10 marca 2017

o.

I ich drogi się rozejda, bo wszystko przewinęło.. Z wiatrem. So sad story :(
Ale pasujące do nich..

Wiem, dalej czekam na dłuższy opis! :p
Ej to widzisz? Potrafisz uzyskać zamierzony cel! Więc tutaj można Cię pochwalić xD
Boże to by była taka ich "tradycja" hahaha xD
Bucky zawsze będzie mieć coś z chłopca xD no i kolejki to też jakaś psycho sesja?
/To byłoby zbyt proste. Stwierdzenie, że "dorosłem, było minęło, żegnaj". Będzie so sad story, bo są idealni do takich tekstów, ale to nie oznacza, że nie będzie choć neutralnego zakończenia. Happy end by nie pasował, ale coś da się wymyślić :*
/O mój boru, w końcu napisałam coś tak, jak chciałam!!! Bądź dumna! I cóż, spadanie w przepaść sobie darujemy, bo inaczej dzieci skończą bez ojca - po tym, jak Bucky wyżyje się na Stevie za to, że ten go nie złapał - będzie tylko piesza wycieczka i katharsis. I tak właśnie to sobie zaplanowałam - że Bucky zaczął tworzyć makietę w ramach terapii, ale po tylu latach stało się to już nie tylko sposobem na ukojenie nerwów, ale i hobby.
I: a co lubisz?
 Matematykę. I fizykę. Chemię mniej, ale też jest fajna.
G: ani nie zpuszczasz ani nie scinasz?
 Tata mówi, że czasem to trzeba je trochę ściąć. Ale bardziej niż trochę to nie chcę. Bo jak są długie, to tata musi mi pomagać, a jak będą krótkie to przestanie, a ja nie chcę, żeby przestawał.
S: no słodziaku.. Jak Ty nie powiesz to on powie
 To niech powie. On uwielbia mówić. O wszystkim. Zwłaszcza o tym, o czym proszę go, by nie mówił.
B: serio? Nir dostał zawalu przed wejściem? Skoro wszedł i coś kupił mimo spalenia buraka to jest progres.
 Jakby mógł go dostać, to pewnie by go dostał. Ale pokazał, że jest mężczyzną i żadne wyzwanie mu nie straszne.

o.

#1 No ale jako czterdziestolatek mógłby odczuć "popęd" w stronę Kapitana Ameryki xD Haha żartuję sobie! Ale tym bardziej czekam na tekst ;p

#2 Ominął nas ślub. Jak mogłaś tego nie opisać!
Mimo że notka pozytywna to jednak nie wiem, czychał gdzieś tam smutek? Przemijanie? Ale pewnie to przez to, gdzie Bucky chce dotrzeć.. Tylko niech się nie potyka bo Steve nie złapie go znowu i wyląduje w zaspie :(
Haha nie ma to jak mieć swoje hobby! Za chwilę będę kuc piwnice dalej by się powiększyła xD
/Sęk w tym, że Bukcy byłby czterdziestolatkiem wyłącznie fizycznie. Psychicznie byłby niemal stulatkiem, który wiele przeżył, który widzi, jak jego dzieci się starzeją, a jego żona nawet już go nie poznaje. Miałby długie życie, którego z czasem Steve po prostu przestałby już być częścią. To coś naturalnego. I właśnie o to chodzi. Steve wraca, Bucky żyje, ale.... Dla niego Rogers to już tylko odległa przeszłość, człowiek, którego znał siedemdziesiąt lat temu. I co dalej? No, tego to już nie powiem.

/O ślubie wspominali już kilka stucky-tygodni temu :P
/O coś takiego właśnie mi chodziło. Ten Bucky przeszedł nieco inną, można by powiedzieć lżejszą drogę od naszego "standardowego" ulubieńca, miał na wszystko więcej czasu, ale mimo wszystko to ten sam człowiek, który chce na stałe zamknąć pewien etap życia, pokazując samemu sobie, jak daleko zaszedł. Och, no i nie jest głupi, więc daruje sobie chodzenie po krawędzi przepaści, wybierając prostszą drogę. Jakby znowu spadł, to by chyba wdrapał się na górę z powrotem tylko po to, by skopać Steve'owi tyłek.
/I to jest bardzo fajne hobby!
I: Dlatego miał przydomek "Niewierny" i dlatego Jezus po zmartwychwstaniu ukazał mu się i pokazał swoje rany.
 Ja tam nie lubię religii. Jest dziwna i ma dużo pytań, na które nikt nie potrafi odpowiedzieć. A ja takich pytań też nie lubię. 
G: A ty co planujesz ze swoimi włosami?
 Nic. Lubie takie, jakie mam. To po co mam coś z nimi robić?
 
