1 stycznia 2016

red hood.

Chcę być pierwszym pytaniem w nowym roku. Hehe.
Szczęśliwego nowego roku! Jak minął Wam sylwester?
N:
Wczoraj zepsuł mi się samochód, więc pierwszą rzeczą, jaka czeka mnie w 2016 roku, jest zostawienie pieniędzy u mechanika. Nie powiem, nowy rok zapowiada się świetnie :P

Yelena:
Ponad sto kilogramów mięśni i metalu przygniotło mnie z rozpędu do ściany, więc można powiedzieć, że minął dość... boleśnie. Ale przynajmniej już wiem, że następnym razem lepiej zawczasu powiedzieć mu o fajerwerkach. Takie rzeczy jak daty wypadają mu z głowy.
Steve:
W żaden szczególny sposób. Nie mieliśmy czasu ani nastroju na świętowanie.
Bucky:
Wręcz wspaniale. Naprawdę.

Podsumowanie noworoczne

Jest pierwszy stycznia, więc nadszedł czas na krótkie podsumowanie roku 2015:

Na blogu pojawiły się 1854 posty. Z czego:
- 1792 posty to posty z odpowiedziami,
- 39 postów to ogłoszenia o postaci tygodnia,
- 19 postów to notki Bucky'ego,
- 3 posty to notki informacyjne,
- 1 post to miniaturka,

Najwięcej postów pojawiło się w maju (405), a najmniej w listopadzie (57).

Łączna liczba wyświetleń z 2015 to 78 252 odsłony.
Najwięcej wyświetleń (767) miał ten post.

Na blogu udzieliło się osiemnastu użytkowników oraz osoby zadające pytania z anonima. Nie da się jednak ukryć tego, że osobą o najbardziej stalowych nerwach i cierpliwości do pana Barnesa jest Astrid, do której należy ponad siedemset postów, i która udziela się na blogu od samego początku. 

Dziękuję wszystkim za poświęcony czas i zaangażowanie! 

31 grudnia 2015

Astrid Löfgren

N, tylko trochę to zbyt polskie. Chociaż... Może młodzież chętniej zaglądałaby do historii.
Ach, to dlatego Steve go tak szukał. Gdyby nie lód, pewnie nawet nie zawracałby sobie głowy pościgami i ewentualnym wsadzaniem Bucka w imadło - o ile miał coś z tym wspólnego. 
No i na koniec życzę wam wszystkim szczęśliwego Nowego Roku!
/Ale przynajmniej ksywka miałaby jakiś głębszy sens, bo spora większość Polaków nie skojarzyła raczej "Winter Soldier" z akcją wykrywającą amerykańskie zbrodnie, ani z piosenką "Summer Soldier". I teraz tak na to patrzę i stwierdzam, że pseudonim Wyklęty Żołnierz nie jest wcale taki zły.
/No ba, że to oni go tam wpakowali. Bucky, egoista jeden, nie chciał im zdradzić sekretu swojej urody, więc musieli inaczej to z niego wyciągnąć. Tony i Ross też ścigają go z tego powodu, bo latka lecą, włosy się przerzedzają, zmarszczek coraz więcej...

