4 stycznia 2016

Astrid Löfgren

Wanda, jeśli naprawdę kłopotliwa, to dobrze, że się nie odbywają, ale z drugiej nie dobrze, bo chyba na jego miejsce nie ma żadnego zastępstwa?
Mówisz o mocach, tak? Mogłabyś spróbować opisać w kilku słowach, jak to jest mieć taką, jak by to ująć... specyficzną umiejętność? 
/Nie podano nam konkretnego powodu jego nieobecności. Powiedziano tylko, że pilna sprawa osobista zmusiła go do zawieszenia współpracy z SHIELD. Udało mi się wyłapać, że jest to związane z jego żoną. Rozumiem to, nie powinien przekładać swojej pracy, pacjentów nad rodzinę. Wspólnie damy sobie radę, jesteśmy drużyną.
/Ciężko jest mi to opisać komuś, kto tego nie doświadczył. To, ta moc buzuje wewnątrz mnie, gdzieś pod skórą i jest tak trudna do poskromienia, zależna od emocji, od stanu ducha. Im bardziej daje się temu ponieść, tym bardziej nieposkromiona się staje.
Yelena, żarty żartami, ale czasami mam wrażenie, że on właśnie tego potrzebuje. Przytulenia. Zwykłego, normalnego, ludzkiego przytulenia. W pewnych momentach wydaje się tak kruchy, że tylko czyjeś ramiona byłyby w stanie go utrzymać w całości. Trochę pojechałam z tymi ramionami, no ale wiadomo o co chodzi.
A co on może planować? To trudne do wyobrażenia. Wycieczki krajoznawcze jeszcze łatwo wchodzą, szaleństwa w bazach Hydry też, ale ciężko mi wymyślić coś innego. 
/To, że mówię o czymś lekkim tonem, nie oznacza, że nie traktuję tego poważnie. Wiem w jakim stanie jest James, wiem, że rozpada się coraz bardziej, tego nie da się ukryć. Potrzebuje kogoś, kto poskłada go w całość, ale to nie jestem ja. Ja mogę tylko pomóc mu utrzymać wszystkie części razem, ale nie może to trwać wiecznie.
/To, co tworzy się w jego pokręconej głowie, wie tylko on sam. Jednak fakt, że nie chce o niczym powiedzieć, nie jest zbyt pokrzepiający. 
James, mam problem, że czasami uważam, że to, co dla mnie jest oczywiste, dla innych także. Zapominam się po prostu. To nie było trudne do odgadnięcia. Tyle razy przewałkowaliśmy te nieszczęsne emocje, że innej opcji nie było.
Ale co twoja wina z żartami, bo tego to dopiero mocno nie rozumiem? Mów sobie o ciężkich sprawach w sposób, w jaki sobie chcesz.
Kolejna wina. Nigdy nie pomyślisz, że coś jest jednak czyjąś winą, albo obopólną, a nie twoją?
/Wiele rzeczy, które dla niemal wszystkich są oczywiste, dla mnie jest... no, już nie bardzo tak oczywiste, więc jestem przyzwyczajony. Mój mózg jest stworzony, a raczej zaprogramowany do przyswajania informacji z zupełnie innych dziedzin i czasem zwyczajnie ciężko jest mi się przestawić. 
/Czyli znowu widzę ironię tam, gdzie jej nie ma? Po prostu to stwierdzenie o zostaniu komikiem trochę mnie zmyliło i wolałem przeprosić, a raczej chociaż spróbować to zrobić.
/Wiem, kiedy coś jest moją winą i wolę się do niej przyznać. Ale mogę tego nie mówić, jeśli nie chcesz. Żaden problem. 

#20 Bucky

***
04 stycznia 2016

/Robię krok w przód, przyglądając się ścianie nośnej. Podchodzę bliżej i nasłuchuję odgłosów, które wydaje, gdy stukam w nią pięścią i powoli przesuwam się wzdłuż niej, powtarzając czynność co krok. Czuję na sobie czujny wzrok Yeleny, ale nie przerywam. 