S: Tego bym mu nie powiedziała...A skarżę na ciebie bo tak.
 Skoro skarżysz na mnie, bo tak, to ja ci nic nie powiem, bo tak.
B: Kij od miotły? Przecież tych tajemniczych rzeczy od Tony'ego wykorzystać nie chcesz.
 Słyszałem o tym, że ktoś używał kija od baseballa. Ale nie. No i nie róbmy już ze mnie sieroty, potrafię pójść do sklepu jak dorosły człowiek i kupić to, co chcę. Bez spalenia buraka i chęci zapadnięcia się pod ziemię jak pewien pan w blondzie. Którego imienia nie wymienię, ponieważ jest raczej oczywiste.

Notka Stucky + Wszystkiego najlepszego Bucky

N: Co tu dużo mówić, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO BUCKY! Czas też ogłosić, że chłopcy zostają z nami też na przyszły tydzień, ponieważ czeka ich wycieczka. Dość ważna z punktu duchowego, że tak powiem.

***
Bucky nie lubił swoich urodzin.

Nigdy.

Nie wiedział skąd mu się to wzięło, ale nie lubił ich i już. Uważał przyjęcia urodzinowe i prezenty za stratę pieniędzy i czasu. Znaczy, uważał tak wtedy, kiedy to o jego urodziny chodziło. Lubił kupować prezenty innym, uwielbiał organizować przyjęcia dzieciakom, ale… Swoich nie lubił i już. Nawet mimo tego, że ich domowy budżet nie załamałby się już doszczętnie przez urządzenie choć skromnej imprezy. Zawsze czuł się… dziwnie, podczas takiego przyjęcia, często urządzanego mu w ramach znienawidzonej niespodzianki. Nie cierpiał swoich urodzin i już.
Dlatego cieszył się, że udało mu się ubłagać Steve’a, by w tym roku nie robili kompletnie nic. Zgodził się na huczną imprezę z okazji setki, więc teraz każde urodziny będzie obchodzić po swojemu. No, aż do sto pięćdziesiątych. Je też może uczcić bardziej szczególnie. Ale pozostałe? Po co? Zgodził się jedynie na to, by Steve zabrał go na kolację. Choć głównie dlatego, że dzięki temu spędzą czas tylko we dwoje, a tego dość często im jednak brakowało. Wciąż często mijali się w drzwiach, a kiedy już obaj byli w domu, ciężko było im znaleźć czas tylko dla siebie. Dlatego nie chciał żadnej imprezy w większym gronie.

Zwłaszcza, że dziś nie miał czego świętować. Bo był ponad stuletnim czterdziestolatkiem zamkniętym w ciele trzydziestolatka. O mentalności dwudziestolatka, ale to już inna sprawa. Rozchodziło się o to, że według swoich obliczeń kończył dziś czterdzieści lat.

Czterdzieści.

I Boże… Był taki… stary.
Nawet nie wiedział, kiedy doszedł do takiego wieku. Jeszcze niedawno miał dwadzieścia trzy lata i był święcie przekonany, że wygra wojnę i heroicznie powróci do domu. Cóż, jak wiadomo – nie wrócił. Ale łapał się już na tym, że doszedł do takiego momentu w życiu, w którym… po prostu tego nie żałował. Był szczęśliwy, miał rodzinę, dzieciaki, za które dałby się pokroić i przestał przejmować się ukradzionymi latami. Miał jeszcze wiele lat do przeżycia i wierzył, że to wszystko nie wydarzyło się bez powodu. Że wszystko musiało potoczyć się tak, nie inaczej, by mogli spotkać się ze Steve’m po siedemdziesięciu latach, wbrew wszelkim prawom logiki.

A teraz miał czterdzieści – ponad sto – lat, dwójkę dzieci, domowe zoo i był zaobrączkowany.
I miał ochotę krzyknąć "Pieprz się Hydro, pierdol się Zola! Patrz gdzie zaszedłem i kim jestem!". Był z siebie dumny. Jak jasna cholera. Bo był tym, kim zawsze chciał być, nie tym, kim oni chcieli, żeby się stał.
Kochał Steve’a, kochał swoje dzieciaki, kochał swoje małe zoo, swój pochrzaniony dom i swoją makietę, która rozrosła się już niemal na pół piwnicy. Uwielbiał ją, naprawdę uwielbiał, a zajmowanie się nią uspokajało go jak nic innego. Lepił wzgórza, montował drzewka, malował figurki… Dbał o każdy szczegół. Dlatego pomimo niechęci do wszelkich prezentów, ucieszył się jak dziecko, kiedy otworzył pudełko, które rano podrzucił mu Steve. Dał się wyściskać, zrobił dzieciakom śniadanie i oddał je w ręce Steve’a, samemu zaszywając się na dole. Przynajmniej do czasu, aż Steve wrócił po odwiezieniu ich do szkół.