/Odchodząc trochę od tematu. Kolejny dowód na istnienie Stucky:
Bucky: What... What happened...? 
Natasha: You died, James.
B: Oh... that again... That trick never works... How long... have I been... Hey, where's Steve?
Bucky właśnie dowiaduje się, że znowu umarł, i że znowu niemal go wskrzeszono, ale go to nie obchodzi, bo ważniejsze jest to, gdzie jest Steve. 
Yelena, wiem, wiem, ale chodzi mi głównie o sztywność, bo pewnie sporo go kosztuje, żeby w miarę normalnie funkcjonować.
Za bardzo się tym nie naje, ale to nowość, że "przepada" za jabłkami. Jeszcze bardziej jestem przekonana, że jest jak dziecko. Nic, tylko mu robić papki z ryżu, jabłek, cynamonu i z domieszką czekolady. Już się zmartwiłam, że to on padł ofiarą twojej kuchni. Cóż, kolejna kobieta, która poległa w walce z makaronem i serem. 
/W miarę jest tutaj kluczowe. Potrafi podłapać zachowania, które pozwolą wtopić mu się w tłum, potrafi postępować według schematów, ale to tylko udawanie, granie roli, nic więcej. 
/Och tak, dam mu blender na urodziny. Będzie przeszczęśliwy, mogąc robić papki i koktajle ze wszystkiego. Kto wie, może pizza w wersji zmiksowanej by go przekonała?
/Potrafię rozbroić bombę, nie potrafię poradzić sobie z zapiekaniem makaronu. To, co tu dużo mówić, dość żenujące.
Steve, z tego, co mówisz, to nawet nie ludzki arsenał, skoro traktują te osoby aż tak bardzo przedmiotowo, ale nie mam żadnego synonimu. To po prostu jest straszne. I przykre.
Nawet wbrew jego woli?
/Szczerze powiedziawszy, nie sądziłem, że wygląda to... w ten sposób, póki Maria nie udostępniła mi dostępu do rejestru. Przeglądałem go, czytałem o członkach drużyny i chyba wtedy to we mnie uderzyło. Są tam dane Clinta, szczegółowo opisane jego wyniki w łucznictwie, jego przeszkolenie, wzmianka o tym, kto go szkolił. Wspomniane jest, że jest żonaty, że ma dzieci, ale nie ma ani słowa o tym, jakim jest człowiekiem, jakim jest ojcem. Cała praca Sama, jego poświecenie, posumowane zostało w krótkim przypisie o pracy w Biurze Weterana. Widziałem nawet kartę Bucky'ego - "nieprzewidywalny", "zagrożenie".Tyle o nim napisano. I tak, to jest przykre.
/Jeśli nie będzie innego wyboru to tak.
James, a są takie krótkie, dość przyjemne nawet dla tych, co to nie mogą takiego czegoś wytrzymać bez zająknięcia. Nie przypomina to ani jogi, ani medytacji. Trzeba tylko wiedzieć, na czym skupiają się myśli. Zależy czy myślisz emocjami, czy myślami. Wiem, brzmi jak masło maślane. Do tego rodzaju bólu chyba nie da się przyzwyczaić, co?
Coś takiego, przez co aż tak bardzo nie cierpisz, choć jest w tym tęsknota i ból, ale mimo wszystko jest to szczęśliwsze wspomnienie, niż te, kiedy wszystko się posypało.
/Pytasz, czy myślę emocjami czy myślę myślami? Nie żebym coś, ale nie da się ująć tego jakoś tak, no wiesz, po ludzku? Nie bardzo wiem, jaka jest między tym różnica, ani jak myśli się inaczej niż z pomocą myśli. I czy w ogóle da się myśleć bez myśli. Cóż, jestem chyba głupszy, niż przypuszczałem.
Do każdego rodzaju bólu da się przyzwyczaić. Zawsze będzie się go czuć, ale jednak z upływem czasu można nauczyć się z nim żyć. Bo po prostu nie ma innego wyjścia.
/Czasem wraca do mnie coś z Brooklynu. Pamiętam, że kiedyś było naprawdę gorące lato, a noce były tak parne, że nie dało się wytrzymać w mieszkaniu. Wyciągaliśmy wtedy ze Steve'm materac na schody przeciwpożarowe i tam spaliśmy. Nie byliśmy jedyni, wiele osób tak wtedy robiło. Teraz to już by zwyczajnie nie przeszło.

