9 lutego 2016

Astrid Löfgren

N, taki on uparty, że pogodzenie się z tym może mu zająć długie lata, chyba że wydarzy się wcześniej coś, co kompletnie przełamie barierę. Liczę na drugą opcję. Nie, żebym jakoś szczególnie kibicowała w kwestii rozpierdzielania mu życia, ale czasem jedno wydarzenie sprawia, że dostrzega się znacznie więcej możliwości.
O nie, nie zgodzę się na to. Przez jeden zwiastun i spot zaryzykuję stwierdzeniem, że WS jest jeszcze lepiej przemyślany i odegrany, niż w CA:TWS. To nie może być tylko piętnaście minut!
Russos - czy ktokolwiek, kto to powiedział - mieli rację, że ten film będzie jednym z tych, które totalnie rozwalają psychikę. Chyba wybiorę się znacznie później niż miałam zamiar, bo musieliby mnie z sali wynosić... :D 
/Och, znasz mnie już na tyle, że powinnaś zauważyć, że ja po prostu lubię rozpierdzielać mu życie na wszelkie sposoby. Ale Bucky to Bucky, więc nieważne jak źle będzie, on i tak w końcu - prędzej lub później - wstanie, otrzepie się i pójdzie dalej. 
/Biorąc pod uwagę to, że w TFA i WS pan Stan grał tak naprawdę dwie zupełnie (no, może jednak nie zupełnie) różne postacie, a teraz musiał jakoś wiarygodnie złączyć je w jedno, miał przed sobą nie lada orzech do zgryzienia. Jednak po tym, co zobaczyliśmy w zwiastunie i spocie, stwierdzić można, że mu się to udało i to ze świetnym efektem końcowym. Coś czuję, że ukradnie sporo scen.

/Słyszałam o tym, że po zobaczeniu tego filmu to już tylko terapia :P A ilu już kandydatów do potencjalnych zgonów! Steve, Clint, Wanda, Sam, Rhodey, Sharon i zapewne jeszcze kilka osób by się znalazło. A zapewne nie zginie nikt. A jeśli już to na jakiś jeden film.
Clint, nawet nie masz możliwości wyskoczyć na parę godzin i się z rodziną zobaczyć?
Cały czas macie na głowie obdarzonych, zgadza się? Doszliście w tej kwestii do jakiegoś porozumienia? Może jest jakiś pomysł, który nie wylądował w koszu.
/Nie no, czasem mam trochę wolnego czasu, ale jest on bardzo ograniczony. Problemów jest coraz więcej, a możliwości i ludzi znacznie mniej niż kiedyś.
/Obdarzonych, Uzdolnionych, Nieludzi - jak zwal, tak zwał, ale tak, mamy. I to nie tylko, bo Hydrze najwidoczniej znudziły się wakacje i postanowiła wrócić do gry, i znowu utrudniać nam życie. A jeśli chodzi o plany, które nie zostały zakwalifikowane jako przeznaczone do niszczarki, to cóż, zbyt wiele ich nie ma. Póki co trzymamy się tego, że mamy zgarniać każdego, kto przejawia jakiekolwiek nadnaturalne zdolności i zrobić wszystko, by nie stwarzał zagrożenia dla siebie i innych.
James, wydaje mi się, że mimo wszystko było warto, bo Yelena zrobiła dla ciebie więcej, niż niejeden próbowałby zrobić. I już nie tylko o ochranianie tyłka chodzi, ale pokazała ci lepszą stronę życia, że może być inaczej. W miarę normalnie. Finał okazał się tragiczny, ale takie było ryzyko. I to, że stało się, jak się stało, nie znaczy przecież, że zawsze tak będzie.
Trudno z tej niewiedzy wyjść i nigdy nie poznasz jednoznacznej odpowiedzi. Wiem, pocieszające. Nie sądzę, że otrzymałbyś taką odpowiedź od kogoś, kto podszedłby do tego od strony religijnej czy w ogóle od jakiejkolwiek innej. Myślę, że raczej opierałoby się to na wskazówkach do samodzielnej oceny i jednym z najistotniejszych elementów byłoby twoje własne podejście do sprawy rozwinięte w toku całej tej rozmowy. Kto wie, może by cię olśniło. 
/Ta? A mi jakoś wydaje się, że nie, nie było warto, ale przecież co ja tam mogę wiedzieć, nie? Po prostu... nie przepadam za ludźmi i jeśli już jest jakiś wyjątek od reguły, ktoś, kogo... powiedzmy, że lubię, i ten ktoś to odwzajemnia, a potem ginie z mojej winy, bo zachciało mi się ułatwić sobie życie to cóż... Powiedzmy, że nie zachęciło mnie to do szukania sobie nowych kumpli. Raczej wręcz przeciwnie.
/Nie otrzymałby takiej odpowiedzi od kogoś, kto podszedłby do tego od strony religijnej? Od strony tej samej religii, w której Bóg zesłał potop, bo ludzie grzeszyli, i w której pojawiają się głosy, że Holokaust to kara za grzechy? W której niepełnosprawność czyli ułomność to kara za grzechy? Z tego, co wiem, tak twierdzą tylko ortodoksyjni, ale nie wzięło się to przecież znikąd. Jest jasno powiedziane, że to z powodu naszych grzechów jesteśmy karani. Więc cóż... Dość prawdopodobne jest, że jeśli podzielę się swoim życiorysem, właśnie to mogę usłyszeć. A to by mi raczej nie pomogło.