Nie mógł się nie uśmiechać, kiedy wyciągał kolejne części zawartości pudełka na blat. Steve twierdził, że tylko pomagał dzieciakom w malowaniu, ale i tak wiedział, że większość nieco bardziej profesjonalnych szczegółów i wykończeń to była jego kreska. Ale cała reszta? To była ich praca. Udawał, że o niczym nie wie, ale nie raz słyszał jak się sprzeczały.

Obejrzał się za siebie, słysząc znajome, miarowe kroki Steve’a na schodach.

I jak, pasują? — Steve podszedł bliżej, by zerknąć mu przez ramię na domek, który trzymał w dłoniach. Nie byłby przy tym sobą, gdyby nie schował twarzy w jego włosach. — Przy kominie jest włącznik światła. Ian go zrobił.

— Oczywiście. — Uśmiechnął się do niego, ostrożnie odkładając domek na blat. Włącznik był wykonany zdecydowanie zbyt profesjonalnie jak na dziewięciolatka, ale oduczył się już martwienia tym. — Czasem wciąć nie mogę sobie wybaczyć, że kiedyś nie chciałem zgodzić się na to, żebyśmy się nim zajęli.

— Przestań. To nic złego, mogłeś się bać. — Wsparł brodę na jego ramieniu, garbiąc się nieco. — Też się bałem. Przy Grace nawet bardziej. A teraz? Spójrz na nich.

— Patrzę. Ciągle patrzę. — Sięgnął ramieniem za siebie, by przygładzić jego włosy.

— Jestem z nich dumny. Z nich i z ciebie. Jak nigdy z nikogo innego.

— Jesteś ze mnie dumny? — Zerknął na niego kątem oka.

— Bardzo. Jestem dumny i kocham cię. — Odsunął się nieznacznie, by móc spojrzeć mu w oczy. Zawsze tak robił, kiedy to mówił.

— A chcesz coś dla mnie zrobić? — spytał ostrożnie. Zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu, ale nie wiedział, jak się za to zabrać. — Taki… prezent?

— Oczywiście. Zawsze. — Wyprostował się, jak zawsze gotowy, by spełnić jego nawet największą zachciankę. — Co tylko chcesz.

— Zabierz mnie w Alpy.

Steve wyglądał na nieco strapionego, zdziwionego, kiedy upewnił się, że dobrze usłyszał:

— W Alpy? Ciebie? Nie cierpisz gór, ciągle to powtarzasz.

— Czas to zmienić. — Odwrócił się, by oprzeć się biodrami o kraniec blatu. — Chcę dostać się w jedno miejsce.

Steve patrzył na niego uważnie, nie od razu rozumiejąc, o co mu chodzi. Po chwili jednak zdawało się już to do niego dotrzeć, a uwaga ustąpiła miejsca zaniepokojeniu.

Tam?

— Tak, tam. Linia kolejowa nie jest już używana i… — Oblizał wargi, czując absurdalną suchość w ustach. — Czytałem, że można tam dotrzeć. Większa część drogi jest płaska, to wąwóz. Dla nas to nic. Wystarczy ciepła kurtka.

— Bucky… Jesteś pewien?

— Jak już dawno nie byłem.

 Musiał odwiedzić to miejsce. Musiał je zobaczyć. Wreszcie na stałe zamknąć pewien etap. To była już przeszłość, a on… A on chciał zrobić to tak, jak powinien. Chciał tam pójść  i wykrzyczeć, że to on wygrał.

***

9 marca 2017

o.