30 grudnia 2015

Astrid Löfgren

N, och, tak cudnie przewidziałaś te tytuły, że aż nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę je na plakatach i wręcz obrażę się śmiertelnie, jeśli przetłumaczą inaczej.
No przecież, że "przed" i "po" kuracji odchudzającej i regularnych wizytach w spa. Lód mu widocznie już nie wystarcza. 
/Mogliby jeszcze postawić na kontrowersję i przetłumaczyć Winter Soldiera na Wyklętego Żołnierza, żeby nawiązać do czerwonej gwiazdy. Jeden człon by się zgadzał, więc ludzie nie mogliby się aż tak czepiać, a i darmowa reklama sama by się kręciła.   
/Jak nie wystarcza? A myślisz, że dlaczego ma tak puszyste włoski i wygładzone zmarszczki? Zgadał się ze Steve'm i razem uzupełnili zapasy, dlatego tacy gładziutcy na tym promo.
Yelena, czyli traktować możliwie normalnie, jak się da. Jaką ja mam wielką nadzieję, że z tobą u boku chociaż trochę mu się polepszy.
W sumie chyba nawet nie warto próbować, bo i tak mu nic nie smakuje. Oho, to co takiego mu podałaś? 
/I tak nie jest z nim aż tak źle. Chodzi, mówi, jakoś daje sobie radę wśród ludzi, potrafi powiedzieć "nie" i potrafi o siebie zadbać. Jakoś i nie zawsze mu to wychodzi, ale jednak.
/Nie powiedziałabym, że zupełnie nic. Chyba lubi kawę, wszystko związane z czekoladą i jabłkami, bo jakoś mniej się krzywi, gdy to je, i... na pewno coś jeszcze można by tutaj dopisać, ale aktualnie nic takiego nie przychodzi mi na myśl. I spokojnie, to nie Jimmy'ego zatrułam. Był taki jeden facet, Peter. Sytuacja zmusiła mnie do ugotowania czegoś i cóż, okazało się, że można spieprzyć makaron z serem.
Steve, nawiązujesz teraz do kontrolowania obdarzonych?
Jak by nie zareagował i tak pewnie zrobisz wszystko, co w twojej mocy, by mu pomóc. 
/Każdy obdarzony z listy SHIELD to numer, nazwisko, imię i umiejętność. Jest tam wyczerpujący i szczegółowy opis wyników, umiejętności oraz potencjalne możliwości zastosowania taktycznego danego obiektu. I tylko kilka suchych faktów o tym, kim ta osoba jest - jej wiek czy stan cywilny. Przecież nie to jest dla nich ważne. To tylko ludzki arsenał, kolejny etap w wyścigu zbrojeń. Nic poza tym. 
/Buck to mój przyjaciel. Zrobię wszystko, co będzie konieczne.
James, można powiedzieć, że to to samo. Dystans to w końcu chłodne podejście, bez emocji, tak samo jak zobojętnienie. Możesz spróbować treningów relaksacyjnych, raczej ci nie zaszkodzą. I co, tak jest lepiej, nie? Bez tego ogromnego stresu, a przynajmniej jego części.
Naprawdę nigdy nie śniło ci się coś naprawdę przyjemnego? 
/Treningi relaksacyjne? Czyli co, mam zacząć uprawiać jogę i medytować dla relaksu? To nie dla mnie, a przynajmniej nie to drugie. Wywołałoby to raczej efekt odwrotny od oczekiwanego i tylko bardziej bym się zirytował. A tego wolę uniknąć, bo jest mi dobrze tak, jak jest teraz. Jakbym zrzucił ciężar z pleców i wreszcie mógł stanąć prosto. A może nie tyle prosto, co prościej niż przedtem. 
/Zależy, co masz na myśli mówiąc "coś naprawdę przyjemnego". Czasem wracają do mnie wspomnienia sprzed wojny, ale są o wiele mniej wyraźne od tych z czasów, kiedy byłem z Hydrą. I o wiele rzadsze.