— Podwójne cegły, grubość dwadzieścia pięć do trzydziestu centymetrów. Trudna do przebicia pociskami — mówię, nie patrząc na nią. Odwracam się tylko w stronę jednej z bocznych ścian i wskazuję na nią palcem. — Z tej oraz z przeciwnej strony — pokazuję palcem za siebie — są mieszkania, więc ściany są cieńsze, mają koło... góra piętnastu centymetrów grubości. Bez problemu mogliby strzelić nam prosto w łeb. — Wzruszam ramionami i spoglądam na nią, gdy siada na poręczy jasnej kanapy. Krótka, czarna koszulka podciąga się, pokazując kawałek nagiej skóry, przeciętej przez grubą bliznę, ciągnącą się ukośnie od pępka w dół i znikającą za materiałem spodni. Odwracam wzrok, zatrzymując go na jej twarzy.

— Racja. — Przygryza dolną wargę, uśmiechając się samymi kącikami ust. — Powinniśmy więc się cieszyć, że póki co tego nie zrobili. Ściany były niedawno odmalowane — zaczyna lekkim tonem — byłoby trochę żal, gdyby...

— Co zrobisz, gdy mnie znajdą?

Astrid Löfgren

N, no tak, masz rację. On Ginę zabił, dobrze kojarzę? 
/Ciężko spamiętać wszystkie osoby, które zabił (Natasha w CA:WS zapomniała chyba o jednym zerze), więc jeśli się nie mylę - tak.
Wanda, kto pomagał - i zapewne wciąż pomaga - zachowywać równowagę psychiczną? Wolisz tradycyjne metody walki czy raczej nie bardzo? Podobała ci się w ogóle ta nauka samoobrony?
/Przez pewien czas miałam sesje z Doktorem Garnerem, ale przez... pewną kłopotliwą sytuację, nasze spotkania już się nie odbywają. Bardzo pomogła też cała drużyna, która nie pozwoliła załamać mi się po stracie Pietro. 
/Nigdy nie ciągnęło mnie do fizycznej walki i tak naprawdę te umiejętności nie były mi potrzebne. Najpierw to Pietro mnie bronił, czuwał nad tym, by nic złego mi się nie stało, a potem potrafiłam poradzić sobie już w inny, nie wymagający użycia pięści sposób. I zdecydowanie bardziej go preferuję.
Yelena, też tego nie rozumiem. Przecież od razu chce się go przytulić.
Oho, więc jak na to zareagować? Bo zakładam, że wręcz trzeba, skoro widać od razu, że coś jest nie tak.
/Nic tylko podejść i przytulić te sto kilogramów mięśni, metalu i zgorzknienia, i już nie wypuszczać. Osobiście jednak sobie daruję, nie będę zajmować kolejki, niech kto inny się nim nacieszy.
/Albo sukinkot jednak znowu coś kombinuje i próbuje się przymilić, a nie ukrywajmy, nie ma w tym doświadczenia i nie bardzo mu to wychodzi, albo znowu jakieś trybiki mu szwankują. Mam wielką nadzieję, że chodzi o to pierwsze, bo naprawdę nie bardzo wiem, jak skutecznie radzić sobie z jego... gorszymi chwilami. A podejmowanie złych działań może być gorsze od nic nie robienia. To problem.
James, kierunek. Chodzi o kierunek. Czym się kierujesz w większości spraw? Emocjami czy myśleniem o tym, co było, co jest i jak będzie? Jak już znajdzie się na to odpowiedź, to można spróbować dobrać do tego trening relaksacyjny, o którym mówiłam. Myśląc/kierując się emocjami człowiek jest słabo skoncentrowany na ciele i na tym co "tu i teraz". Myśląc/kierując się myślami człowiek jest słabo skoncentrowany na swoich emocjach, ale za to na ciele już tak, bo pojawia się nadmierne napięcie mięśni. I te treningi właśnie mają doprowadzić do równowagi między systemem ciała i psychiki. Lepiej? Już prościej nie potrafię.
Taaa, cudowny żart. Z powodzeniem będę mogła zostać komikiem. "Wszystko, żeby pokazać im, że jestem zbyt słaby, bo wiedziałem do czego jestem im potrzebny" - czyli to było odniesienie do tego, żeby cię w końcu zabili, tak? Teraz chyba już rozumiem.
/Lepiej. Nie można było tak od razu? Teraz brzmi to o wiele jaśniej od "napięcia wyrażanego przez kompulsywne myślenie o życiu" i "myślenia myślami", i da się to zrozumieć. Bez głębszego zastanawiania się mogę stwierdzić, że kierowanie się emocjami raczej mnie się nie tyczy i częściej, nie mogę powiedzieć, że w stu procentach przypadków, bo byłoby to jednak kłamstwo, ale w zdecydowanej większości wybieram "myślenie myślami". Choć nie zawsze mi to wychodzi.
/Znowu moja wina, mogłem ugryźć się w język i podarować sobie tekst o żartach. Ale w ten sposób po prostu łatwiej jest mi do tego podochodzić i nie zwariować. I tak, dobrze zrozumiałaś, właśnie o to mi chodziło. Zwyczajnie znowu wyrażałem się w dość niejasny sposób. Moja wina.

