15 czerwca 2015

Ana Morgan

Fragment rozbrajający. Naprawdę. Te długie nogi i to zdanie "W zupełności wystarczyło mu, że mógł patrzeć." no i oczywiście logika, o której wspomniałaś. To coś nadaje się wprost na książkę. A co do romansu z Howardem? Tony nie powinien tego jakoś przeżywać, to się często zdarza jeśli chodzi o jego "klasę społeczną" :P
Dlatego czasem złe yaoi nie jest wcale taki złe. Pośmiać się chociaż można :P I w ten jakże paskudny sposób podbudować swoje ego.
O tak, Steve przecież ma szczuplutką talię i długie, chude nóżki :P
Ludzie już tacy są, mówią jedno, robią drugie, myślą trzecie i uważają, że to jest słuszne, choć nie do końca tak jest. Domyślam się, że musi ci być ciężko w tych czasach, kiedy nie wiadomo tak naprawdę komu ufać. Ludzie pięknie mówią o pokoju na świecie, o tym, żeby wszystkim żyło się dobrze, a robią zupełnie na odwrót, tak by to im było dobrze, by oni się wzbogacili.
Dlaczego? Jedynym powodem jest to, że zbudował Ultrona i przyczynił się do zniknięcia Sokowii z powierzchni ziemi?
Tony całkowicie zignorował dowództwo i resztę drużyny, a przez jego samowolkę zniszczyliśmy dwa miasta, całkowicie zrujnowaliśmy jedno i przyczyniliśmy się do śmierci wielu ludzi. Niewinnych ludzi. I ciągle nie mamy pewności, że Ultron już nie wróci, bo skoro Jarvis mógł przetrwać to przecież on także. Może jestem staromodny, ale to nie jest coś, na co machnę ręką i puszczę w zapomnienie. Ja i Tony mamy zupełnie różne poglądy i kierujemy się innymi ideałami. Widocznie różnimy się za bardzo, by wytrzymać z sobą w zgodzie przez dłuższy czas.
Nie mieszaj pracy z wychowaniem dzieci. To zupełnie inne sprawy :D
Fakt, zgadzam się. Przy kołkującym niemowlaku czy humorzastym nastolatku, praca to mały pryszcz.

Astrid Löfgren

N, o to już mi lżej. Martwiłam się, że nie znajdę.
Trochę to dziwne i zastanawiające. Dziwny zbieg okoliczności.
Och, tak, świetnie! Możesz nawet rozmieścić kolory identycznie jak na fladze. Wiesz, lewy górny róg na niebiesko, reszta w paski. 
Może to po porostu dziwny zbieg okoliczności, a może ktoś pracujący nad CA:WS to zauważył i postanowił to wykorzystać.Chociaż ciężko w to uwierzyć, skoro w biografii Bucky'ego w muzeum pojawiły się dwie różne daty urodzenia (i zignorowano tą z Avengers) i nikt nie zwrócił na to uwagi.
I tak nie będzie idealnie, bo nie mam takich zdolności (ani cierpliwości) do zrobienia gwiazdek, a bez tego to już nie to samo :( 
Steve, a co, jeśli nie? W Asgardzie różne rzeczy się mogą dziać.
Tak, bardzo prymitywne to instynkty są i wielka szkoda, że u niektórych są aż nazbyt intensywne.
Uh, czyli jakaś mini-wojna? Albo maxi, kto to wie...
Wiem, wiem. Będziesz go szukać na siłę?
Thor zapewniał, że Tesseract będzie bezpieczny w asgardzkim skarbcu. Jego ojciec... znaczy król... znaczy Wszechojciec osobiście zadbal o jego bezpieczeństwo.
Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby zaangażowania się w otwarty konflikt i że zrobimy wszystko, by nie dopuścić do jeszcze gorszego obrotu spraw. 
Już dawno zorientowałem się, że nie można robić tego na siłę. Im nachalniejszy będę, tym bardziej będzie mnie unikać. Boli mnie myśl, że coś złego może się z nim dziać, ale wiem, że muszę uzbroić się w cierpliwość.
James, no ciekawe czym przyczepię. Taśmą? Szkoda skóry. Chyba że sobie wytworzę jakąś bransoleteczkę z imieniem. To by się sprawdziło.
Że jak się obrywało? W ogóle to jakim cudem się spotykaliście? Uciekałeś, by spędzić z nią trochę czasu, czy jak?
O matko, czyli jak się brechtasz, to jeszcze brutalniej atakujesz w razie potrzeby?
A ja mam prawo nie lubić gołębi.
Wisa polubiłeś, prawda? Jest różnica między szczuciem psami, których nie znasz i są wychowane tak, by atakować, a takimi, które mogą być genialnymi towarzyszami. Rozumiem jednak twój opór i się nie dziwię.
A próbowałeś jakieś seriale oglądać? Albo inne jakieś?
Czasami dobrze obrócić coś na swoje, bo to dowód, że nie dasz sobie wejść na głowę. Doceniam. 
Jeśli poddaje się emocją to mam mniejszą kontrolę nad sobą i tak, mogę być przez to brutalniejszy.
Zwyczajnie boję się  cholernych psów, dobra? Też mogę się czegoś obawiać.
Można powiedzieć, że oglądać próbowałem, ale zrezygnowałem z ogłupiania się jeszcze bardziej.