Astrid Löfgren

N, albo byłoby jeszcze gorzej, gdyby przetłumaczyli "Deadpool" na coś w tylu "Martwy basen", niech żyje dosłowność. Aż nie rozumiem, dlaczego tego nie zrobili. "Legion samobójców"... Też porażka. Szkoda, że nie "dywizjon", chociaż wtedy pewnie dostałoby się szanownym dystrybutorom po uszach.
Może to naprawdę "przed" i "po"?
/Oczami wyobraźni już widzę te hasła promujące "Doktora Dziwo", "Początki Człowieka Pająka", "Człowieka-Mrówkę i Osę" i "Kapitana Cudo(wną?)". A na deser - "Mściciele: Międzygalaktyczna wojna bohaterów i złoczyńców". To będzie piękne! 
/Przed i po retuszu odejmującym kilka lat i kilogramów :P?
Yelena, a na co najgorzej reaguje? I w jaki sposób?
Dlaczego mogłoby go to zniechęcić?
/Trzeba obchodzić się z nim według pewnego systemu. Nie należy mówić "musisz to zrobić", lepiej powiedzieć "proszę, zrób to". Efekt będzie identyczny, ale nie będzie miał na twarz tej... martwej maski, która pojawia się, gdy wykonuje rozkaz. Nie należy dotykać jego lewego barku, bo najpierw na chwile zdrętwieje, a potem będzie skwaszony przez kilka godzin. Jeśli już dotknie się jego protezy, nie należy po sobie pokazywać, że różni się to od dotykania normalnej ręki, nie ważne jak metal będzie zimny, bo potoczy się to jak powyżej. Nie należy taktować go jak uszkodzonego, we wszystkich tego słowa znaczeniach, bo zapadanie się w sobie. Nie należy rozmawiać z nim o Waszyngtonie, o Steve'ie Rogersie, ani o tym, dlaczego stłukł lustro w łazience. Po prostu nie.
/Jeśli kiedyś jakieś jedzenie mu smakowało, a teraz okazałoby się... niezbyt dobre, jeśli nie niejadalne, byłoby to chyba dość zniechęcające. Szczególnie jeśli przy okazji by się tym zatruł bo to także kiedyś zdarzyło się po moich eksperymentach w kuchni.
Steve, chyba mógłby tego nie przeżyć, prawda?
Według ciebie jaki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny? Wiem, że ciężko to przewidzieć. 
/Czasem, kiedy myślę o tym wszystkim, dochodzę do wniosku, że nie przeżycie byłoby lepszą opcją od stania się niczym więcej niż ludzkim arsenałem. A do tylko do tego sprowadzają się rejestr SHIELD i dążenia rządu.
/Kiedyś bez problemu potrafiłbym powiedzieć, jak zareagowałby Buck, co by zrobił i jak wszystko by się potoczyło, ale teraz... nie wiem. Mam tylko nadzieję, że wszystko będzie w nim w porządku.
James, trochę dystansu może zdziałać cuda. To spory postęp. Do czego zaczynasz mieć najwięcej dystansu?
A masz czasem jakieś przyjemne sny, tak dla równowagi? 
/Nie wiem, czy to wina nabrania dystansu, czy raczej zobojętnienia, ale jakoś mniej przejmuję się tym wszystkim. Może nadal daleko mi do postawy, która pozwala olewać mi wszystko wokół, oczyścić umysł z wszelkich trosk i się zrelaksować, ale widzę po sobie, że jestem... jakoś mniej napięty, zestresowany tym, co może być jutro.
/To właśnie są te przyjemniejsze sny. 

Mad Aleks

Yelena: Może to głupie pytanie, ale jaka jest męska forma twojego nazwiska? Romanowa-Romanow, Belova - ...?
Belov, Biełow. W sumie żadna różnica.

