Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Hill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Hill. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2016

Astrid Löfgren

N, musiałabym obejrzeć jeszcze raz odcinek, w którym jej już nie ma, i parę wcześniejszych, bo też jest to dla mnie zagadką. Cóż, raz zobaczył, że Aslaug się nią zajmie i widocznie wystarczyło. Jak dla mnie to trochę niepoważne, ale liczę jeszcze, że adekwatnie zareaguje, a nie tylko machnie ręką z miną „No trudno, zdarza się, zrobię następne.”
Tak btw. – znalazłaś jakieś nowe ff na horyzoncie godne polecenia? 
/Patrząc na to, że w połowie finału 4a mamy 7-8 letni przeskok czasowy, raczej Bjorn śmiercią córki zbytnio się nie przejął, a i Porunn nie śpieszy się, żeby wracać. Z jednej strony dobrze, bo jej wątek mógłby tylko niepotrzebnie namieszać, ale z drugiej - mogliby to jakoś zakończyć. 
/Niestety, ale nie. Ostatnio nie miewam czasu nawet na pisanie własnego ff, a co dopiero na czytanie innych.
Maria, inne znaczy jakie? Zostają w tych przejściowych ośrodkach? Eliminowanie jest dość… kontrowersyjne. Jakie masz zdanie na temat takiego rozwiązania?
/Zostają pod kontrolną wyspecjalizowanego personelu tak długo, jak będzie to konieczne. Ośrodki są dostosowane do większości mocy przejawianych przez Nieludzi, więc to najbezpieczniejsza opcja.
/Pracuję w SHIELD od tylu lat, że przestałam uważać tego typu rozwiązania za kontrowersyjne. Raczej konieczne, kiedy inne rozwiązania zawiodły. Czasem trzeba wybierać pomiędzy śmiercią jednego człowieka, a wielu ludzi, którzy mogą przez niego zginąć. 
James, bo można. Ja od paru lat nie mogę nosić, a kiedyś szpilki bardzo lubiłam. Kiedy zdarzy mi się założyć, czuję się właśnie świetnie, bo – uwaga, skup się – lubię je. To jest chyba proste do zrozumienia, nie? Jak ktoś nie lubi to nie poczuje się w nich dobrze. Logiczne. Nie no, po zamarzniętych ulicach to już jednak przegięcie. Zabić się można.
A co cię to boli, że ktoś ma takie zajęcie a nie inne, traci zdrowie czy nie? Baletnica ma problemy ze stopami, murarz czy ktoś inny z dłońmi, urzędnik z nadgarstkami, psychiatra nierzadko z psychiką. Ryzyko wpisane w zawód. Wyzwanie, którego ludzie się podejmują.
Nawet gdyby twój ulubiony blondwłosy pan w niebiesko-biało-czerwonym wdzianku i wielkim frisbee w tych samych barwach w ręce stał gdzieś obok w takim momencie, w którym ktoś miałby cię właśnie złapać? No, już to widzę.
Nie wiem czy to hipokryzja. Myślę, że po prostu nie patrzyłeś na to od strony szufladkowania właśnie. Takie twoje prawo.
/Nie mogę ich nosić, ale i tak je zakładam? Czy to... Albo nie, dobra, skończmy temat nim w ogóle się zacznie, bo tak się to rozegra, że i tak ja wyjdę na tego złego ignoranta, wypowiadającego się na tematy, o których nie ma pojęcia. Także zostawmy torebki, szpilki, balet, murarzy i psychiatrów z problemami psychicznymi. Chociaż to ostatnie zupełnie mnie nie dziwi.
/Kiedy wreszcie ktoś zrozumie, że nie czuję zupełnie niczego do tego człowieka? Był moim przyjacielem, Kiedyś, w życiu, którego fragmenty pamiętam. Był. Ale już nim nie jest. Nie znam go, nie mam z nim żadnego kontaktu i nawet nie chcę go mieć z wielu powodów, z których nie muszę się nikomu spowiadać. Kapitan Ameryka to SHIELD. Rogers to facet, który kiedyś mnie znał i nikt poza tym. Nie rzucę mu się w ramiona, nie dam zaprowadzić mu się do SHIELD czy gdziekolwiek indziej zechce, żebym poszedł, w imię tego, że pomógł wyrwać mi się z Hydry. Chciał to zrobić, więc to zrobił. Jego sprawa. Nie mam u niego żadnego długu, który muszę spłacać męczeństwem na łasce jego pracodawców, którzy go przygarnęli. Jeśli zechcę strzelić sobie w łeb, zrobię to i nikomu nic do tego.

Astrid Löfgren

N, jej wątek moim zdaniem nieźle schrzanili, a do tego jego urwanie pogorszyło tylko sprawę. Naprawę zapowiadała się świetnie, kreowali ją na dziewczynę z marzeniami, zaciętą i gotową do pracy, a wyszło jakby była pierwowzorem Chinki, niezdecydowaną panieneczką, która chciała bawić się w wojnę i okazjonalnie w dom. Chyba nie chciałabym jej powrotu. Przynajmniej nie takiego, że wróci jak gdyby nigdy nic.
Wcale nie przesadzasz, bo ona naprawdę sprawia takie wrażenie. 
/Tak właściwie to do teraz nie wiem, dlaczego ona tak naprawdę odeszła. Porunn chciała być wojowniczką, jak sama mówiła - chciała być jak Lagertha, ale odechciało jej się już przy pierwszej bliźnie. Z dzieckiem podobnie, choć tutaj Bjorn nie był lepszy. Kiedy Porunn odeszła, dziecko z automatu zaczęło mu wisieć. Ja rozumem, że wtedy były inne czasy, że Bjorn to wiking z krwi i kości, że synowie byli ważniejsi, ale wypadałoby chociaż zainteresować się tym, czy dziecko ma jakąkolwiek opiekę. Gdyby Ragnar był tym samym facetem, który opłakiwał śmierć Gydy (Gidy?), przemówiłby mu do rozsądku. 
Maria, czyli tak jakby puszczacie ich w świat, a nie trzymacie w jednym miejscu, zgadza się?
/Zależy od danego osobnika. Nie wszystkich możemy puścić wolno, ponieważ stwarzaliby zagrożenie. Czasem trzeba podejmować inne środki bezpieczeństwa. Nie wykluczając eliminacji.
James, wiesz, zupełnie inaczej jest, kiedy tych szpilek nie możesz nosić, a ci się podobają, lubisz je. Jednak się chce je założyć od czasu do czasu i kiedy już się zdarzy, można poczuć się naprawdę świetnie. Normalnie, powiedziałabym. Jasne, jakiś zły wpływ mają, ale o tym powinno się trąbić kobietom noszącym je nieustannie. W imię sukcesu? Pasji?
Czyli dalej stoisz przy tym, że nie dasz się nikomu schwytać żywcem. Okej.
Przydałoby ci się coś takiego. W innej formie, ale jednak.
Co z tym zrobisz to już twoja sprawa. Chodzi mi o to, że zaszufladkować kogoś jest bardzo łatwo. O tym powinieneś wiedzieć najlepiej.
Oczywiście, że tak. Nic tak dobrze nie wpływa na reklamę jak bunt.
/I tak nie rozumiem, jak można "poczuć się naprawdę świetnie" chodząc na czymś takim. Do teraz zastanawiam się, czy te kobiety chodzące po zamarzniętych ulicach na kilkunastucentymetrowych szczudłach, były bezmyślne czy były masochistkami. Bo na wygodne to zdecydowanie to nie wyglądało. Ale co ja tam wiem.
Pasja? Czy coś takiego jest warte pasji? Choć ten balet, z którym miałem do czynienia, różnił się jednak o takiego... no, normalnego, którego zwykle uczą, więc jednak nie mogę oceniać.
/Nie, nie dam. Jeśli chcą mnie wziąć, proszę bardzo. Ale po moim trupie.
/Nie zaprzeczę, że tak, przydałoby się. Ale sobie tego nie wyczaruję, więc muszę zadowolić się tym, co mam.
/Czasem bywam hipokrytą. Co poradzę? Idealny nie jestem.

21 kwietnia 2016

Astrid Löfgren

N, Ragnara nie było i się okazuje, że prawdopodobnie przeżyje, także zdjęciem bym się jednak nie sugerowała. Już jeden taki był, co to miotał między dwiema i wiadomo, jak to się dla niego skończyło. Straciłam sympatię do Porunn, więc już lepiej, żeby został przy Torvi. Boję się, że zrobi się z tego niezła telenowela.
Może Aslaug ma jakieś ukryte umiejętności? Udaje paniusię z wyższych sfer, co to nigdy w życiu nie pobrudziła sobie rączek, a nagle wyskoczy z niej prawdziwy smok. Sam Ragnar nie chciałby tak zginąć. Wrota Walhalli mogłyby się przed nim zamknąć. 
/Ragnara nie było, ale możliwe, że będzie (może zginie dopiero pod koniec 4b i przeskok czasowy nastąpi dopiero wtedy, a posiwieć zdąży przedtem?), ale za to siostry Hirst były obie, więc raczej przeżyje i Helga, i Torvi. I dobrze, bo osobiście uważam ją za ciekawszą postać od Porunn, bardziej pasującą do Bjorna. Ale urwany wątek Porunn jednak mnie ciekawi, bo przecież chciała zostać znaną wojowniczką.
/Gdyby Ragnar zginął w starciu z Aslaug, która zdaje się nie do końca widzieć, z której strony chwycić topór, by się nie pokaleczyć (wiem, hiperbolizuję), Walhallę zatrzaśnięto by przed nim z trzaskiem wrót. 
Maria, co im zapewniacie oprócz bezpieczeństwa?
/Naukę. Czasem nowe tożsamości, nowy start, możliwość wstąpienia do SHIELD.
James, może nie nad zaletami, ale nad tym, żeby w końcu nauczyć się coś znaleźć w takiej torebce samemu. A nuż się kiedyś taka umiejętność przyda. Od szpilek się odczep. Przynajmniej są ładne.
Tam, znaczy do Hydry czy ta myśl odnosi się do jakiejkolwiek organizacji?
Nie wiem, nie znam się na takich taktykach. To był jakiś specjalny materiał?
Może ciągoty to jednak złe słowo. Tak jak „kręcenie”, którego wcześniej użyłam. To nie jest tak proste, jak się wydaje. Różnie może być, ale najczęściej największy wpływ ma wzorzec tatusia i ogólnie model rodziny. Dorośnie, albo i nie, taka „durna” i się zaczyna łańcuszek poszukiwania kogoś podobnego do tatusia, i to nieświadomie, bo właśnie tatusiowe zachowanie dziewczynka/kobieta zna najlepiej, przy innym czułaby się obco. Niestety te „ciągoty” wynosi się z domu w przeważającej większości.
A może ktoś był tak odważny i się rzucił, skąd mam wiedzieć? Temu pytam. Ja bym była w tej drugiej grupie, ale to nie znaczy, że wszyscy by się w niej znaleźli. Tak ci się tylko wydaje. W duszy pewnie skakali z radości.
/Chodzić na czymś takim, zmuszać kręgosłup do nienaturalnego wygięcia, bo "jest ładne"? Skoro są ładne, kup je sobie i postaw na pułeczce, ale nie deformuj sobie chrząstek stawowych, bo później będzie płacz.  Nie rozumiem tego. Tak jak nie do teraz nie rozumiem baletu. Niszczyć sobie zdrowie w imię czego? 
/Miałem na myśli głównie Hydrę, ale równie dobrze można podpiąć pod to całą resztą.
/Żaden ze mnie spec, więc nie powiem ci z czego dokładnie był zrobiony, ale tak, był wzmocniony. Chodziło głównie o to, by był jak najbardziej odporny na wszelkie uderzenia i pociski. Nie był idealny, ale był dobry.
/I co, to jest ten moment, w którym powinienem zacząć im współczuć, tak? Patrz, jakoś nie do końca zadziałało. 
/Nie powiem ci czy ktoś rzucił się na ratunek, bo zwyczajnie tego nie pamiętam. Znam tylko fragment i nic poza tym. Przynajmniej póki co, bo kiedyś pewnie sobie przypomnę.
I tak, Hydra na pewno była wniebowzięta tym, że zerwałem się ze smyczy i urządziłem taką scenę. Grunt to dobra reklama, nie?

