26 lipca 2015

Astrid Löfgren

N, że urodził się w Shelbyville to wiem. W retrospekcji był już Brooklyn, bo nie wiedziałam i nie mogłam znaleźć informacji, od kiedy dokładnie tam już mieszkali. Założyłam więc, że wynieśli się z Shlebyville wtedy, kiedy James był już na świecie i przed narodzinami najstarszej z córek. Wątpliwości miałaś całkiem słuszne. 
Dane o Bucky'm z MCU są tak różne, że sama już nie wiem co jest kanonem, a co nie. Nie potrafią nawet ustalić jednej daty urodzenia, więc nawet nie oczekuję zgodności w jego miejscu. 
Z komiksów opartych na CA:TFA wiemy jednak, że Bucky poznał Steve'a, gdy miał jakieś 8-10 lat, więc pewnie jakoś w tym okresie się przeprowadzili.
Sam, a masz jakiś pomysł, żeby inaczej go nazwać? No przecież Iron Man już zajęte. Macie jakieś plany względem niego?
Pasuję. Nigdy nie byłem dobry w wymyślaniu takich rzeczy. Nawet swojego nie wymyśliłem.
SHIELD i New Avengers cały czas szukają nowych rekrutów, więc w jego przypadku też pewnie będziemy próbować. Pośmiać zawsze się można, ale nie zmieni to tego, że nadal brak nam ludzi, sprzętu i czasu.
James, i przy tym zrobiłbyś na złość wszystkim dookoła, bo tak. Jesteś dziwny - nie mówię tego złośliwie, zaznaczam od razu. Chodzący paradoks.
No to "odnalezionego". Jak ty się w tym wszystkim połapałeś?
Tak też myślałam. W ogóle chyba w żadnym miejscu nie jesteś w stanie usiedzieć, co? Nie tylko ze względu na fakt, że musisz zmieniać położenie.
 Wiem, że jestem. Nikt chyba nie oczekiwał, że będę normalny, nie?
 Trochę mi to zajęło, ale jakoś udało. Wyobraź sobie jednak, że nie zupełnie masz pojęcia kim jesteś, kiedy się urodziłaś i gdzie mieszkałaś. Niezbyt miła perspektywa, co? Jadnak ja nie o tym. I wyobraź sobie, że idziesz do muzeum, bo chcesz się tych rzeczy dowiedzieć. A tu masz dwie różne daty urodzenia i żadna nie okazuje się być tą właściwą. I pomylono się o pięć lat. Czytasz swoje dane, a i tak nie wiesz, gdzie się urodziłaś, bo różnią się nawet stany. Cud, że chociaż imiona się zgadzały. 
 Wolę się nie przywiązywać. Po prostu. Ostatnio zbyt długo przebywałem w jednym miejscu, nawet nie zmieniałem mieszkania i sam po sobie widziałem, że odchodziło mi się trudniej. Przestawiłem tam wszystko po swojemu, powoli zaczynałem znosić swoje rzeczy i chyba było mi tam całkiem dobrze. I dlatego wolę tego nie robić.

Rora T

No proste, czasami wydaje mi się ze w tej hydrze zwykle pół mózgi siedziały. I jakim cudem udało im się maskować przez tyle lat?
Nie o to mi chodziło. To byłoby nielogiczne skoro nawet nie wiesz jak wyglądam. Po prostu staram się naprawić pierwsze wrażenie i poprawić nasze stosunki. Mógłbyś się spróbować dopasować, jeśli tobie też znudził się ten harmonogram naszych rozmów.
To mów co ci leży na wątrobie w związku z dziesiąteczką.
 Ym, bo widocznie w SHIELD siedziały jeszcze większe półmózgi?
 Ale ja przecież jestem miły. Jak na mnie, oczywiście. Trzeba było robić to bardziej stopniowo, bo zwyczajnie wydało mi się trochę podejrzane, że w jeden dzień skomplementowałaś mnie bardziej, niż przez wszystkie ostatnie miesiące razem wzięte. Co za dużo, to niezdrowo. 
 To Rogers. To chyba mówi samo za siebie. 

