14 października 2015

Avada Simpson

Okee to ja się może wypowiem najpierw o twoim blogu:
jaaaa... Nigdy nie będę mieć takiego talentu. Prolog był żywcem wyjęty z jakiegoś horroru ;o ogólnie to rozerwane czółko numerku Dwadzieścia Dwa będzie mi się przypominało, jak tylko zobaczę naszą kochaną (taa, jasne) Natashę. Tylko jedna uwaga: ,,Rozmawiali ze sobą, śmiali się, a wrzask i dźwięk łamanych kości przeszywał powietrze i odbijał echem od ścian sprawiając, że jej klatka piersiowa zacisnęła się, nie mogąc wziąć najmniejszego oddechu." - klatka piersiowa sama się zacisnęła i nie mogła wziąć oddechu? To Yelena nie mogła wziąć oddechu, przez swoją klatkę piersiową, a nie klatka Yeleny nie mogła wziąć oddechu. Bucky w tym rozdziale taki niby groźny, ale smutno mi się zrobiło jak czytałam o tym jego kagańcu. I o krwi która do niego spływała.
Pierwszy rozdział najbardziej zaskoczył mnie śpiewem Jamesa. Cóż... spodziewałabym się wszystkiego ale nie śpiewu. Większych błędów nie wychwyciłam ;)
No więc ten... Drugi rozdział rozłożył mnie na łopatki. Z wielu powodów. Yelena i jej monolog wewnętrzny były tak cudowne i osobiste, a jednocześnie wzuszające i przerażające że... łaaa. Tak samo jak jej ,,robak" A ta przemówka Bucky;ego o broni... cóż, było się tego po nim spodziewać. Ogólnie ten rozdział miał takie podłoże psychologiczne, a odczucia Yeleny były takie... nie umiem tego opisać! Ale teraz się tak zastanawiam... albo oglądasz za dużo filmów, albo Bucky ma na ciebie taki wpływ, albo jesteś serio psychopatycznym mordercą który czatuję przez internet żeby sobie ulżyć :D Ten rozdział jest taki właśnie żywcem wyjęty z jakiegoś filmu grozy albo horroru. Rozważ pisanie scenariuszy do horrorów... I ta końcóweczka: cudo! Te oczy Jamesa <3
No więc ten: za plagiat do więzieniaa!! ;\ Idioci są wszędzie!
Masz natychmiastowo zamieścić dalszą część tego ff! Jest świetne, nie ma błędów, a fabuła jest miodzio!
N udał ci się ten dawny Bucky <3 Szczeniaczek jakich mało, oczka wielkie i tylko brakuje obróżki! (może jakiś subtelny prezent od Ventolin? ;D) Ale to ma'am! Umarłabym jakby chłopak tak do mnie mówił. Umarła. Ale on by umarł jakby mówił tak do wszystkich, jak nasz szanowny Jamie.
Tak, tak Howard, to będzie coś wielkiego! <3
Alee długi komentarz! ;)
I tak mam nadzieję że nie wydam całej kasy przeznaczonej na książki na czekoladę :D
/Zacznę od tego: Czy naprawdę nikt nie lubi Natashy? Cóż, ja nie ukrywam, że nie darzę jej zbytnią sympatią i numer 22 nieprzypadkowo otrzymała taki a nie inny kolor włosów. I nie ukrywam, że miałam przyjemność z pisania tej sceny. Ale to pewnie dla tego, że mój wewnętrzny psychopata przejął stery :P
/Ale wróćmy do meritum. "Mój" Bucky jest mieszanką smutnego szczeniaczka, którego dostaliśmy w MCU z wściekłym psem, które nie raz mogliśmy oglądać w Ziemi 616. Głównie wzoruję się jednak na tym drugim- stąd przykładowo ten z tyłka, za przeproszeniem, wyjęty śpiew, który nijak ma się do sytuacji. Zwyczajnie nie wszystko poukładało mu się w głowie tak jak trzeba i w jednej chwili wpadnie w szał, bo ktoś zwrócił się do niego nie takim tonem jak trzeba, a chwile później będzie potulny jak baranek. Radzę się więc przygotować na więcej scen typu "wtf, Barnes?". 
.A jeśli chodzi o błędy to nawet nie ukrywam, że mam z tym spory problem, robię ich sporo i część z nich zobaczę dopiero, gdy ktoś pokaże mi je palcem (znów cześć, Rakshasha!) i powie dlaczego jest to nieprawidłowe. 
.Cóż, ostatnimi czasy jedynymi filmami, a raczej serialami, które oglądałam, były "Gotowe na wszystko" i "Dawno, dawno temu", więc raczej to nie z nich zaczerpnęłam wenę twórczą. Pozostaje więc opcja o byciu psychopatycznym mordercą. A myślałam, że nikt się nie zorientuje...
I zapomniałabym, najbardziej rozśmieszyłaś mnie stwierdzeniem "nie ma błędów" :D