Haha może Twój będzie pierwszy? :p ale poczekam na tekst! *.*
Steve umrze? A to będzie ich miłość czy bez? Obiecuję że przeczytam tak czy siak xD
 Bucky spadnie z pociągu, Steve rozbije samolot, ale Bucky zostanie odbity 1946 i wróci do domu. Będzie musiał poradzić sobie z tym, co mu się przytrafiło i ze świadomością, że Steve zginął. Ale miałby komandosów, miałby swoją rodzinę i zacząłby wracać do normy. Ożeniłby się z Gail Richards, pomógłby współtworzyć SHIELD i wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że jego żona i dzieci by się starzały, a on... cóż, także, choć kilkukrotnie wolniej. Więc kiedy doszlibyśmy do roku 2012, kiedy odnaleziono by Steve'a, Bucky były koło czterdziestki. Nie planowałam robić z tego tekstu z motywem Stucky, przykro mi :)
I: uczeń Jezusa Chrystusa 
 Ale skoro wierzył tylko w to, co widział, to jak mógł być uczniem kogoś, kto nauczał o tym, czego nie można widzieć i opowiadał o sobie rzeczy,  w które nie powinno się wierzyć bez zobaczenia dowodów? Nikt nie widział Boga, więc jak mógł wierzyć w to, że Jezus jest synem Boga, skoro nie mógł zobaczyć niczego, co pokazałoby mu, że Bóg istnieje?
G: Bo tata pomaga ludziom, którzy są chorzy i nie mają włosów, by je mieli. 
 Wiem. Ale tata i tak dziwnie wygląda bez włosów. Jeszcze dziwniej niż tata Steve, kiedy chciał mieć długie włosy.
S: to co szykujesz na urodziny?
 Nie zdradzę tego. Powiesz mu, skoro mu się na mnie skarżysz.
B: Ogórka? Czy co? :o
 Nie popieram marnowania jedzenia. Więc nie, ani ogórka, ani banana, ani kabaczka. Mało ludzie fajnych rzeczy wymyślili?

Astrid Löfgren

N, za te wszystkie trudy życia nam się więcej należy niż facetom, o!
Nie wiem, jak mu pomóc :( Może postaram się w przyszłym tygodniu, żeby chociaż troszkę miał satysfakcji ze swoich starań.
No i właśnie. Mam wrażenie, że takie przedmioty prowadzone są przez osoby niekompetentne całkowicie. Ja się w podstawówce chyba więcej dowiedziałam niż na dalszych etapach kształcenia - może dlatego, że później rzadko uczestniczyłam, a podstawówce to były zajęcia poświęcone głównie menstruacji, skąd biorą się dzieci i takie tam. Pamiętam też, że prowadziła to osoba z zewnątrz, bo była jakaś akcja którejś marki produktów higieny osobistej. Całe szczęście, że mam mamę w miarę ogarniętą i potrafiła reagować, chociaż też ze wstydem. Obecnie cała ta edukacja seksualna zmierza w złym kierunku, a istnieją naprawdę genialne książki dostosowane do wieku ucznia, doskonale wyważone pod względem przekazywanej treści. Wiadomo, dużo też zależy od nauczyciela, ale nauczyciele z tego co widzę też chuchają i dmuchają byle tylko nie wyjść poza schemat. 
/Żądajmy więc sceny z lotniska, w której team się przebiera! Wandzię mogą pominąć albo pozwolić jej przebierać się w vanie. Reszty żądajmy! Potrzebne nam to do celów naukowych, by zbadać, czy Bucky'emu odrosły włosy! To bardzo ważne! 
/Tylko nie staraj się za bardzo, bo od razu się zorientuje i będzie mu bardzo, bardzo przykro. A przecież nie chcesz sprawić mu przykrości, prawda?
/Osobiście nie znam ani jednej osoby, która miałaby sensownie prowadzone te zajęcia. Większość z nich nauczały katechetki, przez co przekazywana przez nie "wiedza" była bardzo stronnicza, a nauki odwoływały się do nakazów i zakazów z chrześcijaństwa, co kategorycznie nie powinno mieć miejsca. Bo takim dzieciakom nie jest potrzebna wiedza, że seks przed ślubem to grzech, a przedstawienie im tego, jak naprawdę jest, jak się zabezpieczać i co robić w razie w. Inaczej wciąż będziemy mieć nastolatki, które wierzą, że pomat chorób wenerycznych i HIV/AIDS. A nauczyciele, którzy podejmują się prowadzenia WDR do jedczas pierwszego razu nie można zajść w ciążę i dorosłe kobiety, które będą święcie przekonane, że podczas karmienia piersią też się nie da. Do tego dochodzi wciąż niewystarczająca wiedza na teszcze inna sprawa. Naprawdę nie powinien zabierać się za to ktoś, kto rumieni się i jąka na dźwięk słowa "penis". 
S, B, nie pozwalacie mu za bardzo eksperymentować na różnych urządzeniach?
 Cóż, dbamy o to, żeby nie zrobił sobie krzywdy podczas takich zabaw, ale... Naprawdę ciężko jest przekonać go do tego, by przestał i zajął się tym, co mu organizujemy. Ale dla niego to często i tak za mało, więc wracamy do punktu wyjścia, czyli podkradania wszelkiej elektroniki, kiedy tylko nie ma nas w domu i nie mamy go na oku. Czasem naprawdę bywa kłótliwy i nieco przemądrzały jak na swój wiek, ale poza tym to naprawdę dobry dzieciak.

o.