Spójrz na to tak- spotykasz kopanego przez wszystkich bezdomnego psa i ty dla odmiany poklepiesz go po główce i pogłaszczesz. Psu spodoba się taka odmiana i za tobą pójdzie. W moim przypadku było zupełnie tak samo Choć muszę jednak przyznać, że mimo tego, że Hydra przeniknęła KGB to Rosjanie nie traktowali mnie aż tak źle i dawali znacznie więcej "swobody" niż Amerykanie. Trzymali mnie poza kiro znacznie dłużej, a ja byłem przecież duchem, więc wymykanie się na takie schadzki nie było czymś aż tak trudnym, biorąc jeszcze pod uwagę to, że ją trenowałem. Łatwym do przewidzenia było to, że złapią nas prędzej czy później i tak się stało. Projektowi Black Widow przydzielono innego trenera, a mnie niedługo później wysłano do Ameryki. Oczywiście zadbano o to, by wykasować ze mnie kompletnie wszystko. Choć Amerykanie mieli o wiele bardziej inwazyjne i brutalniejsze metody dbania o moje programowanie, to zadbali o to, bym więcej im takiego numeru nie wywinął. Nie wiem, jak to zrobili, że do teraz się po tym nie wyleczyłem, ale cóż... tatusiem to ja już nie zostanę. 

Astrid Löfgren

N, ciekawe czy swój rozmiar znajdę. Muszę mieć taki sam koniecznie. Na upały trochę średni wybór, ale czego się nie robi dla fangirlizmu.
Masz rację, wystrzygę psa i przylepię jego sierść na ślinę :D
A tak, filmiki widziałam. Zbyt skomplikowane i chyba pójdę jednak w ten węgiel.
Chyba bardziej pęknięcie bębenków, bo ze złamaną kością raczej by się tak nie darł. Chyba. Ale faktycznie, coś w tym jest. Czyli wychodziłoby na to, że tę zabaweczkę już na nim używali?
Ja tam na przemowy nie narzekam. Jak dodasz tekst w barwach narodowych to jeszcze bardziej będę czuła tę moc! 
Takie kostiumy robią nawet w rozmiarach niemowlęcych, więc dasz radę!
Faktycznie wychodzi na to, że Zola miał prototyp już '43 i używał go na Bucky'm. Trochę niszczy mi to kanon, ale to raczej zwykłe domysły. 
Znaczy, że tekst miałby wyglądać właśnie tak czy lepiej, żeby szło liniami? Biały jest trochę kiepsko widoczny :(
Steve, jeszcze Tesseract był dziwny, chociaż przez naukę nie stworzony. I wciąż chyba jest.
W ogóle to świat zmierza do autodestrukcji. Znaczy ludzie, a co za tym idzie świat też. To przerażające. Z wolnością w wielu znaczeniach już dawno się pożegnaliśmy.
Kto jest za tym, żeby takie coś stworzyć? Wydaje mi się, że takie rozwiązanie ma wielu sympatyków.
To nie musisz się martwić, te dziwactwa mu zostały!
Thor zabrał Tesseract do Asgardu, więc jest tam raczej bezpieczny.
Wszystko się zmieniło i nie możemy już niestety wrócić do tego, co było kiedyś. Od zawsze widome przecież było, że w człowieku siedzi wiele zła i zwierzęcych instynktów, a naszą rolą jest powstrzymywanie ich. Jednak wychodzą ona na wierzch, gdy dostają przyzwolenie na rozwijanie się. Teraz znowu jest czas, w którym je dostają.
Nie mówi się o tym głośno i pewnie nie będzie jeszcze przez długi czas, ale SHIELD dostaje wiele niepokojących wieści o tym, o czym obraduje rząd. Wiele osób jest za wprowadzeniem tej ustawy. Zbyt wiele, by coś z tego nie wynikło.
Moje zmartwienia wynikają jednak z czegoś innego.
James, dziwna, fakt, ale co poradzisz, mi też się zdarzają momenty, kiedy nie wiem, jak się nazywam.
Wiesz, świat jest dziwny. Nie wiesz, kogo spotkasz na ulicy i jak ten ktoś na ciebie zareaguje, nieważne jak wyglądasz. Fakt, do ładnych kobiet prędzej ktoś się doczepi, ale znalazłby się jakiś wariat, co to by się podjął przytulania właśnie ciebie. Takie free hugs dla biedaka.
Nie wiadomo czy jest Bóg a jednak ludzie o nim rozmawiają. Natalię pociągał facet, który nie widział w niej podniecającego obiektu seksualnego? Aha. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że ona jest powalona. Chyba że czegoś nie pojęłam?
Czyli że jakie reakcje, skoro boją się bardziej?
Masz coś do psów? Gołębie srają na wszystko i wcale nie jest fajnie, jak wsiadasz do samochodu, ledwo zamkniesz drzwi i nadlatuje taka chmara wkurwiających gołębi i bombarduje ci szybę. Psa przekupisz, a gołębiowi co zrobisz? Nic nie zrobisz, bo ma cię w dupie. One tylko czekają, żeby komuś nasrać. Po to żyją.
A skąd ty wiesz co szkodzi ptakom? To mówisz, że to babka-assassin? Patrz, nawet nie pomyślałam, że stworzyłam pogromcę gołębi.
Ja wiem, potrafisz wszystko obrócić tak, żeby wyszło na twoje.
Zapisuj sobie na kartce i przyczepiaj do ręki. Mi pomaga
Nie tyle nie widział, co ledwo miał pojęcie o tym, co do czego służy i gdzie ma wchodzić. Nie mnie oceniać to, że kogoś może kręci partner- kukła z mentalnością dziecka. Dziwne jest tylko to, że nie był to odosobniony przypadek. I oczywiście obrywało się za to mnie.
Nie raz, ani nie dwa widzieli- czy na żywo czy w archiwum, jak rozłupuję komuś czaszkę, łamię kręgosłup czy skręcam kark, bez okazania przy tym najmniejszej emocji, więc jeśli je okazuje, mają naprawdę przerąbane i o tym wiedzą.
Mam prawo nie lubić psów, bo nie raz mnie takimi szczuto i uwierz, że nawet z przyśpieszoną regeneracją rozszarpanie przez psa, nie jest niczym miłym. Raz takiego na mnie nasłano, a potem zamknięto mnie z nim w jednej celi, by dyszał mi na kark, gdy wszystko się zrastało. 
Znam wiele całkowicie bzdurnych i niepotrzebnych rzeczy, bo jeszcze u Wilsona naoglądałem się Discovery, gdy nie bardzo miałem ochotę na sen. Wolałem jednak to, a nie durne serialne czy reality show.
Ale nie zawszę to robię, więc doceń to.