.Co jak co, ale obróżka z napisem "Jeśli mnie znalazłeś, zwróć proszę królowej Ventolin" by mu się przydała. Facet tak często się w coś wplątuje, że wyprowadzenie go na smyczy to nie głupi pomysł.
Buckyś traktuje ma'am jako zwrot grzecznościowy, ale bez obaw, bo do najważniejszych kobiet swojego życia zwraca się już inaczej- przytoczę tutaj choćby to jego "ma", którym określał panią Barnes. I nadal określa, należałoby dodać :)

Astrid Löfgren

N, co?! Zrobił sobie z tej rąsi breloczek albo jakiś talizman? Serio?
Prawdziwa miłość <3 
 Breloczek? Gdzie tam, przecież to by było zbyt dziwne. Dlatego on chadza tak:
 To wcale a wcale nie jest dziwne. Nope. To, że wymazał sobie gwiazdę krwią na klacie też nie jest dziwne. Wcale. Steve chyba za bardzo przegrzał się w tej swojej zbroi.
Yelena, jak to się stało, że "wzięłaś pod swoje skrzydła" Likę? Dlaczego poprosiłaś Jamesa o pomoc? I ogólnie co słychać?
 Jej matka była moją przyjaciółką, a naprawdę nie miałam ich zbyt wielu. Poznałyśmy się jeszcze w Red Roomie, nie raz pomogła mi z powrotem stanąć na nogi i pozbierać się do kupy. Może i nie dałam rady pomóc jej, ale mimo tego mogłam coś dla niej zrobić. Jednak nawet nie próbowałam się oszukiwać, że nie dam rady zająć się dzieckiem, dlatego kontaktowałam się z nią tylko raz na jakiś czas. To było najlepsze wyjście, choć przez te wszystkie lata i tak wytworzyła się między nami jakaś więź. I dlatego nie chciałabym być w skórze tego, który spróbował położyć na niej łapy. Chcę móc załatwić to po swojemu, więc musiałam znaleźć kogoś, kto mi pomoże, ale nie będzie się wtrącał, jeśli będę tego wymagała. Dlatego padło na Jamesa. W niektórych kwestiach bywa bardzo ugodowy.
James, chyba nie ma tematu, z którego byś nie zboczył.
Ale chyba nie są tak popieprzeni jak ci z Hydry. To jakiś plus. Marny, bo marny, ale plus. Wyjaśniło się już cokolwiek?
Słabe to pocieszenie, ale parę rzeczy ci jednak wyszło. Tak w miarę. No i trafiłeś na paru ludzi, którzy nie chcą cię od razu zabić na dzień dobry, to też coś pozytywnego w tym wszystkim.
/Nie zboczyłem z tematu morderstwa. Prawie nie zboczyłem. Jednak chyba to nie powód do radości.
/Hydra to Hydra. Oni popieprzeni są z założenia i są z tego dumni, więc to zupełnie inna kategoria. Poza tym, ostatnio jakby zapadli się pod ziemię, a to raczej niezbyt dobry znak. Ale wracając, bo nie mówimy teraz o Hydrze. Sam fakt zorientowania się, kto i kiedy to zrobił, można już chyba nazwać czymkolwiek. Teraz pozostała tylko zabawa ze znalezieniem ich i urządzeniem miłego powitania, ale można powiedzieć, że to ta łatwiejsza część.
/"Parę rzeczy w miarę ci wyszło". Naprawdę wiesz jak skutecznie pocieszyć człowieka, naprawdę. Od razu mi lepiej. I fakt, znajdzie się kilka osób które nie chciały zabić mnie na dzień dobry, ale wierz mi, że po spędzeniu ze mną dłużej chwili, zmieniłoby się to. Ta wiedza to już mniejszy pozytyw.

