N: Muszę przyznać, że jestem strasznie niezadowolona z tej notki. Ale za to #50 wypadło już lepiej. Pojawi się jutro rano, wyjaśniając kilka spraw z "#49 Bucky". I tak, pięćdziesiątka nie ma już "Bucky" w tytule. To ten, ja uciekam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Bucky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #Bucky. Pokaż wszystkie posty
14 sierpnia 2016
7 sierpnia 2016
#48 Bucky
N: Notka pojawia się dzisiaj, ponieważ mam problemy z internetem, który pojawia się i znika w najmniej oczekiwanych momentach i nie zapowiada się, by się to zmieniło w najbliższej przyszłości.
Ta notka jest jeszcze przegadana, ale w następnej pojawi się już akcja. I wyraźne nawiązanie do dwóch komiksowych śmierci.
Ta notka jest jeszcze przegadana, ale w następnej pojawi się już akcja. I wyraźne nawiązanie do dwóch komiksowych śmierci.
***
sierpień 2016
/Często zastanawiałem się nad tym, co pomyślałaby sobie o mnie teraz moje rodzina, Jak bardzo byliby mną zawiedzeni. Może w ogóle nie chcieliby mieć ze mną nic wspólnego?
/Może nawet nie przez to, co zrobiłem, a jaki się stałem? Moja ma nie lubiła takich typów. Dziewczyny wdały się w nią. Tak bardzo, że czasem miewałem kiedyś wrażenie, że one dostały najlepsze cechy mamy, a mi przypadły najgorsze ojca. I mamy. I całej reszty rodziny. Stąd mój talent do podejmowania wszystkich tych cholernie złych decyzji, do wykładania się na nawet najprostszej drodze. Dosłownie i w przenośni.
30 lipca 2016
#47 Bucky + koniec tygodnia Stucky
N: Co tu dużo mówić - ze łzami w oczach żegnamy naszych chłopców, którzy trzymając się za ręce, oddalają się w stronę zachodzącego słońca, i witamy z powrotem zrzędzącego Bucky'ego i ekipę, która próbuje z nim żyć i przy tym nie oszaleć.
lipiec 2016
/Brooklyn w niczym nie przypominał już miejsca, które kiedyś znałem.
/Naciągam
niżej daszek czapki, w duchu dziękując Temu na górze za to, że pogoda się
schrzaniła. Od rana mżyło, a zbierając się ciemne chmury zapowiadały zbliżające
się zerwanie chmury. Burzę można było wręcz wyczuć w zanieczyszczonym
powietrzu.
/Przyglądam się mijanym, niszczejącym
kamienicom, wciskając dłonie w kieszenie cienkiej, przeciwdeszczowej kurtki.
Pozwala się wtopić w tłum ludzi, próbujących ochronić się przed deszczem.
Parasole, kapelusze, czapki, kaptury – to wszystko działa na moją korzyść,
pozwala zniknąć w kolorowej masie ludzi, uniknąć złapania przez kamerę. W Brighton
Beach jest ich całkiem sporo, jednak głównie na wybrzeżu, nie w centrum
dzielnicy.
18 lipca 2016
#46 Bucky
N: Pamiętacie jak mówiłam o tym, że ktoś zginie? Chodzi o to, że...
***
lipiec 2016
/Broń ciąży mi w dłoniach jak jeszcze nigdy przedtem.
/Nie raz – oczywiście, że nie raz, robiłem to setki razy – osłaniałem już
plecy Steve’a, ale teraz… To coś zupełnie innego. Mam mniej czasu na reakcję
niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli się zawaham, choć przez sekundę, jeśli chybię
choć o milimetr…
11 lipca 2016
#45 Bucky
***
lipiec 2016
/Przyglądam
się uważnie każdemu ze zdjęć, starając się przypomnieć sobie jak najwięcej o
osobach i miejscach, które są na nich uwiecznione. Co wcale nie jest takie
proste. Kolejny raz okazuje się, że wcale nie pamiętam tak wiele, jak mi się
wydawało. A to źle, bardzo źle, ponieważ ja muszę
pamiętać.
