Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alphear F. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alphear F. Pokaż wszystkie posty

21 września 2015

Alphear F

Czyli nie czarujmy się - Bucky z MCU jest w takim razie ciotowaty :D A już się zastanawiałam, czy naprawdę tak go lubisz za duszę rodem z "Wyznań Wertera"... A tu się okazuje, że ja po prostu powinnam się polubić z kanonem.
O T.Howardzie to słyszałam. A czy to też nie było tak, że on udostępnił za dużo zdjęć, które jakoś tam zdradzały fabułę filmu i go wywalili?
Myślisz, że Loki zginie? Myślisz, że KTOKOLWIEK z nich zginie? :D Trochę myślałam nad Ragnarokiem i tym razem naprawdę pojechałabym na tę część tylko z ciekawości, kto zginie i jak to wpłynie na resztę uniwersum. Na pierwszą część Thora nie poszłam, bo nawet o niej nie wiedziałam - i jak się okazało - bardzo dobrze zrobiłam. TDW też ominęłam, ale tym razem chyba z jakiegoś innego powodu. Wielokrotnie próbowałam go potem obejrzeć, ale początek w ogóle mnie nie zachęcał (nie wiem, czy tak miało być, ale te elfy tam sobie, prawda, po swojemu coś paplały, nie miałam totalnie żadnego tłumaczenia, więc po paru minutach cała scena nudziła mnie na tyle, żeby film odkładać w nieskończoność...) i obejrzałam go w końcu jakiś rok po premierze.
A skoro już mowa o śmierciach i zmartwychwstaniach ;) Jak myślisz, co stanie się w CW z Capem?
O którym serialu mówisz? Jessica Jones?
A komu Ty byś dała ten czas ekranowy? :D
Batman gejem? No, jeśli tak, to aż współczuję Robinowi. Zawsze dziwiło mnie, że Kobieta-Kot w żaden sposób go nie pociągała. Nigdy bym nie wpadła ;P
Choć przyznaję, że filmowy orgin Bucky'ego bardziej do mnie przemawia, bo wolę pana sierżanta od maskotki wojskowej, to MCU!Bucky przegrywa u mnie w przedbiegach z jego komiksowym odpowiednikiem. Choć to raczej przypomina porównywanie dobermana ze smutnym szczeniaczkiem :P A lubię go głównie za to, że jest jednym wielkim paradoksem- jest jednym z najlepszych snajperów, ale jest też gościem, który wykłada się na prostej drodze i przywala samemu sobie tarczą w twarz. Potrafi w jednej chwili zdemolować bar (a zdarza mu się to nadzwyczaj często) i posłać kilku gości do szpitala (albo kostnicy...), bo ponoć go obrażono, a w drugiej zachwyca się na nad tym, jak to jego dziewczyna wygląda w deszczu. Za to, że w jednej chwili mówi, ze boi się śmierci, a w drugiej rusza na samobójczą misję, bo woli oddać życie za swoich przyjaciół. I nie żałował tego nawet z rękojeścią młota wystającą z klaty. A poza tym, jak mówiła Natasha- to po prostu dobry facet, który nie potrafi w to uwierzyć. 
Każda moneta ma dwie strony. Pan Howard twierdzi jedno, Marvel może twierdzić drugie. Chociaż patrząc na to, że RDJ na "Avengers" zarobił więcej niż reszta głównej ekipy razem wzięta, jestem skłonna przyznać rację panu H. 
No tak, powinnam wziąć to w cudzysłów. Zresztą, nawet jeśli kogoś zabiją, to i tak przywrócą go do życia. Mogę się założyć, że mimo tych wszystkich zapewnień, Pietro i tak wróci do życia. To MCU. Tam nikt nie umiera na stałe. Nie zdziwię się, że nawet wujek Ben zmartwychwstanie.
Cap zapewne nadal pozostanie Capem. I dobrze, bo zwyczajnie jest za prędko na to, by Bucky przejął tarcze. Dopiero co wraca na dobrą drogę, nikt mu nie uda, a widzowie nie mieli większej szansy na zapoznanie się z postacią. 
Tak, mówię o Jessice. Będzie to już drugi serial Marvela z kobiecą postacią w roli głównej, więc nie jest aż tak źle.
Może cię zadziwię, ale wcale nie chodziło mi o Bucky'ego, kiedy to pisałam, Marvel powinien bardziej skupiać się na filmowych złoczyńcach i skończyć z obcinaniem im czasu ekranowego, jak np. z postąpił z Malekithem. Wyciął scenę o zamordowaniu jego rodziny i wyszedł im kolejny papierowy łotrzyk.
Jak mówiłam- za Batmanem nie przepadam (za DC samym w sobie też nie bardzo) i tylko słyszałam taką plotkę, więc pewnie nie ma to pokrycia z rzeczywistością :)

20 września 2015

Alphear F

"Tylu: znaczy całkiem wielu jak na faceta, który został zamieniony w marionetkę, którą każdy mógł się posłużyć do własnych celów, a po odzyskaniu wolności nie załamał się psychicznie po tym wszystkim, co przeszedł.
To było naprawdę nie w porządku ze strony RDJ. Nazwałabym to w sumie nawet szantażem, bo dobrze wiedział, że bez Tony' ego Starka Civil War by się nie mogło udać, a jest to ostatnia część Capa i projekt był już gotowy. Evansa mi żal najbardziej. Facet świetnie się moim zdaniem spełnia, jako Rogers i aż mnie dziwi, że RDJ będąc tak zżyty nie tylko z nim, ale też z resztą zespołu aktorów był w stanie zrobić im takie świństwo. Jasne, jest fantastycznym aktorem, a wysokość jego wynagrodzenia naprawdę bije rekordy - i serio, rozumiem, niektórym rola Starka może się znudzić ten któryś raz z rzędu - mógł poprosić o podwyżkę, ale wcale nie musiał. Zwłaszcza, że jeszcze niedawno był na dnie bez perspektyw.
No Sif byłaby dużo lepsza od Jane, ale jakoś sobie tego związku nie potrafię wyobrazić - zwłaszcza, że nawet w AoU Thor wydawał się zakochany, a jego związek z Jane wydawał się kwitnąć. Myślisz, że w Ragnaroku Thor w końcu przejrzy na oczy?
Stwierdzam, że to faktycznie nie ma sensu, ale zgłębiłam temat i dowiedziałam się, że IM2 test prawie zdał, a WS nie i to na pewno. Czy ja wiem, czy tak nie wpływa? Nie wiem akurat, jak to wygląda w komiksach, ale dopóki Marvel nie potrafi się zdecydować na solowy film z którąkolwiek z superbohaterek, to każdy moment, w którym dwie heroiny naprawdę rozmawiają między sobą o czymś więcej niż facetach jest spoko. To daje jakąś iluzję, że one tam są nie tylko od noszenia obcisłego lateksu i popychania fabuły do przodu.
Haha, rzeczywiście. :D Carol Danvers nadawałaby się jako przykładna członkini ruchu pro-ana. To się nazywa podprogowa treść. Tak jak Batman i jego aseksualność. ;)
Myślę, że cały ten fakt niewiele go obchodził, dopóki Ventolin nie upominała się o alimenty, czy coś. No ale ciekawych tu się można rzeczy dowiedzieć. :P
Komiksowy Winter Soldier różni się od tego z MCU głównie tym, że mimo wszystko nadal miał charakter i osobowość. Scena w skarbcu z CA:WS pokazuje, że Bucky naprawdę był bezwolną marionetką, która nie miała prawa z nikim dyskutować. A 616!Bucky potrafił zakwestionować rozkazy Lukina, potrafił uciekać, potrafił nawiązać relacje międzyludzkie, potrafił żartować, potrafił komuś dogryźć, potrafił nawet mieć romans. I to daje mu wielką przewagę nad jego filmowym odpowiednikiem. A poza tym, Bucky to kawał twardego skurczybyka, który nigdy nie chciał być traktowany ulgowo. 
Podobna afera była też przy IM2- Terrence Howard (który był "na topie" wtedy, kiedy z RDJ prawie nikt nie chciał pracować), że tak powiem) miał dostać 8 mln za kolejne wcielenie się w  Rhodey'a. Ale Marvel stwierdził, że dostanie o 1 mln zamiast 8, ponieważ Downey zażądał podwyżki, więc musieli obciąć koszta. Dlatego w IM2 wystąpił już Don Cheadle. 
Cóż, Thor może nadal być zakochany po uszy w Jane i nie powiem złego słowa, ale tylko wtedy, kiedy jej rola w filmie ograniczać się będzie do takiej jak w AoU ;) Przyznaję, Thor i jego przechwałki pt. "Jane jest lepsza" były całkiem zabawne. A jeśli chodzi o Rangarok, mnie osobiście bardziej ciekawi to, czy Loki zginie po raz trzeci, by znowu cudownie zmartwychwstać :P
Komiksy to jednak co innego, bo Marvel ma kilkadziesiąt tysięcy postaci z czego ok. połowa to postaci kobiece, więc mają one całkiem sporo solowych serii, wspólnych scen i nie raz ratowały sytuację. A ile takich typowych heroin mamy w MCU? Dziesięć? Ale pojawi się kolejny serial z bohaterką w roli głównej, pojawi się solowy film, więc wszyscy powinni być zadowoleni. Ale wracając, osobiście uważam, że lepiej żeby jakaś bohaterka robiła za tło, niż żeby miała wciśniętą na siłę scenę, która tylko zabierać będzie czas ekranowy.
Nigdy jakoś bardzo nie interesowałam się Batmanem, ale słyszałam, że ponoć miał okazać się gejem :P?  
I teraz już wszystko jasne! Staruszek Bucky uciekł ze swojego uniwersum przez alimenty ^^