8 lutego 2016

Astrid Löfgren

N, wiedziałam!
Tak teraz myślę, że to będzie, cholercia, ciekawe. Znaczy to, jak sobie Bucky poradzi, bo jednak Yelena była ważną osobą w jego życiu, a jest on, co tu dużo mówić, dość poharatanym wewnętrznie człowiekiem.
Strasznie go dużo. Nie wiem, czy nie aż za dużo.
Ja na to mówiłam akwarium, może tobie też o to chodziło? :P Jak dla mnie to wygląda genialnie. Krio kojarzyło mi się raczej z tym czymś, co było w CA:TWS. Coś jak żelazny sejf, później być może udoskonalony, ale i tak wielkie WOW. 
Zapomniałam się odnieść do tych dwóch ujęć.
Czyli co, Steve jest tam, gdzie przetrzymywano niegdyś Bucky'ego, czyli jednak to wcale nie jest retrospekcja, a Bucky został schwytany i jest tam ponownie przetrzymywany przez Hydrę? Chyba miał być Sputnik w CW, więc nawet nosi to jakieś znamiona logicznego powiązania.
/Na samym początku będzie musiał pogodzić się z tym, że nie będzie mógł już do niej pójść, kiedy stwierdzi, że już nie da rady, że nie chce być dłużej sam, że potrzebuje pomocy. Dochodzi do tego też kwestia tego, że to wszystko tylko utwierdziło go w przekonaniu, że (w jego ocenie, oczywiście) nie powinien do nikogo się przywiązywać, bo gdziekolwiek pójdzie, ciągnie za sobą śmierć. 
/Jeszcze naprawdę okaże się, że w zwiastunach Bucky'ego jest dużo, a tak wszystkie sceny, w których występuje i znowu będzie miał tylko kwadrans czasu ekranowego. 
/Akwarium, szklana tuba - grunt, że się rozumiemy :P Właśnie o coś takiego jak to, co pokazano nam w CA:WS (sejf, sarkofag, trumna, takie nie wiadomo co) mi chodziło. A to, co pokazano w CA:CW jest naprawdę rewelacyjne. Czuć grozę.