Astrid Löfgren

Odpowiedź na komentarz: klik
(zrobiłam tak, bo post byłby trochę za długi) 
N: Akurat ten mundur jest chyba w nim najseksowniejszy. Zaraz po łapce.
Cóż, to coś znajdujące się na jego twarzy bardziej przypomina zdechłego zwierza niż w bólach hodowaną brodę, więc dasz sobie radę!
Filmy i poradniki instruktażowe i dasz sobie radę! Wierzymy w ciebie! Pomogę: rozmarz sobie węgiel na dłoni, przetrzyj oczy i viola!

I czy mi się wydaje, czy maszyna w CA:WS została zbudowana tak, by jej ułożenie zgadzało się z siniakami na twarzy Bucky'ego z CA:TFA? Krew z uszu może być przyczyną złamania kości lub pęknięcia bębenków, więc by się zgadzało. Ile w tym filmie można odkryć!
+ Nie nadaję się do pisania pełnych patriotyzmu przemów Steve'a :(

Steve:
Są takie momenty, w których naprawdę zaczynam tęsknic za czasami, w których najdziwniejszymi rzeczami stworzonymi przez naukę, byliśmy ja i Skull. A przynajmniej za tym, że tak sądziliśmy.
To nie jest już wolność. Wolność to szczęście, to równość, to rozum, to prawa i konstytucja. Teraz to już tylko zwykły strach przed jej utratą i absolutnie nie można pozwolić na to, by znowu przelewano za nią krew.
Jeżeli dojdzie do utworzenia jednostek bojowych z uzdolnionych, zwyczajnie wkroczymy na nowy poziom globalnego konfliktu zbrojeń. To dąży tylko w tym kierunku.
Bucky zawsze taki był i miał swoje dziwactwa. Mówił dziwne rzeczy, robił dziwne rzeczy i to właśnie było w nim najlepsze. To, że był specyficzny.
Bucky:
Jestem zdziwiony, że chyba pierwszy raz nieporozumienie nie wynikło z mojej winy. Dziwna odmiana. 
Po co miałby mnie niby przytulać przypadkowy ktoś na ulicy? Raczej nie wyglądam na kogoś, kto prosiłby się o takie czułości, a bardziej jak ktoś, kto porządnie by za to skopał tyłek,
Ciężko chyba rozmawiać o czymś, czego nie ma, prawda? Nie bardzo mam się raczej czym pochwalić i do dziś dziwię się, jak drogą Natalię mogło to kręcić. Ale cóż, ludzie miewają dziwne ciągoty.
Sam nie raz nie wytrzymałem i zaczynałem się śmiać, ale w moim przypadku wywołuje to raczej nie takie reakcje jak trzeba, bo zaczynają się mnie jeszcze bardziej bać. Nie żebym narzekał.
Hydra też się sypie i traci kolejne głowy, więc przestałem od nich wiele wymagać. Kiedyś pewnie się dźwigną, ale teraz ledwo przędą.
Czego chcesz od gołębi? Są bardziej wkurwiające zwierzęta z psami na czele. Gołębie chociaż nie próbują się rozszarpać.
Zrozumiałem. Skoro babcia karmi je bułką, a pieczywo szkodzi ptakom, to babka widocznie także uważa je za wkurwiające zwierzęta i planuje powolnie się ich pozbywać.
Widzisz? Potrafię przeinaczyć wszystko. Ale tak, zrozumiałem.
A czemu miałbym nie pojmować? Rozumiem wiele rzeczy, ale zwyczajnie miewam problemy z wyrażaniem swoich myśli i stąd te częste nieporozumienia.