Astrid Löfgren

N, ewentualnie Torvi, bo nie często zrywała się do walki z tego co kojarzę, więc może być krucho z bitewnym doświadczeniem. Chociaż z drugiej strony robi się z niej coraz bardziej poważna postać, jest jej ewidentnie więcej i do tego znów kręci z Bjornem. Niech no tylko Porunn wróci. Pan kazirodca to chyba Roland, ale myślę, że jak z frankijskiej strony miałby ktoś ginąć to właśnie Rollo, bo ten Roland knuje z siostrzyczką coś mocnego przeciwko królowi, tak mi się przynajmniej wydaje, i coś mi w nim nie pasuje.
Nie taka znowu bezsensowna. Ragnar mógłby być zaskoczony, że się odważyła wszcząć awanturę nie na żarty, i ups, ciach. A on we wściekłości ją zabija. Czyż to nie wspaniała wizja? :P
/Torvi też nie zginie bo była na grupowym zdjątku. Chyba, ze to tylko taka zmyłka, by jej śmierć była jeszcze większym zaskoczeniem. Chociaż raczej jej nie zabiją, przynajmniej jak tak obstawiam. Ale jeśli pozostanie z Bjornem, a Porunn postanowi wrócić, mam nadzieję, że nie dostaniemy kolejnego miłosnego trójkąta, a Misiek nie będzie miotał między jedną a drugą. Choć może chociaż Porunn zainteresuje się brakiem Siggy.
/Ragnar musiałby oberwać kilka razy i to z dość sporą siłą, dlatego nie wydawało mi się, żeby to Aslaug mogła za tym stać. Chociaż patrząc na to, jak teraz Ragnar się prezentuje, faktycznie mogłoby się to tak skończyć. Ale wolę mieć nadzieję, że jednak poharata się tak na polu walki, nie przy małżeńskiej sprzeczce.
Maria, brzmi naprawdę strasznie. Co z nimi robicie, jak już uda się ich odbić? 
/Przenosimy ich w bezpieczne miejsce, przystosowane do tego, by bez problemu zatrzymać wewnątrz osoby o wszelkich umiejętnościach. Przynajmniej tak długo, póki będziemy mieć pewność, że nie stwarzają zagrożenia dla siebie i innych.
James, uprzedzam tylko. Próbowałeś kiedyś coś znaleźć w babskiej torebce, że masz takie zdanie? W sumie mam wrażenie, że większość facetów w ogóle nie rozumie i nawet nie próbuje zrozumieć kobiet i ich atrybutów, w tym przypadku takiej torebki. Zero starania się. I to my jesteśmy winne.
I dalej idziesz w myśl tego rozkazu czy trochę to przeredagowałeś, że tak powiem?
No ja się nie mogę nadziwić, że ten mundur wyglądał jak „normalne” wdzianko i jednocześnie miał tyle bajerów. A nie mógłbyś sobie skombinować skądś podobnego? Wygoda też ważna rzecz.
Zdziwiłbyś się jak bardzo jest dziwna. Nawet ja mam czasami wrażenie, że żyję nie w tym stuleciu co powinnam, chociaż kiedyś pewnie też zdarzały się odstępstwa od normy. Powiedziałabym raczej, że zaburzone, nie durne. To jednak wyjątki.
Jakie na przykład? Tak w skrócie.
Chciał/próbował ci ktoś wtedy pomóc? Bo domyślam się, że na ulicy nie byłeś tylko ty i samochód.
Miałam cię nie dręczyć, nawet tak sobie postanowiłam, ale widzisz, tak mi trudno, że aż jednak muszę. Tylko się nie złość.
/Zdarzało się, że próbowałem znaleźć portfel, dokumenty czy klucze. I nie było to tak proste, jak sądziłem, że będzie. I dlaczego ktoś, kto nie używa torebek - a przynajmniej kiedyś tak było, teraz moda mogła się zmienić - ma kontemplować nad ich zaletami? Są, bo sobie sa, kobiety noszą torebki nie plecki, bo... cóż jakiś powód pewnie jest. Z wysokimi obcasami to samo. Ponoć niewygodne i szkodliwe, a i tak kobiety je noszą. Nad tym też mam rozmyślać? 
/Pozmieniałem to sobie, ale jednak główna myśl pozostała taka sama - lepiej się zabić, niż ponownie tam trafić.
/Im niepozorniej coś wygląda, tym lepiej. Jeśli przeciwnik tego nie doceni, daje to nam przewagę. A to chodzi, prawda? I nie, jakoś nie miałem okazji natknąć się na coś podobnego. A nie będę brał byle czego, bo to gorsze niż nic.
/Dziewczynki, bo kobietami ciężko je nazwać, z ciągotami do "złych chłopców" są dla mnie zwyczajnie durne. Brnie taka w tego typu relacje z własnej woli, a potem płacz i krzyk, bo okazuje się, że taki "zły chłopiec" jest zły także dla niej. Takie zawsze były, nadal są i już chyba zawsze będą.
/A takie na przykład, o jakich nie mam ochoty dyskutować. Najmniejszej. Tak w skrócie.
/Wyobraźmy sobie taką sytuację - idziesz ulicą i widzisz, że pewien dość... specyficznie wyglądający i zachowujący się gość pcha się wprost pod koła. Samochód nie nadąża wyhamować i uderza w typa. Który bez najmniejszego problemu przesuwa samochód kopniakiem, pozostawiając w nim niemałe wgniecenie. Rzucasz mu się na ratunek, czy raczej masz chwilę zawieszenia i zastanawiasz się nad tym, co tu się właśnie, do cholery, stało? Stawiam na to drugie, zwłaszcza, że wtedy takie akcje nie zdarzały się na co dzień. A potem poszedłem chyba dalej. Nie pamiętam dokładnie. Wiem tylko, że Hydra nie była zbyt szczęśliwa.

20 kwietnia 2016

Astrid Löfgren

N, będzie zonk, jeśli jednak ktoś taki zginie. Tylko pytanie któż mógłby to być.
Ale po pijaku czy na trzeźwo? To różnica jednak. Jeszcze w grę wchodzi mały psychopata Ivar, który przecież już zasłynął zamiłowaniem do siekier i wszelkich toporków, a ta rana mogłaby nawet pasować do takiego narzędzia.
/Ragnar chyba jednak jeszcze nie dednie, Lagertha też nie, Floki również, Bjorn także nie, braciszkowie odpadają, Helgi też nie zabiją, więc z wikińskiej strony, jeśli chodzi o ważniejsze postaci pozostaje Aslaug. Ze strony Franków może odpaść Rollo, ten nowy hrabia z kazirodczymi zapędami (uciekło mi imię), albo Gisele, choć to raczej wątpliwe, bo nie pcha się do walki. Chyba, że tak bardzo zapragnie poznać Lagerthę.
/Ragnar mógłby chcieć rozmówić się z żonką na temat tamtejszego Rasputina, ta mogłaby być lekko na raszcie, chwyciłaby ulubioną zabawkę swojego ulubionego syna i mogłaby zaatakować Ragnara... i nie, to bezsensowna teoria.
Maria, jak to z Hydrą bywa. A jak wygląda przejmowanie Nieludzi?
Nawet nie przyszło mi do głowy, że sami to wymyślili. 
/Pozostaje cieszyć się z tego, że na miejsce jednej zniszczonej nie wyrastają trzy kolejne.
/Hydra zazwyczaj przetrzymuje pojmane jednostki w kriostazie na czas transportu, więc przypomina to zwykłe przejęcie konwoju lub natarcie na bazę, w której mają zamiar składować komory.
 