19 września 2015

Alphear F

Chyba masz rację :) Co nie zmienia faktu, że bardzo mnie teraz zainteresowałaś. Wychodzi na to, że Bucky musiał być naprawdę bardzo sympatycznym facetem, skoro dorobił się tylu przyjaciół i sojuszników. Tak właściwie, to jakich on miał "kanonicznych" przeciwników?
Wiem, że Johnson jest ciekawą postacią! Bardzo ją lubię w komiksach, dlatego to było dla mnie spore zaskoczenie, gdy dowiedziałam się, że jest nią Skye.
Mam takie samo zdanie co do Jane. Wątpię jednak, że w ogóle wystąpi w ostatniej części Thora. Słyszałam, że Portman chciała zupełnie zrezygnować z roli i rzucić ją już po drugiej części; tak samo, jak odleciał odtwórca roli Red Skulla. Tym bardziej, że Thorem interesuje się już ktoś inny ;)
Oj tak, święta racja. Lepiej nie tykać tych kobiecych postaci. Feministki czuwają. Ostatnio na przykład odkryłam, że wszystkie dotychczasowe filmy z MCU zostały poddane testowi Bechdel i taki WS na przykład go nie zdał, a to mój ulubiony film z tej fazy.
Haha, no teraz to ja się mogę tylko domyślać, która to córka xD Rzeczywiście, jak Bóg rozdawał urodę to musiały znajdować się po ciemnej stronie księżyca. Zgaduję, że dziewczynka to ta najbardziej na prawo. Choć pewności nie mam. Może tu jej akurat nie ma? Na tamtym obrazku wydawała się ładniejsza xD
"Tylu" znaczy sześciu w porywach do siedmiu :P? Steve, Sam, Fury, Jasper Sitwell, Clint. No i może jeszcze Natasha i Vebtolin. Ewntualnie Quake, ale ich relacja nadal się rozwija i ciężko ich jeszcze nazwać przyjaciółmi. Miał znajomych i współpracowników, ale raczej nie były to żadne bliższe relacje. Oczywiście mówię tutaj o postWS!Bucky'm. A wrogów miał głównie tych samych co Cap. Do tej grupki doliczyć można jednak jeszcze Skadi, Urse, Red Ghosta, Novokova, Lucię von Bardas. A ostatnio ściera się głównie z Crossbonesem i Lokim, (seria Bucky Barnes: Winter Soldier).
Downey Jr. też chciał już zrezygnować z roli nie raz, ale Marvel zawsze znajdował jednak dobre argumenty, które go przekonywały ;) I doszło do takiej sytuacji, że za CA:CW Evans (który gra przecież tytułowego bohatera) zarobi ponad połowę mniej niż RDJ. Mam jednak nadzieję, że pani Portman nie da się przekonać i Jane zniknie z ekranu. A Thor w końcu otworzy oczy i zobaczy Sif, która jest o wiele lepszą kandydatką na królową Asgardu niż kolejna pani doktor. 
Znalazłam coś takiego "Z drugiej strony Marvelowi i tak idzie lepiej niż kiedyś, bo choć np. pierwszy „Iron Man” i pierwszy „Kapitan Ameryka” testu nie zdały, to kolejne części obu serii już tak. " Czyli WS w końcu zdał ten test? Osobiście nie robi mi to jakiejś wielkiej różnicy, bo nie wpływa to przecież na jakość filmu. No chyba, że ktoś na siłę wciskał by takie sceny- wtedy by wpływało.
A teraz spójrzmy na komiksy i nie, nie chodzi mi teraz o te wszystkie bojowe bikini, a o coś innego. Taka np. Carol Danvers przedstawiona jest zawsze jako wysoka i umięśniona, silna babka z kaloryferem na brzuchu. I ta umięśniona, silna babka z kaloryferem na brzuchu waży ponoć niecałe 45 kg przy niemal 180 cm wzrostu. Czyli powinna wyglądać gorzej niż taka Ania Rubik. Zawsze śmieszyło mnie to zaniżanie wagi w przypadku kobiet i podwyższanie jej w przypadku mężczyzn- taki Bucky ma tyle samo wzrostu co Carol, ale waży ok. 120 kg (po odjęciu wagi ramienia i tak wychodzi ok. 100 kg) :P
Przeczytaj raz jeszcze- "(...)urody po tatusiu nie odziedziczyły." i "No bo spójrz na niego." To chyba rozwikłuje zagadkę, dlaczego nie widzisz córki :) Tak po prostu wygląda Bucky w serii, w której te dzieci ma. Pokazałam go, by podeprzeć stwierdzenie, że nie mają urody po tatusiu. Dzieciaki nie podobne, tatuś ponoć bezpłodny- Ventolin chyba powinna się porządnie wytłumaczyć ^^