Avada Simpson

Zrobisz Howarda? To będzie ciekawe doświadczenie :D
Nie wchodzić?! Twój ask za bardzo uzależnia! Ale zapewne jeśli dasz odpowiedzi tego typu, w dniach 16-23 zniknie mnóstwo czekolady z mojej szafki... Pocieszam się słodyczami ;)
Ogólnie stary Bucky, ma to śliczne uzależnienie z ,,ma'am" To takie uroczo, szczeniaczkowate <3 
Zapomniałabym! Podesłałabyś linka do swojego ff? :)
Howard miał pojawić się już poprzednim razem, ale za bardzo się wahałam. Teraz mnie przekonano (cześć Rakshasha!) i zdecydowałam się zaryzykować. Mam nadzieję, że papa Stark nie zawiedzie.
Stary Buckyś z założenia miał być właśnie taki uroczo szczeniaczkowaty i naprawdę cieszę się, że mi się udało :) I postaram się żebyś nie zbankrutowała na kupnie czekolady!
Link do bloga znajdziesz w prawym, górnym rogu, w kolumnie "Powiązany blog". Chwilowo dostęp był zablokowany, bo kopiowałam kilka rzeczy i chciałam wprowadzić kilka zmian, ale odblokowałam go, więc możesz śmiało wchodzić. Byłoby mi miło, gdybyś wyraziła swoją opinię po przeczytaniu :) I na razie na blogu są tylko dwa rozdziały i prolog, ale już przymierzam się do reaktywacji. 