James, ale kobiece torebki to ty szanuj. Proszę mi ich nie obrażać. Wiem, że są bez dna, ale jakże przydatne.
Dlaczego akurat ten? Pewnie gdzieś to się przewinęło: z mundurem to co zrobiłeś, jakbyś tak mógł uprzejmie odświeżyć mi pamięć? Nie rozumiem jak takie chowanie może być wygodne w sensie sięgania po broń. W końcu pod którąś warstwę trzeba dotrzeć, nie? No ale, co kto lubi.
Przyznam, że nie wiem kogo masz na myśli mówiąc o młodzieży, znaczy o który przedział wiekowy ci chodzi, bo jeśli dobrze pamiętam, to ktoś w moim wieku mógłby ci się wydać dzieckiem. Ale po mojemu to tak, głównie młodzież. Wystarczy trochę poczytać w Internecie. Dziwne rzeczy mógłbyś znaleźć na swój temat. Jedni by mogli chcieć dla sensacji, drudzy z podziwu, bo może akurat kręcą ich źli panowie, a jeszcze inni dlatego, że nie wierzą w twoją winę.
No ponoć po "metamorfozie".
A teraz jak już tak długo jesteś "na chodzie" to się zdarzają takie wpadki częściej?
Tamto było nawet zabawne, ale to już nie.
/A czy ja je obrażam? Mówię tylko, że tak... skomplikowanego i trudnego w obsłudze miejsca prawidłowo używać potrafi tylko kobieta. Męski umysł nie jest w stanie tego pojąć. To zbyt trudne.
/Bo już prędzej miał do tego służyć. Jeśli Obiekt nie da rady wydostać się z pułapki lub pokonać przeciwników, ma zrobić wszystko, by nie wpaść w ręce wroga. Nawet jeśli jedynym wyjściem byłoby strzelenie sobie w łeb. Hydra by odżałowała i kiedyś zrobiła sobie nową zabawkę, a przeciwnik nie dostałby starej w swoje łapy.
Z mundurem? Część była już zniszczona, część miała wszyte w siebie tyle nadajników, że przy wypruwaniu ich zniszczyłbym go, więc musiałem pozbyć się większości. Zostawiłem tylko kilka części - maskę, ochraniacze, jedną z kamizelek kuloodpornych, tę najcieńszą. Nadal jest wytrzymała, ale też na tyle cienka, by bez problemu ukryć ją pod ubraniem i nie skrępować tym ruchów. 
I tak, co kto lubi. Mi jest tak wygodnie. Robię to wystarczająco szybko, by nie musieć szukać innych sposobów.
/Jeśli chodzi o mój prawdziwy wiek - za młodzież mógłbym uznać nawet trzydziestokilkulatka, bo mógłby być moim wnukiem. Jeśli chodzi o mój wiek jako czas, który udało mi się przeżyć, to nie jestem wcale aż tak stary i młodzież to młodzież. Ale i tak jest dziwna. A jeśli takie "fanki" kręcą źli panowie to są zwyczajnie durne. W wielkim skrócie, bo można by użyć wielu innych epitetów.
/Teraz ciągle zaliczam wpadki. Tylko nie jest już mi po nich za bardzo do śmiechu.
/Nie mówiłem, że to będzie zabawne. Zwyczajnie byłem wtedy trochę... zagubiony i w niemałym szoku. Zerwałem im się ze smyczy, a wszystko wokół było dziwne i obce. To, że starłem się tylko z samochodem, to cud.

ASTRID LÖFGREN

N, raczej później, ale dzięki temu wiem, czego się spodziewać, więc w sumie wyszło na dobre. Przytłacza mnie jednak myśl, że będzie tego więcej, a zrobiłam się trochę wrażliwa na widok krwi. Ale... czego się nie robi dla seriali :P Ewentualnie twórcy mogą pójść w mniej oczywistą wersję. Jakaś część odbiorców, o ile nie większość, pewnie podejrzewa, że stać za tym będzie Rollo albo bracia. Chociaż raczej się na to nie zapowiada, zważając na zbudowane już podłoże całego konfliktu.
No właśnie, a teraz jesteś w stanie coś odgadnąć? 
/Zapowiada się na to, że w finale półsezonu krwi poleje się sporo i to po obydwu stronach. Ale i tak zapewne nie zginie nikt istotny, a główne postaci wyliżą się ze wszystkiego. Chyba, że twórcy oleją historię i zabiją Rollo. W końcu pan Standen obciął długie włosy i przyciął brodę. Do założenie Normandii zostało jeszcze sporo czasu, więc mogliby tak zagmatwać. 
A może Ragnar oberwie tak od Aslaug :P? To byłoby już jakieś zaskoczenie.
/Da się z tego poskładać tylko kilka wątków, np. dotyczących roli Sharon, czyli tyle co nic, jeśli porówna się to do takiego AoU.
Maria, jak rozumiem, nie macie takiej mocy, żeby zapobiec tworzeniu takich miejsc, ale może macie jakieś narzędzia/sposoby, żeby chociaż część Nieludzi (przyznam, źle to brzmi) uchronić przed nimi? 
/Mamy zezwolenie na działanie w tym kierunku, ale musimy robić to nieoficjalnie i tak, by nikt nie mógł powiązać tego z nami i ACTU. Ale to jak walka z wiatrakami. Przejmiemy kilku Nieludzi, zniszczymy placówkę, ale na jej miejscu pojawi się kolejna.
/I nazywamy ich Nieludźmi, ponieważ sami tego chcą. 
James, uważam, ale wolę się upewnić. Wiesz, ja noszę wszystko co się da w torebce. Inni nie znajdą w niej nic, a ja w sekundę wyjmę to, co mi potrzebne. Także trochę kwestia indywidualna.
A co to za inna okazja? Okej, próbuję to sobie zobrazować. Przy kostkach, na udach, na biodrach pewnie to trzymasz, może na plecach. Ale jest tego tyle, że moim zdaniem może to krępować ruchy. I właśnie - krępuje? Jak to rzeczywiście jest?
Ma być z przytupem, pamiętaj, bo co z tego, że pokażesz rękę i broń, jak za chwilę znów o tobie zapomną. Zresztą - tyle masz fanek, że prędzej ustawiłaby się kolejka po zdjęcie i ktoś mógłby pomyśleć, że to jakiś celebryta jest w centrum uwagi, i cały misterny plan zrobiłby "pa, pa". W sumie nieważne, gadam głupoty.
Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tak właśnie się stało.
Powiedz to tym, którzy wpisali ci w akta czy gdzieś, że właśnie tyle ważysz.
Na pewien czas, znaczy ile mniej więcej? Wszedłeś prosto pod samochód, bo co? Taką ochotę akurat wtedy miałeś?
/Kobieca torebka to jakieś dziwne miejsce, które obsłużyć dobrze potrafi właśnie tylko kobieta, więc nie porównujmy, dobra? Osobiście preferuję trzymanie w plecaku tylko tych rzeczy, co do których mam pewność, że nie będę ich potrzebował na teraz, zaraz, na szybko.
/Trzymam go, żeby móc strzelić sobie w łeb, gdy będzie taka konieczność, ot co. I tak, trochę krępuje, bo zwykłe ubrania nie są dostosowane do przenoszenia takiej ilości broni. Za to przy starym mundurze miałem wszystkiego kilkukrotnie więcej, ale nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu.
/Okej... dzisiejsza muszę przyznać, że dzisiejsza młodzież mnie przeraża. Bo proszę, powiedz, że to właśnie młodzież, a nie dorosłe osoby chciałaby pstryknąć sobie zdjęcie z mordercą. Też mi materiał na idola. Aż strach, co wyrośnie z tego za kilka lat. 
/W starych aktach mogłoby się to znaleźć, bo dlaczego by nie. Na początku tyle ważyłem, a nawet mniej, bo kiepsko karmili i traciłem na wadze, zamiast przybierać. 
/Tego typu wyskoki nie zdarzały mi się zbyt często przez ostatnie lata, ale jednak czasem miewałem jakiś przebłysk i jednak coś się przytrafiało. Zazwyczaj kiedy długo trzymali mnie na chodzie, albo gdy coś mi się przypominało.
Wszedłem prosto pod samochód, bo go nie zauważyłem go. Nie pytaj jakim cudem, bo nie potrafię odpowiedzieć.

19 kwietnia 2016

Astrid Löfgren

N, obrzydliwe... Chyba nie chciałam tego widzieć, ale co zostało zobaczone już się nie odzobaczy. Stawiam na Pięknowłosego. Pewnie się mylę, ale liczę jeszcze, że mimo wszystko Rollo się do czegoś takiego nie posunie.
Otóż to. Nie przypominam sobie, żebym wcześniej spotkała się z tego typu promocją. Nawet przy CA:TWS było można coś tam wyniuchać, a tu naprawdę niewiele.
Jak dla mnie to i tak ogrom, bo chyba nie porwałabym się na coś takiego. Ale dobrze, że jakoś to sobie organizujesz. Na pewno w ten sposób jest łatwiej. 
/Przeprosiłabym, ale i tak zobaczyłabyś to prędzej czy później. Dzięki mnie jesteś już na to przygotowana :P Ragnar poprzysiągł sobie, że zabije brata, podczas walki będzie na haju, więc Rollo nawet gdyby nie chciał walczyć, nie miałby zbytnio wyboru. Ale i tak wolałabym, gdyby odpowiadali za to braciszkowie.
/Sprawa "śmierci" Fury'ego była prosta do odgadnięcia, wmieszanie się Hydry także. Sama kojarzyłam Aleksandra Pierce'a z Aleksandrem Lukinem, a ten kojarzył się z Red Skullem i Hydrą. Muszę przyznać, że w scenie śmierci Pierce'a byłam gotowa na to, że twarz mu zamigocze na czerwono. Ale tak się nie stało. Na całe szczęście, bo byłoby to zbyt przekombinowane.
Maria, czyli co, przez niego Hydra rośnie w siłę w instytucji, która z założenia miała chronić? Aha, świetnie. Jakie mogą być tego konsekwencje?  
/ACTU nieoficjalnie podlega teraz SHIELD. Urządziliśmy czystkę, która miała na celu wyplenienie stamtąd wszystkich szkodników, ale samego Malicka nie możemy tknąć. Śmieje się nam w twarz, nawiązując współprace z rządami kolejnych państw. Ostatnio wyszedł z inicjatywą stworzenia azylu dla Nieludzi, w którym byliby bezpieczni i wspierani w oswajaniu się z nowymi umiejętnościami. Ludzie kupują tą bajeczkę, nie chcąc wierzyć, że stoi za tym Hydra, szukająca świeżego materiału na swoich super-niewolników.
James, a chowasz to wszystko pod warstwami, tak jak pomyślałam wcześniej? Noże wymieniłeś, to powiedz mi w przybliżeniu, ile masz broni palnej. I innych zabawek. I gdzie to tak naprawdę chowasz, bo chyba nie w plecaku. Przynajmniej nie wszystko.
Neh, to oklepany pomysł. Podejrzenia z automatu padłyby na kogoś innego. Już lepiej podroczyć się i pokazać gdzieś publicznie. Na jakimś kongresie czy gdzieś.
E tam, mogli pomyśleć, że to taka twoja taktyka.
Nie wiem co konkretnie. Coś takiego, że włączał ci się ludzki, niedoskonały pierwiastek, znaczy to, co nazywam wiesz jak. Cóż, niektórzy twierdzą, że ważysz siedemdziesiąt kilogramów... Także tego, można by się nawet zdziwić, że nie wytrzymała.
/Noszenie wszystkiego w plecaku byłoby raczej nierozsądne, nie uważasz? Istnieje wielkie ryzyko, że zwyczajnie nie zdążyłbym wyciągnąć żadnej broni na czas. Dlatego noszę to w takich miejscach, żebym mógł sięgnąć po broń w jaki najkrótszym czasie, liczonym w sekundach. Szamotanie się z plecakiem nie jest mi potrzebne.
W przybliżeniu? Dziewięć sztuk broni palnej - osiem, jeśli odlicz się Copa 357, którego trzymam na... inną okazję - dziesięć sztuk granatów - pięć ręcznych, trzy dymne, jeden błyskowy, jeden hukowy, kilka dysków. Część trzymam w plecaku, część noszę przy sobie. Nie bez powodu i nie tylko przez protezę noszę tyle warstw.
/Wystarczy, że pokaże się w miejscu publicznym bez długiego rękawa i pomacham bronią. Kongres nie jest mi potrzebny. 
/Mogłem im wmówić, że to taka tajna, rosyjska taktyka skradania się, co? Na pewno by to kupili.
/Siedemdziesiąt kilogramów to ja ważyłem gdzieś w tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym, jeśli nie prędzej. Od tego czasu przybyło mi lat, kilogramów i metalu w ciele. Także wiesz, nie słuchaj wszystkiego co mówią ludzie, bo pomylili się o dobre czterdzieści kilogramów.
W ostatnich latach nie przytrafiały mi się jednak tego typu wpadki. Udało im się to skutecznie wyplenić na pewien czas. Zdarzały się przebłyski, ale nieczęsto. Raz wszedłem prosto pod samochód. Wyszedłem z tego jako ten mniej poszkodowany, ale jednak.