Astrid Löfgren

N, teraz brak fantazji nadrabiają. Nie wiem, czy te tłumaczenia są bardziej śmieszne czy przerażające i wołające o pomstę do nieba.
Już widzę walki w wykonaniu Bucka-Buki. Piękna perspektywa. 
/Nie jest aż tak źle, zawsze mogli być gorzej. Wystarczy spojrzeć na "Legion Samobójców", żeby się w tym utwierdzić.
/Można śmiać się z Bucka-Buki, ale faktem jest to, że charakteryzator się nie popisał. Porównując Bucky'ego z filmu i tego z promo, mam wrażenie, że patrzę na zdjęcia "przed" i "po".
Yelena, łohoh, dotknięcie go to jak wsadzenie patyka w mrowisko. Ale pomysłowe wykorzystanie rąsi, nie powiem. To nawet zabawne, że w tak "oryginalny" sposób się mści.
Chyba żadna zabawa nie byłaby trafiona.
A pytałaś go, co kiedyś lubił? Może zrobienie raz czy dwa tego, co kiedyś mu smakowało, jakoś by rozruszało potrzebę jedzenia. A nie bierze sam, bo pewnie ma za daleko do lodówki.
/Gdybym miała bać się tego, że zmienię mieszkanie w Armagedon przez samo dotknięcie go, jaki to wszystko miałoby sens? Chcę sprawdzić to, jak daleko mogę się posunąć, i gdzie przebiega granica między "lekkie zirytowanie" i "zaraz wybuchnie". Jimmy mi tego nie powie, więc sama muszę to sprawdzić. A to, że mogę się przy tym trochę zabawić, jest tylko miłym dodatkiem.
/Nie ukrywam, że moje kulinarne zdolności nie stoją raczej na zbyt wysokim poziomie i wręcz na rękę jest mi to, że jada głównie mdłe rzeczy i nie wybrzydza. Gdybym zrobiła coś specjalnego, mogłoby go to zniechęcić jeszcze bardziej.
Steve, z jednej strony jego informacje byłyby pewnie przydatne, ale z drugiej ich wyciągnięcie wiązałoby się ze zwyczajnym okrucieństwem. Poza tym skoro ich nie obchodzi, to pozbyliby się go jak nic nie warty przedmiot, albo wykorzystali, jak mówisz - i znów pewnie w okrutny sposób. Cholernie zła sytuacja. Wyobrażasz sobie czasami dzień, w którym go znajdujesz? 
/SHIELD nie potrafiło trzymać się z daleka ani od broni Hydry, ani od Tesseractu. Nie liczyło się dla nich ryzyko, a tylko to, by zyskać przewagę i przechylić szalę zwycięstwa w swoją stronę. Dlatego jestem pewien, że dostając kolejną broń Hydry w swoje ręce, nie omieszkaliby użyć jej przeciwko nim. A na to nie pozwolę. 
/Przerabiałem w głowie naprawdę wiele scenariuszy, ale zdążyłem przekonać się już nie raz, że życie potrafi zaskakiwać. Często niezbyt pozytywnie.
James, to ciekawe, bo faktycznie wydawało mi się, że jesteś dość nerwowy. A więc co trzeba zrobić, żeby tak naprawdę cię wkurzyć?
Temat wojny mi nie przeszkadza, to coś innego. Po prostu pewnych rzeczy nie udźwignę, mimo najszczerszych chęci.
A te marzenie senne (koszmar?), o którym napisałeś, przyśniło się niedawno, odkąd mieszkasz z Yeleną?
/Ostatnio znowu coraz trudniej wyprowadzić mnie z równowagi, jakoś tak... mniej się tym wszystkim przejmuję. Można powiedzieć, że wreszcie nabieram dystansu. To chyba dobrze, a przynajmniej tak mi się wydaje. I nie wiem, co konkretnego trzeba by zrobić. To nie tak, że wkurzam się od razu i wpadam w szał. No chyba, że chodzi o Hydrę.
/Czasem zdarza się, że to wspomnienie nie wraca przez kilka tygodni, a czasem pojawia się, gdy tylko zasnę. Za każdym razem jest coraz wyraźniejsze, ma coraz więcej szczegółów, jest... Czasem śni mi się, że Steve mnie łapie, a potem zrzuca z powrotem. A czasem śni mi się tylko spadanie. Spadam, spadam, kanion wydaje się nie mieć końca, świat kręci się wokół, a ja krzyczę i spadam... i spadam. Nienawidzę tego snu.