Astrid Löfgren

N, okej, teraz to się autentycznie przeraziłam. Absurd goni absurd, niezły chwyt. Orientujesz się w popularności tej serii? Chodzi mi o to, jak przyjęli to czytelnicy, bo z tego, co zdążyłam usłyszeć czy przeczytać, jest to dość kontrowersyjny świat.
No tak właśnie myślałam, ale tliła się nadzieja, że jednak nie. Jakaż jestem naiwna. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Stucky to komiksowa rzeczywistość, a nie wymysł fanów :D Ciężko się temu wrażeniu oprzeć. Nie mogę się też oprzeć wyobrażaniu sobie tego na dużym ekranie. Dramat.
 Ostatnio wszystkie nowe i w założeniu genialne pomysły Marvela nie są odbierane zbyt dobrze. A przynajmniej nie tak dobrze jak się spodziewano. Zniszczono uniwersum Ultimate i zastąpiono je niezbyt udanym Battleworld, przestano wydawać komiksy o Fantastycznej Czwórce, Wolviernem jest X-23, Thorem jest Jane Foster, Capem jest Sam Wilson, a Steve chodzi z metalową protezą Bucky'ego przewieszoną przez ramię i rozpacza. Można by wymieniać tego znacznie więcej.
 W tej serii Steve wypowiada imię Bucky'ego średnio trzy razy na stronę, wspomina go cztery razy na zeszyt, obwinia się o coś z nim związanego średnio dwa razy na zeszyt i angstuje więcej niż kiedykolwiek. Wolę obie nawet nie wyobrażać sobie tego w wykonaniu panów Stana i Evansa.
James, no tak, tu masz rację, bo faktycznie szeroko rozumiana różnorodność nie istnieje i często dosłownie wszystko wygląda podobnie. Chociaż z drugiej strony tyle tych morderstw w realnym świecie było, że może być trudno wymyślić coś nowego. Nie wiem, nie znam się.
Już mi się nie podoba, że to przyrządowy twór. Zdecydowanie źle to wygląda. Kroi się chyba niezła afera. Jakimi metodami posługują się agenci, czy kim ci ludzie są, z tego projektu?
Nie wiem, co musiałbyś zrobić, żeby się przestało w końcu pieprzyć. Za dużo na ciebie spadło. Przykre to.
/Dobra, zostawmy temat morderstw i ich braku różnorodności. Przerzućmy się lepiej na pogodę. Chociaż lepiej nie, bo znowu zboczę z tematu.
/Wierz mi z doświadczenia, że organizacje, które mają jakikolwiek związek z rządem, często składają się z największych szuj i bydlaków. Nie kieruje nimi żadna, nawet najbardziej popieprzona ideologia, a tylko pociąg do forsy. Tak jest też w tym przypadku. Znaleźć, osaczyć, unieszkodliwić, zawlec przed szefostwo jak, natychmiastowo zlikwidować jeśli sprawia problemy. Zero cackania się i przejmowania się szkodami, bo wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić.
/Cóż, próbowałem wielu rzeczy, które mogłyby to zmienić, ale skoro nadal tutaj siedzę, łatwo można zorientować się, że mi nie wyszło.

13 października 2015

Avada Simpson

Tak ten człowiek lata, to mnie tak trochę załamał... Jak to powiedziała moja koleżanka po kilku minutach całkowitej ciszy: ,,No to już było okrutne." ;(
Zawisły mi ręce nad klawiaturą, i tak przez chwilę nie wiedziałam co z nimi zrobić. Kompletna pustka. Człowiek lata. Załamanie psychiczne stwierdzone od teraz. Znowu.
Och no wiem, wierz mi, że czasem miewam podobnie. Polecam więc nie wchodzić na bloga między 16 a 23, bo w tych dniach znowu wraca "stary" Bucky i podobne stany znowu mogą mieć miejsce. Pojawi się też "stary" Steve i najprawdopodobniej Peggy albo Howard.