Jackie! Jack! I Titanic się znalazł, o którym też już gadałyśmy xD Widziałam nawet gdzieś arty sugerujące tematykę xD Coś na statku bez topienia xD
I na froncie poznaje Stephanie! Przebraną za swojego brata bliźniaka Stevena, opatruje ją i za dotrzymanie tajemnicy każe sobie robić dobrze xDDDDD Nie no, żartuję sobie xD

<3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333
/Aż mnie dziwi, że jeszcze nie widziałam takiego ff, w którym fem!Steve podaje się za mężczyznę, by dostać się do wojska. Albo bardziej pochrzaniona wersja - Steve korzysta ze swoich gabarytów i podaje się za kobietę. W sumie to drugie wcale by mnie nie zdziwiło. Wcale. Nie takie rzeczy już znajdowałam. A elementem komicznym mógłby być Bucky i jego mina, kiedy zorientowałby się, skąd zna tę pielęgniarkę. 
/Część tych informacji wykorzystam też w kilkuczęściowej miniaturce AU, w którym Steve rozbija samolot, ale Bucky zostaje odbity w 1946 przez Howling Commando. To będzie drama. Duuuużoooo dramy.
I: No tak, ale niektórzy są jak niewierny Tomasz, muszą zobaczyć, dotknąć, by się przekonać i uwierzyć. 
 Nie znam żadnego Tomasza.
G: Żałujesz, że tata Steve nie zapuszcza włosów? Jemu też byś mogła robić takie fryzurki.
 Tata Bucky też obcina włosy. Zapuszcza takie długie, dłuższe od moich, ale potem je obcina i ma krótsze niż tata Steve. On też raz próbował mieć długie, ale jak miał takie do brody, to je obciął, bo mówił, że czuje się głupio. Ale wyglądał tylko dziwnie, nie głupio.
S: Jest po dwudziestej drugiej.. 
 Może być i po dwudziestej czwartej. I tak nie.

8 marca 2017

o.

Nasze familoki! Kaj to żeś w Ameryce ujrzała? ;o
Ale tak na serio... DLACZEGO tak DOBRZE PRZYGOTOWANE materiały nie zostały opisane? Szkoda mi tego tekstu, chce go przeczytać!
Za to ja Cię kocham! <33

Hipokryci. Sami hipokryci na tym świece ;o Ale.. Nie czaję dlaczego tego przedmiotu musi uczyć albo katechetka albo zakonnica? 
/Napisałam część pierwszego rozdziału, ale już nic z niego nie zostało. Tak tylko zarzucę, że  Bucky zostałby Jacqueline Rebeccą Barnes. Jacqueline dlatego, że jest to żeński odpowiednik imienia "James", dzięki czemu mogłaby mieć swój znienawidzony skrót - Jackie. A Rebecca (niestety nie ma żeńskiego odpowiednika imienia "Buchanan", ani żadnej znanej kobiety polityki z tamtego okresu, która nadawałaby się na imienniczkę) głównie ze względu na skrót "Becky", który przez niektórych byłby przekręcany na "Bucky". . Ze względów, które bym wytłumaczyła i które związane byłby z odkryciem jej umiejętności strzeleckich. Pracowałaby w fabryce wytwarzającą broń, później zdecydowałaby się zostać pielęgniarką i działałaby z korpusem Czerwonego Krzyża. A Stevie za to nic nie powiem, bo chcę w przyszłości napisać tego ficka i niczego zdradzać nie będę. 
/I tak, wiem <3 Ja też siebie kocham <3
I: Ja wiem, że są.. Ale ludzie jak czegoś nie widzą to w to nie wierzą?
 Dużo rzeczy nie widać, a ludzie w to wierzą. W kosmitów kiedyś nie wierzyli, a są. W wujka Thora wierzyli, a potem przestali, a przecież jest, tak? Tata Bucky mówi, że wierzy w Boga, a też go nie widzi. Więc nie trzeba czegoś widzieć, żeby w to wierzyć. 
 G: Nawet tobie nie daje?
 Mi tato daje. Lubi jak mu robię warkocze. Albo taką fryzurę jak księżniczka Lea. Fajnie wtedy wygląda.
 S: To mi się podoba słodziaku!
 Ale jak nie przestanie rozpowiadać o naszym pożyciu, to go walnę. 
B: Ej! Opowiadaj! Mów za niego! Kiedy?! Ile się w niego?! I kto na to wpadł, Ty czy on?
 Teraz to opowiadaj, co? Ale ja to żadnego medalu ani dyplomu nie dostanę, a robię ciekawsze rzeczy! Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, nie ma! No, ale dobra, nie będę przeżywać. W zeszłe Halloween, trzy, moja sugestia. I tak, Steve będzie za to fochać.

o.