Astrid Löfgren

N, nie mogę sobie tego wyobrazić. Za cholerę nie mogę.
No właśnie, kto ich tam wie :P Spodziewać się można wszystkiego. Ale dałaś mi nadzieję, że to jednak może być kilkulatek.
Mi już wszystko jedno czy coś zdradzają czy nie. Ale w dobrą stronę z tym poszli, bo naprawdę widać, że wprowadzają dezinformacje.
Ogrom tekstów na siebie wzięłaś, podziwiam. 
/Jakiś czas temu pan Fimmel wrzucił na swój instagram takie zdjątko. A skoro jednak nie zginie, to zapowiada się, że braciszek nieźle go załatwi. Chyba, że będzie to robota Pięknowłosego. I muszę przyznać, świetna charakteryzacja. Natknęłam się na to zdjęcie już prędzej, ale w życiu nie rozpoznałabym tam Travisa/Ragnara, gdyby nie podpis.
/I bardzo dobrze, że wprowadzają. Faktycznie jest już dziewiętnaście spotów, kilka klipów, dwa pełne zwiastuny i kilka filmików z planu, a ciężko powiedzieć coś konkretnego o fabule, bo Marvel pokazał tak naprawdę kilka scen, które rozwija i różnorako montuje.
//A tam ogrom. Taki "Lakier do paznokci" ma równe tysiąc słów, a napisałam go w jeden wieczór, w około dwie godziny. Jest pomysł - siadam i piszę, a jeśli nie mogę - zapisuję sobie króciutkie streszczenie na kilka zdań. Nie mam pomysłu - nic na siłę. Tylko ze Stucky trochę się męczę, bo jakoś idzie mi to jak po grudzie. Moja awersja do wszelkiej maści romansów jest chyba zbyt silna :P
Maria, jak to odkryliście? I co z tym panem się stało?
/Udało się to dzięki Coulsonowi, który nawiązał współpracę z ACTU. Dzięki pomocy byłej dyrektor wpadł na tropy Hydry, które poprowadziły nas wprost do Malicka. Któremu nic nie można zrobić. Ma tak wielkie wpływy, że sam prezydent Ellis zakazał nam interwencji.    
James, jesteś człowiekiem wielu talentów, więc to pewnie właśnie talent jest przyczyną rypania się wszystkiego.
A ja chcę wiedzieć ile. No więc? Chyba mi nie odmówisz, co? Ja nie wiem jak ty dźwigasz ten swój arsenał. Ciężko mi sobie wyobrazić chodzenie z takim ciężarem, a co dopiero mówić o bieganiu.
Oj, to zrób coś z przytupem, żeby sobie przypomnieli. Tak nie może być.
Jeeeeej, pierdołowatość. Uwielbiam. Zrobiłeś kiedyś jeszcze coś podobnie głupiego?
/Dwa przy lewej nodze, dwa przy prawej, dwa przy pasie, jeden przy prawym przedramieniu, pod rękawem, dwa na plecach w okolicy łopatek i dwa przy kurtce. I... to chyba tyle, niestety. Kilka się pogubiło, cóż począć? Ale jeśli dołoży się do tego jeszcze resztę, trochę już tego jest. A czy to ciężar? Zależy dla kogo, dla mnie jakoś nie bardzo.
/Zawszę mogę wysadzić jakieś miejsce publiczne. Ostatnio jest to chyba na topie. Chociaż nie, to byłoby strasznie mało oryginalne.
/Byłem wtedy na misji, więc wiesz, nikomu nie było raczej do śmiechu. Szczególnie Hydrze, która musiała na to patrzeć i myśleć, że oto jest ta znakomita broń, którą wykupili od Ruskich za ciężką kasę. Inwestycja życia normalnie. 
Coś podobnego, czyli co konkretnie? Raz próbowałem skończyć ze schodów na półpiętro, żeby zaoszczędzić czas. Tylko, że barierka nie wytrzymała. Wagi piórkowej to nie jestem, więc w sumie nic dziwnego.

Astrid Löfgren

N, ach, to już jest ta starość, tak? Pokićkało mi się coś. No więc… Tylko pozazdrościć. Trzeba zatem wyjeżdżać do Skandynawii, dopóki jesteśmy piękne i młode.
Oj tak, tak było. Fajnie by było, gdyby tak działo się w rzeczywistości. Mnóstwo zaoszczędzonych nocy. No skoro ma być aż tak dalekie pójście w przód, to możemy spodziewać się nastolatka. Na kilkuletniego dzieciaka już prawie nie liczę.
Dziewiętnaście… Wczoraj oglądałam dziewiętnasty i nie jestem nawet pewna, czy więcej tego nie wylazło. Ale przynajmniej na razie nie mam wrażenia, że znam większość fabuły.
Jeszcze pytanie tak btw.: miniaturka z Beccą jest już zakończona czy po szóstce można spodziewać się kontynuacji? 
/Jak na tamte czasy, tamte miejsca i taki zwód to trzeba przyznać, że Lagertha najmłodsza już nie jest. I to jest zdjęcie już z drugiej połowy sezonu, gdzie Ragnar będzie mieć już długą, posiwiałą brodę. Czyli jednak jeszcze go nie ubiją, a po prostu trochę zdziadzieje. Co już po nim widać, niestety.
/Jeśli mieliby pokazać dopiero nastolatka, musieliby poczekać z tym aż do piątego sezonu, bo w 4b minie jednak kilka, nie kilkanaście lat. Inaczej trójca Lagertha&Floki&Ragnar nie trzymałaby się aż tak dobrze. Choć kto ich tam wie.
/Już dziewiętnaście? A więc kilka mnie ominęło. W recenzjach można było wyczytać, że spoty nie tylko nie ujawniają większości fabuły, ale wręcz sugerują, że potoczy się ona w innym kierunku. I dobrze, nie będzie powtórki z AoU.
/Mam zaplanowane jeszcze dwie-trzy części (zależy, jak to rozpiszę), ale póki co odsunęłam tę miniaturkę trochę na bok. W tym tygodniu dodam drugą z trzech części Stucky, a potem zabiorę się za #35, żeby pisać tylko jedną rzecz na raz.
Maria, możesz powiedzieć coś więcej na temat tego przeniknięcia Hydry do ACTU i sprawy z doktorem?
/Gideon Malicki, były członek NASA, Światowej Rady Bezpieczeństwa, były doradca prezydenta, założyciel ACTU, okazał się być współpracownikiem von Struckera i jednym z ważniejszych członków Hydry. SHIELD udało się odkryć to zbyt późno, by zapobiec wniknięciu Hydry w szeregi ACTU. Zginęło przez to wielu zahibernowanych Nieludzi.
/I niestety, nie mogę o sprwie doktora Garnera.
James, no tak, tu się zgodzę. Chodziło mi raczej o takie rzeczy, które da się chociaż trochę przewidzieć. Nie mówię tu o jakichś beznadziejnych przypadkach i takich innych, ale o konsekwencjach własnych działań, które już zostały świadomie podjęte, albo rzeczy, które się zdarzyły, ale wiemy co można zrobić, by sytuację jakoś wyprostować. Na to wpływ czasem jednak mamy. Przynajmniej tak mi się wydaje.
A chcę wiedzieć gdzie i co chowasz? W sumie można sobie wyobrazić, że pod ilomaś-tam warstwami ciuchów masz nie wiadomo ile kabur i skrytek. O, teraz wiem, dlaczego wyglądasz na trochę większego. Że też wcześniej na to nie wpadłam. Bez urazy.
Marzę o tym, by ci dokopać. Szukam tylko pretekstu. Robią ci konkurencję, a ty masz ich gdzieś? Stracisz na popularności, Jimmy. Dobra, nie Jimmy, wiem, że tego nie lubisz.
To ciekawsze od ruletki. Co to była za przygoda?
/A mi to się wydaje, że wszystko i tak może się rypnąć. Albo to tylko ja tak mam. Choć może to wynikać z tego, że większość decyzji, jakie podejmuje, jest zła. Spora większość. Taki talent.
/Mam przy sobie tyle broni, że spokojnie można by obdarować nią mały oddział. Ale ten jest bezpieczny, kto jest przezorny, nie nie? Dlatego zamiast jednego noża albo dwóch mam ich przy sobie... trochę więcej. Lepiej przemilczmy ile. Za to broni palnej zostało mi już niestety tylko kilka sztuk, z granatami wszelkiej maści też jest cienko, więc niedługo znowu będę musiał uzupełnić zapas.
/A żebyś wiedziała, że stracę. Już straciłem, dlatego ostatnio byłem taki skwaszony. W mediach ostatnio już o mnie cisza, teorii spiskowych już coraz mniej, a wszędzie tylko ci kosmici i kosmici. Łamie mi to serce.
/Nie wyhamowałem na czas, przyhaczyłem o konar i spieprzyłem się w dół zbocza. Mówię spieprzyłem, bo tego to już nawet sturlaniem się nie można nazwać.