/Ponoć w zwiastunie pokazanym na CC była scena z przetrzymywanej w szklanej celi Bucky'm,  a do tego chodzą plotki o Sputniku i helikopterze. Hydra mogła go więc schwytać gdzieś tak w połowie filmu i wtedy fabuła bardziej skupiłaby się na Baronie Zemo, nie na samej ustawie. Miałoby to sens. Ale jeśli Steve znalazłby Bucky'ego w komorze, moje biedne serce by tego nie wytrzymało. 
Clint, jak tam robota w SHIELD? Chyba zero szans na urlop, co?
/W najbliższej dekadzie? Raczej nie bardzo. Jeśli dobrze pójdzie, uda mi się może wynegocjować z Fury'm jeden dzień wolny, kiedy mój syn będzie się żenić. I to ten młodszy.
/A SHIELD? To SHIELD. Mamy sporo bajzlu, który trzeba ogarnąć i mnóstwo pomysłów na to, jak to zrobić. Tylko, że wszystkie prędzej lub później trafiają do kosza.
James, no to obyś to sobie udowodnił.
Może zemścić się dasz radę sam, ale cholera, co musiałbyś jeszcze przejść, żeby w końcu zauważyć, że nie możesz i nie musisz być ze wszystkim sam?
A myślisz, że co mógłbyś usłyszeć podczas takiej rozmowy? Czego oczekiwałbyś od rabina/księdza/popa/kogokolwiek, do kogo byś się zgłosił?
/Raz już tego posłuchałem, ubzdurałem sobie, że może faktycznie nie muszę być sam, że może warto jednak komuś zaufać, bo tak będzie lepiej, i co? Jak to się skończyło? Warto było? Nie wydaje mi się.
/Nie oczekuję wiele, na pewno nie rozgrzeszenia czy czegoś w tym stylu. Chciałbym po prostu, żeby ktoś powiedział mi, dlaczego akurat ja. Wierzę, chcę wierzyć, że to wszystko ma jakiś głębszy sens. Tylko, że... nie widzę tego sensu, nie potrafię go dostrzec. I boję się tego, że mógłbym usłyszeć, że to tylko kara, boska pomyłka, i że wszystko, co zrobiłem, tak mnie skaziło, że nie da się już tego... naprawić.

red hood.

Mi na tą drugą szczena opadła. :P Fakt, mogą zrobić to co było w Age of Ultron.
I zmieniłaś szablon. :D Bardzo się cieszę, bo ten mój poprzedni był taki "amatorski". Teraz trochę mi lepiej idzie w robieniu szablonów i CSS, muszę przyznać *chwalenie się jest ohydne*.
/Scena z kriokomorą jest przegenialna, naprawdę czuć klimat. Dobrze, że Marvel postanowił postawić na trochę mroczniejsze tony, bo filmy tylko na tym zyskają. 
/Lubię minimalistyczne szablony, a ten po prostu mnie urzekł. I właśnie zauważyłam, że coraz częściej majstrujesz przy swoich szablonach i je udoskonalasz. Wczoraj natknęłam się nawet na remont na Ask S&D, kiedy chciałam dodać komentarz, więc skoczę tam kiedy skończysz :)