18 września 2015

Alphear F

Kurde! Szkoda, że nie wcisną Nicka do Civil War :/ Ten wątek przyjaźni między nim a Buckym jest naprawdę świeży i czuję, że coś takiego chciałabym zobaczyć - podobne odczucia miałam też, gdy zobaczyłam Bucky'ego i Sama idącego ramię w ramię.
Daisy Johnson! Czy ta z komiksów naprawdę ma wiele wspólnego ze Skye? Bo nie mogę powiedzieć, że za tą serialową przepadam. Nie mogę się jednak doczekać, aż skróci sobie włosy :3
Tsa, chyba coś w tym jest. Konkretna akcja zawsze jest bardziej interesująca niż jakieś tam typowo naukowe sprawy tworzące tło i w miarę stabilny technicznie grunt, który nie pozwala się rozwalić głównym założeniom filmu.
A mam rozumieć, że z Jane pożegnaliśmy się na zawsze w TDW?
Sharon Capem? Z jakiego powodu? A myślałam, że dla marvelowskiego seksizmu nie ma już żadnego ratunku :)
A co ci nie pasuje w Adrianne Palicki? Chyba to przeoczyłam. Chyba że chodzi ci o to w jak szczególny, nawet trochę pogardliwy sposób patrzyła na początku na Huntera. Przyznaję, że potrafi być jędzą, ale nawet mi jej trochę szkoda ze względu na te tortury. To właśnie w takich momentach zdaję sobie sprawę, że postać za którą nie przepadałam nie była wcale aż taka zła.
Aha, myślałam, że do niej też masz jakieś osobiste uprzedzenia, dlatego wolałam zapytać, a w ostatniej chwili przypomniało mi się, że też miała swoje 5 minut. ;) Ale denerwuje mnie, że ją też reżyser próbuje wepchnąć w związek...
Eeee... Córka to pewnie ta z długimi rzęsami. Dziękuję za obrazek! W ogóle, czy ja dobrze widzę - syn Winniego ma... metalowe ramię? No to pojechali po bandzie xD.
Filmowy Fury jednak różni się od tego komiksowego, więc nie wiem czy ten wątek by wypalił. Inne historie, inne charaktery, a do tego w MCU brakuje najważniejszej rzecz, która zacieśniła ich przyjaźń- czasu. Między CA:WS i CW Bucky wykonywał dla Fury'ego różne zadania, a tutaj tego nie ma. Niestety, należałoby dodać. Mam jednak nadzieję, że dostaniemy choć duet Bucky&Sam, a Wilson nie raz będzie miał okazję na ratowanie tyłka Winniego. 
Filmowa i komiksowa Daisy mają ze sobą wspólnego chyba tylko imię i moc. Też nie przepadam zbytnio za serialową, ale komiksowa Quake jest o wiele ciekawszą postacią. I też ratowała tyłek Bucky'ego. Jak chyba każdy :P
Mam nadzieję, że Jane poszła w zapomnienie i nie pojawi się w kolejnym Thorze albo odegra tam mało ważną rolę, bo ta postać jest wykreowana naprawdę źle. Jest po prostu nijaka.
Wolverine to kobieta, Thor to kobieta, więc czemu Cap nie mógł zostać kobietą? Ale już widzę burzę, która powstałaby, gdyby to z kobiecej postaci zrobić mężczyznę :P A Sharon Capem została w uniwersum Ziemi- 2301, po śmierci Steve'a z rąk Dooma. A dlaczego akurat ona? Tego niestety nie wiem.
Sama tak naprawdę nie wiem. Panna Palicki naprawdę pasuje na Bobbi, ale po prostu ma w sobie coś, co mnie irytuje. Chodzi chyba właśnie o ten pogardliwy, powiedziałabym, że wręcz sukowaty wyraz twarzy, który dość często przybiera. I to nie tylko w "Agentach...", ale też w innych produkcjach.
Jedyne uprzedzenia jakie mam do Gamory, mogą się tyczyć jej dawnego kostiumu. To bikini było naprawdę okropne.
Nope, to nie metalowa ręka, a po prostu źle dobrany odcień na skórę. I oświeć mnie, proszę, które z tej trójki ma długie rzęsy, bo chyba nie dowidzę :P Dla mnie cała trójka wygląda tak samo i niestety muszę przyznać, że urody po tatusiu nie odziedziczyły. No bo spójrz na niego:
W tej serii wygląda naprawdę świetnie.
Yelena, a reszta sympatycznych rozmówców, którzy mają swoje zdanie jest zbyt zajęta czy nie macie wspólnych tematów do dyskusji? A na Chang się obraziłaś - rozumiem? ;)
Nawet cię za to podziwiam. Budzisz się rano, zły sen zaliczasz do przeszłości, wstajesz i po prostu żyjesz jakby nic się nie wydarzyło. Ale zapominasz nie tylko o tych złych rzeczach, lecz również o dobrych, co moim zdaniem jest bardzo smutne.
Jeśli chodzi o towarzystwo inne niż przedmioty martwe, jest ono o wiele mniej ciekawe. Jasne, jakiś temat do rozmowy prawie zawsze się znajdzie i nasze stosunki można nazwać co najmniej neutralnymi, ale nie zmienia to tego, że w większości wydają się być po prostu strasznie sztywni. Czasem mam wrażenie, że mam do czynienia z jakimiś urzędasami, nie z agentami agencji szpiegowskiej. Ciekawsze jednostki to agenci, którzy działają w terenie, ale wolę jednak nie zawiązywać z nimi żadnych głębszych relacji. A jeśli chodzi o Chang to cóż, wolę się na nią nie obrażać, bo babka trochę mnie przeraża.
Po prostu nie widzę sensu płakania nad rozlanym mlekiem. Mogę rozpamiętywać przeszłość, ale to nic nie da. Tamtego życia już po prostu nie ma i nic go nie przywróci. Ale tak, to smutne.

Alphear F

Nie wiem, który konkretnie - chyba każdy Nick Fury :D Nie potrafię tego opisać. Nie wyobrażam sobie też, żeby ktokolwiek nie miał do niego nawet minimum sympatii. Przecież to taki miły starszy pan/ największy badass w uniwersum. Fury i sobowtóry? To ciekawa sprawa :)
To rzeczywiście się trochę nie zrozumiałyśmy. I Bucky wtedy rzeczywiście tę bazę otrzymał? I rozumiem, że jednocześnie na Ziemi stacjonowała odrębna instytucja SHIELD która chroniła Ziemię - że tak powiem - przed niebezpieczeństwami wewnętrznymi?
Nie, ja wiem, że ty ich nie porównywałaś, N, ja tylko wyraziłam swoją opinię, próbując zapobiec wypłynięciu kwestii tego "jakie to one są podobne", której mogłabyś hołdować, ale widzę, że jednak nie ;) Bo to mnie wkurza, że w co drugim filmiku na YT jednocześnie występują Natasha, May i Bobbi. Tych ostatnich odcinków "Agentów" nie obejrzałam, niestety, więc nie mam jak porównać. Mam nadzieję, że wezmę się za nie, zanim zamkną mi kolejne stronki z darmowymi filmami :'')
A co Sharon w komiksowym CW zrobiła (prócz tego, że została zahipnotyzowana i dobiła Capa, oczywiście...)?
Co nie? A postać Bobbi naprawdę ma potencjał i myślę, że jej pojawienie się w którymś pełnometrażowym filmie zapewniłoby więcej interakcji między postaciami, no i powiew świeżości. Nie jest też taką typową agentką z krwi i kości, bo czytałam, że sama miała jakieś osiągnięcia w dziedzinie biologii.
A czy celowo nie wspomniałaś o Gamorze? Też się chyba wpisuje w kobiecy klub "tych, które robią coś więcej niż wyglądanie i czekanie na ratunek przez swojego trólovera"? :)
MCU!Fury w porównaniu do swojego komiksowego odpowiednika naprawdę jest miłym starszym panem :P I nawiązując do "śmierci" Fury'ego Sr.- tak rodzi się prawdziwa przyjaźń! A LMD czyli sobowtórach możesz poczytać tutaj. Gdy Bucky "umarł" w starciu ze Skadi, to właśnie jego LMD został pochowany, by wszyscy uwierzyli, że naprawdę jest martwy.
Tak, Bucky zajął miejsce Fury'ego jako "Man in the Wall" (Original Sin # 8) i to on dowodził jednostką, Pomagała mu w tym Daisy Johnson aka Quake (czyli Skye z MCU). I tak na Ziemi działało SHIELD, Avengers, X- Men i cała reszta. 
Cóż, MCU nie ma zbyt wielu (dobrych) postaci kobiecych, więc chyba nic dziwnego w tym, że te kilka postaci tak często się koło siebie przewija. Bo jednak sceny z Natashą, Bobbi czy May są jednak bardziej interesujące niż te z Jane, Simmons czy tą genetyk z AoU i lepiej nadają się do filmiku, prawda? A ostatnie odcinki  (a w szczególności finał!) bardzo polecam. Naprawdę nie mogę nadziwić się temu, jak bardzo serial zmienił się od pierwszych odcinków. 
Jeśli sceny podczas których była zahipnotyzowana się nie liczą, to jednak niewiele :P Głównie była pionkiem w grze Fennhoffa i Red Skulla. Temu drugiemu chodziło głównie o dziecko Capa, ale Sharon poroniła. I teraz zarzucę ciekawostką- w jednym z pobocznych uniwersów to właśnie Sharon została Capem. 
Bobbi ma doktorat z biologii. Można powiedzieć, że była geniuszem w tej dziedzinie. Jest też geniuszem w kopaniu tyłków. I już samo to sprawia, że jest świetna i powinna pojawić się na dużym ekranie. Choć przyznaję, że aktorka, która ją gra, ma w sobie jakąś denerwującą manierę. 
Nie, nie było to celowe. Po prostu wyleciała mi z głowy :)

I tak bajdełejem- tutaj masz dzieciaki Buck'ego. Do dziś nie wiem, które z nich to niby córka :P
Yelena, ja mam nadzieję, że już wkrótce nie zaczniesz z tymi papierami rozmawiać ;)
A może tęsknisz za kimś konkretnym? Zanim zaczęłaś się kształcić w zawodzie to miałaś jakichś kolegów, albo koleżanki z piaskownicy?
Aż tak źle to ze mną nie jest. Czasem wstaję od biurka i idę porozmawiać z ekspresem do kawy. To znacznie bardziej interesujący partner do dyskusji.
To wszystko było tak dawno temu. Można powiedzieć, że w innym życiu. Miałam kuzynkę, Petre, która była moją najlepszą przyjaciółką. Po tym jak zamieszkałam z nią i z ciotką Olgą, spędziłyśmy razem niemal całe dnie. Splatałyśmy sobie nawzajem włosy w takie same warkocze, chciałyśmy nosić takie same sukienki, wszędzie chodziłyśmy razem. Byłyśmy niemal nierozłączne. Ale to minęło, trzeba iść dalej.