Astrid Löfgren

Sam, no a co ci się w Człowieku Mrówce nie podoba? :P
W zasadzie to koleś jest naprawdę genialny. Wszędzie wlezie, a do tego wydaje się, że wie co robi. 
 Yhkm, "Człowiek Mrówka" raczej nie brzmi jak ktoś, kto miałby wzbudzać strach w swoich wrogach.  Nie twierdzę oczywiście, że Kapitan Ameryka czy Sokół brzmią jakoś złowrogo, bo nie będę się nawet oszukiwał, że tak jest.
 Odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu, ot co.
James, ale możesz sobie przecież przypomnieć. Wszystko się może wydarzyć. Wtedy docenisz to, co masz i szczęście będzie tym, z czego nie będziesz chciał zrezygnować. Mogłoby przynajmniej tak być.
Jak by nie patrzeć, weteranem drugiej wojny jesteś. Może nie wyglądasz, fakt, ale teoretycznie jesteś. Znaczy byłbyś, gdyby uznano cię za żywego. Cholera, to by było skomplikowane. Trochę nadużyłam status weterana, ale wiadomo o co chodzi. A gdyby istniało takie miejsce, do którego byś pasował i mogliby cię tam naprostować, spróbowałbyś? Pytam z czystej ciekawości.
Pójdę twoim tropem i powiem: nie oceniaj z góry. Jak już, to moje "przepraszam" jest moje, a nie "nasze", idąc za twoim "wasze".
 Mam w sobie co nieco z masochisty, więc nie byłby tego taki pewny. Nawet nie zdziwiłbym się, gdym specjalnie próbował to zepsuć. Choćby i podświadomie, Wiesz, autodestrukcyjne zapędy i te sprawy. Przerabialiśmy już to. 
 Najlepsze jest to, że wcale nie uznano mnie wtedy za zmarłego, a za "zaginionego w akcji". Sprawa jest więc jeszcze bardziej pochrzaniona. Przeglądałem moje akta, ale i niczego konkretnego się z nich nie dowiedziałem, bo jest tam masa nieścisłości. Zaczynając od wzrostu, bo wszędzie pojawiał się inny, przez złe miejsce urodzenia, bo niektórzy zamiast Shelbyville* podawali Brooklyn, a na złej dacie śmierci/ zaginięcia kończąc. Dla kogoś z amnezją było to nieco... irytujące.
 Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Chyba nie. Nie wytrzymałbym długo w takim miejscu.

* Pamiętasz jak czepiałam się tego, że w retrospekcji z dzieciństwa Bucky'ego pojawiła się izba i materace z sianem? Zwracam honor, bo Bucky wcale nie urodził w Nowym Jorku, a w Shelbyville, więc tam mogłoby się to jeszcze pojawiać. Przyznaję, że nawet nie zwróciłam na to uwagi.

Rora T

Mur? Chętnie posłucham tej historii. Może pobijesz mnie na pierwszej lekcji jazdy.
Staram się po prostu być miła. Ja też potrafię. Mógłbyś spróbować.
Mówiłeś o ręce i o wyglądzie więc kontynuowałam temat. Teraz mogę po pocieszać cię w jakiejś innej sprawie. Który z 10 punktów idzie jako pierwszy?
No i fajnie. To ty powinieneś się dobrze czuć, ja przeżyje.
 Po prostu okazało się, że jeśli ma się super silne metalowe ramię zamiast lewej ręki, to nie należy zbyt mocno szarpać kierownicy, bo auto może okazać się zaskakująco zwrotne. Ale czego oni niby oczekiwali? Uczono mnie prowadzić cholernego Humvee, a nie zwykłe samochody, którego do tego podpieprzone są z pierwszego lepszego parkingu. To było do przewidzenia.
 Też mam zacząć mówić, że nie wyglądasz na swój wiek, albo że zaskakująco pięknie dziś wyglądasz, ma'am? Raczej byłoby to trochę bez pokrycia.
 Zacznijmy od dziesiątego, najlżejszy. Potem najwyżej przejdzie się w te trudniejsze.