18 kwietnia 2016

Astrid Löfgren

N, strach pomyśleć, jak będzie wyglądać na starość. Musi mieć jakiś wikiński botoks, nie ma innego wytłumaczenia. Może coś jak lód Winniego? Wiesz, skandynawskie zimy i te sprawy.
Dobrze wiedzieć. Chociaż to chyba trochę popadanie ze skrajności w skrajność. E tam, chciała wcześniej Athiego, więc jak się nadarzyła następna okazja to pewnie przymknęła oko na to, że do towarzystwa jest akurat Aslaug :P Taki nieszczęśliwy wypadek, ale żal nie skorzystać, nie?
O, zapomniałam o ciąży Giseli. O jakiejś ciąży jeszcze zapomniałam? Bo coś ich dużo było ostatnio. Można przyjąć, że rozwiązanie będzie punktem orientacyjnym w czasie. Chyba, że „urodzi” od razu kilkuletnie dziecko. Wtedy będziemy w kropce. I to dużej.
To „między połowami” to malutki plusik jednak. Chyba by mnie szlag trafił, gdyby zrobili to z odcinka na odcinek.
Coś z linkiem nie tak, ale przypuszczam, że chodzi ci o reklamę Audi. Wymaltretowałam ją ile wlezie i ryjek sam się uśmiecha na samo wspomnienie. Nie mogę się nie zgodzić, idealnie wymyślili promocję. Czegoś takiego się nie spodziewałam. 
/Wystarczy spojrzeć na to: klik. Ragnarowa dzieciarnia już dorosła, Bjorn to już dorosły chłop i to jak dąb, a sam Ragnar ma być już ponoć siwiutki i niedługo będzie ciągnął brodę po ziemi, a Lagertha? W ciąż młoda laska, przy której twórcy jako chyba jedynej zapomnieli o postarzającym makijażu. Ale to na pewno przez ten lód. Dlatego Bjorna tak ciągnęło do tej chaty. Mama podzieliła się z nim sekretem, więc chciał zażyć kąpieli w przeręblu. 
/Najbardziej śmieszy mnie w tym to, że to właśnie USA ma największą cenzurę. Ale w końcu to taki pruderyjny kraj :P
/Wiesz, to jak w Simsach Średniowieczu (dobrze pamiętam?). Jest ciąża, jest noworodek, a potem mija kilka dni i dzieciak od razu jest w wieku podstawówkowym, potem znowu kilka dni, drugie urodziny i jest już dorosły. Widocznie w "Wikingach" się tym zainspirowali i nie zdziwię się jeśli tak właśnie będzie z dzieckiem Rollo i Giseli. W końcu Clive Standen niedługo zniknie z serialu, więc muszą coś zrobić z tym wątkiem.
/Nie wiem co stało się z linkiem, ale tak, właśnie o to mi chodziło. Reklama Coca-Coli z Antkiem i Hulkiem była naprawdę dobra, ale ta jest jeszcze lepsza. I muszę jednak odszczekać swoje słowa dotyczące spotów - CW już ma ich szesnaście albo siedemnaście, a do premiery może być ich znacznie więcej. Chociaż tym razem nie tyle pokazują nowe sceny, co rozwijają te prędzej już pokazane, a to jakiś plus.
Maria, jak leci? Standardowe pytanie: jak się sprawy mają z obdarzonymi/ uzdolnionymi?
/SHIELD stara się jak tylko może, by opanować sytuację. Ale przez ostatnie incydenty z przeniknięciem Hydry w szeregi ACTU oraz sprawa z doktorem Garnerem zdecydowanie to utrudniły.  
James, ta, chyba każdy coś o tym wie. Z konsekwencjami jest tak, że można je przewidywać. Nie zawsze da się wbić idealnie w dane założenie, ale od tego mamy alternatywy, żeby je rozważać. Choć czasem braknie czasu, oczywiście.
Nosisz broń, ale raczej nie jesteś uzbrojony po zęby, nie? Czy się mylę?
Odizolowani i pod ścisłą kontrolą, bo zsocjalizowani mogliby sobie żyć w spokoju. No, trochę się różnisz od kosmicznie uzdolnionych (już też nie wiem, jak ich nazywać). Przede wszystkim nie dałbyś rady zrobić takiego szumu, jak co poniektórzy z nich, co sam przyznajesz. I nie powiedziałam, że innych mają zamykać, a ciebie puścić wolno. Zapytałam po prostu o twoją opinię odnośnie ich funkcjonowania, istnienia, ogólnie – jak to powinno z nimi być. Chyba, że nie masz na ten temat zdania.
I patrz, takimi rozważaniami poprawiasz mi humor i pewnie nawet tego nie podejrzewasz. A walnąłeś kiedyś w coś?
/Możesz przerobić w głowie dziesiątki scenariuszy, ale co z tego, skoro czasem te nasze rozważania zupełnie mijają się z tym, co się wydarzy, bo wielu rzeczy zwyczajnie nie da się przewidzieć i tyle. Takich, na które nie mamy i nie będziemy mieć wpływu, choć raczej każdy chciałby to zmienić. To znacznie ułatwiłoby życie.
/Powiem tak - nawet nie spodziewasz się, ile jestem w stanie przy sobie ukryć. Potrzeba matką czegoś tam, a dla chcącego nic trudnego, prawda?
/Niedługo się obrażę, wiesz? Zwyczajnie mnie nie doceniasz, bagatelizujesz moje umiejętności. Moje kruche ego cierpi już wystarczająco, nie musisz bardziej go przydeptywać. Mam się podłamać? Chcesz tego? Chcesz mieć to na sumieniu? Najwidoczniej tak, więc przejdę już do rzeczy - tak, nie mam zdania. Póki nasze ścieżki się nie krzyżują, mam ich gdzieś.
/Może nie tyle walnąłem, ale raz nie zdążyłem wyhamować. Ale nie ma tego złego, dzięki temu, że nie musiałem schodzić z tego wzgórza, zaoszczędziłem sporo czasu.

17 grudnia 2015

Avada Simpson

Jafferson był dobrą postacią, szczególnie z tymi długimi włosami :D a i Grace była urocza ^^ też się często zastanawiałam nad mamą Grace, i nic mi do głowy nie przychodzi, ale chętnie bym zobaczyła jej historię. Ruby jest genialna! Mulan też, ale nie trawię Meridy. Nie wiem czemu bo bajka jest świetna ale w OUaT jakoś mnie nie przekonuję.
#17 to cudoo *o* definitywnie idealne.
/Osobiście obstawiałam, że matką Grace mogła być Alicja, ale OUaT in Wonderland wykluczyło tę opcję. A wielka szkoda, bo byłoby to dość ciekawe (choć jednak przewidywalne) rozwiązanie. Ale cóż, może trzeba cieszyć się z tego, że postać Jeffersona pożegnała się z OUaT w naprawdę dobrym stylu ("stary" Kapelusznik z S02E05 był świetny), i że jednak dostał swoje szczęśliwe zakończenie?
/O ile bajka była całkiem znośna, o tyle Merida w serialu jest ciężka do przełknięcia i zwyczajnie nudna. Nie jest to tylko moje zdanie, bo sporo osób twierdzi, że odcinek z nią w roli głównej był najgorszym w 5a. Ale za to mogliśmy znów zobaczyć Mulan i Kapturka. 

/Miło czytać, że się spodobała :) Już bałam się, że trochę za bardzo dałam się ponieść.  
Hej Maria!
Miło cię poznać :)
Co teraz robisz?
Jak się układa twoje życie?
Co sądzisz o każdym z członków Avengersów?
Co sądzisz o Bucky'm?
Jak skomentujesz obecną sytuację?
Ulubiony smak lodów?
/To, czym aktualnie się zajmuję, to sprawy do których ma się dostęp powyżej poziomu szóstego. Powiem tylko, że nadal pracuję w SHIELD, choć nie jestem już łączniczką między agencją i inicjatywą Avengers. Obecna sytuacja nie bardzo na to pozwala. Przez sprawy z Inhumans, z pozwami, odszkodowaniami i Ultronem, a do tego przez Nowy Jork, Meksyk, Londyn i Waszyngton opinia publiczna i rząd są przeciwko nam. Nie da się już zamieść tego pod dywan, więc staramy się choć jakoś to złagodzić.
/Jak układa się życie osobiste? Już dawno zapomniałam, czym ono jest. Mniej więcej wtedy, gdy zaczęłam odpowiadać bezpośrednio przed Fury'm. 

/Z Bartonem pracowałam najdłużej. Zawsze musiał robić wszystko po swojemu, niejednokrotnie ignorując przy tym rozkazy i zwyczajnie olewając wszelkie regulaminy. Ale to dobry agent.
Jeśli chodzi o agentkę Romanoff... od samego początku nie nabierałam się na jej maski i miałam ją na oku. I nadal mam.
Steve jest naprawdę dobrym liderem i potrafi utrzymać drużynę w ryzach. Poza tym, coraz częściej pokazuje, że jednak potrafi się wyluzować. 
Sam jest zdecydowanie najnormalniejszy z nich wszystkich. Da się z nim porozmawiać i nie oszaleć. A to naprawdę coś.
Rhodes to dobry żołnierz, wykonuje rozkazy, nie kwestionuje ich i nie jest Starkiem. To wielki plus.
Wanda jest... ciężka do rozgryzienia. Nadal trzymamy się na dystans.
A Vision? Niesamowicie dobrze wychowany i szarmancki. Jak na robota, oczywiście. 
/O Barnesie nie mogę powiedzieć wiele. Dobrze wyszkolony, poszukiwany i nie będę ukrywać - niebezpieczny. 

/Nie przepadam za lodami.  
Teraz mi jeszcze bardziej głupio. Czasami twoje odpowiedzi mnie zaskakują, i sprawiają że czuję się jak totalna idiotka. Przepraszam jeszcze raz.
Jeśli to wymyśliłeś to znaczy że masz bogatą wyobraźnię. Jeśli działo sie to naprawdę to chyba pominąłeś ten kawałek: ,,...Teraz przez długi czas, przecież nikogo nie zabiłeś. Nie licząc agentów Hydry oczywiście."
To czym jesteś teraz? Może facet który w końcu ma własne zdanie, ale jeszcze nie za bardzo wie co z nim zrobić? Taak, pewnie coś w tym stylu.
Zauważyłam.
/To chyba dobrze, że nie myślę schematycznie i potrafię czasem kogoś zaskoczyć, prawda? Tak chyba powinno być. I skończ przepraszać, irytuje mnie to.
/A agent Hydry to dla ciebie nie człowiek? Oni też mają rodziny - mężów, żony, rodziców, dzieci, czasem nawet wnuki, dla których byli dobrzy i których zapewne kochali. W jakiś ten swój, dość popieprzony sposób. Ja mam powody do uważania ich za nic nie warte śmiecie i tak właśnie jest, ale to nie zmienia przecież tego, że morderstwo to morderstwo. Tego się nie usprawiedliwia i nie bagatelizuje. To się potępia. Bez względu na usprawiedliwienie. Prócz obrony własnej, wtedy może nie być wyboru. 
/Posiadanie własnego zdania to jeszcze nie powód do dumy. Trzeba jeszcze potrafić podejmować właściwe decyzje i uczyć się na błędach. To już coś.
/I byłbym zapomniał - nie wymyśliłem tego.