Ana Morgan

o.o "Ciałko" mnie rozwaliło :P Których? Nie mam zielonego pojęcia... może będę strzelać, bo wiem, jak uwielbiasz ten duet :D Tony/Loki
Pozwolisz, że ostatniego zdania nie skomentuję. 
Było upaćkane posoką ciałko pana Barnesa, więc teraz czas na pewnego posiadacza smukłej talii: 
"Nie przeszkadzało mu zupełnie, że z otwartymi ustami pożera kogoś wzrokiem, choć taki wyraz twarzy z pewnością był upokarzający dla kogoś z jego pozycją społeczną. W zupełności wystarczyło mu, że mógł patrzeć. Patrzeć na złote włosy, w których igrają promienie słońca, na idealnie błękitne oczy, spokojne jak bezchmurne niebo, na szerokie silne ramiona, smukłą talię, długie nogi…"
Tak Tony Stark reaguje na widok Rogersa, którego posądza o romans ze swoim ojcem :P
I te promienie słońca we włosach. W zamkniętym gabinecie. Wieczorem.
Znam ten ból. Ciężko czasami niektórych zrozumieć.
Ok, rozumiem. A teraz podstawowe pytanie z mojej strony :D Którego blaszaka bardziej lubisz? Tony czy Rhodes?
Zwyczajnie ciężko pojąć mi niektóre zachowania ludzi. Od kiedy pamiętam, chciałem robić tylko to, co jest słuszne. Sądziłem, że mogę do tego wrócić, ale teraz nie wiadomo już, co naprawdę takie jest.
Tony'ego znałem na tyle długo, że sądziłem, że mogę nazywać go może nie przyjacielem, ale dobrym... kumplem? Kimś w tym rodzaju. Teraz nie jestem tego pewien.
Tak, macie pojęcie i to widać. Wystarczy tylko posłuchać jak mówisz o swoich dzieciach. A kiedy nie trzeba iść na żywioł i improwizować? Praktycznie całe życie się z tego składa :D
Czasem jednak miło jest mieć jakiś plan albo choć jego zalążek. Marne dziesięć procent planu już wy wystarczyło, bo często wizja całkowitej improwizacji i pójścia na żywioł, nie jest raczej zbyt pocieszająca. Wiem, co mówię, bo po tylu latach mam tego dosyć.