17 września 2015

Alphear F

W takim razie nie wracajmy do nauk ścisłych ;D
Tak, wiem, że zmartwychwstania dzieją się w komiksach od poniedziałku do piątku z przerwami na weekendy. I nie umiem tego wytłumaczyć, ale Fury od samego początku wyglądał mi na szczególnie nieśmiertelnego. Może to przez to, że nic nie dzieje się bez niego? Może to, że o wszystkim wie (lub się domyśla)? A może to po prostu dzięki dobrze dobranemu aktorowi?
A kiedy SHIELD kierował Stark - przed, czy po Buckym?
Co do Melindy May to się nie zgodzę, bo akurat za nią nie przepadam. Niektórzy uważają, że ma wiele z Natashą wspólnego, czego ja osobiście nie widzę, bo może i są profesjonalistkami i może trzymają czasem uczucia na wodzy, ale to i tak są dla mnie dwie zupełnie różne osoby, które ciężko porównać. Za to, jeśli chodzi o Bobby to mam bardzo miłe odczucia. Żałuję, że nie zamierzają jej wprowadzić w żaden film pełnometrażowy i że cała historia jej i Clinta nie została nawet przez chwilę wspomniana. To by było ciekawe, moim zdaniem. Ciekawsze nawet niż Sharon Carter i jej udział w Civil War. Zgadzam się z Tobą, chociaż uważam, że z Buckym jej już raczej nie sparują. Russo raczej nie przewidzieli, że Whedon im się wpieprzy z nagłym zakochaniem i związek z Buckym byłby chyba znowu zupełnie bezpodstawny.
A propos, jak patrzeć na to, że w WS Romanowa podała Steve'owi rosyjskie akta Zimowego Żołnierza, skoro w MCU był on ponoć "dziełem" Hydry? To w końcu Rosjanie też mieli w tym swój udział, czy raczej nie?
Z przerwami na co drugi weekend, żeby być dokładnym. I który Fury wygląda na "szczególnie nieśmiertelnego"? Ten z 616 czy ten z komiksów? W tym pierwszym przypadku jest to zapewne uwarunkowane tym, że podana została mu formuła podobna do tej Steve'a. Sprawiała, że trudniej było go zabić, i że żył dłużej. Jakiś wpływ może mieć na to też to, że Fury miał masę swoich LMD- czyli łudząco podobnych do niego robotów. Więc często były to one, nie prawdziwy Fury :P
Trochę źle się wyraziłam (chyba przejmuję po Bucky'm te wszystkie skrótowce myślowe)- Fury wtedy już dawno nie dowodził SHIELD, bo miało to miejsce już kawał czasu po CW. Fury miał swoją kosmiczną bazę, która miała na celu niszczenie zagrożeń, zanim w ogóle dotrą one na ziemie. I to właśnie pieczę nad tym chciał on przekazać Bucky'emu. Dlatego Winnie wylądował w kosmosie i poznał Ventolin.
Ależ ja wcale nie chciałam ich porównywać. Chodziło mi głównie o to, że obie są dobrze wykreowanymi postaciami kobiecymi, które robią coś więcej niż wyglądanie i czekanie na ratunek przez swojego trólovera. May kupiła mnie szczególnie ostatnimi odcinkami, głównie tym, w którym opowiedziana została prawdziwa historia z "kawalerią", bo pokazało to postać od innej strony. 
Akurat udział Sharon w CW był jednak dość kluczowy. Choć film nie pójdzie raczej w tym kierunku, więc jestem ciekawa tego, co dla niej wymyślą. Nie zmienia to jednak tego, że ciągle nie mogę przeboleć zrobienia z Bobbi byłej Huntera i całkowitego przekreślenia jej związku z Clintem. 
Bucky'ego znaleźli Rosjanie i na samym początku przebywał pewnie u Lewiatana, który później mógł połączyć się Hydrą przez sojusz Zoli i Fennhoffa. Jednak akta są ukraińskie i widnieje na nich nazwa ukraińskiej miejscowości, więc Projekt WS w początkowej fazie powstawać mógł na Ukrainie. 
Yelena, a tak między nami to zależy ci żeby już iść gdzieś w teren czy wolisz jak najdłużej pracę wymagającą mniej aktywności fizycznej? A może ci to wszystko jedno?
Tęskniłaś kiedyś za ojczyzną?
Przyznaję, że nie tęsknię jakoś bardzo za pracą w terenie i jeśli będę miała na to wpływ, wolałabym trzymać się jak najdłużej tego zakresu obowiązków, jaki mam teraz. Chyba na stare lata zaczęłam woleć kontakt z papierami, nie z kolejnymi celami. 
Może i kiedyś chciałabym zobaczyć miejsca, w których mieszkałam jako dziecko, ale jakoś nie tęsknię za Ukrainą samą w sobie.

Alphear F

No to ja mogę jej spokojnie ołtarzyki stawiać, ale rozumiesz - chcę uniknąć spięć, więc zgodnie z prawami fizyki ograniczam tarcie na temat. ;)
Czy Nick Fury w ogóle kiedyś umiera w uniwersum? Pytam z ciekawości, bo Jackson w tej roli sprawia wrażenie naprawdę nieśmiertelnego.
Ja sama mam do Whedona żal jak cholera. Dobrze było, jak Romanowa była sama - tu poflirtuje, tu da buzi, tu skopie tyłek; po prostu pasuje jej rola bez zobowiązań, natomiast AoU było, jakby nagle wybuchła bomba szamba z miłością. Po prostu gadka, którą Whedon siłą jej wcisnął do gardła o tym, że nie może mieć dzieci. I jeszcze ta wulgarna propozycja w domu Clinta, kiedy Czarna Wdowa ot tak zwyczajnie proponuje Bruce'owi seks, postawiona naprzeciw sytuacji gdy jeszcze kilka minut wcześniej ukazano jak świetnie się z dziećmi Bartona dogaduje, wyszła paskudnie. W rezultacie z Natashy, którą większość fanóek MCU uważa za symbol kobiecej siły, niezależności i jest dowodem na to, że kobieta odgrywa też inne role niż prokreacyjne, zrobił lalkę, która kiedy akurat nie walczy, marzy o zapłodnieniu. Jeszcze rozumiem przyjaźń między dwójką outsiderów w drużynie ale na co ten cały wyssany z nie-powiem-skąd związek?
Więc skoro jednak miał dzieci, skoro ich nie mógł mieć, to może to było mu tylko jakoś wmówione? Nie wydaje mi się też, żeby mu się chciało próbować tego z kimkolwiek, kiedy sam do końca źle czuł się we własnej skórze.
Przykro mi, ale mam zakaz poruszania tutaj jakichkolwiek tematów związanych z fizyką- w tym tarcia. Czyli po prostu zabroniono mi trucia na ten temat :P
A czy u Marvela ktokolwiek nie sprawia wrażenia nieśmiertelnego? Tam nieożywiony jest tylko wujek Ben, a wszyscy inny umierali już po klika razy. W tym Fury Sr. (postać Jacksona jest opierana głównie na Fury'm Jr.), choć były to raczej śmierci w ulubionym stylu MCU pt. "zabili go, ale uciekł". I taka ciekawostka- Fury Sr. zaznaczył, że gdy umrze, jego miejsce jako dowódcy ma zająć Bucky, który nie waha się przed ryzykiem i używaniem równie brutalnych metod działania. I po prostu był jego przyjacielem. 
Cóż, ja mam do niego żal za całe AoU, więc w pełni to rozumiem. I choć uważam, że MCU ma kilka naprawdę świetnych postaci kobiecych- Frigg, Sif, Melinda May, Bobbi Morse, czy Peggy (która wciskana jest ostatnio do niemal każdego filmu i pewnie dlatego moja sympatia do niej zmalała), to Natasha jest z nich po prostu najbardziej rozpoznawalna i wypadałoby by trzymała jakiś poziom. Kreacja Whedona po prostu popsuła postać, którą tak dobrze wykreowali bracia Russo w poprzednim filmie i którzy teraz będą musieli znowu jakąś ją naprawić. Scena "flirtu" na przyjęciu była po prostu żenująca, a na scenę w domu Clinta po prostu brak mi słów. Ta cała "wielka miłość", która wyciągnięta została znikąd i zupełny brak chemii pomiędzy aktorami też nie pomagał. Poza tym, Bruce ma Betty, która bezproblemowo znowu mogłaby się pojawić w MCU, a Natasha mogłaby się związać z Mattem albo Bucky'm, jeśli tak bardzo chciano by kogoś miała.
Przyznaję, że nigdy jakoś bardzo nie zastanawiałam się nad płodnością lub jej brakiem w jego przypadku i po prostu uznałam, że jakoś tam je tej Ventolin zmajstrował. Bo serio, samo to, że miał te dzieci z niebieskoskórą, dwumetrową i czteropalczastą kosmitką o kilkunastocentymetrowych rzęsach było dziwne samo w sobie :P
Dobrze powiedziane, Yeleno ;) A jak cię tam traktują? Wyobrażam sobie jakoś patrzące wrogo twarze współpracowników, choć po tym czasie, jaki już spędziłaś w ich szeregach może udało ci się ich do siebie przekonać? Oczywiście, w granicach rozsądku.
Rzeczywiście szkoda. No ale tego kwiatu jest pół światu. ;)
To może daliby cię do wywiadu na okres próbny? Chyba że nie chcesz wracać na stare śmieci, że tak się wyrażę.
Nie będę ukrywać, że na samym początku właśnie tak było. Hawkguy jest jednak przekonujący, a agentka Chang się za mną wstawiła, więc szybko przestałam być jakąś wielką sensacją, którą wytyka się palcami. Więc tak, teraz jest już lepiej, choć dystans pozostał.
Raczej nie śpieszy mi się do zmiany stanu cywilnego. Dobrze mi samej.
Wszystko tak naprawdę zależy od Chang. Jeśli stwierdzi, że mam iść w teren, pójdę w teren. 