Astrid Löfgren

N, faktycznie! Nigdy bym na to nie wpadła. Wszystko się wyjaśnia.
Ten świat wydaje mi się straszny, wręcz tragiczny, mimo tego że tak naprawdę nie miałam z tą serią styczności na dłużej, a widziałam tylko nieliczne screeny. Mam nadzieję, że to tylko pozory i się mylę.
Ojeju. Umarł na rękach Steve'a? 
 Ta seria jest tak pochrzaniona, że w porównaniu do niej ta teoria naprawdę ma sens. W ostatnim numerze gladiator Steve spotkał swój odpowiednik z innego uniwersum, który był... Hulkiem. I wzajemnie rozpaczali za swoimi Bucky'mi.
 Raczej się nie mylisz. Ten zakątek świata, który widzimy w serii, opanowany został przez hulki, a ludzie traktowani są jak niewolnicy, a niektórzy z nich zmuszani są do walk na arenach- jak nasza wyżej wspomniana parka. Bucky okazał się być naprawdę skuteczny, więc wysłano go do zabicia Red Kinga, ale mu się nie udało i sam zginął. 
 No ba, że tak. Czyżby teraz nadganiali te wszystkie razy, gdy umierali osobno i postanowili nie wypuszczać się z ramion? Byle tak dalej chłopaki, a nie opędzicie się od Stucky.
James, po prostu założyłam, że skoro jakąś część tego, co się do ciebie mówi, odbierasz jako atak, to równie dobrze część moich słów tak mogłeś potraktować. Tyle.
Nie musisz, jeśli nie chcesz. Wydało mi się to interesujące, ale obejdę się smakiem, nie jest to niezbędna wiedza.
A jesteście pewni, że nic nie wie? Tak na sto procent? Z jakiego ramienia ten cały Projekt Ogar powstał? To coś zbliżonego do Hydry czy do czegoś innego? Jak by nie działali, i tak pewnie po części chodzi o ciebie. Mogę się założyć.
 A czy to teraz ważne? Może odbierałem, może nie, teraz sam nie mam już co do tego pewności, więc nie widzę powodu do roztrząsania tematu.
 Najbardziej irytująca jest schematyczność w przedstawianiu zbrodni, jakby kierowano się myślą, że planowanie, a co dopiero wykonanie morderstwa jest tak męczące, że najlepiej powtarzać wykorzystany już setki razy pomysł i to jeszcze z przekonaniem, że na pewno nikt nie wpadnie na nasz trop. I jeszcze to, że w popkulturze perfekcyjni mordercy pojawiają się prawie tak często jak seryjni mordercy czy psychopaci z krwi i kości, choć tak naprawdę zdarzają się oni niezwykle rzadko i można wymienić ich na palach. 
 Nie miałem z nią prędzej do czynienia, a przynajmniej jestem tego prawie pewien, więc moja wiedza opiera się tylko na tym, co mówi Yelena. A skoro mówi, że młoda nic nie wie, to najpewniej tak jest. Chyba wiedziałaby jeśli byłoby inaczej.
Projekt Ogar to zdecydowanie nie Hydra. Na szczęście, należałoby dodać. W Hydrze od samego początku nawet nie próbowano udawać, że są tymi dobrymi, którzy naprawiają świat, oczyszczając go z wszelkiego śmiecia, a kierowano się tylko łaknieniem władzy i to sprawiło, że to wszystko tak się rozrosło. A Projekt Ogar był jakimś przyrządowym tworem, który miał dbać o "bezpieczeństwo wyższej spray i społeczeństwa". Trochę jednak minęli się z celem, co dość łatwo można zauważyć.
Wierz mi, że świadomość tego, że znowu wszystko może się spieprzyć z mojej winy, nie jest zbyt pocieszająca.