Astrid Löfgren

N, jak złośliwostki, to poszłabym dalej, i nazwała ten miód miodkiem Bucky'ego Beara.
/Wtedy wszyscy już wiedzieli, że Zima i Bucky to ta sama osoba, więc tak naprawdę na jedno wychodziło. I to chyba zestawienie Zimy i maskotki wojskowej, którą Bucky kiedyś był, zirytowałoby pana Barnesa bardziej, niż Bucky Bear sam w sobie. A poza tym, zapewne nie bez powodu na tym samym stoliku, tuż obok leżało to:
Wanda, cieszę się, że masz wsparcie. Opanowanie mocy było pewnie trudnym zadaniem? Jak wyglądał trening?
Oprócz Starka, bo nazbyt często bywa irytujący, czy przez urazę, którą do niego żywisz?
/Nie tylko było, ale nadal jest trudne. Ciężko było znaleźć kogoś o podobnych umiejętnościach, kogoś, kto potrafiłby mnie nakierować. Większość treningu polegała więc na uzyskaniu równowagi, równowagi psychicznej, która jest najistotniejsza. Nauczono mnie też walczyć w tradycyjny sposób, ponieważ Steve, Kapitan Rogers, zadbał o to, żeby mogła dać sobie radę nawet wtedy, kiedy z różnych przyczyn nie będę mogła użyć mocy. 
/Przez oba te aspekty. Nawet gdybym chciała w pełni wyzbyć się urazy, jego styl bycia nie jest w tym zbyt pomocny. 
Yelena, a może w jego mniemaniu szwankuje, tylko o tym nie mówi bojąc się, że wyjdzie na niespełna rozumu. Nigdy nic nie wiadomo, a Jimmy potrafi zaskakiwać. Właśnie, zaskoczył cię czymś ostatnio? Albo ty jego.
/Cóż, jego problemy z grawitacją wyjaśniałyby to, dlaczego tak wiele czasu spędza w pozycji leżącej na zawziętym wpatrywaniu się w sufit. Biedak po prostu boi się przegranej z prawami fizyki. I jak tu komuś może nie być go żal?
/Jimmy zaskoczył mnie jedynie tym, że ostatnio jest nadzwyczaj bezproblemowy. Naprawdę, niemal do rany przyłóż. W nic się nie wplątuje, nie planuje niczego głupiego, nie prowokuje, a siedzi grzecznie na tyłku tam, gdzie zostawiam. I nie ukrywam, jest to dość niepokojące, bo zazwyczaj uległy James to James, z którym nie wszystko jest tak, jak powinno być.
James, chyba nie zrozumiałam czego nie rozumiesz, ale mniejsza z tym.
Nie o to mi chodziło. Oni mieli swój cel i swoje metody na to, żebyś nauczył się trzymać równowagę - od tego wyszliśmy. Nie wiem co to za metody, nie chcę wiedzieć. Chodzi mi o to, czy miałeś taką chęć w sobie, by móc normalnie się ruszać, nauczyć się ignorować ból, żeby wykorzystać to przeciwko im, a nie dla nich - na przykład. Jak rozumiem, postawiłeś na okazywanie słabości, więc zakładam, że nie było w tym nie wiadomo jakiej siły ani agresji, przynajmniej przez jakiś czas.
Pewnie masz rację. 
/Dobra, więc jeszcze raz. Twoje jasne wyjaśnienie nie wiele mi dało i nadal nie do końca wiem, o czym mówiłaś i nie widzę tej różnicy pomiędzy takim i takim myśleniem. Tego nie rozumem. 