16 września 2015

Alphear F

No dobra, widzę, że ta dyskusja idzie w trochę nieprzewidywalnym kierunku, więc po prostu dam sobie z Romanoff spokój.
N, a teraz wyobraź sobie, że scena w której Steve znajduje Fury'ego u siebie w domu w WS, abstrahując od Hydry i Bucky' ego rzeczywiście wydarzyła się dlatego, że, jak by to ująć: żona wykopała go z domu. ;D
A cóż takiego odkrywczego ludzie z tumblra mogliby jeszcze napisać o bezpłodności Natashy? I jakiego rodzaju był to wybuch?
A Bucky jest bezpłodny dzięki Hydrze czy Departamentowi?
Dlaczego nieprzewidywalnym? W moim przypadku jest to chyba bardzo przewidywalne, bo nie kryję się ze swoją niechęcią do panny Romanowej. Choć w porównaniu do Any aka Rory, ja jestem jej wielką fanką:P
A wiesz, że właśnie o tym pomyślałam, gdy pierwszy raz widziałam tę scenę :D? Kto wie, może Fury nie do końca kłamał i dlatego spędzał tyle czasu w biurze?
Pamiętasz te wszystkie zarzuty w stronę Whedona po premierze AoU? Że zniszczył postać, że jest seksistą, że Natasha nie załamałaby się z tego powodu itd.? Były jeszcze głosy, że jak Romanowa śmie porównywać bezpłodność do przemiany w Hulka itd. itp. Tak naprawdę nie było to nic odkrywczego. 
W komiksach Zimę stworzył Departament, w MCU była to Hydra. I wydaje mi się, że to właśnie przez Departament. Mówię "wydaje mi się", ponieważ nigdy nie było to tak naprawdę wyjaśnione. Powiedział, że nie może mieć dzieci i tyle.
Yelena i uważasz, że dobrze postąpiłaś? Oczywiście pytam z czystej ciekawości, bo sama wspominałaś nie tak dawno temu z ironią, że Clint wkręcił cię w pracę dla SHIELD, z czego raczej się nie cieszyłaś.
Skoro już mowa o przeszłości, to jak tam Pan Irytująca Historia z Randki? Nadal cię męczy? :D
No to trochę cienko. Jeśli by na to popatrzeć przez pryzmat domniemanej poprawy SHIELD, agent Anselm i jego podejście do obowiązków jest nieco żenujące, nie sądzisz?
Lepsze SHIELD niż Guantanamo. Może płacą kiepsko i czasem to wszystko wydaje się być jakąś mało śmieszną parodią prawdziwej agencji, ale nie jest jednak aż tak źle. Więc wydaje mi się, że tak, to była dobra decyzja. 
Chyba nie jestem aż tak urokliwa, bo odpuścił już po kilku groźbach skopania mu tyłka, jeśli tylko jeszcze raz do mnie zadzwoni. Jaka szkoda.
Paul nie jest aż taki zły. W gruncie rzeczy to dobry agent i w papierkowej robocie nie ma sobie równych. Po prostu jestem dość trudnym przypadkiem, który naprawdę dobrze potrafi udawać kajającego się, posłusznego aniołka. 

Alphear F

Jasne, N, gdybyś mi tego tu nie napisała to nigdy nie sięgnęłabym po komiks i już zawsze wydawałoby mi się, że to Natalia była w tym sporze pokrzywdzona, więc różnica jest na pewno diametralna. Czuję się wyprowadzona z błędu i chwała ci za to!
To nawet fajnie, moim zdaniem, że nie wszystkie dziewczyny może minimalnie gorsze od tej Jednej Najlepszej nie poszły na odstrzał, ale z drugiej strony Departamentowi pewnie też było szkoda czasu i energii włożonej w szkolenia. Bo kul na pewno im szkoda nie było ;)
Monica Chang? Była żona Fury'ego? To tak, jakby w domu trzymać tygrysa. Albo gorzej. N, wyobrażasz sobie że ten tygrys ma Te dni? :D
A właśnie, ciągle sobie mówię, że zacznę ten sezon Agentki Carter choćby dla Dottie, Carter i Starka, ale jakoś nie wiem, w jakim klimacie to jest zrobione i boję się, że się potknę.
Pewnie, Kot też skądś musiał brać te wszystkie fantastyczne teksty - znaczy, tak myślę. Gdzie na forumie?
Niestety sama mam ten problem coraz częściej i kiedy zdarzy mi się napisać coś serio dobrego jak na moje standardy to boję się cokolwiek dopisać. A wena przychodzi nieproporcjonalnie. Mimo wszystko Ci jej życzę.
Och tak, biedna Taszeńka taka pokrzywdzona. W oryginalnej wersji wcale nie poddawano jej praniu mózgu i nie wszczepiano jej żadnych fałszywych wspomnień. Ta wersja powstała kilka lat temu, gdy Marvel restartował serie. 
Odstrzelenie pozostałych kandydatek byłoby chyba najgłupszą rzeczą na jaką Departament mógłby się zdecydować. Zmarnowaliby tym lata ćwiczeń, wkładania tej ich chorej ideologi, a także wszystkie fundusze jakie w to włożono. Dlatego pozostawienie ich jako zwykłych agentek było chyba najrozsądniejsze. 
Cóż, Fury aniołkiem nie był, Monica też, więc nawet bez Tych dni musieli się razem naprawdę świetnie bawić :P Współczuję sąsiadom. I nawiązując, bo coś przypomniałaś mi, wspominających o Tych dniach- nie rozumiem tego całego szumu, który wybuchł na tumblrze wokół bezpłodności Natashy po premierze AoU. Przecież każda Wdowa była w jakiś sposób bezpłodna, bo może i mogłaby zajść w ciąże, ale nie dałaby rady jej donosić. Natasha kiedyś w ciążę zaszła (z jakimś niemieckim żołnierzem), ale przez podawane jej specyfiki, dziecko urodziło się martwe. I tak bajdełejem- Bucky miał z Ventolin trójkę dzieci. Jak je niby zmajstrował, skoro też jest bezpłodny :P?
Peggy jest rasową Mary Sue, Dottie jest świetna, a z Howiego zrobiono idiotę, który nie potrafi zbudować dobrze żadnego wynalazku.
Forumem potocznie nazywane jest forum Armady :)
+Yelena miała w SHIELD poziom piąty- taka ciekawostka. 
To ciekawe, Yelena. Co by Ci dała taka Hydra, gdybyś wstąpiła w jej szeregi? Myślałam, że oni raczej stawiają na ludzi którzy od początku są zaprogramowani w ICH sposób, albo ewentualnie kogoś przydatnego, ale nie-do-zaprogramowania po prostu odmóżdżają.
No to szacun ;) Jak ja rozpamiętuję wszystkie swoje głupie błędy to wydaje się że stoję w środku hałasującej karuzeli i tylko dostaję szału. A gdzie mnie tam do Twoich tragedii.
Chciałam jeszcze spytać, pod czyim nadzorem pracujesz dla SHIELD? No bo samej tam raczej nigdy cię nie zostawiają, co?
Wizja wstąpienia do Hydry jakoś nigdy mnie nie pociągała, więc nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Hydra ma wtyki niemal wszędzie, więc dawałoby to pewnie większe możliwości, więcej alternatyw niż praca w SHIELD. Nie wszyscy są tam psychopatami, więc może to ich przyciągało? Bo wbrew pozorom to nie jest tak, że wszyscy są tam z przymusu. Dla większości to po prostu normalna praca i normalna agencja. Tylko o bardziej "szczytnym" celu działania.
Do niczego nigdy bym nie doszła, gdybym skupiała się tylko na rozpamiętywaniu przeszłości. Trzeba się z tym po prostu pogodzić i iść dalej. Innego wyboru nie ma. 
Moją główną przełożoną jest agentka Chang, ale przydzielono mnie do agenta Anselma i to głównie pod jego nadzorem pracuję. Nie muszę chyba dodawać, że jest do niczego w pilnowaniu mnie.