Astrid Löfgren

N, chyba nie znajdziemy logicznego wyjaśnienia dla istnienia tyranozaura w roli konia :(
Tak się spytam, by upewnić: ten komiks umiejscowiony jest w jakichś konkretnych latach? Ni to starożytność, ni to średniowiecze, ni to nowoczesność. Pewnie nie zrozumiem :D
Ale za to jaki ma miecz! Wynagradza on wszystkie niedogodności! 
W filmach Kapitana gra Chris Evans, w tym samym uniwersum gra też inny Chris- Chris Pratt, który ostatnio zagrał w Jurasic World, w którym to pojawił się tyranozaur. Dlaczego czerwony? Czerwień symbolizuje działanie, przygodę, energię, niebezpieczeństwo. A jak wiadomo- tyranozaury były niebezpieczne. Widzisz? Sens! 
Seria "Planet Hulk" umiejscowiona jest w nowym uniwersum, powstałym ze zderzenia rzeczywistości 616 i Ultimate- w Battleworld. Doktor Doom użył swojej magicznej mocy, by z resztek uniwersów stworzyć swój własny świat. Można więc powiedzieć, że to taka alternatywna przyszłość. Bardziej w skrócie nie da się tego opisać, by miało to ręce i nogi :P
Cóż, raczej nie bardzo mu ten miecz pomógł, bo Buckyś jest martwy. Znowu. 
James, przepraszam, ale to bez sensu. Jak udowodniono, że skok z osiemnastego piętra powinien cię zabić, skoro nie zabił? Nie da się udowodnić czegoś, czego nie da się wykonać, chyba że właśnie awykonalność chcemy udowodnić. Porównywanie twojej fizyczności do fizyczności innych, zwykłych ludzi, jest bez sensu. Ciebie nie zabije jebnięcie głową w krawężnik czy radosne przywitanie z betonem po kilkusekundowym locie, a część zwykłych osobników już tak i to z dużym prawdopodobieństwem. Także nie wiem gdzie tu analogia do wiary w siebie, ale już to pomińmy, bo albo oboje coś źle rozumiemy, albo któreś z nas. 
/Dobra, inaczej i znacznie krócej, bo znowu kiepsko sypiam i naprawdę nie mam chęci na produkowanie się, czy sprzeczki. Zawsze są wyjątki od reguły, a ja nie mam zamiaru wierzyć w to, co wymyślili sobie jacyś pseudonaukowcy, którzy nie potrafili znaleźć sobie niczego sensowniejszego do roboty, więc wzięli się za pewność siebie. O tak, zmienili swoim odkryciem świat. I tak pomińmy to.
/A czy powiedziałem "odbieram wszystko jako atak, bo ty nieustannie to robisz"? Nie przypominam sobie, by można było znaleźć to w słowach "Może i zbyt wiele rzeczy odbieram jako atak na moją osobę". Z naciskiem na "może" i "zbyt wiele". 
/Naprawdę mam zacząć dyskusję o błędach w przedstawianiu morderstwa w popkulturze? Jasne, podchodzę do tego... z większą łatwością, niż przedtem, ale nie oszukujmy się, że jednak sporo w tym zwykłej pozy. Mógłbym śmiać się z takich błędów, ale raczej nie byłby to śmiech radości, wierz mi.
/Najgorsze w tej sytuacji jest to, że młoda tak naprawdę nic nie wie, więc nic jej się "nie wymsknie". Nie znała ojca, zapewne ledwo pamięta matkę i wątpię by zorientowała się, że kobieta, która przez te wszystkie lata podawała się za jej ciotkę, była tak naprawdę rosyjskim szpiegiem. Gdyby znała choć mało istotne i przedawnione fakty, byłoby dla niej lepiej, bo coś by z niej wyciągnęli. A tak? Nikt przecież nie uwierzy, że panienka Lika o niczym nie ma pojęcia. Projekt Ogar to nie SHIELD czy Hydra. Nie mają takiego zasięgu, są mniej zorientowani i mniej zaawansowani, bardziej skupieni na działaniu tylko w jednej sprawie. Dlatego dziwią mnie ich działania. Są inne, niepodobne do żadnego, wcześniejszego schematu, co jest do nich niepodobne. Jakoś ciężko wierzyć mi w to, że poświęciliby masę czasu, ludzi i środków na to, by mieć mały procent szans na zwabienie mnie, a jeszcze mniejszy na to, że po raz kolejny zachowam się jak amator i wejdę w sidła. Nie działają w ten sposób.