Rora T

Co do automatu to nie masz się czym przejmować. Niby to takie łatwe ale ja wole jednak tradycyjne metody. Jazda samochodem wcale nie jest taka skomplikowana.
Wiedziałam że za bardzo ci słodzę ale raz na jakiś czas ci nie zaszkodzi.
Och, nie przesadzaj. Jak na swój wiek to trzymasz się świetnie. Nie jeden dwudziestoparoletni facet by ci pozazdrościł.
Kto tak bezduszny ci to zaproponował, nawet ja nie jestem tak okrutna.
Akurat wiem jak się czujesz. Kompleksy to coś odpornego i najgorsze jest to że trudno się ich wyzbyć.
To już kwestia gustu. Może i nie jest ci w niej najgorzej ale mógłbyś przemyśleć nad zmianą fryzury.
 Niby prościzna, ale w całym swoim życiu siedziałem za kółkiem tylko kilka razy i zazwyczaj te sytuacje dzieliły całe dekady, więc wszystko zdążyło się pozmieniać. Raczej nieczęsto jakiś agent był tak zdesperowany, by ryzykować i oddawać mi kierownicę, bo nigdy nie mieli pewności, że coś mi nie odbiję i nie postanowię wjechać w mur. Dobra, raz się zdarzyło, wielkie mi co.
 Ok... teraz to zaczynam się bać, bo chyba wyczerpałaś właśnie zapas komplementów na następny rok. Coś jest więc nie tak. 
 Jak już mówiłem, kompleksy wcale nie są moim największym problemem. Dobra, są może w "Pierwszej dziesiątce rzeczy, które kurewsko cholernie utrudniają mi życie", ale są gdzieś na siódmej-ósmej pozycji. I można w ogóle powiedzieć, że coś jest kurewsko cholerne? Nie, chyba nie, ale mniejsza z tym, bo i tak będę tak mówić. O pierwszych dwóch pozycjach jeszcze nie chcę mówić, więc je pominę. Trzecia to programowanie. Czwarta to lęk przed ludźmi, bo trochę utrudnia to życie. Piąta to Hydra, bo działają mi na nerwy jak cholera. Szósta to moje drobne problemy z tożsamością. Siódma to bycie poszukiwanym w stu czterdziestu siedmiu państwach. Ta, okazało się, że w Wakandzie też mnie nie lubią. Ósma to ramię z metalu, więc i kompleksy. Dziewiąta to moje autodestrukcyjne myśl, bo jednak to też problem. Dziesiąta to Rogers.
 Nie jestem modelem, więc nie muszę olśniewać wyglądem. Dobrze mi tak jak jest, 

Astrid Löfgren

Sam, człowiek-mrówka, niezłe zaskoczenie, co? Wyrobiłeś sobie o nim jakieś zdanie?
No, przynajmniej jesteś w ruchu. Takie siedzenie w papierach to nie dość, że nuda, to jeszcze niewygoda. 
Przez ostatnie półtora roku zdążyłem zobaczyć tyle, że chyba nic już mnie nie zdziwi. A kiedyś sądziłem, że nie zobaczę niczego dziwniejszego od bójki dwóch dziewięćdziesięcioletnich super-żołnierzy. Jakże się wtedy myliłem. 
Pomyślałem sobie tylko Ant Man? Serio? Ale okazało się, że chyba za bardzo zbagatelizowałem sprawę, bo momentami gość naprawdę wymiata.
James, emh, nie musisz.
Oby spadło, bo miło by było do tej chwili dożyć, a zwłaszcza wiedzieć, że jesteś szczęśliwy.
Za darmo też ludzie to robią jako wolontariusze, czy nawet pracownicy po godzinach. Mnóstwo jest takich osób. No ale teraz przynajmniej się rozumiemy i widzę, że mamy podobne zdanie. A gdybyś ty miał trafić do takiego ośrodka dla, dajmy na to, weteranów, gdzie próbowano by ci pomóc, to jak to sobie wyobrażasz? Czy nie wyobrażasz w ogóle?
Moje "przepraszam" było zgodą na zakończenie tematu, aluzję zrozumiałam.
 Wystarczyłoby mi, że choć przez chwilę miałbym święty spokój. Nie muszę być szczęśliwy. Jeśli nie pamięta się jak to jest, to wcale tego człowiekowi nie brak.
 Ym, nie wiem, czy bym się go tego kwalifikował, bo raczej ciężko patrzeć na mnie i widzieć weterana drugiej wojny, prawda? A przynajmniej mam taką nadzieję. Ale tak całkiem na serio, to nie wyobrażam sobie pobytu w takim miejscu. Przecież nawet nie jestem normalnym weteranem, a Zimowy Żołnierz miał swój udział we wszystkich większych konfliktach od drugiej połowy dwudziestego wieku, więc najpewniej widok tych ludzi tylko bardziej wpędziłby mnie w dołek. Poza tym, w takim ośrodku z założenia są ludzie. A z ludźmi to mam akurat spory problem. 
 Tak przyzwyczaiłem się do tego, że wasze "przepraszam" ma wydźwięk bardzo podobny do mojego "naprawdę", że przestałem zwracać na nie uwagę. 