29 grudnia 2015

Astrid Löfgren

N, mnie w ogóle nie boli, za to "W(w)ojna (...)" już tak. I to bardzo. Dziwię się, że nie ma tam żadnego "Starcia" czy innej "Potyczki".
Och, tak. A jeszcze jeśli sprawdzi się, że w tym helikopterze siedzi biedny Bucky i Steve go ratuje... Od razu przypomina się ta bezradność, kiedy Bucky spadał.
Nawet nie strasz, bo będę mieć koszmary, że w ostatnim filmie będzie przypominał Bukę, a nie siebie!
I pomyśleć, że taka refleksja wzięła się od na pozór zwykłego gestu. 
/Też zdziwiła mnie ta wojna, bo skoro dla naszych tłumaczy "The First Avenger" znaczyło "Pierwsze starcie", spodziewałam się zaskoczą nas bardziej. Ale bardziej zawiodłam się przy przetłumaczeniu "Winter Soldier" na "Zimowy Żołnierz". Zero fantazji.
/I oj tam, Bucky i Buka brzmią tak podobnie, że aż żal tego nie wykorzystać :P
Yelena, a może opanował sztukę maskowania do perfekcji, a w środku się cały gotuje, że ktoś śmie wypominać mu wiek.
Strach wprowadzać takie zabawy, bo jeszcze weźmie je zbyt dosłownie.
E tam, zawsze to pretekst do remontu. Byłoby zdziwienie, gdyby obudził się w nim talent kulinarny. Sam sobie wybiera, co chce zjeść? Ja nie wiem jak można jeść coś, co jest po prostu mdłe.
Mógłby "znaleźć" nową zmywarkę w ramach przeprosin. 
/Nie opanował jej widocznie aż tak dobrze, bo żyłka na czole aż mu pulsowała, kiedy ostatnio użyczyłam sobie jego ramienia jako otwieracza do butelek. Kapsel idealnie wpasowałam się między łuski, nic się nie porysowało, więc przesadził z wściekłością. Ale chyba już wiem, dlaczego zmywarka "się zepsuła". 
/Zawsze można spróbować z łyżeczka za mamusię, łyżeczka za tatusia... Chociaż nie, to też kiepski pomysł.
/Zazwyczaj na pytanie "Co chciałbyś zjeść?" reaguje wzruszeniem ramion albo stwierdzeniem, że nie wie, że mu to obojętne, że może być cokolwiek zechcę. Ale wiem, że nie tknąłby fast foodu, a coś ciężkostrawnego by mu zaszkodziło, więc mu tego nie podaję. "Podaję" jest kluczowe, bo sam niczego nie weźmie, chociaż nie raz mówiłam mu, że nie jestem jego niańką, i że sam może wykonać tak skomplikowane czynności, jakimi są otworzenie lodówki i wzięcie czego do jedzenia. A skoro nie robi nawet tego, wątpię, by miał ochotę odkrywać w sobie talenty kulinarne.
/Wystarczy mi poszukiwany zbieg w salonie. Nie chcę też kradzionej zmywarki w kuchni.
Steve, a gdyby został schwytany przez SHIELD, to jak by się to dla niego skończyło?
/SHIELD nie powie mi tego wprost, ale wiem, że Bucky ich nie obchodzi. Dlaczego miałby? Interesuje ich tylko Zimowy Żołnierz i to, co mogą z niego wydobyć. Albo jak go wykorzystać.
James, czyli mogę rozumieć to tak, że nie wkurzam cię aż tak bardzo?
Coś w tym jest. Nie byłam na wojnie, ale mam dość, no... powiedzmy, że podobne doświadczenie. Ale dobra, to zbyt grząski grunt.
Zmieńmy delikatnie temat... Jak się mieszka z Yeleną? Czujesz się spokojniejszy?
/Możesz w to nie wierzyć, ale jestem spokojnym człowiekiem i potrzeba naprawdę wiele, żeby naprawdę mnie wkurzyć.  
/W końcu miałem być szczery, prawda? Mogę mówić o wojnie. Nie przeszkadza mi to, widziałem i robiłem gorsze rzeczy. 
/Chyba dobrze. Przynajmniej z mojej perspektywy, bo z jej pewnie już nie bardzo. Ale znowu lepiej mi się śpi. To też chyba dobrze. Znaczy dobrze, bez chyba.