Astrid Löfgren

 N, proszę cię, snułam niestworzone historie. Nawet przez chwilę pomyślałam, że ten tatuaż (tak, Astrid nie może się odczepić) to jakaś wskazówka.
 Jak to dobrze, że nie podchodzisz do tego lekką ręką. Myślę, że to mogłoby się udać, ale tak jak mówisz, musiałoby to być przemyślane. Najgorzej byłoby się za to zabrać, bo jednak biorąc pod uwagę fakt, że notki zawsze są dopracowane, na odpowiednim i równym poziomie, i do tego treści są logiczne, to mogłabyś dać radę. Ciężki orzech do zgryzienia, ale od czego są wiewiórki? :D
 Gdybyś nie napomknęła o spocie, to bym nawet nie wiedziała, że coś wyszło, dzięki! Woooow. I czo ten Bucky taki agresywny. W CA:TWS ledwo co udało mu się Rogersa postrzelić, największym osiągnięciem było kopnięcie agenta do silnika, a tu o, chojrak tylko by w głowę strzelał. Widziałam screen z tego na instagramie i przysięgam, myślałam, że to jakiś fanart. Matuchno kochana, nieziemskie. Ale, ale... Dlaczego nienawidzić? Jak dla mnie to on w tym mundurze może hasać cały czas, nie pogniewam się.
/O tak, rozgryzłaś mnie. Kompas i ciąg cyfr z tatuażu to tak naprawdę wskazówki, wskazujące dokładne położenie geograficzne prawdziwej Yeleny, a ta, która znalazła Bucky'ego w #8 to tylko android przysłany przez Hydrę, który miał zdobyć jego zaufanie i zaprowadzić go wprost w ich łapy. Udało ci się :P! 
/Największym problemem jest to, że zupełnie nie myślałam o takim scenariuszu i nawet nie brałam takiego zwrotu akcji pod uwagę. Nie bardzo przepadam za tym, że jakaś postać umiera i kiedy już udaje mi się z tym pogodzić, następuje klisza pt. "Niespodzianka! Nikt tak naprawdę nie umarł!", bo czuję się przez to trochę, bo ja wiem, oszukana? Ale nie mówię nie, plan zawsze może się zmienić.

/Widziałam ledwie zwiastun i spot, ale już wiem, że Bucky- badass z CA:CW będzie rządził <3
/A za to nienawidzić, że Marvel wepchnął biedaczynę do tej machiny. Niby to kanon, niby widziałam koncepty, ale myśląc o Bucky'm w kriokomorze, miałam przed oczami raczej coś podobnego do tej przezroczystej, szklanej tuby (określenie mi uciekło, więc niech już będzie ta nieszczęsna tuba) z komiksów albo jakieś skrzyżowanie istniejących krio (np. klik) z jakimś sarkofagiem (znowu nie mogłam znaleźć innego określenia), a nie.. to. Jednak ta scena ma świetny, niepokojący klimat. Jest moc. A poza tym: klik i klik, te miejsca wyglądają zadziwiająco podobnie.
James, no to jak ty sam sobie wierzysz, to ja tobie też wierzę. Tylko pamiętaj, że dałeś to na papier, znaczy w sieć, więc w razie odwrotu stracisz całkowicie wiarygodność, a to raczej ci korzyści nie przyniesie. Tak z innej, ale podobnej beczki, to przydałoby się, żeby ktoś w ciebie uwierzył. Tak naprawdę uwierzył. I żebyś to czuł, żeby cię to w jakiś sposób być może dowartościowywało, motywowało. Nawet trochę obawiam się, że po tym, co się stało, zgubisz kurs, który obrałeś.
Długa jest ta lista oczekujących? Sam chcesz to zrobić?
A może jak się sytuacja uspokoi, to porozmawiaj z rabinem? Może mógłby ci pomóc znaleźć odpowiedź na dręczące cię pytania, albo pomóc zrozumieć parę kwestii choć w części.
/Wiem, że nie jestem kimś, kogo obietnice bierze się za coś prawdziwego i niepodważalnego. Raczej wręcz przeciwnie. Obiecuję, że coś zrobię, a potem rzucam obietnicę w cholerę i robię to, co uważam za konieczne... a raczej za prostsze. Ale chcę to zmienić. Udowodnić sobie, że potrafię dotrzymać słowa, trzymać się wyznaczonych zasad, bo inaczej nigdzie nie zajdę. I nie chcę niczyjej wiary. Nie chcę nikogo. Dam sobie radę sam, jak dawniej. 
/Nie byłem w synagodze, raz wszedłem do kościoła. Będąc tam czułem się, jakbym bluźnił samą swoją obecnością. Chciałem... Chciałbym móc o tym porozmawiać, ale zwyczajnie obawiam się tego, co mógłbym usłyszeć.

red hood.