/Ale
nie potrafię, bo nie pozwala mi na to mój popieprzony umysł, który nie potrafi
działać tak, jak powinien, gdy jest to konieczne. Ale za to gdy tylko nie chcę o czymś pamiętać, zawsze wpycha mi
wspomnienia przed oczy. Bo mnie nienawidzi. Jak jasna cholera… Chociaż… Czy
jeśli mój mózg mnie nienawidzi, to sam siebie nienawidzę? Dobra, nie przepadam
za sobą, ale czy to już… Nie, dość. Barnes, przestań myśleć o pierdołach i skup
się wreszcie na tym, na czym powinieneś się skupić już dawno.
4 lipca 2016
#44 Bucky
***
20 czerwca
2016
/Jeszcze rok temu liczbę
Nieludzi można na świecie można by określić w dziesiątkach.
/Z
czasem – przez niekompetencję SHIELD, jak się okazało – zaczęło się to
zmieniać. Były ich setki, później tysiące. A teraz? Setki tysięcy rozsiane po świecie. Może to niewiele, jeśli
przyrówna się do siedmiu miliardów ludzki na Ziemi, ale… I tak liczba jest
ogromna. Zwłaszcza, że wciąż się zwiększa.
27 czerwca 2016
#43 Bucky
***
27 czerwca
2016
/Przystaję pod drzwiami
pokoju Steve’a i… Nie mam pojęcia co dalej.
/To był durny pomysł. Bardzo, bardzo durny
pomysł. Wejdę tam i powiem „Hej, Steve, chcesz usłyszeć fajną historyjkę, która
dręczy mnie przez ostatnie dni?”, no kto by się na to nie skusił? To był durny
pomysł, a ja tylko się ośmieszę i… Z drugiej strony, może trochę by go to
zniechęciło?
/Zapewne
nie. W końcu to Rogers. Jego trudno do czegokolwiek zniechęcić. Ale spróbować
zawsze można.
20 czerwca 2016
#42 Bucky
N: Pragnę tylko powiedzieć, że to zdecydowanie nie jest ta zapowiedziana notka z Bucky'm i Samem. Kiedy pisałam tę, tamtej nawet jeszcze nie było w planach.
***
20 czerwca
2016
— Mam do ciebie jedno pytanie,
Barnes — zaczyna Wilson, splatając palce wspartych na kolanach rąk. — Jak długo
masz zamiar tutaj leżeć, udawać martwego, mając nadzieję, że jakoś to będzie?
/Staram się go ignorować,
zasłaniając twarz przedramieniem. Pomaga to odciąć się nie tylko od Wilsona,
ale też od światła, które wpuścił do środka, gdy tylko tu wszedł i wyłączył
funkcję przyciemniania szkła w oknach pokrywających całą północą ścianę pokoju.
/Jest
jasno, cholernie zbyt jasno.
— Wiesz, udawanie martwego wychodzi
ci całkiem nieźle. Jeszcze kilka dni bez prysznica, a nawet zapach będzie
podobny.
11 czerwca 2016
#41 Bucky + Powrót do teraźniejszości
***
11 czerwca
2016
/Nowe ramię jest…
dziwne.
/Dzięki vibranium jest
lżejsze, bardziej zręczne, o wiele bardziej wytrzymałe, temu nie można
zaprzeczyć. Można też powiedzieć, że jest szybsze, bo sygnał zdawał się
docierać do czujników w krótszym czasie niż w poprzedniej protezie. Jest też
smuklejsze, znacznie bardziej pasujące rozmiarem do mojego prawdziwego
ramienia, jakby ktoś zdjął z niego miarę, jak zapewne było. Wydawało się być
też bardziej… estetyczne? Tak, to chyba dobre określenie. Jest zgrabniejsze, łuski
wydają się być mniej odpychające, choć jednocześnie układem bardzo przypominają
ten na starej protezie. Za wielki plus można uznać także to, że ramię nie
wydawało żadnych dźwięków. No i już na mnie aż tak bardzo nie pasożytowało,
ponieważ Swann zamontowała w nim oddzielny system ładowania. Wystarczy, że będę
pamiętał o ładowaniu i wymianie akumulatora. Ba, mogę je nawet zdjąć, jeśli
będę miał taki kaprys.
/Powinienem
być więc zadowolony.