12 października 2015

Rakshasha M

Jest tak mhroczną postacią, że mu oszczędzili, ufff. Yup, na tych zalinkowanych screenach faktycznie bardzo zacznie, zrobili mu wielką przysługę filmem ^^ I mi tam w sumie jego makijaż na pandę, czy jak ja lubię to zwać - warpaint - nawet aż tak nie przeszkadza. Ale jak jest razem z maską! Bo bez maski to już słabo xd Przynajmniej patrząc po tej jednej scenie, która krąży po internetach, a w filmie się nie pojawiła... Swoją drogą, wiesz może o niej coś więcej? Do dziś kminię, po cóż i kiedy mogła się pojawić.
Dokładnie ten kostium miałam na myśli, padłabym ze śmiechu - kosmici pewnie też xD
Albo mi się wydaje, albo gdzieś widziałam coś z podobną tematyką... Ugh, brzmi naprawdę kiepsko, i chociaż postawa takich ludzi irytuje niesamowicie, to już dawno doszłam do wniosku, że szkoda na nich czasu i nerwów. Gdyby tylko nie zalewali ponad połowy internetowego świata literackiego! Przynajmniej zazwyczaj działają gdzieś tam na swoim małym poletku i nie przeszkadzają za bardzo, o ile się na nich człowiek nie natnie. Zapewne nie, jednak ja - niestety - już jakiś czas temu straciłam wiarę w niektóre polonistki. Moja twierdzi, że "z dużej/z małej liter" jest poprawną formą. Poprawną! T^T
Ta scena była najpewniej została nakręcona tylko na potrzeby promocji, bo zwyczajnie nie byłoby dla niej miejsca w filmie. Niektórzy dopatrują się w niej jakiejś symboliki- Bucky pozostawia za sobą zniszczenia i podnosi tarczę, przyciskając ją do piersi, co miałoby pokazywać dalszą drogę rozwoju postaci i zapowiadać przejecie roli Kapitana. I nawiązując do scen, które nie znalazły się w filmie- tak wyglądać miało w pierwszej wersji rozpoczęcie CA:WS:
Osobiście to wykorzystanie "the end of the line" przemawia do mnie bardziej niż to, które zobaczyliśmy w ostatecznej wersji.
I cóż, możliwe, że natknęłaś się na tego bloga. Nie będę rzucać linkami, ale podpowiem, że Tony naśmiewał się tam z tego, że Bruce Wayne (tak, Batman) jest sierotą... samemu będąc sierotą.
Pozwól, że nie skomentuję dużej i małej litery, bo nie chcę załamywać się jeszcze bardziej.

Astrid Löfgren

N, przyznaję, jest jakiś sens. Wikingowie dotarli też do Ameryki, więc może to miało być taki hołd, plus to, o czym mówisz :D Z sensem czy bez - i tak nie wygląda to dobrze moim zdaniem. Poza tym nawet imię mi nie pasuje do takiego imidżu. Już prędzej jakiś Harald czy inny Gunnar,, już pomijając pochodzenie :P
A więc sens kucyka i topora wyjaśniony. Teraz czas na doszukiwanie się go w jeżdżeniu na czerwonym tyranozaurze :P 
I imidż Steve'a imidżem Steve'a, ale zobacz w czym biegał biedny Buckyś: klik. Biedny musiał biegać po opanowanej przez hulki Grenlandii w samym pasku i spódniczce! A do tego zaczął cierpieć na całkowity brak jakiejkolwiek talii. 
James, w moim odczuciu to, że się wie, że jest się w czymś dobrym, jest już samo w sobie wiarą we własne możliwości. Zresztą, to o czym mówię jest naukowo udowodnione, ale nie musisz się z tym zgadzać.
A ja nie ukrywam, że jestem zdziwiona, bo naprawdę uważałam, że będziesz unikać wszelkich fikcji, tym bardziej dotyczących zbrodni. Kiedyś wspominałeś, że to nieco miesza w głowie. Głównie o to mi chodziło, a nie o to, że jesteś oporny na tego typu rozrywki, bo jesteś na to za głupi - tak właśnie myślę, że to odebrałeś, mogę się mylić. Nie miałam zamiaru ci uwłaczać.
A jesteś w stanie określić dokładnie? No raczej nie. Macie jakąś teorię, co mogło się stać z tą dziewczyną?
/Nie bardzo obchodzi mnie to, co zostało "naukowo udowodnione". Udowodnione zostało choćby to, że skok z osiemnastego piętra na beton powinien mnie zabić, a patrz, coś nie bardzo mi się to udało. Nie wspomnę już o innych rzeczach, które powinny mnie zabić albo zrobić ze mnie warzywko, a jednak tak się nie stało. Więc jednak nie zamierzam się z tym zgadzać.
/Może i zbyt wiele rzeczy odbieram jako atak na moją osobę, ale właśnie w ten sposób to odebrałem. Nie pamiętam wszystkiego, co komuś powiedziałem, więc zwyczajnie nie skojarzyłem odniesienia do moich współcześniejszych słów. Zdążyłem przeczytać tyle sprawozdań i akt, że tematyka fikcyjnej zbrodni nie bardzo mi już przeszkadza, a raczej... te wszystkie absurdy w jej przedstawianiu odrobinę mnie bawią, jeśli można to tak nazwać. Fikcja sama w sobie nadal mnie irytuje, ale łatwiej jest mi zapamiętywać zwroty, gdy widzę używanie ich w zdaniach, a nie z suchych, słownikowych definicji. 
/Jeśli bym się uparł i żadne niespodziewane wydarzenia nie miałby miejsca to zapewne tak, mógłbym i to nawet co do godziny. Jednak nie wydaje mi się, by miało to teraz jakikolwiek sens. 
/Wygląda to na robotę Projektu Ogar. Zajmują się tropieniem niedobitków Departamentu, wszelkiej maści eksperymentów- tutaj serdecznie pozdrawiam- i jakkolwiek uzdolnionych. W tym przypadku ich pofatygowanie się nie ma to do końca sensu. Jasne, mogą próbować wyciągnąć z niej informację o ojcu, cioteczce Belovej czy kimkolwiek innym, ale... coś tu wyraźnie nie gra.