Czyli nie tylko ja się cieszę tym spotem. :D
/No ba, że nie tylko ty! Tyleee tam Bucky'ego, że powoli zaczynam mieć obawy co do tego, czy w zwiastunach nie zobaczymy wszystkich scen z jego udziałem :P Za to Steve'a trochę mało (ale te ślady pazurów na jego tarczy!). I Antek wygląda jakoś gorzej, niż w swoim solowym filmie.
Ale ta scena:
I ta:
Mnie kupiły.

Rozpoczęcie tygodnia Clinta Bartona!

W dniach 08-12.02 będzie możliwość kierowania pytań również do Clinta Bartona/ Hawkeye'a!

Astrid Löfgren

N, dziewczyno, ja przez tę akcję zaczęłam sobie tworzyć jakieś historie typu "zaginiona bliźniaczka" :D
Chciałoby się, żeby żyła, ale ożywienie - gdyby nie jakoś sensownie wyjaśnione - byłoby raczej niezbyt korzystne, bo klimat jest świetny. Obawiam się, że wskrzeszanie mogłoby go popsuć - oczywiście zakładając bzdurne "zabili, ale uciekła".
/Cóż, biorąc pod uwagę, że jesteśmy w świecie Marvela, teoria z siostrą bliźniaczką, klonem, sobowtórem, nanomaską albo androidem mogłaby przejść :P Jednak lepiej sobie podarujmy, już zbyt wiele razy pojawiał się motyw dwóch Yelen (np. klik). 
/Motyw wskrzeszenia musiałby być naprawdę przemyślany, dopracowany i dobrze opisany, by nie został schrzaniony, więc wolę się tego nawet nie tykać, nie odkręcać niczego na siłę i zostawić wszystko tak, jak jest. 

/I tak bajdełejem, nawiązując do nowego spotu - zastanawiam się, czy mam Marvela za to kochać, czy jednak nienawidzić. A do tego mundur z CA:WS wróci <3
James, mam wierzyć, że to "tylko" zapędzenie się? Jeżeli to obietnica, że nie tkniesz niewinnych ludzi, to lepiej jej dotrzymaj. Jeśli już musisz - chcesz - się mścić, to rób to sprawiedliwie, żeby kara dosięgnęła tych, którzy faktycznie zawinili i na nią zasłużyli. Nikt nie poczuje, jak to jest być na twoim miejscu, bo przez siedemdziesiąt bitych lat musiałbyś się nad wybrańcem znęcać. Nie jestem pewna, czy byś skazał drugiego człowieka na taką katorgę. Mimo wszystko.
W sensie Bóg, tak? Dobre pytanie. Może to nie kara, a próba?
/Nie musisz mi wierzyć. Nie wymagam tego od ciebie, ani o to nie proszę. Wystarczy, że ja sobie wierzę i wiem, że tego nie zrobię. Już nie. Dorwę tylko tych, którzy zasłużyli. Wszystkich, po kolei, nieważne ile miałoby mi to zająć. I wcale nie zależy mi na tym, by czuli się tak, jak ja. Do tego bym się nie posunął. Wystarczy, że doświadczą tego, co czuli ci, do których mnie wysyłali. To wystarczy. 
/Tak, właśnie On. Niby wiem, że kogo Bóg miłuje, tego karze, a chłoszcze każdego, którego za syna przyjmuje, czy jakoś tak to leciało, ale czasem...  po prostu tego nie rozumiem.