30 maja 2016
#40 Bucky
***
30 maja 2016
/Nienawidzę
czasu, który muszę spędzać w towarzystwie tych ludzi. Od kiedy tu jestem, nie
żaliłem się żadnemu z nich. Ani razu. Wychodziłem po prostu z założenia, że
skoro mnie nie obchodzą ich problemy, nie mam powodu, by spowiadać się im z
własnych. Tylko, że to nie działa chyba w obie strony. Przynajmniej nie dla
Rogersa, który zdaje się uważać, że jego przyjaciele powinni zostać moimi
przyjaciółmi. Tylko kto powiedział, że ja tego chcę? Nie chcę, zdecydowanie
nie. Mogę rozmawiać z Wilsonem, który wciąż wydaje mi się być najnormalniejszy
z całej tej zgrai – wliczając w to
Rogersa – ale nie mam zamiaru nawiązywać jakiejkolwiek bliższej znajomości
z całą resztą. Więc do czego potrzebne są mi informację o tym, że Barton tęskni
za swoimi szczeniakami – po jakiego diabła więc wplątywał się w cały ten syf? –
a Maximoff znów o coś się obwinia? Mam własne problemy, nie muszę zaprzątać sobie
głowy jeszcze tymi ludzi, którzy nieszczególnie mnie obchodzą. Zwłaszcza, że
wciąż mam wrażenie, jakby mózg miałby mi zaraz wybuchnąć, rozsadzając
czaszkę.
23 maja 2016
#39 Bucky
***
24 maja
2016
/Zaciskam zęby i masuję skroń
okrężnymi ruchami.
/Mam wrażenie, że głowa za chwilę mi
eksploduje, tak bardzo upierdliwy jest ten ból. Staram się jednak choć udawać,
że słucham tego, co Rogers ma do powiedzenia. Tak naprawdę nie potrafię się
skupić, choćbym nie wiedzieć jak bardzo tego pragnął.
/Może znów mówi o czymś związanym z
Protokołem? Często o tym mówi. Gęba czasem mu się nie zamyka. Momentami mam
ochotę mu w tym pomóc. Najlepiej pięścią. Ale się hamuję. To dobrze. Chyba.
/Może
więc znowu mówi o Protokole? Tylko po co? W czym niby miałbym pomóc?
16 maja 2016
#38 Bucky
***
16 maja 2016
/Mimo
późnego wieczoru jest parno i gorąco.
/Przechodząc się brzegiem Jeziora Turkana, czuję
zraszające kark krople potu. Przeczesuję włosy, bluźniąc pod nosem na to, jak
bardzo nienawidzę wysokich temperatur. Dlaczego T’Challa musiał być królem
państwa leżącego akurat w środkowej Afryce? Dlaczego nie mogło to być jakieś
pieprzone koło podbiegunowe czy coś? Jasne, jest takie przysłowie, by nie
interesować się zębami darowanego konia, ale co poradzę na to, że po porostu nienawidzę gorąca? I to całym sercem?
Jestem pieprzonym Zimowym Żołnierzem,
to mówi samo za siebie.
10 maja 2016
#37 Bucky
N: Teraz już akcja toczy się po zakończeniu CA:CW. Starałam się
ograniczyć liczbę spojlerów, jak tylko mogłam, ale i tak jest ich dość sporo.
***
10 maja 2016
/Nie
ważne jak bardzo starałbym się przed tym bronić, nie mógłbym nie dostrzec tego,
jak piękny widok rozciąga się z tarasu.
/Nigdy nie zachwycałem się takimi rzeczami,
były mi niemal zupełnie obojętne, a zapewnienie sobie atrakcyjnego wizualnie
otoczenia zdecydowanie nie znajdowało się na liście moich priorytetów, ale w
widoku wakandyjskiej dżungli było coś, co mnie do siebie przyciągało.
Fascynowało mnie. Przez ostatnie dni spędziłem wiele godzin na wpatrywaniu się
w obraz za wzmocnioną, pancerną szybą, ponieważ była to zdecydowanie bardziej interesująca
alternatywa od snucia rozmyślań czy wgapiania się w wiadomości. Teraz mogłem
wreszcie nie tylko patrzeć na dżunglę, ale również usłyszeć jej dźwięki, poczuć
jej wilgoć, jej gorąco na skórze – nie mogę nawet sięgnąć pamięcią do chwili,
kiedy ostatni raz promienie słońca padały mi na niezakryte ramiona – poczuć jej
zapach – niepowtarzalny, brudny, wydawać by się mogło, że gorzki, niemal
niemożliwy do opisania.
/Nawet
nie próbowałem oszukać samego siebie, że nie chciałbym tam wyjść. Chciałbym,
jasne, że chciałbym. Tylko, że nie mogę zrobić nawet tego.