14 czerwca 2015

Astrid Löfgren

N, naprawdę?! N perfekcjonistka! :D
Kurczę, jak już mam długość włosów podobną, to może się farbnę na ten kolor. Byłabym prawdziwą fangirl!
No tak, tu masz rację. Według mnie brakowało "tego czegoś", co ciężko określić, chociaż nie powiem, w niektórych momentach coś ruszało. 
Nope, ale szukałam ostatnio farby do włosów i zapamiętałam nazwy kilku brązów o podobnym odcieniu :P Ręki uciąć sobie nie dam, ale na 90% Winnie ma włosy w kolorze ciemno daktylowego brązu.
Pamiętaj też o pełnym makijażu. Ile męskich (i nie tylko) spojrzeń przyciągałabyś w nim na ulicy!
Steve, zgadzam się z każdym słowem dot. definicji bohatera, chociaż wiesz... Taki strażak jest dla mnie bohaterem, kiedy ratuje życie i mało obchodzi mnie, co robi po godzinach. U was sytuacja jest jeszcze inna, bo tym "złym bohaterem" może być każdy, a bohaterstwo tylko przykrywką. W konsekwencji jesteście myleni z tymi prawdziwymi złymi, chociaż oczywiście, nie można zaprzeczać, że sami trochę złego też wyrządzacie, tylko pozostaje pytanie, kto jest winny bardziej: wy czy wrogowie, bo to nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
Gdyby spojrzeć na to jak na strukturę departamentu obrony na przykład, to wygląda to trochę jak armia pod zwierzchnictwem swojego dowódcy, który z kolei jest pod zwierzchnictwem odpowiedniego ministerstwa i nie wydaje się to takie całkiem beznadziejne i niewłaściwe, ale wszędzie są szuje i chyba tego bałabym się najbardziej, że doprowadziłoby to do zbyt daleko idących działań z ograniczeniem wolności włącznie. Gdybym była taką superbohaterką to nie chciałabym być czyjaś. Trochę mi się to kojarzy z sytuacją Zimowego Żołnierza. Nie wiem, czy to dobre porównanie. Bliźniacy M. to może lepszy przykład, bo oni z własnej woli komuś się poddali. Masz rację, to to samo, co robiła Hydra. Strasznie to skomplikowana sytuacja, bo z jednej strony dobrze by było mieć nad tym wszystkim jakąś kontrolę, ale z drugiej ograniczenia są druzgocące, choć do końca nie wiem, na czym polegać miałaby ta wasza "współpraca" z rządem, ale wyobrażam to sobie jak coś związanego z departamentem obrony właśnie.
Oj, przydałoby ci się trochę rozrywki. Powód zawsze by się znalazł ;)
Powinienem więc powiedzieć "superbohater", prawda? Bohaterów możemy spotkać każdego na ulicy i nie zamierzam umniejszać tym ludziom, bo robią naprawdę wiele dobrego i nie daleko byśmy bez nich zaszli. Świat radził sobie bez Avengers, ale czy bez nich dałby sobie radę?
Odbieranie ludziom ich wolnej woli nigdy nie będzie służyło czemuś dobremu. To dokładnie to, co osiągnąć chciała Hydra i nigdy nie będziemy mogli być pewni, że uzdolnieni nie trafią właśnie w ich ręce. Nie wszyscy przecież chcą walczyć, nie wszyscy chcą w tym uczestniczyć, a rząd chce wyrwać tych ludzi z ich domów, z ich rodzin, z ich żyć i zmusić do walki w imię własnych ideałów. Nie mówią tego wprost, ale tak właśnie będzie. Historia zatacza koło i znów pewna grupa ludzi zostanie poddana represją przy cichym pozwoleniu reszty społeczeństwa. I na to nie możemy pozwolić.
Widziałem czym... kim został mój przyjaciel przez takie właśnie działania i nie można dopuścić do tego, by ktoś inny podzielił ten los. Bucky jest silnym człowiekiem, dał sobie radę, ale jest masa ludzi, która nie da rady tego przezwyciężyć. 
James, lubię się czasem zafiksować na jakimś przedmiocie. Nie, nie miało takie być.
O tak, viagra by ci pomogła na pewno. Jeśli nie muszę to nie wchodzę za bardzo na grunt tak intymnej sfery, więc czy na pewno chcemy o tym rozmawiać? Myślałam, że "twoja sprawa" to wystarczający zwrot, by urwać temat.
Z tymi od Hydry to inna sprawa. Jak ich rozpoznajesz?
Mam po prostu wrażenie, że bardzo chcesz być postrzegany jako ktoś, kto na nic kompletnie nie zasługuje.
Skoro używasz jakiegoś pojęcia to zakładam, że je znasz, a nie, że chcesz popisać się nowym słowem.
A zwykłych zachowań społecznych jesteś w stanie się nauczyć, jedynie obserwując? Bo nie wydaje mi się, żebyś się jakoś specjalnie uspołeczniał. Pomijając fakt, że lepiej zostać w cieniu. Nie pytam złośliwie, bo ciekawi mnie, czy ta umiejętność sprawdza się w każdej sytuacji.
Całkiem to chyba normalne, że chcesz zrobić to samodzielnie, ale obawiam się, że samemu nie podołasz, choć trzymam kciuki, żeby ci się udało.
Dobrze, nie miało takie być, znowu widocznie nie wiem, co mówię. Teraz dobrze?
Raczej powinnaś zauważyć, że mam problemy z oceną tego, co jest przekroczeniem jakiejś granicy i że raczej jestem... no mało subtelnym człowiekiem. Zresztą, jaką sferę intymną? Nie przypominam sobie, bym taką miał. I miałem ponoć nie przejmować się tym, że rozmawiam z kobietą. 
Często po mundurze. Nie żartuje, ci idioci naprawdę paradują w mundurach Hydry, ale czego oczekiwać po zwykłym mięsie armatnim? Potrafię rozpoznać ich styl działania, ich strategię czy uzbrojenie. Spędziłem pomiędzy nimi tyle czasu, że rozróżnienie ich nie jest zbyt trudne.
Znowu ciężko mi odpowiedzieć, bo czy skopiowanie czyich zachowań jest uczeniem się ich? Nie wydaje mi się, więc chyba nie zawsze się sprawdza. Jednak obserwacja trochę mi dane zachowanie przybliża i łatwiej jest je zrozumieć.
Wolę nie poddawać się na samym starcie. Porażka może będzie bolesna i w końcu będę musiał szukać pomocy, ale będę mieć chociaż satysfakcję z tego, że próbowałem. A to już całkiem sporo.