/Okej, naprawdę uśmiałem się przy "nie było w tym nie wiadomo jakiej siły ani agresji". Świetny żart, poważnie. Naprawdę sądzisz, że ich wielkie, miękkie serca wzruszały się na widok mojego płaczu, więc zmieniali podejście i zaczynali traktować mnie lepiej? Proszę cię, okazywanie słabości tylko bardziej ich, wybacz za słowo, wkurwiało. Może zniszczę teraz jakieś twoje wyobrażenie o gościu, którym kiedyś byłem, może nie, ale wszystko było mi wtedy zupełnie obojętne. Przestawałem walczyć, bo wiedziałem, że zwyczajnie nie mam żadnych szans. Nie byłem wtedy tak silny jak teraz, nie potrafiłem tak dobrze walczyć. Byłem sam, Bóg wie gdzie i jak długo ze świadomością, że wszyscy, którzy mogliby mi pomóc, mają mnie za martwego albo sami są martwi. Wiedziałem, że opcje są tylko dwie - albo im się uda, albo zginę jak reszta. Na początku robiłem wszystko, żeby umrzeć, ale po czasie, kiedy wiedziałem już, że to się nie uda, po prostu powoli się poddawałem. Zaczynałem mówić, wykonywać polecenia, robić wszystko to, co chcieli. Tyle.

3 stycznia 2016

Astrid Löfgren

N, cóż za wyszukana nazwa! Tylko czemu Zimowy Żołnierz, skoro maskotką etykiety jest Bucky Bear? :D 
/No bo Winnie Bear nie byłby już tak przytulaśny jak Bucky Bear. A poza tym, wiadomo, że Bucky nie trawił tej maskotki. I to chyba był główny powód pojawienia się jej na etykiecie :P
Wanda, jak sobie radzisz? Z kim najlepiej się dogadujesz, a kto najbardziej działa ci na nerwy z drużyny?
/Cała drużyna od początku starała pomóc oswoić mi się z nową sytuacją, stanąć na nogi. Ostatnio Natasha stała się mi o wiele przychylniejsza, bliższa. Nie jesteśmy przyjaciółkami, w całym moim życiu miałam tylko jednego przyjaciela, ale ona również poniosła dużą stratę. Choć wiele nas różni, dużo nas także łączy. Także Vision jest kimś, z kim rozmawia mi się o wiele lepiej, swobodniej. Choć jest robotem, jest naprawdę fascynującym człowiekiem. Nie ma też nikogo, kto szczególnie oddziaływałby mi na nerwy. Prócz Starka, ale ostatnimi czasy nie często go widuję. 
Yelena, podejrzewam, że znaczna większość wszystkiego, czego się tknie, działa odwrotnie.
Praktyka czyni mistrza, więc wierzę w ciebie! 
/Chciałam zaprzeczyć, ale jednak sobie podaruję, bo brak mi argumentów. W jego przypadku wszystko nie działa na opak. Aż dziw, że grawitacja jeszcze nie szwankuje i działa tak, jak działać powinna.
/W tej jednej wojnie wolę odłożyć broń i się poddać. Wolę zaoszczędzić niewinnym ludziom kolejnych problemów gastrycznych, a sobie kolejnych wydatków na spalone sprzęty kuchenne.
James, spójrz po sobie to zrozumiesz.
Sam siebie nie motywowałeś? Tzn. czy to tylko ich dziwne metody motywujące spowodowały, że faktycznie nauczyłeś się ignorować ból?
Prędzej to ludzie staliby na przeszkodzie niż inne czasy.
/Tak, to na pewno zadziała. Nie mam pojęcia o czym mówisz, ale doznam cudownego olśnienia i ta tajemna wiedza spłynie na mnie, gdy tylko wezmę się za samoanalizę. Dlaczego na to nie wpadłem?
/Wtedy miałem jeszcze coś takiego jak resztki wolnej woli i nie zrobiłem niczego, co mogłoby im jakoś pomóc. Trzymali mnie już wtedy przez dobre kilka miesięcy i wiedziałem, że to już koniec, że tym razem nikt nie przyjdzie i nie wyciągnie mnie z tego piekła. Próbowałem oderwać to cholerne ramię samymi palcami, modląc się o to, żeby, się wykrwawił albo umarł od infekcji. Udałoby się, gdyby nie to, że przyspawali mi je do kości. Robiłem wszystko, żeby ktoś wreszcie posunął się za daleko i mnie zabił. Wszystko, żeby pokazać im, że jestem zbyt słaby, bo wiedziałem do czego jestem im potrzebny. Nie dziw się więc, że nie czułem wewnętrznej motywacji do bycia grzeczną marionetką, która spełniałaby ich zachcianki 
/Zmieniły się czasy, zmienili się i ludzie. Na jedno wychodzi.