7 maja 2016
#36 Bucky + ogłoszenie
Jak zadecydowała większość głosów w ankiecie (4/7) - od dzisiaj fabuła bloga toczyć będzie się już po CA:CW (a przynajmniej po jego części, bo kolejna notka pojawi się 10 maja). Ignoruje sceny po napisach i piszę po swojemu.
Steve Rogers zostaje stale dostępną postacią na blogu.
Jeśli ktoś nie chce znać konkretnych spojlerów do CW, niech da mi znać, a będę ich unikać w odpowiedziach!
***
7 maja 2016
/Budzę
się ze smakiem krwi na języku.
/Całe
ciało, każdy, nawet najmniejszy nerw i mięsień bolą jak jasna cholera, jakby płonęły żywcem. Wszystko piekielnie
boli i mam wrażenie, że niemal słyszę chrzęst połamanych kości, gdy próbuje się
ruszyć, choć przekręcić na bok.
/Ale nie jestem w stanie.
/Nie
panikuj, tylko nie panikuj.
1 maja 2016
#35 Bucky
N: Musiałam wyrzucić dobrą stronę tekstu, żeby nie gryzło się to z fabułą CA:CW, ale w końcu notka jest. Następna pojawi się 8/9 maja i będzie dziać się już po CW.
***
1 maja 2016
/Sprawy zaczynały coraz
bardziej się komplikować. Nie można było tego nie zauważyć, nie można było tego
już dłużej ignorować. Musiałem zacząć myśleć nad kolejnymi planami awaryjnymi i
to szybko, bo niedługo ziemia może zacząć palić mi się pod stopami. I to
dosłownie. Jeśli proponowane przez rząd i Radę ustawy wejdą w życie, prędzej
lub później ktoś dobierze mi się do tyłka. W ten zupełnie nieprzyjemny sposób.
/Już
po Waszyngtonie i całej też aferze z ujawnieniem się Hydry przejścia graniczne
zostały bardziej zabezpieczone, a prześlizgnięcie się nie było łatwe. Potem
cała ta, cholerna, Sokovia, i afery związane z kosmiczną zarazą, które znacznie
wszystko utrudniły, a teraz ostatnie zamieszki i ataki. Jeśli ustawa przejdzie,
prześlizgnięcie się przez granice będzie dla niezarejestrowanego posiadacza
nieludzkiego DNA jeszcze bardziej utrudnione. W niektórych miejscach wręcz
niemożliwe. A moje pieprzone DNA właśnie takie jest. Nieludzkie. Może i nie
różni się od ludzkiego w tak wielkim stopniu jak to tych… mutantów, czy
jakkolwiek inaczej ich zwać, ale jednak nie można nie zauważyć różnicy.
10 kwietnia 2016
#34 Bucky
***
11 kwietnia
2016
/Przełączam lornetkę na wykrywanie
podczerwieni i skupiam się na skanowaniu terenu wokół fabryki. Ponownie
dziękuję sobie w myślach za to, że zachowałem część dawnego umundurowania i
kilka zabawek, które zwinąłem Hydrze. Znacznie ułatwiają sprawę. Żałuję tylko,
że nie mam swoich starych gogli, które w tej sytuacji sprawdziłyby się jak
znalazł. Zwykłe nie dałyby rady wykryć dokładnie wszystkiego z tak dużego
dystansu, a one radziły sobie bezproblemowo nawet z odległości niemal dwóch
mil. Ostatnie zniszczone zostały jednak przez Romanową jeszcze w DC, a na nową,
tak zaawansowaną parę nie udało mi się natknąć. Gdybym je miał, nie musiałbym
bawić się w używanie lornetek.
4 kwietnia 2016
#33 Bucky
***
4 kwietnia 2016
/Rozglądam
się wokół, odbijając między dłońmi nadal pełną butelkę Mielnika. Odgłos szkła szurającego o drewniany blat jest irytujący,
ale nie mogę zmusić się do tego, by przestać to robić. Muszę zająć czymś ręce,
inaczej zrobię coś głupiego.
/Kątem
oka spoglądam w stronę drzwi prowadzących na zaplecze.
/To
nie tak, że się martwię, zupełnie nie. Po prostu ostatnimi czasy cierpliwość
zdecydowanie nie jest moją mocną stroną. Tak właściwie to nigdy nią nie była,
ale ostatnio jest z tym jeszcze gorzej.
