwałabym tak Bucky'ego, jednak im ta myśl pewnie gdzieś w podświadomości siedzi..
/Nie byłabym taka pewna tego, czy wie. Raczej już zdążyłaś się zorientować, że w większości przypadków coś przeinacza i odbiera nie tak, jak trzeba. Żart z tego mema odebrałby pewnie nie jako żart, a jako drwienie z prania mózgu, które mu zafundowano.
/Oj no, ja po prostu staram się rozważyć wszystkie opcje.
/Ty może byś go tak nie nazwała, ale Bucky jednak nie ma oporów przed tym, by tak siebie tytułować. Jest też dla siebie ostrzejszy, postrzega wszystko w ciemniejszych barwach, więc niektóre sprawy postrzegać będzie zupełnie inaczej niż Steve, będzie zwracał uwagę na inne rzeczy. Steve chce chronić Bucky'ego, ale chce też zadbać o swoich przyjaciół i wszystkich tych ludzi, którzy potrzebują pomocy, a których Bucky twierdzi, że ma w poważaniu.
Wiesz co? Poszukaj śliwek na targu, Bucky się ucieszy i może zje z tobą.
/Z tego, co pamiętam, Bucky ich nie znosił, więc mógłbym pogorszyć tylko sprawę, zamiast sprawić mu przyjemność. Chociaż... teraz już nie potrafię powiedzieć, co lubi, czego nie.
Dobra, już schodzę z ciebie
/Dziękuję. Tak trudno mnie nie denerwować?