10 czerwca 2015

Astrid Löfgren

N, kobieta Thor też się nazywa Thor? :D
O Laurze (tak, chociaż wiem, jak się nazywa :P) też nic nie słyszałam. A skoro nowy Wolverine to Logan nie żyje, czy jak?
Chyba chcą wyrównać niedobór superbohaterów płci pięknej. 
Wolvie miał serię "Old Man Logan". Fox mógłby zrobić ekranizację za kilka lat, gdy pan Hugh trochę podsiwieje, chętnie bym obejrzała.
Trochę to kiepski pomysł. Niektórzy będą chcieli czytać o prawdziwym Thorze czy Wolverinie, a nie o pannach w ich kostiumach, więc sprzedaż może spaść. Jeśli sprzedaż spadnie, Marvel znowu stwierdzi, że nie warto robić serii o superbohaterkach, bo "się nie sprzedają".
Maria, już sobie wyobrażam ten lincz. No trochę sobie na to sami zapracowaliście, trzeba to przyznać. Zamieść pod dywan się nie zamiecie, ale może znajdzie się jakieś rozwiązanie, które nieco załagodziłoby całą sytuację. Chociaż na miejscu ludzi mieszkających tam, gdzie to się wszystko działo, byłabym wkurzona i to mało powiedziane. Z drugiej strony odwalacie kawał dobrej roboty. Przynajmniej teraz się staracie, chociaż pewnie nie wiadomo, czy przypadkiem nie ma jeszcze jakiegoś "hydrowicza" w waszej strukturze - czy może się mylę? Was się albo kocha, albo nienawidzi. 
Sprawdzamy kandydatów tak głęboko, jak tylko się da, i to kilka razy, ale niczego nie można być pewnym. Hydra siedziała w SHIELD przez dekady, jej agenci byli naszymi współpracownikami, przyjaciółmi, partnerami. Wiedzą o nas więcej, niż my sami. 
James, nie wiem, ja tam się nie znam na tym, co wyprawia SHIELD. Trochę bawią się w bogów, chyba tak bym to opisała. Fakt, trochę podobnie do Hydry.
Wolontariuszką? Rozwiń, bo chyba mamy inne definicje. Więc nie słyszeli jej, kiedy przepraszała, a usłyszeli ciebie? Wolno jej było do ciebie mówić, ale tobie do niej nie i to przez to, czy jak?
A ja nie powiedziałam, że każdą podrywałeś. Na pewno musiała spełniać jakieś kryteria, więc jedna to nie wszystkie.
No mówię, że nie był. Chociaż na miejscu tej dziewczyny bym ci z tej wdzięczności nogi z dupy powyrywała :)
Np. jakie komentarze?
Rozbawiłeś mnie. Trzeba było przenieść jemiołę i zawiesić ukradkiem nad Steve'm, znacznie prościej.
Jeśli Hydra znajdowała jakiegoś naukowca, którym była zainteresowana, a który nie chciał z nią współpracować dobrowolnie to uruchamiała tak zwany"program motywacyjny", polegający na groźbach lub/i porywaniu członków rodziny. Mówili na takich wolontariusze, nie mnie się pytaj dlaczego.
Mam znacznie lepszy słuch niż normalny człowiek, więc w tym, co dla innych było ledwo słyszalnym mruczeniem, rozpoznawałem słowa i wiedziała to. Jej nie było wolno mówić do mnie niczego, co nie było konieczne, a ja nie mogłem odzywać się wcale. Ktoś zwrócił uwagę, że zachowywałem się inaczej, przejrzano taśmy i kazano mi zastrzelić najpierw jej "motywację" , pewnie męża, a potem ją. To już cała historia. 

Zadziałało? Zadziałało. 
Takie komentarze, które lepiej przemilczeć. Czasem bywałem trochę... bezczelny, ale starałem się to powstrzymywać i sprawiać pozory kulturalnego człowieka. Często wychodziło.
Wtedy o tym nie pomyślałem, a teraz to już na to trochę za późno. Nie chcę wiedzieć, gdzie wsadziłby mi za to tę jemiołę. I chyba musiałbym podskoczyć, by sięgnąć ponad Steve'a, bo trochę mu się wtedy wyrosło.

Astrid Löfgren

N, otóż to, święte słowa :P
Jestem zła, bo ja tych komiksów za Chiny Ludowe nie ogarnę... :D Miesza mi się wszystko jak nie wiem co. To jest straszne :(
Nikt chyba nie ogarnął tego wszystkiego, nie ma szans :P
To, co teraz z komiksami robi Marvel to się w głowie nie mieści. Kolejne restarty, Thor jest kobietą, X-23 została nowym Wolverinem, o Capie i jego Tyranozaurze nawet nie wspominam.
Maria, przyzwyczaiłam się, że prawie wszyscy za nim gonią, więc miła odmiana. Dużo tych pozwów? Stać was na odszkodowania? Kto w ogóle się tym zajmuje: wy czy rząd?
Chyba nieprędko się odkujecie. Obym nie miała racji, ale wszystko na to wskazuje. 
Agencja nadal się odbudowuje, a do tego ta cała pogoń Coulsona za kosmitami, Ultron, Hydra i szukanie ponownie zgubionego, radzieckiego super żołnierza. SHIELD nie stać już niemal na nic. 
Przez ostatnią akcję, zniszczeniom uległy dwa miasta, a jedno przestało istnieć. Odszkodowania nie są zbyt małe. Wyciągają też sprawy Nowego Jorku, Londynu i Waszyngtonu, więc opinia publiczna jest przeciwko nam i sprawy nie da łatwo zamieść się pod dywan.
James, i wstydliwy, zbyt wrażliwy, pierdu, pierdu. Szkoda mi tamtego Steve'a, chociaż już go nie ma.
Pf, zaszedłbyś do sklepu i by ci ktoś dał garnek za ładne oczy. Po co zbierać, strata czasu.
Właśnie. Zwykła praca. To przeraża najbardziej, bo chyba dla nich sadyzm i zabijanie jest/było tym samym, co dla urzędasa stos papierów na biurku. To musieli być ludzie kompletnie pozbawieni emocji - i to tylko w pracy, bo w domciu przykładni ojcowie i wspaniałe matki, uśmiechające się od ucha do ucha przy planowaniu weekendowej wycieczki.
Przeżyła chociaż te przepraszanie? Znaczy czy nie miała przez to problemów u "góry"? Pewnie tego nie wiesz, ale wolę się upewnić.
Taaa, nie miałeś wyczucia, a pewnie sam rwałeś w ten sposób dziewczęta, że aż się kurzyło :P
Jakie to romantyczne <3 W sumie zabawne, że gość, biorący czynny udział w wojnie, przestraszył się uroczej kobiety. My to jednak mamy nad wami, facetami, władzę :D
Jemioła mnie rozczuliła. Świąteczny klimat i rozpalająca się miłość, jakie to cudne. Wcale nie taki zły ten twój sposób, chociaż fakt, mogłeś być trochę mniej bezpośredni. No i patrz, dzięki tobie 60 lat świetnego życia. Możesz być z siebie dumny!
Steve i zabawa? Neh, kity mi tu wciskasz, nie wierzę. Przecież to nie przystoi kapitanowi... :D
A czy ci z SHIELD są lepsi? Robią zupełnie to samo, tylko w imię trochę innych, choć podobnych, ideałów.
To zależało od jednostki. Zdarzali się nawet tacy, którzy potrafili rozmawiać o takich rzeczach nad stygnącym ciałem, a byli też tacy, których to chyba choć minimalnie ruszało.

Nie. Dostała kulkę w czoło.
Była... wolontariuszką, jak Hydra lubiła to nazywać, i cały czas szeptała pod nosem to swoje "przykro mi, przepraszam, przykro mi...". Raz, sam nie wiem dlaczego, mruknąłem, że "tak, ja znayu" i przez to wpadła.

Dlaczego miałbym to robić? Nie podrywałem każdej napotkanej dziewczyny, bo to nie były takie czasy.
Byłem, jestem i będę raczej mało subtelny, więc hej, ten pomysł nie był taki zły. Mogłem być znacznie bardziej bezpośredni, ale co niektóre komentarze pozostawiłem dla siebie. Z tego mogę być dumny.
Steve'a pod jemiołę nie dało wepchnąć, choć próbowałem ze wszystkich stron. To był znacznie trudniejszy przypadek. I cięższy.
  

Ana Morgan

Czyli nic ciekawego się nie dowiem.
Może i Stark ma swoje wady i pomimo tego co ostatnio zrobił, dla agencji zrobił również wiele dobrego. T.A.R.C.Z.A. ma wielu żołnierzy, a czasami i "błazen" może się przydać.
SHIELD nie ma wielu żołnierzy. Część naszych okazała się Hydrą, część poległa, a jeszcze inna odeszła. Nadal cierpimy na niedobór ludzi, teraz mamy ich jeszcze mniej, więc musimy stawiać na jakość. 
Stark dał na nas rządowi takiego haka, że jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, SHIELD może się już nie podnieść. A to raczej nie sprawi, że obdarzę go sympatią.
Niektórzy ojcowie te marzenia spełniają, Clint, nawet przy większej ilości dzieci.
I dlatego cię lubię, potrafisz mnie zaskoczyć jak mało kto.
Daj mi ich telefony, wezmę sobie od nich lekcje i trochę się podszkolę.
Nie mam ulubionego blaszaka, to chyba nie aż tak zaskakujące?
"Buck" to jednak nie "Bucky". Myślisz, że tak bardzo mi zależy na tym, żebyś był miły? To ja jestem uprzejma podporządkowując się do twojej prośby, a wcale tego robić nie muszę.
Choć nie za bardzo mi się to uśmiecha, w tym przypadku mogę cię poprzeć.
Właśnie to napisałam.
Co da im skazanie ciebie, skoro Hydra i tak będzie działaś i tak będzie dalej zabijać i wymyśleć coraz to większe cuda techniki, a z ludzi robić kolejne mutanty? Kozioł ofiarny musi być, taki już świat, ale dla mnie to głupie rozwiązanie, skoro skazanie ciebie i tak niczego nie powstrzyma.
Ciebie? No patrz się, a ja myślałam, że chce Bucky'ego.
No tak, przecież "Bucky" i "Buck" to zupełnie różne imiona. 
Mam dziękować za to, że jesteś ponoć uprzejma? Nie robisz mi tym wielkiej łaski, nie raz mówiłem, że mało mnie to obchodzi.
Hydra nadal będzie działać, nadal będzie robić swoje, ale skazanie mnie odwróci uwagę opinii publicznej. Tylko o to tu chodzi. Zwykli ludzie skupią się na tym, że skazano psychopatę, który urządził masakrę w DC, a rząd będzie mógł robić swoje. Takie sytuacje zdarzały się przecież już nie raz.
Skrót myślowy. Łatwo zrozumieć o co chodzi.