Ana Morgan

Świat zdecydowanie zmierza w złym kierunku i w ogóle mnie to nie cieszy. Chyba urodziłam się w złej epoce -_-
Tak to jest z internetowymi opowiadaniami, trudno jest znaleźć coś naprawdę wartego uwagi, bo odbiegając chociażby od fabuły, która często jest tak błaha i bezsensowna to pozostaje też część stylistyczna, mało opisów, dużo dialogów, które w ogóle dialogów nie przypominają, bo normalni ludzie w taki sposób nie rozmawiają. I ludzie dość często biorą się za coś o czym pojęcia zielonego nie mają, to żadna nowość.
Co sugerujesz z tym 666?
Wiem, wiem, nie narzekam. Ja też długo wytrzymałam, a teraz troszkę muszę od niego odpocząć. 
Zagrajmy więc w krzywe cytaty: "-Jestem brudny. Ty też.- Stwierdziłem. Faktycznie byliśmy upaćkani posoką.- Chodźmy się umyć.- zażądałem. Wziął więc mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Pozbawił reszty odzienia i wsadził do wanny. Odkręcił kran i ciepła woda pomału opatulała moje ciałko." Których dwóch męskich bohaterów MCU ten cytat dotyczy :P? "Ciałko" wygrywa wszystko.
I tak wszyscy wiemy, że się uwielbiacie!
Steve jak dobrze cię widzieć. Stęskniłam się już za tym twoim optymistycznym postrzeganiem świata :D Więc jak ci się żyje? Już trochę lepiej odnajdujesz się w tej nowej rzeczywistości? I jak szkolenie nowej drużyny? Dają radę? Podobno jesteś bardzo wymagającym trenerem :P
Miałem prawie trzy lata na nadgonienie wszystkiego, więc idzie mi już chyba całkiem dobrze. I to wcale nie technologia nie była największym problemem, a ludzie. 
Nie jestem wymagający, by chcę. Jestem wymagający dlatego, że muszę taki być. Musimy skonstruować całkiem nową drużynę z zupełnie różniących się od siebie ludzi. Każdy ma zupełnie inne umiejętności, Vision i Maximoff nie znają nawet progu własnych mocy i przez to znacznie trudniej jest ustalić nową, w pełni działająca taktykę.
To bardzo ważne. Dzieciom trzeba poświęcać niesamowicie dużo uwagi i z nimi rozmawiać, by wiedziały, że mogą liczyć na swoich rodziców. Bardzo ważne jest też to, by potrafić to im okazać. Widać, że ty i Laura macie pojęcie co robicie :)
Mamy pojecie? Nawet nie wiesz, jak chciałbym wiedzieć, co dokładnie trzeba zrobić, by wszystko szło ok. Często zwyczajnie trzeba iść na żywioł i improwizację, bo niczego nie da się przewidzieć. Bycie agentem czasem wydaje się być przy tym pestką.