Astrid Löfgren

Sam, jak żyjesz? Dużo się pozmieniało w twoim życiu?

 Cóż, można powiedzieć, że mimo obrotu o 180⁰, nie jest źle. Kiedyś mój rozkład tygodnia był raczej monotonny, powiedzieć można, że nawet odrobinę nudny, bo skupiał się głównie na pracy i tonach wszelkiej maści papierzysk, a teraz jednego dnia bazę napada człowiek-mrówka, następnego trzeba złapać kilku nazistów z terrorystycznymi zapędami, a jeszcze innego... powypełniać papiery, więc to akurat się nie zmieniło.
A już myślałam, że naprawdę wszystko potrafisz. Ale to chyba dobrze, że jednak nie.
Pochwalisz się, kiedy już taka sytuacja się zdarzy?
Jak się tak chwilę dłużej zastanowić to tak, masz sporo racji, ale wtedy, kiedy mówimy o relacji, w której występuje miłość. Jednak łatwiej zrezygnować, i ludzie rezygnują, kiedy jest to tylko i wyłącznie zawód zmieszany z nutą sympatii do danej sympatii. Wydaje mi się, że mało kto w sytuacji wypalenia zawodowego, będzie dalej w tym tkwił, bo sam zauważy, że to nie ma sensu. A jeśli jest miłość - zrezygnować jest cholernie ciężko. Tak mi się wydaje, choć także mogę się mylić. Każdy przypadek jest inny.
Nie chodziło mi o nazewnictwo, a o wspólny mianownik, którego na dobrą sprawę nie dostrzegam. Jeśli cię to uraziło, przepraszam.
 Daj mi godzinę, a sprawdzę, czy jednak da się to zrobić.
 Raczej nie liczyłbym na to, że taka sytuacja zdąży zdarzyć się w tym stuleciu. Nie śpieszy mi się do tego. Chyba, że spadnie to na mnie jak przysłowiowy grom z jasnego nieba.
 Myślałem, że chodzi ci właśnie o sytuacje, w których takie osoby nie robią tego, bo jest to ich pracą, a właśnie ze względu na bliskich. Jeśli byłby to ich zawód, to sprawa wyglądałaby jednak zupełnie inaczej. Jest różnica między zajmowaniem się chorym po wylewie przez kilka godzin dziennie i dostawaniem za to pieniędzy, a robieniem tego za darmo przez tak naprawdę cały czas. Choćby nie wiadomo, jak trudne to było, to poddanie się i oddanie chorego do ośrodka jest... no cholernie ciężkie, jak to ładnie ujęłaś. 
 Sądziłem, że słowa "Koniec tematu" są wystarczającą aluzją, że czas zakończyć temat, ale cóż, widocznie się myliłem. Kwestia tego, jak bardzo... inwazyjne były metody niektórych badań, nadal zaliczają się do listy rzeczy, o których nie mam najmniejszej ochoty rozmawiać. Zresztą, wystarczyłoby powiedzieć tylko "Lukin", bo nie bez powodu jego nienawidziłem najbardziej. Ale... jeszcze nie teraz.  Zmień temat, proszę.

Rozpoczęcie tygodnia Sama Wilsona/ Falcona!

W dniach 26-31.07 będzie możliwość kierowania pytań również do Sama Wilsona aka Falcona!