9 czerwca 2015

Ana Morgan

N to nie tak! ja cię bardzo lubię, po prostu jeszcze bardziej lubię uprzykrzać ludziom życie :D
Właśnie widzę!
Dlaczego wszyscy wolą Rhodesa od Tony'ego? Ja się jedna wyłamię i pomimo wszystko wolę Starka, a za Rhodesem od początku nie przepadałam i jak to u mnie bywa, nie mam pojęcia dlaczego. Może dlatego, że nie ma w sobie niczego ciekawego.
A najciekawsza misja na jakiej byłaś? I najgroźniejsza?
Ponieważ Rhodes to dobry żołnierz, który nie wyłamuje się przed szereg i nie próbuje robić wszystkiego tak, by wszyło na jego. A Stark to jego przeciwieństwo. A SHIELD potrzebuje żołnierzy, nie błaznów.
To sprawy do których ma się dostęp powyżej poziomu szóstego.
Nie, wręcz przeciwnie Clint. To dobrze kiedy ojciec interesuje się swoimi dziećmi, a nie wszystko ma w dupie i woli zalegnąć na kanapie przed telewizorem.
A teraz pytanie z innej beczki, wolisz Rhodesa czy Starka? Choć chyba odpowiedź znam.
Zaleganie na kanapie przed telewizorem, gdy ma się trójkę dzieciaków? Marzenia.
Żadnego. Rhodes jest mniej wkurzający, a Stark miał fajne zabawki i nie miał kija w tyłku.
To opowiesz mi w końcu tą historię o ręce? No wiesz wtedy co ci się pomyliły i użyłeś niewłaściwej, a skończyło się to nieprzyjemnie :D
U mnie to nie działa, zawsze najpierw wybieram dobrą opcję, a potem zmieniam na złą, ale ty możesz spróbować, skoro najpierw wybierasz złe rozwiązanie to zmień decyzje, a może okazać się dobre. To w miarę logiczne. Niby pierwszy wybór jest najlepszy, a ja stale się o tym uczę, ale metoda prób i błędów też nie jest zła.
o.o Co? A mów jak chcesz. Od kiedy ty się taki miły zrobiłeś? (A Ana wciąż wredna).
Cieszę się z tego bardzo, naprawdę.
Co do Natalii... wiesz co uszczęśliwiało by mnie najbardziej na świecie? Możesz się spokojnie domyśleć ^^
Naprawdę nie mam pojęcia jak ci pomóc. Żadne rozwiązanie nie jest dobre, albo tobie nie odpowiada, albo rządkowi. Ciągła ucieczka też nie jest dobrym pomysłem na życie, James. Ale płacenie za zbrodnie, które tak naprawdę popełniła Hydra tylko, że twoimi rękami to po prostu nie sprawiedliwe. Ale tak już jest na świecie, ludzie na wysokich stołkach podejmują najprostsze decyzje, tak żeby to im było najlepiej. Kto by się martwił o kogoś takiego jak ty, Buck?
Balerinę? Serio? Przecież to było istnie patriotyczne zajęcie. Zachęcanie do oddawania kasy na rzecz wojska i wojny... To pewnie dzięki temu Niemcy przegrały ^^
Wiem Buck, ale coś musisz zrobić. Musisz w końcu znaleźć rozwiązanie, tak żeby wszystkim ono odpowiadało. Stresujące, no nie?
Mogę ci mówić "Buck"?
Nie, nie opowiem. I nie, nie możesz zwracać się do mnie Bucky, Buck czy jakkolwiek podobnie. Chyba, że znowu mam przestać być taki miły.
Nie muszę się domyśleć. Wpakowała mnie w takie bagno, że mam ochotę... zrobić dla niej wyjątek od bycia grzecznym.
Są dowody na to, że zbrodni dokonałem ja, więc zwalenie całej winy na mnie to najkrótsza droga. Może i są moje akta, które potwierdzają to, że nie była to do końca moja wina, ale te sępy będą wygrzebywać wszystko na wierzch i zrobią wszystko, by mnie pogrążyć, bo potrzebują kozła ofiarnego. Przecież jeśli skarzą "tego" Winter Soldiera to będą mogli zamydlić społeczeństwo oczy i odwrócić uwagę od całej Hydry. 
Nie ma takiego rozwiązania.  Jedni chcą mnie martwego, inni skazanego, a jeszcze inni chcą znowu zrobić ze mnie morderczą kukiełkę. A Rogers chce mnie... tylko mnie. Nie da się tego pogodzić.
 

Astrid Löfgren

N, och, serio? Ja bym prędzej założyła, że "nicnierobienie" z rodziną Bartona jest częścią jakiegoś planu. Może jednak faktycznie zmiękło mu serduszko. Jeśli tak, to aż jestem w szoku. Scenarzyści wiedzą lepiej, zapamiętaj! :P
Łohoh, czyli Winnie stylem samemu sobie nie dorównuje? To było już po eksperymentach u Zoli, tak? 
Scenarzyści nawet, gdy nie wiedzą, co robią to i tak wiedzą lepiej. Zapamiętam! 
Bucky zrobił to mając szesnaście lat, kilka noży i parę granatów. 
W komiksach Bucky żadnego serum nie miał, a supersiłę dawała mu tylko proteza. Ale trzeba pamiętać, że tak naprawdę od dwunastego roku życia był szkolony na mordercę, bo do tego treningi Amerykanów się sprowadzały. Robił brudną robotę za Capa, by ten nie musiał mieć krwi na rękach.
Maria, przy bliższym poznaniu na pewno ujmujący już nie jest, ale póki się go zna tylko z czyichś opowieści i bardzo powierzchownie, można uznać go za budzącego sympatię. Tylko czekać, aż kawał metalu gruchnie o ziemię z nadmiaru zielonych na koncie.
Też się zajmujesz "gonitwą" za "missing person" (ależ mi się ten zwrot spodobał :D) jak inni?
To się nazywa dobry PR. Po to ma od tego tabuny speców.
SHIELD ma też masę innych rzeczy do zrobienia, więc tym zajmuje się wyznaczony do tego zespół. Sprawa z Inhumans, z pozwami i Ultronem. I tak cierpimy na niedobór ludzi.
James, a kto by narzekał na dodatkowy zastrzyk gotówki. Ciekawe czy Steve by się na coś takiego zdobył. Chociaż on to pewnie by się nawet nie obronił w razie czego, a gdyby uciekał, to biedny by się zasapał po paru metrach.
Jeśli chodzi ci o blizny i rękę, to spoko, nadrabiasz buźką, więc byś sobie na pewno poradził. Gdybyś miał garnek, rzecz jasna. I to pusty.
Zawsze mnie zastanawiało i w sumie dalej zastanawia, co czuli żołnierze, którzy w takich obozach "pełnili służbę". Czy czuli cokolwiek, kiedy ludzie na ich oczach umierali z głodu - już pomijając tych, których osobiście mordowali - czy kompletnie ich to nie ruszało, czy faktycznie działała machina autorytarna ich przywódcy, że aż ze strachu przed śmiercią bali się sprzeciwić, a może świetnie się spełniali w roli katów. Za cholerę tego nie pojmę i jak na złość nie ma kogo o to zapytać. Wcale się nie dziwię, że gniew znalazł ujście.
Może być. Masz do wszystkiego talent, więc swatką nie mogłeś być marną.
Ależ ja cię chwalę, niedobra ja.
To tego trzeba było mieć "to coś". Steve był zbyt... cnotliwy. Tak, to chyba całkiem dobre określenie.
Zawszę mogę najpierw uzbierać na garnek.    
Jako ktoś, kto miał z podobnymi typami sporo do czynienia, mogę powiedzieć, że dla nich nie byli to nawet ludzie. Dla tych, którzy pracowali przy projekcie Winter Soldiera, nie byłem nawet człowiekiem, więc nie widzieli potrzeby, by mnie tak traktować. To podobna sytuacja. Dla tych ludzi to była zwykła praca, którą chciano odbębnić i tyle. Choć oczywiście nie wszyscy. Zdarzali się zwykli sadyści. Raz trafiła mi się kobieta, która przepraszała mnie za każdym razem, gdy zajmowała się moją ręką.
Najlepszy jednak nie byłem, bo zwyczajnie nie miałem wyczucia w tych sprawach, ale grunt, że zadziałało.
To były święta 1944 roku. Byliśmy w Londynie. Dostaliśmy przepustki i chcieliśmy udać się na zorganizowaną z tego powodu zabawę. Nic wielkiego, ale jednak miła odskocznia. Ja i Toro- Thomas Raymond, znałem go ze 107, chcieliśmy zgarnąć jeszcze Steve’a, ale twierdził, że nie ma na to czasu i musi uczyć się nowych kodów czy coś, więc w końcu daliśmy mu spokój.
Jedna z kobiet na przyjęciu niesamowicie spodobała się Toro, prawie wlepiał w nią maślane spojrzenia, ale bał się do niej podejść i z nią porozmawiać. Na każdą próbę przekonania go do ruszenia tyłka, odpowiadał, że „ona i tak jest poza zasięgiem” i „że tylko się ośmieszy”. Zaczął mnie denerwować swoim smęceniem, bo to w końcu święta, więc zwyczajnie wstałem, odbiłem kobietę partnerowi, potańczyłem z nią i podprowadziłem ją bliżej Toro. Pokrótce wyjaśniłem jej, że mój przyjaciel to kompletny idiota i mało kulturalnie wepchnąłem jej go w ramiona. Zapomniałem o tak drobnym szczególe, że Toro nie potrafi tańczyć, więc to jego partnerka musiała prowadzić, ale jakoś im to szło.
Wtem zdarzył się prawdziwy wigilijny cud! Steve Rogers postanowił się zabawić i przyszedł na przyjęcie. Steve stwierdził, że może i mamy rację i wojna nie ucieknie, a czasem każdy potrzebuje czasu wolnego. I pomógł mi podprowadzić naszą parkę pod jemiołę. Toro potem miał ochotę mnie udusić, bo „narobiłem mu wstydu”, ale i tak w końcu się ożenili. 

Ana Morgan

A co sądzisz o poszczególnych członkach Avengers? Tych starych, jak i obecnych? Jak mogłabyś ich opisać?
N: Ty mnie naprawdę nie lubisz, prawda? 