Astrid Löfgren

N, ciekawe jaki to odcień farby. Chyba mi nie zdradzi nikt, co nie? Zbyt tajna informacja, a tytuł top modela to nie byle co :D
Otóż to. Byłam trochę zawiedziona, bo wiedziałam, że w komiksach wszystko jest przedstawione bardziej szczegółowo i tak no... inaczej. I szczerze powiedziawszy podanie klucza w WS wydało mi się lepiej obrazujące ich przyjaźń niż zabranie Steve'a na Expo w TFA. 
To ciemno kasztanowo-popielaty brąz lub ciemno daktylowy brąz, ciężko stwierdzić. Może to być również ciemno czekoladowy brąz. To też N sprawdzała :P!
Muszę jednak przyznać, że bardziej przejawia do mnie relacja dwóch przyjaciół, którzy znają się od dziecka, niż opiekuna i dzieciaka, który użył na na nim szantażu pt. "Albo bierzesz mnie ze sobą, ale powiem wszystkim, że jesteś Kapitanem Ameryką". To trochę bardziej emocjonalne.
Steve, a masz jakiś pomysł na opanowanie całego tego zgiełku? Chyba jesteś najrozsądniejszym człowiekiem w tej grupie. No może na równi z Samem.
Tym bardziej boli fakt, że zrobił to pod pretekstem ochrony świata. Może i widział w tym jakiś wyższy cel, bezbłędną inicjatywę, ale nie wiem, czy faktycznie nie wiedział, że sprawy mogą się zwrócić na naprawdę złe tory. Jak dla mnie to było coś jak praca nad sztuczną inteligencją, która wymknęła się spod i tak słabej kontroli.
Tak z innej beczki: poszedłeś już na kawę z Sharon? 
Przyznaję, że pierwszy raz od dawna nie wiem, co mógłbym zrobić, by naprawić sytuację. Kiedyś wszystko było prostsze. Byli bohaterowie i przestępcy. Bohaterem miał być ktoś, kto broni niewinnych, często ryzykując własnym życiem w imię słabszych i bezbronnych.. Prawy obywatel, altruista, wzór do naśladowania. Tak było kiedyś, ale teraz ta granica coraz bardziej się zaciera. Mieliśmy chronić ludzi, a sprowadzamy na nich coraz większe zagrożenia i zniszczenia. Odbieramy poczucie bezpieczeństwa, które przecież mieliśmy im dawać.
Jednak to, co planuje rząd jest złe. Chcieliby mieć nad nami pełne zwierzchnictwo, władze i pełną kontrole. To jest złe, bo jest to dokładnie to samo, co zrobiła Hydra.
Człowiek nigdy nie powinien chcieć bawić się w Boga i nie powinien próbować stworzyć czego ś subiektywnie doskonałego. To zawsze kończy się źle i giną niewinni ludzie. Za każdym razem.
Nie, nie poszedłem. Jakoś nie było okazji czy powodu.
James, nie wymagam definicji. Wystarczy "pomiędzy", wiadomo o co chodzi.
Z jednej strony dobrze, z drugiej nie bardzo, bo to jednak ważna sfera życia. Tak czy siak ciężko mi wyobrazić sobie ciebie z garnkiem, trzepoczącego do jakiegoś miłego pana. No ciężko. Ale tak czy siak nikt ci do łóżka mam nadzieję nie będzie zaglądać, ja też nie zamierzam tego robić, twoja sprawa.
Mówiąc o przyzwyczajeniu miałam na myśli samo zabijanie, ale fakt, źle to ujęłam i moje słowa brzmią dwuznacznie. Wiem, że to nie ty się w to bawiłeś. Ale chyba przyznasz, że właściwie to mógłbyś postępować teraz tak, jak wymieniłam, prawda? Gdybyś chciał. Nie chcesz, przynajmniej to deklarujesz, więc jest dobrze.
Trzymaj się tego, ale jednak twoja postawa nie wyklucza moich odczuć jakiegoś szacunku wobec ciebie, czyż nie? Więc mogę chyba jakiś mieć?
Ludzie w normalnych sytuacjach często sięgają po pomoc a wsparcie czasem okazuje się nieocenione. A ty jesteś w sytuacji wyjątkowej, więc pomoc z czyjejś strony nie musiałaby być żadną ujmą dla twoich umiejętności i możliwości, niemniej rozumiem twoje stanowisko. Jesteś chyba jednak świadom, że trochę ciężko jest ci normalnie funkcjonować, jak inni ludzie. Nie wiem jak u ciebie z obserwacją, bo przez obserwację mógłbyś wiele się nauczyć, tylko że tak naprawdę nie masz nikogo, kto mógłby pokazać ci, jak powinno się postępować, żebyś mógł wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nie chodzi tu o bieganie za tobą i podcieranie noska (dobrze, że nie tyłka), tylko dawanie jakichś wskazówek. Nikt życia za ciebie nie przeżyje, to chyba oczywiste, a musisz się jeszcze wiele nauczyć.
Naprawdę znowu będziemy dyskutować o garnku? To miało być humorystyczne wtrącenie, ale nie wyszło i wcale się temu nie dziwię.
Ważna, nie ważna- i tak ledwo co pamiętam, a jak już to coś niezbyt miłego, więc niezbyt mi tego żal i nawet nie mam za czym tęsknić. Co zresztą miałbym niby zrobić? Próbować się przymuszać? Szpilować się kolejną chemią?
Czasem mam ochotę poskręcać kark każdemu napotkanemu na drodze chłopcu na posyłki Hydry, ale coraz bardziej staram się ograniczać i zostawiać ich żywych dla Capa i spółki. Nie mój problem, co sobie z nimi zrobią.
A darz sobie mnie czymkolwiek sobie zechcesz. Miałbym ci tego zabronić?
Teraz to już wszystko idzie niemal gładko. Pierwsze dni były najgorsze, bo nie miałem o niczym pojęcia i nie potrafiłem niczego przy sobie zrobić. Miałem problemy z najprostszymi czynnościami i gdyby nie obserwacja przypadkowych ludzi czy reklam, sam nie wiem, jakbym skończył. W ten sposób nauczyłem się tyle, że udało mi się jakoś przetrwać kilka miesięcy, aż trafiłem do Wilsona. Tam nauczyłem się o wiele więcej, ale nadal wiem, że mam ogromne braki, które znów się pogłębiają. Wiem, że to regres i wiem też, czym on jest, więc nie musisz tłumaczyć. Chodziło mi o to, że jestem naprawdę dobrym obserwatorem i potrafię wykorzystywać wysunięte wnioski.
Zwyczajnie chcę sam siebie znaleźć. Bez niczyjej pomocy, bo chcę wreszcie osiągnąć coś samemu i mieć świadomość, że udało mi się poskładać.