Rozpoczęcie tygodnia Wandy Maximoff/ Scarlet Witch!

W dniach 03-08.01 będzie możliwość kierowania pytań również do Wandy Maximoff/Scarlet Witch
Dlaczego? Bo kończą mi Mściciele w kolejce.

2 stycznia 2016

Avada Simpson

Ja też zawsze tak myślałam :D Tak jakoś jak wyszła ,,Alicja w Kranie Czarów" Burtona. Tylko że tam Kapelusznik był rudy i cóż... miała fajne gatki :P Ale manię na punkcie kapeluszy mieli taką samą. Też tak twierdzę. Odcinek z nią był BARDZO zły. Ale Ruby ^^ Który sezon był dla ciebie najlepszy N?
/Nie tylko mania na punkcie kapeluszy ich połączyła. Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale gdy Regina i Jefferson uciekali przed strażnikami Królowej Kier, gestykulacja Jeffa była łudząca podobna do tej Kapelusznika z "Alicji...". I tak poza tym, stroje Jeffersona rządzą. Ma naprawdę świetny styl i to w obu światach. Przez pewien czas żałowałam też, że to nie on był z Emmą, bo chemia między nimi była niemal namacalna. Ale ponoć (tak twierdzą internety) pan Stan i panna Morison byli wtedy parą, więc może dzięki temu i na ekranie między nimi iskrzyło. 
/Zdecydowanie pierwszy sezon jest moim ulubionym - za Grahama, za Jeffersona, za Ruby, za Augusta i za babcie z kuszą!

/Cieszę się też, że #19 się spodobało. Polecam też nadgonić część #18, która wyjaśni obecność Yeleny.