Z Bartonem pracowałam najdłużej, więc znam go najlepiej, choć wielkimi przyjaciółmi nigdy nie byliśmy. Często potrafił działać na nerwy, bo nie stosował się do rozkazów, zwyczajnie olewał regulaminy i zawsze musiał robić wszystko po swojemu.
Agentka Romanoff... nigdy w pełni jej nie ufałam i nadal nie ufam. Nie nabierałam się na jej maski. Ma w sobie coś, co uruchamia mój wewnętrzny radar i każe mi mieć ją na oku.
Steve staje się coraz ciekawszy, wyjmuje kij z tyłka i pokazuje, że potrafi się bawić. Jest też dobrym liderem, a przynajmniej lepszym niż Stark. O Starku swoje już powiedziałam i chyba więcej dodawać nie muszę.
Thor to... naprawdę barwna postać i czasem ciężko zrozumieć mi jego tok rozumowania. Na swój sposób, to inteligenty facet, tylko nadal ciężko mu się w tym wszystkim odnaleźć.
Doktor Banner ma jednocześnie w sobie coś niesamowicie uspakajającego i przerażające zarazem. Nie muszę chyba tłumaczyć czemu.
Sam jest zdecydowanie najnormalniejszy z nich wszystkich. Da się z nim porozmawiać i nie oszaleć, a to naprawdę coś.
Rhodes to może i następny facet zakuty w metalową puszkę, ale wolę jednak jego. Wykonuje rozkazy, nie kwestionuje ich i nie jest Starkiem. To wielki plus.
Wanda jest... dziwna. Miałam do czynienia z ofiarami prania mózgu, więc wolę trzymać się z daleka od kogoś, kto namieszał w głowię całej drużynie, jeśli nadal nie mam do niej zaufania.
O Visionie niewiele mogę powiedzieć. Ma w sobie coś z Jarvisa, ale to jednak nie on.


Biedna dziewczyna, może się nie doczekać, jeśli okażesz się długowieczny :P
I kto to mówi? Sam polazłeś do T.A.R.C.Z.Y.
Nie chodzi mi już o konkretnie ten zawód, ale o każdy inny. Ja teraz jestem na etapie wyboru studiów i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mi się do tego wtrącał. Doradzić, porozmawiać owszem, ale nie zakazywać, czy zamykać w domu do osiemdziesiątki, Clint. Choć przyznam, że ta druga opcja mogłaby być dość interesująca.
Nie miałem zbyt wielu alternatyw, a ta opcja wydała mi się być wtedy najlepsza. Od SHIELD wcale nie jest łatwo się uwolnić. 
Poprę ich każdą decyzję, ale nie pozwolę im się zabić. Praca w takiej agencji jest jak proszenie się o śmierć, więc zrobię wszystko, by wybić im coś takiego z głowy. Wiem, że niestety dzieciaki dorastają i nie będę mógł wiecznie trzymać ich przy sobie, choć bym chciał, więc chcę mieć chociaż pewność, że dobrze poradzą sobie w życiu. To chyba nic złego.
Przepraszam James, może nie powinnam, ale to zdanie o kanionie strasznie mnie rozbawiło. Wiem, jestem okropna, ale nie mogę nad tym zapanować. Napisałeś to w taki sposób, że po prostu wymiękam.
Niczego w życiu nie można być na 100% pewnym, przekonałam się o tym na własnej skórze i od tamtej pory zawsze staram się jakoś uwzględniać obie opcje, i dobrą i złą. Dobrze, tak wiem, nie miałeś władzy nad swoim życiem przez 70 lat, ale teraz masz i samodzielnie podejmujesz decyzje. Nikt już ci w głowie nie siedzi i sam możesz decydować o swoim życiu, w którą stronę chcesz iść i powinieneś się z tego cieszyć, choć może to być też troszkę przerażające, bo nigdy nie wiadomo czy wybierze się dobrze, prawda?
Oczywiście, że nie jest zabronione. Możesz zwracać się do mnie jak chcesz.... no oprócz "moja droga" i "moje drogie dziecko" -_- Po prostu to "ma'am" działa na mnie dziwnie uspokajająco, a rozmowy z tobą zazwyczaj bywały... drażniące?
Cieszę się, że byłeś szczery. W końcu usłyszałam coś poza tym, że Rogers jest uciążliwy i widzi w tobie swojego przyjaciela.
Nie sądzę, żeby Cap na to pozwolił, ale zdaję sobie sprawę, że może nie mieć zbyt wiele do gadania. Pozwolisz jednak, że podam ci przykład Natashy, dobrze? Ona też ma sporo na sumieniu, już mieli ją zlikwidować, ale jednak wyrok anulowano, a ona teraz żyje sobie spokojnie, bo przeszła "na dobrą stronę mocy" z pomocą Clinta, bo dla niej Clint to taki Steve dla ciebie, rozumiesz? Wiem, że to bardzo optymistyczna wersja. I wiem też, że będziesz mieć jakieś ale, bo zgadzanie się ze mną nie jest w twoim stylu, ale co zamierzasz robić do końce tego swojego długiego życia, co? Chcesz ciągle uciekać? Ukrywać się?
Jakich skojarzeń? Doskonale wiem co masz na myśli. Rozumiem twoje obawy, on zapewne też obawia się spotkania z tobą, bo nie wie czego się spodziewać. Zapewne myśli, że od razu się na niego rzucisz i zechcesz zabić. Możecie się jedynie obaj rozczarować lub jednak wyjdzie wam to na dobre. W końcu wasza sytuacja jest troszkę podobna. Pomijając to, że Rogersowi nikt prania mózgu nie robił, nie kazał zabijać i takie tam inne rzeczy.
Najwyższy czas nauczyć się śmiania z samego siebie i chyba robię w tym postępy.
Wszystkie moje decyzje zazwyczaj okazują się złe, więc zacznę robić wszystko jeszcze bardziej na opak i może wszystko przestanie się pieprzyć. Jeśli stanę na rozdrożu i pomyślę, że najlepiej byłoby pójść w prawo, to pójdę w lewo. Nie zdziwię się, jeśli okaże się to skuteczne.
Mogę nie nie mówić ma'am. Zwyczajnie wydaje mi się to trochę znajome i wiem, że gdzieś to słyszałem. 
Naprawdę chcesz wdawać się ze mną w dyskusję o uroczej prikrasnej Natalii? Mogę się założyć, że tylko przyklaśnie pomysłowi wsadzenia mnie za kratki. 
Jest między nami taka różnica, że  moje zbrodnie ciągną się przez... sześćdziesiąt cztery lata i mam na kącie dwóch prezydentów, jednego dyktatora i jeszcze kilkunastu innych polityków. Tego raczej tak łatwo mi nie odpuszczą i nawet Steve nie będzie miał tu wiele do gadania. 
Projekt Odrodzenie miał na celu stworzenie idealnego żołnierza- idealnej borni. Steve miał... powstać w tym samym celu, co ja, ale coś kiepsko im wyszło, bo robił za balerinę.
Programowanie nadal we mnie siedzi, więc na jego widok znów coś może mi się poprzestawiać i naprawdę mogę zechcieć zakończyć misję. To jest główne "nie", które nie pozwala mi do niego pójść. Nie wiem do czego jestem zdolny, a naprawdę nie chcę go zabijać.

Astrid Löfgren

N, wolałam zapytać. Wielkie dzięki!
Oj tam, oj tam, na pewno wszystko wiesz tylko się nie przyznajesz :P
Tak, tak, Fresno :D
Znając swoje szczęście trafię na ten zły. Standardowo. 
W MCU Morita jest z Fresno, a w Ziemi z 616 z San Francisco, więc tak sam z niego Amerykanin jak z Capa. 

I tak bajdełejem, choć ledwo przechodzi mi to przez klawiaturę, muszę przyznać, że Loki nie jest aż tak wielkim, zadufanym w sobie dupkiem, jak zawsze sądziłam, ponieważ wiedział o rodzinie Bartona (choć scenarzyści już chyba mniej...) i nie wykorzystał tej wiedzy w żadnym celu.
Brawo!
Maria, a wydawał się taki wszechstronny i ujmujący. Hajsy to nie wszystko, a on biedny chyba sądzi, że jednak tak. Czasami tracę do niego całą sympatię przez te jego durne wynalazki. No, może nie takie durne w niektórych przypadkach. Na czym dokładnie polega teraz twoja robota?
Wszechstronny? Może. Ujmujący? Nigdy.
Niektórzy sądzą, że za pieniądze da się kupić wszystko. I sprowadzenie na ziemie często jest wtedy bolesne.
Tak naprawdę to zupełnie na tym samym, co robiłam w agencji. Zresztą, nadal pracuję w agencji, więc zmieniła się tylko nazwa firmy na czeku z wypłatą.
James, a powiedziałam, że to coś złego? Nie. To, że nie potrafię sobie tego wyobrazić w twoim wydaniu nie znaczy, że traktuję to jako bezapelacyjnie złe. Takie "zwyczaje" miały swoje solidne uzasadnienie, choć faktycznie, daleko temu do moralnego zachowania i Rogers miał rację. Nie dziwię się jednak, że swój urok wykorzystywali mężczyźni na równi z kobietami. Teraz jest podobnie, kiedy nie masz co do gara włożyć. Serio.
No nie ukrywam, że wolałabym jednak coś weselszego.
Stosy trupów, co? Takich obrazów się nie zapomina. Po głupim filmie dokumentalnym mam czasami przed oczami tych umierających i umarłych już ludzi, a co dopiero mówić, jeśli zobaczy się to na własne oczy... To zło całego świata. Jego kwintesencja.
Miał rację, nie miał racji, co za różnica? Jakoś nie narzekał, gdy udawało mi się przesunąć datę płacenie czynszu, a potem, gdy przynosiłem dodatkowe rację, a siebie coś nie osądzał. Żadnych granic nie przekraczałem, zwyczajnie potrafiłem dobrze zatrzepotać rzęsami. Tyle, nic poza tym.
Wtedy może i mógłbym "wykorzystywać swój urok", ale teraz raczej nie zrobiłbym kariery. Nie żebym miał jakiś garnek.
Miałem wtedy... drobny napad gniewu*. Widocznie to siedziało we mnie od zawsze, ale rzadziej wyłaziło na powierzchnię . Nie wiedziałem, ile tak naprawdę miałem wtedy siły, więc trochę przesadziłem i Steve musiał odciągać mnie siłą.
Może być o tym, jak znalazłem żonę Raymondowi? Może w trochę kiepski sposób, ale przeżyli ze sobą ponad sześćdziesiąt lat, więc nie byłem aż tak marną swatką.
*Bucky w pojedynkę urządził SS taką masakrę, że nie powtórzyło się to nawet za czasów Winter Soldiera. 
Wiedział, że jemu i Toro nie uda się uwolnić wszystkich więźniów, więc obiecał im, że przyjdą tu razem z odziałem. Obietnicy spełnić nie zdążył.