Ej weź. Wieżowce już były z klimą i windą elektryczną! A domy wyglądały jak te wille Kardiaszianek. W końcu to NY! :p i każdego z bidula na to stać, co sobie myślisz xD
Hahah najpierw jedli kolacje a później kapali się w swoim "stole" by spalić to co zjedli xD

Biedna! Tam chyba nikt Cię nie lubi :(

Wiesz, niech zakazują.. Ale mi chodzi o ten jej ton z jakim to powiedziała. Taki "jestem za super by czytać nieprzyzwoite rzeczy a ty pójdziesz do piekła bo je masz" xD 
/Zanim padł mi laptop, miałam folderik ze zdjęciami z takich mieszkań, ale zostało mi kilka przykładowych, którymi mogę zarzucić, jeśli ktoś przedstawia mi argument "To był NY, a nie jakaś Polska!" - 1, 2, 3, 4. Luksusy? Nie bardzo, a na zdjęciu numer dwa mamy już droższe mieszkanie, które posiada okna zewnętrzne. Sprawdzałam to wszystko do jednego ff, które jednak nie powstało. Miałam nawet pospisywane wydawane wtedy na Brooklynie gazety, puszczane audycje radiowe, popularne miejsca itp. Może to jeszcze kiedyś wykorzystam. Chcę napisać ff z "zasadą 63". Tylko nie takiego, gdzie Steve to babka, Bucky to babka, Tony to babka, ale poza tym wszystko jest identycznie. Nope, takiego z w miarę sensownego, gdzie rola Steve'a, Bucky'ego i HC w żeńskiej wersji miałaby rację bytu i sens historyczny. I nie - jestem upierdliwa i nikt mnie tam nie lubi :P

/Nie wiem czy to ja miałam takiego pecha, czy częściej się do zdarza, ale zdecydowana większość katechetek, które miałam (nie)szczęście spotkać, była... dość specyficzna, łagodnie mówiąc. Jedna, która uczyła w moim gimnazjum o małżeństwie, przysiędze i o rozwodzie, który jest grzechem, sama była po rozwodzie. Bo co wolno wojewodzie... :P 
I: Ale to lepiej dla ciebie. Długo będziesz mieć rodziców.
 Ale oni i tak są starzy, nawet jak nie wyglądają. Nawet bardziej od dziadków moich kolegów, ale nikt w to nie wierzy.
G: pewnie tacie też się podoba choć tego nie powie.
 Nie-e, tacie się nie podoba. Nie lubi jak ktoś dotyka jego włosów. Mówi, że nie wolno psuć mu fryzury.
  S: Jesteś u Bucky'ego.
 Och, ależ ja zawsze jestem Bucky'ego. Tylko i wyłącznie.
B: Steviemu się mój pomysł nie podoba.. Powiedz mu coś.
 Jestem skłonny posunąć się raczej do stwierdzenia, że Stevenowi nie tyle nie spodobał się sam pomysł, który nie jest mu zresztą obcy, co raczej fakt rozmawiania o tym z kimś poza mną. Taki już jest, co mam mu niby powiedzieć?

Astrid Löfgren

N, na zbliżenia na pośladki pana Evensa nie narzekam. To jakieś zadośćuczynienie za wielość zbliżeń na tyły Nataszki.
Prawdopodobieństwo natknięcia się na spojlery wzrasta, kiedy chce się ich bardzo uniknąć. Zawsze tak jest. Po prostu zawsze.
Kiedyś mu pozwolę. Kiedyś.