15 września 2015

Alphear F

No tak, N, myślę, że takich szczegółów (agencja towarzyska, itd) na tych fanowskich portalach nie piszą niestety, albo jeszcze tam nie dotarłam.
No właśnie, było ich dwadzieścia osiem, i rozumiem, że tytuł można było otrzymać jedynie w drodze totalnej eliminacji rywalek? Cztery, pięć? A skąd jeszcze te dwie dodatkowe? Wdowy starszej generacji? Dezerterki Pokoju?
Serio? Aż rok? To nawet trochę kanonicznie MCU się zmieściło w tym akurat fakcie, co?
Generalnie to chciałam już dawno powiedzieć, że fanem MCU jestem stosunkowo krótko. Avengers obejrzałam sobie z rok po premierze i do tego najpierw tak nieco od niechcenia. Dlatego Romanowa z miejsca jakoś tak mi przypadła do gustu - mea culpa, ale przypomnij sobie scenę na samym początku widzianą oczami nagle zainteresowanej siedemnastki. Nie sądzę, żeby kiedyś się to zmieniło, nawet jeśli w końcu zdam sobie sprawę, że to, co w niej teraz lubię jest po prostu sukowatością :D Głównie to chyba dzięki aktorce.
 *N, odnotowałam cytat z czarnego kota - i zatęskniłam za jej swobodnym stylem :( A może Ty naskrobałaś coś nowego?
Niestety opisy nie są tak szczegółowe. A szkoda, bo jednak tego typu rzeczy są ważne w odbiorze postaci, prawda?
Nie do końca. Tytuł dostawała tylko najlepsza, ale na pozostałe także można było się natknąć w kilku numerach. A znanymi Wdowami były Natasha, Yelena, Niki bez nazwiska, bezimienna Wdowa z Mangaverse i chyba Monica Chang, ale co do niej nie jestem pewna. W MCU pojawiła się także Dottie. 
Między CA:WS i CW minął ponad rok. Bucky kontaktował się z Fury'm, Samem, Sharon i Jasperem Sitwellem, który w komiksach był jednym z jego najbliższych przyjaciół. Steve'a unikał jak ognia, ale po jego "śmierci" nie mógł sobie tego wybaczyć.
Osobiście jestem fanką naszego ulubionego skrytobójcy od około sześciu lat, ale z Marvelem miałam już kontakt wcześniej. I od samego początku nie cierpię Natashy i to właśnie chyba za to, za co ty ją lubisz- za jej wyrachowanie i zwykłą sukowatość. A to, że w Ultimate wykorzystała Tony'ego i zabiła rodzinę Clinta, tylko pogłębiło moją niechęć. 
N znów sypnie ciekawostką- est to także przekształcony cytat z serii Ultimate Avengers vol.2 #1-wiem, że nasty, ale nie pamiętam konkretnie :P Ale na Kota można się czasem natknąć na forumie. Niestety coraz rzadziej, bo stary skald powoli się wykrusza :/
A ja piszę, kasuje cały tekst i znowu piszę od początku. Mam blokadę.  
Racja, Yel ;) Muszę przyznać bez bicia, że wkradł mi się tutaj mały stereotyp z tymi szpiegami, ale ja lubię zimną wojnę i jarają mnie te całe teorie spiskowe, szpiedzy rozsiani po całym świecie, dywersje i cała reszta.
Swoją drogą - nie masz mi za złe, że tak grzebię w Twojej przeszłości?
Kapuję - chciałaś być sobą, a ona ci to zabrała. A przy okazji to chciałam spytać, dlaczego przez tyle czasu Natalia podszywała się akurat pod ciebie? Dlatego że jest złośliwą jędzą, czy po prostu było to jakoś narzucone z góry?
To brzmi... aż się dziwię, że to piszę, ale całkiem podniośle i nawet fajnie. I jak się poczułaś? Lepiej? :)
Może nie jest to już zimna wojna, ale to wszystko nadal trwa. Mogli zlikwidować Departament, ale nie mogli zlikwidować wszystkich. Jasne, część z nich rozpoczęła swój amerykański sen, założyła rodziny i kupiła domki z białym płotkiem, a potem, po latach, strzeliła sobie w łeb. A pozostali zaczęli działać na wolnym tynku albo znalazła ciepłe posadki w Hydrze. A ona ma się dobrze. 
Ludzie z natury są ciekawscy, sama czasem lubię urządzać sobie takie małe przesłuchania, więc nie bardzo. Dawno się z tym pogodziłam.
Osobiście obstawiałabym złośliwą jędzę, ale jednak nie wiem, co chodziło jej po tej sukowatej główce. 
Zadziwiająco dobrze. Gdybym mogła, zrobiłabym to jeszcze raz.

Alphear F

N, może nie tyle jestem przerażona, co pełna szczerego podziwu. Ja bym tak nie mogła na przykład - u mnie już trzy tygodnie nic i chyba tak zostanie. :)
O kurde, to ciekawe, co piszesz. Nigdzie wcześniej tej wersji nie znalazłam, a chwilami naprawdę potrafię być uparta. Ale dlaczego miano to przysługiwało akurat Yelenie, jeśli Red Room prowadził cały "projekt" z Czarnymi Wdowami i one wszystkie jakoś ten tytuł otrzymały? A przynajmniej z tego, co wie taki laik jak ja - jakby co, to poprawiaj, w końcu też się tutaj czegoś uczę :D
Chyba większość postaci miało tak, że ich domniemane zło nie było ich bezpośrednią winą. Czy to jest twój punkt zaczepienia w 11. notce? Bucky' ego i Yelenę naprawdę dużo łączy. Powiedziałabym nawet, że więcej niż Steve'a z Buckym.
To wersja z głównego uniwersum- Ziemi 616. Yelena dowiedziała się, że człowiek, który był dla niej jak ojciec- podpułkownik Starkowski, został znaleziony w agencji towarzyskiej z dziurą w głowie. Później dowiedziała się też, że wynajmował on prostytutkę, która przebierała się za nią, ponieważ Starkowski był... zainteresowany Yeleną odkąd ta była dzieckiem. Nic więc dziwnego, że Yelena była trochę rozchwiana, prawda?
Poprawię cię więc- było dwadzieścia osiem kandydatek, ale tylko jedna z nich- ta najlepsza. uzyskiwała tytuł Czarnej Wdowy. Samych Wdów pojawiło się w komiksach niewiele- cztery lub pięć, jeśli pamięć mnie nie myli :)
Przez długi czas po sprawie z WS Steve'a i Bucky'ego więcej różniło, niż łączyło. Dlatego Bucky unikał go przez ponad rok. I tak, moim zdaniem on i Yelena mają naprawdę wiele wspólnego i dlatego to właśnie ją wybrałam. Choć fakt, musiałam jednak pozmieniać kilka rzeczy w jej biografii, by dostosować ją pod MCU. 
Yelena, a ja bym chciała :D. Wątpię jednak, że którekolwiek z projektów by jeszcze miało szansę się rozwinąć w tych czasach. Osobiście uważam, że jesteśmy w czasach, kiedy szpiedzy odgrywają już naprawdę marginalną rolę a zaczyna mieć znaczenie polityka - zwłaszcza ta wewnętrzna, państwowa - a także rząd.
Jak to życie pędzi w dziwną stronę. I walczyłaś z Romanową o tytuł marionetki Pokoju?
Co to znaczy? W jaki sposób inny? I co masz na myśli mówiąc "zawiły"?
Tego, co tworzył Departament, nie można nazwać szpiegami. Szpiegostwo przemysłowe, działania dywersyjne i destabilizujące, przemyty broni- tak naprawdę to było bez znaczenia. Im chodziło głównie o wychowanie sobie ślepo posłusznych morderców. A ci zawsze będą w cenie.
Nie, nie walczyłam, bo i tak nie miałam szans pokonać jej w tej chorej gierce. Nawet tego nie chciałam. Chciałam... mieć w sobie coś prawdziwego i nie być jak Natalia, która nazywała się Natashą, która podawała się za Nancy, która udawała Nadine. 
Najpierw sama i wbrew rozkazom znalazłam kobietę, która coś mi zabrała. A gdy ją dopadłam, a przysięgam, że byłam wtedy wściekła jak nigdy wcześniej w całym moim życiu, skręciłam jej kark. A potem spaliłam cały ten cholerny burdel.