#19 Bucky

***
/Wszystko toczy się zdecydowanie zbyt szybko. 

/Steve odpycha mnie za siebie, zasłaniając przed strumieniem błękitnej energii, który uderza w tarczę, wytrącając mu ją z rąk. Cały przedział trzęsie się, gdy eksplozja przebiega przez niego, powalając nas na ziemię i zabierając ze sobą połowę wschodniej ściany. 

— Jeszcze raz! Zabij go! 

/Trzeszczący w głośnikach głos Zoli niknie w dźwiękach sunącego po torach pociągu i wyciu wpadającego do wagonu, lodowatego wiatru. Mrugam szybko, starając powstrzymać się od łzawienia i spoglądam na podnoszącego się Steve'a. Nie ma czasu. Nie ma czasu na wahanie. Nie ma czasu na myślenie. Instynktownie chwytam tarczę i oddaję serię strzałów w stronę stojącego w drzwiach przedziału żołnierza. Dlaczego nie trafiam? Zawsze trafiam. Dlaczego nie...

/Siła kolejnego strzału odrzuca mnie kilka stóp do tyłu, bezwładnie wyrzucając przez wyrwę w ścianie. W ostatniej chwili, łutem cholernego szczęścia udaje mi się chwycić wystającej ze ściany poręczy. Próbuję podciągnąć się w górę, zaprzeć się o coś stopami, ale dłonie za bardzo ślizgają się po oblodzonym metalu, by mogło się to udać. 

Astrid Löfgren

N, Wikipedia i IMDb mówią, że "Wojna", Filmweb, że "wojna", także cholera wie.
Stevie to już w ogóle nie do poznania. Strasznie zadziorny się zrobił.
Dziwnie uroczo wygląda w okrąglutkiej wersji. W filmie chyba będzie raz tył, raz chudł, bo różne wcielenia w tym zwiastunie krążą.
Och, no tak, mądra ja :D
Już wszystko wiem, dzięki.
I jeszcze ten napis jakby w kształcie serca (albo to ja, jak zwykle, widzę więcej, niż ustawa przewiduje)... Cudownie.
/Najbezpieczniej będzie więc zostać przy Civil War. Ze względu na poprawność i na to, że czytanie tego jakoś tak mniej boli.
/Steve od braci Russo jest najlepszym Steve'm. Ta jego zadziorność i zatrzymywanie helikoptera gołymi rękoma sprawiają, że jest, co tu dużo mówić, po prostu super w każdym tego słowa znaczeniu.
/Bracia Russo widocznie za bardzo wzięli sobie do serca to, że Bucky'ego miało być więcej na ekranie. I jest - w każdym kolejnym filmie +10 minut i +10 kilo.