Astrid Löfgren

N, tylko dzięki tym paczałkom ludzie poszli tłumnie do kin. Wszyscy się łudzą, że to dzięki fabule i świetnej realizacji, ale nie... prawda jest inna! :D Stąd też ta wielka miłość. Tak myślę.
Wydaje mi się, że nieszczególnie by zapadł. Moim zdaniem trochę słabo został przedstawiony. Relacje ze Stevem też nie były dostatecznie zobrazowane. Ot, kilka przyjacielskich słów i trwanie u boku.
Jaka ekranizacja, jaka fabuła? To przez włosy, mówię ci.
Mam identyczne zdanie. Bucky pojawił się, porobił trochę za element komiczny (chociaż jak bliżej się przyjrzy to nie jest to już takie zabawne, np. "Ty takiej nie masz, prawda?") i za damę w opałach i tyle. 
 Steve, cześć :)
Czym obecnie się zajmujesz? Oprócz uganiania się za missing person, bo to już wiem. A może nie robisz nic więcej?
Jak się masz ogólnie? No i w ogóle, co słychać, no? :D I muszę zapytać, co teraz sądzisz o Starku? Namieszał, skurczybyk.
Nie mogę pozwolić sobie na nie robienie niczego innego, bo atmosfera zrobiła się niesamowicie napięta. Opinia publiczna za nami nie przepada, delikatnie mówiąc, są tacy, którzy domagają się rozwiązania inicjatywy Avengers lub przekazania dowództwa nad nią rządowi. Do tego znowu odbudowując się Hydra i sprawa z uzdolnionymi. Jest wiele do zrobienia, a my ciągle nie potrafimy wystarczająco się zgrać.
Wiem, że nie powinienem zrzucać na niego całej winy za obecną sytuację, ale coraz trudniej przychodzi mi powstrzymywanie się przed tym. Zaufanie jest najważniejsze, bo musisz mieć pewność, że możesz odwrócić się do kogoś plecami podczas bitwy. Tony zrobił coś, co sprawiło, że to zaufanie stracił i nie wiem, czy kiedyś uda się je dostatecznie odbudować.
James, jak ja bym chciała zdefiniować to "pomiędzy". Ale tak, logiczne wyjaśnienie, choć zdawkowe.
Bo "chętny" mi do ciebie nie pasuje. Ale jak tobie pasuje, to w porządeczku. Żadna różnica.
Nie chcesz narażać ludzi, więc tak, to już jest coś więcej. Nawet jeśli kiedyś narażenie innych może okazać się konieczne. Równie dobrze mógłbyś sobie hasać po świecie, zabijając tu i tam, bo tak, bo to fajne, bo to taka trochę władza nad życiem. Do tego w końcu byłeś przyzwyczajony.
Tak myślałam, że się z tym nie zgodzisz, ale pozwól mi mieć swoje zdanie na ten temat. Nie neguję przy tym tego, co sam czujesz.
Kukły nie mają uczuć. Od tego można zacząć. Jesteś człowiekiem - no trochę ulepszonym, ale człowiekiem - a skoro człowiekiem, to masz godność. W takim sensie każdy ją ma. Więc już jakiś plus. A ten drugi rodzaj związany z tym, co się w życiu osiąga... Cóż. Skoro jesteś zdecydowany na wypełnienie tej konkretnej misji to pozostaje mi życzyć ci powodzenia. Pytanie tylko, czy sam zdołasz ją wykonać i osiągnąć cel.
Ciężko mi to odpowiedzieć na to samymi konkretami, bo zwyczajnie sam tej odpowiedzi jeszcze nie znam. Kiedyś; za tydzień, za miesiąc, czy za dziesięć lat pewnie będę to wiedział. Teraz wiem tylko, że jest to właśnie to "pomiędzy".
Dla mnie żadna różnica. Ani to, ani to nie wywołuje u mnie żadnych... odruchów? Aktualnie czuję się zupełnie aseksualny- i tak, wiem, co to znaczy, i dobrze mi z tym. Jeden problem z głowy.
Raczej nie byłem przyzwyczajony do władzy nad czyimś życiem, bo niewiele miałem przy tym do gadania. Ja tylko pociągałem za spust, w pana życia i śmierci bawił się kto inny. Dopiero teraz takie decyzje zaczęły należeć do mnie i stąd moje zawahania. Zima miał rozkaz i miał cel, jeśli napatoczyli się jacyś przypadkowi lub mniej przypadkowi ludzie, to były to po porostu straty wliczone, które często nawet nie były dokumentowane.
Najpierw muszę odzyskać szacunek do samego siebie, by zacząć martwić się o to, czy inni go do mnie czują. Tak przynajmniej mi się wydaje i tego będę się trzymać. Jeżeli po raz kolejny ktoś będzie musiał mi pomagać i wspierać, to tylko utwierdzi mnie w przekonaniu, że niczego nie potrafię zrobić dobrze, że sam niczego nie osiągnę i potrzebuję niańki, która będzie za mną biegać i podcierać nosek.

Rozpoczęcie tygodnia Steve'a Rogersa/ Kapitana Ameryki!

W dniach 14-19.06 będzie możliwość kierowania pytań również do Steve'a Rogersa aka Kapitana Ameryki!