/I może byłabyś tym zainteresowana :)?
#1 No właściwie to tak. Dobra, już nie będę. Nie mówię że było to dobre, i że powinieneś za to dostać order uśmiechu, ale według mnie miałeś do tego prawo. Nie mi cię oceniać. Wolę nie ryzykować. Wiesz, niektóre usprawiedliwienia... dobrze usprawiedliwiają. (masło maślane) To że (tak wiem powtarzam się) byłeś traktowany w nieludzki sposób przez wiele długich lat, jest BARDZO przekonującym usprawiedliwieniem. Wiesz gdy kocha się swoją rodzinę, nie wpakowuję się córce kulki w łeb. W twoim przypadku można to nazwać obroną własną. Wtedy nie miałeś takich możliwości, ale teraz gdy potrafisz nie myśleć samodzielnie, możesz to zrobić. Taki opóźniony zapłon.
A ty już to potrafisz?
Dobrze wiedzieć. 
#2 James ktoś cię zrobił na aniołka :D
[link]
/Och, nie dostanę orderu uśmiechu? Dlaczego? Przecież się staram, jestem miłym człowiekiem... no, powiedzmy, że próbuję być, a to już coś. Znowu nikt tego nie docenia. Jak zwykle. Ale dobra, nie to nie, zrań moje biedne, stare serce.
/Dlaczego wolisz nie ryzykować oceniając mnie? Przecież ci nie zabraniam, proszę bardzo, każdy może mieć swoje zdanie i może je wyrażać. Najwyżej trochę się podąsam, ale przecież nie byłby to ani pierwszy, ani ostatni raz. Uważam, że morderstwo to coś niewybaczalnego i mam do tego prawo, a ty masz prawo do posiadania innego zdania. Ale wiedz, że ja nie szukam usprawiedliwienia dla wszystkich tych rzeczy, które robiłem przez całe życie, zupełnie nie. Zrozumienia? Jak najbardziej, ale nie usprawiedliwienia. 
/Nie możesz być pewna tego, że ktoś, kto kocha swoje dzieci, nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Nie mówię akurat o niej, bo był z niej kawał zimnej suki i nic więcej, ale my nie o tym. Po prostu czasem szybka śmierć jest o wiele mniej bolesna od tego, co może zaserwować nam życie. Gdybym wiedział, że ktoś, kogo kocham, najprawdopodobniej będzie torturowany, może niewyobrażalnie cierpieć, może umierać powoli i boleśnie, nie wahałbym się przed posłaniem takiej osobie kuli w łeb. Dlatego, że jeśli się kogoś kocha, chce się mu oszczędzić bólu. A przynajmniej wydaje mi się, że tak jest. W końcu żaden ze mnie ekspert od miłości.
/I czy ja wyglądam na kogoś, kto podejmuje dobre decyzje? Jasne, czasem miewam jakieś przebłyski, ale głównie są one raczej marne. 

/Nie znam się jakoś specjalnie na aniołach, ale raczej daleko mi do jednego z nich.

Astrid Löfgren

N, przyznam, że mi się kojarzyło tylko z porą roku, więc tak, to nie byłoby takie złe.
Nic tylko czekać, aż będzie ze Steve'm hasać za rączkę ze strachu, że się oddali więcej niż na trzy metry. Jak walną coś w tym stylu w filmie, to chyba umrę ze śmiechu mimo całej poważnej otoczki.
/Cóż, Steve widocznie wziął hasanie za rączkę zbyt dosłownie. Ale przynajmniej to wyjaśniłoby, dlaczego biegał z jego protezą przewieszoną przez ramię. Tylko szkoda, że do tej protezy nie był przyczepiony jej właściciel.