/Bucky skomentował ten tort tak (cytat z CA vol 6 #50): Bardzo zabawne... Mam wielką nadzieję, że pod tymi wszystkimi świeczkami jest jakiś tort... 
To powiedział na głos. W myślach za to: To zabawne... W pewien sposób Steve przypadkowo mnie przeklął, kiedy kazał Cosmic Cube przywrócić mi wspomnienia. Przywrócił mnie światu... Trudno było zaakceptować fakt, że znowu do niego należę. Czasami zapominam, że Steve próbował mnie uratować, próbując dać mi z powrotem rodzinę.
Yelena, gdybym mogła zobaczyć i usłyszeć na własne oczy i uszy, to nie wahałabym się ani chwili. Ależ to dobre ćwiczenie na opanowanie. Znaczy dla niego.
"Mimowolny skurcz mięśni", jak by to zapewne ujął sam zainteresowany. Jak dziecko. Niby niejadek, ale czekoladą nie pogardzi.
To praca stacjonarna czy w jakimś biurze? Jeśli w biurze, to na twoim miejscu nauczyłabym towarzysza gotować.
Czym mu ta biedna zmywarka zawiniła? Naczynia chociaż przetrwały?
/Och, wcale nie wkurza go to tak bardzo, jak twierdzi, więc to żadne ćwiczenie. Jeśli by tak było, reagowałby inaczej. Na pewno nie tak spokojnie i bez udziału minimalnych i mimowolnych skurczów twarzy, które czasem mu się zdarzają.
/Jimmy wcale nie jest aż takim niejadkiem, wystarczy go tylko trochę przymusić. Po prostu trzeba postawić mu talerz przed nosem i kazać to zjeść. Ponarzeka, powywraca oczami, postęka, ale w końcu zje. Naprawdę jak z dzieckiem. Tylko zabawy w lecący samolocik brakuje. 
/Robię swoje, przesyłam im to i dwa razy w miesiącu melduję się w biurze. Mi tam pasuje. Za to wizja uczenia go gotowania nie jest już tak zachęcająca, bo jednak lubię swoją kuchnię i wolę, by nie zostały z niej tylko spalone ściany. A do tego wszystko, co je, jest niemal bez smaku, więc to też nie zachęca.
/Zadałam mu dokładnie to samo pytanie! A on tylko wzruszył ramionami, posłał jedno z gamy swoich spojrzeń skrzyczanego psa, i jak gdyby nigdy nic stwierdził, że "się popsuło". Drzwiczki same się naderwały?! I kto tu musi ćwiczyć cierpliwość?
Steve, da się jakoś przygotować na taką ewentualność?
Musieliście się nieźle z Samem wkurzyć. 
/Nie można działać zbyt pochopnie, trzeba mieć plan awaryjny, najlepiej też jakieś wsparcie. Nie chcę jednak wciągać to nikogo, jeśli nie będzie to naprawdę konieczne. Wiem, że SHIELD także go szuka, więc muszę mieć pewność, że nie znajdą go pierwsi.
James, wychodzi. W sumie odkąd pamiętam nie byłeś szczególnie złośliwy.
Nie wiem, czy tak było. Tak mi się tylko wydaje, że zazwyczaj widziałeś światełko tam, gdzie go nie było. Bazuję jedynie na tym, co o tobie słyszałam.
Nie duś wszystkiego, proszę cię. Daj czasem temu upust, bo jeśli nie, to się po prostu wykończysz.
/Nie byłem szczególnie złośliwy, bo nie miałem ku temu powodu. Jeśli miałbym potrzebę wyzłośliwiania się, robiłbym to. 
/Można powiedzieć, że ja bazuję głównie na tym, co o sobie czytałem, więc tak wiele nas nie różni. Ale wydaje mi się, że... sądzę, że robiłem tak, bo na wojnie zwyczajnie tego potrzebowałem. Możesz mi uwierzyć, że gdy odzyskujesz przytomność w okopach i pierwszym, co widzisz, jest dziura po kuli w czole faceta, który nie tak dawno opowiadał ci o swoim synu, to... ostatnim, czego potrzebujesz, jest brak tego światełka. Szukasz go więc wszędzie,nawet tam, gdzie go nie ma, bo nie chcesz dopuścić do siebie myśli, że następnym razem tym facetem możesz być ty. A przynajmniej teraz tak na to patrzę.
/Pas. O tym też wolę teraz nie mówić.