14 września 2015

Alphear F

N, naprawdę prowadzisz bloga TYLKO pół roku? :o
Powiem ci szczerze, że dla osoby z zewnątrz - za którą nadal się uważam w tym miejscu - to wszystko wygląda tak, jakbyś go prowadziła co najmniej dwa lata. Nie ze względu na wygląd, czy coś ;D Ale jak się patrzy np. na ilość postów albo to w jaki sposób się wczuwasz w bohaterów to wygląda to niesamowicie.
Tak czy owak - gratki! ;)
Czyli nie tylko mnie trochę przeraża to, jak bardzo ten blog się rozrósł :P? Zakładając tego bloga naprawdę nie sądziłam, że kiedykolwiek dodam post numer 1500, a co dopiero, że nastąpi to po kilku miesiącach. Ba! nadal nie mogę się temu nadziwić.

N ze wstydem przyzna, że z prawdziwą Yeleną czytałam tylko serię "Black Widow: Pale Little Spider ", bo zeszyty z serii Thunderbolts, w których pojawiała się jej postać raczej się nie liczą, bo była to tylko podszywająca się pod nią Natasha. Dlatego charakter Yeleny opieram głównie na tej jednej serii. Tam Yelena nie mogła pogodzić się z tym, że ktoś próbuje odebrać jej miano Czarnej Wdowy, bo było to jej imię, które jej nadano, a do tego chwilę przedtem została zdradzona i straciła człowieka, którego uważała za ojca. Ona wcale nie była złą postacią. Po prostu namieszano jej w głowie.
No właśnie to mnie zastanawia,Yeleno. To odczłowieczenie w waszych szeregach było dla mnie do tego stopnia okrutne i bestialskie, że aż miejscami fascynujące. Chyba nawet nie muszę pytać, kim była ta prymuska :D
A czy nie było przypadkiem tak, że sama chciałaś pozostać jedyną Czarną Wdową? Że zabiegałaś o ten tytuł?
No to ogromne brawa dla ciebie, choć obie wiemy, że skrzywdzić dziecko musiałaś tak czy owak - chyba że podczas tego waszego testu na zakończenie Red Roomu dzieci oszczędzali, ale wątpię, albo jakoś egzaminatorów oszukałaś, co też - z całym szacunkiem dla całej twojej inteligencji i sprytu - nie wydaje mi się jakoś możliwe.
Departament właśnie tym się szczycił i starał się osiągać coraz lepsze efekty- Czarne Wdowy, sekcja Pająków, Projekt Zimowego Żołnierza, Projekt Zephyr. Czasem sama zastanawiam się nad tym, do czego doszliby, gdyby nie zlikwidowano Pokoju i całego Departamentu. Ale chyba jednak wolę tego nie wiedzieć.
To nie było do końca tak. Kiedy byłam w Pokoju, jedną z najlepszych i to ja miałam otrzymać tytuł. A potem pojawiła się Romanowa i mi go odebrała. Byłam zła, bo uważałam, że to po prostu było niesprawiedliwe nawet jak na standardy Pokoju, bo była pupilką generała, bo rozpoczęła trening prędzej, bo dostawała fory od samego Zimy i owinęła go sobie wokół palca. Dlatego przez pewien czas byłam wściekła. Ale z czasem to minęło. Straciłam kogoś ważnego i gdy wreszcie otrzymałam tytuł, dotarło do mnie, że go nie chcę, i że trzeba uciec nim będzie za późno. 
Nie musiałam. Mój test był trochę inny i bardziej zawiły. I  jest to jedyna rzecz, której zrobienia nie żałuję.

12 września 2015

Alphear F

Bruce, jak tam?
Co tu dużo mówić, bywało lepiej.
Yeleno, jak u Czarnej Wdowy działa sumienie? Mam na myśli to, czy wtedy, kiedy jeszcze działałaś w Departamencie było coś, czego nie chciałabyś nigdy zrobić, nawet za cenę życia? Albo coś, czego nigdy nie chciałabyś zrobić powtórnie? 
Wbrew ich oczekiwaniom nadal byłyśmy ludźmi i jednak miałyśmy sumienie, które popychało nas do małych sabotaży. Znaczy przynajmniej część z nas nadal je miała, bo bywały też takie, które wykonywały każdy rozkaz bez mrugnięcia okiem i to właśnie one uznawane były za największą chlubę Pokoju. Ale wracając, tak, były takie rzeczy. Jedną z nich było to, że nigdy nie skrzywdziłabym dziecka.

7 września 2015

Alphear F

Yeleno, jeśli wolno się wtrącić, to odwrócony pies jest akurat moją ulubioną pozycją :D Oczywiście oprócz pozą "baby cobra". Faktycznie, niektóre nazwy bywają nawet odstraszające, ale chyba wolę te bardziej poetyckie niż nazwę składającą się z 6-7 członów bardziej przypominającą opis... Joga bardzo pozwala się wyciszyć, ale medytowanie chyba bardziej sprawdziłoby się w przypadku Bucky'ego.
A co Ty byś mi radziła założyć na studniówkę, bo ja nie mam koncepcji...?
Dlatego wolę nie skupiać się na nazwach, a na samych pozycjach. Tak jest po prostu łatwiej, a przynajmniej jest tak w moim przypadku. A jeśli chodzi o Jimmy'ego to cóż, jego błyskotka mogłaby mu trochę przeszkadzać, więc medytacja naprawdę byłaby dla niego lepszym wyborem.
Cóż, sama nigdy nie byłam na żadnym szkolnym balu i jestem już w takim wieku, że już się to raczej nie zmieni, więc nie bardzo wiem, jak miałabym ci doradzić. Dobór koloru oraz kroju to raczej indywidualna sprawa, choć sama zapewne celowałabym w odcienie czerwieni. I ponoć koronkowe wstawki ponowie wracają do łask, więc będzie można znaleźć sporo modeli w tym stylu.