Pytanie: z czego to wynika? Polska w temacie seksualności jest cholernie zaściankowa. To temat tabu największy, jaki tylko może być. Edukacja seksualna kuleje, ale to nie jest wina tylko szkół czy podręczników. Zobacz, jak niektórzy rodzice reagują, kiedy dziecko zaczyna interesować się swoimi narządami płciowymi. Z automatu jest uczone, że to coś złego, że nie może tych części dotknąć, poeksperymentować, bo to przecież koniec świata i patologia, dziecko ma być niewinne. Moja bratowa o mało zawału nie dostała, kiedy przyłapała swojego syna na dotykaniu się "tam, gdzie nie trzeba", a na moje, że "no i co z tego, to normalne" obraziła się na tydzień. Ta zaściankowość wlecze się od lat, ludzie nadal wierzą w bzdury i będą wierzyć, bo nie ma w Polsce adekwatnej edukacji seksualnej. Rodzice często są nieświadomi kompletnie, oddają swoje dzieci na takie zajęcia WDŻ z nadzieją, że ktoś wyedukuje ich dziecko zamiast nich, i uff, "ja nie muszę tego robić, problem z głowy". A jak nie puszczą dzieciaka na takie zajęcia? Dają mu coś w zamian? Szczerą rozmowę, podzielenie się własną wiedzą? Rzadko. Boimy się rozmawiać, boimy się nazwać rzecz po imieniu, wstydzimy się. Problem niesamowicie złożony. Same monitorowanie stanu tej edukacji jest fajne, ale co dalej? 
/Może Marvel zrozumiał wreszcie, że kobiecej części widowni też coś się od życia należy? Choć nie, my i tak mamy lepiej, ponieważ prócz CA:CW (biedni nie mogli się zdecydować, komu kazać się rozebrać?) nie ma filmu Marvela bez scen z nagą - oczywiście wydepilowaną - klatą. Do tego masa nijak nieuzasadnionych zbliżeń na pośladki pana E w ruchu. A biedna płeć mniej piękna? Tylko obcisły strój Taszeńki i miniówki Wandy. Biedni, co oni mają oglądać na tym ekranie? Może mają śledzić fabułę? 
."Kiedyś" t taki odległy termin. Wcale mu nim nie pomagasz :(

/Pamiętam, że miałam WDŻR (albo i bez "r"?) w drugiej i trzeciej klasie gimnazjum. Podział był oczywiście na grupy dziewcząt i chłopców, z czego grupa numer dwa nie miała zajęć w znacznej większości przypadków. I kiedy miałyśmy te 14-15 lat, tłumaczono nam... czym jest miesiączka. Nie okres, nie menstruacja, ale ciągle i ciągle powtarzana i mruczana pod nosem w kółko "miesiączka", co zapamiętałam. Pamiętam te zajęcia, bo zostałam zrugana przez panią nauczycielkę za to, że powiedziałam coś na temat tego, że kobiety także mogą być przecież gwałcielkami i pedofilkami (tak btw - słownik nie zna takich słów i od razu poprawia je na "gwałcicielami" i "pedofilami"). Ale wracając do sedna sprawy - dowiedziałyśmy się, że kategorycznie nie możemy stosować tamponów (na pytanie dlaczego, skoro przebicie błony dziewiczej bez tampon nie zagraża życiu i nie świadczy o tym, że ktoś nie jest już dziewicą, odpowiedzieć nie potrafiła), a antykoncepcja powinna być tylko naturalna - czyli wstrzemięźliwość, kalendarzyk i ewentualnie stosunek przerywany, choć tego na głos nie powiedziała. Czyli zachęcała nastolatki do metod, które tak naprawdę są bardziej skuteczne wtedy, kiedy chce się mieć dziecko, niż go nie mieć. Oprócz tego rysowałyśmy też drzewa genealogiczne, uczyłyśmy się nazw relacji rodzinnych (bratanek, stryjek, ciocia itp.) i oglądałyśmy amerykańskie filmy edukacyjne z lat 80/90. Nie było ani słowa o innych orientacjach, o molestowaniu, o przemocy i o tym, jak się z niej wyrwać. To przerabialiśmy na godzinie wychowawczej. I dzięki Bogu, bo na WDR dowiedziałabym się pewnie o tym, że gwałtu by nie było, jeśli dziewczyna grzecznie siedziałaby w domu. Taki był to typ nauczycielki.
S, B, nauczyć się czego? Poproszę o dokończenie jednak.
To świetnie, że ma takie artystyczne zapędy. Możecie się wzajemnie inspirować. A Ian? Wynalazł sobie coś, jakieś zainteresowanie? 
B: Chciałem powiedzieć coś o opróżnianiu pęcherza na stojąco, ale jestem grzeczny, więc tego nie zrobię. 

S: Tak, ty grzeczny. Przez jakiś kwadrans.

B: Widzisz? Cały kwadrans. Jeszcze niedawno byłoby to jakieś pięć minut!

S: Brawo, jestem naprawdę dumny. Robisz wspaniałe postępy.

B: Nie ironizuj. 