/Kiedyś bez żadnego problemu mogłem spędzać
długie godziny w zupełnym bezruchu, odcinając się od wszystkiego i skupiając
się tylko na misji, tylko na celu. Teraz nie było to już tak proste. Myśli
zaczynały szaleć, błądzić własnymi torami, mięśnie zaczynały drżeć – nie ze
zmęczenia, mogły znieść o wiele wiele więcej, a zwykłej nudy. O ile można użyć tutaj tego stwierdzenia. Tak, chyba można,
w końcu kto mógłby mi zabronić?
/Stawałem
się coraz mniej cierpliwy, coraz szybciej się nudziłem. Potrzebowałem czegoś –
jakiegoś zajęcia, które uchroniłoby mnie przez bezczynnością, pozwoliło zająć
czymś ręce.
27 marca 2016
#32 Bucky
***
/Przekrzywiam głowę, przyglądając się
jednemu z murali na przeciwnej ścianie.
/Wielkie, brudne, zamazane
wulgaryzmami A idealnie ukazuje
stosunek tego społeczeństwa do "największych herosów Ziemi”. Nienawidzą
ich. Wszędzie można to wyczuć – słychać to w audycjach radiowych, widać w
programach telewizyjnych i w artykułach gazet. Naprawdę mnie to nie dziwi. Jak
mogliby kochać kogoś, kto sam nasłał na nich tak wielkie zagrożenie, a potem
wpadł na teren pobliskiego, niepodległego państwa i dosłownie zrównał je z
ziemią, pozostawiając po sobie tylko dziurę w ziemi? Jawią się jako większe
zagrożenie od Hydry, która od dawna nie wywinęła niczego tak znaczącego. Nawet
winę za Waszyngton zrzucano głównie na SHIELD. I słusznie. Gdyby nie ich
niekompetencja, Hydra nie miałaby szans na odbudowę.
20 marca 2016
#31 Bucky
***
/Gail śmieje się głośno, gdy
okręcam ją wokół, a potem przyciągam do siebie. Jej starannie ułożone, idealnie
pofalowane włosy roztrzepały się lekko, ale to tylko dodaje jej uroku.
/Jej oddech jest lekko przyśpieszony, gdy odsuwa się o
krok wraz z ostatnimi taktami piosenki. Rumieni się uroczo, gdy całuję jej
nadgarstek, i trzepie mnie dłonią w ramię, każąc mi przestać.
/Jest
piękna.
/Poprawia fryzurę, patrząc na mnie roziskrzonymi oczyma.
/Smutnieje,
zakładając kosmyk włosów za ucho.
— Tata będzie wściekły, gdy zorientuje się, że nie ma mnie w domu.
— Wiem. — Uśmiecham się szeroko. — Ale co poradzę na to, że uwielbiam
wykradać mu cię sprzed nosa?
— Bucky.
/Spogląda na mnie karcąco, ale jej czerwone usta
rozciągają się w uśmiechu.
15 marca 2016
Powrót do teraźniejszości + #30 Bucky
N: Wracamy więc do naszego starego-nowego Bucky'ego! Już widzę tę radość...
14 marca
2016
/Przystaję przy jednym z
potężnych, betonowych słupów – pozostałościach dawnej bramy, głęboko wciągając
czyste, zimne powietrze. Majaczące w oddali, na tle górskich szczytów drzewa i
ruiny pokryte są cienką warstwą białego śniegu, od którego odbijają się
promienie porannego słońca. W oddali widać zabudowania pobliskiego miasta.
/Idealny krajobraz, wydawać by się mogło, że nienaruszony
ludzką ręką od dekad. Ukazujący tryumf pnącej się w górę, potężnej przyrody nad
marną kupą gruzu, w którą zmieniła się ta niegdyś potężna, budząca strach
twierdza, chluba Hydry.
/Gdybym nie wiedział, co działo się w tym miejscu, jaki
koszmar skrywany jest pod powierzchnią, mógłbym uznać to miejsce za piękne.
Chłodne, dzikie, nieprzystępne, ale piękne. Subiektywnie. Mam jednak dość
spaczone poczucie estetyki.
/Wypuszczam powietrze, a mój oddech zmienia się w parę.
/Odwracam się, słysząc za sobą chrzęst śniegu –
głośniejszy, bardziej wyraźny, jakby specjalnie chciała zwrócić moją uwagę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)