7 lutego 2016

Astrid Löfgren

N, to zaskakujące, bo serio się tego nie spodziewałam, ale jak tak teraz myślę, to to jest całkiem niezły zabieg, który popchnie (a przynajmniej może popchnąć) Bucka daleko, jak przypuszczam. Ale zdziwię się jeszcze bardziej, jeśli okaże się, że Yelena jednak żyje. Już sobie tworzę jakąś teorię spiskową, bo w pamięci wciąż mam tatuaż, więc stop. :D
/Jak mówiłam - sprawy tatuażu i tego, że Yelena nie mówiła Bucky'emu wszystkiego, zostaną wyjaśnione. Wszystko sobie rozpisałam i choć zamieniłam kilka rzeczy miejscami, wszystko idzie według (mojego złowieszczego) planu, a większość spraw uda się Bucky'emu pozamykać do CA:CW.
/I cóż, jak już wspominałam Avadzie - raczej podaruję sobie motyw kliszy "zabili ją, ale uciekła". Zacznę rozważać zmianę zdania, jedynie jeśli okaże się, że wszyscy jednak znienawidzili mnie za zabicie Yeleny i ostrzą na mnie widły. Chociaż wydaje mi się, że jeśli wyskoczyłabym z czymś podobnym do tego, jak wskrzesili ją w komiksach (super-adaptoid), to dopiero by mi się oberwało :P
James, należy się, już pomijając pytanie, co ci ta zemsta da, bo nie sądzę, że poczujesz się dużo lepiej, ale kuźwa, ich bliskich aka "osoby, na których im zależy" masz zamiar powybijać na obiadek, a ich samych na deser? Naprawdę musisz się zniżać do ich poziomu? Miejże trochę szacunku dla cudzego życia. Przynajmniej jeśli chodzi o osoby, które nie mają pojęcia, kim naprawdę są ci, których zamierzasz ukarać. Pomyśl.
Nie musisz nic mówić. Wiem.
/Dobrze, przepraszam, zapędziłem się. Mam problemy z ważeniem słów, kiedy jestem zły, choć to żadne usprawiedliwienie. Żadne. W tym przypadku były to tylko puste, złe słowa, nie zrobiłbym tego. Już nie. Już nie jestem tamtym człowiekiem, nie chcę być. Ja... nie tknę nikogo, kto na to nie zasłużył. Nie chcę tego robić. Już nigdy. Powiedziałem tak, choć nie powinienem, bo chcę po prostu... Chcę po prostu, żeby choć raz poczuli, jak to jest być na moim miejscu, na miejscu tych wszystkich ludzi, którzy zginęli przez nich, przeze mnie. Choć jeden, cholerny raz. I zwyczajnie... zwyczajnie nie potrafię zrozumieć, co złego, aż tak złego musiałem zrobić, że On tak mnie nienawidzi. 

Astrid Löfgren

N, przyznam, że o takim plusie nie pomyślałam, ale to też zawsze jakiś.
Od dawna to planowałaś, zła kobieto? 
/Bez bicia przyznaję, że planowałam to od samego początku. Miałam różne scenariusze na to, jak zakończyć ten etap, czasem zupełnie różne, ale wiedziałam, że prędzej i później tak to się skończy. Taka już ich branża.
James, tylko z zemsty?
Mogłabym ci trzasnąć pewną historię, ale to bez sensu, więc ograniczę się tylko do tego, że własna wina nigdy nie jest oczywista, jeśli nie zrobiło się czegoś z premedytacją. Są przesłanki, jakieś błędnie podjęte decyzje na przykład, jasne, ale to nigdy nie jest sto procent. Oprócz własnej winy jest jeszcze wina - ta trochę większa - po stronie skurwieli, którzy chwycili za klamki. Mam więc nadzieję, że nie zwalasz na siebie stu procent.
Tak, to masz mówić. A raczej to, co zechcesz powiedzieć, jeśli w ogóle zechcesz.
/Miałem przed tym zahamowania, naprawdę. Przez pewien czas wierzyłem nawet, że uda mi się z tym wszystkim pogodzić, zapomnieć i żyć dalej, ale teraz... To była ta ostatnia, przysłowiowa kropla goryczy. Po tym wszystkim, co mi zabrali, zemsta jest czymś, co mi się należy.
/I tak, wiem, że to nie do końca była moja wina. Tak, wiem, że nie siebie powinienem obwiniać, a ich. Wiem to. Sama wiedza czasem jednak niewiele daje.