S: Nie ironizuję. Skądże znowu. A teraz pozwól, że przerwę naszą miłą wymianę zdań. Mogę? Tak? Dziękuję. Jeśli chodzi o Iana, to on zdecydowanie nie przejawia artystycznych zapędów. Woli wynosić do swojego pokoju każdy sprzęt elektroniczny, jakiego nie zdołamy upilnować, i rozkręcać go na części. 

B: Dopiero ostatnio zauważyłem, że ukradł odtwarzacz Blu-ray.

S: I cóż, złożył go z powrotem. Z ekspresem do kawy było to samo. Choć na początku kawa zamiast w dół, leciała na bok. Ale sprawa została opanowana. A kolejnym plusem było to, że po lekkim oparzeniu się, Bucky zaczął robić kawę w koszulce.

o.

Bo to jak z modą na ubrania. Modne są białe trampki, to wszyscy muszą je mieć, choć część nie umie dobrać do nich odpowiedniego stroju, czy coś ;p
A laska pewnie napisała, że nie masz racji? ;p

Agrh. Teraz to już wgl w tych podręcznikach wszystko zostanie opisane jako zło. Wkurzyła mnie ostatnio katechetka, która podkreśliła tonem, że chce książkę "w granicach przyzwoitości".. Aż jej chciałam walnąć Greyem czy Crossem xD
/Podobnie było z opkami o Bucky'm i Mary Sue w wojsku podczas II wojny - większość ałtorek nie ma bladego pojęcia o tym, jak wyglądała służba kobiet w amerykańskiej albo angielskiej armii (i do tego zdają się nie ogarniać, że Peggy to Brytyjka, która skończyła szkołę pielęgniarską i wstąpiła do agencji w Anglii...), jak wyglądało wtedy życie, warunki mieszkaniowe i cała reszta, ale piszą. I czasem piszą takie bzdury, że aż nie wiem jak to skomentować. Bo jak widzę, że OCka wychodzi z domu dziecka z Bucky'm i Steve'm, znajduje dobrze płatną pracę, w której nigdy nie spotyka się choć z minimalnym seksizmem mimo stanowiska, i wynajmuje dom w centrum NY, to mną telepie. Dom. Kiedy tak naprawdę mieszkanie Steve'a nie miało nawet okien zewnętrznych! Teraz uwaga, bo znowu będę szpanować researchem: Patrząc na ten concept art z mieszkania Steve'a (i być może Bucky'ego, bo Steve na pewno nie mieszkał sam, nie stać by go było na czynsz) widzimy, że wanna służy jako kuchenny stół, jeden pokój prowadzi bezpośrednio do kolejnego, a co najważniejsze - ma okna wewnątrz mieszkania. Co to oznacza? Że kamienica, w której mieszkał, wybudowana została przed rokiem 1879. Jedno duże mieszkanie dzielone było na trzy mniejsze, z czego tylko jedno z nich miało okna. W 1860 wprowadzono jednak prawo, które wymagało tego, by każde z mieszkań posiadało okna. Co więc zrobiono? Dobudowano okna wewnątrz mieszkania. Dopiero w 1879 wprowadzono prawo, które wymagało, by każde mieszkanie miało okna zewnętrzne. Risercz rządzi, bijacz. 
/Odpisała, że mam nie czytać, jak mi się nie podoba, błędów oczywiście nie poprawiła, a jak zerknęłam na kolejny rozdział, to przekonałam się, że miałam rację :P

/Kiedyś słyszałam, że kościół katolicki potępia sagę "Zmierzchu". I w sumie się nie dziwię, bo oprócz wampirów mamy tam namawianie do aborcji, zalążki pedofilii (do tego gość "wpaja" sobie niemowlę i niemal wychowuje sobie partnerkę), namawianie do seksu, przemoc, a związek Edzia i Belli jest tak toksyczny, że aż głowa mała. Gość rozbierał jej samochód na części, żeby bez jego zgody Bella nie pojechała spotkać się z przyjacielem, bo ten sobie tego nie życzył.
I: A wiesz, że tata pożyje dłużej, o wiele dłużej niż wujek Tony?
 No wiem, bo wujek Tony jest już stary, a tata nie. Nawet siwych włosów nie ma, a wujek już tak. Więc tata będzie żyć dłużej, bo jest młodszy, chociaż tak naprawdę to jest stary.
 G: Za co tak lubisz papugę?
 Bo jest fajna, kolorowa, mówi i ciągle chce robić gniazdo we włosach taty. A wujek udaje, że wcale mu się to nie podoba. Fajna jest.
B: Jeszcze mu to się spodoba! Tone'emu w sensie
 Niechby spróbował. Odciąłbym sobie wtedy rękę, którą bym go dotykał. Okropna wizja, ugh. Prawdziwa makabra.