Astrid Löfgren

N, wygląda jak wiking z tym dwustronnym toporkiem i tarczą, no i oczywiście blond grzywą. Ja nie wiem, gdzie oni mają oczy? Przecież to wygląda źle. Niby Kapitan Ameryka a bardziej przypomina gladiatora właśnie, albo wcześniej wspomnianego wikinga. Gdzie tu Ameryka?! :D
To wszystko tak naprawdę ma wielki sens. Steve  urodził się i wychował w Ameryce, ale jego rodzice byli irlandzkimi emigrantami. Na początku X w. do Irlandii dotarli Normanowie, którzy zaczęli się tam osiedlać. Wikingowie używali tarczy, Steve też używał tarczy i też był związany z Irlandią, więc zrobili z niego wikinga. Widzisz? Sens :P
James, dobre nastawienie bez wiary w siebie jest niewiele warte, więc możesz mieć rację, że i tak się spieprzy.
Jakie szczęście, że na dobrą sprawę nie mam z tymi dziwnościami styczności. Albo mam, ale o tym nie wiem. I weź tu bądź pewnym czegokolwiek.
Przyznam, że jestem w nie małym szoku. Zakładałam, że będziesz unikać tego typu rozrywek/zajęć. Miłe zaskoczenie. Podobało się chociaż?
Jak sądzisz, ile czasu wam takie dopasowanie zajmie?
/O tak, bo wiara w siebie sprawi, że wszystko zacznie się układać, chmury odsłonią słońce, a ptaszki zaczną głośniej ćwierkać. Jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, będzie mu się to udawało nawet, gdy będzie nastawiony na porażkę. Wiedza i umiejętności przydają się jednak bardziej, niż pozytywne wibracje i im podobne.
/Wierz mi, że akurat w tym przypadku czasem po prostu lepiej jest żyć w błogiej niewiedzy.
/Nie ukrywam, że twoje wielkie zdziwienie jest odrobinę uwłaczające. Wystarczyło, że raz podkreśliłaś ten szok i mogłaś to sobie darować, bo może i nie wyglądam na wielkiego fana literatury, czy na materiał na mola książkowego, ale jednak nie zapieram się nad tym rękami i nogami. Może i nie sprawia mi to nie wiadomo jakiej radości, ale jednak coś z tego mam, więc jest to argument "za" przymuszeniem się do tego i próbowaniem się na tym skupić. 
/Ile dokładnie? Ciężko stwierdzić. Gdy ma się ograniczone możliwości i tylko kilka niewyraźnych ujęć z monitoringu to tak naprawdę wszystko opiera się na metodzie wykluczeń. Ale raczej niezbyt długo, sprawa jakich wiele.