/I zobacz z czym komiksowy Bucky pija herbatkę :P:
Yelena, no właśnie, otóż to. To tylko gra. Byłoby najlepiej, gdyby obudziły się w nim naturalne reakcje. Mogłoby być mu po prostu łatwiej.
Jak już dostanie ten blender, trzeba będzie mu nadać nowy pseudonim. To w końcu nowy poziom. Chyba nie, bo swoim kolorem pewnie by odstraszała.
Nie ma się czym przejmować. Z dwojga złego lepiej nie umieć gotować, niż nie umieć poradzić sobie z bombami, kiedy od czasu do czasu ma się z nimi do czynienia. 
/Byłoby zdecydowanie łatwiej, gdyby to wszystko przychodziło mu naturalnie. Ale wszystko zależy od Jimmy'ego, to on musi tego chcieć, bo nie da się tego nauczyć za niego.
/Zawsze można zaopatrzyć go również w zestaw barwników spożywczych, które pomogą zwalczyć odstraszający kolor, Skoro dzieci chętniej jedzą to, co jest kolorowe, w jego przypadku może być bardzo podobnie. Chyba, że zadziałałoby to wręcz odwrotnie.
/Jasne, że tak jest lepiej, ale nie zmienia to tego, że wolałbym potrafić to i to. Jednak to chyba nie jest mi przeznaczone. Ale przynajmniej jest się z czego pośmiać, gdy po raz kolejny coś spalę.
Steve, tak jakby człowiek nie był człowiekiem.
Czyli jaka by to mogła być na przykład sytuacja?
/Jest tak dlatego, że to nie człowiek jest im potrzebny, a jego umiejętności. 
/Jeśli wiedziałbym, że Bucky szkodzi samemu sobie albo, że grozi mu coś, czemu jestem w stanie zapobiec, nie wahałbym się ani chwili i zrobiłbym wszystko, co mogę. Jak Bucky kiedyś. 
James, spróbuję ci jasno wyjaśnić. Jeśli nie wyjdzie, to zrobię to kiedy indziej. Myślenie emocjami - napięcie wyraża się przez emocje. Myślenie myślami - napięcie wyraża się przez kompulsywne myślenie, na przykład o życiu. Może zamiast "myślenia" powinnam była użyć "skupienia", czy czegoś w tym stylu.
No to powiem ci, że nieźle się wyuczyłeś z tym bólem żyć, skoro nawet po tobie nie widać, że plecy bolą jak jasna cholera.
O coś takiego właśnie mi chodziło. Dlaczego teraz by nie przeszło?
/Nadal nie bardzo wiem, o czym, u diabła, do mnie mówisz, ale dobra, nieważne. Mój mózg widocznie nie jest stworzony do pojmowania takich rzeczy. Przeżyję bez umiejętności rozróżniania myślenia myślami i myślenia emocjami.
/Na samym początku nie byłem w stanie ruszyć nawet palcem, a co dopiero stać i zachowywać przy tym równowagę, ale bardzo skutecznie potrafili zmotywować mnie to nauczenia się tego. W końcu było to prostsze od skonstruowania protezy, która nie obciążałaby kręgosłupa i układu kostnego, i która nie łamałaby mi kości, Nie opłacało im się to, bo wiedzieli, że jeśli zdecyduję się uciec, proteza mi tego nie ułatwi, a wręcz przeciwnie. Szczególnie po długim czasie bez większej konserwacji. Dlatego nauczyłem się to ignorować. Innego wyjścia nie ma.
/Po prostu. Nie przeszłoby. Czasy są inne, ludzie są inni. Wszystko jest inne. 

1 stycznia 2016

red hood.

Chcę być pierwszym pytaniem w nowym roku. Hehe.
Szczęśliwego nowego roku! Jak minął Wam sylwester?
N:
Wczoraj zepsuł mi się samochód, więc pierwszą rzeczą, jaka czeka mnie w 2016 roku, jest zostawienie pieniędzy u mechanika. Nie powiem, nowy rok zapowiada się świetnie :P

Yelena:
Ponad sto kilogramów mięśni i metalu przygniotło mnie z rozpędu do ściany, więc można powiedzieć, że minął dość... boleśnie. Ale przynajmniej już wiem, że następnym razem lepiej zawczasu powiedzieć mu o fajerwerkach. Takie rzeczy jak daty wypadają mu z głowy.
Steve:
W żaden szczególny sposób. Nie mieliśmy czasu ani nastroju na świętowanie.
Bucky:
Wręcz wspaniale. Naprawdę.

Podsumowanie noworoczne

Jest pierwszy stycznia, więc nadszedł czas na krótkie podsumowanie roku 2015:

Na blogu pojawiły się 1854 posty. Z czego:
- 1792 posty to posty z odpowiedziami,
- 39 postów to ogłoszenia o postaci tygodnia,
- 19 postów to notki Bucky'ego,
- 3 posty to notki informacyjne,
- 1 post to miniaturka,

Najwięcej postów pojawiło się w maju (405), a najmniej w listopadzie (57).

Łączna liczba wyświetleń z 2015 to 78 252 odsłony.
Najwięcej wyświetleń (767) miał ten post.

Na blogu udzieliło się osiemnastu użytkowników oraz osoby zadające pytania z anonima. Nie da się jednak ukryć tego, że osobą o najbardziej stalowych nerwach i cierpliwości do pana Barnesa jest Astrid, do której należy ponad siedemset postów, i która udziela się na blogu od samego początku. 

Dziękuję wszystkim za poświęcony czas i zaangażowanie!