1 września 2015

Alphear F

Właśnie, Natasha, wszyscy znamy tę historię o "nawróceniu", ale skoro już sama byłaś na jej miejscu, to co ci szkodzi okazać jej trochę współczucia? Korona by ci nie spadła, czyż nie? No chyba że dziewczyny nie chcesz pocieszać, tylko zwyczajnie masz zamiar nie okazywać żadnych uczuć, żeby ją czegoś o świecie nauczyć?
Ależ ja okazuję pewne współczucie, bo wiem jak to jest stracić ostatnią bliską sercu osobę. Nie oznacza to jednak tego, że od razu zacznę jej w pełni ufać, bo byłoby to nierozsądne. Steve to Steve, pomógłby każdemu, choćby miał przy tym zginąć. Ja taka nie jestem i wolę trzymać rękę na pulsie.
Każdy powinien nauczyć się tego, że czasem trzeba spakować słabości do pudełka i schować je głęboko do szafy. Takie jest już życie.
Zgadzam się, Yelena. Do niedawna sama miałam kota i wiem, że to naprawdę niezwykle wyrozumiałe stworzenia, powiedziałabym nawet, że z tymi swoimi fochami bardzo przypominają nas, kobiety :)
I może taka forma terapii rzeczywiście jest efektywna? Oczywiście, zakładając, że któryś kocur łaskawie zechce ci pomóc. ;) A czemu ty je tak lubisz? W dzieciństwie raczej nie było ci dane się cieszyć zwierzątkiem, z tego co wiem.
Znam jednego faceta, który potrafi strzelić bardziej dramatycznego i pełnego dąsów focha niż niejedna babka. Ma też dziwne upodobanie do dachów i potrafi zasnąć w niemal każdym miejscu. Jeśli oczywiście w ogóle to zrobi. Za to nie ma niestety kociego wyrozumienia i uroku.
Może i nie miałam kota w dzieciństwie, ale chciałam mieć. Podobała mi się ich niezależność, chodzenie własnymi ścieżkami, sposób bycia- ta odwaga i zaciętość, a także to, ze niemal zawsze spadają na cztery łapy. Psy łatwo wytresować i ułożyć pod swoją komendę, z kotami jest o wiele trudniej. To chyba tego im zazdrościłam.

Alphear F

Więc kluczowe jest dobranie charakterów. A w nowej drużynie w ogóle nie ma zgrzytów? Nikomu nic nie przeszkadza i wszyscy są zadowoleni pod wodzą cudownego żołnierza?
To dlaczego masz takie złe przeczucia w stosunku do Wandy?
Nat, uśmiechnij się. ;)
Są, oczywiście, że są. Może i robimy niezbyt normalne rzeczy i sami także jesteśmy nie do końca normalni, ale problemy, sprzeczki, czy niedopowiedzenia zdarzają się nam tak samo jak wszystkim innym. A Steve może nie jest nieskazitelnie cudowny, ale dowodził nami już od dłuższego czasu, więc da sobie rade po raz kolejny i wyciągnie z nowego składu wszystko, co najlepsze. Zależy ma na tym najbardziej z nas wszystkich.
Po prostu nie zrobiła zbyt dobrego pierwszego wrażenia i mocno namieszała. Zbyt łatwo porzuciła idee i zmieniła stronę. Takich rzeczy nie zapomina się i nie wybacza od razu. Potrzeba czasu, by zatrzeć swoje błędy i zdobyć pełne zaufanie. Coś o tym wiem, bo kiedyś to ja byłam na jej miejscu.

Yel, skoro i tak skończysz z kotami, to znajdź sobie jakiegoś felinterapeutę i połącz przyjemne z pożytecznym ;)
Słyszałam o terapii z udziałem psów, ale nawet nie wiedziałam, że jest też taka z kotami. Koty są świetne.

Alphear F

Czyli - idąc twoim tokiem - ujdzie jako sojusznik, ale gdyby włączyć go do drużyny, albo wysłać go na misję wspólnie z kimś, z kim musiałby współpracować, na przykład z kimś kto zupełnie się od niego różni, to nie ma szans na powodzenie?
Problemy? Jakiego typu? W ogóle to nie bardzo rozumiem jak wasza grupa uszczuplona o jednostki nadprzyrodzone może pomóc biednej, zagubionej dziewczynie ujarzmić jej potężne umiejętności? Czy może się mylę i wystarczy tu wasze doświadczenie?
Gdyby miał współpracować z całą drużyną, najpewniej misja odbyłaby się bez jakiś większych, znaczących potknięć. Jednak gdyby Stark miał działać tylko ze Steve'm- przykładowo oczywiście, to pożarliby się prędzej lub później. W grupie, łatwiej jest nam zdusić konflikty w zarodku. 
Może i brak nam już nordyckiego boga, ale SHIELD wcale nie jest tak uszczuplone o jednostki nadprzyrodzone, jak można by sądzić. Poza tym, klucz tkwi w psychice, nie ważne czy jest się zwykłym człowiekiem, super-żołnierzem, czy wiedźmą. 

Alphear F

Hej, Natasha, jak ci się pracuje w odświeżonej drużynie? Mam nadzieję, że lepiej niż przedtem. Bo chyba cieszysz się, że nie musisz tak często spotykać się z Tonym?
A jak radzi sobie Maximoff? Nadąża?
Od dawna wiem, że nie należy mieszać życia zawodowego z osobistym, a ostatnie wydarzenia tylko mnie w tym utwierdziły, więc powiedzenie, że cieszę się, byłoby raczej nietrafione. W większości przypadków Stark potrafił pohamować swoje przerośnięte ego i nie wychodzić poza szereg- czyli w tym przypadku dokładnie ustaloną taktykę i działać z drużyną. Jednak tak, zdarzały się też sytuację, w których, kolokwialnie mówiąc, przeginał. I to właśnie takie sytuacje sprawiły, że w nowym składzie dochodzi do znacznej mniejszej ilości spięć.
Nadąża, choć mam wrażenie, że niejednokrotnie będą z nią problemy.

28 sierpnia 2015

Alphear F

Yel, czy nie myślałaś kiedyś, nawet przelotnie, o jakiejś terapii? Jeśli przeszłość rzeczywiście w tak istotny sposób nie pozwala ci osiągnąć szczęścia, to może jednak warto o tym pomyśleć, albo poszukać jakiegoś eksperta? Przecież zawsze możesz zrezygnować.
Mam jeszcze jedno pytanie: czy naprawdę musisz teraz nas opuścić po tak udanym tygodniu? :)
Kiedyś myślałam i to nie raz, ale z czasem coraz rzadziej i rzadziej, bo całkiem dobrze dawałam sobie radę. Pracowałam w kilku miejscach, znajdowałam całkiem dobrych znajomych, miałam przyjaciółkę w mojej współlokatorce. No, przynajmniej dopóki pieprzony Leo nie podpalił mojego mieszkania. Ale dobra, nie roztrząsajmy tego, nie o tym mowa. Wracając, można więc powiedzieć, że potrafiłam nawiązywać kontakty. Widocznie mam pecha do mężczyzn i moim przeznaczeniem jest zostanie starą panną z ósemką kotów. Cóż, przynajmniej lubię koty. 
Nigdzie się nie wybieram, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

27 sierpnia 2015

Alphear F

No tak, balet to bardzo dobra alternatywa. Czy w Red Roomie kładziono na niego duży nacisk? Tak, jak, nie przymierzając, w prawdziwej rosyjskiej szkole baletowej?
Wesoła gromadka. Mam jakieś wrażenie, że Czarne Wdowy to mają jakiegoś szczególnego pecha do związków... Znaczy, nie powinnaś się poddawać. Każdy ma przecież prawo do szczęścia. A robisz coś w wolnym czasie? Oprócz szukania życiowego partnera, rzecz jasna? ;)
Ale TEN Nick Fury? No, gdybyście się zaprzyjaźniły, to może miałabyś niezłe wpływy w SHIELD ;) Choć nie wydaje mi się, by Fury dał się tak łatwo wykorzystywać.
/Przez długi czas wciskali ludziom kit, że to naprawdę szkoła baletowa i to bardzo ekskluzywna. Można więc powiedzieć, że poziom był bardzo wysoki i wiele od nas w tej kwestii wymagano. Głównie uczyło to nas dyscypliny, ale też owocowało w przyszłości, bo dzięki temu w późniejszych latach spora część adeptek działała pod przykrywką jako baletnice.
/Po lekcjach, które nam zaserwowano, ciężko jest nawiązywać zdrowe relacje międzyludzkie. Pewnie dlatego wybory potencjalnych partnerów są tak bardzo nietrafione. Przynajmniej w moim przypadku, bo nie utrzymuję kontaktu z nikim z Red Roomu. Znaczy z prawie nikim. 
/Nie często mam coś takiego jak wolny czas, to wręcz jakieś fantazyjne pojęcie, więc najczęściej kupuję wtedy butelkę wina i kubeczek lodów, włączam muzykę, całkowicie olewam trening i zwyczajnie udaję, że świat szlag trafił. To są piękne chwile.  
/W SHIELD doskonale wiedzą kim jestem, więc raczej nie mam szans na "niezłe" wpływy. I tak, ten Nick Fury. Wiem, że gusta są różne i w ogóle, ale taka fajna babka i ten facet? Ale dobrze, mi... to coś, co ich połączyło widocznie było bardzo ślepe.