/Jestem po prostu zły i czuję, że... Wiesz, nie mam zbyt wielu przyjaciół i teraz... Po prostu pozwól, że teraz nie powiem niczego.

Avada Simpson

Jezusie i wszyscy Święci. Ta zła kobieta zabiła Yelenę. Zabiłaś Yelenę. Zabiłaś. Yelenę. Ty. Zła. Kobieto.
Raczej kojarzę. ;) Akurat chyba pierwszy raz cieszę się że czegoś nie potrafisz. Bo zabijanie nieźle ci idzie.
Patrzenie boli. Mogło wyjść im ciut (baardzo..) lepiej.
Jak by coś się pojawiło, jestem bardzo chętna.
Yelena? Żyjesz? (Wiem że nie odpowie, ale jest to bardzo dziwne uczucie wiedząc że leży w mieszkaniu w Rosji, wśród ciał agentów Hydry i że prawdopodobnie Tarcza dojdzie co tam się stało, i że James ich bardzo mocno rozwali na drobny maczek! Zabiłaś Yelenę. Uhh!)
[...]
Zabiłaś Yelenę. Ciekawe spryciarzu co napiszesz w Walentynki.
Yelena nie żyję.
Przepraszam jeśli zrzędziłam ale tak trochę nie wierzę w to co się stało. Ty nas chyba nie lubisz..
/Coś tak czułam, że nieźle mi się oberwie za #25, i że powinnam lepiej zostać przy pierwszej wersji, w której nikt nie ginie, ale cóż... przynajmniej nikt nie może odmówić mi elementu zaskoczenia, co nie?
/Nie w Rosji, a w Ukrainie. Konkretniej w Kijowie, wcale nie tak daleko ulicy Wasylkoskiej. Yelena była Ukrainką, a w Kijowie mieszkała ze swoją ciotką Olgą, więc sądziłam, że to naturalne, że chciałaby tam wrócić. I tak, Bucky rozniesie ich w pył, bo możesz mi wierzyć, że nikt nie ujdzie cało ze spotkania ze wściekłym Winter Soldierem. 
/A o walentynki nie musisz się martwić ;) Bucky ma Yelenie jeszcze całkiem sporo do powiedzenia, a fakt, że jest osobą wierzącą jest tu pomocny.  

/I wcale nie jestem aż taka zła, Marvel potraktował Yelenę znacznie gorzej. Najpierw ją zabił, a potem "Niespodzianka! Ona wcale nie jest martwa (choć pewnie chciałaby być)!" i skończyła na stole laboratoryjnym, jako eksperyment naukowy:
 Ja podaruję sobie ten motyw. 
Jakbyś zapomniał to mógłbyś oderwać jakąś klamkę, co nie?
Jak uważasz.
Jeśli nie będą mieli chęci zrozumieć weźmy ich złapmy i pokażmy co przeżywałeś przez pieprzonych siedemdziesiąt lat.
A ja myślałam że jesteś James. To dla każdego.
Rozwalisz ich wszystkich prawda? Trzymam kciuki. (To już taka adnotacja do dzisiejszych wydarzeń.) 
/Siedemdziesiąt lat... Brzmi jak jakiś pieprzony absurd, prawda? Ktoś powiedział mi kiedyś, że Bóg doświadcza tego, kogo miłuje, i jeśli to prawda, musi kochać mnie jak jasna cholera.
/Nie musisz trzymać za mnie kciuków, nie potrzebuję tego. Znajdę ich wszystkich, jednego po drugim, i najpierw pozbędę się każdego, na kim im zależy, a potem ich zabiję. Dokładnie tak, jak mnie uczyli.